• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Borgin & Burkes > Główne wejście
Główne wejście
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 22:34

Główne wejście
Jeden z najbardziej złowrogich sklepów w całym Londynie, ukryty głęboko przy mrocznej ulicy Nokturnu. Mimo że jego wygląd nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród innych sklepowych witryn w tej okolicy, to samo wejście do sklepu sprawia, że przechodzących tamtędy czarodziejów ogarnia dziwne uczucie niepokoju - być może przez wzgląd na wyjątkowo przerażającą renomę lokalu. Wysokie, wąskie drzwi pokryte są ciemnym, drewnianym lakierem, który wydaje się lekko popękany. Na szklanej witrynie znajdują się dziwaczne przedmioty – kości w słoikach, dziwne maski, a obok nich wysuszone ręce glorii.
Wnętrze sklepu jest ponure i duszne, wypełnione zapachem starego drewna i wilgoci, a jego surowe, brudne ściany są obciążone ogromnymi regałami, na których piętrzą się przedmioty związane z czarną magią. W kątach można dostrzec zakurzone skrzynie pełne przeklętych artefaktów – od szubienicznych lin po zniszczone, krwawiące karty do gry. Każdy, kto odwiedza to miejsce, wie, że nie wychodzi stąd bez choćby drobnej wątpliwości, czy to, co zabrał ze sobą, jest naprawdę tym, czym się wydaje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
11-08-2025, 17:12
Nie umknęło mu kiedy rozbawienie zniknęło z twarzy kapitana. Temat kobiet na pokładzie był dość wrażliwy i zdawał sobie z tego sprawę. Ale przecież kobiety nie raz podróżowały na statkach. Chociażby kiedy był z żoną w Egipcie i udali się w mały, dwudniowy rejs, nikt nie sprzeciwiał się obecności Vivienne na pokładzie. Podejrzewał oczywiście, że chodziło o utrzymanie ciągłości biznesu i utrzymania popytu na turystykę. Z resztą to był też trochę inny statek, więc może o to chodziło. W tym przypadku w każdym razie wyraźnie widział, że Fernsby nie koniecznie jest zadowolony z takiego obrotu spraw. No cóż, nie miał innego wyjścia, jeśli chciał otrzymać porządną zapłatę za ten kurs musiał się poświęcić. Coś za coś.
Skinął nieznacznie głową zadowolony, że kwestie naprawy statku mieli załatwioną. Wychodziło również na to, że sprawa kobiety na pokładzie również została zamknięta.
- Naturalnie, niczego innego się nie spodziewałem. Dodatkowa premia zostanie wypłacona po dowiezieniu transportu na miejsce. - odparł spokojnie lekko kiwając głową – Nie wiem kim jest ta kobieta, ani jakie ma znaczenie dla zleceniodawcy, ale podzielam twoje zdanie. Niech siedzi w kajucie i nie rzuca się w oczy. - dodał spokojnie.
Cieszył się, że mają to z głowy. Szczerze mówiąc spodziewał się, że kapitan będzie cięższy w przekonaniu do wykonania tego zadania. Wychodziło jednak na to, że oboje byli dokładnie tak samo łasi na pieniądze, jednocześnie również chcieli utrzymywać dobre opinie na temat swojego interesu. A nic tak nie napędzało popytu jak dobra reklama. Burke współpracował z Fernby’ym już dobrych kilka lat i ten nigdy go nie zawiódł, nie było więc nic dziwnego, że kiedy ludzie z branży podpytywali go o dobrego przemytnika rzucał nazwiskiem kapitana bez cienia zawahania.
- Rozumiem, w takim razie będę czekał na twoją sowę, a teraz poinformuje klienta o planach na najbliższe dni. - odezwał się po dłuższej chwili milczenia, tym samym uznając to spotkanie za zakończone.
Panowie pożegnali się jak należy, po czym Xavier odprowadził wzrokiem mężczyznę do drzwi. Odczekał kilka chwil, aż ten zniknie mu z oczu, po czym obrócił się na pięcie i wrócił do gabinetu na tyłach. Kolejna transakcja zakończona sukcesem, takie właśnie dni lubił najbardziej.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 17:43
20.04.1962

Chociaż nie do końca akurat miał na to ochotę podniósł się rano i poszedł do pracy. Poprzednie dwa dni obfitowały w takie atrakcje jak dawno nie. Informacja, że zostanie ojcem przewróciła mu wszystko do góry nogami. Z jednej strony był niesamowicie szczęśliwy, zawsze chciał założyć rodzinę, mieć dzieci. Rozpierała go duma, że będzie to miało w końcu miejsce. Z drugiej strony był przerażony. Wróciły do niego wszystkie wspomnienia związane z dniem kiedy stracił pierwszą żonę. Nic tego nie zapowiadało, ciąża przebiegała poprawnie, komplikacje pojawiły się dopiero w dniu porodu. I to właśnie wtedy stracił i żonę i ich nowo narodzoną córeczkę. Długo po tym wszystkim nie mógł dojść do siebie, był załamany, a pozbieranie się zajęło mu dużo czasu. Teraz, kiedy dowiedział się o ciąży, znów nawiedziły go te wszystkie okropne wspomnienia. Myśl, że mógłby stracić Vivienne w ten sam sposób co Charlotte go paraliżowała. Poprzedniego dnia pierwszy raz w pełni otworzył się przed żoną ze swoimi obawami, powiedział jej co leży mu na sercu. Ona również zwierzyła mu się ze swoich. Zbliżyło ich to do siebie, pozwoliło im lepiej się poznać. Xavier zapewnił żonę, że będę przy niej w każdym momencie, że będą w tym razem i nie pozwoli by ze względu na ciąże musiała zapomnieć o sobie.
Teraz jednak kiedy siedział w gabinecie na tyle sklepu jego myśli cały czas uciekały w kierunku żony. Zostawił ją dzisiaj samą w domu, miał nadzieję, że uda jej się trochę odetchnąć, złapać oddech i to wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie chciał na nią w żaden sposób naciskać. Przeglądał na spokojnie kolejne listy z prośbą o ekspertyzę. Było ich kilka, jednak nie wszystkimi miał zamiar się zająć. Zawsze brał na siebie te bardziej ciekawe, bardziej tajemnicze i skomplikowane, łatwiejsze zostawiając dla innych pracowników sklepu, czy to siostry czy kuzynki. Posegregował więc listy i przedmioty z nimi przysłane na odpowiednie kupki, po czym zajął się jednym z nich. Najpierw obejrzał go dokładnie, szukając jakichkolwiek zapisów runicznych, starał się ocenić jego wiek oraz pochodzenie. Musiał sięgnąć do kilku książek aby zaczerpnąć z nich wiedzę, bo jednak nie był wszechwiedzący. Zajęcie się artefaktem pozwoliło mu oderwać myśli od żony.
Właśnie dokonywał końcowych zapisów odnośnie wykonanej ekspertyzy kiedy usłyszał zamieszanie na froncie sklepu. Rzadko kiedy dochodziło tutaj do takich sytuacji, przeważnie panował spokój i cisza, nikt sobie nie przeszkadzał. Klientela, która zjawiała się w sklepie osobiście zachowywała się cicho, nie chcąc zwracać na siebie uwagi, jakby samo przebywanie w tym miejscu było podejrzane. Co prawda można było to tak postrzegać, ale interes, który prowadzili był legalny, w każdym razie na zewnątrz. Ci co chcieli dobić interesów tych mniej legalnych raczej nie pojawiali się w sklepie. Zainteresowało go jednak to nagłe poruszenie, więc podniósł się od biurka i przeciągając się wyszedł na front.
- A ty co tutaj robisz? - uniósł brew ku górze widząc młodego francuza stojącego przy kontuarze, po czym dał znać mężczyźnie za ladą aby sobie poszedł - Nie przypominam sobie abyśmy byli dzisiaj umówieni na jakieś spotkanie. - pokręcił głową obserwując chłopaka uważnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
04-01-2026, 19:50
Czy jego życie nie mogło być prostsze? Mniej skomplikowane? Skoro już rył nosem w dnie, to może chociaż los by dał mu spokój? Tak, aby nic się nie działo, co mogłoby mu dodatkowo dokładać stresu? No nie, bo po co! Samo spotkanie pani Burke nie powinno być żadnym nadzwyczajnym wydarzeniem, a raczej gdyby nie jej kondycja, to Axel nie ważyłby się do niej podejść. A tak? Nie mógł jej zignorować, odwrócić się i wrócić do swoich zajęć i świętego spokoju. Oh, piękna Meluzyno... Za co? Co takiego złego zrobił, że los tak bardzo go doświadczał?
Axel nie mógł powstrzymać lawiny myśli i pytań, które sprowadzały się do jednego: DLACZEGO? Wypełnił wszelkie prośby pani Burke, poza tą jedną, chociaż jeszcze nie puścił pary z ust. I kiedy opuszczał Pokątną, bił się z myślami, czy może jednak siedzieć cicho? O nie, nie... jeśli pan Xavier się dowie, to go wypatroszy i obedrze ze skóry. Takie przynajmniej mial wrażenie, a doświadczenie podpowiadało, że lepiej nie podpadać mu ponownie, bo skończy się jeszcze gorzej niż ostatnio. Bo summa sumarum, jak na razie, zdecydowanie bardziej bał się Xaviera i doskonale wiedział, że sieć informatorów Burke'a donosi skrupulatnie sama na siebie i nigdy nie może mieć pewności, czy ktoś go nie obserwuje.
No bo to oczywiste, że żona szefa musi mieć jakiś ogon i jak ten ogon chociażby wspomni o nim, o tym co się wydarzyło, to... to... to co? To oberwie, na Gacie Merlina, przecież to oczywiste! Axel autentycznie czuł pod skórą, jak strach go obejmuje. Nie kontrolowal nawet za bardzo tego jak idzie, kogo mija, gdzie skręca i tak dalej. Trasę do sklepu Borgin&Burke mial wryta w mozg tak bardzo jak dawna trasę z domu do szkoły madame Petit w Paryżu.
W końcu dotarł do drzwi sklepu i tutaj musiał podjąć już ostateczna decyzję. Iść do siebie i po prostu się tam zaszyć na cały dzień, czy jednak powiedzieć szefowi co się stało? Trzymał klamkę i tak bardzo nie chciał wchodzić do środka, a z drugiej strony chciałby mieć tu już za sobą. Bo przecież nie zrobil nic złego , a wręcz przeciwnie! Pomógł, potowarzyszył, odprowadził i tak dalej... No a czy mógł zrobić cos więcej? No mógł, przynajmniej zabrać tę kobietę do Munga i tam oddać medykom, ale czy to by jej bardziej nie zaszkodziło? W końcu nie chciała i by się pewnie na niego wściekła. A może ona jakaś chora jest i stres jej nie sprzyja? Jeszcze by ja zabił!
- Ah... Merde! - Warknął pod nosem i szarpnął drzwiami tak, że dzwoneczek który zwykle dyskretnie oznajmiał przybycie klienta zadzwonił przeraźliwie głośno i kiedy Axel stanął w progu, wszystkie oczy obecnych w lokalu zwróciły się w jego stronę. Duble Merde! Przemknęło mu przez myśl i jak gdyby nigdy nic podszedł do lady, a do niego zaraz przystąpił jeden ze sprzedawców.
- Zastałem pana Xaviera? - Mruknął ściszonym głosem opierając dłonie na drewnianej ladzie. Jego myśli skupiały się w tej chwili na tym, by nie zabrzmieć w żaden możliwy sposób inaczej niż z angielskim akcentem. Chociaż jeszcze chwile rozmawiał po francusku i język aż go swqezbil, by w imieniu szefa "r" zawibrowało. Serce bilo chłopakowi tak mocno, że mial wrażenie, że wszyscy to słyszą. I nawet nie musiał czekać na odpowiedz, bo Xavier nagle wyłonił się z wnętrza zaplecza. Axel uniósł na niego spojrzenie, w którym można było dostrzec zdenerwowanie a blada twarz chłopaka tym bardziej to potwierdzała.
- Sir, mo... mogę na słówko? - Axel opuścił spojrzenie, czując jak spinają się mu się mięśnie karku i stres rozlewa się pod czaszka w postaci ćmiącego bólu. - Spotkałem panią Burke na Pokątnej i... i chciałbym z panem porozmawiać. Ale... może nie tutaj? - Po chwili chłopak odważył się unieść spojrzenie na Xaviera i potem powiódł wzrokiem kto i jak bardzo nasłuchuje tego co mówił ściszonym głosem do Xaviera.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:48
Coś mu nie grało, ale nie wiedział jeszcze co dokładnie. Opuścił rękę wzdłuż ciała by po chwili wsunąć dłonie w kieszeni spodni, przez co koszula opięła się na jego mięśniach. Ach ile by dał by mieć na sobie swoje domowe ubranie, luźną koszulę i wygodne spodnie. Będąc jednak w sklepie musiał sie prezentować odpowiednio, jednocześnie elegancko, ale też tak aby roztaczać w około siebie odpowiednia aurę.
Przyglądał się chłopaki uważnie im im dłużej to robił tym bardziej mu się to wszystko nie podobało. Był blady jak ściana, spocony, a w jego oczach Burke dostrzegł mieszaninę paniki i strachu. Ale o co mogło chodzić? Z tego co było mu wiadomo nic złego nie zrobił, nie zdradził, bo już by mu o tym doniesiono, a nie zlecił mu też ostatnio żadnej roboty, którą ewentualnie mógłby spartolić. Z resztą nie podejrzewał go o to, że coś schrzanił, Devereaux zawsze wykonywał swoje zadanie idealnie, co do joty i w ciągu tych dwóch lat ich „współpracy” jeszcze nigdy go nie zwiódł, mimo pomniejszych potknięć.
Wystarczyło jednak aby chłopak wypowiedział kilka słów, może nie składnie, w nerwach, aby Burke spiął się na całym ciele do tego stopnia, że guziki na jego torsie walczyły o życie. Jak to spotkał jego żonę?! Czy nie ostrzegał dosadnie swoich pracowników aby nikt, pod żadnym względem nie obcował z jego żoną? Vivienne nie miała pojęcia o jego interesach z poza sklepu, nie wiedziała, że handluje informacjami, że potrafi zrobić rzeczy, o które nigdy w życiu by go nie podejrzewała. Chciał aby tak pozostała, to była część jego życia, która miała pozostać poza jej wiedzą. Jednocześnie Xavier poczuł jak jeżą mu się włosy na karku. Co takiego mogło się wydarzyć, że chłopak złamał zasady? Coś mu podpowiadało, że nie było to nic dobrego.
W dwóch szybkich krokach znalazł się przy nim, po czym złapał za ramię i pociągnął go za sobą. Weszli na zaplecze sklepu gdzie Burke wepchnął chłopaka do swojego gabinetu i zamknął za nimi drzwi. Podszedł jeszcze do biurka by zasłonić jakimiś niezapisanymi kartkami dokumenty nad którymi pracował, po czy odwrócił się do niego i spojrzał na niego wnikliwie niebieskimi tęczówkami.
- Gadaj! - polecił tonem nie znoszącym przeciwu.
W głowie wirowały mu setki myśli. Dowiedzieli się o ciąży dwa dni temu, nikt inny jeszcze nie wiedział, nawet jego matka. Czy Vivienne coś się stało? Czy ktoś jej coś zrobił? Na samą myśl poczuł jak zaczyna mu brakować powietrza. To właśnie takich sytuacji bał się najbardziej, że nie będzie go przy niej gdy coś się wydarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
06-01-2026, 22:12
Axel nie zjawiał się w sklepie bez powodu, a jeśli mial się tutaj pojawić, to Xavier zawsze o tym wiedział. I dziś to się zmieniło. Axel mial nadzieje, że żadna wtyczka Burke'a nie wyprzedziła go. Bo złota zasada brzmiała, tak że należało trzymać się z dala od szefa i jego rodziny poza sklepem i miejscami, które on sam wybierał na spotkania. I Axel trzymał się tej zasady, jakby to było jego być lub nie być na tym świecie. Ale okoliczności były wyjątkowe, nie mial wpływu na to co się dzieje i gdyby nie jego reakcja, kobiecie mogło się cos stać. A czy ktoś by jej pomógł? Za bardzo nie widział chętnych do pomocy, ale pewnie jakiś kieszonkowiec by się nagle pojawił, by zakosić jedna, czy dwie torby z zakupami.
Nie mógł stać i obserwować, a co gorsza, gdyby odszedł, byłoby jeszcze gorzej. A teraz Axel obserwował szefa i to jak jego mina tężeje. Bo skoro Devereaux pojawia się niezapowiedziany, no to musiało się cos poważnego stać. I on jak ten omen teraz szeptał szefowi na ucho, co go sprowadza. I nie potrzeba było wiele, aby zobaczyć w obliczu szefa zmianę, by jego postawa stała się napięta i o wiele bardziej postawne i umięśniony mężczyzna dosłownie w chwilę przytłoczył tancerza swoja prezencją. Axel poczuł, jak zadrżał i w tej jednej sekundzie pożałował tego, że tu przyszedł, że wtedy stal na Pokątnej i że podszedł do pani Burke.
Xavier postanowił wyjść zza lady i chwycić Axela za ramię. Chłopak jęknął szarpnięty, kiedy palce szefa niczym imadło zaleczyły się na jego ciele. Potykając się o własne nogi dotarł z Xavierem na zaplecze i został wepchnięty do gabinetu. Axel wypuszczony z uścisku zatrzymał się na krześle, które ustawiono przed biurkiem, na wypadek gdyby trafił się klient, którego należało przyjąć na dłuższą pogadankę. Trzask drzwi sprawił, że chłopak skulił się w sobie i obejrzał na szefa, który naprędce przykrywał dokumenty pozostawione na biurku. W tej chwili do głowy Devereaux by nie przyszło, by zapuszczać żurawia, co tez tam szef kitra.
Proste i stanowcze polecenie sprawiło, że Axel wyprostował się i zacisnął palce na oparciu krzesła. Przez chwilę trudno było mu odnaleźć słowa i zmusić gardło do współpracy. Francuskie słowa przychodziły jako pierwsze, z tej paniki mial wrażenie jakby nagle zapomniał jak się mówi po angielsku.
- J'etais.... - Zaczął i zaraz przycisnął obie dłonie do ust, kiedy tylko wybrzmiały pierwsze słowa po francusku. Ale czy to było ważne w tej chwili, czy będzie zaciągał w ojczystym języku? Ważne były informacje, ważne było złożenie relacji i wybłaganie szefa, by darował mu złamanie zasad.
Axel wziął kilka płytkich oddechów i jak zaszczute zwierze rozejrzał się po pokoju. Przecież nic jej nie zrobil, a wręcz przeciwnie, to dzięki niemu nie upadla, nie obiła się, upewnił się, że już w porządku i sprawdził, czy rzeczywiście udało się jej opuścić bank Gringotta. Uspokój się i mów, gadaj, wyrzuć to z siebie i miej to za sobą.
- J... J.... Byłem na Pokątnej, obserwowałem tego typa co pan kazał. I zobaczyłem panią Burke, szla ulica z zakupami. Seul. To... to znaczy sama, miała kilka toreb z zakupami. - - I ze skrajności w skrajność, Axel zaczął trajkotać nie ważąc na to, że zaciąga z francuskim akcentem i czasami wpadają w jego wypowiedzi francuskie słowa. Jak na razie na liście najbardziej przerażających Axela ludzi Burke stal na szczycie i w tej chwili autentycznie się go bał, tak jak wtedy, na początku ich znajomosci.
- I nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby cokolwiek robić, by zagadać czy coś. Pan zakazał się zbliżać do pani Burke. Ale... Mais... Ale, ooooo... ona była jakaś taka blada i... i... nie pomyślałem, po prostu podbiegłem do niej szybko, bo... bo ona się osunęła na ścianę i złapałem, złapałem panią Burke. Nie chciałem jej wystraszyć, powiedziałem że jestem pana pracownikiem i podałem swoje imię. Nana zawsze mówiła, że jeśli ktoś podaje swoje imię, to nie ma złych zamiarów... - Dodał nerwowo mając nadzieje, że Xavier zaraz się na niego nie rzuci z pięściami.
- Pomogłem na ile umiałem, wyglądała jakby było jej duszno, posiedziałem z panią Burke chwilę. Chciałem zabrać do Munga, ale ona nie chciała, to znaczy madame Burke nie chciała. Jak zrobiło się jej lepiej to zaproponowałem, aby usiąść w kawiarni. Żeby nie robić zamieszania. Wypiła herbatę i kolory jej wróciły, wyglądała już lepiej i nie chciała mojej asysty. - Tłumacząc cale zajście Axel żywo gestykulował z przejęciem, a jego zlęknione spojrzenie było wręcz wbite w Xaviera.
- Pani Burke po... poszła do banku i tam weszła do kominka. Upewniłem się, ona już mnie nie widziała. - Zakończył i zamilkł wpatrując się w szefa. Jabłko Adama na szczuplej szyi podskakiwało góra - dół ze stresu, nie wiedział jak szef zareaguje na te wieści. Czy go skarci, czy każe mu się wynosić i więcej nie pojawiać, a.. a może będzie jeszcze gorzej... Jeszcze tak poruszonego Xaviera Axel nie mial okazji oglądać i to sprawiało, że stres już całkowicie zawładnął chłopakiem. Nieduży pokój wydawał mu się coraz ciaśniejszy i przytłaczający, a przez to mial wrażenie, że zaczyna powoli brakować mu powietrza. Oparł dłonie na drewnianym oparciu i opuścił głowę, napięte barki chłopaka lekko drżały.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 23:06
Nie interesowało go kompletnie, że sprawia chłopakowi ból. Skoro śmiał się tutaj pojawić niezapowiedziany i dodatkowo wspomniał o jego żonie, czego innego się spodziewał? Że Burke uśmiechnie się łagodnie, poklepie po ramieniu i odeśle? Takie zachowanie nigdy nie było w jego stylu. Co prawda nie był znany z tego, że wpadał w furię, nie krzyczał i nie rzucał rzeczami, a tym bardziej nie rzucał się na nikogo z pięściami. Najstraszniejszy był jego spokój, wiele razy to słyszał. Xavier już lata temu nauczył się panować na swoimi emocjami do tego stopnia, że czasami odnosił wrażenie, że nie ma w nim kompletnie żadnych uczuć. Dla postronnych był oazą spokoju i to właśnie przez to rzadko kiedy ktokolwiek wiedział o tym co myśli lub co zrobi.
Ale jeśli chodziło o jego rodzinę, o jego żonę, zwłaszcza teraz, to już była inna para bamboszy. W tym przypadku nie znał granic i chociaż nigdy w życiu nie podniósł głosu na kogokolwiek ze swojej rodziny, to nie raz nie dwa gotowało się w nim tak, że jedyne ujście jakie znajdował to w kolejnym, ciężkim treningu wspinaczkowym. Jednak teraz poprzeczka była zawieszona jeszcze wyżej, tak wysoko, że wyżej się nie dało. Vivienne była w ciąży, wiedzieli o tym raptem dwa dni, a w zasadzie jeden, bo dopiero wczoraj zostało to potwierdzone przez uzdrowicielkę. Jego największe marzenie o zostaniu ojcem miało się spełnić, jednocześnie uwalniając każdą obawę, która w nim się kumulowała do tej pory. Zdrowie i bezpieczeństwo Vivi było dla niego najważniejsze i był w stanie posunąć się do wszystkiego by jej je zapewnić.
Stanął przed chłopakiem czując jak włos nadal jeży mu się na karku, jak plecy i ramiona są spięte do granic możliwości. Starał się zachować spokój, tak jak zawsze, ale stawka była zbyt wysoka. Nie odrywał od niego spojrzenia nawet na moment. Chciał usłyszeć i to już co ten ma mu do powiedzenia. Chłopak zaczął coś bełkotać, przeplatać angielski z francuskim czego Xavier nie znosił. Już na początku ich „współpracy” polecił mu pozbycie się tego cholernego francuskiego akcentu, nie cierpiał go. W tym momencie jednak Burke mimowolnie puszczał to mimo uszu, dla niego ważna była treść informacji, którą ten mu teraz przekazywał, a z każdym jego słowem mężczyzna robił się coraz bardziej czerwony. Naprawdę starał się trzymać nerwy na wodzy, naprawdę próbował się opanować. Starał to sobie wszystko poukładać w głowie.
Vivienne na Pokątnej, szła z zakupami, znaczy, że wyszła z domu. Rozumiał, chciała odetchnąć, zebrać myśli po tym wszystkim co się wydarzyło w ciągu dwóch dni. Ale dlaczego zasłabła? Na Merlina to było jeszcze za wcześnie, to był przecież dopiero początek ciąży! Czy umknęły mu jakieś oznaki rano, że mogła się źle czuć? Zaczął pluć sobie w brodę, przecież nawet wcześniej nie zauważył, że może być w ciąży! Oczywiście, że mógł czegoś nie zauważyć! Czuł jak serce wali mu jak szalone, jak krew buzuje w żyłach, że aż mu zaszumiało w uszach i przez moment zakręciło mu się w głowie. USPOKÓJ SIĘ! Skarcił się w myślach starając się opanować te wszystkie emocje, które w tym momencie się w nim wezbrały. Było to jednak nie lada wyczyn.
W pewnym momencie bez ostrzeżenia, odwrócił się tyłem do Axela i zaciśniętą pięścią uderzył w blat biurka, co odczuł aż w łokciu, kiedy ból od knykci rezonował przez rękę. Pomogło mu to jednak opanować złość. Wściekłość, które nie miała być o dziwo skierowana ani na podwładnego, ani na żonę, a na siebie samego, że nie przewidział takiego biegu wydarzeń. Potrzebował chwili aby uspokoić oddech, zebrać myśli. Dał sobie na to kilka sekund, po czym w końcu odwrócił się do chłopaka. Jego twarz nadal była czerwona, ale spojrzenie już spokojniejsze, a napięcie powoli zaczęło schodzić z jego ramion, chociaż nadal było na nich widoczne.
- Nic się jej nie stało? - spytał siląc się na spokój najbardziej jak tylko mógł - Nie uderzyła się o nic? - brew powędrowała ku górze kiedy rozprostowywał palce po uderzeniu nimi w biurko.
Oczywiście, że nie chciała iść do Munga. Nie chciała aby ktokolwiek dowiedział się o ciąży, dlatego wezwał do niej zaufaną uzdrowicielkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
07-01-2026, 07:20
Xavier swoim opanowaniem i tym, co potrafił zrobić bez mrugnięcia wzbudzał respekt Axela od samego początku. Dlatego kiedy starszy czarodziej w pełni opanowany i milczący ruszył w stronę Francuza, tego zmroziło i doskonale wiedział, że jest źle, a nawet beznadziejnie. Reakcja na ból wciąż była taka sama jak wtedy, kiedy pierwszy raz się spotkali. Axel nigdy nie potrafił znieść wiele, nie znosił dyskomfortu jaki niósł ze sobą fizyczny ból i unikał go jak tylko mógł.
Ale teraz było odrobinę inaczej, Xavier nie zachowywał w pełni spokoju. Mowa jego ciała, spojrzenie i to, jak się czerwienił jasno wskazywało na to, że wściekłość rozlewała się w jego umyśle, a ciało reagowało samoistnie. Axel pierwszy raz widział go takiego i to była kolejna odsłona Burke'a, która udowodniła mu, że jeszcze najgorsze może być przed nim. Dwa lata temu widocznie nawet nie wyszedł poza granice irytacji starszego czarodzieja i dostał nauczkę bez większych refleksji nad tym, co się wydarzyło. Ale dla Devereaux była to jedna z ważniejszych lekcji życia i dzięki temu mial się dobrze na Nokturnie.
Axel mówił wylewając z siebie relację dzisiejszych wydarzeń, nie dbał o to, czy bardzo kaleczy angielski i ile słów po francusku przemyka się do zdań. Chciał jak najszybciej wszystko opowiedzieć, nie zapomnieć, bo był pewny, że zaraz jakaś czujka wyśle list albo zjawi się tutaj niebawem i doniesie na niego. Wersje wydarzeń musiały być jak najbardziej spójne i Axel wiedział, że mial wrogów wśród innych "pracowników" Xaviera, ale tez wiedział, że Burke ufa mu, bo przecież nie zawiódł go ani razu i był lojalny bardziej niż pies potrafił być.
Emocje wirowały w niewielkim gabinecie, Axel mówił wyjaśniając kolejne wydarzenia a Xavier z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej wściekły. Przez tę reakcje chłopak nie mial pojęcia, co może nastąpić dalej, jak szef zareaguje i czy po prostu nie wyżyję się na nim za to, że po prostu doszło do takiej niefortunnej sytuacji.
Axel zamilkł, a Xavier nagle odwrócił się bez słowa i huknął w biurko, tak że chłopak odskoczył od trzymanego krzesła i wpadł plecami na ścianę. Pierwsza reakcja na to nagłe poruszenie i dźwięk sprawiła, że Axel uniósł ramiona w obronnym geście i skulił się. Chociaż nie widział różdżki w dłoniach Xaviera, to był pewny, że nie potrzebował jej aby zrobić tancerzowi krzywdę. Co z tego, że wzrostem byli sobie równi, jak to Xavier posiadał solidniejsze ciało i zdecydowanie silniejsze od szczupłego Francuza.
Burke odwrócił się do niego z powrotem, chłopak skulił się jeszcze bardziej gotów na kolejny gwałtowny ruch szefa, ale tym razem wymierzony w niego. Devereaux nigdy nie przyzwyczaił się do przemocy i nic nie wskazywało na to, aby łatwo do tego nawykł, przynajmniej tej kierowanej w jego kierunku. Ojciec podnosił na niego rękę nie raz i to pozostawiało na ciele Axela nieliczne blizny, ale w umyśle chłopaka powstawały o wiele poważniejsze uszczerbki. Potem nadeszły lata pełne mniejszych, lub większych krzywd, których doznawał Axel, lecz te były wyrządzane mu od ludzi, których nie znał, niektórzy wracali, inni nie. W przypadku Xaviera faktyczna przemoc wydarzyła się raz i to zabolało chłopaka tak samo dotkliwie, jakby znów był to pan Delacour, chociaż jeszcze pomiędzy nimi nie było żadnej więzi.
Padły pytania, Axel przez chwile milczał, nie mogąc wydobyć z gardła ani słowa. Analizował na powrót cale zdarzenie i pokręcił w końcu głową. Był pewny, że pani Burke nic się nie stało. Złapał ją w porę i pomógł usiąść na chodniku.
- N...nie, złapałem ją w porę. Nie uderzyła się... Na pewno. - Wyjąkał próbując wyprostować się i unieść spojrzenie na szefa. Pomimo, że bardzo się bał, stal się z całych sił nie zachowywać jak pełzający robak, był może zaszczuty jak bezbronny pies. Ale przecież to nie była jego wina, a raczej dzięki niemu nic się pani Burke nie stało. Tak sobie wmawiaj, Devereaux. Łatwiej będzie znieść kolejne Crucio. Przekonywał sam siebie w myślach, bojąc się odezwać i dopowiedzieć cos jeszcze.
Axel nie mial pojęcia, że Vivienne jest w ciąży. Chociaż może pod dłuższym namyśle i częstszych spotkaniach z panią Burke by się domyślił, mial młodsze rodzeństwo i pamiętał matkę z czasów, kiedy była w ciąży z Francois'em oraz Charlotte. Poranne słabości, blada skóra i wrażliwość na temperaturę otoczenia dawały się matce we znaki, chociaż i tak wyglądała promiennie i olśniewała gości swoim stanem. Ale w takiej sytuacji, kiedy na pierwszy plan wychodził stres i panika, Axel nie myślał trzeźwo, nie doszukiwał się szczegółów i nie dedukował, co to mogło być. W końcu sama Viv przyznała, że to nic nadzwyczajnego i groźnego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
08-01-2026, 19:20
Tego właśnie się obawiał. To męczyło go w koszmarach. Można by pomyśleć, że człowiek jego pokroju nie boi się niczego, że nie ma nic na rym świecie co wywołałoby u niego trach czy przerażenie. Prawda była jednak z goła inna. Uświadomił to sobie stosunkowo niedawno, kiedy miał nieprzyjemność natrafić na bogina, który jawił się pod postacią umierającej żony. Wtedy pierwszej żony, całej zakrwawionej po ciężkim porodzie, a on znów patrzył jak życie gaśnie w jej oczach. Nie mógł się wtedy ruszyć, zrobić cokolwiek, patrzył tylko, a przerażenie zapanowało nad jego ciałem, dopóki nie uświadomił sobie, że to tylko iluzja. Teraz jednak był przekonany, że bogin przyjął by formę Vivienne, a wtedy nie byłby w stanie rozróżnić mary od rzeczywistości.
Słuchając Axela przez chwilę miał wrażenie, że ziemia osuwa mu się pod nogami, że świat wali mu się na głowę. Miał już najczarniejsze scenariusze przed oczyma, a to powodowało, że aż ściskało go w kletce piersiowej. Nie miał pojęcia na ile jest to podszyte jedynie jego strachem o jej życie i zdrowie, a na ile tymi wszystkimi emocjami uczuciami, które ostatnio względem niej w sobie odkrył. Nie zmieniało to jednak faktu, że bał się o nią okropnie.
Słowa chłopaka minimalnie go uspokoiły. Był w odpowiednim miejscu, w odpowiednim momencie, nawet jeśli myślał odwrotnie. Burke zdawał sobie sprawę, że jego ludzie wykonywali jego polecenia co do joty, a zakazów przestrzegali pod groźbą kary. Wiedział, że skoro wydał polecenie nie zbliżania się do swoich bliskich, przestrzegali tego. Całe szczęście, że Vivienne trafiła właśnie na Devereaux’a, chłopaka, który miał w sobie jeszcze tyle człowieczeństwa, ani nie zostawić kobiety w potrzebie. Chłopaka, który o wiele bardziej bał się kary za nie zrobienie nic kiedy działa się krzywda jego bliskim, niż zrobienie czegokolwiek. Burke nie miał zamiaru go karać, wręcz przeciwnie. Chociaż nie przyzna się do tego na głos, był mu niesamowicie wdzięczny, że francuz zareagował i nie pozwolił by jego żona ucierpiała w jakikolwiek sposób.
Widząc go skulonego pod ścianą, uniósł brwi w geście zaskoczenia. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że swoim niecodziennym zachowaniem musiał wywołać u niego typowy odruch odruch obronny. Opadł na krzesło, opierając się o nie, po czym wziął głęboki wdech.
- Spokojnie, wyluzuj. - rzucił w jego kierunku i nogą podsunął mu krzesło, aby i ten mógł usiąść - Nie dzieje ci się przecież żadna krzywda. - spojrzał na niego uważnie, po czym wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę i zapalił jednego papierosa, zaciągając się porządnie, jakby wraz z dymem wylatującym po chwili z jego ust miało zniknąć całe napięcie - Dobrze się spisałeś. Zadbałeś o to by mojej żonie nic się nie stało, nie opuściłeś jej boku dopóki nie upewniłeś się, że wszystko jest w porządku no i przyszedłeś do mnie by mnie o tym poinformować. Możesz być z siebie jedynie zadowolony. - powiedział już spokojnie, czując jak emocje powoli opuszczają jego ciało, a on na nowo wraca do swojego typowego spokoju, nawet jeśli jego myśli nadal krążyły w około żony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
09-01-2026, 08:45
Axel nie miał pojęcia o koszmarach, jakie dręczyły Xaviera i że jego największe leki związane były właśnie z żoną. Nie mial pojęcia o rodzaju relacji, jaka łączyła pastwo Burke i czy tam rzeczywiście była miłość, czy tylko przykry obowiązek rodowy. Akurat na ten temat Axel wiedział dość sporo, ponieważ wychowując się w jednej z najbardziej rozpoznawalnych rodzin z Francji i jego swego czasu dotyczyły pewne mechanizmy funkcjonujące wśród arystokracji i jej otoczenia. Chociaż on sam nigdy nie dowiedział się o tym, kto był planowany na jego narzeczoną i czy w ogóle taki ktoś był. W końcu ojciec Axela zdecydował się przekazać rodzinny interes, a wraz z nim rodzinna fortunę na młodszego z braci Delacour. Wiec może faktycznie, nic go nie ominęło.
Po reakcji Xaviera jednak Axel mógł wywnioskować jedno, szef martwi się o żonę i musi być jego oczkiem w głowie, skoro tak gwałtownie reaguje i ta wieść była w stanie praktycznie wyprowadzić go z równowagi. Poza wściekłością w czerwonym obliczu pana Burke Axel dostrzegał przerażenie i bezradność, co było jak najbardziej naturalne na takie wieści. Chociaż może spodziewał się po tak spokojnej i opanowanej osobie mniej emocji? Lepiej nie wnikać i siedzieć cicho, może upiecze mu się i nie dosięgnie go kara za złamanie zakazu. Tego jak na razie Axel bał się najbardziej, że pomimo wszystko Xavier i tak go ukarze, ale chłopak sam doskonale wiedział, że nie potrafiłby przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Zwłaszcza osoby, która wyglądała tak niewinnie.
Życie w Soho i na Nokturnie bardzo mocno doświadczyły Axela i mogłoby się wydawać, że chłopak nie powinien już nawet odczuwać empatii, lecz jednak tak nie było. Pielęgnowano w nim wrażliwość nie tylko na sztukę i piękno, ale i na emocje, ludzi i otaczający go świat i jednocześnie doświadczano go pogardą od wczesnych lat. Pomimo tego, jaki był i co robił, gdzieś tam pod klatką żeber bilo serce zdolne do dobroci i współczucia, a on nie potrafił przejść obojętnie obok osoby, która potrzebowała pomocy. Chociaż wyjątki oczywiście istniały, ale Vivienne nie wpisywała się w nie totalnie.
W tej chwili, z mętlikiem myśli w głowie i paraliżującym strachem oplatającym ciało Axel marzył jedynie o tym, by zniknąć stąd i po prostu nie musieć tego wszystkiego znosić. Xavier uspakajał się, powoli docierało do niego co się wokół dzieje i dostrzegł skulonego Axela, który przy tak gwałtownej manifestacji złości szefa nie był w stanie zachować spokoju.
Szurniecie nóg krzesła o podłogę i szelest materiału zasugerowały, że szef nie opuścił swojego miejsca za biurkiem. Axel zerknął w jego stronę i zauważył, że Xavier nie mial zamiaru go atakować. Po chwili szef odezwał się do niego już spokojniej, przesuwając w jego stronę krzesło. Młody Francuz czul wciąż jak serce obija mu się o zebra i w głowie szumi ze strachu. Podszedł do krzesła i usiadł obejmując dłońmi ramiona. Wyglądał teraz trochę jak siedem nieszczęść, zaciśnięta szczeka uwydatniła mięśnie na twarzy tancerza, spoglądał bojaźliwie na Xaviera nie będąc do końca pewnym, czy aby na pewno nie czeka go kara.
Zapach nikotyny sprawił, że w umyśle i ciele Axela obudził się okrutny głód nikotyny, jakby teraz potrzebował tego bardziej niż powietrza. Wodził przez chwilę wzrokiem za papierosem szefa. Miał się uspokoić i wyluzować, przecież nic mu się nie działo, to fakt, ale instynkt podpowiadał mu jasno, że niczego nie może być do końca pewny.
Dalsze słowa Xaviera sprawiały jednak, że postawa Axela i jego spojrzenie traciły z przestrachu, a sam chłopak wydawał się w jakiś sposób zaskoczony. Czy on właśnie był chwalony? Spoglądał na Xaviera z lekkim skrępowaniem, jakby pochwały były dla niego czymś na granicy abstrakcji. Chociaż Xavierowi zdarzyło mu się go chwalić, to Axel wciąż przyjmował to z widocznym niedowierzaniem i wahaniem. Chłopak wyprostował się nabierając trochę więcej swobody i pewności.
- Złamałem zasady... Pan surowo zakazał. Ale sytuacja była wyjątkowa, nie mógłbym przejść obojętnie... Nikt inny nie zareagował. - Po chwili milczenia Axel odezwał się, jakby upewniając się, że faktycznie powinien być z siebie zadowolony. Francuski akcent powoli zanikał, jakby zaczynał działać na powrót wyuczony odruch, by maskować nielubiane przez szefa brzmienia w mowie Axela.
Prze chwilę na usta cisnęło mu się pytanie o chorobę pani Burke, ponieważ z tej krótkiej rozmowy z nią chłopak wywnioskował, że na cos choruje. Zrezygnował jednak z tego, uznając, że raczej to wkurzy Xaviera, niż tem będzie skory mu odpowiedzieć.
- I okłamałem pana żonę. Ona nie chciała, żebym panu mówił. Nie chciałem jej denerwować, więc obiecałem, że niczego się pan nie dowie. - Axel potrafił kłamać jak z nut, lecz wobec Xaviera był zawsze szczery. O czym się Burke przekonał wiele razy i mial pewność, że akurat jego Francuz nie okłamuje. - I tak by się pan dowiedział, a wtedy nie byłby pan zachwycony z tego, że przemilczałem cokolwiek. - Chłopak splótł dłonie zaciskając palce mocno wokół siebie. Głód nikotynowy napędzany stresem sprawiał, że coraz częściej spoglądał na papierosa w dłoni Xaviera. Własnych w tej chwili Axel nie mial, wypalił ostatniego nim Vivienne pojawiła się w jego pobliżu.
- Mógłbym prosić pana o papierosa? - Nie mogąc juz dłużej walczyć z potrzebą zapalenia Axel spojrzał na Xaviera. Stres dal się chłopakowi dzisiaj we znaki okrutnie, najpierw na Pokątnej stawiając w niecodziennej sytuacji, a potem przyprawiając o atak paniki w obliczu gniewu szefa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:44 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.