• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > Myślodsiewnia > 12.12.1960 | Czarny atrament, złote dłonie
12.12.1960 | Czarny atrament, złote dłonie
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
29-10-2025, 11:12

Czarny atrament, złote dłonie
    Odpowiedz

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
31-12-2025, 11:36
Jaki kram, taki pan; jaki padół, taki ustrój. Jacy ludzie, takie pierdolone interesy ― aksjomat prosty jak cep, a jednak wciąż zaskakiwał świeżością zastosowania. I choć dzisiaj nie miał w planach rozświetlać speluny efektownym rozpierdolem ani ciąć dudniącego chaosu artykulacją czarnomagicznej składni, westchnął ciężko, jakby los właśnie odhaczył kolejną pozycję z listy prowokacji. Cóż robić, cóż począć ― westchnąć ciemiężniczo i pozwolić, by rzeczy potoczyły się swoim plugawym trybem.
Tamten tymczasem szlachtował godność jak świniaka, z zacięciem i bez pośpiechu, rozrzucając ją pod nogi drapieżnych, lekko psychicznych przedstawicielek rosyjskiej krwi. Ironia losu: robił to z miną handlarza prawdą, jakby sprzedawał świętość w porcjach na wagę. A przecież tutejszym kobietom też niewiele można było zarzucić ― drapieżność miały w oczach, czarne serca pod skórą, instynkt ostrzejszy niż nóż po taniej ostrzałce. Na tę myśl prychnął krótko; w ustach pobrzmiał posmak zadowolenia, czy raczej rozpoznania.
― Każdy macha jak może, by się dorobić na łatwiźnie tutejszych... ― Wspomnienie perfidnej żony przyszło samo, jak dym z papierosa — bez zaproszenia, bez skrupułów. Oj tak, miały to coś. To coś, co uczyło ostrożności, ale i kusiło, by jednak się potknąć. Kto wie, może właśnie dlatego wciąż trzymał ręce z dala od różdżki, pozwalając, by chamstwo rozgrywało się bez jego akompaniamentu. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie dziś. W końcu nawet chaos potrzebuje pauzy, by nabrać sensu. ― Acz może do tego tylko się nadajecie, skoro tutejsze kobiety niezbyt potrafią załatwić przednią robotę i zapracować sobie na uwagę takich gnid... Znaczy, mężczyzn ― Uwaga wyostrzyła się do granic przyzwoitości, a szarość tęczówki świdrowała sylwetkę męskiego usposobienia ― tamtego gdybania, tego naśmiewania się, tej taniej próby ustawienia hierarchii przy pomocy barytonu i szerokich barków. Kasztan. Ot, detal. Sam w sobie nie drażnił jego jestestwa, nie bardziej niż kurz na mankiecie czy zapach przepalonego alkoholu. Prawdziwym błędem było co innego: pozwolił sobie na zbytnią pobłażliwość, na chwilowe sfolgowanie problemu, jakby liczył, że prostactwo zrozumie aluzję. Ojć, pardon ― jak mawiały żabojady, gdy już było po fakcie. ― Moja matka prędzej by Cię zajechała.
Bo nim ostatnie zgłoski zdążyły opaść na stół, nim wypowiedź domknęła się kropką ironii, goryl wstał. Bez finezji, bez zapowiedzi. Już majtał w jego stronę, ramiona szerokie jak argumenty nie do podważenia, łapska szukające twarzy. Gdzie te kurwa łapska, pajacu?! ― pytanie retoryczne, zadane bardziej światu niż jemu samemu. I wtedy przyszła ta uczciwa, gorzka konstatacja: był pizdą od walki wręcz. Zawsze był. Nie oszukujmy się ― od tego miał ludzi, w lepszych czasach całe szeregi ludzi. A tortury? Ach, tortury ubóstwiał, lecz w wydaniu znacznie bardziej eleganckim niż męczenie własnych dłoni w knajpianej bijatyce. Mięśnie bolały od samego zamiaru obrony, a ciało protestowało przeciw roli, do której nie zostało stworzone. On był od planów, od nacisku, od długiego duszenia spraw w ciszy. Nie od cepów i podbródków. Ironia sytuacji smakowała kwaśno ― oto świat znów wymagał od niego prostych rozwiązań, podczas gdy on całe życie inwestował w skomplikowane. I jak na złość, wyglądało na to, że tym razem nie będzie czasu, by sięgnąć po bardziej cywilizowane narzędzia.
Blok nie wyszedł. Nigdy nie wychodził ― i było w tym coś niemal wzruszająco konsekwentnego. Krzesło opadło ciężko za jego plecami, jakby również miało dość udawania, że w tej scenie istnieje jakikolwiek plan awaryjny. Potem przyszła dłoń Anglika, od dołu, bez zapowiedzi, bez finezji; mocarne pierdolnięcie, uczciwe w swej prostocie, brutalne jak rachunek za cudze ambicje. I tyle. Żadnych metafor, żadnych skrótów myślowych ― tylko trzask zębów, chwilowy brak powietrza i nagła, niemal teatralna ciemność.
Dół szczęki bolał okropnie, pulsował jak wyrzut sumienia, który zbyt długo ignorowano. A potem była już tylko ciemność. Och, słodka ciemność — ta jedyna, która niczego nie oczekuje, nie ocenia i nie zadaje pytań. Wyjebanie się na podłogę brudną jak nigdy w świecie przyszło naturalnie, z gracją worka kartofli i godnością dawno już przeterminowaną. Ugh. Kto zgasił światło? Kto w ogóle wpadł na pomysł, by je zapalać? Honor? Honorowo upadł już dawno ― gdzieś pomiędzy blond włosami, byciem pizdą od walki wręcz a życiem w tym pieprzonym kraju, który uparcie udawał, że jest cywilizowany. Leżał teraz jak zbędny rekwizyt, z twarzą przyklejoną do podłogi i myślą, że to wszystko brzmi podejrzanie jak zasłużona puenta. Nie pamiętał, ile czasu stracił; pamiętał za to aż nazbyt dobrze, że gdy wróciła świadomość, tamtego już nie było. I jego pieniędzy też.
Idi k chortu.
Nienawidził tego kraju. Nienawidził jego knajp, jego goryli, jego biznesów i tej obrzydliwej skłonności do rozwiązań siłowych. A najbardziej nienawidził tego, że gdzieś głęboko wiedział: sam się tu przywlókł.
I świat, złośliwy jak zawsze, tylko grzecznie przytaknął.

ztx2
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.