- Czuj się jak u siebie w domu, skarbie - wyrzekł po chwili, lecz coś w środku nie pozwoliło mu przyznać jej racji, potwierdzić, że to także jej dom. Prawnie należał wyłącznie do niego. Miał na to papier. - Gdzie moje maniery? Napijesz się czegoś? Ognistej whisky, rumu porzeczkowego, skrzaciego wina? A może coś mocniejszego, lubisz bawić się ostro, co Nastya? Szklaneczka Smoczego bimbru? - proponował, podchodząc do barku jak gdyby nigdy nic, wciąż pozbawiony koszuli i z rozpiętymi spodniami. Zdawał się jednak nie zwracać na to uwagi. Zaklęciem dołożył drwa do ognia, gdzie płonęły właśnie ubrania Beth. - Wyglądasz niezwykle, wiesz o tym, czyż nie? - wyrzekł z zachwytem, nie potrafiąc powstrzymać się od tego, aby nie zerknąć na nią przez ramię, gdy otwierał barek.