Data wątku: 20.04.1962 Uczestnicy wątku: Augustus Rookwood, Igor Karkaroff, Freddy Krueger Główny cel wątku: Dajemy nauczkę zboczeńcom, co klepią niewinne pupy
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
Buzująca w żyłach adrenalina musiała mi to ułatwić - nie było innej opcji. No może poza jego pijaństwem, bo te zapewne dało mu się we znaki, a piwo odbiło czkawką, gdy dostał kolejny cios na twarz. Opuchniętą gębę, która coraz mniej przypominała rysy sprzed ledwie piętnastu minut. Było mi jednak wciąż mało; ignorowałem wszystko co działo się dookoła, nawet lejącą się krew. Wykonując krok do przodu, aby skrócić dzielącą nas odległość, wymierzyłem pięść prosto w jego nos.
Poczułem pod pięścią chrupnięcie - wiedziałem, co to oznaczało. Pogruchotałem mu nos może nawet bardziej niż chciałem, ale strat nie dało się jeszcze ocenić; nie kiedy krew zalała mu twarz i koszulkę. Jednak nawet ten ból - choć najpewniej po prostu go nie czuł - nie powstrzymał go przed wykonaniem ciosu w odwecie. Dużym ryzykiem był ponowny kontratak, ale to właśnie na niego się zdecydowałem.