• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Yorkshire, Allerton Castle > Piwnica
Piwnica
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-01-2026, 14:32

Piwnica
Seria pomieszczeń znajdująca się pod budynkiem. W jej skład wchodzą liczne małe zamykane pokoje do których klucz mają tylko właściciele zamku. Panuje tu nieprzyjemny chłód i wilgoć, a wiatr który się tu dostanie wydaje gwiżdżące dźwięki przypominające ludzkie jęki. To własnie w tych piwnicach według legend rodzina Carrow torturowała swoje ofiary.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
21-02-2026, 12:41
Z jakimś wyrzutem spoglądam na Leopolda, który śmie mnie oceniać w skali największej porażki w pomieszczeniu, a przecież byliśmy w piwnicy z mugolem. Tak na prawdę to nie jest wyrzut skierowany do niego, ale chyba bardziej taki, który chciałbym sam sobie teraz posłać, bo tak, faktycznie jest to pech, na który nie byłem gotowy. Ale czy ktokolwiek jest gotowy na jakikolwiek rodzaj pecha w swoim życiu?
- To masz pecha, bo właśnie jesteś współwinny -odpowiada mimowolnie, chociaż nie zamierza pociągać Flinta to jakiejś odpowiedzialności. Bądź co bądź, był jedynie biernym widzem całej sytuacji, badaczem, profesorem. Rodric doprowadza swój oddech do porządku, patrząc na plecy Leopolda, które przesłaniają mu widok na mugolskie dziecko, teraz zamienione w nieruchomą lalkę. Co teraz? Czy wystarczy, jeżeli rzuci Oblivate w celu wyczyszczenia wspomnień chłopca? A co jeżeli nie rzuci go umiejętnie i dziecko i tak będzie pamiętało szczegóły, albo co gorsza, władze będą mogły odwrócić zaklęcie? Pozbędzie się wspomnień o tym, co działo się w piwnicy, ale zostawi to co działo się w Torquay w którym chłopiec był świadkiem mordu na całej swojej rodzinie. A może powinien rzucić to zaklęcie na swojego przyjaciela, by ten nie powtarzał uwłaczających go tez o tym, ze jest chodzącą porażką. Oczyścić Leopolda ze wspomnienia o dzisiejszym popołudniu byłoby łaską, na którą jednak się nie decyduję.
Nie, poza tym Leopold mówi coś co działa jak uderzenie w policzek. Musisz. To już wiem. W jaki sposób Leopoldzie, to jest główne pytanie. Szybko jednak dochodzę do myśli, że nie mogę od niego wymagać podobnych odpowiedzi, wszak to ja mam większe doświadczenie w tego typu sytuacjach. Niestety.
- Nie Leopoldzie, takie pomyłki nie powinny mieć miejsca - wyciągma dłoń, wskazując na dziecko i  wpatruję się intensywnie w Flinta, który przemawia tak, jakby nigdy w życiu nie zrobił żadnego błędu. Mój jest to trzeci. - Masz sugestię w jaki sposób, powinienem więc naprawić ten błąd? 
Zapewne spotkała mnie w odpowiedzi cisza. Nic to jednak, bo w końcu zdecydowaliśmy zmienić scenerię i wyjść w końcu z piwnicy. Idziemy na drugi koniec zamku, mijamy po drodze jedną czy dwie moje siostry (żony meżów też nazywamy siostrami), ale tak jak zazwyczaj gdy nie mam ochoty z nimi rozmawiać (czyli bardzo często)mijam je wzrokiem jakby dla mnie nie istniały. Idący za mną Leopold pewnie miał inne do tego podejście, natomiast nie zwracam na niego uwagi.                         
Puste spojrzenie faktycznie zawieszone zostało gdzieś pomiędzy dywanem a nogą od stołu. Pierwszy kieliszek wychyliłem od razu do dna, drugi wypiłem na dwa łyki no i właśnie jestem na trzecim, który przytykam to ust, ale nie przechylam. Co się skończyło? Moje życie? Moja niewinność? Moje bycie panem własnego losu? Nie wiem, Leopoldzie - co mogło się skończyć?
-Przyjemność - cedzę przez zeby, po raz ostatni mając odwagę nazwać to, co jeszcze przed godziną mnie relaksowało, a co nagle obróciło swoją wartość o sto osiemdziesiąt stopni i nagle skupiam spojrzenie na przyjacielu. - Najpewniej wiesz co się dzieje z ludźmi, którzy atakują czarodziejów? Zostają zesłani do Tower. Codziennie widzę kilkadziesiąt takich wezwań. Wiesz kto o nich słyszy? NIKT. Nawet nie chcę wyobrażać sobie liczby osób, która dowie się, że ktoś z moim nazwiskiem trafi do Tower. - przechylam głowę znów na chwilę gubiąc spojrzenie. Zdaje sie, że jestem przekonany o tym, że trafię do Tower i że jestem na tyle popularny, by trafić również na pierwszą stronę Proroka Codziennego. Na pewno jest to możliwe, brukowce prześcigają się w szukaniu wad, szczególnie wśród starych rodzin czarodziejskich. To, że nie trafiłem tam wcześniej przy moim pierwszym potknięciu, które zdarzyło się tuż po ukończeniu szkoły, zawdzięczam jedynie Casiussowi. Leopold zdaje się nie rozumieć tego, ale prawdopodobnie nigdy nie był w takiej sytuacji. Tak się składa, że ja byłem. Wyjaśniam również co mam na myśli, wspominając że już będzie uznany za czarodzieja mój mugol z piwnicy.  - Podejrzewam, że  nawet to-to ma swoją teczkę, albo chociaż wpis do spisu ludności.  Jeżeli tak, to pewnie list do niego już się napisał w Hogwarcie - prawie zwymiotowałem jak to powiedziałem, tak swoją drogą - Poza tym jest również kwestia jego rodziny. Nie jestem pewny, czy nasze zaklęcia maskowały również kwestię na obecność obcej magii... -  pocieram nasadę nosa i zmęczonym spojrzeniem wpatruje się w Leopolda. Wypijam kolejną szklankę trunku i odstawiam ją z brzękiem na metalowej tacy wyłożonej na stoliku. - Leopoldzie, zdaje się, że nie to mieliśmy w planach. Musisz mi wybaczyć, sądziłem że to będzie zupełnie inne popołudnie i będziemy mieli czas poruszyć inne tematy. Chciałem ci zdać relację z prób używania Twojego nazwiska podczas nocnych pobojów Londynu, ale w obecnej sytuacji sądzę, że możemy zostawić sobie to na inny dzień...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Leopold Flint
Śmierciożercy
Mocniej czuję każdy mały smak, każdy gniew
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
21-02-2026, 20:21
Największą porażką obecną w tym pomieszczeniu nie jest Rodric, lecz on sam. On, który, podrażniony bezsilnością, trwał w bezruchu w tym samym czasie, kiedy przed jego oczyma rozgrywał się pierwszy akt dramatu. On uległy słabości, która pozwoliła słowom skonać w krtani. On, który dopuścił, aby strach zadecydował za niego, jak należy się zachować.
Palce, które zaciskają się kurczowo na rękojeści różdżki, drętwieją od silnego uścisku, ale nie rozluźnia uchwytu, kiedy przypatruje się małej szlamie z odrazą, z bezpiecznej odległości kilku kroków. W tym samym czasie słowa Carrowa - jesteś współwinny - odbijają się od ścian jego czaszki.
Tam, gdzie zbrodnia, musi pojawić się też kara, jednakże Flint nie ma zamiaru pokutować za obce grzechy. Nie ma zamiaru brać na siebie odpowiedzialności za to, co Carrow ukrywa w swojej piwnicy. Konsekwencje nie dotknął żadnego z nich, bo nikt nie zapłacze na mogiłą bezimiennej, zmizerniałej istoty, którą śmierć złapała w swoje lodowate szpony, gdy trafiła w ręce czarnej magii.
Wtenczas, pod wpływem tej refleksji, uzmysławia sobie ,że to nie wybór Rodrica jest pomyłką, a mugolskie dziecko obdarzone magicznymi mocami. Małe, chodzące po świecie wynaturzenie, nie zasługujące na łaskę życia.
Odwraca wzrok od mugolskiego pomiotu, strumień swego spojrzenia kierując na prowodyra tego zajścia. Rysy twarzy Flinta nie łagodnieją. Spojrzenie ma surowe, wydarte z emocji. Na ustach nie pojawia się żaden grymas, jego usta nie okala nawet drobny cień uśmiechu. Dzika furia zapłonęłaby w jego trzewiach, gdyby poznał myśli przyjaciela. Gdyby wiedział, że ten rozważał rzucenie na niego Oblivate. Bo nie chce zapomnieć. Chce pamiętać. Sukcesy tym różnią się od porażek, że te drugie dłużej rozpamiętuje, analizuje, traktuje jak przestrogę, a dzisiejszą lekcje zapamięta na długo.
Uśmiecha się lekko, ledwie dostrzegalnie, gdy pojmuje, że grot jego słów, trafia celnie tam, gdzie miało- w sam środek dumy Carrowa, który już wcześniej poczuł, jak grunt osuwa mu się pod stóp.
- Mam ci mówić, jak postępować z upolowaną zwierzyną? - pyta, a na talerzu jego spojrzenia pojawia się niebezpieczny błysk. – To szlama, Rodricku. Aberracja. Coś, co nie powinno istnieć.
I coś, co nie zasługuje na życie, pozostaje niewypowiedziane, zawieszone między nimi w powietrzu, gdy skraca dystans, jaki dzieli go od Rodrica i odnajduje jego wzrok swoim.
Krew gotuje się w żyłach Leopolda, a milczenie przedłuża tę mękę. Złość, jaka się w nim pojawia, nie gaśnie. Rozbłyska na krawędzi źrenic, w drżących ramionach. Nie cichnie, jest słyszalna w jego przyśpieszonym oddechu i odbijających się o kamienną posadzkę krokach. Uspokaja się nieco dopiero wówczas, gdy w końcu piwnice pozostają za swoimi plecach, a pod palcami, zamiast twardej rękojeści, czuje zimną powierzchnie szklanki.
- Właśnie tego się obawiasz, przyjacielu? - głos Leopolda ocieka cynizmem, gdy podnosi usta do szklanki i upija porządny łyk przyjemnie palącego w gardło trunku. - Że zostaniesz zesłany do Towera za spełnienie swojego obowiązku wobec naszego dziedzictwa? Uważasz, że czeka cię za to wieczne potępienie? - ma ochotę się zaśmiać, ale dławi śmiech w krtani. – Powiedz mi, Rodricku, jeśli właśnie tego się lękasz, dlaczego zatem podążamy za tym samym przewodnikiem? Czyż nasza misja nie jest warta tego ryzyka?
Może bagatelizuje problem, a obawy Rodrica są słuszne?
Obraca w szklankę w dłoni, przenosząc spojrzenie na wysokie, zasłonięte ciemnymi kotarami okno.
- Jeśli chcesz poznać moją opnie, nie sądzę, że aurorzy zapukają w bramy Allerton Castle - wstaje, choć niechętnie rezygnuje z miękkich objęć fotela. – Jesteś roztrzęsiony. Uspokój się. Nic ci nie grozi = zapewnia, pomimo iż jego pewność siebie jest uzasadniona w genach, a nie w zapewnieniu własnej racji. – Zupełnie nic. I za to wypijmy. - Unosi szkło w geście toastu, chwile później przepłukuje gardło kolejnym łykiem. – Podszywałeś się pode mnie, aby zdobyć kobiecą uwagę?
Cóż to za brak wiary w własne możliwości, Rodricu.
- Opowiedz mi o tym. Wieczór ledwo się zaczął, a przyziemności zajmą twoje myśli...

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:57 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.