• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Biblioteka
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:53

Biblioteka
Biblioteka w Burke Manor po samym przekroczeniu jej progu daje gościowi do zrozumienia, że właściciele przykładają wiele uwagi do wiedzy. Półki regały, które zajmują całe ściany aż po sam sufit, zarówno na parterze jak i na balokonym pięterku, zastawione są wszelkiego rodzaju księgami i zwojami zawierającymi wiedzę nie dla wszystkich dostępną. W centralnej części pomieszczenia rozstawione są wygodne, skórzane fotele, w których można się rozsiąść z lekturą. Między fotelami stoją niskie stoliki, na których można rozłożyć książki, jeśli nie chce ich się zabierać ze sobą. System katalogowania zbiorów biblioteki powstał na samym początku jej istnienia i nie został zmieniony przez te wszystkie lata. Na dużym kominkiem wisi portret Edmunda Burke, współzałożyciela sklepu Bogrin&Burke, który czuwa aby wszyscy traktowali zbiory z należytym szacunkiem i zachowywali się odpowiednio.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
11-10-2025, 18:19
|24 kwietnia 1962 roku

W przestronnej bibliotece, popołudniowe słońce rozlewało się leniwie przez szeroko otwarte, łukowate okna. Pomieszczenie było wysokie, sklepione, prawie na dwa piętra dawało wrażenie przestrzeni i oddechu. Ale to nie była pusta cisza. Raczej ta skupiona, wyczekująca. Jakby coś miało zaraz się wydarzyć. Przy fotelach stał pulpit z nutami. Primrose wzięła w dłonie smyczek. Spojrzała jeszcze na zapis dźwiękowy. I wtem nadeszła muzyka.
Pierwsze dźwięki były kruche, delikatne jak rosa. Wspinały się po drewnianych zdobieniach, otulały stoliki z porcelanowymi wazonami, muskały figurki z zakurzonego kamienia. Melodia porywała od pierwszych taktów. Opowiadała o historii niecierpliwej, stęsknionej. Każdy dźwięk, który wypływał spod jej palców, przeskakiwał płynnie w kolejny, delikatnie. Ale pod tą delikatnością kryła się siła. Taka cicha, niewidoczna, jak spokojna rzeka pod lodem. Oczy miała zamknięte. Ręka poruszała się z płynnością, której nic nie przerywało. Każdy ton trwał, choć nie zatrzymywała się ani na moment. Dźwięk unosił się ku górze, aż do balkonowego pięterka, skąd można było patrzeć na salę jak na scenę w teatrze. I tam też, cisza. Taka, co mówi więcej niż słowa. Muzyka wypełniła wszystko. Przemknęła między krzesłami, zatańczyła na ramie obrazu, ślizgała się po balustradach. Nie opowiadała historii słowami. Raczej uczuciami. Tęsknotą. Cieniem nadziei. Czymś, co przypominało szeptane opowieści w zimowe wieczory.
Popołudniowe słońce zagrało refleksami na ciemnych włosach, na zdobieniach sukni, kiedy nie wiedząc samej, w którym momencie, zaczęła się poruszać w jej rytm, oddając się w pełni pasji jaką była dla niej muzyka. Odkryta dość późno, kiedy była już dorosła, gdy szukała kolejnych możliwości rozwoju - odnalazła skrzypce. Nie pragnęła, aby stać się wielką artystką. Robiła to dla siebie, a zajęcie to pozwalało zebrać jej myśli, uspokoić te szalone, które gnały ostatnio przed siebie niczym dzikie konie.
Odwiedziny Bradforda, wpisywane w kalendarz były tymi, które wyczekiwała. Tymi, które sprawiały jej przyjemność kiedy mogła wysłuchać historii mieszkańców rezerwatu. Choć nie miała okazji poznać ich wszystkich, tak sali się częścią jej życia. Melodia ponownie przeskoczyła i zawirowała wokół skrzypaczki, tak jak ona sama poruszała się w rytm melodii, całkowicie pochłonięta muzyką, nie bacząc na upływający czas. Jej spódnica, długa aż do kostek, falowała z każdym krokiem niczym aksamitna fala oceanu. Uszyta z ciężkiego, granatowego aksamitu, przeplatanego panelami czarnego weluru, zdobiona była misternym haftem przedstawiającym bukiety polnych kwiatów – irysy, chabry, dzwonki, wszystkie wyhaftowane z pietyzmem w pastelowych odcieniach błękitu, lilii i różu. Każdy z pionowych pasów tkaniny tworzył ramę dla florystycznej kompozycji, niemal jak witraże, oddzielony cienkimi liniami haftów w kolorze miedzi i burgundu. Wysoki, czarny pas w talii nadawał jej sylwetce elegancji, podkreślając kontrast między białą koszulą a spódnicą.
Ostatnie pociągnięcia smyczka zapowiadającego finał muzycznej opowieści, ostatnie drobienie kroków, aż w końcu melodia została zakończona. Otworzyła oczy dostrzegając sylwetkę, która musiała jakiś czas temu już być obecna w pomieszczeniu, ale ona tego nie zarejestrowała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
20-12-2025, 11:01
24 kwietnia 1962 roku

To już trzeci miesiąc, kiedy miał zaszczyt mianować się narzeczonym panny Burke. Trzeci miesiąc, kiedy jego myśli wciąż intensywnie krążyły wokół młodej czarownicy. Przyjęła go, zgodziła się wsunąć sobie na palec pierścionek zaręczynowy, swoim słowem zaświadczyć, że gotowa jest uczynić go najszczęśliwszym w świecie. Denerwował się, a i owszem! Czuł się niczym młodzik, niedoświadczony kawaler, stawiający pierwsze kroki w dorosłym życiu, lecz nie dlatego, że przymusiła go doń rodzina. Pchany był ekscytacją zaprzątającą umysł obrazami jej profilu i melodią głosu. Wspomnienie błyskotliwego umysłu w powiązaniu z barwą kobiecego śmiechu, w charakterystyczny sposób wiązało supeł w dole brzucha.
Głupiejesz na stare lata, przemknęło przez myśl, kiedy zjawił się w Derbyshire. Ubrany w jedną z ulubionych szat w kolorze zgaszonej zieleni stanął w progu Burke Manor tylko chwilę przed ustalonym czasem. Marynarka kryła pod sobą dwurzędową kamizelkę ze szlachetnej tkaniny misternie haftowanej w pióra, a jedwabny fular w uzupełniającym doń granatowym kolorze pysznił się ozdobną szpilką. Dzierżony w dłoniach bukiet zawierał drobne fioletowe kwiaty, poprzetykane czerwonymi margaretkami ze śnieżnobiałym akcentem. Tak, to kolejna kompozycja, po którą zwrócił się do jednej z zielarek rezerwatu. Doskonale radził sobie z groźnymi stworzeniami, ich oswojeniem, walką, czy leczeniem, lecz dobór kwiatów pozostawał poza zasięgiem. Zdawał sobie sprawę ze znaczeń, jakie miała każda z roślin. Próbował je studiować, nauczyć się czegoś nowego, z zainteresowaniem słuchając porad, lecz finalnie wszystko roztrzaskiwało się o estetykę.
Oddał płaszcz Artkowi i podążył za udzieloną wskazówką, odnajdując drogę na piętro, gdzie mieściła się biblioteka. Doszedł go dźwięk skrzypiec, więc zwolnił nieco kroku. Stanął w progu, nie naciskając mocniej na drzwi, w obawie, że ich ruch rozproszy pannę Burke, po czym wsunął się przez wąską szczelinę i nasłuchiwał. Melodia płynąca spod smyczka skrzypaczki była inspirująca i świeża. Płynne przejścia i utrzymany takt dawał jasny dowód na niewątpliwy talent. Dźwięk wybrzmiał, gładko przechodząc w ciszę, jaka nie tylko kończyła utwór, a udostępniała przestrzeń, by emocje z nim związane osadziły się, mocniej zapadając w pamięć. Przesunął wzrokiem od kobiecych dłoni i trzymanych weń skrzypiec, przez szczupłą sylwetkę i jasną, skąpaną w blasku popołudniowego słońca twarz.
— Chyba właśnie zrozumiałem, dlaczego niektóre melodie zapadają w pamięć na całe życie — odezwał się z szerszym uśmiechem, nie bijąc jednak braw przez zajęte bukietem dłonie. — Nie wiedziałem, że cisza potrafi być aż tak pięknie wypełniona. — Teraz sam ją przeciął, stawianymi na parkiecie krokami, zbliżając się do Primrose. Drobne zmarszczki na męskiej twarzy zdradzały uśmiech, który tylko trochę próbował powstrzymać, by okazana radość nie stała się przytłaczająca. — Jeśli przy każdym spotkaniu będziesz mi fundować koncert, zacznę się poważnie zastanawiać, czy to ja przynoszę kwiaty, czy raczej je otrzymuję. — Wysunął bukiet, wręczając go czarownicy. — Dzień dobry, panno Burke. Niezmiernie miło jest cię widzieć. — I nie było w tym ani jednej fałszywej nuty, bo w istocie zdał sobie sprawę z ich rozłąki w dniu, w którym otrzymał od niej list. Za absurdalne uznał przelewanie na pergamin słów, które wolał przekazać osobiście. Możliwość swobodnej wymiany myśli była zdecydowanie bardziej satysfakcjonująca, kiedy miał ją na wyciągnięcie ręki, zasłuchaną i dopytującą o kwestie rezerwatu. Przyłapał się na tęsknocie za błyszczącym spojrzeniem, kiedy opowiadała o artefaktach, za drobną gestykulacją i ściągniętymi w zastanowieniu brwiami, kiedy to reszta świata zdawała się przestawać dlań istnieć. Tęsknił do ciepła przelotnego dotyku i towarzyszącemu temu zapachowi, jaki dziwnym zbiegiem okoliczności potrafił go zarówno ukoić, co zburzyć w ekscytacji krew.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
22-12-2025, 17:30
Kiedy melodia płynęła spod skrzypiec traciła poczucie czasu. Podobnie rzecz się miała gdy wskakiwała na siodło. Oddając się w pełni swojemu hobby potrafiła zapomnieć o całym, otaczającym ją świecie. Od małego dziecka oddająca się każdej czynności z pełnym zaangażowaniem i pasją, dała z siebie wszystko. Muzyka była wyrazem jej emocji, których tak chętnie nie ukazywała każdego dnia. Daleko jej było do posągowej postawy starszego brata, ale posiadała w sobie manierę, tak charakterystyczną dla rodu Burke, żeby nie dać po sobie poznać tego co się myśli. Nie sprawdzało się to w przypadku Primrose, zwłaszcza gdy rozmowa schodziła na tematy, które ją osobiście fascynowały. Jednakże, gdy przychodziło do rozmów z klientami potrafiła zachować kamienną twarz, a emocjom dać upust w momencie gdy była sama.
Z Bradfordem było inaczej.
Na jego widok serce samo przyspieszało, jakby chciało wyrwać się z piersi i pobiec ku niemu pierwsze, nie czekając na zgodę rozumu. Sama myśl, że za chwilę będzie mogła spędzić z nim choć krótką chwilę, sprawiała, że dłonie zaczynały jej się pocić, a w brzuchu pojawiał się ten osobliwy, trudny do nazwania niepokój ni to lęk, ni to drżenie pełne oczekiwania. Czuła, jak ogarnia ją ciepło, a zarazem delikatna bezradność wobec własnych reakcji, których nie potrafiła już ukryć nawet przed samą sobą. Coraz częściej łapała się na potrzebie wymiany listów. Na tej niepozornej namiastki rozmowy, kilku słów zapisanych atramentem, które pozwalały jej zajrzeć do świata, w jakim żył narzeczony. Łaknęła wiedzy i informacji, czytała między wierszami, doszukując się znaczeń w najdrobniejszych szczegółach. Pragnęła zrozumieć zasady, jakimi się rządził, rytm jego dnia, ciężar obowiązków, które nosił z taką naturalnością. W głębi duszy rodziło się przekonanie, że im lepiej pozna samego czarodzieja, tym łatwiej stanie się towarzyszką, której będzie potrzebował. Świadoma dzielącej ich różnicy wieku, czasami miała wrażenie, że bardziej dojrzała kobieta powinna stać u jego boku. Myśl ta kłuła ją jak drobna drzazga, budząc cichy wstyd i poczucie niedoskonałości. Zaraz jednak odganiała te niechciane rozważania, jakby bała się, że pozwalając im trwać, odbierze sobie prawo do tej niewinnej radości, która rozkwitała w niej coraz śmielej. Gdy zobaczyła, jak przecina śmiałym krokiem pomieszczenie, idąc w jej stronę, zrozumiała nagle, jak bardzo tęskniła. Za uśmiechem, który rozjaśniał mu twarz, i drobnymi zmarszczkami wokół oczu. Za opowieściami o rezerwacie i jego mieszkańcach, snutymi tym spokojnym, kojącym głosem. Nie wiedziała co to jest, tylko, że wypełnia ją ciche pragnienie, by ten moment trwał dłużej, by móc zapamiętać każdy gest, każdy ton. -Dziękuję. - Odezwała się po chwili, a na jasnej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Założyła niesforny kosmyk włosów za ucho, gestem który jej towarzyszył zawsze gdy była lekko zakłopotana, następnie schowała skrzypce do futerału. -Jeżeli za każdym razem będę otrzymywać takie komplementy, to pokuszę się zawsze o koncert. - Przyjęła podarowany jej bukiet z coraz szerszym uśmiechem, który rozświetlał jej twarz. Kiedy ten mężczyzna była obok nie potrafiła się nie uśmiechać. Nie wiedziała dlaczego, ale za każdym razem ten się pojawiał i odchodził jakiś czas po tym jak Bradford zniknął z zasięgu jej wzroku i słuchu. -Dzień dobry, panie Bulstrode. Cieszę się, że mój widok przynosi radość. - Wypaliła bez słowa namysłu, a gdy słowa wybrzmiały zaczęła się zastanawiać czy nie brzmiała zbyt dziwnie, nie pasująco do sytuacji w jakiej się znaleźli. Skupiła więc swój wzrok na bukiecie jaki otrzymała. -Jest piękny, dziękuję. - Szybkie przywołanie skrzata sprawiło, że bukiet zaraz znalazł się w wazonie, który postawiono na jednym ze stoliczków. -Czy błotoryje są jakimś większym zagrożeniem w dalszej perspektywie dla fauny i flory rezerwatu? - Zapytała kiedy po dłuższej chwili ciszy nie wiedziała czy chce patrzeć w oczy czarodzieja, na jego ubiór czy może dłonie. Nawiązanie więc do korespondencji listowej jaką prowadzili wydawało się najbardziej oczywistym wyborem. -O, i jeśli masz ochotę na spacer, to pogoda dzisiaj jest dla nas łaskawa.- Wskazała słońce za oknem, które zaglądało nieśmiało do wnętrza pomieszczenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
23-12-2025, 08:38
Powiedzieć, że jej widok przynosił radość, to jak nie powiedzieć nic. Lubił o niej myśleć, wspominać melodię głosu, odtwarzać zapisany w pamięci krótki moment bliskości, kiedy trzymał ją ciasno w ramionach. Im częściej się z nią widywał, tym mocniej odnosił wrażenie, że tęskni do tamtego uczucia i żałuje, że było efektem wypadku. Spotkanie pod jemiołą, to także bzdurna wymówka, niedająca poczucia intencjonalności i to chciał w ich relacji zmienić.
Przyglądał się chwilę Primrose z uwagą, a sekundy płynęły nieubłaganie, odliczając czas, w którym Bradford zawiesił się, nie rozumiejąc, o czym kobieta mówi. Ciszę wykorzystywał w inny sposób, niż na bezczynnym oczekiwaniu, nudzeniu się i liczeniu na rozrywkę, która sama się jakimś trafem pojawi. Trwał w ciszy, bo zauroczony był tym skrawkiem prozy życia. Czarownica krzątałała się pierw przy instrumencie, później przyglądając się układowi kwiatów w wazonie. Skrępowany gest odgarnął ciemne kosmyki, a Bradford przyłapał się na drobnym ukłuciu żalu, jak gdyby sam wolał to zrobić.
— Ależ skąd, nie stanowią problemu, z którym nie da się rozprawić — odparł pospiesznie, gdy zrozumiał, że to nawiązanie do treści listu. — Anomalia nie jest niczym nadzwyczajnym, jeśli spojrzeć na przestrzeni wieków. Zwykło się dziwić i trapić, kiedy coś wychodzi ponad normę, kiedy coś się zmienia, lecz sama zmiana, to nic złego. To okazja do dalszej nauki, czy ewolucji. — Przysunął sobie na myśl temat magicznych stworzeń, jak i moment, w którym pisał wiadomość do Primrose. Od tamtej chwili minęły już dwa dni, a tajemnica błotoryjów z wolna przestawała stanowić problem. — Zakładam, że to kwestia związana ze zmianami cieplnymi wokół jeziora. Już wkrótce zakończy się najtrudniejszy okres, podczas chwili przerwy będzie można podjąć niezbędne naprawy. — Pozostawało wyłącznie znaleźć czarodzieja, który w swojej specjalizacji obrał sobie zabezpieczenia terenu, lecz do tego wystarczyło sięgnąć do pokaźnej list zaprzyjaźnionych z rezerwatem magów.
Powiódł wzrokiem w kierunku okna i bladych promieni słonecznych, wnikających do wnętrza posiadłości. Biblioteka, choć niewątpliwie sprawiająca wrażenie potężnej i dająca wyraźne potwierdzenie, że ród Burke przykłada wielką wagę do wiedzy, tak przesiadywanie w natłoku ksiąg i pergaminów w okresie wiosennym, mijało się dla Bradforda z celem. Wprost uwielbiał przyjmować na twarz chłodny powiew wiatru, krążyć leśnymi ścieżkami, bądź tworzyć nowe, wedle własnego upodobania. Podręczniki i ciężkie woluminy wolał zostawić na dni, kiedy pogoda jest mniej przyjemna, choć jakby tak szczerze Bulstrode’a zapytać, to zalety potrafił znaleźć w każdych okolicznościach.
— Prawdę mówiąc, to po cichu liczyłem na ten spacer — wyznał. Już dawno temu zdążył zauważyć, że Primrose Burke, to idealna kandydatka na jego żonę. Pomijając intelekt i niewątpliwą urodę, była w równym stopniu, co on, zaciekawiona światem. Nie obawiała się wyjścia w teren i przybrudzenia butów, zachowywała zimną krew w sytuacji kryzysu, ani nie mdlała w rozpaczy, ubolewając nad swym trudnym losem. Obawiał się początkowo, że nowa żona oznaczać będzie częsty podział rytmu dnia, że spotykać się będą wyłącznie podczas posiłków, czy nocami w małżeńskiej komnacie, ale okazuje się, że niekoniecznie, czego dowodem była propozycja czarownicy. — W Kumbrii od tygodnia panują deszcze i nie ukrywam, że możliwość pozostawienia płaszcza, jawi się kuszącą wizją. — Kusiło go też kilka innych rzeczy, dziwnym trafem wiążąc się głównie z osobą panny Burke. Rzadko bywał w ogrodach tego pałacu, parę razy mając okazję w głównej altanie krzyżować z nią florety, jednak dziś chciał poprowadzić ich rozmowę w nieco innym kierunku. Wyciągnął dłoń i zamknął w niej tę kobiecą, by móc przez choć krótki moment poczuć jej ciepło. Wychodząc na korytarz przez uchylone drzwi, odsunął się pół kroku i rozplótł ich palce.
— Chciałbym cię przeprosić, bo odnoszę wrażenie, że w ostatnich tygodniach trochę cię zaniedbałem.  Czeka nas ważne wydarzenie i nie chciałbym, abyś uznała, że mi nie zależy — powiedział szczerze, spoglądając na Primrose z ukosa, kiedy zeszli schodami w stronę ogrodu.

| przechodzimy do ogrodu
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.