• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Ogród
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:49

Ogród
Ogród jest niezwykle elegancki – symetria zajmuje centralne miejsce, wyrażona poprzez geometryczne żywopłoty, starannie przycięte topiary i równe ścieżki. Centrum kompozycji zdobi klasyczna altana – ośmiokątna, z lekką konstrukcją w jasnym kolorze, pokryta dachem i ozdobiona pnącymi roślinami. To nie tylko estetyczny element architektury ogrodowej, ale również funkcjonalna przestrzeń wypoczynkowa. Altana może służyć jako miejsce do porannej kawy, popołudniowego relaksu z książką, kameralnych rozmów w gronie bliskich, a nawet niewielkich letnich przyjęć. Osłonięta od słońca i otulona zielenią, stanowi przyjemną przystań, która pozwala zatrzymać się na chwilę i zanurzyć w spokojnej atmosferze. Całość wzbogacona jest subtelnym akcentem roślinnym – pojedyncze rabaty z niskimi roślinami i delikatnymi kwiatami dopełniają kompozycję, wprowadzając do ogrodu życie i koloryt. Ogród emanuje spokojem i harmonią, każdy element zdaje się być zaplanowany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
23-12-2025, 15:38
|Przychodzimy z biblioteki


Wyrwała go z przedziwnego zamyślenia, które przysłoniło jego spojrzenie. Dostrzegła jak niebieskie kolor tęczówek został przysłonięty zadumą, kiedy jedynie wodził za nią wzrokiem, a myśli krążyły wokół czegoś innego. Gdy zapytała nagle i niespodziewanie o błotoryje to wrażenie szybko zniknęło wraz z wypowiadanymi słowami. Uśmiech na kobiecej twarzy złagodniał nieznacznie, a ona sama kiwnęła głową, gdy zatrzaskiwała zapięcia futerału. Ten następnie znalazł swoje miejsce na jednej z licznych półek i konsolek jakie tu się znajdowały.
Biblioteka była świadkiem wielu rozmów jakie tu toczono, od sporów na temat artefaktów po śmiech i zabawę mieszkańców Burke Manor, a wszystko to w otoczeniu wiedzy, którą tak ukochali. -Jest w tym coś nostalgicznego. - Powiedziała miękko patrząc po zebranych woluminach. -Obserwacje, które robisz, a następnie zapisujesz być może dzisiaj niewiele znaczą, są jedynie ciekawostką, a być może za jakiś czas, gdy nas już nie będzie, staną się kluczowe dla rozwiązania większego zagadnienia lub jego zrozumienia. - Podobnie rzecz się miała z zapiskami, które sama tak skrupulatnie studiowała. Manuskrypy, które były jedynie opisem run, zapiskami iście pamiętnikarskimi stanowiły nie raz źródło wiedzy, które prowadziło ją poprzez Anglię. Tak jak tego dnia kiedy niespodziewanie weszła na teren rezerwatu wzbudzając niemałe zamieszanie.
Powiodła wzrokiem w ślad za Bradfordem gdzie promienie słoneczne zwiastowały przyjemny czas. Jako miłośniczka ksiąg ukochała takie miejsca jak biblioteka, ale to właśnie z niej wychodziła z planem i pomysłem kolejnych wypraw, w których natrafiała na przedziwne znaleziska. Niektóre wartościowe, które niosły ze sobą wielkie pieniądze, a inne będące jedynie śladem historii, ale takim, którego potrzebowali, aby lepiej zrozumieć skąd się wywodzą i jak korzystano kiedyś z magii, gdy słowa jej tak nie wiązały, a bardziej zależała od emocji oraz intencji.
Nie spodziewała się innej reakcji czarodzieja na wspomnienie o spacerze i kiwnęła ochoczo głową. Czas na świeżym powietrzu nie był jej obcy, a Anglia miałą to do siebie, że dość długo musieli czekać na słoneczne dni. Dlatego korzystała jak tylko choć na chwilę, słońce wyjrzało zza chmur. -Mam podejrzenia, że w jednym z drzew zamieszkały Nieśmiałki. - Dodała jeszcze kiedy sięgnęła po żakiet, który pasował do jej spódnicy. Nie brała ze sobą ani kapelusza i rękawiczek, gdyż udawali się w tereny wokół Burke Manor. -Cóż, bywa wietrznie, ale sądzę, że typowy angielski ogród oraz altana będą wstanie dać chwilę schronienia. - Doskonale wiedziała, że takie warunki Bradfordowi nie są straszne. Ucieszyła się, że nie straszna mu narzeczona, która śmiało wspina się na skały, zagląda do jaskiń i nie boi się ubrudzić butów. Rozumiała lęki jakie kierowały Vivianne w obawie przed zduszeniem w złotej klatce. Pan Bulstrode szybko rozwiał jej obawy, nawet nie słowem, a swoimi czynami i działaniem. Słowo przyszło z czasem kiedy pytał o jej odkrycia, kiedy był ciekaw tego czym aktualnie się zajmuje. Obawiała się, że się będą rozmijać, że choć jest wzajemna fascynacja tak proza życia będzie ich rozdzielać. Rzeczywistość i spotkania wskazywały na coś zgoła odmiennego.
Z żalem przyjęła gest rozplecenia dłoni. Moment, w którym ujął jej dłoń i zamknął w cieple swojej sprawiło, że serce gwałtownie przyspieszyło. Zaraz jednak korytarz wymusił separację, w obawie przed wścibskimi oczami obrazów, które patrzyły na nich czujnie. Była niemal pewna, że jak tylko znikną to zaraz jeden z nich przeniesie się do swojej ramy na Nokturnie i poinformuje Xaviera o tym co się dzieje w domu. Starszy brat na szczęście jedynie notował rzeczone zdarzenia i nie dopytywał siostry o szczegóły.
-Och! - Wyrwało się jej kiedy Bradford nagle poruszył temat ślubu. -Nie masz powodów do czynienia sobie wyrzutów. - Zapewniła go pospiesznie kiedy wyszli na tereny ogrodu. -Przyznaję, że sama ostatnio nie pochylałam się nad tym tematem z większym zaangażowaniem. To nie tak, że nie lubię przyjęć i celebracji. Tylko nie przywiązuje takiej wielkiej wagi do szczegółów, które powinny zajmować głowę przyszłej panny młodej. - Była Burke. Lubili świętować, ale w małym gronie, niezbyt hucznie i niezbyt wystawnie. Nie ze skąpstwa, ale ze swojej natury ludzi, którzy więcej czasu spędzali w cieniu niż na świeczniku. Możliwe, że powinna zmienić swoje podejście. Możliwe, że oczekiwano od niej innego zachowania. Pozwalała, aby częścią rzeczy zajęła się jej matka oraz siostra samego Bradforda. Suknia ślubna była już zamówiona, rodziny porozumiały się w kwestii tego jak sam ślub ma przebiegać. Bardziej stresowała się perspektywą przeprowadzki i oswojenia się z nowym miejscem do życia niż ślubem.
Przed nimi rozpościerał się ogród, który właśnie rozkwitał czując pierwszy powiew wiosny. Ścieżki wiły się przed nimi miękkimi łukami, wysypane jasnym żwirem, który cicho chrzęścił pod stopami. Nie prowadziły wprost do celu, a raczej zapraszały do błądzenia, do chwilowego zagubienia się wśród starannie pozornie niedbałych rabat. Lawenda mieszała się z różami, a wysokie byliny pochylały się nad drogą, jakby chciały podsłuchać rozmowę, która właśnie się toczyła. Raz ścieżka zwężała się, zmuszając ich do zwolnienia kroku, innym razem rozszerzała, odsłaniając widok na przystrzyżony trawnik i samotne drzewo o rozłożystej koronie. W końcu między zielenią wyłoniła się altana. Jasna, lekka, jakby wrosła w ogród od zawsze. Jej drewniane kolumny oplatały pnącza, a dach dawał schronienie przed potencjalnym, wiosennym deszczem. W środku czekał na nich niewielki stolik. Na białej serwecie stał porcelanowy czajnik, z którego unosiła się subtelna para, obok dwie filiżanki gotowe na herbatę. Obok zaś patera z ciasteczkami: kruche, złociste, niektóre z delikatnym lukrem, inne posypane cukrem pudrem. Gdy tylko się zbliżyli, czajnik sam uniósł się w powietrze i rozlał herbatę do filiżanek. Primrose sięgnęła po jedno z ciasteczek, a to smakowało połączeniem imbiru i miodu. Gdy spojrzała znów na Bradforda poczuła jak narasta w niej pewna śmiałość, swego rodzaju odwaga, aby powiedzieć coś więcej i podzielić się pewną refleksją oraz przemyśleniami. W przypływie tych emocji bez wahania ujęła dłoń Bradforda tak jak on to uczynił wcześniej. -Wyczekuję dnia naszego ślubu. Bardzo, ale to czym się bardziej przejmuję, to wspólne życie razem i co ze sobą niesie. - Słowa same płynęły. -Otrzymałam namiastkę tego co się dzieje między kobietą, a mężczyzną gdy… - Przygryzła nieznacznie dolną wargę szukając odpowiedniego słowa. -Gdy dają się ponieść chwili, emocjom i pasji. - Spojrzenie swoje utkwiła w oczach czarodzieja korzystając z tego, że zebrała się na odwagę, aby pewne rzeczy wyznać. -I… i to samo czuję jak jesteśmy razem. Mieszankę obawy, ale i radości, poczucia niepewności i tego… tego dziwnego pragnienia. - Nie mówiła na co dzień o swoich emocjach. Po prawdzie nie dawno sobie zaczęła uświadamiać, że to co czuje do tego mężczyzny jest czymś więcej niż zwykłą sympatią. -Chciałam wiedzieć czy czujesz podobnie? Czy może twoje emocje są zupełnie inne? - Pamiętała ten moment bliskości, a nawet dwa. Skradzione pocałunki i chciała poczuć to ponownie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
24-12-2025, 12:33
— Esencja pracy badacza — przytaknął, godząc się z podsumowaniem. Zarówno magizoolodzy, co badacze run i artefaktów, spisywali swoje obserwacje, by żmudną pracą dać podwaliny pod dalsze wnioski. Wprawdzie Bradford wolał aktywną pracę w terenie, bezpośrednią pomoc magicznym stworzeniom, ale korzystał z tych notatek do zwiększenia wydajności i efektów.
— Możemy się im przyjrzeć — stwierdził beztrosko na wspomnienie nieśmiałków. Nie zdziwiłby się, gdyby rzeczywiście obrały sobie jedno z drzew ogrodów Burke Manor za nowy dom, nie musiały się tu mierzyć z groźnymi drapieżnikami. Przystanek w zaroślach mógł być ciekawym urozmaiceniem rozmowy. Usłużył czarownicy, pomagając z nasunięciem żakietu, korzystając z idealnej okazji, by na moment znów znaleźć się blisko.
Wzdrygnął się i wzniósł ciemne brwi na zaskoczone westchnienie, uśmiechając się zaraz blado. Czyli nie był jedynym, który spychał temat ślubu na dalszy plan, obędzie się bez wyrzutów i oskarżeń, na czym najbardziej mu zależało. Ostatnim, czego pragnął, to świadomość, że narzeczona ma mu za złe opieszałość.
— Jak dla mnie, ślub mógłby odbyć się choćby dziś — rzucił lekko i dopiero wtedy się zorientował, że może to zostać opacznie odebrane. — To znaczy, nie jestem wielbicielem hucznych przyjęć, ale sądziłem, że kameralna ceremonia nie jest tym, z czego będziesz zadowolona — wyznał, trochę uciekając wzrokiem przed siebie. Miał już jeden ślub za sobą, wystawiony z odpowiednią pompą dla podkreślenia podniosłości chwili, nie potrzebował kolejnego. Z Primrose nie mieli dotąd okazji, by pomówić o szczegółach i z góry założył, że oczekiwała czegoś większego, niż przyjęcie w gronie najbliższych.
Kroczył alejkami ogrodu, niespiesznie podążając u boku ukochanej, starając się skupić na pięknie wiosennej natury — bezskutecznie, bo przystrzyżony trawnik i budzące się do życia pąki przegrywały w walce o uwagę z ciemnowłosą pięknością. Wkroczył do altany i osadził wzrok na poczęstunku. Znów te ciasteczka, kuszące kruchością faktury, soczystą galaretką i puszystym cukrem. Bradford starał się ich unikać w sytuacjach niewymagających wyśrubowanej etykiety. Słodycze pojawiały się podczas każdego przyjęcia i herbaty, dając pretekst do zajęcia dłoni, czy nawiązania rozmowy, bo choć Anglicy są specjalistami w dyskusjach o pogodzie, to temat ten czasem się nudzi i wtedy całe na biało wchodzą bezy i herbatniki. Nie chciał po nie sięgać, bo dawały dziwne poczucie niewiadomej i zagubienia, jakby stanowiły przystanek między jednym wątkiem a drugim. Tyle że Primrose, zamiast tkwić w tym zastanowieniu, od razu przeszła do konkretów.
Wspólne życie razem i to, co ze sobą niesie, wybrzmiało dość enigmatycznie, kiedy Primrose chwyciła jego dłoń w pewnym geście. Tu, na otwartej przestrzeni ogrodu, byli mimo wszystko bardziej skryci przed wzrokiem postronnych, niż w pałacowych pokojach i korytarzach, gdzie spoglądały nań ciekawsko sylwetki z obrazów. Primrose Burke była czarownicą konkretną i zdecydowaną, nierzucającą słów na wiatr. Każde pytanie, nawet jeśli w pierwszej chwili zdawało się neutralne, bądź może i naiwne, prędko okazywało się mieć znacznie głębsze znaczenie. Złączył ze sobą ich spojrzenia, z ciekawością zaglądając wgłąb jasnych tęczówek, starając się na poły skupić na każdym ze słów, a jednocześnie nie wyciągać wniosków z pojedynczych haseł. Pierwszym, co go ugodziło, była rzekoma namiastka, w zestawieniu z daniem się ponieść, co pozwalało wyobraźni na wysnucie niekoniecznie zadowalających obrazów. Primrose w objęciach innego mężczyzny, pozwalająca na upust emocji oraz pasji? Jak miał to odczytać, jak zrozumieć, jeśli nie na jej niekorzyść, a na potwierdzenie zdrady? Cień oburzenia trwał tylko przez krótki moment, bo pytanie o dziwne pragnienie od razu przesłoniło uwagi co do niewinności czarownicy. Nie uciekała, nie chowała się, nie oblewała ciężarem rumieńca, a pytała wprost. Oczywiście, że zasługiwała na prawdę, tylko jak odpowiedzieć, gdy wolał pokazać, niż mówić?
— Cieszę się, że poruszasz ten temat — wydusił w końcu, decydując się na otwartą szczerość. Zdecydowanie wolał ten sposób omawiania istotnych kwestii, niż krążenie gdzieś w półsłówkach i niedopowiedzeniach, zdolnych przysporzyć więcej problemu, niźli to warte. — Sądziłem, że daję ci świadectwo tego, co wobec ciebie czuję, acz wychodzi na to, że to za mało. — Wcale nie był niezadowolony z podniesienia niewygodnego, wymagającego delikatnego traktowania tematu; wręcz przeciwnie — przez jego twarz przemknął krótki uśmiech. Wzniósł ich złączone ręce i delikatnie przesunął kciukiem po szczupłych palcach. — Pozwól, że zamiast dawać jasną odpowiedź, dopytam, czy masz na myśli drobne gesty — pytał, składając pierwszy pocałunek na wierzchu kobiecej dłoni, kolejnymi przechodząc do jej wnętrza — mówiące o czułości i sympatii, podobne do tych. — Omiótł skórę ciepłem oddechu, schodząc wargami nieco niżej, do nadgarstka, aż dotarł do mankietu żakietu; z przelotną nutą żalu, że materiał nie poddawał się lekkiemu naciskowi. — A może… — zawiesił głos, układając jej dłoń na swoim gładko ogolonym policzku, kiedy pochylił się nad czarownicą. Przymknął powieki, czując, jak w ciele narasta ekscytacja, jakiej nie mógł dotąd dać upustu. — Może mówisz o czułości, która ma w sobie namiętność i zaborczość? — ściszył ton niemal do szeptu, kierując słowa wprost do ucha, kładąc rękę na plecach Primrose i zsuwając ją ku dołowi, przyciągnął do siebie ciasno. — O tej, której wprost nie mogę się doczekać, a jednocześnie powstrzymuję się z obawy o splamienie honoru naszych rodzin. — Brzmiało to górnolotnie i tylko częściowo szlachetnie, bo czy nie przyznał się właśnie do snucia fantazji, o których wolałby głośno nie wspominać? Wykorzystał ten moment, by odnaleźć jej usta swoimi, pierw ostrożnie i subtelnie, by prędko porzucić delikatność i wpić się zachłannie. Od dawna już pragnął zamknąć ją w objęciach i poddać się gwałtownym emocjom trawiącego ciała pożądania. Teraz serce biło mocno w piersi, przypominając, że nadal żyje, a raczej uświadamiając, że teraz czuje się pełen sił i to dzięki niej. Ułożona w dole pleców ręka podjęła ryzyko i zsunęła się jeszcze trochę, zaciskając palce na krągłości pośladka. — Nie wybaczyłbym sobie, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział — mruczał dalej, kiedy nabrał wreszcie więcej powietrza w płuca, a usta zsunęły się przez policzek ku smukłej szyi, tylko pozornie zwalniając tempa, kiedy mieszał delikatność ruchu z gwałtownym gestem.  — Choć tak naprawdę jedyne, co mnie powstrzymuje, to myśl, że możesz jej nie chcieć przed ceremonią. — Zostawiał kolejne niespieszne pocałunki, wnikając nieco za brzeg białego kołnierzyka koszuli. Mówiła, że nie jest pewna jego uczuć, że dawał zbyt mało sygnałów i deklaracji, by uwierzyła w szczerość intencji, więc teraz przekraczał granicę, jaką niegdyś sobie postawił, by gorszyć, ani nie straszyć Primrose. Na ile opłaci się taka szczerość?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-12-2025, 00:35
W tym samym momencie gdy Pan Bradford Bulstrode obdarowywał pocałunkami pannę Primrose Burke tuż obok nich z cichym skrzypnięciem pojawił się domowy skrzat Artek. Wiedział, że jego pojawienie się zostanie odnotowane, więc jedynie cicho chrząknął, tak aby narzeczeni na pewno zwrócili ku niemu swoje spojrzenia. Gdy tak się stało, skrzat wygłosił kilka słów spokojnym głosem.
- Pani Vivienne prosi, aby panienka wraz z panem Bulstrode przesunęli się delikatnie w lewo. Tam są trochę wyższe krzewy i nie będzie państwa widać z okien posiadłości - Artek nisko się ukłonił.
Nie czekając na żadną odpowiedź z cichym skrzypnięciem zniknął. Wykonywał tylko polecenie nowej pani Burke, która zabroniła mu mówić cokolwiek o tym, co w ogrodzie zobaczył.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
27-12-2025, 14:06
Szukała punktów wspólnych dla ich dwojga. Szukała tego wokół siebie, aby być jeszcze bliżej Bradforda. Nieśmiałki w drzewie w ogrodzie były kolejnym takim powodem. Uśmiechnęła się pod nosem kiedy wyraził chęć przyjrzenia się im. Mogła też dowiedzieć się czegoś więcej nie tylko o pracy narzeczonego ale o nim samym. Obserwowanie go w trakcie pracy, słuchanie z jaką pasją opowiadał o niej sprawiało, że łaknęła jego towarzystwa jeszcze bardziej. Teraz jednak rozmowa zeszła na temat wesela, a to sprawiło, że Nieśmiałki całkowicie wyparowały z jej głowy. -Brzmi to ekscytująco. - Odpowiedziała rozbawiona wizją nagłego ślubu. -Obawiam się jednak, że nasze rodziny nie byłby tym zachwycone. - Znaleźliby się szybko na językach plotkarek, które doszukiwałyby się drugiego dnia takiego szybkiego i cichego ślubu. -Nie mam nic przeciwko ceremonii w gronie najbliższych.- Przyznała otwarcie i całkowicie szczerze. Jeżeli Bradford również skłaniał się ku takiej wizji nie było powodów, aby organizować wielkie przyjęcie. Inne rzeczy były zdecydowanie ważniejsze i bardziej zajmujące niż sama ceremonia, która była ważna i niezbędna, temu nie zaprzeczała. Jednak to dalsze życie, codzienność była tym co bardziej ją zajmowało i sprawiało, że pojawiały się pewne obawy oraz lęki, z którymi powinna się zmierzyć.
Nie wiedziała co w nią wstąpiło, aby tak bezpośrednio podejść do tematu, ale z drugiej strony taka była jej natura. Nie miała w zwyczaju krążyć wokół tylko kierowała się prosto do celu. Wolała jasno przedstawiać swoje myśli, choć sprawiało to, że na chwilę przestawała oddychać.
Bała się jak zareaguje.
Bała się, że oburzenie i to słuszne sprawi, że mężczyzna się odsunie.
Bała się, że właśnie zaprzepaściła wszystko, a jednak nie potrafiła budować ich przyszłości na kłamstwie lub niedomówieniach.
Uciekła wtedy kiedy mogła przekroczyć kolejną granicę tego co dzieje się między mężczyzną, a kobietą. Spanikowała, usłyszała w głowie te wszystkie ostrzeżenia o konsekwencjach jakie musi ponieść kobieta jeśli pozwoli sobie na chwilę zapomnienia. Nie była całkowitą ignorantką, nieświadomą intymności. Miała świadomość, że to co czytała, zmieszane z jej wyobrażeniami nie jest w pełni zgodne z tym co się dzieje w realnym świecie. Zaczytując się w romansach nieraz wyobrażała sobie, że jest główną bohaterką tych opowieści. Skutecznie skrywała tę swoją stronę przed innymi, ukazując jedynie oblicze młodej kobiety zafascynowanej runami oraz artefaktami. Teraz, ponownie czuła się jak jedna z tych książkowych postaci. Tylko nie czytała słów, a je słyszała. Nie wyobrażała sobie głównego bohatera, a stał przed nią. Znalazła się w swojej własnej powieści.
Zrozumiała, że wstrzymywała oddech w momencie kiedy usłyszała jego słowa i wypuściła powietrze, które zatrzymała w płucach. Nie czynił jej wyrzutów, choć dostrzegła przez ułamek sekundy cień, który przebiegł przez przystojną twarz. Na chwilę mocniej zacisnęła palce na jego dłoniach jakby w obawie, że je wyrwie. Całe ciało było napięte jak zbyt mocno naciągnięta struna w skrzypcach, gotowa pęknąć przy mocniejszym nacisku. Obserwowała z fascynacją, odmalowującą się w jej spojrzeniu, jak unosi wyżej dłonie. Podążała wzrokiem za ustami, które składały pocałunki na jasnej skórze, a ciepły, ekscytujący prąd przeszył jej ciało. Miała już zaprzeczyć, że nie ma wątpliwości co do jego intencji i pytała o coś innego, ale słowa ugrzęzły w gardle wraz z miękkim dotykiem warg na nadgarstku. Serce uderzało coraz mocniej w kraty żeber, a przyspieszony oddech sprawił, że pierś jej unosiła się i opadała zdecydowanie szybciej. Fala gorąca zalała ją całą kiedy jednym gestem sprawił, że znaleźli się blisko siebie, gdy mogła pod palcami czuć ciepłą, gładka skórę policzka. Niespiesznie, opuszkami palców zaczęła znaczyć szlak w dół, ku obrysowi szczęki, jasnym spojrzeniem błądząc po całej jego twarzy. Zatrzymała się dłużej na kształcie nosa, a potem poruszających się wargach, które wypowiadały słowa powodujące u niej drżenie i zachwyt jednocześnie.
Uniosła się delikatnie na palcach kiedy poddała się pocałunkom. Nie tylko je przyjmując, ale oddając je gorące i zachłanne. Dłoń, która wcześniej nieśmiało błądziła po jego twarzy teraz wsunęła się w gęste włosy odrzucając wszelki rozsądek na bok. Znajdowała się w ramionach mężczyzny, który ją pociągał, fascynował i z którym chciała przebywać cały czas. Czuła jego bliskość, zapach oraz napięcie, sprawiając, że roztapiała się pod jego dotykiem, zwłaszcza tym śmiałym, który odpowiadał wprost na jej pytanie.
Czuła się piękna.
Czuła to o czym czytała w powieściach, to co opisywały autorki książek. Pochwyciła głośniej powietrze kiedy znaczył skórę szyi pocałunkami, przymknęła oczy zatracając się w tym uczuciu.-Przyznaję, że… - Zaczęła lekko zduszonym głosem poddając się całkowicie chwili, kiedy usłyszała cichy trzask obok nich, co sprawiło, że skierowała zamglone spojrzenie na skrzata. Przez chwilę nie rozumiała co do nich mówi, zamrugała parę razy starając się pojąć znaczenie jego słów, a gdy do niej dotarły na policzkach pojawił się dodatkowy rumieniec. Wcześniejszy spowodowany był czynami Bradforda. Powstrzymała się przed spojrzeniem w stronę okien w obawie, że dostrzeże tam swoją szwagierkę, ale w głębi ducha była jej wdzięczna za tę interwencję. Nim zdążyła odpowiedzieć Artkowi też zniknął równie szybko jak się zjawił.
Przygryzła delikatnie dolną wargę, a następnie bez zastanowienia przesunęła się nieznacznie w lewo, aby skryć się przed spojrzeniem domowników, którzy mogą wyjrzeć przez okna na ogród. -To spotkanie przy artefakcie, pocałunek pod jemiołą rozbudziły we mnie pragnienia i… - Uniosła roziskrzone spojrzenie na Bradforda. -Przyznaję, że łaknęłam ich więcej, że liczyłam na to, że pomimo tego iż nie wypada, to te zasady zostaną złamane. - Podeszła jeszcze bliżej ponownie stając lekko na palcach zakładając ramiona na męskie barki. Powoli ucałowała kącik męskich ust na potwierdzenie swoich słów -Wyczekuję jej z wielką niecierpliwością. - Lekki rumieniec nadal nie schodził z jej policzków, a dłonie znów wsunęły się w męskie włosy. -Tej namiętności, chcę zaznać jej w pełni i całkowicie. To czekanie jest nieznośne. - Tęskniła za tym o czym czytała, o czym słyszała. Chciała zaznać tych emocji, których namiastkę doświadczyła trzy lata wcześniej, tych, o których mówiła Vivianne po podróży poślubnej. Tylko czy chciała aż tyle czekać? Gdyby ceremonia mogła odbyć się choć jutro, bez wahania by się zgodziła. Obawa o wspólne życie nagle zniknęła.
Czy właśnie zachowywała się nieobyczajnie? Czy powinna się wstydzić własnych słów? Czy miała się wzbraniać przed uczuciami jakie nią zawładnęły? -Pocałuj mnie jeszcze raz. - Poprosiła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
29-12-2025, 10:24
Dla Bradforda ceremonia wiązała się czymś innym. Już raz składał taką przysięgę — póki śmierć nie rozłączy. To wierność wobec obowiązku, lecz nie dla samej zasady, a z poczuciem wiary w słuszność obrządku. Przysięgał Ollivanderównie, swojej wieloletniej ukochanej, z którą nadal splatałby ścieżki, gdyby nie nieszczęsna choroba. Przysięga składana pannie Burke miała być równie ważna, nawet jeśli Primrose nie upominała go o tym głośno, tak sam nie widział innego rozwiązania. Może i należał do czarodziejów młodszego pokolenia, wielokrotnie nie odnajdując wspólnego języka z najstarszymi, lecz ceremonia zaślubin stanowiła niezwykle istotny element, stanowiący drogowskaz dla dalszego życia.
— Czyli postanowione. — Kamień wyraźnie spadł mu z serca na myśl o mniejszym przyjęciu. Czy powinien przyłożyć większą wagę do doboru jej słów, do ”nie mam nic przeciwko” użytych zamiast “takie jest i moje marzenie”? — Maj już za rogiem, pozostało niewiele czasu na przygotowania. — Szczęśliwie z tego, co wiedział, matka już dawno ruszyła prace, wprost nie mogąc się doczekać na przyjęcie nowej synowej pod swój dach. Lonnie także dopytywała o szczegóły ślubu, niewiele mógł jej opowiedzieć, czy zdradzić, nie będąc zaangażowanym, ale dziś, mając od narzeczonej kilka wytycznych, mógł nakierować organizację na nowe tory. — Zastanawiałem się, czy może masz jakieś życzenia względem swoich komnat, czy interesuje cię konkretny widok za oknem, a może odległość od bibliotek? — To drobna kwestia, jaką warto omówić przed decydującym dniem, miała dawać poczucie pewności, bezpieczeństwa, namiastkę dobrze znanej sobie codzienności w zderzeniu z nagłym wyciągnięciem z dotychczasowych przyzwyczajeń. Zależało mu na tym, by Primrose czuła się w Hethmere Keep, jak w domu, aby przybliżyć jej nieba, sprawić, by zmiana otoczenia kojarzyła się z ekscytacją, nie zaś strachem.
To jasne, że nie w taki sposób wyobrażał sobie dzisiejsze spotkanie — a raczej nie wyobrażał sobie, że fantazje te mogą się ziścić. Śmiałość podsyciła w nim nieco Vivienne, kiedy jakiś czas temu wspomniała o zamiłowaniu panny Burke do powieści romantycznych. Nie czuł się w tym biegły, nie uważał za fantastycznego kochanka, lecz chciał sprostać oczekiwaniom, dla niej.
Wzdrygnął się i zastygł na ułamek sekundy, zdumiony obecnością skrzata. Oddech uwiązł mu w piersi, dłonie zesztywniały, gotowe puścić ją natychmiast, lecz gdy zobaczył, że Primrose nie cofnęła się ani o krok, że w jej spojrzeniu wciąż tlił się ten sam żar, posłusznie przesunął się wraz z nią, osłaniając ich sylwetki cieniem krzewów. Nie przerywał jej, zasłuchując się w wyznaniu, o którym widział, oraz czuł, że jest szczere. Rumieniec na kobiecych policzkach nie miał w sobie nic ze wstydu. Palce, które jeszcze przed chwilą błądziły niepewnie po jego ramieniu, wsunęły się we włosy, chwytając je pewniej, jakby chciała zatrzymać go przy sobie. Stała na palcach, znów szukając jego ust i pewna myśl zatliła się z tyłu głowy, że nie wypada, na pewno nie tutaj. Wystarczyło jedno zdanie, by poczuł, że coś się w nim wzmaga, przesłaniając ostrzeżenia na dobre.
Pocałuj mnie.
Niecierpliwość tliła się pod skórą żarem. Drżenie ciała nie wynikało z pośpiechu, lecz z potrzeby bycia blisko, z pragnienia dotyku, który nie musiał niczego udowadniać. Każdy oddech przypominał mu, jak bardzo pragnął tej chwili — nie tylko fizycznie, ale w sposób, którego nie potrafił ubrać w proste słowa. Głód dotyku stał się natarczywy, niemal bolesny, a świadomość, że ona go nie odpycha, tylko wzmacniała to pragnienie. Każdy oddech był krótszy od poprzedniego, cięższy, przesiąknięty zapachem hipnotycznych perfum i ciepłem jej skóry. Jedną dłonią ujął drobny nadgarstek, nie zatrzymując jej gestu, a jedynie prowadząc go tam, gdzie chciał — na swoją pierś, pod krawędź rozpiętej marynarki. Drugą dłonią musnął spąsowiały policzek, kciukiem ledwie dotykając rozgrzanej skóry, jakby chciał zapisać ten rumieniec w pamięci.
— Chciałbym, żebyś już zawsze mówiła, co przychodzi ci na myśl. Zwłaszcza jeśli sądzisz, że nie wypada — uśmiechnął się lekko, ledwie zauważalnie, zdradzając napięcie, które z trudem trzymał na wodzy. Naparł na nią, zmuszając, by oparła się o wbity obok drewniany pal altany i przesłonił ją własnym ciałem. Drewno było chłodne, kontrastując z gorącem, które narastało między nimi, z coraz płycej splatającymi się oddechami. Niespiesznie przesunął ustami od skroni do policzka i przez linię żuchwy. Zatrzymał się tylko na sekundę, wystarczająco długo, by poczuć jej oddech, by upewnić się, że właśnie tego chce. Gdy znów odnalazł jej usta, pocałunek był głęboki, ale miękki; smakował go powoli, delektował się, pozwalając, by napięcie rosło bez pośpiechu. Chwycił miękki materiał misternie haftowanej spódnicy i uniósł go na biodro, drugiej dłoni pozwalając odnaleźć drogę wyżej, do obleczonego w pończochę uda. Palce pokonały barierę satynowej bielizny i wsunęły się między wargami delikatnie, żeby się rozgościć. Przerwał pocałunek tylko po to, by oprzeć czoło o jej skroń, dzieląc z nią to samo, rozgrzane powietrze.
— Skup się na sobie — mruczał niskim tonem, niepozostawiającym wątpliwości, że mówi to również do siebie, próbując nie zagubić się w narastającym pragnieniu. Przyspieszył nacisk i ruch palców, a ciężkie oddechy przenikały się, niesione cicho we wspólnym tempie, jakby oboje wiedzieli, że to moment, w którym nie ma już odwrotu.
Z zadowoleniem wyczuł, jak jej reakcje splatają się z jego własnymi, jak ciało odpowiada na każdy nacisk, potęgując głód. Złączył spragnione pocałunków usta, wyczuwając zbliżający się jęk. Przerwał pieszczotę, gdy napięcie stało się niemal nieznośne, dla obojga. Uśmiechnął się mimowolnie kącikiem, pozwalając śmiałej myśli wybiec za daleko.
— Pozwolisz? — znów przeciął ciszę szeptem, dłoń opartą na biodrze przesuwając dalej. Odnalazł jasne spojrzenie własnym, a uśmiech rozszerzył się do łobuzerskiego. Czy wiedziała, czego się spodziewać? Jak mocno dała się niegdyś ponieść, odkrywając skrzętnie skrywane tajemnice? Nie zamierzał pytać, z niczego rozliczać, bo teraz liczył się wyłącznie zamglony wzrok Primrose, płonące policzki i łomoczące w piersi serce. Przyklęknął, gładkim ruchem nakładając sobie odsłonięte udo na ramię i przytrzymał je mocno. Odnalazł ustami brzeg pończochy i znaczył niespiesznymi, niemal ceremonialnymi pocałunkami drogę ku górze, by wniknąć w nią językiem i wyciągnąć palącą przyjemność.  Własna żądza zaczynała być dokuczliwa, natarczywa, domagała się spełnienia, lecz on wciąż panował nad rytmem, pozwalając napięciu rosnąć, świadom, że właśnie w tej chwili, w tym zawieszeniu, kryje się cała intensywność ich pierwszego razu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
29-12-2025, 11:57
Ceremonia zaślubin nie były jej obce. Jako gość bywała na nich często, teraz sama miała złożyć przysięgę, która ich zwiąże. Wiedziała, że Bradford był już raz mężem, związał swoje losy z inną kobietą, która dała mu córki i szczęście. Czasami zastanawiała się jak bardzo były od siebie różne, czy jest z nią porównywana i czy uczucie jakim darzyć ją będzie czarodziej jest podobne? Znała takich, którzy mówili, że po śmierci drugiej osoby już z nikim się nie związali nie wyobrażając sobie życia z kimś innym. Jednak teraz przechadzała się po ogrodach rozmawiając o przyszłości, o tym, że ma wkroczyć w jego świat. -Cieszę się, że myślimy podobnie. - Uśmiechnęła się delikatnie. Ostatnie czego pragnęła to różnice zdań na samym początku, których nie da się pogodzić. Wyraźnie odetchnęła słysząc, że ceremonia będzie z tych skromniejszych. Nie lubiła być na świeczniku, to nie był jej żywioł. Zdecydowanie wolała mniej huczne zabawy i choć nie była całkowicie introwertykiem, to ceniła sobie w przyjęciach to, że mogła czasami zaszyć się w jakimś miejscu nie wzbudzać zbytniego zainteresowania. Oczywiście ostatnio się jej to nie udało. Wyraźnie została wzięta na języki w trakcie noworocznej zabawy, ale też chciała być piękna i przyciągać wzrok. Szczególnie ten jeden. -Zwyczajem jest, że panna młoda przybywa wraz z rodziną do domu pana młodego, gdzie następuje ceremonia zaślubin i tam też odbywa się zabawa. Niedługo mam ostatnie przymiarki sukni ślubnej, a Vivienne pomaga z doborem kwiatów oraz tortu. - Ostatnio wiele rozmów toczyło się wokół ślubu. Widziała przejęcie przyjaciółki oraz matki, która wydawała za mąż swoją jedyną córkę. Tytania chociaż bardzo zaborcza tak roztaczała nad Primrose swoisty parasol ochronny, a sama Primrose cieszyła się, że zamieszkała z nimi Vivi. Nie była córką, ale mogła stanowić jej namiastkę, a to powinno ukoić serce Tytanii.
Serce podskoczył radośnie kiedy padło pytanie. Takie proste, zwyczajne, ale poczuła, że ma stać się częścią rodziny Bulstrode. -Własny gabinet. - Wypaliła od razu bez wahania w głosie. -Taki, w którym będę mogła mieć miejsce na manuskrypty, półki na artefakty, miejsce do przechowywania bardziej cennych przedmiotów. I tablicę do przyczepiania notatek oraz gablotkę. - Zaczęła wymieniać wszystkie po kolei co było niezbędne w takim pomieszczeniu. Widok nie był aż tak ważny jak to co znajdowało się w takim gabinecie.
Ignorowała wszelkie znaki ostrzegawcze jakie wysyłał umysł. Każdy okrzyk był tłumiony głośnym biciem serca, gdy czuła dotyk palącym ogniem na swojej skórze. Przedziwne uczucie osiadło ciężko w dole brzucha, a napięcie rosło z każdą upływającą sekundą. Pragnęła tego dotyku i bliskości, w której mogła chłonąć mieszaniny zapachu skóry i perfum. Powinna była się wycofać jak tylko przybył Artek, jak tylko przypomniano im, że przecież nie są sami, że jeszcze zostało parę dni nim wezmą udział w ceremonii. Głód i pragnienia były jednak zbyt silne, rozbudzone śmiałością jaką w sobie znalazła. Zachęcone zachowaniem mężczyzny, który wyszedł jej naprzeciw miast budować dystans gdzie cierpliwość będzie wystawiana na próbę. Prowadził jej dłoń, z zafascynowaniem patrzyła jak kieruje nią na swoją pierś, pod którą biło serce. Zdawało się jej czy uderza od niego żar, w którym chciał się zanurzyć; zaciskając mocniej palce na materiale koszuli powoli odnalazła przejście pod kolejna warstwę materiału. Opuszki palców znalazły fakturę skóry po której zaczęła nieśmiało wodzić. Przymknęła delikatnie oczy gdy kciukiem muskał rozgrzany policzek. -Jest wiele spraw, o których sądze, że nie wypada, a wokół których krążą moje myśli - wyznała po chwili zduszonym głosem.
Miała wrażenie, że świat nagle zwęził się do jednego punktu. Do miejsca, w którym jego ciało odcinało ją od reszty rzeczywistości, do chłodu drewna za plecami i ciepła, które pulsowało w niej coraz wyraźniej. Serce biło jej tak głośno, że była pewna, iż on je słyszy; każdy oddech urywał się zbyt szybko, jakby ciało nie nadążało za tym, co się z nim działo. Gdy przesunął ustami po jej skroni, po policzku, poczuła dreszcz niecierpliwego oczekiwania. Ostatnio w takiej chwili uciekła, wycofywała się, pozwaliła, by lęk zwyciężał ciekawość. Teraz jednak było inaczej. Stała nieruchomo, pozwalając mu prowadzić, chłonąc każdy drobny gest, jakby bała się, że jeśli poruszy się za szybko, czar pryśnie. Pocałunek sprawił, że zapomniała, jak się oddycha. Był miękki, powolny, dokładnie taki, jakie znała z kart powieści, które czytała nocami z rumieńcem na twarzy. Z tą różnicą, że teraz nie była tylko obserwatorką; była bohaterką, tą, której ciało reagowało samo, zanim zdążyła pomyśleć. Jego dotyk, pewny i uważny, rozpalał ją od środka; czuła, jak napięcie gromadzi się nisko, jak biodra same chcą poddać się temu rytmowi.
Kiedy jego dłoń przesunęła się wyżej, zaskoczyło ją, jak naturalnie przyszło jej rozchylić uda, jak cicho westchnęła, nie próbując tego powstrzymać. Przyjemność była inna, niż się spodziewała. Głębsza, rozlewająca się falą, która odbierała zdolność logicznego myślenia. Każdy jego gest wyczuwała całym ciałem; skóra paliła, a jednocześnie drżała, jakby była zbyt wrażliwa na wszystko naraz. Śmiały w swoich gestach darował jej coś czego się nie spodziewała, a czego wyczekiwała w swoich fantazjach. Zacisnęła mocniej dłonie na połach marynarki nie pojmując w pełni przedziwnego uczucia gdy pieszczota nabierała na intensywności. Wyczuwała każdy ruch zawstydzona własną reakcją, pragnieniem, które wypełniało gorącem całe podbrzusze. Ta dziwna sensacja sprawiała, że chciała więcej. Czy to było normalne?
Pocałunek stłumił cichy jęk. Ten dźwięk wyrwał się z niej sam, szczery i niekontrolowany. Przez ułamek sekundy ogarnął ją wstyd, ale zaraz zniknął, ustępując miejsca czystemu zdumieniu: to ja. Przylgnęła ciałem, poddając się całkowicie uczuciu jakie ją ogarnęło i z cichym zawodem przyjęła przerwanie pieszczoty.
Szept, niski i ciepły, sprawił, że przymknęła oczy. Skupiła się na sobie, na tym, co czuła w tej chwili. Na falach przyjemności, które narastały, na drżeniu ud, na mięknącym napięciu, które zamiast strachu przynosiło ulgę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, wiedziała już, że nie zamierza uciekać. Pragnęła więcej, pragnęła tego, co miało nadejść, nawet jeśli nie do końca rozumiała, dokąd ją to zaprowadzi. Była gotowa pozwolić się poprowadzić dalej, oddać się tej chwili w pełni. W końcu wszystkie te historie, które czytała, prowadziły właśnie tu. Do momentu, w którym serce bije jak oszalałe, ciało odpowiada bez pytania, a jedyne, co pozostaje, to zaufać i zanurzyć się w uczuciu, które obiecuje coś nieodwracalnie prawdziwego.
Patrzyła na niego z góry, gdy znalazł się niżej, a serce podskoczyło jej do gardła. Fascynacja splatała się z lekkim niepokojem, jakby stała na krawędzi czegoś, czego nie umiała jeszcze nazwać. A jednak ciekawość była silniejsza. Płonęła w niej, rozlewała się po ciele, zamieniając niepewność w gorący, niecierpliwy żar. Gdy poczuła pierwszy, niespodziewany impuls przyjemności, gwałtownie nabrała powietrza, jakby ktoś wytrącił je z jej płuc. Jedna dłoń odruchowo wplotła się w jego włosy, zaciskając się mocno, jakby potrzebowała punktu oparcia, czegoś realnego. Drugą przycisnęła do ust, próbując powstrzymać kolejny jęk, który narastał w piersi, nieproszony i nie do opanowania. Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Jej ciało reagowało szybciej niż myśli, jakby znało odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zdążyła zadać. Drżała, a uginające się nogi ledwie ją trzymały. Czuła palące ciepło nisko w sobie, intensywne i obezwładniające, uczucie tak nowe, że aż onieśmielające. Było w nim coś, co domagało się głosu, co chciało wyrwać z niej krzyk, krzyk czystej, nieznanej dotąd rozkoszy. Zamknęła oczy, bo otwarte były zbyt wielkim wyzwaniem. W ciemności łatwiej było się poddać, pozwolić, by rozsądek rozpłynął się całkowicie. Przestała analizować, przestała się pilnować. Istniała już tylko ta chwila, to drżenie, to przytłaczające poczucie, że przekracza granicę i że wcale nie chce się zatrzymać. Oddała się temu bez reszty, tracąc ostatnie resztki kontroli, jak bohaterka z kart książek, które czytała po cichu, nie wiedząc, że pewnego dnia sama stanie się jedną z nich.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
30-12-2025, 09:32
Kwiaty i tort znajdowały się w worze tematów, o których Bradford nie chciał decydować, bynajmniej osobiście z pełnią władzy. Kwiaty i tak zleciłby komuś bardziej kompetentnemu, zaznaczając, kiedy efekt będzie zbyt przesadzony, przy torcie zaś zleciłby coś dobrego, co nie będzie za słodkie, ani mdłe, ani zbyt udziwnione — proste, prawda?
— Nie mogę się doczekać, aż cię w niej zobaczę. — W niej czy bez niej?, przemknęło jeszcze nieznośnie przez myśl, stanowiąc mglistą zapowiedź tego, co wydarzy się, gdy dotrą w zacisze altany. Zaraz wzniósł brwi w zaskoczeniu, kiedy odpowiedź padła tak prędko, jakby została już dobrze przemyślana; odpowiedź, która tak bardzo była kwintesencją Primrose, że aż wyrwał mu się z piersi śmiech. — W porządku, sprawimy ci gabinet. — Dla Bradforda to nawet nie podchodziło pod kwestię dyskusyjną, bo z góry założył, że badaczka będzie wymagać swojej własnej przestrzeni. Nad artefaktami i manuskryptami pochylała się dotąd nie tylko w pokojach pałacu Burke, ale też w pracowniach sklepu. Bulstrode nie zamierzał stawać na drodze ku jej szczęściu i spełnieniu, nikt nie wymagał, że zgodnie ze staromodnym zwyczajem, porzuci wszystko, z czym się dotąd identyfikowała i zupełnie odda nowym zasadom. Abstrahując od niewątpliwie cennego zasobu, za jaki Octavian uważał przyszłą żonę bratanka, znawczynię run i artefaktów, sam Bradford wolał nie zamykać jej w złotej klatce, a docenić zdolności i upodobania.
Kwietniowe słońce przenikało przez pnącza altany, rysując jasne plamy na skórze i drewnie wokół nich. Krzewy tłumiły podmuchy wiatru, zostawiając tylko delikatne poruszenie. W tej zaplanowanej, harmonijnej przestrzeni, pośród symetrii i spokoju, to właśnie ich przyspieszone oddechy i napięte ciała wprowadzały jedyny element chaosu. Bradford wiedział, że nie chciałby być nigdzie indziej.
Jej smak był ciepły i niepokojąco uzależniający, przesiąknięty zapachem ogrodu, słońca i subtelnej nuty perfum. Z każdym kolejnym ruchem czuł, jak napięcie w jego barkach i udach narasta, jakby całe ciało reagowało na nią szybciej, niż myśl. Serce biło mu ciężko i miarowo, wyznaczając rytm chwili, której nie chciał, ani przyspieszać, ani skracać. Każdy jej oddech odbijał się w nim echem, napięciem mięśni, które trzymał w ryzach tylko siłą woli. Sprawianie jej przyjemności było jak dotykanie napiętej struny, wybrzmiewającej pod każdym, nawet najdrobniejszym naciskiem i właśnie to poczucie odpowiedzi napełniało go cichym, głębokim zadowoleniem. Zaskakiwała go płynnością ruchów, śmiałością, z jaką odpowiadała, namiętnością, której się nie spodziewał po jej wcześniejszej ostrożności. Każdy gest był naturalny, niewymuszony, jakby ciało doskonale wiedziało, czego chce, nawet jeśli umysł dopiero się do tego przyzwyczajał. To odkrycie rozpalało go jeszcze bardziej, budząc dumę oraz kształt zachwytu, że trzymana w objęciach czarownica była nie tylko piękna, ale żywa, obecna, prawdziwa.
Gdzieś na obrzeżach świadomości pojawiła się myśl, że to przekracza granicę — że ogród Burke’ów, południowe słońce i kwietniowa cisza nie były na to przygotowane, a jednak ta świadomość tylko potęgowała drżenie mięśni i przyspieszone bicie serca, zamiast je studzić. Czuł jednocześnie cień winy i ostrą, niemal młodzieńczą ekscytację, jakby robił coś zakazanego i dokładnie dlatego tak prawdziwego. I zrozumiał, że nie żałuje ani chwili, nawet jeśli konsekwencje miały przyjść później.
Szybko rozpoznał ten moment, po zmianie jej oddechu, po nagłym napięciu ciała. Trwał przy niej, skupiony wyłącznie na tym, by pozwolić jej wznieść się wyżej, dłużej i pełniej. Serce łomotało ciężko, ramiona paliły od napięcia, a jednak całą uwagę kierował ku niej, jakby świat skurczył się do jednego punktu — jej reakcji, jej drżenia, jej głosu. Pozostał tam, gdzie był, jakby w obawie, że przerwanie tej bliskości odebrałoby jej coś, co dopiero zdobyła. Delektował się wychwytywanym drżeniem mięśni, melodią oddechu i jękliwego pomruku, tak skrzętnie tłumionego przyciśniętą do ust dłonią. W końcu wyprostował się ostrożnie i dłoń, która jeszcze przed chwilą podtrzymywała jej udo, zsunęła się powoli, odkładając nogę na ziemię z niemal ceremonialną troską. Zanim zdążyła choćby zachwiać się na chwilę, był już przy niej, a ramiona zamknęły się wokół talii i pleców, przyciągając ją blisko, chroniąc przed osunięciem, przed nagłym powrotem ciężaru ciała, które nadal rozkosznie drżało. Czuł ją pod sobą wyraźnie: rozgrzaną, miękką, wciąż pulsującą echem tego, co dopiero przez nią przeszło. Oddech miała nierówny, urywany, więc dopasował się do niego instynktownie, oddychając razem przez kilka długich sekund, jakby  wspólny rytm miał ją zakotwiczyć. Wolną dłonią uniósł delikatnie brodę panny Burke, zmuszając, by na niego spojrzała, ale nie po to, by coś powiedzieć, lecz by się upewnić, że tu jest. Rumiana twarz zdawała się płonąć, zaś oczy miały w sobie miękki, zamglony blask, jaki próbował sobie dotąd wyobrazić. Oglądanie go na żywo było zdecydowanie bardziej zadowalające, niż wytwór umysłu. Przyglądał się jej uważnie, zapamiętując ten obraz z jakąś nieoczekiwaną potrzebą, bo wiedział, że będzie wracać do niego myślami częściej, niż by przypuszczał. Przesunął kciukiem po rozgrzanym policzku, ledwie dotykając skóry, a w piersi poczuł ciche, rozlewające się ciepło, inne niż zwykłe pożądanie.
Dopiero teraz zaczynał rozumieć, że to, co dzieje się między nimi, nie jest już jedynie obietnicą przyszłości. Narzeczeństwo przestało być konstruktem opartym na rozsądku, nazwisku i planach — stało się ciałem, oddechem, reakcją, której nie da się cofnąć. Wiedział, że od tej chwili spojrzy na nią inaczej; nie jak na kobietę, którą ma poślubić, lecz jak na tę, z którą już dzieli coś intymnego i nieodwracalnego. Dotąd była dla niego wyborem rozsądnym i pięknym zarazem — inteligentna, uważna, zabawna w ten nienachalny sposób, który koił, zamiast męczyć. Uczynił ją swoją narzeczoną, bo wydała mu się właściwa, bo pomyślał, że jeśli ma jeszcze raz dzielić życie z kimś u boku, to właśnie z kimś takim, jak ona. Teraz jednak, trzymając ją w ramionach, czując jej ciężar i ciepło, zrozumiał, że coś niepostrzeżenie przesunęło się głębiej. Jakby granica, której nawet nie był świadomy, została przekroczona, bez huku i deklaracji, za to z tą cichą pewnością, że od tej chwili nie patrzy już na nią tak samo. Nie nazwał tego w myślach, nie potrzebował słowa, bo wystarczyło mu to uczucie — gęste, spokojne, osiadające w nim jak obietnica, której jeszcze nie wypowiedział, ale którą już nosił chwilę  w sobie, tym mocniej zamykając ją w objęciach, jakby świat poza altaną mógł jeszcze chwilę poczekać.
Własna żądza nie zniknęła, a była obecna, ciężka i wyraźnie pulsująca gdzieś głęboko, przypominająca o sobie przy każdym ruchu zetkniętych ciał. Nie zniknęła, a zmieniła charakter, bo kiedy trzymając ją tak blisko, z jej policzkiem przy swoim ramieniu, poczuł, że nie chce iść dalej. Nie teraz. Nie dlatego, że brakowało mu pragnienia, lecz dlatego, że ta chwila była zbyt pełna, zbyt znacząca, by ją teraz przekraczać. Instynkt, który zwykle kazał mu brać więcej, tym razem szeptał, aby się zatrzymać i pozwolić napięciu trwać, jako obietnicy, nie zaś żądaniu. Oddychał głęboko, wolniej, pozwalając, by ciało dostosowało się do decyzji, którą już podjął.
— Mam nadzieję, że to choć trochę wyjaśniło ci, w jaki sposób widzę nasze przyszłe wspólne życie — mruknął, przyjmując na twarz szeroki uśmiech szczerego zadowolenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
30-12-2025, 12:44
Im dłużej rozmawiali o ceremonii zaślubin, tym bardziej stawało się to realne. Oddtrącała od siebie myśli o tym dniu,ponieważ był dla niej odległy, nie do końca zrozumiały, choć wiedziała jakie za tym idą obowiązki. Suknia, kwiaty, tort - docierało do niej, że zaledwie za miesiąc stanie się panią Bulstrode, a to uderzyło w nią ze zdwojoną siłą. Nagle poczuła się zupełnie nieprzygotowana do tego dnia, a z drugiej strony czuła, że zostało jeszcze wiele czasu. Zaświtała w jej głowie myśl, że po tym spotkaniu powinna udać się do matki i zacząć się bardziej interesować własnym ślubem. Zaraz jednak skupiła się na kwestii tego czego potrzebuje w nowym domu. Bywała parę razy w Hethmere Keep, ale nigdy nie spoglądała na to miejsce jak na swój potencjalny dom. Gabinet jawił się jej przestrzenią tylko dla niej, miejscem, w którym zawsze mogła się zaszyć i skupić na swojej pracy. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby porzucić to co tak bardzo definiowało jej osobę. Kornwalia była jeszcze dla niej dziewiczym terenem, w którym leżało wiele miejsc do odkrycia. Jednocześnie znajdował się tam rezerwat i już wiedziała, że musiała być bardzo ostrożna w swoich działaniach. Wyczuwała też, że narzeczony nie będzie jej wrogiem, a wręcz przeciwnie umożliwi jeszcze bardziej rozwinięcie skrzydeł. To sprawiło, że poczuła przyjemne ciepło rozpływające się w klatce piersiowej, a twarz rozjaśnił szeroki uśmiech zadowolenia.
Wychodząc do ogrodów nie spodziewała się, że tak potoczy się to spotkanie. Snuła najróżniejsze fantazje napędzana powieściami jakie czytała, ale nie sądziła, że kiedyś wizja jednej z nich się będzie spełniać. Wszystko następowało po sobie tak nieoczekiwanie, a jednocześnie wkroczyła w ten świat z fascynacją i głodem wiedzy. Najpierw była niepewność to delikatne napięcie w podbrzuszu, wstydliwe myśli, które kazały jej wstrzymać oddech i zastanawiać się, czy naprawdę jest gotowa. A potem przyszło zaskoczenie, bo ciało odpowiedziało szybciej niż rozum, zdradzając ją drobnym dreszczem, który przeszedł od karku aż po palce stóp. Każdy impuls był nowy, intensywniejszy, gdy Bradford rozbudzał ją od środka, dotykając miejsc, o których istnieniu wiedziała dotąd tylko z wyobrażeń. Czuła się jednocześnie odsłonięta i bezpieczna, w tym osobliwym zawieszeniu, gdy wstyd rozpływa się pod naporem zaufania. Jej myśli rwały się, gubiły sens, urywały się w pół zdania, bo ciało zaczęło mówić własnym językiem: przyspieszonym oddechem, napięciem ud, niekontrolowanym ruchem bioder, jakby szukała jeszcze bliżej, jeszcze więcej doznań.
Przez moment pojawiła się myśl, że działa nierozważnie, przecież już dostali informację, że są widoczni, a ona zamiast odstąpić zażądała pocałunku, który rozpoczął całą lawinę zdarzeń. Poczuła siłę jego palców, twardszych niż zwykle, jakby mięśnie dłoni zapomniały o delikatności. Uścisk był krótki, niemal natychmiast skorygowany, ale wystarczający, by wysłać jej wyraźny sygnał. To nie była tylko jej reakcja, jej drżenie, jej przyspieszony oddech. On też walczył z własnym ciałem, z impulsem, który napinał mu ramiona i sprawiał, że oddech stawał się głębszy, bardziej kontrolowany, jak u kogoś, kto próbuje nie zdradzić się zbyt głośno. Świadomość, że jego pożądanie nie jest tylko odpowiedzią na jej reakcje, ale istnieje samo w sobie, silne i prawdziwe, sprawiła, że coś w niej się rozluźniło. Przestała się zastanawiać, czy przesadza, czy pozwala sobie na zbyt wiele. Jego napięcie było dowodem, że są w tym razem.
Zagryzając dolną wargę, zasłaniając usta dłonią tłumiła wszelkie dźwięki nie chcąc zostać usłyszaną, jednocześnie pragnęła krzyczeć pełnym głosem. Czuła, jak coś w niej rośnie, pulsuje, zbiera się pod skórą, aż w końcu ogarnia ją całą, pozbawiając kontroli. Oddech urwał się jej w piersi, a świat skurczył do jednego, oślepiającego wrażenia. Drżenie było głębokie, szczere, niemal bolesne w swojej intensywności, a jednocześnie cudownie wyzwalające. Miała wrażenie, że rozpada się na tysiąc drobnych iskier, z których każda pulsuje tym samym uczuciem; czystą, niczym niezmąconą rozkoszą. W jej głowie pojawiła się myśl, że właśnie tak muszą czuć się kobiety z jej ulubionych historii, gdy autor pozwala im wreszcie sięgnąć po szczęście. Potem został już tylko powrót taki powolny, miękki, osadzający ją z powrotem w ciele. Ciepło, które w niej pozostało, nie gasło od razu. Była oszołomiona, zarumieniona, z lekko drżącymi kolanami, ale też dziwnie pewna, że właśnie przekroczyła granicę, zza której nie chce już wracać. Zamknięta w obręczy silnych ramion opadała na męską pierś łapiąc oddech, urywany, wciąż jak po szaleńczym biegu. Zaczęły do niej docierać dźwięki z ogrodu - delikatny szum wiatru w gałęziach krzewów, świergot ptaków, wcześniej skupiona na doznaniach całkowicie zignorowała świat wokół. Uniosła zamglone wciąż spojrzenie pod delikatnym naciskiem jego dłoni, poddając się temu gestowi płynnie i bez najmniejszego oporu. Policzki piekły rumieńcem, wspomnieniem uniesienia i intymności jakiej nie spodziewała się zaznać tak szybko.
W jego ramionach wszystko zwolniło. Ciało wciąż miało w sobie echo tego, co przed chwilą przez nie przeszło, ale ponad tym zaczęło wyłaniać się coś nowego, cichszego i głębszego. Oparła policzek o jego ramię niemal odruchowo, jakby to było miejsce, do którego od zawsze należała. I wtedy dotarło do niej, że nie chce się odsuwać. Ani na krok.
Zawstydzenie przyszło dopiero po chwili, falą gorąca na twarzy i w piersi. Świadomość własnej reakcji, własnej szczerości, tego, jak bardzo dała się ponieść. Przez moment przemknęła jej myśl, że powinna coś powiedzieć, odsunąć się, uporządkować suknię i siebie tak jak bohaterki, które po podobnych scenach odzyskiwały dystans. Ale ta myśl była słaba, nietrwała. Rozpływała się w poczuciu bezpieczeństwa, jakie dawał jego uścisk. Czuła jego obecność całą sobą. Tym, spokojem, który z niego bił, ciężarem dłoni spoczywającej na jej plecach, rytmem oddechu, do którego nieświadomie się dopasowała. I nagle zrozumiała, że to nie była tylko przyjemność ani chwilowe uniesienie. Gdzieś po drodze, między drżeniem a ciszą po nim, pojawiło się uczucie, które nie chciało się cofnąć. Ciepłe, pełne i zaskakująco spokojne. Pozwoliła, by czas płynął wolniej, by jego ramiona były granicą świata, a jej własne myśli cichym przyznaniem się do uczucia, które dopiero uczyła się nazywać.
-Och! - Wyrwało się jej, a głos miała lekko przyduszony, z nutą chrypki. Zacisnęła mocniej dłonie na połach jego marynarki. -Podobało mi się to wyjaśnienie. - Odpowiedziała cicho ze śmiałością na jaką wcześniej by się nie zdobyła. -Musisz być spragniony… - Dodała jeszcze i wskazała na czekające wciąż na na nich filiżanki z herbatą. Nie oswojona z taką bliskością nie wiedziała co ze sobą teraz zrobić, odnalazła więc dłoń narzeczonego i splotła ich palce ze sobą by powoli uczynić niepewny krok w stronę stoliczka. Nadal nie ufała swoim nogom, wciąż czuła napięcie jakie jej towarzyszyło, choć teraz już zdecydowanie łagodniejsze. Starała się powrócić do normalności, jednak ze świadomością, że jakaś granica została właśnie przekroczona i w trakcie ceremonii będzie inaczej patrzeć na ich przyszłość.

|zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.