• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Bank Gringotta > Korytarz przy skrytkach
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-07-2025, 09:50

Korytarz przy skrytkach
Tory dla kolejki Banku Gringotta liczone są w setkach kilometrów. Prowadzą przez wiele jaskiń, krypt i korytarzy, gdzie można dostrzec potężne drzwi o różnych kształtach, a może lepszym określeniem byłyby wrota - każde są bardzo ciężkie, grube i chronione wieloma zaklęciami. Nie sposób otworzyć ich bez klucza. Wagonik kolejki może zatrzymać się tuż przed każdą skrytką, bądź bardzo blisko - wystarczy pokonać kilka metrów korytarzem. Każdy korytarz wydrążony jest w skale, ma półokrągłe sklepienie, a jedynymi źródłami światła są magiczne kule, które jaśnieją wyłącznie na polecenie goblina, który zawsze towarzyszy klientom banku i zna sposób, aby otworzyć kluczykiem drzwi do skrytki. Później odsuwa się elegancko, udając całkowicie niezainteresowanego tym, co kryje skarbiec i czeka aż klient zabierze swoje złoto lub kosztowności, bądź wprost przeciwnie - ukryje je w skrytce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Evander Crouch
Akolici
You don’t become a monster. You discover you always were one.
Wiek
35
Zawód
urzędnik SAW
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
10
3
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
9
Brak karty postaci
19-02-2026, 22:35
6 maja

Wysokie sklepienie marmurowej sali odbijało każdy dźwięk, który wydobywał się z jej wnętrza. Ciche skrobanie stalówki po pergaminie. Brzdęk odliczanych monet. Stukot obcasów o kamienną posadzkę. Wszystko tutaj było przewidywalne, skrupulatne, czyste. Nie lubił goblinów. Znał historię, przez co tym mocniej nie rozumiał dlaczego czarodzieje powierzyli władzę nad skarbcami obcej rasie. Dawna ugoda, która wplątała ich w sieć zależności, była błędem zbyt liberalnej polityki - a on uważał, że im bardziej władze popuszczały, tym bardziej rosła entropia w ich świecie. Wielka Brytania wymagała restrukturyzacji. Monopol Bankowy prowadził wyłącznie do wzrostu znaczenia goblinów na arenie politycznej, a to jedynie pogłębiało polaryzację. Jednocześnie gobliny miały w kieszeni całe Ministerstwo Magii. Żaden fundusz nie mógł opuścić podziemnych skarbców bez ich zatwierdzenia - a Crouch widział jak potrafiły znikać całe fortuny. Specjalizował się z tych sprawach, wiedział jak przerzucano pieniądze, jak potrafiły przepływać między kontami, by w końcu znalazły się w golińskich skarbcach w pełni legalnie. Być może to właśnie ta wiedza pogłębiała jego niechęć. Zawsze gardził strukturami. A skoro ostatecznie sam stał się częścią jednej z nich, o ile łatwiej było znaleźć nowy obiekt pogardy, na który można było sobie brytyjsko ponarzekać.
Kiedy nadeszła jego kolej, podszedł do postumentu, nad którym pochylał się wyjątków stary goblin - i tylko dzięki temu, że postument był wyniesiony, pozostawał poniżej goblina. Jakież to było wymowne. Crouch stał wyprostowany, w czerni kontrastującej z jasna cerą przypominał eleganckiego upiora. Z niechęcią oddał różdżkę - uchwytem w kierunku urzędnika - doskonale znał procedury. Na jego palcu zasrebrzył się sygnet rodowy. Wydawał się spokojny, obojętny, ze spojrzeniem, w który czaiło się znużenie człowieka, który zdawał się być stworzony do wyższych spraw niż udowadnianie własnej tożsamości w instytucji, która od wieków prosperowała na nieufności. Długie, wąskie i pomarszczone palce goblina sięgnęły po rękojeść. Mruknął coś niezrozumiale o procedurach tonem, który sugerował świętość stojącą ponad prawami ustanowionymi przez ludzi. I o ile sam Crouch był chodzącą procedurą, tak na tle goblinów wydawał się dopiero raczkować w tej dziedzinie. I nagle znajdująca się już w obcych rękach różdżka drgnęła. Subtelne, krótkie, nienaturalne skręcenie. Jakby spięcie, zakłócenie w magii. W powietrzu coś zasyczało, po czym błysnęło. Nie gwałtownie, ale wystarczająco, by wzbudzić podejrzenia. Goblin warknął i cofnął dłoń, jakby ukuła go niewidzialna igła, a w powietrzu uniósł się dźwięk upadającego drewna. Metalowe przyrządy na postumencie zadźwięczały ostro, a kilka głów w kolejce odwróciło się niemal jednocześnie. Zapadła ta szczególna cisza, którą Evander znał aż za dobrze. Cisza momentu, w którym sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli.
- Oszust! - Zachrypiał pomarszczony goblin, wychylając się znad konsoli. - To atak na urzędnika! - Zaskrzeczał, palcem wskazującym mierząc w Croucha niczym bronią. Evander uniósł spojrzenie, odnajdując świdrujące go niczym dwa kawałki węgla oczy. Nie wiedział, czy było to oburzenie, czy już groźba - wszak gobliny władały magią.
- Sugeruje pan - odparł uprzejmie, z tą lodowatą precyzją, którą zwykle rezerwował na sale rozpraw - że zaatakowałem pana… stojąc bez ruchu? - W jego głosie nie było podniesionej nuty ani oburzenia. Była za to bardzo wyraźna, bardzo niebezpieczna uprzejmość. Czuł na plecach wzrok czekających za nim w kolejce petentów, a także innych goblinów, siedzących przy swoich stanowiskach oskrzydlających weryfikatora. Ciekawość. Głód sensacji. To charakterystyczne, ludzkie pochylenie się ku cudzej kompromitacji.
- Zaatakował mnie pan różdżką! - Zapierał się goblin, charcząc zaraz głośniej. Crouch za plecami słyszał pogłos wartkich kroków, które przybliżały się w jego kierunku. To musieli być strażnicy - a on musiał mieć niesamowitego pecha. Ku własnemu, rosnącemu niesmakowi, zaczął przeczuwać, że jeś sytuacja za moment nie zostanie elegancko opanowana, będzie zmuszony tłumaczyć się publicznie, co samo w sobie było już obrazą zdrowego rozsądku. I, niestety, jego nazwiska. W myślach po stokroć wyklnął goblina od najgorszych kreatur, po czym odparł ze spokojem - Różdżka wykazała agresywną reakcję magiczną. To się zdarza. - Goblin za nic zdawał się mieć jego tłumaczenia. Zadzierał nos, wyraźnie wyczekując strażników, którzy - zanim sytuacja zdążyła dojrzeć - stanęli przy Crouchu. I właśnie wtedy Evander kątem oka wychwycił ruch wśród oczekujących: czyjeś zawahanie, czyjś zbyt uważny wzrok. Zarejestrował to odruchowo, chłodno, jak odnotowuje się każdy element układanki. Jeśli ktokolwiek był tu na tyle przytomny, lub na tyle odważny, by zauważyć, co naprawdę się wydarzyło… teraz był moment na to, aby przeciąć farsę, która zaczynała nabierać rozpędu. Nie lubił przyznawać się, że potrzebuje wsparcia - nawet przed samym sobą. Strażnicy nie byli jednak tworem, z którym wchodziło się w dyskusję. Choć potrafił o siebie zawalczyć i, co ważniejsze, zwykle robił to skutecznie, wiedział też, że w tej chwili mógł jedynie zaognić konflikt. Potrzebował kontroli - a tę, wbrew pozorom - wciąż trzymał pewnie w dłoni. Uniósł nieznacznie podbródek, spokojny aż do granic arogancji, jakby całe to zamieszanie było jedynie drobną niedogodnością w zbyt długim dniu. Dzisiaj miał stać się sensacją Banu Gringotta.
- Problem, panowie? - odezwał się w końcu jeden ze strażników, zatrzymując się o krok za ramieniem Evandera. Głos miał rzeczowy, wyprany z emocji, ale dłoń trzymał już blisko różdżki.
- Ten czarodziej zaatakował mnie podczas weryfikacji! - zaskrzeczał goblin natychmiast, jakby tylko czekał na publiczność. Drugi ze strażników przeniósł spojrzenie na Croucha. Mierzące, nieufne. - Tam leży jego różdżka! - Wskazał z obrzydzeniem na kawałek drewna, którego musiał zazdrościć czarodziejowi. Eufemizmem byłoby powiedzenie, że gobliny miały trudną relację z różdżkami. Wszyscy wiedzieli, że posiadali na ich punkcie obsesję - głownie przez wzgląd na to, że same nie mogły ich używać. Kiedy drugi ze strażników pochylił się po różdżkę Croucha, Evander nawet nie drgnął. Czekał z pewnością człowieka, który doskonale wiedział, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.
- Byłbym wdzięczny, gdybyśmy zachowali proporcje między incydentem a przedstawieniem, które zaczyna się tu formować. Jestem gotów złożyć wyjaśnienia - zwrócił się do strażnika, który stał przy nim, podczas gdy drugi sprawdzał różdżkę. W kolejce widać było gęstniejące poruszenie, co nijak było Crouchowi w smak.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
24-02-2026, 23:16
Almyra była tutaj dzisiaj przypadkowo. Nie był to dzień, gdy skrupulatnie przychodziła do banku, zostawiając oszczędności w skrytkach - albo złote monety - swoje lub brata - albo inne wartościowe rzeczy. Fakty faktem nie pochodziła z bogatej rodziny, nie miała dużego majątku, ale przecież nie będzie też z tego powodu trzymała pieniędzy czy rzeczy dla siebie naprawdę wartościowych w domu. Nijak nie było to dla niej bezpieczne. Miała już za dużo spraw na głowie, by jeszcze się zastanawiać, gdzie chować oszczędności...
Dzisiaj to brat wysłał ją do banku. Nie miał czasu przyjść i schować swoich oszczędności. Tak się czasami zdarzało - mimo, iż posiadali dwie osobne skrytki, czasami zarobione pieniądze zostawiali pod opieką drugiego z rodzeństwa. Mieli do siebie zaufanie, pożyczali też czasami od siebie nawzajem pieniądze... Życie, można rzec. Bywały momenty, że musieli być uważni w swoich wydatkach. Nie klepali przysłowiowej biedy, ale też nie pławili się w luksusach. Ot, przeciętna, czarodziejska rodzina.
Gdyby ktokolwiek ją zapytał o jej nastawienie do goblinów, nie do końca wiedziałaby, co powiedzieć. Na co dzień nie przeszkadzała jej ich obecność. Prawdopodobnie dlatego, że mało miała z nimi styczności. W teatrze raczej nie widywano jakichkolwiek stworzeń, tylko czarodziejów. Bądź co bądź obracała się w artystycznym świecie i mówiąc szczerze - nie znała zbyt dużo artystów z innych ras. Niemniej jednak ich obecność na dłuższą metę wywoływała w niej niepokój. Może nie dlatego, że się ich bała. Jako czarownica nie znajdująca się w zbyt wysoko postawionej rodzinie nie musiała tak naprawdę obawiać się o chociażby utratę majątku. Czasami dochodziły do niej różne informacje, również te niepochlebne na temat goblinów - Almyra była jednak osobą, która musiała przekonać się o zachowaniu drugiej osoby na sobie. A ponieważ do tej pory gobliny raczej nie zaszły jej za skórę - nie myślała o nich jak o jakimkolwiek problemie lub niebezpieczeństwie. Chociaż po dzisiejszym dniu zapewne będzie miała trochę do myślenia i może nawet odrobinę zmieni swoje podejście do nich.
Zdążyła już załatwić swoje sprawy i wolnym krokiem, nieco z boku kierowała się w stronę wyjścia. Mijała akurat kolejkę do weryfikacji. Nie była z tych osób, które poszukiwałyby wszędzie znanych jej twarzy. I chociaż nie rozglądała się dookoła intensywnie, kątem oka zerknęła w stronę początku kolejki. Wpierw nie do końca wiedziała, co tak właściwie się zadziało - rumor, ostrzegawcze dźwięki, kilka zaciekawionych głów kierujących spojrzenia na przód kolejki. Sama się zatrzymała i spojrzała w tył. Czy cokolwiek widziała? Kątem oka dostrzegła jakiś błysk, ale czy mogła być tak w stu procentach pewna, co tak naprawdę się stało?
Przesunęła się powoli w bok, przyglądając się sytuacji. Aż w pewnym momencie wstyd jej się zrobiło, że jest jedną z wielu osób najwyraźniej czekających na rozwój przypadku. Drgnęła jednak, robiąc dwa niepewne kroki w przód - pewności mieć nie mogła, że mężczyzna nic nie zrobił, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie atakowałby goblina w dzień w Banku. Musiałby to być totalny szaleniec. A goblin wyglądał tak, jakby zamierzał się zaraz na niego rzucić. I to już jej się nie do końca spodobało. Mógł być zły, bo coś się stało z różdżką. Ale nie powinien tak bezpośrednio oskarżać czarodzieja.
Kobieta przepuściła strażników, podchodzących bliżej. I gdy sytuacja zdawała się rozwijać i wyczuła w tłumie napięcie, nieprzychylność a nawet i oczekiwanie na jakąś cięższą a jednocześnie ciekawą sytuację, zrobiła kolejnych kilka kroków w stronę strażników.
- Przepraszam. - powiedziała spokojnie, stając zaledwie może i pół metra od oskarżonego przez goblina mężczyzny. Poprawiła materiał sukienki wystającej spod płaszcza i spojrzała uważnie wpierw po goblinie, przesuwając wzrok zaraz na twarz mężczyzny, a potem na dwóch strażników. - Jeśli mogłabym się wtrącić, ten mężczyzna stał nieruchomo, oddając różdżkę. Nie wydaje mi się, by to on zaatakował pracownika.
Może i była momentami nierozsądna, rzucając się na głęboką wodę, ale nie lubiła, gdy ktokolwiek oskarżał drugą osobę czy inne stworzenie o haniebne czyny. Atak na urzędnika banku na pewno był takim czynem. Goblin w tym momencie według niej przesadzał i nie chciała pozwolić, by mężczyzna, który nic nie zrobił, miałby mieć nieprzyjemności. Z jakiego niby powodu?
- Jestem pewna, że oddał różdżkę i w chwili reakcji nie dotykał jej nawet palcem. - przechyliła delikatnie głowę w bok, uważnie, ale nienachalnie, patrząc na strażników. Nie bała się zabrać głosu, nie w tej sytuacji.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.