• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:16

Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Lokal, należący do wróżbity Janusa Galloglassa, jest ukryty w jednym z ciemnych zaułków, z dala od głównej alei; znajduje się na pierwszym piętrze starej kamienicy. Powietrze wewnątrz ciężkie jest kadzideł i palonych ziół, a wnętrze rozświetla światło świec, które nie dają cienia. Na drewnianych półkach stoją szklane kule, talie kart, lusterka wróżebne i amulety z egzotycznych materiałów. Pośrodku znajduje się ciężki stół z czarnym obrusem i kryształową kulą, która co jakiś czas rozbłyska dziwnym światłem. Ściany zdobią mapy astrologiczne i portrety słynnych jasnowidzów, których oczy zdają się śledzić każdy ruch. Gdzieś w tle słychać ciche brzęczenie – to dzwoneczki reagujące na zmiany w aurze magicznej. Klienci opuszczają sklep z lekkim niepokojem... i nadzieją.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leopold Flint
Śmierciożercy
Mocniej czuję każdy mały smak, każdy gniew
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
15-02-2026, 11:24
Zawsze nadaje emocją nie kolor, a smak. Najprostsza w swojej formie jest złość, która pozostawia na języku metaliczny posmak, jaki czuł kiedyś, gdy zbyt mocno zaciskał zęby na dolnej wardze, aby powstrzymać wybuch rodzącego się nim rozdrażnienie. Radość smakuje jak afrodyzjak, pozostaje słodycz w przełyku. Żal jest gorzki, jak zbyt długo parzona herbata bez choćby jednej łyżeczki cukru. Zazdrość jest kwaśna, jak świeżo wyciśnięty sok z cytryny. Nie może sobie przypomnieć, jak smakują inne emocje, jakby rzadko ich doświadczał, chociaż po prawdzie rzadko się na nich skupia, zostają za nim w tyle, próbują go dogonić, a jemu zazwyczaj udaje im się skutecznie wyślizgnąć spod ich wpływu.
Inaczej jest z tym, co czuje do Maelle. Podejrzewa, że te pragnienie, które czuje i sprawia, że nie może trzymać rąk przy sobie, to tylko iluzja, urok wili, jaki na niego kiedyś rzuciła, nadal trwa, a on, chociaż nie jest człowiekiem słabej woli, nie potrafi się z tego wyplątać, uwolnić, zaczerpnąć tchu, przez co lgnie do niej jak pszczoła do miodu, być może poświęcając dla nie więcej niż jest warta. Myśli nawet - coraz częściej - że powinien się od niej odciąć, odstawić jak ulubiony nałóg, nawet jeśli przez kilka dni, tygodni, a może nawet miesięcy w płucach będzie brakowało mu tchu, nawet jeśli przez kilka dni, tygodni, a może nawet miesięcy odczuje na własnej skórze deficyt jej obecności.
Spogląda na nią, a chowając dłonie do kieszeni, zachowuje dystans. Ich priorytety nie są ze sobą zbieżne. Ona podąża za cieniami przeszłości w akompaniamencie echa wspomnień o czymś, co utraciła, zanim w ogóle mogła nazwać to swoją własnością. Dziecko, które mogło już dawno być martwe, oddane w ofierze Tamizie. Podejmowała tytaniczne wysiłki, aby zdobyć jakiekolwiek informacji. Posuwała się do irracjonalnych działań, żeby zrobić z nich użytek,zaraz o ich odzyskaniu, a on coraz częściej utwierdza się w przekonaniu, że to nie jego sprawa; że jedyne, co czuje do tego dziecka, to niechęć, może nawet obrzydzenie, że zajmuje jej czas.
Stoisz w miejscu, Maelle i nigdy nie ruszysz do przodu, jeśli nie porzucisz mrzonek, które snujesz, chce powiedzieć, ma te słowa na końcu języka, ale myśl przyjemności, jaka spotka go dzisiejszej nocy, zatrzymuje te słowa w krtani Leopolda.
Ciche, leniwie dziękuję sięga jego ucha, lecz on, kołysząc się na falach własnych refleksji, z opóźnieniem je rejestruje. Kieruje strumień swojego wzroku na jej twarz; jej kontury są rozmazane, niewyraźne, jakby stała za barierą, która zniekształca rysy twarzy. Mruży oczy.
- Nie wątpię - głos ma suchy, obcy, jakby te nie on, a ktoś inny wypowiedział te słowa, wysługując się jego ustami, suchy jest też kartel jego przełyku.
Nie będę cię zatrzymywać zatrzymuje go jednak w miejscu, a na jego wargach pojawia się uśmiech, jest paskudny, zaś do oczu zaglądają iskry, jakie zwykle tańczą na talerzu jego spojrzenia, gdy, z kuszą w ręce, łapie trop zwierzyny.
Idzie kilka kroków za nią, lecz nie próbuje zrównać z nią kroku. Słucha jej narzekań, ale na nie odpowiada. Musi zaspokoić ten głód, jaki rodzi się w jego trzewiach i próbuje zwierzęcym rykiem wydostać się z jego gardła.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.