• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Kąpielisko St George's
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 13:22

Kąpielisko St George's
W sercu Bloomsbury znajduje się publiczny basen. Sercem kąpieliska jest duży, prostokątny basen o przejrzystej, chłodnej wodzie. Jego głębokość zmienia się stopniowo, umożliwiając zarówno spokojne pływanie, jak i naukę dla początkujących. Kafelki w niebiesko-białych odcieniach pokrywają dno i ściany, potęgując wrażenie czystości. Woda delikatnie faluje przy każdym ruchu, a jej rozbryzgi słychać w całym pomieszczeniu. Obrzeża basenu wyłożone są drewnianymi listwami, które zapewniają pewny chwyt pod stopami. Para unosząca się nad wodą nadaje miejscu niemal tajemniczy charakter, łącząc surowość przestrzeni z miejskim życiem i codziennym relaksem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
22-12-2025, 00:01
data do wyboru



O tej godzinie świat jeszcze nie zdążył zebrać się w całość. Nie było poranka w sensie, który ludzie lubią sobie nadawać — z obietnicą, ruchem, narracją. Istniał jedynie stan przejściowy: chwila, w której rzeczy funkcjonowały obok siebie, bez potrzeby tworzenia wspólnego porządku. Światło miało barwę rozrzedzonego mleka, chłodne i pozbawione intencji, rozlane po powierzchniach bez cienia dramaturgii. Nic nie domagało się uwagi. Nic nie próbowało znaczyć więcej, niż było.
Amodeus znał tę porę zbyt dobrze, by uznawać ją za przypadkową. Przychodził tu właśnie dlatego, że nie stawiała wymagań. Zanim dzień zacznie domagać się definicji, zanim pojawią się głosy, struktury i role, istniała luka — krótka, ale wystarczająca, by funkcjonować poza nimi. Była jak zawieszenie pomiędzy oddechem a decyzją. Neutralna. Uczciwa.
Woda należała do nielicznych rzeczy, którym ufał bez zastrzeżeń. Chłodna, gładka, konsekwentnie obojętna, przyjmowała ruch bez komentarza i bez pamięci. Nie zapamiętywała ciała ani zamiaru. Mięśnie poruszały się w niej same, zanim umysł zdążył cokolwiek nazwać; rytm istniał bez narracji. Myśli rozpadały się szybciej, niż mogły przybrać formę — i właśnie to czyniło ten stan rzadkim.
Wszedł do wody bez pośpiechu, pozwalając, by chłód najpierw objął stopy, potem łydki, wreszcie całe ciało. Przez ułamek sekundy mięśnie odpowiedziały napięciem, krótkim impulsem cofnięcia, który natychmiast wygasł. Zanurzył się dalej, aż woda zamknęła się nad ramionami, a świat powyżej stracił ostrość.
Ruch przyszedł sam. Oszczędny, równy, pozbawiony demonstracji. Nie przecinał wody — współpracował z nią, pozwalając, by stawiała opór tylko tam, gdzie było to konieczne. Chłód osiadał głęboko, porządkując napięcie w karku i barkach, wygładzając to, co przez resztę dnia miało tendencję do twardnienia.
Po kilku długościach coś przestało się zgadzać. Nie jako obraz, raczej jako zmiana w odpowiedzi wody — minimalnie inny opór, drobne przesunięcie w rytmie. Zwolnił, pozwalając, by ciało samo dostroiło się do nowego układu.
Kiedy dotarł do końca basenu, zatrzymał się, opierając dłonie o chłodną krawędź. Dopiero wtedy uniósł wzrok. Po drugiej stronie ktoś właśnie wchodził do wody. Ruch był spokojny, pozbawiony niepewności, bez nerwowego sprawdzania temperatury. Zanurzenie nastąpiło płynnie, a linia ciała ułożyła się w wodzie miękko, z wyraźnym przesunięciem ciężaru ku biodrom, jakby środek równowagi przebiegał niżej, niż był przyzwyczajony obserwować.
Amodeus rejestrował sposób poruszania się — tempo, powtarzalność, to, jak ruchy układały się w ciąg zamiast serii przypadkowych gestów. Ramiona pracowały równo, ale to talia prowadziła skręt, nadając całości ciągłość, której nie dało się osiągnąć siłą. Pływała gładko. Zbyt gładko, by był to przypadek. Bez szarpnięć, bez prób zaznaczania przestrzeni. Jak ktoś, kto nie przyszedł tu po uwagę.
Pozwolił sobie jeszcze na chwilę bezruchu, po czym odepchnął się od krawędzi i ruszył w przeciwną stronę. Po jednym, dwóch nawrotach wiedział już, że rytm nie wróci do wcześniejszej neutralności. Zamiast kolejnej długości skręcił ku drabince i wyszedł z wody.
Usiadł na leżaku ciężej, niż planował. Sięgnął po ręcznik i przeciągnął nim po włosach, karku, ramionach, pozwalając, by powtarzalność gestu domknęła to, czego przestrzeń nie chciała już porządkować sama. Kiedy uniósł wzrok, była wystarczająco blisko, by nie udawać, że jej nie zauważa.
— Zazwyczaj o tej porze bywam tu sam.
Powiedział to swobodnie, niemal mimochodem, jakby dzielił się oczywistością, a nie sprawdzał granice. Kącik ust drgnął minimalnie — nie w uśmiechu, raczej w geście, który sugerował, że zauważył więcej, niż zamierzał skomentować. Oparł się wygodniej o leżak i pozwolił spojrzeniu pozostać na niej o sekundę dłużej, niż wymagała uprzejmość.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
26-12-2025, 19:59
Tamtej nocy po skończonej zmianie w walijskiej tawernie nie potrafiła wrócić tak po prostu do mieszkania na czwartym piętrze zapyziałej kamienicy. Dwanaście godzin nieustającego przelewania piwa do kufli i głaskania siwiejących bród portowych gawędziarzy tamtego dnia dały jej w kość. Gdyby czuła się zupełnie zwyczajnie, wcisnęłaby pantofel na połamane kafelki wstrętnej klatki schodowej i zaległaby w łóżku na następne kilka godzin. Szkopuł jednak w tym, że ta wizja wcale nie wydawała jej się, mimo zmęczenia, ani trochę pociągająca. Dlatego też wkrótce mrugająca na rogu dwóch ulic latarnia stała się świadkiem ucieczki pewnej portowej dziewczyny. Sylwetka wiedźmy w ramionach mglistej nocy zdawała się z charakterystycznym trzaskiem po prostu rozpłynąć, a ostatni ślad jej obecności szybko zmył się z ponurych widoków robotniczej dzielnicy.
Właśnie tak trafiła do Londynu, w godzinie namolnego pochrapywania większości tutejszych mieszkańców. Wśród masy absolutnie obojętnych i całkiem obcych jej żywotów. Jeśli jednak istniał na mapie Brytanii jakikolwiek basen oferujący się w tak osobliwej godzinie, to mogła go odnaleźć wyłącznie tutaj. W bramach miejskich wylądowała w pozycji dość stabilnej, nie zachwiawszy się mimo pary nieprzyzwoicie wysokich obcasów i bruku wybitnie zabłoconego. Być może było to kwestia wprawy, bo ulice w Cardiff prezentowały się chyba jeszcze gorzej – szczególnie w porcie. Philippa nie od dziś szukała okazji do podszlifowania swoich pływackich zdolności. Za sobą miała kilkanaście tygodni prób, mniejszych sukcesów i żenujących porażek, ale gdy coś postanowiła, nie schodziła z kursu. Gryzła jej się ta rola obrotnej portowej dziewczyny z kimś, kto mógłby przekręcić się przy pierwszym przypadkowym zanurzeniu w płytkim basenie. Skoro już tamtejsi chłopcy ochrzcili ją syreną i uczynili z niej uosobienie swoich marynarskich fantazji, to mogła zapełnić tę lukę i stać się osobą faktycznie zaradną w otoczeniu napastliwej fali. Dlatego od początku roku konsekwentnie pojawiała się na kąpieliskach. Poza upartym pielęgnowaniem pożądanej umiejętności było w tym jednak coś jeszcze. Zaskakujący spokój, którego przecież nigdy nie doceniała, ukojenie, którego przecież nie potrzebowała. A jednak po nocy takiej jak ta z niepojętą ochotą wdrażała w życie ten plan. Chłopcy w tawernie nakręcali zadymę przy byle okazji i – choć bezsprzecznie ich uwielbiała – po czymś takim jakikolwiek basen wydawał się znacznie przyjemniejszy od spania.
W wodzie skupiła się przede wszystkim na dokładności, na odtworzeniu już całkiem oswojonej kombinacji, na właściwym oddychaniu i głowie w pełni skoncentrowanej na zachęcaniu ciała do tego konkretnego ruchu. Pływała zauważalnie wolno, ale starała się unikać gestów przypadku, pułapek, po których tak łatwo było zgubić rutynę i wpaść w panikę. Ktoś jej niedawno powiedział, że owa panika to najbardziej podstępna przyjaciółka każdego topielca. Ona nie chciała się topić, jej ambicje i nieugaszone pragnienie zaradności nie pozwalały pogrążyć się w tak prozaicznej udręce. Skoro wszyscy to potrafili, to ona również. I tak teraz, znacznie lepiej niż jeszcze miesiąc temu, pokonywała przestrzeń sztucznego akwenu, ciesząc się z doskonałej sposobności do oczyszczenia wytarganych myśli.
Aż w końcu echem poniósł się głos, który przypomniał walijskiej dziewczynie, że w tym oceanie wcale nie pozostawała jedyną rybą. Głos mężczyzny skutecznie wytrącił z rytmu jej ciało. Podpłynęła do brzegu, na dłoniach podciągnęła się, by wcisnąć się całkiem zwinnie na mokrą krawędź. Tam też usiadła, układając się równolegle do basenu. Obróciła głowę w stronę tego faceta i zgięła nogę w kolanie.
– Zazwyczaj o tej porze śpię –
mruknęła dość śmiało. Uniosła nieco brew i podejrzliwie przyjrzała się owemu pływakowi. – Więc jesteś niezadowolony z towarzystwa – ni to zapytała, ni to stwierdziła, a błyszczące oko dalej bezwstydnie przeciągało się po jego półnagiej sylwetce. Takie widoki z pewnością mogła dopisać do dodatkowych korzyści regularnego odwiedzania kąpieliska. – I już się zmęczyłeś? Szkoda...– kontynuowała wywiad i westchnęła nieco rozczarowana zakładanym stanem rzeczy. Zazwyczaj miała do powiedzenia całkiem dużo i lubiła kusić los. Wybierał ten niewygodny leżak zamiast łóżka w swoim domu. Mogłaby to skomentować bardziej, ale przecież sama tej nocy robiła dokładnie to samo. Chwyciła swoje cieknące włosy i ścisnęła je lekko, pozwalając wodzie swobodnie spłynąć wzdłuż ciała. Później przesunęła pasma na plecy i jedną z dłoni pozostawiła na zgiętym kolanie. Pływał nocą, pływał samotnie – musiał mieć jakieś strasznie męczące życie za dnia. Kim więc był? – Myślałam o tym, by spróbować skoków – podzieliła się głośno swoim planem, na moment kierując spojrzenie na osadzone wyżej słupki. – Ale nigdy tego nie robiłam... – dodała, wtłaczając między słowa porcję stosownej niepewności. Trochę zaczepnie, trochę prowokująco. Znów przyglądała się jego zmęczonej postaci. Może ty mógłbyś mi to pokazać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
02-01-2026, 23:08
Spojrzenie Amodeusa zatrzymało się na nieznajomej na dłużej, niż planował. Sposób, w jaki się poruszała, sprawiał wrażenie, że przestrzeń nie stawiała jej oporu. Jakby basen, kafle i chłodne powietrze były czymś oczywistym, a nie elementami, które należało oswoić. Nie rozglądała się, nie sprawdzała otoczenia nerwowym gestem. Weszła w nie tak, jak wchodzi się w coś, co już się zna.
Nie ruszył się z miejsca, nie poprawił też swojej pozycji. Pozwolił ciału pozostać w stanie, w jakim znalazło się po wyjściu z wody, odejmując sobie chwilowo wygody. Mięśnie wciąż trzymały napięcie po pływaniu, skóra była wilgotna, chłód powietrza brał ją powoli, metodycznie, jakby wiedział, że wystarczy mu czasu. Woda nie zeszła jeszcze z karku ani ramion; osiadła w zagłębieniach nad obojczykami, wzdłuż kręgosłupa, w miejscach, które zawsze zdradzają, jak niedawno ciało było zanurzone. Z ciężkich, mokrych włosów odrywała się czasem kropla i spadała na kafle krótkim, delikatnym dźwiękiem, który w tej ciszy brzmiał niemal zbyt głośno.
Nie poprawiał ich. Pozwolił, by kosmyki opadły na czoło w nieładzie, który jeszcze nie wymagał ingerencji. Ten moment nie należał do porządkowania czegokolwiek — ani ciała, ani myśli.
Gdy usiadła na mokrej krawędzi basenu, wystarczyło jedno, spokojne spojrzenie. Nie potrzebował więcej. Zgięta noga, dłoń oparta o kafelki bez cienia wahania, gest ściskania włosów pozbawiony nerwowości — wszystko to układało się w obraz kogoś, kto nie pyta przestrzeni o pozwolenie. Ta swoboda, zbyt naturalna jak na zetknięcie z obcym mężczyzną, nie miała w sobie przypadku. Przez moment pomyślał, że albo nie miała w zwyczaju się zatrzymywać i analizować, albo przeciwnie — doskonale wiedziała, co robi, i nie widziała potrzeby, by to maskować.
Przez chwilę rozważał, czy to spotkanie nie jest jedynie zbiegiem okoliczności — tą samą porą, tym samym miejscem, tą krótką szczeliną między nocą a dniem, w której wszystko wydaje się jeszcze możliwe, bo nic nie zdążyło się określić. Przypadek był prostym wyjaśnieniem. I być może właśnie dlatego... niewystarczającym? Przyszedł tu po ciszę, po rytm niewymagający uwagi. Tymczasem sama obecność drugiej osoby wystarczyła, by przestrzeń przestała być obojętna.
Nie ruszył się z leżaka. Pozwolił, by ciało powoli traciło ciepło po wysiłku, bez pośpiechu i bez oporu. Mięśnie jeszcze nie zapomniały ruchu, w głowie wciąż istniał rytm długości basenu — równy, powtarzalny, pozbawiony myśli. Teraz rytm się rozmywał. Zastępowała go uważność —  irytująca i nieproszona.
Jej głos zabrzmiał swobodnie, jakby rozmowa była czymś oczywistym, a nie ingerencją. Uwaga o spaniu i towarzystwie miała w sobie lekkość, ale też coś zaczepnego, ledwie wyczuwalnego pod powierzchnią. Amodeus nie odpowiedział od razu. Przesunął ciężar ciała, opierając łokcie o kolana, tym samym skracając dystans samą zmianą postawy. Kącik ust uniósł się minimalnie, bardziej w odruchu, niż w świadomej decyzji.
— Towarzystwo bywa podstępne — odezwał się spokojnie. — Czasem zapowiada się lepiej, niż faktycznie wygląda.
Pozwolił, by zdanie wybrzmiało pomiędzy nimi niespiesznie.. Pierwsze wrażenie było jak powierzchnia wody: gładkie, dopóki ktoś nie poruszy ręką zbyt gwałtownie. Lubił ten moment zawieszenia, zanim coś się określi albo rozpadnie. Ciało reagowało jeszcze na różnicę temperatur po pływaniu, ale bez dyskomfortu.
Jej kolejna uwaga, tym razem  o zmęczeniu, trafiła celniej niż mogła przypuszczać. Przez krótką chwilę pomyślał o dniach, które faktycznie zostawiły po sobie ślad, o nocach, które kończyły się zbyt szybko. Zarejestrował też coś jeszcze — cień rozczarowania w jej tonie, jakby liczyła na inną odpowiedź, inny obraz. To go rozbawiło. Uniósł brew, nie prostując się ani nie poprawiając pozycji.
— Zmęczony? — powtórzył. — Aż tak źle się prezentuje?
Ironia pojawiła się naturalnie, niemal mimochodem, jak odruch wypracowany przez lata, a nie celową intencję. Nie zmieniła układu między nimi ani nie próbowała go przestawić — była tylko krótkim ruchem, zaznaczeniem obecności. Przestrzeń wokół pozostała taka sama — cicha, chłodna, obojętna. Jakby wszystko, co istotne, działo się wyłącznie na tej wąskiej linii napięcia między nimi.
Kiedy wspomniała o skokach, jego uwaga na moment przesunęła się ku metalowym słupkom. Nie mierzył  wzrokiem wysokości. Nie układał w głowie sekwencji ruchu. Bardziej interesowało go to, co kryje się za samym pomysłem. Co sprawia, że ktoś, kto mówi o śnie, nagle rozważa rzucenie się w zimną wodę.
— To ciekawe — stwierdził, a w jego głosie ponownie zatańczyła nuta uszczypliwości. — Nieznajoma, która zamiast snu wybiera ambicje.
Wrócił uwagą do niej bez pośpiechu. Pozostał w tej samej pozycji, zastanawiając się, czy ta swoboda była jej naturalnym sposobem bycia, czy tylko chwilowym nastrojem, który dobrze pasował do tej pory i tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.