• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Silverbrook Hollow (Debryshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 22:50

Silverbrook Hollow (Debryshire)
Ukryta dolina Silverbrook Hollow leży z dala od głównych szlaków turystycznych, gdzie wzgórza Peak Distric załamują się łagodnie w stronę zielonego zbocza. To miejsce trudno jest odnaleźć na pierwszy rzut oka, wiedzą o nim jedynie zapaleni podróżnicy i wierni odkrywcy, przekazując informację – z ust do ust. W samym sercu doliny płynie strumień Silverbrook, od którego miejsce wzięło nazwę. Woda ma wyjątkowy kolor: srebrzysty i połyskujący, odbijający widok zmiennego nieba. Strumień przecina dolinę nieregularnie, tworząc małe kaskady i płytkie rozlewiska. Nad jednym z nich znajduje się stary kamienny most porośnięty mchem i z wykruszoną poręczą. W jednym z zakoli strumienia znajduje się mały wodospad, szeroki na kilka metrów, który spada z niskiej skały do płytkiej laguny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
02-04-2026, 09:39
| 10 maja 1962

Mieszkałam już w Derbyshire jakiś czas, ale nie miałam okazji, aby móc lepiej poznać okolicę. Oczywiście znałam same najbliższe tereny wokół Burke Manor, dzięki Primrose przede wszystkim, ponieważ czasem wybierałyśmy się wspólnie na spacery w okolicy posiadłości. Ale przede wszystkim było to jeszcze w czasach szkolnych, gdy podczas wakacji ją odwiedzałam. Nie mogłam więc powiedzieć, że ten obszar Anglii był mi szczególnie dobrze znany. I bardzo chciałam to zmienić, przyjdzie moment gdy będę mogła ponownie wsiąść na konia i chciałabym wtedy móc ruszyć na przejażdżkę i się po prostu nie zgubić. No i ja potrzebowałam też ruchu, to że byłam w ciąży nie oznaczało, że mam siedzieć i nic nie robić. Ruch będzie zdrowy i dla mnie i dla rozwijającego się dziecka. Był weekend, sobota i po śniadaniu zdecydowaliśmy się z mężem na spacer. Obiecał, że zabierze mnie w ciekawe miejsce, z dala od miast czy wiosek, do którego trudno jest się dostać jeśli się nie wie jak tam trafić. A on wiedział.
Ubrałam się więc odpowiednio, przede wszystkim zakładając dobre i stabilne buty. Spódnicę założyłam taką, co nie będzie mi przeszkadzać. Ani ograniczać ruchów, ani plątać się o wszystko. I miałam jeszcze wygodną koszulę i ciemny sweterek zarzucony na plecy. Był maj, było dość ciepło, ale pogoda jeszcze potrafiła być zdradliwa. Sweterek może się przydać gdy lekko zawieje wiatr lub chciałabym usiąść i nie pobrudzić sobie spódnicy. Pierwszą część trasy, jako że teleportacja w moim stanie nie była wskazana, pokonaliśmy za pomocą sieci Fiuu i dostaliśmy się do małej mieściny mieszczącej się w Peak District. Dalszą trasę pokonywaliśmy już na własnych nogach.
Wszystko już pięknie budziło się do życia, kwitły kwiaty i śpiewały ptaki. Szliśmy powoli i bez żadnego pośpiechu, dopasowując swoje tempo do lasu. Ścieżka była miękka, wyłożona jeszcze warstwą zeszłorocznych liści, które cicho szeleściły pod naszymi nogami. Trzymałam Xaviera pod rękę i pozwoliłam się prowadzić, mijaliśmy tym samym wystające kamienie czy ledwo widoczne zagłębienia w ziemi. Niedaleko nas płynął strumień, słyszałam jego dźwięk przebijający się przez drzewa i krzewy, które oddzielały nas od niewielkiego zbocza. Słońce, chociaż przysłonięte przez korony drzew, docierało do nas i łagodnie ogrzewało policzki. Uwielbiałam zapach świeżego powietrza, lasu przede wszystkim, chociaż mogło wydawać się to dziwne. W końcu byłam osobą, która równie mocno lubiła spędzać czas w bibliotece, wśród starych ksiąg. Bycie na świeżym powietrzu dobrze mi się kojarzyło, bardzo dobrze wtedy odpoczywałam. Stare księgi, zwoje i manuskrypty potrafiły pochłonąć mnie na wiele godzin, to równie dobrze, na wiele godzin, potrafiła pochłonąć mnie przyroda. Była równie fascynująca. Tak jak teraz chociażby, zatrzymałam się na chwilę przyciągnięta widokiem mchu, który porastał powalone drzewo. Wyglądał niezwykle miękko, nie mogłam się oprzeć i dotknęłam go palcami. Ugiął się przyjemnie, a po chwili wrócił do swojego kształtu. Obok rosły niewielkie grzybki, niezwykle łatwe do przeoczenia. W tym samym momencie nad naszymi głowami coś zaszeleściło, może to był ptak, może wiewiórka, a może tylko wiatr? Przez chwilę przez moją głowę przebiegła myśl, że Bradford z pewnością umiałby wymienić przynajmniej pięć różnych zwierząt zamieszkujących te tereny, a których ja nie byłam w stanie dostrzec. Zerknęłam na Xaviera i uśmiechnęłam się do niego, miałam wrażenie, że ten las jest dzisiaj tylko dla nas. I nikt nie miał prawa zakłócać nam tego spokoju.
- Czy żyją tu jakieś magiczne stworzenia? - Zapytałam męża nagle, gdy ruszyliśmy dalej i prowadził mnie w inną stronę, niż biegła ścieżka.
Zboczyliśmy z niej, nagle wchodząc w bujna zarośla. Xavier szedł z przodu przytrzymując mi każdą gałązkę, pozbywając się absolutnie każdej pajęczynki i pomagając mi przejść przez każdy wystający korzeń. Przed nami stał ogromny głaz, był tak duży, że musiałabym się cofnąć, aby móc objąć go wzrokiem w całości. A może był on złożony z kilku bardzo dużych głazów? Nie wiedziałam, cały był pokryty mchem i inną, mało znaną mi, roślinnością. Obserwowałam za to uważnie męża, który puknął głaz różdżką, ziemia się zatrzęsła, ale miałam wrażenie, że tylko my to czujemy. Pojawiła się niewielka szczelina, przez którą przeszliśmy, a dalsza ścieżka doprowadziła nas do pięknego miejsca. Przez chwilę schodziliśmy w dół, by na końcu moim oczom ujawniła się dolina. Płynął tędy strumień, który chyba słyszałam wcześniej, ale miał inny kolor niż się spodziewałam. Taki srebrzysty i połyskujący. Docierał do mnie też dźwięk, hm… wodospadu? Objęłam to miejsce wzrokiem, a potem spojrzałam na Xaviera.
- To jest to miejsce, o którym mówiłeś rano? Jest przepiękne - westchnęłam, robiąc kilka kroków w stronę strumienia. Przystanęłam przy nim i zaczęłam podziwiać odbijające się promienie słońca od powierzchni wody. Woda mieniła się niczym najdroższe kryształy.
Wiosna 1x: Zwykły dzień
Z oddali słychać nawoływania ludzi. Do tego dochodzi skrzypienie wozu. Dźwięki niosą się daleko po otwartej przestrzeni. Echo miesza się z wiatrem. Mimo to nikogo nie widać. Odgłosy brzmią codziennie i zwyczajnie. Świadczą o toczącym się życiu. Nic się nie dzieje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
10-04-2026, 19:26
Już dawno obiecał Vivienne, że pokaże jej Derbyshire. On znał to hrabstwo w zasadzie od podszewki, wychował się tutaj i w młodości poświęcał dużo czasu na podróżowanie po okolicy, poznając coraz to nowe zakątki i odkrywając jego okolice. Chciał aby i Vivienne je znała, aby mogła się cieszyć otaczającą ją przyrodą i w przyszłości mogła wybrać się na przejażdżkę konno bez obawy, że zabłądzi. Domyślał się, że z całą pewnością gdyby do tego doszło ktoś wskazałby jej odpowiedni kierunek, jednak wiedział, że jego żona lubiła sobie radzić sama. Dlatego kiedy w końcu nadarzyła się okazja i miał całkowicie wolny weekend, zaraz po śniadaniu zaproponował spacer. Wiedział już gdzie ją zabierze, do miejsca, które swojego czasu sobie upodobał i spędzał tam czas przy każdej nadarzającej się okazji.
Po wspólnie zjedzonym posiłku przebrał się w wygodne spodnie do wędrówki, na górę ubierając koszulę, której rękawy podwinął, a pod pachę wcisnął ciemny sweter na guziki. Co prawda pogoda zapowiadała się na ten dzień wyśmienita, ale on zawsze wolał być przygotowany na wszystko. Do niewielkiej torby zapakował kilka cytrynowych ciastek, o które wcześniej poprosił pani Pot, żeby nie musiał się znów włamywać nielegalnie do kuchni i przekąski gdyby zgłodnieli.
Powóz czekał już na nich przygotowany kiedy wyszli z posiadłości. Podróż minęła im dość szybko, a w jej trakcie Xavier wymijająco odpowiadał na pytania gdzie to ją zabiera, nie chcąc w żaden sposób zepsuć jej niespodzianki. Wiedział, że to miejsce z całą pewnością jej się spodoba. Kiedy dotarli na miejsce, Xavier odprawił woźnicę, dając mu znak, że na razie przez kilka godzin ma wolne, ale żeby wrócił po nich przed zmrokiem aby spokojnie mogli wrócić do domu. Sam potem zaproponował żonie ramię i na spokojnie odbili w lewo od miasteczka i weszli do lasu.
Chociaż mogłoby się wydawać, że nie jest pasjonatem natury, a większość czasu spędza zamknięty w swoim gabinecie lub na ponurych tyłach sklepu, tak naprawdę lubił spędzać czas na świeżym powietrzu. Najwięcej korzystał z tego kiedy udawał się na swoje treningi wspinaczkowe. Wtedy nie dość, że ćwiczył to jeszcze nawdychał się świeżego powietrza i potem wracał do domu z nową energią, pomimo wysiłku fizycznego, którego doświadczył. Teraz było inaczej. Szli spokojnym krokiem, bez pośpiechu i po prostu cieszyli się swoim towarzystwem i otaczającą ich przygodą. Xavier zerkał co jakiś czas na Vivienne i uśmiechał się sam do siebie. W żadnym razie nie podejrzewał, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że otworzy się w taki sposób przed jakąkolwiek kobietą. A teraz? Teraz szedł obok niej nie martwiąc się specjalnie niczym, nie musząc się w żaden sposób ograniczać ani udawać, być po prostu sobą, bez zakładania żadnej maski i wiedział, że Vivienne go zaakceptuje.
- Z pewnością jakieś mieszkają, ale niestety nie mam pojęcia jakie. - pokręcił głową - Pewnie jakieś gumochłony albo inne muchy siatkoskrzydłe, kto wie, może nawet uda nam się dostrzec jakiegoś elfa. Ten las zawsze był spokojny, nie przychodzi tutaj wiele ludzi, a myśliwi raczej urzędują tutaj nocą kiedy zwierzyna wychodzi na żer. - odparł spokojnie odpowiadając na jej pytanie.
Nie słyszał aby te lasy zamieszkiwały jakieś niebezpieczne stworzenia, więc jeśli o to chodziło był akurat spokojny. Przecież nie zabrałby jej do takiego miejsca, zwłaszcza, że kompletnie nie znał się na magicznych stworzeniach i nie miałby pojęcia jak się z nimi obchodzić.
Skręcili po chwili ze ścieżki i weszli w mniej dostępną część lasu. Burke unosił niżej zwisające gałęzi by Vivi mogła bez przeszkód przejść, no i przede wszystkim od razu pozbywał się jakichkolwiek pajęczy, które pojawiły się na ich drodze. Nie chciał aby żona nagle zastygła w przerażeniu albo co gorsza dała drapaka i uciekła. W końcu dostrzegł przed nimi duży głaz, właśnie tego szukał. Posłał Vivienne tajemniczy uśmiech, po czym podszedł do kamienia i stukną w niego kilka razy końcówką różdżki w odpowiedniej kombinacji. Tak jak zawsze ziemia lekko zadrżała, a w kamieniu pojawiła się szczelina wielkości takiej, że mogli nią bez przeszkód przejść. Ruszył przodem, znów pozbywając się niechcianych lokatorów, aż w końcu znaleźli się w miejscu przeznaczenia.
Zrobił jej miejsce by mogła na spokojnie chłonąć piękno tego miejsca. On sam przez moment utkwił spojrzenie w wodzie, która zawsze go tutaj fascynowała. Byli tutaj sami, mało osób wiedziało o tym miejscu, więc nie podejrzewał aby ktoś im tutaj dzisiaj przeszkadzał.
- Tak, jest jedyne w swoim rodzaju. - powiedział z uśmiechem kiwając głową i wyciągając z kieszeni okulary przeciwsłoneczne i zakładając je na nos - Znalazłem je jako nastolatek dzięki pomocy miejscowych podróżników. Jak się przejdziemy, to kawałek dalej jest mostek, który pozwoli nam przejść przez rzekę. - spojrzał na nią z zadowoloną z siebie miną.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 21:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.