• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dublin > La Perle Noire > Garderoby tancerek
Garderoby tancerek
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 18:41

Garderoby tancerek
Zaplecze sceny pachnie pudrem, lakierem do włosów i perfumami o słodkiej, morskiej nucie. Garderoby są jasne od rzędów magicznych świateł osadzonych wokół luster, których ramy ozdobiono muszlami i drobnymi perłami. Odbicia nie pokazują zmęczenia — tylko wersję sceniczną, gładką i dopracowaną. Na blatach stoją flakony, grzebienie, spinki w kształcie rozgwiazd.
Na wieszakach wiszą kostiumy z jedwabiu i piór, w kolorach piany, głębokiej toni i srebrzystych łusek. Tancerki mówią nierzadko pełne podekscytowania, poprawiają ozdoby we włosach, rozgrzewają dłonie przed kolejnym wejściem. W kącie stoi szkatułka z zaczarowanymi perłami, które delikatnie jarzą się, gdy ktoś zaczyna śpiewać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
08-03-2026, 17:58
Zadowala ją słodka obietnica Axela, a zadowolenie to połyskuje w kocich oczach, wyraźne i nieukryte. Pociąga ją talent taneczny kochanka, jego głębokie zrozumienie muzyki i zdolność do odtworzenia uczuć czystością ruchu, podoba jej się, jak sam staje się obrazem kreślonym pędzlami swoich kończyn, a nawet wyobraża sobie czasem, że wirują razem w ramionach muzyki klasycznej, pochłonięci pas de deux. On - baletmistrz wyklęty poza znajome deski sceny, ona - baletnica, którą nigdy nie zostanie. Może dzieje się tak w innym życiu. Może w nim Axel Delacour i Maelle Seymour są lepszymi wersjami siebie. Jest w tym jakieś pocieszenie, choć ćwierćwila upiera się, że nie potrzebuje pocieszenia za to, jak toczy się jej historia. Jedyną prawdziwą skazą jest utrata dziecka. Resztę topi w toksynie namiętności, w której czasem towarzyszy jej Axel, połamany przez swoją historię i sklejony na nowo, jak porcelanowa filiżanka, której doskonały kształt został utracony gdzieś podczas pracy rekonstrukcyjnej. Niby wygląda tak samo, a jednak inaczej. Wzór nie jest identyczny, uszko przesunęło się o kilka milimetrów, uszczerbku w krawędzi nie da się uzupełnić, bo pasujący odłamek gdzieś przepadł. Woli go takim. Woli go niedoskonałego, dekadenckiego, smakującego jak dobre wino.
- Och, sądzisz, że ty widzisz mnie prawdziwą? - ciągnie dalej, zauroczona niewinnością tego przekonania. Bo to niemożliwe: Maelle nie dopuszcza do siebie myśli, że ktokolwiek może zbliżyć się do twarzy pozbawionej masek, szczerze mówiąc sama nie jest pewna, jak ta twarz wygląda. Dotyk Wili zadbał o pogrzebanie młodej dziewczyny za ścianami luster, przy których tworzyła nowe ja, ucząc się bycia płótnem dla męskich pragnień. Równie dobrze owa twarz może już nie istnieć. A jej nie wydaje się to przeszkadzać, przywykła do bawienia się jawą, do kaprysów, do manipulacji i umiejętnie skrywanego egoizmu. Przywykła do pozbawionej konwenansu erotyki, do głośnej muzyki i handlowania cudzymi sekretami. Jedyne, do czego nie przywykła, to brak słodkiego ciężaru maleństwa w swoich ramionach. - Niemal żałuję, że nie jestem tak dobra, jak wierzysz, mój słodki - śmieje się miękko, w podzięce za dobre słowo muskając jego policzek uszminkowanymi wargami. Ekscytuje ją myśl, że zostawia na nim ślad. A on zostawia swój, bo karmin na ustach Maelle także wychodzi poza przeznaczone mu ramy, będzie musiała go poprawić.
Rozwibrowany przy jej uchu głos przeszywa jej ciało żarem, wzbudza do życia igiełki dreszczy na karku. Rozmowy o marzeniach kojarzą się z niewinną adolescencją, kiedy - zapewne oboje - wierzyli w potęgę miłości, romantyzując przyszłość u boku drugiej osoby i walkę o spełnienie tych wizji. Ich relacja jest oparta na zaufaniu zrodzonym z fundamentu fizycznej bliskości. Powierzają sobie swoje tajemnice, odsłaniają się, ale ćwierćwila nie nazwałaby tego miłością. Prawdopodobnie nigdy nie użyje tego słowa w kontekście jakiegokolwiek mężczyzny, poza swoim dzieckiem.
- W takim razie marzę, żebyś nie znikał - deklaruje aksamitnie, by potem odrzucić wraz z nim powłokę rozczulających słów i zamiast tego wbić kły w to, co znajome i bezpieczne: w pożądanie. Przemawiają w nim jednym głosem, jej dłonie przestają pamiętać, czym jest delikatność, drażniąc materiał jego ubrań, zaglądając paznokciami pod kołnierzyk koszuli, rozpiętej już o dwa dodatkowe guziki; pocałunek jest tym przyjemniejszy, im mniej mają w płucach oddechu, walcząc z desperacją oderwania się od siebie i nabrania go w płuca, bo szkoda tracić cenne sekundy na to, by być od siebie daleko. Ciemny zaułek garderób wita ich grzesznym poczuciem jako takiej prywatności, gdzie dłonie Axela odnajdują rozpięcie kostiumu i zsuwają go z Maelle, odsłoniwszy bladą jedwabistą skórę i krągłości ozdobione frymuśną bielizną; jej ciało reaguje na jego pieszczoty, oddech spłyca się wyraźnie, a usta rozkładają w drapieżnym uśmiechu, odpowiadającym na niewymówioną głośno wzajemność żądzy. Czuje w podbrzuszu elektryzujące napięcie. Kiedy materiał jej stroju opada na podłogę, ćwierćwila wzbija się na palce i figlarnie przygryza płatek jego ucha, zaciskając dłonie na koszuli kochanka.
- Uważaj. Zamierzam się upewnić, że dotrzymasz obietnicy - sączy do jego ucha zaczepną melodię, odchyla głowę i na moment pozwala mu się podziwiać. Wie, w jaki sposób rozłożyć ciężar ciała, by Devereaux widział ją pod najlepszym możliwym kątem, napędzającym jego intencję; wie, jak skusić go ruchem bioder, jak głęboko odetchnąć, by skryty za koronką biust wydał się najsłodszy. I wykorzystuje wszystkie te triki, wodząc go na pokuszenie, nim znów zaplata ramiona wokół jego karku i ściąga go ku sobie, nie po pocałunek, a po to, by po raz kolejny owiać ciepłem oddechu jego ucho. - Interesy, na których zależy Burke'owi. Cartwright zamierza inwestować rękoma McFusty'ego, żeby nikt nie powiązał go z transakcją. McFusty się zgadza, ale po oczach widać, że nie jest tego pewien. Boi się wpaść - to nie padło w rozmowie, to informacja, którą doświadczona dziwka - a teraz tancerka w prywatnych lożach, gdzie wygodnie omawiać poważne męskie sprawy - wyciągnie z subtelności mowy ciała, z tonu głosu. Po tę informację przyszedł do niej Axel, sekret, który może się przyda, a może nie. - A teraz uciekaj, mój drogi, muszę poprawić makijaż i fryzurę - śmieje się pod nosem i całuje go na pożegnanie, krótkotrwałe: oddzieli ich przestrzeń między sceną a widownią. Potem Maelle schyla się po kostium do burleski, lecz nie ubiera go, żeby zachować jakiekolwiek pozory skromności: w bieliźnie czmycha do swojej garderoby, na odchodne rzucając mu jeszcze jedno spojrzenie przez ramię. Ramię, po którego stronie za jej uchem znajduje się róża.

zt x2? <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Baya Wenworth
Śmierciożercy
I guess, the only thing cheap to you is your friends
Wiek
25
Zawód
Asystentka, charakteryzatorka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
5
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
7
13
Brak karty postaci
6 godzin(y) temu
20 maja 1962

Reżyser wydarzenia klaszcze w dłonie głośno, ponaglająco, z ekscytacją, ale jedyne co robić chce Wenworth, to patrzyć na niego spod ciemnych brwi i fukać, by nie hałasował jej nad głową, bo ręka zatrzęsie się, a panna Salome zostanie na brzuchu z wzorem wcale nie przypominającym romantycznych, morskich fal, a jedynie nieudolnie rozpisany schemat sieci londyńskiego metra.
Do występu pozostała jeszcze ponad godzina, a teraz, kiedy wszystkie sztuczne łuski połyskują już przyklejone do bioder tancerki ze Sierra Leone – może wcisnąć jej w dłonie jej zgubione chwilę temu gacie i odesłać ją w kierunku kanapy, na której zarzucone pozostają elementy jej dzisiejszego stroju. Te założy chyba sama albo z pomocą podekscytowanego reżysera, którego z garderoby nie wypadało wyprosić – jego pensja to pewnie jej dwie pensje, a jego doświadczenie to czterokrotne doświadczenie Wenworth. Pewnie też jest lubiany przez właścicieli, pewnie też przez część obsługi. Gapił się na tancerki, obłapiał je w pasie, śmiał się do nich – Wenworth nie umiała jednocześnie określić kto manipulował kim – one nim, pozwalając mu na wszystko byle zapaść mu w pamięci na dłużej, a może on nimi – sugerując nawet połowem słowa, że niezgoda może oznaczać mniej atrakcyjne angaże.
Baya Wenworth nie wierzy w wielką wartość artystyczną wystawianych na scenie “spektakli”, ale wiele dziewcząt wychodzących na podest La Perle Noire czuje się na niej aktorkami klasy wcale nie niskiej. Wyprowadzanie ich z błędu to podkopywanie morali i oczywiste postawienie krzyżyka na relacji z nimi – dlatego nigdy nie narzeka na to wprost, ba – z czasem, z każdym kolejnym miesiącem i z każdym kolejnym “spektaklem”, po prostu wykonuję swoją pracę lepiej. Początkowo trafiła tu chyba tylko po to, by dorwać się do mięsa – informacji, którymi dysponować mogły kobiety żerujące na najpierwotniejszych instynktach odwiedzających ich gości. Obecnie nie przyzna się jeszcze, że jej umiejętności mogły przewyższać już potrzeby lokalu – ale nawet jeśli faktycznie tak było, nie wymieniłaby tego miejsca na nic innego. Niewiele było na tym świecie “teatrów” w którym poznać mogła kolor bokserek irlandzkiego polityka, naklejać kryształki wokół sutków kobiet o perlistym śmiechu albo zakpić sobie z monarchii w sposób, w jaki kpić mogła tylko malując twarz Queen Coup D’Tits, postaci z jednego z ostatnich przedstawień.
Gasi papierosa w popielnicy, kiedy zaprasza do siebie ostatnią “aktorkę”. Zawsze zostawia ją na koniec – zawsze zostawia jej też najwięcej czasu. Zawsze, od kiedy Luca zaczął przychodzić w te miejsce dla niej, zawsze od kiedy dowiadywała się od niej więcej, niż od niego. Nie lubiła, gdy sytuacja wymykała się spod kontroli – a połączenie jej impulsywnego pasierba i potomkini wili… To scenariusz idealny do jej utraty.
– Tańczysz dziś z tyłu? – prowokuje ją, wiedząc doskonale, że reżyser też nie pozostawał odpornym na jej niezaprzeczalny urok. Zatańczy z przodu, zatańczy pierwsza; widownia uwielbiała blade blondynki.
Dziś chciała, by wyglądała jak mgła unosząca się nad łąkami – wszechogarniająca, a jednocześnie nieuchwytna. By w trakcie występu osiadała stopniowo na głowach (i w głowach) widzów. Jej ruchy miały być hipnotyczne, a jej aura tajemnicza, jednocześnie nie tracąc ulotnej magnetyczności.
– Rozbierzesz się i usiądziesz na przeciwko? Możesz od pasa w górę. Zaczniemy od twarzy i torsu – zaproponowała, podciągając rękawy. Brak różdżki uwierał ją niezmiernie – od kiedy jeden dzień temu musiała spotkać się z reprezentacją Ministerstwa – smutnymi panami w garniturkach – którzy zarzucili jej celowe zwlekanie z rejestracją różdżki. Ale o tym… O tym za chwilę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 04:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.