• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Mary senne > SEN - A ja tobie bajki opowiadam, szeptów twoich słucham bardzo rada
SEN - A ja tobie bajki opowiadam, szeptów twoich słucham bardzo rada
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
05-01-2026, 23:24

Kiedyś, gdzieś, w moim śnie...
... a może jednak w Twoim śnie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Michael Scaletta
Czarodzieje
wolność — kocham i rozumiem
wolności oddać nie umiem
Wiek
26
Zawód
kradnie, co popadnie
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
11
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
7
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 00:06
Twarz zdradzała mierną beznamiętność, choć krew zaczęła chyba krążyć szybciej, bardziej nachalnie, jakoś zawile; każdy cień zwątpienia niósł kolejne strzępki bólu, niemalże jakby pretensjonalnie przypominał ciału, że tylko dzięki niemu dalej żyje, dalej istnieje. Pewnie był to jeden z niewielu objawów człowieczeństwa, które obydwoje ciągle nosili przy sobie — jeden z tych niewygodnych ciężarów, które nie wiadomo po co i nie wiadomo dlaczego dźwiga się przez całe życie; i choć wygodniej byłoby zmówić długą prośbę o to, by los uformował ich w końcu z kruszca nie miększego od kamienia, zabierając przy tym duszy ten niechlubny lęk o przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, z jakiegoś powodu ich usta milczały, a skóra wciąż pozostawała ciepła.
Więc gniewał się i wcale nie, więc rozumiał ją i nie; w rozdwojeniu myśli akceptował jej strach, jednocześnie tłumiąc to egoistyczne przekonanie, że niczym jej przecież nie rozczarował, że przypisywano mu winy tych, którzy rzeczywiście ją zawiedli. Nic jednak ostatecznie nie powiedział, bo i nie należał mu się głos wyrzutu; spojrzenie spadło tylko niżej, jak u zbitego psa, który narozrabiał i właśnie przyznawał się niemo do odpowiedzialności za tamte grzechy.
Bo miała w tym kurewską rację. Bo miała popieprzone prawo nie wierzyć. Bo pomimo złożonych obietnic dalej mogły dobierać się do niej szpony samotności, teraz jeszcze wzmocnione zbędnym zmartwieniem o zdegenerowanego złodzieja po odwyku. Złodzieja, o którego chciała zawalczyć, choć nic na szarym angielskim niebie nie wskazywało, by na to zasługiwał; złodzieja, któremu siłą przypisała drugą szansę, choć on sam wcześniej postawił już przy swoim nazwisku wyraźny krzyżyk. Miał być jej pewnie za to wdzięczny jeszcze przez długi czas.
— Nie ruszysz do przodu, jeśli tego za sobą nie zostawisz — stwierdził sucho, wbrew oczekiwanym przez nią słowom jakże oryginalnego zaprzeczenia. Nie oceniał tamtych, trochę już jednak znał Philippę — jej naiwność, jej dobre serce i to, że potrafiła znieść wiele, o ile ktoś chciał na nią spoglądać. A choćby kochała ich na zabój, udanej zmianie potrzebna była też wola — niekoniecznie silna, ale należąca też do kogoś poza nią samą.
Zaraz nie odzywał się już wcale, nie wiedząc właściwie, jakie słowa należały się skrzywdzonej sierocie; nigdy nie powiedziała mu o tym wprost, nie dosłownie, ale jednej nocy — gdy paskudny skręt dopadał go w pierwszą dobę trzeźwości, a ona czuwała obok — z obydwu stron padło kilka sugestywnych wyznań. O życiu i skrywanym względem niego rozgoryczeniu, o sennych pragnieniach i ucieczkach od koszmarów; mimowolnie pamięć powiodła go do spalonego sierocińca, w murach którego szukali wówczas podobno skarbów — uderzająca rzeczywistość przyznała jednak wreszcie głośno, że jej chodziło przede wszystkim o spokój, zgodę, jakieś swoiste domknięcie nieopisanego w całości rozdziału. Nawet wtedy świetnie udawała.
Być może robiła to też teraz — dla jego satysfakcji albo oszukiwania samej siebie. Bo usiadła mu na kolanach, postąpiła w zgodzie z rozporządzeniem, wreszcie — stopiła się w ciasnym objęciu. Tak też, jak życzyłby sobie usłyszeć, przyznała wierzę ci; i po prawdzie nie odnajdywał w tym przekonania, i po prawdzie chciał już powiedzieć, że wcale nie musiała wierzyć, ale zamiast tego słuchał w milczeniu półprawd, które szeptała na poczekaniu, na samym końcu pieczętując je inną jeszcze bliskością. Merdający ogon Nochala, jak na ironię, obijał się o każdą ludzką łydkę, ale żadnego z nich nie bardzo to obchodziło.
Bo w zadumie orientował się, że całowała miękko, autentycznie, naprawdę. Chyba nie w imieniu jego niewypowiedzianego na głos kaprysu, chyba też nie z powodu jakiegoś niesprawiedliwego eksperymentu, w którym gotowa byłaby testować jego chwiejną cierpliwość. Było w tym też chyba trochę strachu, niepewności, zwyczajowej rozterki, i słusznie — z każdym krokiem ryzykowali więcej, ale chyba też budowali naiwny potencjał w walce o więcej.
Dlatego trwał w tej długiej, choć stonowanej, jakby rozcieńczonej obawą, rozmowie bez słów, dłońmi nieradykalnie błądząc gdzieś przy talii i tam też wzmacniając ucisk długich palców; dlatego trwał w tym wielostopniowym procesie poszukiwania zgody, aż do chwili, gdy narastające w intensywności pukanie dobiegło wejściowych drzwi.
Raz, drugi, trzeci, stając się niemożliwym do zignorowania.
— Spodziewasz się gości?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:35 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.