• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Osobiste > Działy osobiste > Igor Karkaroff > Igor Karkaroff
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
26-07-2025, 20:28
Igor Karkaroff
Stan i punkty zdrowia

marzec-kwiecień 1962 | stan zdrowia: pełnia zdrowia

Maksymalne HP: 294
Kara do rzutów
Zakres HP
Procent
Brak
294 - 222
> 75%
−10
221 - 148
75% - 51%
−30
147 - 75
50% - 26%
−60
75 - 0
25% - 0

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
29-07-2025, 15:17
Retrospekcje
Oriana | port w Oslo | 5 i 1957
― W stronę hotelu? ― krótka pauza rozdzieliła dzielący ich dystans na pół, ale zaraz przerwał ją znowu, tym razem tonem szukającym większej pewności, choć wciąż oszczędnym: ― Czasami ma się wrażenie, że każdy z nas przesiada się z jednej dorożki w drugą, udając, że zna kierunek. ― I ta konstatacja nijak wydawała się korespondować z tym, co zaserwował jej wcześniej, ale może właśnie teraz ― gdy jego twarz złagodniała, a szare tęczówki odbijały pobliskie światła w mroku ― odkrywał dopiero stronice tej prawdziwej, nieco zakurzonej tożsamości.
― Moglibyśmy nie spieszyć się z pożegnaniem ― dodał do tego, krótko i cicho, bez sugestywnych dwuznaczności pomiędzy. ― Moglibyśmy... napić się herbaty. Bo mam dzisiaj urodziny ― spojrzał na nią przelotnie, z miną niby niezobowiązującą i zupełnie nienachalną ― Nie trzeba nadawać temu znaczenia, to tylko chwila ― wystarczy, że będzie ― skwitował niejasno, choć kobieca domyślność miała najpewniej rozwiać wszelką wątpliwość niewyraźnych zgłosek.
Po prostu nie chcę być sam.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Margaret | angielska plaża | 15 viii 1960
― Zasnęłaś? ― odezwał się wreszcie po chwili dłuższego milczenia, po mętnym śledzeniu wzrokiem chmur układających się w nieregularne kształty; spomiędzy nich znowu wyjrzały promienie słońca, znowu ostro i nachalnie uderzyły ciepłą skórę, tą jej i tą jego. Historycznie upalne lato z wolna chyliło się ku końcowi, ale wskazywała na to wyłącznie umowna data, wyciągnięta ze zwyczajów kalendarza ― bo woda u tutejszych wybrzeży nie przestawała cieszyć kojącym chłodem, bo złota łuna niezmiennie kolorowała ich jasnym brązem łagodnej opalenizny. Przeciwsłoneczne okulary zsunęły się nieznacznie z nosa, a głowa spoczywająca na wilgotnawym ręczniku obróciła w jej kierunku; szare oczy natrętnie przyglądały się twarzy skrytej za złożonymi ramionami ― na ich szczycie, włącznie z plecami i odkrytymi pośladkami, dalej majaczyły ziarenka przyklejonego nieznośnie piasku. Sam czuł go też we włosach i na twarzy, pomiędzy palcami i chyba nawet na ustach; błogość nic nierobienia ― czy raczej nadchodząca doń wizja, że życie miało mu ją w końcu bestialsko odebrać ― kąsała jednak silniej od sypkiej skały, niechlubnie psując tę rajską fatamorganę pierwszych, angielskich wakacji.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Mary senne
kto | gdzie | kiedy
tekst
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
31-12-2025, 18:39
marzec 1962
Freddy | Barka na rzece Taff | 3
Pobrzmiewała w nim urzekająca niewinność — ducha, myśli, a może nawet i czynu; niewinność, śladów której nie dostrzegał w drugim człowieku już od dawna. Na tej ziemi każdy — w tym i on, codziennie walczący o siebie oraz swoją przyszłość — karmił się fałszem i obłudą, zawzięcie budował siatkę koneksji, samoświadomie układał słowa w wygodne komplementy czy korzystne układy. Być może jego osąd pozostawał w tej kwestii zanadto surowy, być może świat wszędzie był tak samo parszywy, a szczególnie brzydkich barw nabierał dopiero tam, gdzie zaczynała się cywilizacja i postęp, gdzie jeden rozumny byt ścierał się z innym, naznaczonym wolną wolą istnieniem; odpowiedzi na to pytanie nie miał w zanadrzu zapewne nikt, co najwyżej — bliżej nienazwana, wyższa siła, popychająca ludzkość mocą instynktu w stronę, którą każdy — osobiście, w zgodzie z przyjętą etyką lub na jej przekór — wyznaczał miarą własnej słuszności. Jego motywacją była dominacja, odwiecznie przypisana posiadanym pieniądzom, zawartym kontaktom, piastowanym urzędom; co zaś przewodziło codzienności chłopaka z gnijącej barki? Co wyznaczało bieg jego czynów, jeśli w zwyczajnej, niewinnej rozmowie ze znajomym z dobrego domu, nie krył się choćby jeden, blady cień gorzkiej intencji?
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Lucinda | Przeklęta Warownia | 3
Solidna klamka wejściowych drzwi ustąpiła pod ociężałym naciskiem, zawiasy szczęknęły więc alarmująco; leżący w przedpokoju but był pierwszą z przeszkód, łomot zwielokrotnił jeszcze głuchy objaw przypadku, gdy naścienny wieszak nie zechciał przyjąć na siebie kolejnego garbu ― zawilgotniały płaszcz opadł żałośnie na podłogę, pantofel zastukał o parkiet jeszcze kilka razy, w powietrzu poniósł się dym z wypalanej fajki, a całości zawtórował dziecięcy płacz.
Płacz wymieszany z wyzbytym dźwięku, ostrym spojrzeniem matki niemowlęcia, przed którym nie zdążył umknąć; konsternacja zmiotła arogancki półuśmiech, a on ― w przepraszającym geście przyznającego się do winy sprawcy ― stanął w progu przestrzennego salonu.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Violet | Klubokawiarnia "Trzech Knotów" | 5
― Kochankowie? ― leniwie wyczytał podpis spod startej grafiki ― To przypadek czy jakaś dyskretna sugestia? ― pozwolił sobie na dwuznaczność, gdzieś pomiędzy bladym półuśmiechem a wymownym uniesieniem brwi.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Melusine | Herbaciarnia Rosy Lee Teabag | 10
― W takim razie liczę, że deser podasz osobiście... i że nie będzie go w karcie ― pozwolił sobie na pierwszą przewrotność, gdzieś pomiędzy leniwym wymieszaniem własnej, czarnej kawy, a rzuceniem okiem na zachęcający kawałek ciasta. ― Dla obopólnej wygody możemy uznać, że lubię prowokację. Wolałbym nie myśleć, że intencjonalnie wybrałaś tak osobliwe miejsce z nadzieją, że wywołasz tym u mnie konsternację... ― dopowiedział wkrótce, spojrzenie lokując na różowawych akcentach pomieszczenia i szepczących zawzięcie kobietach z sąsiedniego stolika. ― W karty mogę zagrać, ale mam nieodparte wrażenie, że w tej partii i tak trzymasz wszystkie figury, a ja mogę co najwyżej blefować, że mi to przeszkadza... ― dodał zgoła enigmatycznie, zgoła przekornie; pomiędzy palcami wykwitł papieros, a spojrzenie zatrzymało się na niebieskich tęczówkach ― długo, bezkompromisowo. ― Sekret za sekret?
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Rodzice | Cmentarz Highgate | 19
Więc choć słyszał i rozumiał, pozostawał milczący; choć docierały do niego wyrazy, brzmiące jego tembrem głosu, skonstruowane w zalążki nieoczekiwanie znajomej rozmowy, w ciszy przemierzał wzdłuż cmentarzyska, u swego boku prowadząc człowieka ― żywego, materialnego, autentycznego ― winnego być co najwyżej duchem.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Irina | Przeklęta Warownia | 20
Przez moment zdawało się, że on sam nie zna tego wyrazu własnego oblicza ― że on sam, w pewnym niedowierzaniu nad własnym czynem, machinalnie ulega mocom pochodzącym spoza zagubionego ja, jakby cudza tożsamość wkradała się właśnie do serca i przemawiała donośnym poleceniem niesienia jej krzywdy.
Ale do tego nie był przecież zdolny, tego nie potrafił zrobić nawet w afekcie, nawet w nietrzeźwości umysłu i dojmującym lęku, że tak naprawdę jest na tym świecie zupełnie sam; więc puścił, puścił nagle, w gardle czując suchość, na języku ― obrzydzenie samym sobą. I chyba łudził się przez moment, że jej dłoń dosięgnie jego policzka, niosąc tym samym stosowną karę za niedopuszczalne przewinienie; i chyba wolałby, żeby tak było, bo błysk jej pojedynczych łez zabolał go mocniej od prostego ciosu. Coś jednak podpowiadało, że nie zasługiwała na litość, ani przeprosiny; coś jednak podszeptywało, by zostawił ją tam, na podłodze, bez wyciągania dłoni pojednania, bez cichego słowa przepraszam.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Drew | Przeklęta Warownia | 24
Nie łączyło ich wprawdzie bliskie pokrewieństwo, prowadzone rozmowy również zwykły niekiedy gasnąć na zaledwie kilku wymienionych zdaniach, ale zawsze tętniło w nim ― naiwne, być może ― przekonanie, że wiązało ich bliżej nienazwane podobieństwo. Zainteresowań, ambicji, po części też pewnie tożsamości; naturalnie więc nałożył nań płaszcz niedoścignionego autorytetu, wyłuskując zeń wartości, którym ― jak szczerze sądził ― należało tutaj, na nieznanym mu lądzie, wtórować.
Bo Drew przygarnął ich obydwoje, jego i matkę, gdy niczyi, z podkulonym ogonem, przyjechali z bałkańskiej ziemi.
Bo Drew obdarzył ich szacunkiem i zaufaniem, wtajemniczając w obrazy ideologii, której sam od dawna służył, tym samym ― otwierając ścieżki w świecie elit, do którego przecież nie należeli.
Bo Drew pomógł mu opanować obcy język i obce maniery, nierzadko służąc radą przy dylematach mniejszych i większych, nierzadko służąc też pomocą przy kryzysach znaczących oraz tych zupełnie nieważnych.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Mitch | Przeklęta Warownia | 29
Każda dusza majacząca pod dachem tego domostwa skrywała jakieś bliżej nienazwane demony ― dla jednego nosiły one miano kłamstwa, inni zaś śmiało szukać ich mogli w podłej prawdzie, dla wygody wyciszanej alkoholem czy inną używką. Tak toczyć się już miało życie, odwiecznie wrzucające każde z osobna w wir kryzysów i nieprzyjemności, odwiecznie testujące granice ludzkiej wytrzymałości; i choć żadne z tych doświadczeń nie uszlachetniało, warto było naiwnie, być może, wierzyć w lepsze jutro, w ścieżkę wyzbytą spadków i zakrętów, po której stąpać można było z dumą. Godnie, z wysoko uniesionym podbródkiem, przemawiając silnym, nieznającym zwątpienia, głosem; godnie, nie uciekając od dręczących myśli problemów, lecz stanowczo dusząc ich sedno w samym zalążku, na podobieństwo chwastów, które wyrywało się wraz z korzeniami.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Ojciec | al. Śmiertelnego Nokturnu 88/10 | 30
― Wróciłeś do niego ― podsumował te niejasne dywagacje, strzepując popiół fajki do pobliskiego, nieco przybrudzonego, naczynia; krzyk zza okna nie zdziwił nikogo, powieka nie drgnęła nawet na moment, więc wywód trwał dalej. ― Do Grindelwalda. Nie jestem naiwny ― wyłożył stanowczo, choć ton był suchy i obojętny; kwestie polityczne zajmowały go w codzienności, ale nigdy nie był im szczerze oddany ― sprytna, aktorska maska wygodnie jednak tego nie ujawniała. Oczekiwano od niego przecież innego rodzaju zaangażowania. ― Jeśli przyszedłeś tu, by namówić mnie do służby jego sprawie, rozczaruję cię. Znowu ― palce chwyciły za dwie wolne, czyste szklanki majaczące na drugim krańcu stołu; gościa należało poczęstować, gościa należało odpowiednio w swoich progach przyjąć ― i choć był nim biologiczny ojciec, zawahanie nie pozwoliło zamoczyć warg w zawartości mocnego alkoholu, jakby obawiało się wiadomości o tym, że pod nosem tkwiła śmiertelna trucizna.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

kwiecień 1962
Freddy, Loretta, Philippa | Barka na rzece Taff | 11
I choć mógł nonszalancko stawiać kroki na chybotliwym pokładzie, krocząc z podbródkiem wysoko uniesionym, a kołnierzykiem koszuli nad wyraz sterczącym, to tu właśnie ― w oparach tanich papierosów Freda i w smrodzie kwitnącej wody albo psującej się z wolna ryby ― oglądał ślady dawnej, porzuconej mimowolnie normalności.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Loretta | Błędny Rycerz | 12
Musiała tylko ― do pary z nim, jako główny, sceniczny duet ― uchylić na chwilę maskę zakrywającą twarz, ten teatralnie strojny kostium, który zasłaniał prawdziwość rysów jej oblicza; musiała tylko ― w niezasłużonym dlań jeszcze zaufaniu, pijanej manierze albo omotaniu szarością ładnych oczu ― podzielić się z nim kilkoma porcjami siebie.
Ich właśnie chciał spróbować, je zapragnął właśnie teraz ― po złośliwości jednej i drugiej, w omamie urodą zlustrowaną w wyraźniejszym świetle ― przechować i naśladować. Bo mógł i bo chciał.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Nathaniel | Restauracja "Jarzębina i Jesion" | 16
Zobojętniała twarz chwilowo nabrała jakiegoś głębszego wyrazu i bynajmniej nie było to następstwo posmakowania cierpkiego wina, ni samoistnego naciśnięcia nożem na wysmażony na półsurowo comber. Ten zdobiący jego talerz mimowolnie uwolnił z siebie soki wymieszane z czerwonawą posoką, ten czekający na pierwszy kęs niewinnie uległ w końcu rytualnemu tarciu srebrnych sztućców, chwaląc się wreszcie różowym, pokrzepiającym wnętrzem, tą zadowalającą częścią swojego jestestwa.
I w dziwacznej konstatacji, nim pierwszy gryz zdążył ocenić dobrodziejstwo tutejszej kuchni, przyrównał go w myślach do siedzącego naprzeciw towarzysza, teraz jawiącego się dlań jakąś bliżej nienazwaną dawką sympatii, niegdyś jeszcze postrzeganego przez pryzmat wydumanych oczekiwań, w które trafnie ― jak szata powstała na miarę ― zdawał się wpisywać.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Freddy, Lora i Riven | Pub "Złoty Dzban" | 20
Jasna koszula, ułożona w pożądanym naprężeniu, wyglądała jakoby druga skóra, choć ramiona okalała jeszcze z zewnątrz czarna marynarka; blady uśmiech krzątał się po twarzy, ilekroć spojrzenie bacznie lustrowało to jedną sylwetkę, to drugą, na dłużej zatrzymując się jednak na tej trzeciej ― krwawa czerwień odbijała się w sąsiedniej, speszonej postury, teraz popędzoną zachętą do bezpośredniej wizyty przy barze. Po coś lekkiego do picia, dla całej czwórki, która jak jeden mąż zjawiła się dziś o umówionej zawczasu, wieczornej godzinie. Najpierw on, wystrojony jak nigdy, speszony jak zawsze, w godnej podziwu postawie pokrzepiająco punktualny; być może spisane listownie groźby potraktował nazbyt poważnie i przyszedł tu z czystej powinności, a może ― tak po ludzku, w zaskoczeniu dla niego samego, poważanego przyjaciela i równie stanowczej siostry ― po prostu dorósł do tej decyzji. Oswoił się z nią, odpowiednio przygotował, stworzył stosowne zaplecze; cokolwiek przywiodło go tu dzisiaj, chciał wierzyć, że nie przysporzy mu w istocie tak wiele przykrości, jak zechciał sugerować mieszaniną pokracznych słów, wyłażących pretensjonalnie z kawałka parszywego pergaminu.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Rodzina | Przeklęta Warownia | 28
Tutejsze krzesło mogło więc skrzypieć tak samo, jak zwykło jęczeć to z jadalni w Przeklętej Warowni, a ściany odbijać mogły echo czyichś głosów, nawet jeśli należały one do sąsiadów, nie kuzynów ― żadna z tych iluzji nie przypominała jednak rodziny. Nie pachniała jak ona, nie brzmiała jak ona, nie wyglądała jak ona. Myśl przyznawała się do tego niechętnie, równie wahliwie odnajdując blade zaproszenie na byle kolację, zwołaną i sporządzoną bez powodu; pochyłe pismo krótkiego listu uwzględniało go w tonie pełnym entuzjazmu, dystansując się zarazem od nachalności ― szanowali wszakże jego przestrzeń i wybory, nie zawsze, być może, zgadzając się z ich brzmieniem, niezmiennie uznając go jednak za swojego. Przybyłego tu wprawdzie nie tak wcale dawno, istniejącego widocznie innym od tego, co dobrze znali, a mimo to będącego im bratem i wsparciem, zaufaniem i pewnością.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Loretta | Snowdon (Yr Wyddfa) | 29
A potem już się nie odzywał, precyzyjnym machnięciem ręki klikając z dystansu na spust migawki; lekki uśmiech zastygł na twarzy, z oczyma wpatrzonymi w obiektyw, ale nie wytrzymał w tej pozie nazbyt długo ― bo już zaraz obracał się profilem do niej, bo już zaraz palcem odgarniał jej z czoła natrętny kosmyk włosów. Kamera uwieczniła każdy z tych gestów, na samym końcu zapisując coś jeszcze; coś nieplanowanego i kiełkującego z korzeni nieprzemyślanego impulsu.
Bo stwardniałe w kamień, smagane wiatrem usta zechciał rozpalić, ich też ― tak nagle ― zapragnął bez pytania zasmakować.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Augustus | Fleet Street | 29
Interesujące jego oraz innych popleczników Czarnego Pana wielkie, polityczne przedsięwzięcia i tak miały zdarzyć się nie tam, nie w Hogwarcie; Dumbledore kierował swoim posłusznym pionkiem wszędzie, lecz nie przy skrzacim winie, nie przy szkolnej ławie. Obydwaj wierzyli, że nie warto nadstawiać tam uszu, że nie warto ujawniać się właśnie tam ze swoją brzydką wścibskością, więc za wartościowszy dla ich sprawy cel obrali inną ofiarę.
Zamkniętego w sobie faceta po pięćdziesiątce, od niespełna dwóch miesięcy zatrudnionego na stanowisku Starszego Podsekretarza; enigmatycznego, choć ewidentnie ambitnego pracoholika o zasobnym uposażeniu brudnych tajemnic Nobby'ego Leacha.
W to przynajmniej chcieli wierzyć, pojawiając się tutaj, w obliczu pozornie przypadkowego piątku i pozornie niewiele znaczącej czwartej popołudniu; w to przynajmniej chcieli wierzyć, poświęcając swój wolny czas na podążanie dynamicznym krokiem za nieznajomą sylwetką, która już wkrótce wyłonić się miała w odmętach ruchliwej Fleet Street.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:

Loretta | Bal Maskowy | 30
2, 3, 4, 5
I choć ona, jej ciało, jej intymność, te wszystkie ukryte skrzętnie przed oczyma obcych warstwy, nie zostały przezeń wycenione, perwersyjny instynkt obudził się mimo woli, domagając się równoznacznej odpowiedzi; i choć ona, jej pociągające w całości ja, włącznie z enigmatyczną duszą, nie nosiły się sugestią, by zasługiwała ― czy w ogóle pozwalała ― na uprzedmiotowienie, nieprzemyślaną konstatacją uformował z niej uległą kukiełkę osobistych fantazji.
zakończone
|
Gracz zgłasza: Mg akceptuje:
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.