• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Delikatesy Sugarpluma
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 19:10

Delikatesy Sugarpluma
Na początku ulicy Pokątnej, tam gdzie zapach świeżego pieczywa miesza się z wonią świeżo mielonej kawy, stoi elegancka, niska kamieniczka z ciemnoczerwonej cegły. Nad drzwiami, ozdobionymi girlandą z suszonych owoców, widnieje szyld z ozdobnym napisem: Delikatesy Sugarpluma. Budynek nie wydaje się duży, lecz wnętrze na parterze zaczarowano - w środku sklep okazuje się o wiele większy niż można sądzić.
Wnętrze sklepu rozświetlają kule światła dryfujące pod sufitem jak dojrzałe morele, rzucające złote refleksy na półki wypełnione przysmakami. Zapach słodkiej dyni, chleba na zakwasie i czegoś, co przypomina świąteczny stół u babci, otula klientów już od progu. Pomiędzy alejkami unoszą się koszyki, gotowe zapakować zakupy samodzielnie — o ile nie zaczną się kłócić o miejsce. Można znaleźć tu wszystko. Począwszy od chrupkiego pieczywa, poprzez świeże owoce i warzywa, liczne przyprawy z różnych zakątków świata, sok dyniowy, pomarańczowy i z melona, na alkoholach i mięsie kończąc. Idąc tu z listą zakupów czarodziej może być pewien, że skompletuje ją całą. Jest nawet stoisko ze słodyczami z Miodowego Królestwa.
Gdy czarodziej obejdzie już sklep, przy trzech kasach czekają pracownicy gotowi zapakować zakupy w papierowe torby i przyjąć zapłatę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
16-02-2026, 15:13
|06.05.1962

Patrząc na swoje odbicie w lustrze czuła się ładna. Wręcz piękna. Kobieca figura, lśniące włosy, gładka cera. Zapomniała całkowicie o tym jak przed miesiącem negowała fakt swojego istnienia i wartości jaką wnosi do świata. Spoglądała na teraz zupełnie inaczej na swoją osobę. Miała duże oczy, miękką linię bioder, drobne dłonie, pełne usta - nie mogła mówić, że jest brzydka. Uśmiechnęła się do siebie samej, a potem sięgnęła po kolczyki, które zalśniły srebrem w świetle majowego słońca.
Nie mogła się doczekać tego dnia kiedy Bradford miał ją zabrać na piknik z okazji urodzin. Od wczoraj wybierała strój chcąc się pokazać mu z najlepszej strony. Pragnęła, aby wzrok miał wyłącznie utkwiony w niej. Zaskoczona własną zachłannością jego uwagi zrzuciła to na karb tego, że nie mogła się doczekać wielu rzeczy w tym miesiącu. Za niecałe dwa tygodnie miała zostać jego żoną, a ekscytacja była wyczuwalna w całym Burke Manor. Czekały ją ostatnie poprawki sukni ślubnej, kwiaty zostały wybrane, podobnie jak tor oraz całe menu. Przy tych ostatnich zdała się całkowicie na gust Vivienne oraz matki. Ona dzięki temu mogła wraz z Cybil udać się na eksploracje starych jaskiń, z których wróciła z potężnymi siniakami jakie teraz skutecznie ukrywała przed czujnym okiem matki. Wiedziała, że Cybil jej nie zdradzi. Zerknęła jeszcze raz na swoje odbicie, aby ocenić ostatni raz swój ubiór.
Miała na sobie jasną, jedwabistą bluzkę o miękko opadającym kołnierzu. Materiał subtelnie połyskiwał w świetle, podkreślając delikatne załamania na rękawach podwiniętych do łokci. Bluzka była swobodnie wpuszczona w spodnie, a te z kantem, sięgające powyżej talii, perfekcyjnie modelowały figurę. Tkanina w delikatną kratę dodawała im wyrafinowania, a szeroki pasek podkreślał talię, nadając całości wyrazistej linii. Nogawki zwężały się ku dołowi, kończąc tuż nad kostką, co odsłaniało smukłe stopy wsunięte w proste, jasne baleriny. Sięgnęła po miękki sweter pasujący do spodni, a różdżkę schowała za paskiem tak, że nikt jej nie zobaczy. Wtedy usłyszała bicie zegara. -O nie! - Zawołała uświadamiając sobie, że może się spóźnić jak dalej będzie się guzdrać. Porwała jeszcze rękawiczki i wybiegła z Burke Manor odprowadzana wzrokiem Tytanii, która nie wiedziała czy cieszyć się z entuzjazmu córki czy ją ganić. Chyba jednak uznała, że tym razem jej odpuści. Teleportacja na szczęście odbyła się sprawnie i bezpiecznie. Centralny Londyn powitał ja gwarem, który zagłuszał myśli. Zaraz jednak znalazła się na Pokątnej i mogła odetchnąć z ulgą. Nigdy nie przepadała za przebywaniem w tłumie pełnym mugoli. Nie czuła się bezpiecznie w ich otoczeniu. Pokątna przyniosła tą ulgę. Stanęła na ulicy i poczuła czyjś wzrok na sobie. Dostrzegła jednego z klientów Borgina i Burkesa, skinęła nieznacznie głową i uśmiechnęła się delikatnie, co wywołało lekką konsternację. Nie przejęła się tym zupełnie, była w wyśmienitym humorze. Ruszyła w stronę Delikatesów Sugarpluma, gdzie miała spotkać się z Bradfordem. Dostrzegła jego osobę tuż przed wejściem, on sam też przyciągał spojrzenia. Należał do przystojnych mężczyzn, ale to nią się zainteresował. Poczuła przypływ dumy i pewności siebie. Krok się wydłużył, plecy wyprostowała jeszcze mocniej - biła od niej kobiecość jakiej wcześniej w sobie nie czuła, ale teraz chciała, aby każdy ją dostrzegł. Łowiąc jego spojrzenie uśmiechnęła się szeroko; nie ukrywała swojej radości, że została dostrzeżona. Parę spojrzeń podążyło za nią, jakby jej uśmiech był rozdawany też im. Zapragnęła znów być blisko niego, usłyszeć tembr głosu, poczuć splecione palce i gorący oddech. Wspomnienia z altany powróciły do niej ze zdwojoną siłą, tak samo jak pewne sny, które od jakiegoś czasu ją nawiedzały. Takie, o których nie mówi się na głos. Poczuła przedziwny żar, który rozpalił się pod skórą żywym ogniem. Wciąż uczyła się siebie nowej, takiej jakiej nie znała do tej pory. Przystanęła bliżej czarodzieja otulona zapachem jaśminu. -Wspaniały dzień. - Powiedziała na powitanie, a jej głos nabrał aksamitnej gładkości.

|Sen
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
18-02-2026, 17:27
Jeszcze z samego rana był w rezerwacie, by odwiedzić odpoczywające w izolatkach stworzenia. Doglądał ich, sprawdzał stan i uzupełniał kartoteki, póki smoczognik nie skorzystał z okazji i wyślizgnął się, rozprószywszy ogień pod stołem badaczy. Wybuchło zamieszanie, z jednych różdżek trysnęła woda, z drugich zaklęcia chwytające zwierzę. Rozproszony Bradford w pierwszej chwili nie wiedział, co się wokół niego dzieje, póki nie dotarły do niego zaaferowane głosy pracowników.
— Z głową w chmurach! — fuknęła starsza badaczka, cmokając z niezadowoleniem i pogoniła go z budynku. Pracownicy rezerwatu doskonale wiedzieli, że w życiu Bulstrode’a ma mieć miejsce wielkie wydarzenie. W ostatnich dniach coraz częściej zdarzało mu się rozproszyć i zapomnieć, bo pomimo usilnych prób skupienia na pracy, myśli stale uciekały do sylwetki panny Burke.
— Już mnie tu nie ma! — odparł w ramach przeprosin, unosząc ręce w akcie poddania. Czyli nic tu po nim!
Resztę poranka spędził na przygotowaniach do spotkania z ukochaną, gdzie przygotowania, to dużo powiedziane. Im bliżej mu było do pory wyjścia, tym większy zawiązywał się w brzuchu supeł. Nie lubił tego w sobie, zdenerwowania, utrudniającego skupienie. To nie żadne wątpliwości, czy obawy, żadne odgrywane w głowie scenariusze, a zwykła niecierpliwość. Wszystko odchodziło w niepamięć, jak za dotknięciem różdżki, kiedy tylko Primrose pojawiała się na horyzoncie, więc nie widział innego sposobu, jak opuścić Hethmere Keep i udać się do Londynu przed czasem.
Stanął na Pokątnej z drobnym bukietem kwiatów w dłoni. Konwalie i niezapominajki przewiązane wąską, kremową wstążką były na tyle małe, aby nie rzucały się przesadnie w oczy i nie ciążyły podczas spaceru, a ich zapach był subtelny i niedominujący. Odruchowo przeczesał ciemne włosy, choć wcale nie wymagały poprawiania. Przygotował się na to spotkanie, wiedząc, że majowe słońce miało ich tego dnia rozpieścić. Bawełna koszula o gładkim splocie w kolorze kości słoniowej była niedopięta na ostatni guzik, gdyż zdecydował się zrezygnować z krawata. Jej brzeg wsunięty był w kamienne spodnie z kantem, a na wierzch narzucił butelkowozieloną marynarkę z kremową poszetką. Brązowe, skórzane loafersy korespondowały z zegarkiem na cienkim pasku, na którego tarczę spoglądał co jakiś czas, upewniając się, że wyczekiwana towarzyszka nie jest jeszcze spóźniona.
— Jak kocha, to przyjdzie! — zawołała ekspedientka ze sklepu naprzeciwko, poprawiająca układ owoców na wystawie. Bulstrode drgnął, jakby wyrwany z zamyślenia i skłonił się kobiecie głową z uśmiechem. Mam taką nadzieję, odpowiedział w myślach, nie otwierając nawet ust, bo oto kątem oka dostrzegł zbliżającą się sylwetkę.
Kroczyła w jego stronę z szerokim uśmiechem na ustach, a Bradford wierzył, że przeznaczony był wyłącznie dla niego. Proste plecy, uniesiona broda, błyszczące spojrzenie — emanowała pewnością siebie, niepowtarzalnym blaskiem, w którym chciał się ogrzewać. Kąciki jego ust uniosły się tym wyżej, gdy przypomniał sobie, że już wkrótce będzie mógł w nim przebywać przez cały czas. Wybrane przez nią na tę okazję spodnie wcale go nie zaskoczyły. Primrose wielokrotnie podkreślała swoją niezależność pod kątem mody, co zresztą bardzo sobie cenił. Zwiewny materiał jedwabistej bluzki podkreślał lekkość tego dnia, przy delikatnym powiewie wiosennego wiatru zaznaczając krągłości smukłej figury.
— Staje się coraz piękniejszy — przytaknął na entuzjastyczne powitanie, dając się owiać zapachowi jaśminu. Nie widział jej od kilku dni, a wspomnienie spotkania w altanie nadal było w nim żywe, tym mocniej powracając teraz, kiedy nachylał się do ukochanej, by w ramach powitania musnąć wargami jej policzek. Zdenerwowanie, które towarzyszyło mu jeszcze przed momentem, zaczęło odchodzić w zapomnienie. — Stęskniłem się za tobą — szepnął jeszcze, nim się wyprostował i wręczył kobiecie bukiet kwiatów. — Mam nadzieję, że jesteś wypoczęta po wczorajszym świętowaniu, bo czeka nas wiele atrakcji  — przybrał nieco teatralny ton, bo żadne wielkie atrakcje nie były w planie. Zapowiedział się ze spacerem i piknikiem, podczas którego mieli wypoczywać na łonie natury, korzystając z pięknej, majowej pogody, choć na moment zatrzymać się w tej przedślubnej gonitwie i zwyczajnie ze sobą pobyć.
Zaprosił Primrose do środka, w przejściu na moment układając dłoń na jej plecach. Krótka chwila bliskości, którą wyrwał dla siebie (dla nich?) w zatłoczonej sferze publicznej, której wprost nie mógł się oprzeć. Już po przekroczeniu progu sklepu, uderzyła ich mieszanina zapachów świeżego pieczywa i soczystych owoców.
— Przyznaję, że miałem pewien problem w skompletowaniu idealnego koszyka na piknik. Dlatego pomyślałem, że zaczniemy od wyboru tego, na co mamy ochotę — oznajmił, a u ich boku natychmiast znalazł się koszyk, gotowy do pakowania produktów. — Bagietka, czy maślane bułeczki? — Wkroczył do działu z pieczywem, posyłając Primrose spojrzenie z ukosa, starając się, by błękitne oczy nie zdradziły, że ma ochotę na nieco inny posiłek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
19-02-2026, 14:21
Dostrzegła spojrzenia, które kierowały się w ich stronę. Zakładała, że patrzyli na Bradforda. Na jego nienachalną elegancję i styl, ale dostrzegła, że patrzyli też na nią, z pewnym podziwem, a może zazdrością? Tego nie była pewna, jednak zamiast się speszyć poczuła jeszcze większy przypływ pewności siebie. Chciała błyszczeć, chciała być dostrzeżona i chciała, aby narzeczony spoglądał na nią jak to czynił właśnie teraz.
Ślad po muśnięciu wargami zostawił niewidzialny, palący ogniem, znak na jej skórze. Na twarz wypłynął zdradliwy rumieniec, a jej myśli krążyły wokół ostatniego spotkania. Nie była pewna, czy będzie wstanie się skupić na czymkolwiek innym jak bliskość mężczyzny. Opanuj się! Skarciła się w myślach, a jednocześnie nie chciała walczyć z tym głodem. Ujęła podarowany jej bukiet, a opuszkami palców dotknęła z czułością płatków niezapominajek. Na ustach pojawił się łagodny uśmiech, a zielone oczy zalśniły uczuciem radości jakie jej towarzyszyły od momentu jak przystanęli pod sklepem. Odchrząknęła nieznacznie. -Również wyczekiwałam tego spotkania. - Przyznała ciszej, jakby bała się, że ktoś będzie podsłuchiwał ich rozmowę. O wiele łatwiej było pewne słowa przelać na papier i wysłać sową niż mówić własnym głosem. Panna Burke jednak nie należała do strachliwych osób, choć jeśli miałaby wybierać pomiędzy wejściem do nieznanej lokacji otoczonej zabezpieczeniami, a wyrazić na głos swoje uczucia, to wybierała to pierwsze. Typowe Burke, który nie zdradza tego co się kłębiło w sercu. A przecież ledwo co sama mówiła bratu, by się otworzył bardziej przed żoną. -Wczoraj spędziłam miłe popołudnie w towarzystwie rodziny. Była przejażdżka konna, gra w bilard i pieczenie pianek w kominku. - Zaśmiała się cicho na wspomnienie poprzedniego dnia kiedy miała urodziny. Matka z ojcem nie krzywili się jak siedziała przed kominkiem i niczym dziecko żartowała i wygłupiała się z rodzeństwem oraz Vivienne. Tego dnia mogła znów cieszyć się beztroską. -Także jestem wypoczęta. - Zapewniła mężczyznę kierując się do wnętrza sklepu.
Delikatny gest, trwający dosłownie chwilę sprawił, że wzdłuż kręgosłupa przebiegł ją dreszcz. Z jednej strony wolał, aby trzymał dystans bo wspomnienia z altany były zbyt świeże, a z drugiej pragnęła tego dotyku. Czuła, że będzie to jedno z tych spotkań, które przyniesie jej wiele satysfakcji ale również prawdziwej tortury. Zaraz jednak jej umysł został przejęty przez mieszaninę zapachów jaka uderzyła w nich od progu. Uniosła wzrok na narzeczonego gdy wspomniał o skompletowaniu własnego koszyka. Pod jego spojrzeniem zrobiło się jej gorąco. Czy ślub nie mógłby się odbyć już jutro? Zaraz jednak swoją uwagę przeniosła na pieczywo. -Bagietka. - Odpowiedziała zdecydowanie. -Przeczuwam, że słodyczy będzie dziś aż nadto. - Dodała uśmiechając się przy tym przekornie i zaraz skierowała swoje kroki do działu z serami gdzie głowiła się pomiędzy dojrzałym cheddarem a kremowym brie z lekką nutą trufli. Ostatecznie wybrał Bradford, ale nie była pewna który rodzaj czy obydwa, bo jej myśli krążyły już wokół owoców, gdzie znajdowały się soczyste truskawki oraz winogrona kuszące swoim wyglądem. W końcu zdecydowała, że obydwie pozycje wylądują w ich koszyku.
W drobnych dłoniach znalazła się puszka ciasteczek migdałowych, po które aż musiała się wspiąć na palce, aby po nie sięgnąć, a i tak ledwo ją dotykała. To narzeczony zdjął łup z półki i jej go podał. Musnęła przy tym opuszkami jego dłoń zupełnie nie kryjąc się z tym gestem. Wkładając je do koszyka posłała mu nieznaczny uśmiech. Zaraz przystanęła obok stoiska z lodami. Przygryzła dolną wargę z cichym zamyśleniu. Czy nie była zbyt zachłanna w tym doborze łakoci na piknik, ale w końcu mieli świętować i być sobą. Obejrzała się na Bradforda, a w brzuchu wzbiło się stado motyli. Jak tak reaguje na samą jego obecność, co będzie jak cię dotknie. Ja już wiem co będzie! Musiała oddalić niepokorne myśli. Zdecydowanie miała ochotę na lody. Potrzebowała ochłody. Wybrała te o smaku mięty z czekoladą. -Gdzie idziemy? - Zapytała gdy już koszyk był skompletowany, a ona w jednej dłoni trzymała lody w rożku, a w drugiej podarowany jej bukiet.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.