• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Jezioro Hogwartu
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 21:03

Jezioro Hogwartu
Tafla jeziora leży nieruchomo niczym lustro, w którym Hogwart ogląda własne odbicie, przemywając kamienne wieże w chłodnej, cichej wodzie. Wodorosty lekko falują tuż pod powierzchnią, muskając dno drewnianych łodzi czekających cierpliwie przy brzegu. Powietrze przesycone jest zapachem wilgoci i ziół rosnących na brzegu, a mgła unosi się nisko, oplatając trzciny delikatnym woalem. Subtelna magia objawia się w ruchu, niemal niedostrzegalnym – czasem taflę zmarszczy leniwy ruch ogromnej ryby lub cień przepływających w głębinie trytonów. W nocy jezioro świeci łagodnym, srebrzystym blaskiem, jakby samo magazynowało gwiazdy, by potem zwrócić je światu w delikatnych, chłodnych odblaskach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
17-12-2025, 12:27
30 kwietnia 1962 r. Zjazd Absolwentów

Zlot Absolwentów nie był wydarzeniem, które Scamander wpisałby do swojego kalendarza bez chwili zawahania. Ostatni raz widział mury starego zamczyska siedemnaście lat temu, czyli praktycznie równo polowe swojego życia. Ten fakt akurat sprawił, że na ustach byłego Krukona pojawił się krótki uśmiech. Ta na swój sposób ironiczność sytuacji pchnęła go ku myślom na temat tego, że faktycznie tęsknił za Hogwartem. Wiązał z tym miejscem mile wspomnienia i samo zamczysko zawsze stanowiło dla niego miejsce, gdzie czuł się na miejscu. Atmosfera szkoły, ogromna biblioteka i sale pełne rekwizytów, oraz część z nauczycieli przywodzili mile wspomnienia.
Towarzysko dla Scamandera była to perspektywa ogromnych katuszy związanych z torturami rozmów z dawnymi znajomymi. Nie żeby ich nie lubił w tamtym czasie, on po prostu nie posiadał przesadnie pojemnej baterii społecznej. Co objawiło się bardzo szybko, kiedy po uroczystym rozpoczęciu Zjazdu Scamander bardzo szybko ulotnił się na samotną wycieczka szlakiem wspomnień.
Bardzo kuszące wydawało się wybranie na wieżę Krukonów, gdzie spędził większość czasu jego obecności w Hogwarcie. Lecz po chwili namysłu Scamander postanowił udać się w pierwszej kolejności poza mury zamku. Przemykał korytarzami, przypominając sobie o skrótach i przejściach, tak by uniknąć zaczepek i dotrzeć na miejsce jak najprędzej.
Po kilku chwilach wydostał się na rozlegle tereny rozpościerające się wokół wiekowego zamku. Krotki spacer doprowadził go do celu, którym było jezioro. Charakterystyczny punkt w krajobrazie zamczyska zaczynał lśnić srebrzysta poświatą, co sprawiało, że zachwyt mieszał się ze wspomnieniami.
Będąc jeszcze nastolatkiem Gethen bywał tutaj nie jednokrotnie, prowadząc obserwacje istot żyjących w jeziorze na potrzeby OPCM, ćwicząc w spokoju i samotności dykcję, lub rzucanie zaklęć. A czasem po prostu, by z tej perspektywy przyglądać się fantastycznemu widokowi artefaktu stuleci. Nie raz i nie dwa zaobserwował różne ciekawe zjawiska wokół zamku, które były efektem działań magii, magicznych stworzeń, duchów i innych zjawisk, które zachodziły w tym miejscu.
Kiedyś nawet przekonał kilku Ślizgonów, aby wpuścili go do Pokoju Wspólnego, by mógł rzucić okiem na dno jeziora. Widok był fantastyczny i pomimo niechęci Scamandera do magicznych stworzeń, obserwował jak zafascynowany świat zza grubej szyby. Natura badacza odzywała się w nim często, zmuszając również do łamania ograniczeń jakie Scamander sam sobie stawiał, nawet podświadomie.
Zatrzymał się na brzegu lśniącego jeziora, wznosząc spojrzenie na ciemny obrys zamczyska. Witraże Wielkiej Sali były rozświetlone, to tam właśnie trwał bal, po tafli wody niósł się również dźwięk muzyki zniekształcając je odrobinę.
Z tego miejsca Gethen widział wieże i szklarnie, każdy korytarz wydawał się tonąć w świetle i zamek wyglądał jak inny, żywy świat odgrodzony od szarej rzeczywistości grubym murem utkanym z magii. Gdzieś na jednym z balkonów zamajaczyła powłóczysta, srebrna suknia ducha, znikając po chwili w ciepłym świetle pochodni uwieszonych na korytarzach.
Gethen złapał się na tym, że mógłby tutaj wrócić, nie jako uczeń, a może jako nauczyciel? Historia Magii była jego konikiem, dodatkowo spędzał wiele czasu na poznawaniu historii i tajemnic zamczyska. Ale nigdy się na to nie zdecydował, Departament Tajemnic okazał się być miejscem, gdzie odnalazł swoje powołanie i spełnienie.
Skrzyżował ręce na piersi, jego czarna szata z delikatnymi zdobieniami w chabrowej barwie powiewała swobodnie na delikatnym wietrze. W okularach historyka odbijały się światła Hogwartu a jego twarz oświetlała srebrzysta aura jeziora. Wyglądał odrobinę jak posąg, ponieważ rozmyślał w ciszy myśląc o wspomnieniach, jakie do niego powracały z każdą chwilą. Delikatny uśmiech malował się na jego ustach, to były dobre czasy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
18-12-2025, 12:27
Zlot Absolwentów przyciąga jego uwagę z jednego powodu – Hogwartu. Zamku, o którym słyszał tyle historii – najpierw z ust matki, potem innych członków jej rodu, a na końcu z powieści tych, których poznał, stawiając pierwsze kroki w dorosłości. Zjawia się tu kierowany chęcią przekonania się, czy tajemnice, jakie skrywają te wiekowe mury, faktycznie są warte odkrycia. Zwłaszcza ta jedna, dotycząca otwartej przed laty Komnaty Tajemnic, która, według jego wiedzy, zabrała jedną ofiarę w postaci szlamy, rzekomo za jej los odpowiadała akromantula; czy natknie się na kogoś, kto pamiętał te wydarzenia i będzie skłonny opowiedzieć tę historię ze swojego punktu widzenia?
Przemierzając szkolne korytarze, czuje zaledwie zalążek ekscytacji; brakuje mu towarzystwa przewodnika, który byłby na tyle uprzejmy, aby oprowadzić go po labiryncie hogwarckich zakamarków, ale jego brak, chociaż czasem dotkliwy, gdy kilkukrotnie gubi się w rozgałęzieniach, jednocześnie sprawia, że ma okazję przetestować swoją orientację w terenie. Wie już, mijając jeden z wielu posągów, a potem także niematerialny byt, który znika w jednej ze ścian, że bardziej od samego zamku do gustu przypadły mu tereny do niego przylegające. Zakazany Las z tym całym zapleczem niebezpieczeństwa, jaki się tam skrywa. I jeziora, może zwłaszcza jezioro.
Krocząc przez chłodne, kamienne korytarze, wsłuchuje się w echa dawnych rozmów, które zdają się odbijać od ścian niczym strzępy zapomnianych zaklęć. Każdy zakręt prowadzi go do nowych, niewidzianych wcześniej sal, czasem zamkniętych na cztery spusty, czasem otwartych i zapraszających do środka. Gdzieś na którymś piętrze natyka się na portret czarownicy o surowym spojrzeniu – zastanawia się, ile widziała przez te wszystkie lata i czy zna odpowiedzi na dręczące go pytania. Zatrzymuje dopiero przy drzwiach prowadzących do Wielkiej Sali, gdzie gra muzyka, jednak nie odczuwa potrzeby, by dołączyć do gwaru – ciekawość pcha go dalej, ku mniej oczywistym miejscom.
W końcu opuszcza mury zamku, przechodząc przez rozległy dziedziniec, gdzie trawa jest niemal lśniąco zielona, a powietrze przenika subtelny zapach wilgoci. Kroki kierują go ku Zakazanemu Lasowi. Mimo ostrzeżeń powtarzanych przez pokolenia absolwentów, czuje nieodpartą pokusę, by zbliżyć się do granicy drzew. Ostatecznie jednak schodzi ścieżkę na brzeg jeziora, rozciągającego się spokojnie u stóp zamku. Tafla wody odbija poszarpane kontury wież Hogwartu. Zatrzymuje się na moment, by zaczerpnąć oddechu i wtedy dostrzega wynurzający się z mroku zarys ludzkiej sylwetki.
- Jest pan absolwentem Hogwartu? – pyta, mijając mężczyzna, by znaleźć się bliżej akwenu. Poświecą mu jedynie ulotne spojrzenie, bo jednak tafla wody absorbuje całą jego uwagę - Co żyje w jeziorze? - Poza druzgotkami i trytonami, dodaje w myślach, bo przecież wiedział już wcześniej, jakie stworzenia można spotkać na dnie jeziora; podpytał o to Billy'ego, aby nie wyjść na ignoranta rzez wielkie "i", lecz może ten mężczyzna, o oczach oprawionych szkłami okularów, wie cos, czego Travers jedynie się domyśla? - I jakiej głębokości jest ten akwen?
Podchodzi bliżej brzegu, kuca nieopodal miejsca, gdzie dotyka go woda i bezceremonialni zanurza w jej grantowej toni dłoń; jest zimna. tak różna od temperatury, jaka panowała w Wielkiej Sali, gdzie odbywały się tańce i jednocześnie dużo bardziej przyjemna.
- Uczniowie pobierają tu naukę pływania? Proszę powiedzieć mi czy to prawda, że pierwszoroczni przeprawiają się łódkami przez jezioro?
Nieroztropność dyrektora - krzywi się lekko, lecz na szczęście jest obrócony do mężczyzny plecami, toteż nieznajomy, trwający w swojej niewzruszonej pozie, nie może dostrzec tego niewyraźnego, przebiegającego przez jego twarz grymasu - a może pierwszy sprawdzian kształtowania hartu ducha? I - ważniejsze - gdzie znajduje się hangar na łodzie?
W oddali, nadal ze wzrokiem wbitym w taflę jeziora, dostrzega na jego powierzchni pierwsze zmarszczki, jedno koło za drugim, po czym oczom Flinta ukazuje się czarny kształt. Czyżby wielka kałamarnica wyszła mu na spotkanie? Jak go przywita? Obejmie go swoim mackami i wciągnie w toń, a może zachowa ostrożność i nie zbliży się do niego na odległość kilku metrów?
Na ustach Leopolda pojawia się krzywizna uśmiech. Łatwo może sobie wyobrazić, jak celuje do niej z kuszy, a jej cielsko przeszywa bełt; cielsko, które dobrze sprawdziłoby się w roli trofeum. Jakiego koloru jest jej krew? Atramentowego?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
19-12-2025, 12:44
Wielu zapominało o tym, że Hogwart był twierdzą, zamkiem wzniesionym na klifie, otoczony jeziorem i wymagającymi górami. W środku zamczysko stanowiło niesamowity labirynt, w którym nieuważny spacerowicz mógł bardzo szybko się zgubić, a to czy zostałby odnaleziony, nie było takie oczywiste. Uczniowe na początku swojej edukacji bardzo często się gubili, dlatego wszyscy raczej trzymali się tras, które pokazywali prefekci. A potem z czasem każdy bardziej odważny poznawał zamek i zapamiętywał trasy. Istniały również mapy, które mniej lub bardziej uwzględniały ruchome elementy zamku. Bo ważnym było pamięta, że schody potrafiły mieć humory i niekoniecznie chciały współgrać ze swoimi pasażerami.
W młodości Scamander bardzo często wypuszczał się na eksplorację w wolnym czasie, czasem znajdował kompana, a czasem sam przemierzał niekończące się korytarze.
Minęło już sporo czasu, kiedy ostatni raz tutaj był, ale to nie znaczyło, że już nie czytał nic na temat Hogwartu i jego tajemnic. Zamiłowania historyczne ciągnęły go do wielu ciekawostek minionych czasów. A maja okazje spędzić kilka lat w jednym z najwiekszych, magicznych zamczysk nie byłby sobą, gdyby po prostu zapomniał o tym wszystkim. Teraz wspomnienia ożywały, łapał się na tym, że pewna ekscytacja go obejmuje kiedy przechadzał się starymi korytarzami i doskonale wie, co znajduje się za obrazami, albo gdzie są ukryte tajne drzwi.
Zamyślony w pierwszej chwili nie dostrzegł, że ktoś się do niego zbliża, dopiero głośniejsze kroki i głoś uprzedziły Scamandera, że nie jest już tutaj sam. Historyk poprawił okulary przenosząc spojrzenie z więź zamkowych na postać Leopolda.
- A tak, jestem. Gethen Scamander. - Gethen kiwnął głową przywołując na usta lekki uśmiech, po chwili przeniósł wzrok z powrotem na zamek. - A pan? Gdzie pan pobierał nauki? - Zagadnął zakładając, że nieznajomy nie jest tutejszym wychowankiem i nie mylił się, bo po chwili ten zadał kolejne pytania.
- Jezioro ma wielu mieszkańców, o trytonach i druzgotach na pewno pan słyszał. - Scamander odsunął się odrobinę od brzegu, wody się nie bał, ale wiedział czego oczekiwać od tego, co może kryć się pod powierzchnia wody.
- Od tych całkiem małych, jak plumki czy traszki dwugłowe, przez topki, latające koniki morskie i ropuchy. Po kelpie, które są niezwykle imponujące i były spekulacje, że mogły się tutaj tez pojawić Hipokampus, ale je łatwo pomylić z kelpią. - Scamander zaczął mówić i widocznie Leopold trafił w bardzo dobry temat, bo Scamander z ochotą odpowiadał na jego pytania. - A największym mieszkańcem jest wielka kałamarnica. Chociaż nigdy jej nie widziałem, także pozostaje ufać nauczycielom i książkom. - Podszedł trochę bliżej Leopolda.
- Trudno powiedzieć, probowano to sprawdzić, ale kolonia trytonów i żyjące tutaj stworzenia są dość ciekawskie i bardzo terytorialne. Poza tym to jest górskie jezioro, wiec jego dno jest bardzo nieregularne. Polecam przejść się do lochów i zajrzeć do Pokoju Wspólnego Slytherinu, stamtąd można obejrzeć dno jeziora. - Scamander wskazał na fragment, gdzie zamek górował na srebrną taflą wody. - Jest to wyjątkowe widowisko, czasami nawet co ciekawsze trytony zagląda przez szybę.
- Raczej nieliczni, większość nie ma odwagi. - Sam Scamander nigdy nie wpadł na pomysł na pływania w tym jeziorze, przede wszystkim dlatego, że jego kondycja pozostawiała wiele do życzenia a woda zawsze była tutaj okrutnie zimna.
Wspomnienie o łódkach płynących z pierwszorocznymi sprawiło, że na ustach Scamandera pojawił się nikły uśmiech. Było to z jednej strony przerażajace doświadczenie, a z drugiej nie mógł się napatrzeć na oświetlony zamek tonący w ciemnościach. Tego się nie zapomina.
- To prawda. Łódki są zaczarowane i płyną do ukrytego przejścia w skalach, gdzieś mniej więcej tam. - Scamander wskazał na skalistą podstawę zamku, niedaleko od tego miejsca, gdzie wcześniej ulokował lochy Slytherinu.
Gethen przenosi spojrzenie na tafle wody, cichy plusk dotarł do jego uszu i nauczony doświadczeniem wolał jednak zachować czujność. Jego wzrok powędrował do pochylonego Leopolda, który mącił wodę dłonią.
- Lepiej nie mącić wody, ja jestem kiepskim pływakiem, a to co może stąd wypłynąć raczej nie da nam szansy na ucieczkę. - Zauważył uprzejmie i dotknął delikatnie ramienia Leopolda, dając mu znać, że lepiej aby odsunął się od wody.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
27-12-2025, 20:29
Scamander?
Nazwisko przykuwa jego uwagę.
- Miło poznać, panie Scamander - jego słowa wydają się całkiem szczere, gdy wyciąga dłoń ku mężczyźnie. – Leopold Flint - przedstawia się, ucisnąwszy mu rękę w geście powitania i zapieczętowania nowej znajomości. –Jestem absolwentem Durmstrangu. Hogwart, aż do dziś, znałem tylko z opowieści krewnych mojej matki.
Przeniósł wzrok na jezioro, podchodząc bliżej, by zmniejszyć dystans, jaki dzieli go od brzegu, i przyjrzeć się jego pomarszczonej, niepokojonej wiatrem tafli. Opowieści o trytonach i druzgotkach, które ponoć zamieszkiwały głębiny jeziora, nie budzą w nim lęku, a nawet wręcz przeciwnie – rozniecają w nim płomień niezdrowej ciekawości. Uśmiecha się lekko, ciut wyzywająco pod nosem, zupełnie jakby znał te potwory osobiście i był gotów stawić im czoła, jeśli tylko się pojawią.
Jednocześnie coraz mocniej czuje, jak coś w środku wzywa go, by zrzucił krępującą szatę i zanurzył się po pas w chłodnej wodzie. Dawno nie pływał, a wspomnienie ruchów ciała swobodnych jak nigdy, przeszywanych orzeźwiającym chłodem, szepcze pokusy. Już niemal czuje na skórze dreszcz – najpierw wywołany dotykiem lodowatej wody, potem rozchodzący się po ciele, gdy zanurza się coraz głębiej, a organizm dostosowuje się do zimna. Na moment zanurza się w tej wizji, myśli tylko o tym, jak jego ciało z łatwością przecina taflę, jak schodzi pod wodę coraz niżej, aż cisza i przytłumione światło stają się jego jedynymi towarzyszami. Zatrzymuje powietrze w płucach, aż palący, nieubłagany ból zaczynał rozsadzać mu klatkę piersiową. Wtedy zawsze, wynurzając się gwałtownie, łapiąc do ust łapczywe hausty powietrza, czuje, że naprawdę żyje.
Głos Scamandera wydobywa go z otchłani myśli i pomaga mu powstrzymać tą walczącą o dominacje pokusę, a jednocześnie ,dostrzegając kątem oka ruch, a potem wynurzającą się z wody masywną sylwetkę, nie spuszcza ją z oczu. Morska istota nie podpływa bliżej, przypatruje mu się z bezpiecznej odległości, a on, nieruchomiejąc, odwdzięcza się jej tym samym zainteresowaniem, zdeterminowany, by prowadzić ten niewerbalny dialog aż do świtu, jeśli to nakłoniłoby kałamarnice do podpłynięcia bliżej.
- Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, że kelpie i hipokampusy mogłoby żyć ze sobą w symbiozie w jednym jeziorze. - Widział kiedyś olbrzymi gabaryt Nessie. Przepiękna bestia. Szkoda, że objęta ochroną. – Jest pan spokrewniony z magizoologiem Newtonem Scamanderem? Czy to jedynie zbieżność nazwisk?
Może faktycznie powinien udać się do lochów i zajrzeć do Pokoju Wspólnego Slytherinu, lecz póki co myślami jest gdzie indziej - przy samonawigujących się łodziach.
- Podejrzewam, że organizatorzy Zjazdu nie otworzyli dla przejezdnych możliwości przepłynięcia jeziora łodziami?
Wraz z tym pytaniem w jego głowie rodzi się myśli, że przecież zawsze mógłby znaleźć hangar, zabrać jedną z hogwarckich łodzi i wypłynąć na środek jeziora na własną rękę, lecz tak, jak jego dłoń mąci wodę, tak ciężar ręki Gethana na jego ramieniu, rujnuje spokój morskiego stworzenia, tym samym chwilowo niwecząc wysiłki Flinta. Kałamarnica częściowo znika pod wodą.
- Wiem, co robię. Proszę się odsunąć. Tylko ją pan płoszy – mamrocze, głos zniżając do niemal szeptu. Skuszony powieściami Billy'ego o wielkiej kałamarnicy, chce ją zobaczyć. W całej okazałości.
Chociaż nie do końca wie co robi. Wciągając do płuc haust chłodnego powietrza, kieruje się nabytym podczas polowań instynktem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
02-01-2026, 12:21
Nazwisko Gethena przykuwało uwagę i sprowadzało na niego wiele powtarzających się pytań. Chociaż on sam pozostawał w cieniu i nikt o nim nie słyszał, tak jego wuj swoimi osiągnięciami badawczymi sprawił, że Scamander stało się nazwiskiem znanym wśród czarodziejskiej społeczności. Kuzyn ojca w pewien sposób otworzył Scamanderom drogę do poszerzenia badawczych zamiłowań, którymi charakteryzowali się ludzie z tym nazwiskiem w wielu dziedzinach.
Gethen uścisnął podana dłoń, a kiedy Leopold się przedstawił na twarzy historyka pojawił się grymas zamyślenia. Leopold Flint, cos mu to mówiło i mial wrażenie, że czytał o kimś takim jak właśnie Leopold Flint.
- Durmstrang, równie imponująca akademia i niezwykle ciekawa. - Scamander pokiwał głową z uznaniem. - Jak się panu podoba Hogwart?
Przez chwile Gethen ma wrażenie, że jego towarzysz odpłynął myślami wpatrzony w czarną toń jeziora. Historyk ma wtedy chwile na dopasowanie jego personaliów do twarzy i tego, co pamięć mu podpowiada. Zacięty wyraz twarzy Leopolda przypomina mu pewne zdjęcia z Proroka i wtedy wątpliwości zamieniają się w odpowiednie informacje. Skojarzył Leopolda z wyścigami granianów. Chociaż sam Scamander nie był wielkim kibicem sportowym, to jednak gazety czytał w całości i nawet nieźle orientował się w tym, co dzieje się w magicznym świecie.
Chwila ciszy i pojawiający się zarys istoty w wodnej toni odwracają uwagę Scamandera od ciszy i atmosfery zamyślenia. Kiedy Leopold toczył walkę z pokusą, Scamander poczuł niepokój, dostrzegając cos w wodzie.
- Hipotez jest bardzo wiele, mniej lub bardziej absurdalnych, także akurat obecność tych dwóch gatunków na raz w tym miejscu, gdzie terytorium jest już mocno zawładnięte, jest po prostu niemożliwa. Chociaż jak znam fantazję tutejszych nauczycieli i gajowego, wszystko jest możliwe. - Gethen poprawił okulary na nosie, co stanowiło dość charakterystyczny gest dla tego czarodzieja.
- To mój wuj. - Skinął głową na wspomnienie o Newcie. - Byli z moim ojcem bliskimi kuzynami, kiedyś razem badali smoki. - Dodał po chwili odrywając wzrok od jeziora.
- A pan? Czy dobrze kojarzę pana z wyścigami granianów? Nigdy na takowym nie byłem, ale z prasy pana nazwisko jest mi znajome. - Zagadnął zaciekawiony osobą Leopolda.
- Nie kojarzę aby w harmonogramie było o tym wspomniane. - Gethen pokręcił głową. - Chociaż wielu absolwentów pewnie chętnie znów by się nimi przepłynęło. Zamek z perspektywy łódki robi niesamowite wrażenie. - Sam Scamander raczej nie powtórzyłby tego doświadczenia, chyba że nie byłoby innego wyjścia.
Obecność wodnej istoty wprawia Scamandera w pewien rodzaj niepokoju. Zwykle trzymał dystans od większych istot i nie wchodził w drogę większości z magicznych stworzeń, tak dla spokoju ducha i od kiedy smoki wprowadziły w jego życiu wiele zmian, wolał po prostu nie zbliżać się za bardzo. Może gdyby nie wydarzenia z rezerwatu, byłby teraz kolejnym magizoologiem, lecz los widocznie chciał inaczej.
Scamander zabiera dłoń i wycofuje się do linii trawy, skoro Flint jest tak bardzo rządny wrażeń, kimże on jest, by mu to utrudniać. Chociaż przyzwoitość nie pozwala Gethenowi się odwrócić i odejść bez słowa. W dłoni Scamandera pojawia się różdżka, która wysunęła się z rękawa szaty czarodzieja i czując napięcie obserwuje ryzykowne poczynania Leopolda. Gotów zainterweniować w każdej chwili, chociaż w obliczu Wielkiej Kałamarnicy nawet ich dwóch miało marne szanse na jakiekolwiek działania.
Słyszał, że wychowankowie Durmstrangu wychowani w dyscyplinie często było skłonni do ryzykowania i podejmowania się niebezpiecznych wyzwań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.