• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Zaułek przy stacji Camden
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:50

Zaułek przy stacji Camden
Wąska, brukowana uliczka tuż obok stacji Camden otoczona jest starymi, ceglastymi kamienicami o popękanych elewacjach. Z fasad zwisają porośnięte bluszczem rynny, a na murach widać ślady dawnych szyldów i pożółkłe plakaty reklamujące nieistniejące już wydarzenia. W niektórych miejscach cegły zastąpiły łatane fragmenty z betonu, które kontrastują z odrapanymi drzwiami i przeszklonymi witrynami dawnych sklepików. Po obu stronach zaułka stoją rzędy metalowych koszy na śmieci, a na chodniku widać rozsypane kawałki starego szkła i papieru. Wzdłuż ulicy ciągną się rury instalacji, a tu i ówdzie widać zardzewiałe zawiasy i fragmenty zdemontowanych znaków. Zaułek ma surowy charakter, typowy dla przemysłowej części miasta, która niegdyś tętniła pracą i handlem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
30-12-2025, 23:22
9 kwietnia 1962
Po kryzysie poprzedniego tygodnia Fintan pomału zaczynał wracać do swojej zwyczajowej formy. Ludzie trochę mniej go irytowali, a wykalkulowane uśmiechy i przekonywujące frazesy przychodziły mu z większą łatwością. Wczorajszy dzień był dla niego naprawdę dobry pod względem utargu, a dzisiejszy zapowiadał się również całkiem obiecująco.
Zaczął od obskoczenia Hyde Parku, gdzie w jednej z dziupli utrzymywał stały punkt komunikacji z klientami. Czuł się trochę jak jakiś tajny agent albo bohater komiksu, który poprzez rozszyfrowywanie zakodowanych wiadomości był w stanie uratować świat. Niestety w tym przypadku Farley mógł być herosem co najwyżej swojej opowieści, a rzeczony świat ograniczał się tylko do jego własnego żywota i tego, czy następny dzień spędzi próbując podwędzić coś z losowo wybranego spożywczaka, czy też tym razem za parę monet będzie go stać na chwilę spokoju i ciepły posiłek w jakiejś podrzędnej knajpie.
Na niedbale oddartym kawałku pergaminu spisanych było pospiesznym pismem kilka słów: z pozoru były one nic nieznaczące, ale cwany diler doskonale wiedział jaki jest ich prawdziuwy, ukryty sens. Miał się spotkać z jednym ze swoich kupców o dziesiątej wieczorem w zaułku obok stacji Camden. To dawało mu sensowny punk zaczepienia wokół którego mógł poukładać resztę dnia. Jako, że już był w parku to mógł obejść go nieśpiesznym krokiem. Choć pogoda była dżdżysta, nie przeszkadzało mu to wybitnie: tak długo jak nie lało niczym z cebra nie miał nic przeciwko spacerów pod gołym niebem. I całkiem mu się poszczęściło, bo po niecałym kwadransie miał w swym posiadaniu znalezioną w żwirze dwufuntówkę i pół niedojedzonej i trochę rozmiękłej bułki, której niewielkie kawałki rzucał wszelkiemu ptactwu i wiewiórkom, które w wielkich nadziejach podbiegały do niego, kierowane głodem lub też łakomstwem. Sam Ciskając utoczoną w palcach kulkę ciasta wyjątkowo głośnej wronie zamyślił się nad tym, że też nie pogardziłby tym, by ktoś go nakarmił. Znaczy, miał opcje, ale coraz bardziej miał wrażenie że narzuca się swoją obecnością i żeruje na cudzej dobroci. Musiał sobie sam radzić, nie mógł polegać tylko na tym, co ofiarowali mu ludzie dobrej woli, znajomi i przyjaciele. Jeżeli naprawdę mógł kogokolwiek nazwać przyjacielem czy też przyjaciółką, bo dokładne zawiłości tychże pozostawały zamglone co najmniej jak londyńskie ulice podczas szarej jesieni.
A jak o londyńskich ulicach mowa, te czekały na niego tuż za parkowym ogrodzeniem. Jak zwykle gwarne, pełne ludzi spieszących się w jedną, drugą, trzecią i czwartą stronę świata, z milionem tych swoich pilnych spraw i naglących obowiązków. Ach, jakim luksusem było mieć standardowe troski przykładnych obywateli. Tych samych obywateli, którzy z obojętnością i perfidnie odwróconym spojrzeniem mijali leżących pod murami i w zaułkach bezdomnych, którzy swoją obecnością zanieczyszczali ten perfekcyjny świat i urokliwe ulice.
Dlatego Fintan nie miał wyrzutów sumienia, gdy przypadkiem wpadł na ewidentnie bardzo ważnego biznesmena, który parę kroków wcześniej kopnął czyiś papierowy kubek, z którego na wszystkie strony wyturlały się miedziaki skrzętnie ciułane przez starszego mężczyznę z wyjątkowo bujną i brudną brodą. Jeszcze mniej Fintan żałował, że przy tej okazji jego dłoń zanurkowała w kieszeń jegomościa i wyciągnęła stamtąd bardzo eleganckie, podłużne etui wykonane z gładko wyprawionej czarnej skóry, w którym to etui znajdowało się wieczne pióro. Uśmiechnął się pod nosem, chowając zdobycz za pazuchę i już rozważając, w którym lombardzie opchnąć znajdę. Wyrzutów sumienia z tego powodu mieć nie zamierzał, bo jeżeli facet traktował podobnym Fintanowi z takim brakiem szacunku, to Farley nie zamierzał traktować go ani odrobiny lepiej.
Parę godzin później, już bez pióra ale z paroma monetami w kieszeni, które zostały mu po kupieniu obiadu, przeszedł dokładnie tą samą ulicą przy tym samym żebraku z zapyziałą brodą, w przelocie wrzucając mu do kubka całego funta. Chętnie wrzuciłby mu więcej, ale musiał wymienić te pozostałe pieniądze na czarodziejską walutę, bo fintanowe długi niestety nie zamierzały spłacić się same. Po felernym początku marca, połączonym z pewną bardzo nie felerną wizytą na komisariacie, już prawie wyszedł na zero. Prawie było tu jednak słowem-kluczem, ale istniały całkiem spore szanse, że za tydzień, a już na pewno przed końcem kwietnia, problem balansowania pod kreską u jego dostawcy przestanie istnieć.
Po wizycie u Gringotta, z okazji bycia na Pokątnej podskoczył do cukierni Sugarpluma i kupił dwie jagodzianki. Jedną zjadł od razu, a drugą podrzucił skrzętnie zawiniętą w papierową torebkę do mieszkania Willow, wprost na kuchenny stół. Jak wróci z posterunku to będzie miała podwieczorek.
Będąc na miejscu zdrzemnął się na kanapie, wychodząc z dostatecznym zapasem czasu by przypadkiem nie natknąć się na rudowłosą czarownicę, bo broń Merlinie by go zatrzymała przed wyjściem o nieludzkiej porze. Pewnie i tak podejrzewała, że robił coś szemranego, nie musiał jej dawać kolejnych powodów do wściubiania nosa w jego bardzo nielegalne sprawy. Naprawdę, nie chciał kłopotać jej tym, że musiałaby go zgłosić odpowiednim służbom (sobie samej?).
Snuł się znów to tu to tam, tym razem w kociej postaci. Bardzo okrężną drogą dotarł w końcu do zaułka przy Camden, gdzie czekał schowany w ciemnościach. Bardzo lubił pojawiać się znienacka, dosłownie wyłaniać z nicości i napędzić nieco stracha klientom. Ludzie kupujący narkotyki tak często byli uroczo poddenerwowani i zdygani, jak gdyby za każdym rogiem tylko czaił się patrol magicznej policji gotowej zgarnąć ich za łamanie prawa. No i Fintan musiał jakoś utrzymywać renomę Lucky'ego, nie? Pojawiał się i znikał jak cień, senna mara, a czasem może i marzenie. Na pewno marzeniem jego klienteli było to, co im oferował.
Facet podskoczył tylko trochę, gdy już całkiem człowieczy Farley nagle pojawił się obok. Szkoda, choć ostatecznie lepiej tak niż jakby miał narobić rabanu. Wymienili parę zdań, w których odpowiednio zawoalowane słowa niosły właściwe znaczenia. Z ręki do ręki, jedna sakieweczka dyskretnie wymieniona na drugą. Ktoś coś zyskał, ktoś coś stracił, ale Fintan się nad tym nie zastanawiał. Nie było go stać na to, by się nad tym zastanawiać, więc musiał czymś się zająć. W sumie, niedaleko mu było do Soho... a chłopaki u jego ulubionej Molly mogli zająć się zarówno problemem reszty jego towaru na sprzedaż, jak i uporczywym, nadmiernym myśleniem. Tak już ten świat działał i nie jemu było ten porządek rzeczy podważać: on bywał lekarstwem na ich demony, a oni na jego.
I tak dzień po dniu, noc po nocy, w Londynie toczyło się życie tych, których większość wolała nie widzieć, nie słyszeć i nie znać.

| z tematu
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.