• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Resztki Przeklętego Teatru
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:17

Resztki "Przeklętego Teatru"
Ukryte w cieniu ruiny "Przeklętego Teatru" wciąż pokrętnie kryją atmosferę dawnej świetności i mrocznej tajemnicy. Dawniej to miejsce było naprawdę żywe, pełne oklasków i kolorowego tańca, ale dziś stoi zupełnie przygasłe — popękane ściany, zarośnięte brukowane podwórze i zniszczone loże przypominają o tragediach, które zdarzyły się na jego deskach. Legenda mówi, że podczas ostatniego spektaklu, wielki pożar wybuchł nagle na scenie, pochłaniając cały budynek i powodując śmierć wielu aktorów i widzów. Niektórzy twierdzą, że przyczyną katastrofy było wystawiane wtedy dzieło o przeklętej treści — sztuka pełna zakazanej magii i przerażających pospolitego mugolskiego Anglika rytuałów. Mieszkańcy jednak już coraz rzadziej szepczą o przechadzających się po ruinach duchach. Z biegiem lat echo niegdyś gorących historii staje się coraz cichsze i mniej znaczące.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
16-12-2025, 22:00
30.03.1962 r.

Głód nawiedzał go spontanicznie, głód tak specyficzny, że niby nie do odróżnienia z tym fizjologicznym, który mial swoje podłoże w umyśle, w charakterze, w sensie istnienia tej jednostki, którą był Axel. Dopadało go to tak nagle i nieoczekiwanie, że wręcz tracił oddech. zachłystując się nieodpartym pragnieniem tańca. Mógł i potrafił zatańczyć wszędzie, nie potrzebował muzyki, bo muzyka grała w jego umyśle na zawołanie. Wiele to ułatwiało, kiedy ćwiczył w pokoju, gdzie nie było miejsca na gramofon, a stara, wścibska baba, która wynajmowała mu pokój zaraz zaczęłaby łomotać do jego drzwi.
Przymykając powieki przywoływał do siebie brzmienie całej orkiestry, a jeśli tylko tego chciał, pojedynczego instrumentu. Chociaż nigdy nie potrafił zagrać, to wiele utworów wryło się w jego umysł i pozostało tam na zawsze kreśląc w pamięci cale ścieżki kolorowych sekwencji. Widział kształty i kolory, jego pamięć była wypełniona drgającymi i pląsającymi smugami kolorów. Wystarczyło kilka nut, by Axel mógł przywołać cały utwór tu i teraz, słysząc go wyraźnie i czysto.
Stary teatr, zapomniany i porzucony stal się pewnym rodzajem samotni dla młodego tancerza. Odkrył to miejsce kilka lat temu, słyszał od przechodniów różne historie i każda z nich była coraz bardziej niepokojąca. Ale czy groźbą klątwy mogla go zatrzymać? Oczywiście, że nie. Teatr był miejscem, które stanowiło dla Axela jedyną przestrzeń, która nieważne od kształtu i usytuowania stanowiło dla niego coś na wzór domu, gdzie czul się bezpiecznie i swobodnie. Odkrycie zapomnianego teatru, który popadał w ruinę stało się dla Axela szczęśliwą chwilą. Pusta scena, spalona widownia i obraz zniszczenia wokół nie odbierał temu miejscu tej wyjątkowej atmosfery, a wręcz przeciwnie, dodawał mu tajemniczości i wyjątkowości.
Może gdzieś tam, pomiędzy sterczacymi niczym krzywe żeby pozostałościami drewnianych siedzisk kryły się duchy osób, które zginęły w tym miejscu. A możliwe, że za kulisami wciąż błąkali się aktorzy i obsługa, którzy grali w zapętleniu ostatnia sztukę w swym życiu. Nadpalona scena była niczym most spajający przeszłość z teraźniejszością, wypalone miejsca wskazywały, gdzie upadla płonąca kurtyna, cienie na deskach układały się gdzieniegdzie w specyficzne kształty, gdzie mogli upaść aktorzy, lub gdzie upadły reflektory rozgrzane do czerwoności.
Smród spalenizny wciąż unosił się w tym miejscu, wsiąkł w deski, materiał i podłogę tak, że jedynie ogołocenie tego miejsca do gołej cegly mogło jakkolwiek temu zaradzić.
Axel dowiedział to miejsce często, zwłaszcza po niezbyt udanych castingach, gdzie nie otrzymywał roli albo dostawał cos mało satysfakcjonującego. Jakby musiał się wyładować i dopiąć swego, po prostu tańcząc bez świadków, jakby sam sobie musiał udowodnić, że jest idealnym tancerzem do danej roli, że nie ma lepszego. Lecz on doskonale wiedział, że byli lepsi i nie tyle co fizycznie i technicznie, co po prostu lepsi z urodzenia, z pochodzenia i statusu społecznego. Wciąż próbował zostać solistą, pragnął jak niczego innego roli, ważnej, w której się wykaże i otworzy sobie w końcu drogę do kariery.
Lecz i dziś znów się nie udało.
Znów dostał poboczną rolę, gdzieś w tle, w cieniu sceny. A to sprawiało niedosyt, aż piekło go w dołku i złość rozgaszczała się pod czaszką rozsadzając skronie. Znów zawędrował na deski zrujnowanego teatru, potrzebował dać sobie upust. Muzyka huczała w jego umyśle tak wyraźnie i przejmująco, aż drżał na całym ciele. Ściągnął buty rzucając je na skraj sceny, ustawił się w pozie, zamknął oczy i zapomniał o świecie, zapomniał o czymkolwiek a pustka w umyśle pozwalała mu dryfować w dźwiękach melodii, która tylko on słyszał.
Ciało potrzebowało ruchu, rozciągania i wysiłku. Mięśnie napinały się i rozluźniały niosąc ciało tancerza w precyzyjnych ruchach, tak wyćwiczonych, że nawet nie musiał o tym myśleć. Płynął przez scenę odgrywając odpowiednie role, klucząc od pozy do pozy tak, że jedna przeobrażała się w kolejną a on nawet na sekundę się nie zatrzymał. W kulminacyjnych momentach wyskakiwał wysoko ponad scenę i ładował z gracją, kończąc ładowanie kolejna pozą.
Wyobrażał sobie, że ostre światło reflektory podąża za nim ścigając go po scenie, a tysiące wpatrzonych w niego oczu podziwia ten spektakl. Dzięki muzyki rozbrzmiewały coraz głośniej, coraz ostrzej i stanowczo, aż dotarł do punktu kulminacyjnego, po którym zapadała tylko cisza. Zastygł w ostatniej pozie, czując jak płuca palą w piersi, pot spływa po skroniach a urywany oddech przeciska się przez zaciśnięta z przejęcia krtań. Opada na kolana łapiąc oddech, pozwala ciału na odebraniu tego, co zostało mu zabrane na długie minuty. W lodowych oczach tancerza jest ogień, determinacja zmieszana ze wściekłością. Po raz kolejny próbował udowodnić samemu sobie, że wciąż potrafi każdą figurę, każdy wyskok i każda sekwencję. Wciąż był tancerzem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopoldine Flint
Czarodzieje
to be a woman is to perform
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
02-01-2026, 20:43
Tańczyła na deskach Arkadii już od niemalże miesiąca, ale te wciąż pozostawały dla niej obce. Jej pot poił je bez dyskryminacji, w rytuale, który powinien połączyć ją z teatrem na kolejnych wiele lat, wreszcie uczynić go jej. Mimo to, chłód panujący na korytarzach kulis, tym bardziej odczuwalny, im mocniej rozgrzane było ciało pierwszej solistki, podpowiadał jej, że nie mogła nazwać tej przestrzeni swoim artystycznym domem, przynajmniej jeszcze nie teraz. Po kolejnej próbie nie czuła żalu z tego, że opuszcza budynek, co byłoby nie do pomyślenia w przypadku rezydencji w teatrze im. Kirova. Tego dnia szukała jakiejś wymówki, impulsu, tego rodzaju artystycznego spełnienia, którego nie mogła odnaleźć w swojej roli. Nowe przedstawienie wystawiać mieli dopiero za kilka miesięcy, był czas na opanowanie choreografii do perfekcji, ale czymże był taniec, bądź sztuka w ogóle, gdy brakowało natchnienia? Ledwie rzemiosłem, odtwarzaniem opracowanego przez kogoś innego, bądź nawet siebie samego planu działania, w którym każde odejście od normy mogło zakończyć się katastrofą. Leopoldine Esme Flint nie była jednak rzemieślnikiem, przynajmniej nie w typowym tego słowa znaczeniu. Była artystką, jej ciało — jej instrumentem. A dusza? Gdzie było miejsce dla duszy?
Poszukiwała oczyszczenia, swoistego katharsis. Chyba tylko przypadek, wyciągnięcie z odmętów pamięci zasłyszanej plotki o spalonym teatrze sprawiło, że nie powróciła od razu w bezpieczne objęcia rodowej posiadłości Flintów, zamiast tego postanawiając wybrać inny kierunek swojej podróży.
Przeklęty Teatr, brzmiało zachęcająco, brzmiało tak, jakby nie powinna się tam znajdować. Nie ona, odziana w ubrania w kolorze kości słoniowej i gołębiej szarości, teraz tym bardziej kontrastującą ze zwęgloną czernią teatralnych resztek. Nie ona, pachnąca uzdrawiającymi balsamami, gdy wszystko wokół nosiło w sobie zatęchły zapach tragedii i zniszczenia. Nie ona sama, delikatny kwiat nie tylko rodu Flint, ale i europejskiej sceny baletowej.
Nie bała się — pobyty w Norwegii i w ZSRR uodporniły ją na większość elementów, które zdolne były wzbudzić strach w dziedziczkach olbrzymich fortun brytyjskiej klasy wysokiej. Stąpała wokół ruin lekko i z gracją nie dlatego, że przeszywał ją strach, a dlatego, że taki właśnie sposób poruszania się był dla niej naturalnym. Gdyby ktoś dostrzegł ją pośród strawionych ogniem i być może czarną magią wnętrz, mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z duchem.
A jednak była prawdziwa. Tu i teraz.
Tak jak mężczyzna tańczący w rytm swego serca, pod melodię marzeń.
Zatrzymała się. W cieniu, aby nawet nie podsuwać losowi pomysłu na rozkojarzenie tancerza, gdyby tylko zauważył jej obecność. Obserwowała go, czując narastający na ramionach ciężar. Czy to zmęczenie dawało o sobie znać, czy to skumulowany ciężar oceniających spojrzeń, które spadały na nią przez całe życie, postanowił zmaterializować się nagle, gdy wbrew oczekiwaniom stawianym sobie tego dnia znalazła się po drugiej stronie lustra?
Mężczyzna wyglądał na jej rówieśnika. Pojął podstawy, posiadał solidny warsztat, ale czegoś w jego występie brakowało. Nie pasji, nie chęci tańczenia. Ta wylewała się z niego w każdym jego ruchu, w sposobie, w jaki wyskakiwał w powietrze, a następnie lądował na wiekowych deskach, z gracją omijając wypalone dziury. Wydawał się jednak zastany. Jakby nie trenował wystarczająco mocno lub wystarczająco często. W niektórych ruchach było za dużo sztywności, gdy potrzeba było płynności. Potrafił poruszać się mocno i stanowczo, a co z delikatnością?
— Jeszcze raz — jej głos w ciszy teatru musiał być niczym uderzenie grzmotu. Wystąpiła z cienia bezszelestnie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi i spojrzeniem jasnych oczu skierowanym tylko w jeden punkt. Ten, w którym aktualnie znajdował się tańczący nieznajomy. — Jeszcze raz, w takt na trzy czwarte. Chcę widzieć każdy ruch wyraźnie, nie spiesz się — nie poznawała tonu, którym mówiła; ton ten nie należał do niej, a do baletmajstrów, którzy prowadzili jej karierę, wszystkich razem, począwszy od starszej kobiety, której Leopold wbił pióro w dłoń, bo miała czelność podnieść głos na jego bliźniaczkę, na głównym choreografie Arkadii kończąc.
Leopoldine ruszyła powoli, schodząc w dół schodów rozciągniętych przez całą widownię. Nawet na moment nie oderwała oceniającego spojrzenia od ruchów nieznajomego tancerza, ba, za nic miała sobie naruszenie jego prywatności, to, czy pragnął publiki występując w teatrze — nawet zrujnowanym i opuszczonym — czy wolał delektować się tańcem w samotności. Bo oto miała przed oczami wizję czegoś ważniejszego niż komfort tancerza. Oto jej imię wzywane było przez sam balet, która to najukochańsza ze sztuk dawała jej wyjątkową możliwość wpłynięcia na los nieznajomego.
Czyż to nie było w sztuce najważniejsze?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.