• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Pub "Złoty Dzban" > Zaplecze
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 11:54

Zaplecze
Zaplecze pubu "Złotego Dzbana" stanowi surowy kontrast dla lśniącej lady baru i eleganckiego wnętrza dla gości, będąc miejscem, gdzie kończy się swawola, a zaczynają twarde interesy. Przejście na tyły lokalu prowadzi przez ciężkie, debowe drzwi ukryte za rzędem beczek z dobrym piwem, za którymi gwar rozmów cichnie, ustępując miejsca zapachowi starego drewna, tytoniu i papieru. Wąski korytarz o niższym stropie, oświetlony zaczarowanymi świecami, prowadzi na tyły budynku. Po prawej stronie znajdują się drzwi prowadzące do piwnicy, gdzie odbywają się nielegalne walki, zaś kolejne na prawo kryją za sobą niewielką kuchnię, która służy pracownikom do sprzątania i przygotowywania małych przekąsek dostępnych w barze.
Na samym końcu korytarza zaś, na lewo, za zdobionymi drzwiami miejsce ma centrum dowodzenia Augustusa Rookwooda - jego gabinet, magicznie zabezpieczony i zazwyczaj zamknięty na cztery spusty. To nieduża komnata, ściany podobnie jak w głównej sali zdobi ciemne drewno, ale na tej z oknem pozostawiono gołą, czerwoną cegłę. Dominującym elementem w gabinecie jest potężne, hebanowe biruko, zawalone pergaminami z rachunkami, fakturami od dostawców i stertą listów przypieczętowanych ciemnym woskiem. W rogu biura zawsze stoi karafka z najlepszym trunkiem zarezerwowanym dla właściciela i najlepszych gości.
Brakuje tu ozdób, wnętrze jest raczej surowe, poza biurkiem znajduje się tu wygodne krzesło obite skórą dla Rookwooda, proste, drewniane siedzenie dla jego gościa, koło kominka wygodna kanapa, a na przeciwległych ścianach regał i kredens z wypchanymi szufladami. Nad kominkiem wisi obraz przedstawiający rodową siedzibę Rookwoodów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 13:31
8 marca 1962


Krople deszczu wybijały o szyby okien miarowy, irytujący wręcz rytm, a pomiędzy nimi wirowały wciąż płatki śniegu, przypominając o wciąż trwającej zimie. Temperatura oscylowała wokół zera i wkrótce miała spaść, gdy tylko zmierzch zapadnie nad Londynem, a ulice i chodniki staną się znów śliskie i niebezpieczne. W ostatnich dniach już kilku gości, wychodząc z pubu późną porą, wyrżnęło zjawiskowe fikołki na schodkach i brukowanej uliczce, przy której znajdował się "Złoty Dzban", należący do Augustusa Rookwooda, siedzącego teraz przy hebanowym biurku w swoim gabinecie na zapleczu pubu. Korzystał jeszcze ze światła dziennego, wpadającego przez jedynie w pomieszczeniu okno, lecz gęste chmury skrywały słońce tak chciwie, że nie miał innego wyjścia i musiał rozpalić mimo to kilka świec, aby dojrzeć dobrze to, czego widzieć wcale nie chciał. Około południa obca sowa, napuszona i nieprzyjemna, wylądowała na tym parapecie, przynosząc przypomnienie o zbliżającej się racie jaką Rookwood był wciąż winny w Banku Gringotta.
- Pieprzone złodziejaszki - mruczał zirytowany, odczytując treść wiadomości; co miesiąc to samo, chociaż doskonale pamiętał o tym cholernym zobowiązaniu.
Dawno by już to spłacił, gdyby tylko co rusz nie trafiały się kuszące inwestycje. Takie, o których Bank Gringotta i urzędy Ministerstwa Magii wiedzieć nie musiały. Nie miał tak wiele w złocie jakby sobie tego życzył, ale znacznie więcej w innych aktywach. A te galeony, które posiadał - miały wkrótce zostać wydane. Rookwood odjął wzrok od okna, w które przez kilkanaście minut wpatrywał się niemal nieprzytomnie, wspominając niedawną noc z Anastasiyą i to, co mu powiedziała, a później zdrowo pociągnął whisky ze szklanki, aby alkohol wypalił mu wszystkie kłamstwa, które wówczas przeszły przez jego gardło. Musiał odegnać od siebie myśli o pólwili, a skupić się na czymś istotniejszym - a teraz istotne były piętrzące się na biurku rachunki. Zaczął je przeglądać, zapisywać w swojej księdze rachunkowej i analizować. Zapisał to, co było do spłacenia w najbliższym miesiącu, to co mógł odroczyć na kolejne tygodnie i to, czego płacić wcale nie musiał. Porządki w rachunkach przerwało mu pukanie do drzwi. To rudowłosa Maggie, po usłyszeniu krótkiego zaproszenia, wsadziła do środka tylko głowę i zawiadomiła szefa, że pojawił się pan MacLeod z oczekiwaną dostawą szkockiej whisky.
Rookwood podniósł się z krzesła, przeciągnął i poczuł lekki ból w barku; pamiątka po dawnej kontuzji z czasów, gdy grał w quidditcha zawodowo, przypominająca o sobie w deszczową pogodę. Zignorował to jednak i ciężkim krokiem opuścił gabinet, zamykając go za sobą dokładnie, a w środku wszystkie tajemnice ksiąg rachunkowych. Przeszedł do głównej sali, o tej godzinie bywało tu raczej niewielu gości; miała się zapełnić dopiero późnym popołudniem i wieczorem, gdy większość czarodziejów w Londynie będzie wracało z pracy.
- MacLeod, ileż można ciebie czekać - Augustus odezwał się pierwszy, podchodząc do czarodzieja, który najpewniej miał z trzydzieści lat więcej na karku niż on i lata te odbiły się wyraźnie na jego twarzy. Pomarszczone, naznaczone plamami wątrobowymi policzki przykrywała gęsta, po części siwa broda. Rookwood wyciągnął doń rękę, ściskając dłoń dostawcy, który odpowiedział mu krzywym uśmiechem.
- A ty myślisz, że w taką pogodę to łatwo abraksany zachęcić do lotu? - żachnął się MacLeod, brodą wskazując na jedno z okien, w którym można było dostrzec parskające na uliczce wierzchowce zaprzężone do krytego, magicznego wozu. - Ostatnimi czasy straże częściej zaglądają do wozów - dodał handlarz, a z rękawa wysunął różdżkę, aby przelewitować spod drzwi trzy ciężkie skrzynie na wolną przestrzeń bliżej baru. Szkło zabrzęczało cicho w środku.
Rookwood podszedł do jednej z nich, wyrwał wieko i wyciągnął butelkę. Przyjrzał się barwie płynu pod światło, a potem, niemal odruchowo, posłał w stronę dostawcy badawcze spojrzenie, sprawdzając, czy aby na pewno MacLeod gapi się teraz w dekolt Maggie, która akurat teraz pochylała się nad barem, aby bardzo dokładnie wyczyścić blat. Rookwood wiedzieć, czy Szkot nie „ochrzcił” tych whisky wodą, albo nie rozcieńczył ich w inny sposób; dlatego szepnął jedynie Legilimens, aby niepostrzeżenie wkraść się do jego głowy. W umyśle starca ujrzał jedynie obraz parujących ziemniaków i strach przed rosnącymi cenami za owies dla abraksanów. Czysto.
- Dobra. Układaj je przy ścianie, pod beczkami z piwem - polecił Augustus.
MacLeod z trudem odjął wzrok od wydekoltowanej barmanki i przeniósł go na twarz Rookwooda. Zza pazuchy wyciągnął rolkę pergaminu, którą podał młodszemu mężczyźnie z dziwnym uśmiechem. Ten rozwinął ją podejrzliwie, a jego brwi ściągnęły się gniewnie.
- Co to za cena? Umawialiśmy się na inną.
- Wszystko drożeje, Augustusie. Nic ci na to nie poradzę. Albo bierzesz, albo zabieram towar.
Przez kilka minut Maggie stała się świadkiem ostrzejszej wymiany zdań pomiędzy szefem, a dostawcą; obaj podnieśli na siebie w pewnym momencie głos, aż wreszcie rudowłosa nie przypomniała im, że goście ich słuchają. W końcu Rookwood skapitulował, mając w pamięci, że MacLeod miał najlepszą szkocką whisky - a im skończyły się zapasy. Głęboko zirytowany, jeśli nie powiedzieć wkurwiony, przywołał sakiewkę, którą musiał uzupełnić o dodatkowe monety. Podpisał potwierdzenie odbioru i zobowiązanie do zapłaty, a odebrał od Szkota pokwitowanie. Przeklinał go pod nosem jeszcze długo po tym jak zamknęły się za nim drzwi wejściowe "Złotego Dzbana".
Gdy dostawca wyszedł, Rookwood sam zabrał się za porządkowanie towaru. Chwycił ciężką skrzynię, czując, jak mięśnie jego ramion napinają się pod koszulą. Praca fizyczna, pamiątka po latach morderczych treningów quidditcha, sprawiała mu niekiedy przyjemność, dlatego nie używał do tego czarów. Pogoda nie sprzyjała ostatnio wędrówkom i ćwiczeniom fizycznym na zewnątrz, a tym bardziej amatorskim meczom quidditcha, korzystał więc z okazji, aby rozgrzać mięśnie. Przeniósł wszystkie skrzynie na zaplecze, a później do po schodach do piwnicy, gdzie poukładał je w równych rzędach. Powróciwszy do gabinetu włożył rachunek za whisky i pokwitowanie do pozostałych rachunków, warcząc pod nosem o cudzej chciwości i rosnących cenach.

| zt
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 13:50 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.