• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Magazyny na obrzeżach
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-06-2025, 16:19

Magazyny na obrzeżach
Na granicy między Cardiff a ciemniejszymi plamami mapy ciągną się szeregi ceglanych, opuszczonych magazynów. Z zewnątrz wyglądają na puste: zardzewiałe zawiasy, wybite szyby, graffiti, które znikają i wracają w nowych układach. Ale wewnątrz regularnie spotykają się tu grupki młodzieży i typów spod ciemnej gwiazdy, których lepiej nie ujrzeć nigdy na swojej drodze. Miejsce dla odważnych lub takich, którzy wyraźnie poszukują niebezpiecznych przygód. Ci, którzy tu zabłądzą, rzadko kiedy wracają w jednym kawałku - jeszcze częściej nie wracają wcale.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
01-09-2025, 21:36
18.03.1962

Uliczki przymierały o tak wczesnych godzinach – jedyni ludzie, którzy byli obecnie na nogach, albo zataczali się własnie w drodze do domu, albo kierowali się w sobie tylko znanym kierunku na załatwienie paru mniej lub bardziej gorszących interesów. Sama Thalia kierowała się do własnie takiej sprawy, chociaż w jej wypadku nazywała to po prostu „pracą”. Na dzisiejszy poranek przybrała nieco inną skórę – młody mężczyzna, który u boku innych marynarzy, wyglądał po prostu jak kolejny człowiek który z braku funduszy wpakował się w podobne bagno. Dziś miała obserwować i milczeć, a także ewentualnie donieść kapitanowi, gdyby znalazła coś podejrzanego w okolicy. Nie zamierzała wychylać się przed szereg – oberwanie tutaj w twarz było najłagodniejszą karą, którą przemytnicy wymierzyliby komukolwiek, z groźniejszymi zaklęciami będącymi o wiele większym prawdopdobieństwem. A wbrew pozorom, panna Wellers w każdej postaci potrafiła trzymać język za zębami, nie tylko w zmienionej postaci.
Joel (który na pewno nie miał tak na imię) napisał parę dni temu, że ma dla nich robotę, ale przez mianowanie nowego Ministra po miastach zaczęło się kręcić więcej służbistów, tak jakby nagle spodziewali się, że jakieś zamieszki przetoczą się przez większe miasta. A może po prostu potrzebowali, aby ludzie siedzieli cicho i nie przeszkadzali, co wpłynie korzystniej na nowe, piękne obrady. Dla Thalii wszystko było jedno, bo praca wydawała się przynosić jej dach nad głową i posiłek, a nie to, kto akurat nosił jaki tytuł, musiała jednak uważać i nie pchać się nikomu pod nogi. Wystarczająco już dużo miała znajomych wśród aurorów aby to komplikowało jej życie.
Teraz wsunęli się całą czwórką przez boczne wejście, podążając za zupełnie zwyczajnie wyglądającym mężczyzną koło 40 który wyglądał, jakby w magazyne spędził większość życia – a przynajmniej poruszał się sprawnie, rozmawiając z pierwszym oficerem.
- ...trzy skrzynie z tej partii. Jak się uda, jest szansa na więcej, ale najpierw muszą być zadowleni z tego, co dostaną. – Nie musieli długo brodzić zanim nie dotarli do paru skrzyń, z manifestem przyczepionym do wiek skrzyń wspominającym o herbat które znajdowały się w środku. Prosta sztuczka, deklarowanie czegoś co wagą i rodzajem było zbliżone do przemycanej zawartości, zapachem również mogąc maskować poboczne efekty – a co naprawdę znajdowało się pod wstępnymi warstwami tak naprawdę było dość sporym zapasem mroczników.
- Ile tego dokładnie w gramach? Czego unikać podczas przewozu? Możemy to zabezpieczyć przed kontaktem z wodą jeżeli nie przeszorujemy statkiem po dnie, ale sama skrzynia również powinna być szczelna wobec wody. – Pierwszy oficer spojrzał uważnie na wszystkie ze skrzyń, zwłaszcza przy trzeciej wpatrując się uważnie w towar. Wellers ekspertem w zielarstwie być nie musiała aby wiedzieć, że większość towaru wyglądała o wiele gorzej w porównaniu do reszty. Joel od razu wychwycił ich spojrzenie, niemal wzruszając ramionami i uprzedzając ewentualne komentarze.
- Działamy na tym, co mamy. I tak trzeba to jakkolwiek sproszkować zanim cokolwiek się potem z tym robi. Liczy się w końcu efekt. Jeżeli nie bierzecie, znajdziemy inny statek, więc decydujcie się teraz. – Wzruszył ramionami, sięgając do pokrywy zanim zastępca kapitania nie uniósł dłoni.
- Dogadamy się. Coś jeszcze specjalnego potrzeba przy dotarciu do miejsca docelowego, czy zdajemy się na waszego człowieka? – Rozmowa popłynęła dalej, co dało Thalii okazję do dyskretnego rozejrzenia się po okolicy, w poszukiwaniu innych skrzyń które mogły mieć podobną zawartość. Nie była w błędzie, bo podobne manifesty znalazła również na skrzyniach niedaleko, i niemal wstrzymując oddech, kawałek po kawałku przesunęła się w kierunku najbliższej z nich, pierwszego oficera wykorzystując w tej sytuacji jako doskonałą dywersję gdy dopytywał o następne kroki i z kim skontaktować się gdyby odpowiednia osoba nie dotarła do statku. Intuicja (i umiejętności czytania ze zrozumieniem) nie zawiodły jej tej chwili, lekko uniesione wieko zdradziło tę samą zawartość, zarówno legalną jak i mniej akceptowalną w świetle prawa. Pismo na manifeście było jednak wpisane innym rodzajem pisma, najpewniej konkurencyjna grupa która zdążyła złapać o wiele lepszy towar zanim znajomi tutejszej ekipy postanowili zabrać się do pracy. Nie był to jednak „błąd”, który trudno było naprawić, ani też ostatni, który miałby na nich wpłynąć, więc Wellers dyskretnie i mozolnie wyciągęła rękę, ciałem zakrywając przestrzeń na tyle aby ukryć ostrożne i mozolne oderwanie drugiego z manifestów od skrzyni. Z bijącym sercem ostrożnie przesunęła się bliżej skrzyń, to samo robiąc z manifestem obecnie znajdującym się na ich skrzyni – dobrze, że przytwierdzenie solidne stawało się dopiero po zapięczętowaniu skrzyn, inaczej manewr mógł być niewykonalny. Teraz zaś mogla przesuwać się ostrożnie, manewrując tak, że ostatecznie manifesty znalazły nowe skrzynie. Mimo powolnego działania musiała się śpieszyć, a ledwie odsunęła dłoń od wieka skrzyni, pierwszy odwrócił się do pozostałych marynarzy i skinął głową.
- Wszystko jest tak jak powinno. Zbieramy co mamy dziś na statek po południu. – Joel, równie usatysfakcjonowany rozwojem wydarzeń, skinął im głową i skierował ich ku wyjściu. Thalia jedynie leniwym spojrzeniem przesunęła po dokładnych miejscach gdzie ustawiono skrzynie, wiedząc że za chwilę tu wróci aby dokonać ostatecznej podmiany. Oficer, musiała przyznać, miał rację – wszystko będzie tak jak powinno.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 14:46
|21.04.1962

Cardiff o tej porze było niemal bezgłośne, przynajmniej na granicy portu i zapomnianych przez miasto magazynów. Noc osiadła tu ciężko, tłumiąc światła latarni i wygaszając odległy gwar ulic. Między ceglanymi budynkami ciągnęły się wąskie przejścia, pełne cieni i wilgoci. Bruk był nierówny, miejscami śliski od starej wody i oleju, który wsiąkł w kamień lata temu. Dwaj mężczyźni poruszali się bez pośpiechu, ale cicho. Ten z przodu znał drogę. Skręcał bez wahania, omijał zapadnięte fragmenty chodnika, wiedział, które drzwi skrzypią, a które da się minąć bez dźwięku. Drugi trzymał się pół kroku za nim, stawiając stopy dokładnie tam, gdzie przed chwilą zniknęła poprzednia sylwetka. W powietrzu unosił się zapach starej cegły, rdzy i czegoś słodkawo-gorz­kiego, co mogło być resztką rozlanego alkoholu albo gnijących odpadów. Gdzieś dalej uderzyła luźna blacha, poruszona wiatrem. Z wnętrza jednego z magazynów dobiegł stłumiony śmiech, szybko uciszony. Kroki przyspieszyły tylko na moment, potem znów zwolniły.
Kenneth i Orion przemknęli pod wybitymi oknami, za którymi panowała ciemność, i wzdłuż ściany pokrytej starym graffiti, częściowo zamazanym, częściowo świeżym. Fernsby zatrzymał się na chwilę, nasłuchując. Skinął głową, niemal niedostrzegalnie, i ruszył dalej. Wyraźnie czuł się tu swobodnie. Doskonale wiedział gdzie skręcić, gdzie się skryć przed niechcianym wzrokiem. Orion zaś, jak zwykle, ruszył z nim pomimo swojego szlachetnego nazwiska i tego, że mógł sobie napytać biedy. Jednak jeden list wystarczył, aby spotkali się przed opuszczonymi magazynami. Jakiś czas temu załogę opuścił jeden z marynarzy, taki, z którym zawsze były problemy. Kenneth nie był święty, prowadząc lewe interesy zdawał sobie sprawę, że jego ludzie też maczają dłonie w różnych układach. Jednak póki były to akcje, które nie wchodziły w paradę jego interesom nie wnikał w szczegóły. Z tym człowiekiem było inaczej. Do kapitana zaczęły dochodzić słuchy, że zaczął odzywać się do kontaktów Fernsbiego. Obiecywał o wiele lepsze stawki, składał kuszące propozycje. Na Szczęście, nawet w świecie przemytników i złodziei były jakieś zasady. Ktoś dał mu cynk i przekazał, że właśnie w tej części znajduje się składzik dziwnych towarów, którymi rzeczony mężczyzna chciał handlować. Kenneth musiał się dowiedzieć co to jest. Orion był spragniony przygód i kusiło go to co na granicy światów. Kapitan zaś uznał, że jak mają być złapani to zawsze lepiej mieć obok siebie człowieka o odpowiednim nazwisku.
Przystanął i wskazał wejście do jednego z licznych budynków. Świeciło się tam światło. -To tam. Może uda się nam coś podsłuchać.- Teoretycznie mógł wysłać kogoś ze swoich ludzi, ale w takiej sytuacji jak ta, wolał zrobić to osobiście i tym samy upewnić się, że nie miał wśród członków załogi szczura. Orionowi mógł zaufać, jako jednemu z nielicznych w swoim otoczeniu. Powoli więc podszedł pod jedno z okien i zaczął nasłuchiwać.
- …mówię ci, to nie jest zwykły towar.
- Cicho. -usłyszeli stłumiony trzask zamykanych drzwi, metal o metal.
- Jaja smocze poszły szybciej, niż zakładaliśmy. Dwa już są poza granicą.
- Po tej cenie?
- Po każdej. Klient wiedział, za co płaci.
Cichy szelest papieru przeciął powietrze, jakby ktoś rozkładał listę.
- A te klatki?
- Małe nundu. Jeszcze młode. Spokojne… na razie.
- Merlinie… kto to bierze?
- Tacy, co nie pytają. I mają gdzie je trzymać. - mężczyzna zaśmiał się gardłowo. Kenneth rozpoznał go od razu.
- Słyszałem, że bawicie się też w krzyżówki stworzeń.
- Bawimy? To inwestycja.
- Ministerstwo by to inaczej nazwało.
- Ministerstwo nie musi wiedzieć.
Stuk szkła świadczył o tym, że rozmowa była toczona przy butelce czegoś mocniejszego. Durnie nie użyli zaklęcia, które by uniemożliwiło podsłuchiwanie. Tym lepiej dla Kennetha i Oriona. Chrzęst kroków i zgrzyt przesuwanej skrzyni wskazał, że albo szukali czegoś dalej, albo właśnie wychodzili.
- Zamknij to.
- Już. I zgaś światło.

Rzut k3 na wydarzenia:
k1 - Z wnętrza magazynu dobiega nagły ryk, a chwilę później dźwięk pękającej klatki. Jedno z małych nundu nie było tak „spokojne”, jak twierdzono.
k2 - Za plecami Oriona i Kennetha słychać inne kroki, ktoś może ich za chwilę zobaczyć
k3 - Pada zaklęcie “Homenum Revelio” i Orion oraz Kenneth zostają wykryci przez tych, którzy znajdują się w środku magazynu
1x k3 (Na wydarzenie):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
07-01-2026, 02:18
Nigdy nie potrzebował troszczyć się o pieniądze, czy szukać okazji do lewego zarobku. Ale lubił ten dreszczyk emocji związany z tym, że groziło mu prawdziwe niebezpieczeństwo. Prawdziwe, a nie sztuczne i wykreowane przez socjetę, w której od dziecka się obracał. Lubił czuć, że robi coś ważnego, a nie jest tylko jednym z elegancko wyglądających dżentelmenów na przyjęciu, którzy udają, że zależą do nich losy świata. A tak naprawdę ani nie znają prawdziwego życia, ani nie mają prawdziwej władzy, która nie wychodziła poza sztywne grono najstarszych i najbardziej zasłużonych z nich. Chociaż i ta władza zaczynała im się wymykać z palców, co było dość niepokojące, ale udawanie, że wszystko jest w porządku przecież już za młodu opanowali do perfekcji. Dlatego dzięki kilku zbiegom okoliczności, którym do pewnego stopnia dopomógł wpadł w towarzystwo, które jego ojciec z pewnością nie uznałby za „odpowiednie” dla młodego panicza. Orion lubił wierzyć w to, że jego rodzina nie wie o jego wybrykach, albo jeśli wie to też postanowiła udawać, że tego nie widzi i pozwolić mu na odnajdowanie siebie. Póki nie wpadnie i nikt nie będzie odbierał go z aresztu, czy nie daj Merlinie nie napiszą o tym gazety, można było to traktować jak kolejne ekscentryczne hobby. Zapewne liczyli, że z tego wyrośnie, ale jak narazie, to coraz bardziej lubił odrywać się od nudnej rzeczywistości i smakować przy awanturniczym trybie życia. Właściwie nie obchodziło go to jakich informacji szukają, ani to w jaki sposób te informacje mają być w przyszłości wykorzystane. Oczywiście wysłuchał tego, co Kenneth mu przekazał chociażby dlatego żeby wiedzieć, czego szukać, ale cel misji był drugorzędny. Najważniejsze było jej wykonanie i poczucie, że naraża się z własnej woli i tej decyzyjności nikt mu nie odbierze. Mógł się przydać, nauczyć czegoś nowego, zaryzykować być możne nawet życiem. To mu wystarczyło. Uważał też, że jest dobrym kompanem do różnego typu niebezpiecznych przedsięwzięć, bo od razu było widać, że on potrzebuje tylko adrenaliny. Ryzyko tego, że zdradzi, czy odejdzie do kogoś, kto lepiej płaci praktycznie nie istniało, bo w jego przypadku materialna motywacja do wszelkiego typu niebezpiecznych czy nielegalnych działań właściwie nie istniała. Gdy potrzebował pieniędzy zaglądał do rodzinnego skarbca. Ale czasami myślał, że gdyby mógł to zaciągnąłby się do załogi Fernsby’ego. Kapitan do pewnego stopnia stał się dla młodego Blacka autorytetem. Jak chociażby teraz, gdy mógł iść jego śladami i obserwować, dokładnie wiedząc, że Kenneth wie co robi. To były lata doświadczenia i przygód, którymi doszedł do pozycji kapitana. Kiedy tymczasem on spędzał czas w miękkich pantoflach w domu przy Grimmould Place 12. Czasami było mu naprawdę wstyd, że omija go prawdziwe życie. Na tyle jednak lubił swoje wygodnictwo, że nawet jeśli nie zakładał, że mogą zostać przyłapani, ale jednak wolał założyć na głowę czarny kaptur spod którego nie było widać jego charakterystycznych czarnych włosów. Niestety utrudniał to trochę podsłuchiwanie. Ale zdecydowanie nie przeszkodziło mu to w usłyszeniu ryku ze strony magazynu, który sprawił, że spięty instynktownie zrobił krok w tył spoglądając pytająco na Kennetha.
– To znaczy, że to małe nandu właśnie rozwiązało Twój problem i się zwijamy, czy wręcz przeciwnie? – zapytał z jednej strony nie kryjąc przerażenia, ale z drugiej będąc ewidentnie podekscytowanym całą sytuacją. Nie znał się na magicznych stworzeniach, ale nundu samo w sobie brzmiało mało zachęcająco, a jeśli mają tam też jakieś dziwne krzyżówki… Ci partacze ewidentnie też nie znali się na tym, co mają w klatach skoro pozwolili temu czemuś uciec.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
16-01-2026, 17:00
Przeciągły ryk z cichym szczeknięciem przeszył przestrzeń magazynu i odbił się echem od belek stropu, wibrując w klatce piersiowej Kennetha tak, że przez ułamek sekundy miał wrażenie, iż to jego własne serce wydaje ten dźwięk. Obejrzał się na Oriona. -Za te skrzynie, już. - Wskazał mu stertę skrzyń, za którymi mogli się ukryć i nikt ich nie zobaczy. Kapitan chciał się upewnić czy stworzenie się wydostanie, czy to było nudnu czy może jednak ci co byli w środku znali się na tym co przewożą i wiedzą jak się zająć stworzeniem. Chwilę później dobiegł ich metaliczny trzask, ten z rodzaju wysokich, piskliwych - dźwięk pękającej klatki, jakby stal krzyczała, zanim ustąpiła. W środku wybuchła panika.
-Nie, nie nie!
-Zamknąć ją! Zamknąć!
-Łańcuch! Gdzie jest łańcuch?
Głosy nachodziły na siebie, rwane, zdławione strachem. Coś ciężkiego przewróciło się na podłogę, skrzynie uderzyły o deski, ktoś krzyknął z bólu, ktoś inny z czystej grozy. Usłyszeli syk i natychmiast po nim kolejny wrzask, tym razem przerwany w pół dźwięku. Jakby powietrze zostało brutalnie wypchnięte z płuc.
Drzwi magazynu zatrzęsły się w zawiasach. Zamek puścił z suchym trzaskiem, skrzydła drzwi rozwarły się gwałtownie i z wnętrza wypadł człowiek. Runął na bruk, ślizgając się po wilgotnych kamieniach, zostawiając za sobą ciemną smugę. Jedną ręką próbował się podnieść, drugą dociskał bok, a krew przeciskała się między palcami. Jego oddech był chrapliwy, urywany, jakby każdy wdech sprawiał fizyczny ból.
-Pomocy - wydusił, ale słowo rozpadło się w kaszlu. Z wnętrza magazynu dobiegł kolejny ryk, bliższy, wyższy, bardziej piskliw. W progu pojawił się cień. Małe nundu, wciąż jeszcze nie w pełni wyrośnięte, ale wystarczająco szybkie i wściekłe, by nie cofać się przed niczym. Jego sylwetka była napięta, gotowa do skoku, łapy rozstawione nisko przy ziemi, pysk uniesiony, jakby smakowało strach w powietrzu. Stał na granicy magazynu i wyjścia na ulicę. Kenneth pochwycił różdżkę. Wykonał zamach wypowiadając słowa zaklęcia. -Drętwota! - Zaklęcie precyzyjnie wystrzeliło w stworzenie, czuł jego siłę - zapewne napędzane jego własną determinacją i chęcią przeżycia. Trafiło małe nundu. To przez chwile trwało w szoku, naprężyło mięśnie do skoku, by paść na bok niczym kawał drewna. Kapitan odetchnął z ulgą i wyszedł ze swojego schronienia.-Sprawdź co z tym człowiekiem. - Wskazał rannego, który charczał, a on sam zajrzał do magazynu.
Wnętrze starego portowego magazynu było ciemne i wilgotne. Wysokie, drewniane belki stropu ginęły w półmroku, oplecione pajęczynami i smugami sadzy, a wąskie okna pod samym sufitem za dnia wpuszczały blade, brudne światło. Kurz unosił się w powietrzu przy każdym ruchu, osiadając na skrzyniach i metalowych prętach klatek jak szary popiół. Mieszał się teraz z zapachem krwi. Klatki stały wszędzie. Zbyt małe i zdecydowanie zbyt ciasne. Niektóre były prowizoryczne, zespawane w pośpiechu, inne stare, nadgryzione rdzą, z prętami wygiętymi od naporu pazurów lub zębów. Coś w nich się poruszało: szuranie, drapanie, ciche pomruki, czasem głuche uderzenie ciała o metal. Skrzynie z paszami ustawiono w nieładzie. Worki z suszonym mięsem, beczki z solanką, skrzynki z ziołami i sproszkowanymi dodatkami magicznymi, rozsypane, nadgryzione, przesiąknięte wilgocią. -Szlag - mruknął pod nosem i spojrzał o oszołomione nundu. Wiedział, że stworzenie zaraz się obudzi. Poszukał wzrokiem klatki z której uciekło. -Oj! Black! Pomóż mi z nundu, póki jeszcze leży. - Należało je przenieść do klatki i następnie tą zamknąć na tyle szybko, żeby stworzenie ich nie zaatakowało, a potem nie pobiegło sobie radośnie w miasto.

|Start tury, jak minie Nundu zacznie się budzić
Udany rzut: Drętwota (st91)
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
19-01-2026, 23:04
Właściwie to nie spodziewał się zagrożenia ze strony magicznych stworzeń sklasyfikowanych jako wyjątkowo niebezpieczne, albo nawet gorzej, bo w ogóle nie sklasyfikowanych jako jakieś dziwne mieszanki tych niebezpiecznych magicznych stworzeń z innymi Ale przecież raz się żyje. Po to postanowił towarzyszyć Kennethowi, żeby się narazić i wziąć udział w ekscytującym przedsięwzięciu, a to, że spodziewał się bardziej innych czarodziejów niż zwierząt widocznie było jego błędem. Może dokształciłby się z opieki nad magicznymi stworzeniami, gdyby wiedział? Nie ma się co oszukiwać. Nie zrobiłby tego, bo nigdy nie interesowała go magiczna flora i fauna. Na szczęście refleks miał ciągle dobry, więc w mgnieniu oka znalazł się za skrzyniami bezszelestnie chowając się we wskazanym przez kolegę miejscu. Sytuacja zdawała się być jednak coraz bardziej dramatyczna, a jednak postanowili się nie wycofywać, jak na początku mu się zdawało. Chwycił więc za różdżkę uważnie obserwując sytuacje. Nie było dobrze. Nundu zdawało się nie być takie małe, a na pewno nie tak spokojne jak mówili przemytnicy. Na szczęście zaklęcie Kennetha nie chybiło, a gdy zwierzę zostało oszołomione, Orion szybkim krokiem podszedł do rannego człowieka, który wygramolił się z budynku. Skrzywił się widząc plamę krwi na jego koszuli. Nie przywykł do takich widoków, a gdy pomógł mu wstać i poczuł chłodną krew na rękach aż przeszedł go dreszcz. Nie znał się na magii leczniczej i pierwszy raz żałował, że nie przykładał się do tego typu zaklęć, gdy zobaczył zakrwawiony bok.
– Uspokój się, bo będzie tylko gorzej – wycedził w kierunku półprzytomnego mężczyzny pomagając mu wstać podprowadzając do skrzyni, na której mógł usiąść. Zmroziło go, że zaraz może wyglądać podobnie, jeśli nie uda im się unieszkodliwić zbiegłego zwierzęcia. Jak można być takim idiotą. - Ferula – wyciągnął różdżkę i szepnął przypominając sobie odpowiednie zaklęcie do opatrzenia mu ran, ale z różdżki wystrzeliło tylko kilka błękitnych iskier. Musiał coś sknocić. – Merlinie, czemu to nie działa… Tu potrzebny jest uzdrowiciel  – zaklął pod nosem próbując jeszcze raz, ale bez skutku. Mężczyzna tracił dużo krwi i bez wątpienia, wkrótce straci przytomność, co jeszcze bardziej zdenerwowało Blacka. Przecież nie mogą go tak zostawić na pewną śmierć. Jeszcze mugole zainteresują się tym, co przechowywane jest w magazynach i nieszczęście będzie gotowe. Z desperackich prób przypomnienia sobie innego zaklęcia wyrwał go krzyk Kennetha. No tak, przecież nandu było tylko oszołomione, zaraz się obudzi, a przemytników jest pewnie jeszcze więcej. Trzeba było zadziałać. Ruszył więc w kierunku magazynu nie zwracając uwagi na krew na swoim ubraniu, co w normalnym przypadku byłoby nie do przyjęcia.
– Mobilicorpus – wycelował różdżką w nundu wchodząc do magazynu ale zaklęcie chybiło. Od razu chciał spróbować jeszcze raz, tym razem podchodząc nieco bliżej do zwierzęcia. Ale nie był to najlepszy możliwy pomysł, bo zwierzę zaczęło się budzić. A jak ono się obudzi to już będzie za późno na to, żeby spisywać testament. Nawet przez myśl mu przeszło to, kto z rodziny by się tym przejął, że już nie wrócić z głupiego wypadu do doków. Może i był to młody osobnik, a pewnie z dorosłym to przemytnicy nie mieliby szans i już by terroryzował miasto, ale zdecydowanie lepiej nie stawać z tym czymś oko w oko. Nie pogodził się jeszcze do końca z własną śmiercią w tym miejscu, więc po nieudanej próbie przeniesienia zwierzęcia szybko zszedł mu z drogi starając się ukryć za skrzyniami i przygotować do kolejnej próby łapania nundu z w miarę bezpiecznej odległości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
20-01-2026, 16:58
Mogli uciec, wysłać anonimową sowę do Ministerstwa Magii, po czym udać się na drinka, jakby nigdy nic. Problem był taki, że Kenneth miał w tym interes, aby wiedzieć kto co przemyca, kto stoi za zleceniem i jakie sumy na to poszły. Musiał wiedzieć co się dzieje w porcie, tym bardziej teraz kiedy zaoferował swoje usługi Bradfordowi Bulstrode. Nie było mowy o tym, że taki przemyt przejdzie mu koło nosa - tym bardziej, że część z tych zwierząt ostatecznie i tak trafi do rezerwatu Bulstrode, a część pewnie Ministerstwo każde uśmiercić. Czy Black chciał czy nie chciał, otrzymał przygodę z tych mniej zabawnych.
Rozpaczliwe próby ratowania człowieka przez Oriona, sprawiły, że obejrzał się przez ramię. Nie spieszył się jednak z pomocą gdyż patrzył dwa inne ciała, które leżały na ziemi jako dowód tego, że młode Nundu jest niebezpieczne. Nie miał teraz czasu na ratowanie innych żyć kiedy ich własne było narażone. Najpierw źródło niebezpieczeństwa, potem życie innych. Zapewne nie obędzie bez Ministerstwa, ale nie chciał być przepytywany, gdzie padną niewygodne pytania, a za nimi podejrzenia - zapewne większość słusznych. -Zajmiemy się zaraz nimi. Powiadomimy służby i się szybko zmyjemy.
Magia dzisiaj nie służyła Blackowi, nie dziwił się zupełnie. Nie tego się spodziewał idąc z Kennethem na podsłuchiwanie rozmów. Teraz jednak nie było wyjścia i należało działać. Zaklęcie jakie rzucił nie było trwałe, a zwierzę zaczynało się budzić. Miał dosłownie chwilę, aby postarać się temu jakoś zaradzić nim sami dołączą do bycia krwawą plamą na ziemi. -Petrificus Totalus - Niestety próby unieszkodliwienia Nudnu spłynęły na niczym miał dosłownie parę minut jedynie nim zwierzę się całkowicie obudzi. -Black! Łap za łańcuch, otwieraj szeroko klatkę! - Zarządził i uznał, że póki jeszcze Nundu jest mało ruchliwe postara się je wrzucić za kraty. -Mobilicorpus - Tym razem zaklęcie zadziałało, przyjemne mrowienie wokół palców świadczyło, że udało mu się je rzucić całkiem sprawnie, a stworzenie choć już cicho warczące jeszcze poddało się magii. Słyszał już bunt jaki wydobywał się z trzewi istoty, oraz dostrzegał ruch łap pełne ostrych pazurów, które mogą rozpłatać człowieka na pół. Nie chciał się z nimi spotkać. Dlatego w pełnym skupieniu kierował różdżką czekając, aż Orion otworzy klatę i będzie w gotowości do zabezpieczenia jej łańcuchami. Inne stworzenia w klatkach zaczynały wariować jakby wyczuwały samą istotę magii, która teraz miała miejsce. Ciało Nundu posuwało się w powietrzu ku klatce, tak jak je prowadził czarodziej.
Dopiero kiedy stworzenie zostanie zamknięte będą mieli czas na ucieczkę i poinformowanie Ministerstwa co się dzieje. On już miał pojęcie o jakim przedsięwzięciu mowa oraz z czym przyszło się mierzyć. Najbardziej nie rozumiał chorej potrzeby trzymania takich stworzeń jak Nundu lub innych, których miejsce było w rezerwatach. Chcesz mieć zwierzątko to Pufka sobie weź albo psidwaka. -Uwaga, ląduje - Rzucające się coraz bardziej Nundu trafiło do klatki. -Zamykaj! -Polecił szybko, zaklęcia, kłódki i łańcuchy, dosłownie mieli minutę nim Drętwota przestanie działać, więc sam również zabrał się za otaczanie klatki łańcuchami, przywołał do siebie kłódkę która wystrzeliła spod ciała jednego z przemytników, a ten stęknął przeciągle dając tym samym znać, że jeszcze żyje. Możliwe, że Nundu ich jedynie poturbowało, poharatało, ale jeszcze nie zabiło. Kolejna seria zaklęć zamykająca kłódki, a po nich ryk, który wstrząsnął całą klatką kiedy Nudnu otrząsnęło się spod zaklęcia. Odskoczył od skrzyni przezornie chwytając Blacka za kołnierz celem odciągnięcia od zasięgu szponów stworzenia. -Periculum i zmywamy się stąd. Nie chcesz, aby gadali, że przedstawiciel Blacków szwęda się po magazynach i macza palce w nielegalnym handlu magicznymi stworzeniami. Resztą niech zajmie się Ministerstwo - Mruknął do Oriona. Wątpił, aby przemytnicy coś zapamiętali albo zrozumieli co się działo, byli raczej w stanie szoku i nieprzytomni. A na nich był już zdecydowanie czas.

|Nieudane dwa rzuty na petrificus
Udany rzut na Mobilicorpus
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 19:21
Nie do końca rozumiał, czemu dalej babrają się w tę sprawę, skoro mieli tylko podsłuchiwać. Z dużą dozą prawdopodobieństwa transakcja nie dojdzie do skutku, co zapewne było na rękę Kennthowi, ale właściwie… Lepiej było wiedzieć, kto jest takim idiotą, żeby sprowadzać nundu do Wielkiej Brytanii. On jak najbardziej rozumiał potrzebę sprowadzania nielegalnych i egzotycznych towarów i zwierząt zagranicy. Ale po cholerę komuś coś aż tak niebezpiecznego? Zapewne musiało kosztować dużo. A nawet bardzo dużo, więc przemytnicy nawet nie zastanawiali się nad tym jakie mogą być konsekwencje sprowadzenia tutaj tej bestii. Nie rozumiał tego jak bardzo chęć zysku przyćmiewała niektórym zdrowy rozsadek. To były tylko pieniądze. Można je było zdobyć na różne sposoby, czasami nawet bez narażania własnego życia. Naprawdę chciał pomóc temu człowiekowi, który wykrwawiał się przed magazynem, chociażby dlatego że mógł wiedzieć, kto zlecił mu to durne zadanie, ale ważniejsze było w tym momencie pomóc Kennethowi, a zdawało się, że jest teraz dla kumpla bardziej kulą u nogi niż pomocą.
– Ten typ przed magazynem się zaraz wykrwawi. Nie wiem czy dasz radę czegoś się jeszcze do niego dowiedzieć – rzucił trochę zdezorientowany tym, co właśnie się dzieje, ale momentalnie doskoczył do klatki i otworzył ją szeroko, gdy tylko Kenneth wydał mu takie polecenie. Nie było czasu na zastanawianie się. Odgłosy z innych klatek zaczynały być coraz bardziej niepokojące, a oni prawie ocierali się przez jego nieudane zaklęcie. Tak, obwiniał siebie o to całe zajście, bo pewnie gdyby Kenenth wziął ze sobą kogoś bardziej doświadczonego, to nundu byłoby już w klatce, albo najlepiej w ogóle by nie żyło. Dla niego pokonanie tego zwierzęcia właściwie graniczyło z cudem. Zwinnie jednak zamknął klatkę, gdy tylko zwierzę się w niej znalazł, wyciągnął różdżkę w kierunku zamka i wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić i skupić – Colloportus – rzucił w stronę drzwi, tak żeby przynajmniej chwilę dłużej zajęło nundu pokonanie przeszkody poraz kolejny. Odskoczył, gdy poczuł, ze Kenneth odciąga go dalej od klatki. Zdecydowanie to był dobry pomysł. Dopiero po kolejnych seriach zaklęć poczuł się na tyle bezpiecznie, żeby rozejrzeć się po magazynie. Skrzywił się pociągając nosem, bo zauważył paskudny zapach z innych klatek i poczuł swąd taniego alkoholu. Obrzydliwość. – Nie chcesz któregoś z nich stąd zabrać i przepytać? Wszystko już jasne? – zapytał wyglądając tak jakby oberwał całkiem silnym confundusem, bo dla niego to co się wydarzyło nie było w ogóle zrozumiałe. – Taaa, jak ma być skandal to ja już wolę to nundu – odpowiedział kręcąc głową i kierując się w stronę wyjścia. – Nic Ci nie zrobiło? – dopytał przypominając sobie, że jej cały uwalony krwią jednego z przemytników. Na szczęście nie byłą to jego krew, ale też wolał, żeby nikt go nie widział w takim stanie. – Ministerstwo nie będzie zachwycone. Słyszałem w windzie jak typ z wydziału zwierząt narzekał na liczbę interwencji – zagadnął tylko i zmarszczył czoło. Właściwie to mógł o tym powiedzieć wcześniej, bo może już badali tę sprawę i nie trzeba by było się narażać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
26-01-2026, 20:03
Teoretycznie mogli już sobie pójść. Mieli podsłuchiwać, ale jakoś nie uśmiechało mu się chodzić po okolicy wiedząc, że małe Nundu biega i atakuje ludzi. Z czystej obawy o własne życie należało się nim zająć. Nie chciał też, aby Blackowi coś się stało. Sam go wyciągnął nocą do magazynów i poza podsłuchiwaniem, wyciągnięciem wiedzy nie liczył na nic więcej. Otrzymał zdecydowanie dużo i miał już pomysł jak to wykorzystać. Musiał jeszcze tylko zdobyć inne dowody. Orion miał rację, że z poturbowanych przemytników niczego nie wyciągnie, ale z dokumentów jakie mogli mieć przy sobie zdecydowanie tak.
Kto chciał te zwierzęta sprowadzić do Anglii? I w jakim celu? Ile to cholerstwo było warte? Tak wiele pytań i praktycznie żadnych odpowiedzi. W jego głowie kotłowały się myśli podobne do tych jakie trawiły samego Blacka. -Hmm? - Obejrzał się przez ramię patrząc na mężczyznę, który leżał przed magazynem. Nie posiadał wiedzy medycznej, aby móc opatrzyć jego rany, poza tym, aby je uciskać i zminimalizować krwawienie.
Nundu w klatce rzucało się na wszystkie strony warcząc, dysząc jakby obiecywało krwawą zemstę. Zawiasy niebezpiecznie trzaskały i mogły zwiastować kolejną tragedię. Nie chcieli być jej częścią. Podszedł do leżącego człowieka, który stękał coraz głośniej informując tym samym, że żył. Nie zważając na jego ciche protesty Kenneth przeszukał jego kieszenie, wyciągając z nich dokumenty, listy, a wszystko to pakował do swojej kurtki. Uczynił to z innym mężczyzną, który leżał trochę dalej, całkowicie nieprzytomny, ale oddychał. Nie nosił żadnych śladów pazurów czy kłów, krwi też nie widział. Musiał po prostu stracić przytomność. Jego dokumenty również znalazły się w posiadaniu kapitana. -Nie mam czasu na przesłuchania, a obawiam się, że na razie nic mi nie powiedzą, a ja stanę się niańką. - Nie miał współczucia dla tych mężczyzn. Wiedzieli na co się piszą, a jeżeli nie i podążyli tylko za zapachem pieniądza to już płacili ogromne odsetki od tej inwestycji. -Jestem cały, a ty musisz się przebrać, bo nie ryzykowałabym zaklęć w takim stanie. - Wskazał na jego ubiór, po czym wyszedł przed magazyn i wyciągnął różdżkę w górę. -Periculum! - Czerwone iskry wystrzeliły gwałtownie w powietrze informując odpowiednie służby, że w tej okolicy miało miejsce wydarzenie, którym powinni się zainteresować. -Czas na nas. - Klepnął kumpla w ramię i wskazał właściwą drogę ucieczki. Przemykali trzymając się blisko ścian, jakby same cegły mogły ich ukryć przed wzrokiem służb. Skręcili gwałtownie w węższą alejkę, gdzie bruk zapadał się pod stopami, ale musieli zniknąć i przejść na bezpieczniejszą strefę, skąd mogli udać się do domu Kennetha lub na Złotą Łanię, gdzie Black będzie mógł się oporządzić. Nie chciał, aby ktoś pytał dlaczego Black wyglądał, jakby dopiero co wyszedł z rzezi, a nie z magazynowego zaułka. -Rezerwaty nie wyrabiają? - Zapytał na wzmiankę o typie z Ministerstwa Magii. Nie interesował się tym aż tak bardzo, przynajmniej nie jeżeli chodzi o stworzenia biegające po Anglii. Morskie istoty były mu zdecydowanie bliższe i o nich wiedział też więcej. -Będą mieli teraz kolejną interwencję, bo czuję, że to grubsza jakaś sprawa.- Poklepał się po kurtce, w której znajdowały się zwinięte dokumenty. -Możliwe, że otrzymają niespodziewany anonimowy donos.- Zaraz po tym jak się upewni, że człowiek, który za tym stoi nie bruździ w jego interesach i przypadkiem nie naraża na szwank opinię samego kapitana Fernsby.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 21:34
Leżący przed magazynem ranny mężczyzna był łatwym celem. Można było mu spokojnie wejść do głowy i wyciągnąć wszystkie interesujące informacje. Nawet jeśli umiał się przed tym bronić, to nie miałby w tym momencie siły. Orion w duchu żałował, że nie umie legilimiencji jak jego ojciec. Jak narazie on sam nauczył się tylko podstaw tego jak się przed nią bronić, ale tutaj zdecydowanie przydałaby się sztuka odwrotna. Szkoda. Chciał przydać się Kennethowi, a nie być tylko wymuskanym paniczykiem, który w sumie to bardziej przeszkadza niż pomaga, a bardzo chce wybrać się na jakąś misję, żeby poczuć dreszcz emocji. Czy też poczuć cokolwiek, co nie jest znudzeniem i frustracją. Niby we dwóch zawsze jest bezpieczniej niż samemu, ale jednak nie przydał się na zbyt wiele, bo przy zmieniających się okolicznościach jego skupienie spadło do takiego poziomu, w którym dość proste zaklęcia zdawały się niewykonalne.
– Masz rację. Nie ma co. Duża szansa, że właściwie nic nie wiedzieli, bo najbystrzejsi być nie mogli skoro dali się wkręcić w przemycanie nundu – pokręcił głową z dezaprobatą, bo naprawdę nie rozumiał jak mogli siedzieć z tym czymś w jednym magazynie. To już całkiem skrajna głupota.
– Na szczęście na czarnym nie widać jakoś bardzo tej krwi, więc nie powinienem się rzucać w oczy – manierycznym ruchem wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza białą chusteczkę z haftowanym napisem „Toujours Pur”, żeby wytrzeć w nią ubrudzone ręce.W sumie zabawny zbieg okoliczności, bo absolutnie nie mógł być pewien, czy krew, którą właśnie wycierał w chustkę była tak czysta jak jego własna. Nie do końca zapewne przemyślał ten ekwipunek do swojej prawdziwej przemytniczej misji, ale dla niego dość naturalnym było, że trzeba mieć przy sobie co najmniej dwie chusteczki. Gdy czerwone iskry uniosły się w niebo wiedział, że już nie ma czasu stać i dywagować nad czymkolwiek. Ostatnie czego chciał, to być przesłuchiwanym przez służby i zostać powiązanym z przemycaniem nundu.
– Nie przyglądałem się sprawie za bardzo. To tylko plotki, ale chyba nie Ci jedni postanowili sprowadzać nielegalnie magiczne stworzenia. To pewnie dobry interes – ostatnie zdanie starał się wypowiedzieć pewnie, tak jakby się znał, ale zdecydowanie to mu nie wyszło. W końcu to kompletnie nie była jego działka, ale jak najbardziej udawał, że tak. Nawet bardziej rozumiał tych, którzy kupowali takie okazy. Może nundu nie było najmądrzejszą opcją, ale inne egzotyczne, ale nielegalne stworzenia mogły być miłym urozmaiceniem codzienności. Jedni kolekcjonują obrazy, inni książki, może ktoś chce sobie trzymać w domu niezbaepiecznego stwora z innego kontynentu. Sam miał dość ekscentryczne zainteresowania, więc nie jemu oceniać. Gdyby nikt tego nie kupował, to nikt nie narażałby życia, żeby to sprowadzić. – Mam nadzieję, że w tych papierach będzie coś ciekawego – uśmiechnął się, bo w końcu liczył na jakąś grubsza intrygę, a nie wyjście, w którym narażali swoje życie bez sensu. – Muszę się ogarnąć. I napić – spojrzał na kumpla pytająco czekając na propozycje, bo on nie wiedział, w którą stronę i do którego lokalu najlepiej wejść.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.