• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Dom bez adresu
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 23:12

Dom bez adresu
Wciśnięty między dwa puste budynki na granicy Whitechapel i Limehouse. Nie ma numeru. Nie ma nazwy. Z zewnątrz wygląda jak dom, którego nigdy nie wykończono albo jak ruina, której nikt nie odważył się zburzyć. Pokryty drewnianymi panelami, które niegdyś były białe.  Ogromny ganek stanowił kiedyś część reprezentacyjną. Czerwona, potłuczona dachówka spoczywa tuż pod obdrapanymi fundamentami. Drzwi nie mają klamki, jednakże pozostają zamknięte. Okna zborowymi okiennicami są zasłonięte od środka ciemnym materiałem. Niewielki ogród jest zaniedbany, zarośnięty pokrzywą, chwastami i żerującym bluszczem. Niektórzy twierdzą, że wewnątrz ktoś mieszka, nocą tli się światło świecy, że w oknie pojawia się pewna tajemnicza postać. Nikt nie przyznaje się jednak do własności. Miasto wydaje się omijać ów dom szerokim łukiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 23:17
18 kwietnia 1962


Doniesienia o zagłębiu narkotykowym we wschodnich dzielnicach Londynu wracały na posterunek falami, sugerując zwiększającą się ostrożność producentów lub… Obecność podwójnego agenta w szeregach policji. Tak, mówiono o tym – wspominano, że chętnych do splamienia munduru nieczystymi zagrywkami było wielu, a niektórzy z nich zdolni byli do bezczelności tego typu niemal bez zawahania, w biały dzień, czerpiąc z tego własne korzyści.
Mówiono, że sprawę rozwiązanoby już trzy miesiące temu, gdyby nie ciągłe wodzenie policji za nos; gdyby nie fałszywe tropy podsuwane odpowiedzialnym za to śledczym i gdyby nie cały ten chaos informacyjny, w którym zbyt wiele osób cywilnych posiadło wiedzę, której na tym etapie posiąść nie powinno.
Zgromadzono ich w zamkniętej sali, a tam wyjaśniano szczegóły. Gdy Harrison słuchał poleceń starszego stażem kolegi – odpowiedzialnego za planowaną akcję – pocierał szczękę palcami w zamyśleniu. Kiwał głową ze zrozumieniem, ale za zrozumieniem tym szło coś więcej; coś ponad postępującą gotowością do przydzielonego im zadania. Coś, co sprawiało, że Harrison spojrzeniem uciekał ukradkiem ku Day’owi. Tak, jakby chciał upewnić się, że ten zrozumiał usłyszane polecenia.
W rzeczywistości myślał raczej o tych wszystkich razach, kiedy sami przymknęli oko na stojącego na rogu dilera. O tym wszystkich razach, kiedy sami plamili mundur dla własnych, materialnych korzyści. Harrison nie był człowiekiem bez skaz – a ostatnio kiedy… Pomyślał o szansie na potencjalne opuszczenie szeregów magipolicji… Nieważne.
To nie oni byli tymi, którzy bruździli w tej sprawie.
Wytwórcy narkotyków to sprawa zdecydowanie zbyt poważna jak na codzienne łapówkarstwo. To zbyt grube ryby, zbyt duża szkodliwość społeczna, zbyt duża grupa zaangażowana. To nie jest już tylko zwykły zarzygany chłopaczek z kilkoma działkami - najsłabsze ogniwo machiny, zależne od głównego mechanizmu, ale tak proste do potencjalnej wymiany.
Titus przełyka ślinę w stresie, kiedy spotkanie grupy kończy się.
Angaż osób niezwiązanych na co dzień z tego typu sprawami wydaje się niemal diabelnie logiczny – większość osób odpowiedzialnych w służbach za biznes narkotykowy pozostawała spalona na starcie, dobrze znana, przejrzana, prawdopodobnie zinfiltrowana przez kogoś, kto działał na dwa fronty.
Osoby z innych działów mogły przedrzeć się bliżej… Mniej zauważone.
W jakiś sposób nie czuje się nawet zaskoczony tym, że ponownie przecina swoje ścieżki z Willow Weasley. Zarówno dlatego, że w papierach ich współpraca nie wygląda źle, ale i dlatego…
Dlatego, że dla jasnowidza niektóre rzeczy wydają się w dziwny sposób i w pewnych warunkach zwyczajnie oczywiste.
Nie wyznaczono ich jednak do infiltracji. Wyznaczono ich do pościgu.
Tak, planem było wywabienie członków szajki z miejsca, w którym walka mogłaby… Mogłaby być bombowa. W dosłownym tego słowa znaczeniu.
– Trzy minuty – szepcze Harrison, kiedy znajdują się w odpowiedniej kryjówce. Kiedy czekają na odpowiedni sygnał innych funkcjonariuszy. Kiedy w każdej chwili usłyszeć mogą pęknięcie szkła, a potem poczuć na ciele onieśmielające ciepło wybuchu.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, paranoiczne myślenie Titusa pozostanie tylko tym, czym jest w większości wypadków – wyolbrzymianiem wizji nic nie znaczących.
Bo jak na złość wszystko co widział pod powiekami przez kilka ostatnich tygodni nie przypominało… Nie wydawało się przypominać tego, czego doświadczali dzisiaj. Próbował wmawiać sobie, że wszystko musi więc pójść dobrze, ale wrodzona zdolność do dostrzegania barw ciemnych brała górę.
Bał się, że pominął coś ważnego.
Dziś skupiał się więc niemal nadmiernie, nie przypominając w żadnym stopniu tego funkcjonariusza, z którym Willow współpracowała przez kilka pięknych wspólnych miesięcy. Pozostawał czujny, jakby czujność ta zapewnić miała mu wcześniejsze zauważenie potencjalnej korelacji jakiejkolwiek dawnej, pozornie zignorowanej wizji i brutalnej rzeczywistości.
Czy to pogmatwane? Tak. Ale tak pogmatwany był właśnie wewnętrzny świat Harrisona.
– Dwie minuty – mówi, zerkając na zegarek na nadgarstku, odginając rękaw idealnie wyprasowanego (pierwszy raz od wielu lat) munduru. – Wchodzą – mówi cicho, ukradkiem widząc znikające z pola widzenia sylwetki policjantów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 00:51
Oczywiście, że została przydzielona do oddziału z dwójką znacznie starszych czarodziejów, choć Day był kropką nad i ze swoimi umiejętnościami miotlarskimi, tak widząc Harrisona, nie była pewna czy to było dobre rozwiązanie. Nie, żeby mu brakowało umiejętności, ale jakiejś iskry, werwy, może determinacji? Przynajmniej z jej obserwacji, gdy przyszło im pracować niecały rok temu przez parę miesięcy. Zdziwienie łatwo było odczytać z jej twarzy, gdy widziała go dziś skupionego – zdeterminowanego do działania, jak chyba nigdy. Może to były prywatne zatargi z gangiem, a może coś innego? Dobrze było go widzieć, tak zebranego. Uśmiechnęła się do niego kilka razy, tak żeby pokrzepić go, że nie ma mu za złe tych... paru nieudanych akcji, przesłuchań czy bałaganu w papierach – chociaż ona sama też przecież bałagan potrafiła na biurku trzymać i miała się czepiać o to? Każdemu zdarzają się trudniejsze chwile, dni, tygodnie, a nawet miesiące.
Kiedy tłumaczono cały dalszy plan, przydzielono też nazwy oddziałów, aby łatwiej było się komunikować i rozdzielać. Można było numerami, ale jakoś była tradycja na wybieranie magicznych stworzeń i im przypadła wdzięczna nazwa: Pikujące Licha. Oczywiście, bo na miotłach, latają i są niebezpieczni. Merlinie… Willow zagryzła lekko policzek, powstrzymując parsknięcie śmiechem. Jakiś nastrój miała do żartów, może to przez ostatnie spotkania ze szkolnych ławek, a może po prostu kwestia przechwyconych wujaszkowych żartów słaniających się od rana w dyżurce. Jakby nie było, z kim przestajesz, takim się stajesz, a jej bracia nie oszczędzali humoru od dzieciństwa, sama lubiła żartować, potem trafiła na męskie terytorium komisariatu pełne komediowych głupotek i o, niby poważny dzień, podniosłe spotkanie, poważna akcja, a jej w oczach tańczył cień uśmiechu, gdy za każdym razem słyszała Pikujące Licha w kontekście własnego oddziału. Mogli skończyć jako abrakasany albo chochliki kornwalijskie, więc nie było aż tak źle.
Spoważniała dopiero przy szafce, kiedy dopinała płaszcz, poprawiała odznakę i zdała sobie sprawę, że jeśli zrobi się nieprzyjemnie, to niewykluczone, że na siniakach się nie skończy. Drobna pesymistyczna wizja wlała się na odważny obraz akcji. A może to była już sama obecność Titusa? Choć przecież był tak odmieniony, więc jakim cudem mógłby sączyć ten smutek i niepokój z oczu na jej własną wizję? Zaczęła więc myśleć o tym, dlaczego tu jest, po co to robi, a także, że trochę było wyróżnieniem brać udział w tak szeroko zakrojonym przedsięwzięciu. Może i miotły nie miała najszybszej, ale różdżkę całkiem prędką już tak. Duże akcje policyjne mimo wszystko wywoływały stres, to uczucie pełzające dreszczem pod skórą, wijące gniazdo – a może kokon – w żołądku. I przynajmniej na tę parę godzin zniknie z jej głowy wizja czarnoksiężnika, który miesiąc temu jawnie zbezcześcił swoją obecnością ceremonię zaprzysiężenia Ministra Magii.
Lecąc na miejsce wiele nie rozmawiali, bo i dlaczego? Plan znali, musieli być czujni, a rozmowy mogłyby ich niepotrzebnie rozpraszać. Chociaż lecąc na miotle we wskazany adres, parę metrów od starszych czarodziejów, przyglądała się to jednej czuprynie to drugiej, aż w głowie zanuciła jej piosenka z czasów Hogwartu, którą podśpiewywały bodajże jakieś puchonki.
That it's finally me and you, and you and me,
Just us, and your friend Steve.

Czy dziś Willow miała być Steve'em? Ta myśl wywołała lekki i krótki uśmiech na ustach, który zaraz skryła pod spuszczoną głową. Pochylała się lekko nad swoją wysłużoną miotłą, choć paradoksalnie szybszą i lepiej dopasowaną, niż te policyjne modele z urzędu. Zimny wiatr wycisnął się między guzikami płaszcza, studząc z lekka zarumienione policzki, a spięte w warkocz włosy nie poddawały się tym chłodnym porywom.
Do-do-do-do-do-do, Steve. Chyba nucił to też Bones swego czasu? Gdy jeszcze grał nie jako Nuciak, a ten ich Porywający Rytm Kwachów. Szkoda, że tym razem musiała zajmować się innymi kwachami, a nie tymi z Miodowego Królestwa.
Merlinie, Willow ogarnij myśli.
I wtedy zdała sobie sprawę, że też jej dzisiejsze zabawowe rozbestwienie w myślach, musiało wynikać z pozostawionego na komodzie kamienia księżycowego, który od wydarzeń zaprzysiężenia nosiła w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnęła go parę dni temu, chciała zapleść kamyk w druciki i zrobić z niego wisiorek, ale sławetny pech dziecka urodzonego w piątek trzynastego postanowił zebrać plony w postaci zapominalstwa. No trudno, będzie musiała obyć się bez tego. Wdech i wydech na uspokojenie, a w pamięci rozbrzmiały słowa brata „stała czujność, siostra”.
Obserwowała jak oddział policjantów wciskał się przez wyznaczone wejścia do budynku, aby wykurzyć przestępców, których mieli wyłapać. Później chwilowa cisza. Wstrzymany oddech w piersi, a odległe dźwięki miasta były akompaniamentem wyczekiwania. Wreszcie wybiegło parę gangusów, bez mioteł, puścili się biegiem w las – tam pewnie wyłapie ich któryś oddział naziemny, Garborogi albo Matagoty. A gdzie były ich cele? Cele dla Pikującego Licha? Willow cierpliwie czekała na sygnał, od któregoś ze starszych stopniem policjantów, przyglądając się wydarzeniom w dole.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
11-01-2026, 02:09
Skupiony Titus zachowywał się... dokładnie tak samo, jak praktycznie codziennie podczas pracy z Ambrose'm, który nie poświęciłby nawet myśli normalnemu samopoczuciu swojego partnera. Ale poświęcił, a konkretnie poświęcał od miesiąca (nawiasem mówiąc, bardzo to czasochłonne; coś za coś i analizując stan psychiczny Titusa nie mógł już analizować statystyk Srok z Montrose równie skutecznie jak zwykle, przedwczoraj zszokowało go, że przegrali mecz). Pomysł Harrisona o rzuceniu magipolicji wracał do Day'a jakieś kilka razy dziennie, nawet jeśli sam zainteresowany zapomniał już o sprawie. Co niby mu się tutaj nie podobało? Zbyt gorąca kawa? Zbyt zimna kawa? Niedokładnie umyte filiżanki do kawy? (Merlinie, Ambrose umyłby je za niego! Wyprasował mu w końcu mundur!) Nie, te wszystkie rzeczy nie pasowały chyba Ambrose'owi... może powinien spytać Titusa wprost, zamiast zgadywać ze swoją ograniczoną wyobraźnią, ale bezpieczniej było nie poruszać tematu. Nie w pracy. Na odprawie uciekał ukradkiem spojrzeniem ku Harrisonowi, ale w odwrotnych momentach niż Harrison ku niemu. Nie podchwycił jego wymownego spojrzenia, a nawet gdyby je podchwycił to dziś by go nie zrozumiał. Miał w dupie dilerów, na których przymykali oko (zresztą dosłownie za to dostawał ochłapy pieniędzy, żeby mieć ich w dupie... a podchodził do umowy bardzo poważnie!), dziś mieli ścigać zupełnie innych dilerów. To, czym handlowali też go nie obchodziło, bo tego nie tykał. Dopóki nie tknie tego żadne z jego dzieci, Ambrose Day pozostanie moralnie neutralny: kiedyś płacono mu za ignorowanie dilerów, dzisiaj płacono mu za łapanie innych dilerów; i każdy z tych obowiązków wykona sumiennie.
- Jak się z nią pracowało? - zagaił Titusa możliwie neutralnym tonem gdy dowiedział się, że do akcji przydzielono ich z byłą partnerką partnera. Był szczerze ciekawy tego, jak Weasley sprawdza się w praktyce... i umiarkowanie ciekawy własnej reakcji. Przeważnie nie znosił partnerów Titusa, obydwaj Chrisowie byli wyjątkowo durni i irytujący i... tacy, jak można się spodziewać po kimś o imieniu Chris. Willow brzmiało jednak dumniej, a poza tym Willow była kobietą, więc automatycznie czuł się z jej obecnością bezpieczniej. Jak na kogoś, kto lubił kontrolę przystało, pocieszała go świadomość, że w razie czego może delikatnie wpłynąć na funkcjonariusz Weasley. Nie teraz, czasem to działało nieprzewidywalnie, a musieli się skupić. I poza tym.. - Na pewno masz u niej autorytet? - skonkludował. Z racji wieku.
Nie wiedział, że się myli i że podczas jego rocznej nieobecności Titus był bardziej rozproszony niż powinien...

Lecąc na miejsce nie rozmawiali, bo i dlaczego? Nie było o czym rozmawiać skoro znali plan, a milczenie Weasley pozytywnie go zaskoczyło. Samemu najlepiej skupiał się w milczeniu, więc podobnie jak rudowłosa z napięciem wpatrywał się w wejście do budynku, aż...
Trzy minuty. Skomentował to uprzejmym milczeniem.
Dwie minuty.
- Wiem, ile to minut. - westchnął z lekką irytacją. Zacisnął usta i powstrzymał się od dalszych komentarzy, może Titus szeptał to dla swojej—ich—partnerki?
Jedna minuta. - dodał w myślach i wtedy z budynku pomknęła miotła. Nie od razu dał jednak sygnał, czekając na kolejną. I kolejną. Trzech uciekających, jaka idealna symetria.
- Już. Druga po południu, - syknął, sygnalizując też kierunek pościgu i—nie czekając na odpowiedź reszty oddziału—puścił się w pogoń za ich celami. Latał prawdopodobnie najlepiej, o ile młoda go nie zaskoczy (nie zaskoczy, sprawdził jej akta i nie było tam wzmianki o profesjonalnej grze), więc musiał zmaksymalizować przewagę i wykorzystać każdą milisekundę. Zaskoczy napastników, spowolni, a wtedy wesprą go Pikujące Licha.

jak szybko prowadzę pościg?
1x k100 (Quidditch/latanie na miotle):
29
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
15-01-2026, 23:45
– Gorzej niż z tobą – odpowiedział wtedy mało wylewnie. Kilka lat wspólnej pracy zawsze było lepsze od kilku miesięcy wspólnej pracy. Praca z Ambrose’m była lepsza od pracy z kimkolwiek innym. Praca z kobietą była zaś onieśmielająco-stresująca.
A autorytet Harrisona… Cóż, stwierdzenie, że przeniesienie Day’a na inny komisariat oddziaływało głównie na niego i było karą tylko dla niego, byłoby wręcz okrutnym nieporozumieniem. Trafiając na Willow – młodą dziewczynę po szkoleniu – wcale nie świecił przykładem, o ile nie chodziło oczywiście o przykład negatywny. Młoda Weasley podciągała wyniki ich dwójki, kiedy ten testował, jak wiele jest w stanie nie robić, by wszyscy uznali, że wciąż wykonuje swoje obowiązki. Pewnie powinien przeprosić ją za tamtejszy, niezwykle spóźniony okres młodzieńczego buntu i leserstwo. Pewnie mogliby chociaż pogadać. Ale jakoś tak wyszło, że skupił się jeszcze mocniej niż kiedykolwiek, pchany do działania własnym, elastycznym, ale i upominającym się o sprawiedliwość sumieniem.
Nie myślał dziś o zrzuceniu munduru – myślał dziś o tym, by po prostu porządnie wykonać obowiązki z niego wynikające. Ponownie czuł na nadgarstkach i kostkach sznurki ciągnące go w tył – niemal zabraniające podejmować decyzję już, teraz, natychmiast. Jakby wiedzieć musiał, że upragnionych rezultatów nie osiąga się w pośpiechu.
Kilka dni temu śnił o jeleniu próbującym opuścić pomieszczenie, niemieszczącym się w progu ze swoim szerokim porożem. Nie rozumiał tego – kwiecień był porą, kiedy każdy byk musiał je zrzucić. Nie opowiedział o tym partnerowi, wciąż trawiąc jeszcze przyswojoną, niejasną informację. Może interpretował wizję zbyt dosłownie, może chciał zobaczyć w niej przyszłość zbyt bliską. Może jego momentem będzie więc kolejna wiosna, albo ta za dwa lata, albo…?
Zero – pomyślał.
Minuta minęła. Zawieszeni na miotłach czekali na jakikolwiek ruch w napięciu. Harrison mógł przysiąc, że w ciszy słyszał pracę serca każdego z nich.
Gdy Ambrose dał im sygnał do wylotu, Harrison wbrew własnej woli – jak w kalejdoskopie przejrzał wszystkie, rozważone dziś czarne scenariusze. Trwało to może sekundę. Tą sekundę, która uczyniła go drugim startującym z kryjówki gończym. Czasami żartowano, że tak właśnie wyglądały te całe policyjne pościgi. Jakby zaklinać mieli rzeczywistość, jakby to nie byli zwykłymi “psami”, a czystej krwi myśliwskimi kundlami.
Trzech uciekających z kryjówki miotlarzy poruszało się szybko – dość wprawnie, jednak z pewnością nie tak zwrotnie jak uczyniłby to zawodowy gracz Quidditcha (nawet na emeryturze). Kurierzy? Możliwe. Wydawali się nosić na plecach coś, co być może próbowali stamtąd wynieść.
Jeden z uciekinierów – ten ostatni, znajdujący się najbliżej doganiającego ich pościgu – wydaje się odnajdywać w locie najlepiej. Nie pędził na urwanie karku - szykując się chyba prędzej do zmiany kierunku lotu, niż ciągłego uciekania w linii prostej. Latał jednak na tyle dobrze, by obrócić szyję i spojrzeć za siebie – na podążających za nim magipolicjantów.
Na twarzy maluje mu się cień ledwo zauważalnego z tej odległości przerażenia. A jeden z przedstawicieli Pikującego Licha doskonale rozpoznaje w nim policyjnego informatora. Podwójnego agenta?


k100 - w jakiej jestem dziś formie
k3 - kto z nas rozpoznaje informatora?
1 - titus; 2 - willow; 3 - ambrose
1x k100 (Latanie na miotle):
21
1x k3 (Zgadnij kto to?):
3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
20-01-2026, 21:04
Godzina wyznaczyła kierunek, a trzy sylwetki bandytów śmignęły tam, rozmywając się od natychmiastowej prędkości. Czy to były kradzione modele mioteł? Nimbusa 1962 raczej tam nie było, ale na pewno coś z potężnym czarem dodającym prędkości, bo dogonić szubrawców może być ciężko. Nie ruszyła od razu, poczekała, aż dwójka starszych stopniem policjantów zdecyduje o jakiejkolwiek formacji, bazując na ułożeniu przestępców, jednak nie doczekała się komendy w tej kwestii, a to oznaczało wolną rękę. Może i tak było lepiej? A może po prostu nie dosłyszała od hałasu, jaki zaczął robić się w dole. Czasami miała tendencję do pchania się przodem, narażając się na pierwszy ogień mogący wystrzelić z różdżek przeciwników. Nie, żeby była w gorącej wodzie kąpana, ale chyba jej wewnętrzny Gryfon nie mógł znieść, jeśli był tracony czas lub okazja uciekała sprzed nosa. Tym razem obiecała sobie trzymać stałą czujność i biorąc głębokie oddechy, studziła swoje nerwy.
Ścisnęła drążek od miotły i ruszyła miarowo, kierując się nieco w dół pod dwójkę policjantów, starając się utrzymać na początku razem z nimi tempo. Wzięła kolejny głęboki oddech i niemal, jak na meczu quidditcha w Hogwarcie, zanurkowała jeszcze w dół, nabierając prędkości, by po chwili odbić do góry i z furkoczącym płaszczem wystrzelić do przodu. Wiatr smagał chłodem policzki, a zmrużone oczy wędrowały od jednej sylwetki do drugiej, starając się znaleźć główne ogniwo, za którym leciał łańcuszek. Ucinając główny łeb hydry, wierzyła, że mogła doprowadzić do dezorientacji pozostałej dwójki uciekinierów, a to było już naprawdę – w jej mniemaniu – niczego sobie strategią. Gdzie mogli się kierować? Jaki cel przeświecał za obranym kierunkiem i tempem? Mieli tylko uciekać, po prostu, jak najdalej, czy oznaczyli sobie jakiś punkt, w którym mieli spotkać się z resztą? Na te pytania mogli jej odpowiedzieć jedynie po złapaniu. Najpewniej będzie to wymagało paru gróźb, słownej manipulacji albo w najgorszym wypadku siłowego podejścia do delikwenta. Niemniej, żeby móc nad tym bardziej się zastanowić policjanci potrzebowali zatrzymać tę zgraję.
Witki lecącego na końcu bezecnika miała niemal na wyciągnięcie ręki, jednak jego chciała postraszyć swoją obecnością, pewnie zacznie zaraz robić slalomy, czy inne harce, żeby ją zgubić. Więc czemu trzymać go cały czas na celowniku i być tak przewidywalną? Zwinnym ruchem sięgnęła do różdżki i wycelowała nią w trzymającego się na szczycie formacji nieznajomego, odbijając raptownie do boku.
– Luniperorum Excursi! – różdżka błysnęła kolorowym światłem, a inkantacja w wirujący sposób popędziła do wyznaczonego celu. W jednej chwili miotła zaczęła wywijać własne tańce, gwałtownie, hamując, odbijając na bok, w dół – niemal, jak wierzgający byk próbujący zrzucić z siebie balast. Zerknęła krótko za siebie, sprawdzając, jak wyglądała sytuacja za nią, bo chociaż wierzyła, że policjanci jej nie zostawili i zależało im tak samo na złapaniu bandziorów, to wewnętrzny niepokój wątpił w Titusa. Mógł dziś wyglądać jakby był w swojej najlepszej formie, ale nie miała zamiaru bezgranicznie ufać, że nie wpadł w jakieś drzewo.


1. Losujemy jaką statystykę wytrzymałości ma Bandyta A K3
k1 - 10
k2 - 15
k3 - 25

2. PS utrzymania na miotle 60 (do rzutu dolicza się potencjał wytrzymałości, czyli z rzutu powyżej) Bandyty A

3. Co robią bandyci B i C? K3
k1 - uciekają dalej zostawiając kolegę
k2 - próbując pomóc koledze w jakiś sposób z opanowaniem miotły
k3 - atakując policjantów
1x k3 (wytrzymałość Bandyty A):
1
1x k100 (Utrzymanie na miotle Bandyty A):
29
1x k3 (Co robią bandyci B i C?):
3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
27-01-2026, 21:20
Satysfakcjonowało go, że z Willow pracowało się gorzej niż z nim—oszczędna uwaga wystarczyła, by Ambrose nie ustawił jej w jednym szeregu z Chrisami, z którymi do tej pory pracował Titus. Musiał za to przyznać, że pomimo recenzji Titusa... z młodą nie pracowało się źle. Nawet teraz wykazała się trzeźwością umysłu i szybkością ciała, bez problemu dopędzając Ambrose'a... i biorąc za cel nie oczywistego mężczyznę, który leciał ostatni; a tego na szczycie formacji. Uśmiechnął się z rozbawieniem, widząc jak bandyta nieskutecznie zmaga się z próbującą go zrzucić miotłą. W powietrzu bawiło go jakoś więcej rzeczy niż na lądzie. Bandyta stracił równowagę i Ambrose już chciał zainterweniować, by się jednak nie połamał, ale... jego wzrok przykuł ktoś inny. Może altruizmem zajmie się Titus, a może nie.
Day wlepił zmrużone spojrzenie w ostatniego z lecących mężczyzn, którego profil zobaczył teraz lepiej.
- Goyle, ty zdrajco! - warknął, w pośpiechu celując w niego różdżką. Może i samemu kradł i przymykał oczy na różne sprawy, ale miał kodeks moralny, do cholery. Nigdy nie zdradziłby policji.  - Gelata digitus! - pomimo kiełkującej w nim złości, w pierwszej chwili chciał rozbroić Joshuę Goyle'a, informatora, z którym nigdy nie mógł się dogadać (Titus prędzej, on jakoś odnajdywał się wśród takich ludzi i w takich miejscach: a tym miejscem była speluna w porcie i stół z kuflem z piwem).  Strategicznie. Na chłodno.
Zaklęcie chybiło, a Ambrose się zirytował. Skoro Willow uznała już, że sprowadzą bandytów na ziemię to proszę bardzo.
Nie miał jednak cierpliwości na zaklęcia, skoro mógł użyć po prostu szybkości i siły. Nachylił się, a potem zapikował, by w ostatniej chwili poderwać miotłę w powietrze i spróbować przeciąć Goyle'owi drogę. Sam impet powinien zachwiać jego miotłą, a Ambrose wyciągał już lewą rękę by sobie w tym pomóc...
Informator, widząc tarapaty kolegi, miał już różdżkę przygotowaną do ataku—ale najpierw musiał utrzymać się na miotle. Obejrzawszy się przez ramię, zwarty i gotowy do samoobrony był za to kolejny z bandytów. Chcąc spowolnić pościg, rzucił Luniperorum Excursio w stronę pierwszego z magipolicjantów na celowniku.
Trzeci, namierzony przez Willow, pikował za to w dół—bez miotły, która pozostała niezręcznie w powietrzu. Zaklęcie spowalniające uczyniłoby jego upadek lżejszym, a jego zdatniejszym do przesłuchania, ale czy w ferworze walki był na to czas? Ambrose już uznał, że wypadki się przecież zdarzają.


nieudane zaklęcie
1. rzucam na Quidditch/latanie na miotle, próbuję manewrem przeciąć Goyle'owi drogę i wytrącić go z równowagi; +30
2. rzut sporny Goyle'a (Bandyta B), latanie na miotle +10
3. Bandyta C atakuje - k1, k2 Willow; k3, k4 mnie; k5 Titusa (jest najdalej)
4. Bandyta C: Iuniperorum excursio , zaklęcia +15

(zepsułam kości, ale liczy się pierwsza z kości bandytów) czyli
Ambroży 39 vs Goyle 41 - Goyle się utrzymał na miotle
Bandyta C zaatakował Willow, ale nieskutecznie




[/size]
1x k100 (Ambrose Quidditch):
9
2x k100 (Goyle Quidditch):
31, 77
3x k5 (cel):
2, 1, 5
4x k100 (Iuniperorum excursio bandyty):
14, 43, 62, 39
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 14:11
Znajdując się z tyłu – widział więcej. Mógł reagować trzeźwo i nie martwiąc się krótkim czasem na reakcję. Skorzystał nawet ze swojej pozycji i postanowił nadłożyć nieco drogi, byle unieść się na miotle nieco wyżej, mogąc patrzeć na wszystko z odpowiedniej odległości i w razie potrzeby – przy kolejnych manewrach wykorzystać grawitację jako dodatkowe przyspieszenie.
Nie był już tak dobrym miotlarzem jak kiedyś, rzadko też stawiany był w konieczności pościgów, bo praca magipolicyjna smakowała z każdym rokiem coraz większą gorycza papierologii. Chyba nie zapomniał jednak jak trzymać drążek albo jak utrzymać się w równowadze w konieczności rzucenia odpowiedniego zaklęcia.
Dziś nie myślał o sobie aż tak źle – nie w kontekście fizycznych zdolności – nie myślał, że prawdopodobnie mógł zostać osądzony jako najsłabsze ogniwo pościgu, bo w dniu dzisiejszym nie posiadał w sobie tego bezlitośnie oceniającego sędziego.
Dzisiaj miał w sobie zaś myśl, która żądała jedynie pewności, że przyłoży się do wszystkiego należycie. A to robił. Naprawdę to robił.
Willow jest szybka i celna – nie brakuje jej w końcu umiejętności, nie wątpił w to nigdy – był w stanie docenić to, jak swego czasu na plecach nosiła wyniki ich dwójki. Gdy miotła uciekiniera szaleje, sam Harrison przesuwa się o odpowiedni wekor, byleby zredykować ryzyko kolizji.
Goyle pozostaje zaś w pewnym klinczu z Ambrosem – a Titus stwierdza bez cienia żenady, że nigdy nie chciałby zderzyć się na miotle z rozpędzonym partnerem, który rozmiarem znajdował się gdzieś pomiędzy Szcharą, a Elbrusem. Nie poświęca jednak więcej czasu stanowi zdradzieckiej kanalii (to naprawdę Joshua Goyle? Merlinie, przecież pamiętał, jak razem rozdzielali jedną bójkę w knajpie nad Tamizą, kiedy Harrison musiał zebrać informacje w terenie), bo jeden z mężczyzn…. Spada wreszcie z miotły.
Harrison nie chce wyobrażać sobie obrażeń spowodowanych upadkiem z wysokości i to jeszcze w takiej prędkości, ale nawet pomimo niechęci - wyobraża je sobie. Tak, plastyczna wyobraźnia sprawia, że jeszcze gdy ofiara czaru Willow wyciąga dłonie w powietrze, Harrison już widzi potencjalne uszkodzenia ciała.
Martwi do niczego im się nie nadadzą.
Wyprostowana ręka wskazuje różdżką w opadający ku ziemi cel.
– Ebublio! – przychodzi mu do głowy, a wyrywające się z ust słowo odnosi upragniony rezultat. Wiązka zaklęcia uderza o ofiarę niestrudzonej grawitacji, a potem otacza go bańką, w której czarodziej również zderza się z fizyczną powierzchnią czaru – jednak jedynie w połowie możliwej do pokonania odległości. Siła z którą uderza o bańkę nie robi mu krzywdy, ale ten ogłuszony i uwięziony nie ma wiele pola do popisu. Harrison zastanawia się czy różdżka właściwie wciąż znajduje się w jego rękach, czy może nie wypadła z dłoni w trakcie lotu. Próbuje obniżyć swoją pozycję, byle minąć uwięzionego w bańce czarodzieja i namierzyć jego broń. Bez niej… Bez niej się nie wydostanie. Nie tak szybko. To oznaczałoby, że chwilowo pościg będą mogli kontynuować w pełnym składzie, na moment pozostawiając uwięzionego mężczyznę w jego chwilowej pułapce za sobą.


||Zaklęcie udane
Ebublio - Więzi wybranego przeciwnika (lub dowolny przedmiot) w bardzo dużej bańce, której nie można przebić siłą fizyczną. (3 tury)

#1 k2 - Różdżka bandyty A wypada mu w trakcie lotu?
1 - tak, 2 - nie
#2 k4 - W kogo celuje bandyta C?
1 - Willow, 2 - Titus, 3 - Ambrose, 4 - Ambrose, ale niechcący trafia Goyle'a
#3 k100 - Zaklęcie Incarcerous
Posiada +15 w uroki
1x k2 (Różdżka bandyty A):
1
1x k4 (Co robi C?):
2
1x k100 (Bandyta C - Incarcerous):
38
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 16:08
Dodaje rzut z poprzedniego posta, bo zapomniałam tam, a nie chcę edytować posta z rzutem. 
Udany lot na miotle + Luniperorum Excursi

Sytuacja wyglądała bardzo źle, ale dla bandytów. Jeden, którego ostatecznie miotła zrzuciła, lewitował teraz powoli w bańce za pomocą zaklęcia rzuconego przez Titusa. Chyba nawet widziała, różdżkę lecącą w dół? Wywołało to na ustach czarownicy mały uśmiech i gdy tylko złapała spojrzenie policjanta, kiwnęła lekko głową w jego kierunku z uznaniem. Należało mu się, nawet jeśli miał głęboko w poważaniu zdanie młodszej od siebie czarownicy, to naprawdę był w swojej szczytowej formie i chciała, żeby wiedział, że ona to dostrzega. Ciekawe, co takiego zmieniło się w jego życiu? A może była to kwestia grupowej akcji, której świadkiem była jeszcze jedna para oczu? Mogła gdybać i rozważać, ale ostatecznie chyba wolała póki co go obserwować, takie małe, własne śledztwo. Jak obecnie pracuje Titus Harrison?
Zaraz za sobą usłyszała inkantację zaklęcia podobnego do tego, które sama rzuciła i spostrzegła trzeciego bandytę, jednak najwyraźniej coś mu nie wyszło, może się zestresował? Prędko zmienił cel i spróbował z kolejną inkantacją, również niezbyt skutecznie, a to pech!
Kątem oka widziała zmagania Ambrose’a z Goylem i stwierdziła, że nie będzie wplątywać się w to, co było między tamtą dwójką. Początkowo też nie skojarzyła nazwiska i twarzy trzeciego bandyty, więc dlaczego miał być zdrajcą? Pracowała krócej od pozostałej dwójki, więc może dlatego nie zwróciła uwagi na niego.
Dalej brakowało dyspozycji, więc stwierdziła, że dalej należało przyjmować działania, które pozwolą na pojmanie przestępców. Co miała w takim razie do wyboru? Mogła próbować strącić każdego z nich, licząc, że partnerzy policyjni wyłapią ich, nim nastąpi zderzenie z ziemią. Mogła też wystosować uroki, które w jakiś sposób będą utrudnieniem do czarowania czy latania – i tu zawsze mogła podjąć się próby pozbawienia ich różdżek, wywołania zawrotów głowy, może spowolnienia? Mogła też spróbować przemienić go w kaczkę, chyba łatwiej było pochwycić zwierzę pod pachę i ściągnąć je ze sobą w dół niż wierzgającego, wielkiego chłopa. Plus, jeśli zacznie spadać, to mając skrzydła wyląduje. Tylko, co jeśli magia ją zawiedzie? Zagryzła zęby i zamachnęła się różdżką, celując w mężczyznę atakującego Titusa. Nie w mojego ex-partnera, bandyto!
– Ducklifors! – wykrzyknęła, a transmutacyjny promień wystrzelił z iskrami, pędząc w kierunku przestępcy. Ten, widząc, że unik raczej nie jest dla niego w tej chwili opcją, wzniósł różdżkę, próbując obronić się przed zaklęciem rudowłosej czarownicy, krzycząc Protego.
W tym samym momencie przeciwnik Ambrose’a nie miał ochoty na przepychanki, gdy tylko złapał równowagę poprawił chwyt na różdżce i przycelował w policjanta, sycząc zaklęcie pod nosem. Sama Weasley nie usłyszała co dokładnie, ale mina mówiła, że było to coś niezbyt przyjemnego.

Udane Ducklifors
1. Bandyta C, rzut na Protego, +10 OPCM dla niego. PS: 65 - 10 = 55
2. Bandyta B (Goyle), rzut na  Ignis Lacerus, +10 uroki dla niego. PS: 80 - 10 = 70
1x k100 (Protego Bandyty C):
19
1x k100 (Ignis Lacerus Bandyty B):
47
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 17:23
Przez chwilę Ambrose przegapił niestety tą całą akcję oraz fantastyczne wyczyny swoich partnerów—którzy, być może dzięki temu, że skupili się na strategii, a nie na pragnieniu ukarania zdrajcy (błogosławieni, którzy go nie rozpoznali!) miotali w bandytów celnymi czarami. Samemu znalazł się w niezręczym zwarciu z Goyle'm, wpadając na niego z mniejszym impetem niż planował—a informator, choć rozchwiany starciem, trzymał się na miotle z zawziętą determinacją. Day jeszcze przez kilka sekund próbował wyciągnąć po niego ręce, ale zaczynał godzić się z tym, że go nie zrzuci—i że z każdą sekundą tej potyczki, samemu znajdował się w coraz bardziej bezbronnej pozycji. Tym bardziej, że obok pomknęły dwa promienie zaklęć, dwukrotnie niecelne. Pierwszy go zaalarmował, drugi—otrzeźwił. Skoro Goyle zdołał złapać różdżkę, to samemu też musiał.
- Crus Acedia! - warknął, wciąż upierając się na swój pierwszy plan ściągnięcia zdrajcy na dół. Tym razem magią, nikt nie da rady dobrze latać z ociężałymi nogami. Podobnie jak w przypadku przeciwników, jego własne zaklęcie też od razu chybiło celu—Goyle wciąż zmieniał pozycję na miotle, czarowanie w locie nigdy nie było proste. Choć powinno takie być dla zawodowego gracza i zawodowego łowcy bandytów (no dobrze, był zawodowym śledczym, co nie zawsze oznaczało pościgi w terenie—choć do tych przydzielano go chętnie, z uwagi na jego sportową przeszłość).
Wtedy kątem oka zobaczył coś, co zmieniło wszystko. A raczej zmieniło jego podejście do sprawy. Promień zaklęcia ugodził drugiego z bandytów, który zmienił się w... kaczkę?
Oryginalne podejście do sprawy. Wyglądało jak coś, co wymyśliłby Titus, ale Ambrose z całą pewnością wiedział, że to nie byłoby coś, co partner by zrobił.
Obrócił się na pół sekundy, łapiąc na moment spojrzenie Willow. No proszę.
A w dole zobaczył dryfującą bańkę z ich delikwentem. To wyglądało jak coś, co Titus by zrobił.
Na fali sukcesu partnerów, wzbił miotłę trochę wyżej—aby znaleźć się w bezpieczniejszej odległości—i spiorunował Goyle'a wzrokiem.
- Jesteś sam, Goyle! Znowu tylko policja i ty. W przeszłości dobrze współpracowaliśmy, więc lepiej się zastanów i poddaj—przesłucham cię z lub bez połamanych kończyn! - warknął, celując w niego różdżką. Pewnie powinien dążyć do przesłuchania go z całymi kończynami, ale Goyle nie musiał o tym wiedzieć. Albo raczej wiedziałby o tym, gdyby postanowił nie zdradzać magipolicji.



nieudany rzut
1x k100 (zastraszanie):
58
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.