• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Restauracja "Srebrny kielich"
Restauracja "Srebrny kielich"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 12:14

Restauracja "Srebrny kielich"
Wąska kamienica przy jednej z bocznych uliczek w pobliżu Ministerstwa Magii kryje restaurację wybieraną przez urzędników i czarodziejów pragnących zachować dyskrecję. „Srebrny Kielich” olśniewa kryształowymi żyrandolami, a srebrna zastawa sama ustawia się na stołach, subtelnie lśniąc. Menu zmienia się codziennie, oparte jest na składnikach sprowadzanych z kontynentu, a karta win słynie z butelek o ponadstuletniej historii. Obsługa ubrana w ciemne liberie porusza się niemal bezgłośnie, serwując kolejne dania z precyzją i elegancją. To miejsce, w którym rozmowy polityczne przeplatają się z prywatnymi szeptami, a atmosfera równocześnie onieśmiela i kusi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
23-01-2026, 12:09
Na wszystkie wydarzenia to nawet zapewne nie chciałby przychodzić, ale chętnie bywałby w teatrze częściej, gdyby nie była to nieformalna domena jego siostry. Już miał jej dość w rodzinnej posiadłości, żeby jeszcze musieć oglądać ją w czasie wolnym. Zauważył rumieniec na jej policzku, gdy skomplementował jej grę na fortepianie. Zanotował to sobie w pamięci, że należy uważać, żeby nie przesadzić ze słodkimi słówkami. Ale uznał to jak najbardziej za urocze i nawet uśmiechnął z satysfakcją w oczach.
– Wychodzę założenie, że nauczyć się grać może każdy. Nawet ja coś tam już potrafię. Ale, żeby móc przekazać muzyką swoje emocje potrzeba czegoś więcej. Ale być może jako dziecko nie miałem wystarczająco dobrego nauczyciela – spojrzał jej w oczy i na chwilę zatrzymał się wytrzymując spojrzenie. Uniósł do góry jedną brew jakby to miała być propozycja, ale jednak niewypowiedziana. Było jeszcze za szybko, żeby werbalizować inne plany na przyszłość niż zamówienie dobrej kolacji. Poprawił sobie grzywkę i ochoczo zajrzał w menu i uśmiechnął się słysząc nieskładną odpowiedź Almyry. Uznał to za znak, że dobrze mu idzie zawracanie jej w głowie i był jak najbardziej zadowolony.
– To najpierw wybierzmy danie, a potem dobierzemy do niego wino, albo poprosimy o to obsługę, bo znają się na rzeczy – odpowiedział spokojnie podnosząc wzrok na nią zza otwartej karty. Miał nadzieję, że obsługa się nie zepsuła i nie wyjdzie na idiotę tak bardzo ich chwaląc. Z drugiej strony lepiej było ryzykować opinią lokalu niż własną, gdyby jego polecenia nie przypadły je do gustu. – Nie byłem tutaj od ostatniej zmiany menu, a jest sezonowe, ale zaraz coś na to poradzimy – zmarszczył czoło przyglądając się intensywnie liście dań – Jagnięcina w ziołach brzmi dobrze. Ale możemy też zapytać kelnera o poradę – zanim skończył to mówić już przyzwał wzrokiem do siebie obsługę – Na co byś miała ochotę. Pan na pewno pomoże nam wybrać i dobrać do tego odpowiednie wino. Deser chcesz zjeść tutaj, czy zmieniamy lokal? – zagadnął jakby oczywistym było dla niego, że na jednym daniu się nie skończy. Spojrzał na nią i delikatnie się uśmiechnął czekając na decyzję. Z jednej strony starał się dokładnie obserwować jej reakcje. Z drugiej nie chciał wyjść na natręta, więc starał się dodać o luźną i przyjazną atmosferę. Przynajmniej narazie tylko przyjazną. Nie chciał jej przestraszyć, a miał wrażenie, że trafiła mu się wyjątkowo płochliwa ptaszyna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
25-01-2026, 15:43
Gdy tak wspomnieli o teatrze i potem o grze na fortepianie, Almyra uśmiechnęła się lekko, choć może nieco nostalgicznie. Myślami zawędrowała w przeszłość, kiedy to starała się jak najlepiej szkolić w grze na fortepianie, próbując zrealizować swój cel. Cel, by to właśnie muzyka stała się częścią jej życia, większą, by dzięki niej mogła żyć codziennie, każdego dnia, dobrze się bawiąc. Wspomniała, jak obawiała się, że to się je nie uda. Gdy nie mogła sobie poradzić z jakimś utworem, gdy palce jej się plątały i nie potrafiła niczego dobrego wygrać.
- Wiele razy myślałam, że nie uda mi się niczego osiągnąć, nie w muzyce. I że nie uda mi się również dostać do teatru, by to w nim pracować.. - powiedziała spokojnie, kierując spojrzenie nieco w bok, bardziej w dal.
Jego słowa dotyczące zamawiania doszły do niej z lekkim opóźnieniem. Nie chcąc jednak, by mężczyzna czekał, starała się nie dać po sobie nic znać. Uśmiechnęła się, już nieco cieplej i wróciła do mężczyzny spoojrzeniem. Co powiedział tak dokładnie...? Jagnięcina w zielu? A nie, to było w ziołach... Dobrze że starała się nadrabiać zawieszenie myślami, a nie słowami...
- Jagnięcina w ziołach brzmi dość ciekawie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mogłam coś takiego zjeść, hmm... - uniosła w górę dłoń i przyłożyła wskazujący palec do ust, jakby faktycznie się nad tym zastanawiała. Znów lekko odleciała myślami. - Ah, to chyba było we Francji...
W końcu to przy swojej drugiej podróży do Francji bywała częściej w restauracjach jako gość, a nie jako kelnerka. Chociaż nie mogła powiedzieć niczego złego o swoim pierwszym wyjeździe - prócz tego, że się zakończył i nie mogła tam zostać. Miała ważenie, że wtedy na pewno coś straciła. Praca jako kelnerka była zdecydowanie ciekawym doświadczeniem i wiele jej dała. Zwłaszcza w kontaktach międzyludzkich. Zamrugała oczami i po chwili je przymknęła.
- Co do deseru... Nie jestem pewna, czy powinnam.... Ale może choć ten raz się skuszę na deser? Sprawdźmy może, czy danie główne będzie smaczne, a może potem zadecydujemy, czy zmienić lokal na deser? - uniosła delikatnie brew w górę, nie będąc pewną, czy nie zaczyna być zbyt śmiała. Ale przez wspomnienia nie chciała się wycofywać, chować w nich. Ciężko jej się było skupić na tu i teraz, ale próbowała. Wróciła spojrzeniem do Oriona i uśmiechnęła się do niego ciepło. - Chyba, że masz do polecenia jakiś ciekawy lokal na deser?
Ona raczej trzymała się z daleka od tegp typu miejsc, ale... Może to kwestia tego, że nie ciągnęły ją bardzo w tym momencie? Nie przeszkadzało jej totalnie to, że właśnie siedziała tutaj z Orionem, w ogóle. Wcześniej jednak bywała nieco częstszym gościem w takich miejscach...
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 23:09
Widział, że dziewczyna jest zamyślona, ale nie miał zamiaru wyrywać jej z tego zamyślenia. Chciał by czuła się w jego towarzystwie swobodnie, w końcu spotkali się pierwszy raz, a w tym wypadku nie spodziewał się, że będzie łatwo ją w sobie zauroczyć. Nie wyglądała na taką, która za nim pójdzie po dwóch komplementach i właśnie miał ochotę na to, żeby pobawić się we flirty. – To teatr powinien zabiegać o Ciebie. Może nie jestem prawdziwym artystą, ale proszę mnie uznać za konesera piękna. Wszelakiego – ostatnie dodał po chwili uśmiechając się odrobinę łobuzersko. Cięgle nie chciał jej spłoszyć, ale delikatne ruchy i zamyślona postawa coraz bardziej mu się podobały. Była dla niego swego rodzaju czystą perłą w tym brudzie, który otaczał go w Londynie.
–[d] Dwa razy jagnięcina w ziołach i butelka pasującego do tego wina. Wybierz dobrze [/b] - rzucił w stronę kelnera i znów skupił całą swoją uwagę na dziewczynie. Jeszcze raz przyjrzał się jej delikatnym rysom twarzy i uśmiechnął się poprawiając swoją opadającą na włosy grzywkę. – Czyli bywałaś we Francji. Lubię Paryż, chociaż nie było nigdy mi dane mieszkać tam na dużej – zagadnął. – Ale mają tam bardzo dobre wino, jedzenie i… sztukę – zatrzymał się na chwilę, bo jednak pierwsze mu przyszły do głowy paryskie lokale z tancerkami burlseki, ale nie chciał w tym momencie wychodzić na mężczyznę, który lubi chodzić w takie miejsca. Komuś jego pokroju nie wypadało przecież oglądać występów kobiet w gorsetach i pończochach. – Jak wolisz. Możemy też zrezygnować z deseru i pójść na spacer. Chyba ostatnio przytyłem od pracy przy biurku. Dobrze mi to zrobi – zaśmiał się, chociaż rzeczywiście wydawało mu się, że odrobinę przytył odkąd dnie spędza w Ministerstwie, to jednak wolał nie musieć teraz zaprzeczać, że Almyra musi teraz dbać i linię. Każda młoda panna musiała. Lepiej było brak deseru zwalić na niego. Po chwili kelner przyniósł im butelkę czerwonego wina. Najpierw nalał odrobię i dał mu do spróbowania. Zapach przypominał mu toskański trunek, który przywiózł kiedyś jeden z jego kolegów ze studiów w podróży. Skinął głową kelnerowi, że może nalać im po kieliszku. Uniósł kieliszek w geście toastu, bo zapewne na jedzenie będzie jeszcze chwilę zaczekać.
– To za Paryż? – zapytał uśmiechając się jeszcze raz w jej kierunku zanim zmoczył usta w alkoholu. – To ja jak już wspomniałem jestem nudnym urzędnikiem, bo tak zdecydowała moja rodzina, a to jedna z tych, którym się nie odmawia. A u Ciebie skąd pomysł na artystyczną karierę? – zagadnął próbując ją lepiej poznać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
26-01-2026, 13:35
Almyra nie była pewna, skąd nagle się bierze to jej zamyślenie. Jakimś dziwnym cudem, akurat dzisiaj, kiedy powinna calkowicie skupić się na miłym towarzystwie i rozmowie. Czemu zatem wracała myślami do starych dziejów? Miała wrażenie, że czegoś jej brakuje, jakby coś utraciła, tylko... co? Nie potrafila tak do końca tego odkryć. Dociec, za czym tak bardzo mogłaby tęsknić, czego tak bardzo mogłoby jej brakować, że aż odcinała się od rzeczywistości. Przymknęła powieki i westchnęła cicho.
Słysząc słowa wypowiedziana przez Oriona, powoli podniosła powieki i skierowała na niego spojrzenie. Cóż, śmiało mogła stwierdzić, że tajemniczy mężczyzna przesadzał. Wcale nie uważała, by to teatr powinien o nią zabiegać. Nie mniej, musiała przyznać, sama przed sobą, że trochę ją to gdzieś przyjemnie połechtało. Miała jednak wrażenie, że nie powinna jednak reagować na wszystko co powiedział. Dlaczego? Tego nie wiedziała, ale na pewno wiedziała jedno - mimo podejścia, że postara się aż tak nie reagować, jej ciało mówiło samo za siebie. Zwłaszcza, że na jej policzkach znów pojawił się rumieniec, ot co. Nad nie panowała do końca.
Odprowadzila wzrokiem kelnera, znów wracając myślami do wyjazdu do Francji. Tym razem tego pierwszego. Nie pracowała co prawda w tak pięknej i eleganckiej restauracji - aż tak pięknej - to jednak teraz w jej głowie były wspomnienia dotyczące pracy. Gości restauracji, gdy starała się nadążyć i wszystkiego nauczyć... Uśmiechnęła się delikatnie, trochę znów melancholijnie, aby zaraz wrócic spojrzeniem do mężczyzny. Cóż, zrobiła to w dobrym czasie, bo Orion akurat zaczął coś mówić. Chwilkę jej zajęło, nim wszystko do niej doszło. Poprawiła się nieco, siadając wygodniej i nachyliła delikatnie w jego stronę, subtelnie.
- Byłam dwa razy w Paryzu. Raz wyjechałam na wakacje, pracowałam wtedy jako kelnerka jednej z restauracji... Co prawda nie aż tak pięknej i eleganckiej jak ta... - przechyliła głowę lekko w bok, nie zastanawiając się nawet, czy powinna aż tyle o sobie mówić, ale akurat przez to chowanie się we wspomnieniach jakoś słowa same jej się układały i koncentrowała się trochę na tym, co się już zadziało. - Za drugim razem pojechałam na kurs gry na fortepianie, trwał dwa lata... W sumie, to jeszcze rok temu byłam we Francji.
To było tak niedawno! A zarazem tyle czasu już minęło... Uśmiechnęła się delikatnie sama do siebie, prostując się i wzdychając cicho. Dopiero po chwili skierowała spojrzenie na Oriona i zdziwiona jego wypowiedzią, aż uniosła nieco brwi do góry, nie bardzo wiedząc, co powinna o niej myśleć.
- Możemy równie dobrze przejść się na spacer, chociaż... Jeśli mogę sobie pozwolić, nie wyglądasz na osobę, która powinna się przejmować tym, że przytył... - rumieniec się pogłębił, może było to nieco śmiałe zagranie z jej strony, trzeba było jednak przyznać, że Orion wyglądał świetnie. Praca za biurkiem - o której zresztą wspomniał, wcale nie działała na niego negatywnie, chociaż Almyra mogła też się mylić i mężczyzna po prostu dobrze sie ukrywał. Nie mniej, pozwoliła sobie na odrobinę śmiałości i teraz ten fakt ją nieco zawstydził.
Dlatego też ucieszyła się, gdy akurat w tym momencie kelner przyszedł z butelką wina. Odczekała spokojnie, aż w jej kieliszku znajdzie się nalane przez kelnera wino, po czym delikatnie ujęła w dłoń kieliszek i z nieco szerszym uśmiechem na ustach skierowała go w stronę mężczyzny.
- Za Paryż. - ten toast jej jak najbardziej odpowiadał. Upiła łyczek alkoholu i przymknęła powieki, przez chwilę trzymając trunek w ustach, nim go przełknęła. Uchyliła powieki i skierowała spojrzenie brązowych tęczówek na Oriona. - W dzieciństwie bardzo spodobała mi się gra na pianinie. Co prawda nie był to drogi fortepian, ale znajdywałam ukojenie w dźwiękach instrumentu, i jakoś tak... Pomyślałam wtedy, że fajnie by było to połączyć z pomysłem na życie. Bywały chwile zawahania, ale jak widać chyba się udało. - upiła kolejny łyk wina, i odstawiając delikatnie kieliszek na stół, nachyliła się z powrotem ku Orionowi. - Mówiłeś, że pracujesz przy biurku. W Ministerstwie Magii może? Czy gdzieś indziej?
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
26-01-2026, 14:21
Może i był pewnym siebie bawidamkiem, ale sukcesy w kontaktach z płcią piękną zwykle się jednak brały z uważności. I w tym momencie zauważał, że zdecydowanie ją zaczyna nudzić, bo co chwila odpływała myślami. Nie miał zamiaru desperacko zwracać na siebie uwagę. Wolał dać jej przestrzeń, ale coraz bardziej był zaniepokojony tym, że dziewczyna błądzi wzrokiem. Nie chciał, żeby kolacja nie była udana, bo nie oszukujmy się. Liczył na coś więcej niż kilka słodkich słówek, a rumieńce i wspomnienia, że wcześniej tylko pracowała w tego typu restauracji kategoryzował jako warunki sprzyjające bliższej znajomości. Uważnie słuchał jej opowieści i delikatnie się uśmiechał. Dla niego chodzenie po ekskluzywnych lokalach było codziennością. Dużo bardziej ekscytował się, gdy wchodził do speluny na Nokturnie, gdzie mogło mu się oberwać za sam aksamitny szalik, który kosztował tyle co całe ubranie niejednego opryszka. Ale widział, że dla niej taki lokal to coś innego niż jej codzienne doświadczenie i liczył na to, że zapunktuje zamawiając jedno z droższych dań z karty.
– Dwa lata szkolenia pod okiem francuskich mistrzów i dziwisz się, że udało Ci się dostać pracę w teatrze? Zdradź mi, dlaczego piękne i uzdolnione kobiety tak bardzo w siebie nie wierzą? – – jego siostra była piękna i uzdolniona, ale wierzyła w siebie aż za bardzo. Ale wiele młodych panien rzeczywiście w siebie nie wierzyło i Black uważał to za urocze. W końcu tak słodko się rumieniła, gdy tylko powiedział w jej stronę jakiś komplement.
– Jednak lata uprawiania sportu nie pozwolą szybko o sobie zapomnieć. W szkole grałem w quidditcha, więc może zostało mi po tym przejmowanie się kaloriami – zaśmiał się i puścił do niej oczko przypominając sobie szkolne czasy. Był kapitanem drużyny śliz gonów i naprawdę dobrym szukającym. Gdyby nie oczekiwania rodziny wybrałby karierę sportową, bo quidditch dawał mu bardzo dużo satysfakcji. Nie przyszło mu właściwie w tym momencie do głowy, że dziewczyna może go pamiętać z Hogwartu, jeśli kiedykolwiek interesowała się szkolnymi rozgrywkami. On niezbyt przykładał wagę o tego, by poznawać młodsze Gryfonki. Nienawiść między domami była kultywowana.
– U nas w salonie rodzinnego domu też stoi fortepian. Ale przyznam, że większość domowników traktuje go jak ładny mebel. To ważne, żeby w życiu realizować swoje pasje i dobrze, że osiągnęłaś to, co zaplanowałaś. Na pewno łatwe o nie było – upił kolejny łyk wina, które rzeczywiście mu zasmakowało. Chwilę później kelner podał danie główne. Spodziewał się, żel będą czekać trochę dłużej, ale jak widać obsługę mieli tutaj na najwyższym poziomie.
– Czytasz ze mnie jak z otwartej księgi – zaśmiał się biorąc do reki sztućce. – Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zacząłem tam pracę prosto po studiach. Może nie jest to tak fascynujące zajęcie jak gra w teatrze, ale otwiera wiele drzwi – odpowiedział. On bardzo chętnie dzielił się informacjami o sobie. Nigdy nie miał z tym problemu, ale też wiedział, że jego otwartość lepiej zadziała, gdy będzie też zadawał pytania. – I tęsknisz za Francją? Przyznam, że ja raczej nie wyjeżdżałem na dłużej z Anglii. W sumie to nawet z Londynu, poza nauką oczywiście. Czego Ci najbardziej tutaj brakuje? – spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem. Jakby chciał dowiedzieć się o niej wszystkiego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
26-01-2026, 15:24
Pod żadnym pozorem nie chciała, by jej obecny stan męzczyzna brał do siebie. Nie podejrzewała jednak, że jej obecne zachowanie może zostać w ten sposób odebrane. W sensie, że aż tak - bo owszem, mogło to być uciążliwe. Dla niej na pewno. Więc może dla drugiej osoby również?
Faktycznie, dla dziewczyny tego typu czynności były nieco obce. Chodzenie po tego typu restauracjach. Elegancja, ekstrawagancja i wszystko pochodne. Inny świat dla Almyry. Raczej rzadko kiedy odwiedziała takie miejsca - jakby nie patrzeć, wiedziała, że to nie są dla niej miejsca. Biorąc pod uwagę, że jej brat otworzył bar, i tam często grywała na pianinie dla gości... Opłacało się przyłożyć do przedmiotu improwizacji we Francji. I znów jej myśli powędrowały do Paryża. Tym razej jednak uśmiechała się spokojnie - rozmowa z Orionem pozwalała jej wspominać, nie musiała się koncentrować na tu i teraz, co było dla niej niezwykle ciężkie w obecnej sytuacji. Tak było wygodnie i zdecydowanie lepiej się czuła. Naprawdę jej myśli odpływały do tych pięknych miejsc odwiedzonych parę lat temu, przy pewnym Francuzie... do tych zagranych utworów na kursie. Do przebywania poza granicami Anglii. Westchnęła cicho. Nie odsuwając się, chwyciła z powrotem kieliszek i utkwiła spojrzenie w alkoholu w nim.
- Nie jestem w stanie Ci tego zdradzić, bo nie jestem piękna. Uzdolniona? Może. - zaśmiała się cicho, jakby powiedziała coś bardzo oczywistego, o czym tylko ona wie. Piękna? Cóż, ładna może i tak, ale piękna? Piękna była przecież Nylah, Riven... Inne jej koleżanki. Melusine była przepiękna! A ta mała szara myszka nie myślała o sobie w tych kategoriach. - Dwa lata szkolenia, a wcześniej jeszcze wiele lat nauki. Mogę śmiało powiedzieć, że gra na fortepianie to większość mojego życia.
Chwilę potem oderwała myśli od wspomnień i skierowała ich tor znów na Oriona. Uprawiał sport? Grał w Quidditcha... Cóż, może to szczęście, ale Almyra nie interesowała się jakoś szczególnie tym sportem. Nie do końca potrafiła powiedzieć, kto był kapitanem, kto był w drużynie, nie świętowała żadnych wygranych Gryffindoru. Owszem, czasami chodziła na mecze, zaciągnięta przez swoich znajomych, ale nie odczuwała aż tak tych wszystkich emocji.
- Oh, grałeś w Quidditcha? Chodziłeś do Hogwartu? - nie mniej jednak nie umknęło jej to stwierdzenie i powoli, bardzo powoli jakieś kropki się pojawiały. Tylko czy aby na pewno dobrze je połączy? Czy moża Orion postanowi jakoś zmienić swoje 'zeznania', byleby nie dać możliwości odkrycia jego związku z Nylah?
Parsknęła delikatnie śmiechem na jego słowa. Uniosła dłoń, przysłaniając nią usta i przymknęła powieki. Często słyszała coś takiego, że to był tylko mebel. Dla większości ludzi tak jest dokładnie. Fortepian ładnie wyglądał, zwłaszcza dla tych wyżej postawionych rodzin. Nie wiedziala, z której rodziny wywodzi się Orion i nie musiała tego wiedzieć w tym momencie.
- Faktycznie, fortepian potrafi pięknie wyglądać w niektórych wnętrzach i wcale mnie nie dziwi, dlaczego niektórzy ludzie trzymają go dla ładnego wyglądu. -uchylła powieki, po chwili przenosząc spojrzenie z mężczyzny na kelnera. Spojrzała na danie, które podał i otworzyła szerzej oczy. Cóż, starała się nie pokazywać, jak bardziej jest zadziwiona tym, gdzie jest, co się dzieje i do właśnie dostała na talerzu. Wow. Dla niej to tak właśnie wyglądało i tak się właśnie czuła. Wzięła sztućce do ręki i skłoniła delikatnie głową mężczyźnie.
- Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów... Brzmi dość ciekawie. Podziwiam osoby pracujące przy biurku - ja bym się chyba zanudziła. Sprawia Ci przyjemność ta praca? - mimo tego zawieszenia często myślami, dziewczyna naprawdę starała się też skupić na tu i teraz i chciała się nieco więcej dowiedzie o swoim towarzyszu. Z drugiej strony, jeśli chciał o niej wiedzieć coś więcej , też nie było to problemem, przynajmniej w tym momencie dla niej. Musiała tylko uważać, by mówić wszystko na spokojnie. - Tęsknię. To piękny kraj. Co prawda mało zwiedziłam miejsc poza Paryżem, jednak Paryż... - i znów to zrobiła. Znów odpłynęła myślami, przez parę chwil wspominając spacery wzdłuż wieży Eiffel, wśród kwiatów w parkach, małymi alejkami, wieczorne przesiadywanie przy fontannach w któryh odbijał się księżyć. Westchnęła cicho. - Najbardziej brakuje mi piękna Paryża. - to mogło zabrzmieć dziwnie. Dlatego zaraz rozwinęła swoją myśl. - Anglia też jest piękna, ale w Paryżu jest zdecydowanie więej kwiatów. Jest jakieś tak... cieplej. Przyjemniej... - przymknęła powieki i odetchnęła. Zaraz jednak uchyliła powieki i skierowała spojrzenie na mężczyznę. - Wybacz, coś dzisiaj jestem trochę... zamyślona. Nie mogę wyrzucić z głowy wspomnień, przepraszam. - bo w sumie przeszkadzało jej to, że nie mogła całkowicie poświęcić myśli Orionowi. Ukroiła sobie kawałek jedzenia i włożyła do ust, po chwili robiąc dość zaskoczoną minę. Ale to było dobre.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
27-01-2026, 23:05
Nie był głupi, więc wiedział, że wysoce prawdopodobnym jest, że Almyra zna jego siostrę. Nie wiedział jednak czy znały się dobrze, a tym bardziej, czy polubiły się na tyle, żeby Nylah już zdążyła mu zrobić czarny PR. Lepiej było na początku jednak nie wyskakiwać z nazwiskiem, ale jeśli wyjdzie to w rozmowie, przypadkiem… Nie planował ukrywać swojego pochodzenia, tym bardziej że był z niego dumny i uważał, że w każdym możliwym przypadku będzie ono działało na jego korzyść. W końcu ładna dziewczyna nie umawia się z byle kim. Ale z Blackiem, to już był jakiś prestiż. Czasami nie przedstawiał się też po to, żeby nie iść na łatwiznę, albo dlatego żeby rzeczywiście pozostać anonimowym. Podanie samego imienia osobie obracającej się wśród elity mogło zapalić czerwoną lampkę, bo przecież nadawanie dzieciom imion gwiazdozbiorów było wymysłem Blacków. Ale kto normalny się w tym orientował?
- Wydawało mi się, że już ustaliliśmy, że jestem koneserem piękna, a uważam, że jesteś zjawiskowa. Będziesz podważać ten osąd? – uniósł jedną brew do góry i nieco pochylił się w jej stronę łobuzersko się uśmiechając. Podobało mu się, że dziewczyna jest taka skromna i niepewna siebie. On nie marnowałby czasu na przeciętną. Przeciętną to by się starał zaciągnąć prosto do łóżka, a jakby nie chciała to poszedł od razu do następnej. W końcu nie każdą pannę, która wpadła mu w oko zabierał na kolację, a tym bardziej nie próbował lepiej poznać. Dla niektórych było mu szkoda czasu i zaangażowania. – Naprawdę podziwiam tę wytrwałość w dążeniu do perfekcji. Słychać to w każdym dźwięku, a nawet nie w dźwięku, ale w emocji, która za nim stoi – zdawał się być zafascynowany sztuką. Może nieco bardziej niż rzeczywiście był ale sytuacja tego wymagała. Chciał zrobić na niej wrażenie.
– Byłem szukającym. I tak. Skończyłem Hogwart. Moja rodzina jest na wskroś brytyjska. Nie było nawet mowy o innych szkołach. A Ty Beauxbatons? – zapytał z zainteresowaniem przyglądając się uważnie jej reakcji. Quidditch nie robił zdecydowanie na niej wrażenia. Trzeba było pozostać przy robieniu z siebie wrażliwego konesera sztuki. A może nawet artysty? Nie był jednak ani wybitnym pianistą, ani poetą, ani malarzem. Może prędzej zamówiłby sobie portret. Zaczął jeść powoli swoje danie. Było dobre, ale teraz był bardziej zajęty flirtowaniem niż konsumowaniem posiłku. Wino rzeczywiście pasowało do jedzenia wyśmienicie.
– Nie mów nikomu. Ale sam jestem zdziwiony, że nie umarłem jeszcze z nudów – odpowiedział jej konspiracyjnym szeptem. Nie planował teraz opowiadać jak to wspaniałą jest praca w Ministerstwie, bo nie była. Nudziła go niemiłosiernie, chyba że akurat można było wykorzystać dostęp do danych, żeby pomóc komuś wyjść bez szwanku z podejrzenia o nadużycie czarów, czy pchnąć do Wizengamotu sprawy, w których podejrzanie były osoby, które nigdy nie powinny nosić miana czarodziejów. A rozmowy na politykę też zdecydowanie nie chciał przekierowywać .– Byłem w Paryżu zaledwie kilka dni i nie zdążyłem za dużo zobaczyć – westchnął trochę zamyślony. – Chętnie bym kiedyś tam się wybrał, ale nie za bardzo mam z kim, a samemu to chyba nie jest już to samo doświadczenie – powiedział niby od niechcenia jednak spojrzeniem wyraźnie sugerując, że chętnie by ją zabrał do Paryża.
– Przynosić więcej kwiatów. Zamontowane – zażartował spoglądając na bukiet peonii – A jakie są Twoje ulubione? – zagadnął skoro już wyszedł ten temat.
– Ja chętnie posłucham o wspomnieniach – uśmiechnął się zachęcająco i upił łyk wina.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
28-01-2026, 14:51
Almyra nigdy nie obracała się w elicie. I tak naprawdę... chyba nigdy nie chciała. Mimo czystości krwi jej rodzina nie była raczej nikim ważnym. Nie należała do dwudziestki ósemki, nikt nie liczył się z jej nazwiskiem, czasami nawet i z nią samą, mówiąc szczerze. Zwłaszcza ci o wyższym statusie. Przez pierwsze dwa lata nie odczuwała tego bardzo, bo zawsze był przy niej brat. Schody zaczęły się dopiero od trzeciego roku, ale był to już czas, kiedy Almyra postawiła się komuś postawić. Nie tak jak jej brat, nie miała chociażby jego postury, ale słownie - zdarzało jej się. A potem stawała w obronie nie tylko swojej ale również i innych, słabszych. Nie skupiała się na starszych, a zwłaszcza nie na osobach, które nic nie wnosiły w jej życiu. Pod tym kątem akurat cieszyła się, że nie ulegała żadnym presjom społeczeństwa. Jak to zawsze się śmiała - sama do siebie, bo nigdy by tak o kimś nie powiedziała na głos - miała swój rozum. Chciała się spotykać, utrzymywać kontakt z ludźmi, z którymi dobrze się czuła i nie potrzebowała do tego salonów.
Na jego słowa delikatnie zahaczyła górnymi zębami o dolną wargę. Próbowała być pewna siebie w tym momencie, ale jego zachowanie i wypowiedziane zdanie nie dały jej ustać w tym przekonaniu. Odwróciła na moment wzrok, na parę sekund, czując jak rumieniec na jej policzkach się pogłębia. Nie była przyzwyczajona do komplementów, ale jednocześnie uważała, że na nie nie zasługuje, że jest przeciętna i nie warto nawet marnować na nią czas.
- Chyba nie powinnam, skoro tak twierdzisz. Ciężko mi się tak całkowicie zgodzić, ale dziękuję. - może lepiej byłoby po prostu zakończyć ten temat i już do niego nie wracać? Może przestałby sypać jej komplementami, a ona nie byłaby zagrożona zrobieniem z siebie idiotki? Bo chociaż nie znała Oriona, tak naprawdę w ogóle, to nadal zależało jej na pokazaniu się z jak najlepszej strony. W końcu niecodziennie ma się okazję do spędzenia czasu w towarzystwie miłego, przystojnego i robiącego wrażenie mężczyzny. Orion to wszystko miał i mówiąc szczerze, Almyra czuła się wciąż nieco onieśmielona.
A do tego jeszcze fakt, że nie mogła całkowicie skupić się na tym obiedzie. Myśli cały czas odpływały jej w stronę Paryża, a powinna być przecież tu i teraz obecna. Nie sądziła co prawda, że wyjdzie z tego coś więcej, jak zwykła relacja - chociaż kto wie? W jej uszach rozbrzmiewały dźwieki fortepianu, co ważniejszych dla niej utworów, na których uczyła się oddawać emocje. Przymknęła powieki.
- W Paryżu mocno kładli nacisk na oddawania uczuć poprzez granie. Na przekazanie czegoś więcej, niż tylko odegranie zwykłych nut z kartki papieru. Muzyka powinna koić duszę, powodować uniesienia i pomagać w relaksie, w rozładowywaniu emocji. - wspominała wszystko to, czego ją uczyli wielcy mistrzowie. - Początkowo nie byłam pewna, że rozumiem te słowa. Że muzyka to coś więcej - nie w takim wielkim stopniu. W szkole często muzyka pomaga mi przetrwać ciężkie chwile. Ale potem odkryłam większy sens tych słów, tego wszystkiego. I zakochałam się w niej jeszcze bardziej. Słyszą Twoje słowa, mam wrażenie, że mogło mi się udać nawet trochę, w małym stopniu to wszystko oddać...
Przesunęła spokojnie spojrzeniem jasnobrązowych tęczówek na twarzy Oriona i przyjrzała mu się, nienachalnie, ale jednak nieco lepiej. Próbowała dopasować jego twarz do osób, które znała ze szkoły, z którymi miała jakiś większy kontakt. Coś jej gdzieś zaświtało, ale nie do końca wiedziała, gdzie konkretnie. Koniec końców przymknęła powieki i pokręciła głową.
- Nie, skończyłam Hogwart również. W 55 roku. Nie byłam bardzo wyróżniającym się dzieckiem, ot, zwykła uczennica w Gryffindorze. - Ani nie była prefektem, ani nie grała w Quidditcha, ani nic wielkiego nie osiągnęła w szkole. Była pilną uczennicą, bo przecież dzięki naukom i ciężkim treningom chociażby udało jej się opanować sztukę animagii, ale z takich rzeczy godnych naprawdę uwagi, po których ktoś mógłby ją rozpoznać... Nie, nie bardzo. Nie przeszkadzało jej to tak naprawdę.
Przełykając kolejne kęsy, uśmiechnęła się na jego słowa. Ona zapewne by się zanudziła faktycznie w pracy w Ministerstwie. Do tego te wszystkie tłumy ludzi, kolejki wszędzie, ogólny rozgardiasz... No nie należało do najlepszych miejsc pracy dla takich osób jak ona. Chwyciła delikatnie opuszkami palców kieliszek z winem i upiła łyk, uśmiechając się po chwili. Przechyliła się nieco na prawo, kierując nieco rozbawione spojrzenie na mężczyzne i nadal trzymając szkło w dłoni.
- Praca w Ministerstwie jest czymś, co bardzo szanuję. Nie jest to dla mnie praca, byłaby zdecydowanie zbyt monotonna, dodatkowo za dużo ludzi dookoła, ale dobrze wiedzieć, że pracuje tam ktoś taki jak Ty, Orionie. To znaczy, że nadal są tam odpowiednie osoby. - nie znała go, ale nie dał na razie odczuć, że jest złym człowikiem, stąd takie słowa. Naprawdę w tym momencie uważała go za kogoś godnego zaufania. Nawet, jeśli miał jakieś swoje cele i robił nieco... szemrane interesy w pracy, lub pomagał w takich. Kto tak nie robił?
I znów padło to słowo. Paryż. Myśli kobiety momentalnie delikatnie odpłynęły, jednak doszło do niej to, co powiedział. Czy było to zaproszenie? Czy byłby w stanie zabrać ją do Paryża? W jej głowie pojawiały się obrazy miejsc, które zwiedział dzięki Axelowi wpierw, a potem między innymi dzięki Melusine. To były naprawdę piękne miejsca. Piękne wspomnienia. Z nieco rozmarzonym wzrokiem odchyliła delikatnie głowę w tył, przypatrując się mężczyźnie przed nią. Po dwóch sekundach przymknęła powieki i uśmiechnęła się.
- Jest wiele pięknych miejsc w Paryżu. Dzięki pewnemu młodzieńcowi, podczas pierwszego wyjazdu odwiedziłam wiele takich miejsc. Kwiaty, roślinność, świeże powietrze... Do tego piękne zabudowania, a niektóre budowle naprawdę zapierały dech w piersiach... - przesuwała w myślach co po niektóre miejscówki, gdzie była. Wspominała śmiech, zauroczenie, zachwycenie się prawie wszędzie tam, gdzie była. Przez jej twarz przebiegło w tym momencie wiele emocji - aż w końcu wyprostowała się i odetchnęła cicho. Znów musiała zebrać myśli. Uchyliła powieki i momentalnie odnalazła spojrzenie Oriona.
- Kwiaty? Uwielbiam irysy, dalie, lilie... Zwłaszcza one pięknie wyglądają w wazonach, a w większym bukiecie tworzą piękny obraz. - ale przecież to nie tak, że dostanie te kwiaty, prawda? Mężczyzna przecież nie musiał jej niczego dawać, nie czuła się na miejscu przyjmowania czegokolwiek. Obiad już był wielkim wyróżnieneim tak naprawdę, a jego następne słowa sprawiły, że Almyra speszyła się delikatnie. Uśmiechnęła się, nieco bardziej przepraszająco, unosząc łagodnie prawą dłoń w górę i przesunęła się po swoim karku, zatrzymując ją na wysokości obojczyków. - Przepraszam, ile można wspominać... Nie chciałabym Cię zanudzić niczym, a zwłaszcza opowiadaniami o moim pobycie we Francji. - wydawało jej się to chyba odrobinę nie na miejscu, gdyby miała teraz zacząć opowiadać i skupiać się na tym, że tych ładnych parę lat temu była w tym kraju i co takiego dokładnie przeżywała czy zwiedzała... Nie, to nie przystoiło w tym momencie. Poprawiła się na fotelu i zakłopotana zaistniałą sytuacją i swoim zachowaniem, ukroiła sobie kolejny kawałek mięsa i wsunęła bardzo delikatnie do ust. Może jak skupi się na jedzeniu, będzie jej trudniej znów wspominać?
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 22:38
Wychowywał się na salonach. Od dziecka bywał na przyjęciach i jeszcze zanim poszedł do Hogwartu odmierzał czas pomiędzy wydarzeniami towarzyskimi. Wiecznie elegancko ubrany, dobrze wychowany, uśmiechnięty i czarujący. Miał już po dziurki w nosie tego życia, ale nie mógł ot, tak z niego zrezygnować. Po pierwsze był na tyle rozsądny, że wiedział, że więcej zyskuje niż traci na tym zgrywaniu idealnego panicza. A po drugie nie wyobrażał sobie innego życia. Bycia zdanym tylko na siebie, i nieprzejmowania się konwenansami. Była to pewna bezpieczna sfera, do której zawsze może wrócić i wiedzieć, że jest tam dla niego miejsce. To, że tego miejsca nie wybrał sam, a wybrano je za niego to inne sprawa. Przykra konieczność. Tak musiało już być, a to że czasami, a może nawet częściej niż czasami, pozwalał sobie na wybryki, których nie pochwaliłaby jego rodzina… póki jest to sekretem nic nikomu się nie stanie. Nawet surowy ojciec przymykał oko, że wraca pod domu po nocach i nieraz albo śmierdzi tytoniem i alkoholem na kilometr, albo ma siniaka na swojej arystokratycznej twarzy. Przez moment przyglądał się dziewczynie bardziej intensywnie. Jakby rzeczywiście chciał zrewidować swój osąd wsprawie tego, czy jest piękna.
– Żadna inna w tym teatrze nie ma tak głębokich oczu i tak perlistego uśmiechu – odpowiedział tonem znawcy. Tak jakby oceniał dzieło sztuki, a nie prawił komplementy kobiecie. – I podoba mi się jak się tak rumienisz – uśmiechnął się łagodnie widząc rumieniące się policzki. Musiała być naprawdę skromna, mimo tego że pracowała jako artystka, więc powinna być przywyczajona do poklasku. – To niemożliwe, że Cię nie zauważyłem, na szkolnym korytarzu – udał zszokowanego, ale dobrze wiedział, że nie zwracał za bardzo uwagi na panny spoza swojego domu – Ze ślizgońskich lochów miałem trochę daleko do wieży Gryffindoru, wiec mam nadzieję, że wybaczysz – uśmiechnął się przepraszająco i spojrzał jej prosto w oczy. – Na szczęście wszelkie uprzedzenia zostały w szkole i nikt już się nie przejmuje pucharem domów – puścił oczko i zaśmiał się wspominając szkolne czasy, gdy nawet nieważnym było, czy się wygra. Ważne, żeby być wyżej niż Gryffindor.
– Nie każdy może być artystą. Niektórzy muszą być nudnymi urzędnikami – wzruszył ramionam – Ale przyznam, że też nie jestem fanem prowadzenia dokumentu i prowadzenia śledztw w sprawie nadużycia czarów. Ojciec sobie wymyślił, że mam zajmować się polityką tak bezpośrednio, to się zajmuję. Nie lubi sprzeciwu – dodał dość ponuro zwierzając się właściwie z tego, że nie ma najlepszych relacji ze swoim ojcem. Nie chciał kontynuować tego tematu, bo nie był to najlepszy temat na randkę, ale chciał pokazać, że jej ufa. Na tyle, żeby jednak pokazać jakaś skazę na tym idealnym obrazku, który starał się jej przedstawić.
– Irysy, dalie, lilije… notuję w pamięci. Oczekuj ich po koleinym występie – odpowiedział uśmiechając się zadziornie i uważnie obserwując jej reakcję. Był ciekaw, czy będzie chciała kolejnego spotkania, czy już ją zanudził ględzeniem o sztuce i pracy. – Absolutnie nie nudzą mnie Twoje wspomnienia – dodał odkładając sztućce, a gdy ona też zjadła rozejrzał się za kelnerem. – Deser? Spacer? Więcej wina? – dopytało się na co teraz by miała ochotę jego towarzyszka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
29-01-2026, 15:38
Almyra nie znała ciemnej strony życia w bogatej, uprzywilejowanej rodzinie. Nie zastanawiała się nad tym konkretnie. Bo to, że coś musiało się dziać za zamkniętymi drzwiami wiedziała na pewno. Przeczuwała to. Chyba nie istniała rodzina idealna... Prawda? A może była jakaś taka, konkretna, w której wszystko zawsze szło zgodnie z planem, wszyscy domownicy byli szczęśliwi - chociaż to też mogła być tylko i wyłącznie iluzja. Z jednej strony nie miała takich problemów. Mogla żyć tak, jak tego chciała. Nie musiała się przejmować żadnym aranżowanym małżeństwem, tym, że musiała pracować w określony sposób lub określonym miejscu, z góry narzuconym przez przynależenie do jakiejś rodziny... No i nie musiała się przejmować, że zrobi coś nie w porządku. Ewentualnie - jej brat zwróci na to uwagę, ot, to wszystko. Ale prócz tego?
Była wolna. Oczywiście w granicach rozsądku, bo nie zamierzała przysparzać żadnych problemów bratu. Czy innym bliskim sobie znajomym. Więc ta wolność też miała swoje granice. Ale na pewno mogła pozwolić sobie na więcej, niż będąc w konkretnej rodzinie. Wróciła myślami do wspomnień z Francji, kiedy to poznała Melusine. Ona była właśnie z takiej rodziny. Czy widziała wtedy coś, co mogło się wydawać uciążliwe? Czy kobieta dawała jej jakikolwiek znak, że jest zmęczcona takim życiem? To ona wprowadziła ją na salony po raz pierwszy. To dzięki niej trochę odczuła towarzyskiej śmietanki i to dzięki niej...
Dość. Znów to zrobiła. Musiała odepchnąć od siebie wspomnienia.
Nie o tym była rozmowa. Wytrzymywała o dziwo jego spojrzenie, wpatrując się swoimi tęczówkami w jego. Czuła dreszcz przechodzący jej po plecach, ale nie dała nic po sobie poznać. To było bardzo dziwne doświadczenie, mówiąc szczerze...
- Oh. - wymsknęło jej się, gdy padły pierwsze słowa. Zaraz jednak zamrugała zaskoczona oczami, słysząc kolejne. Szybko przymknęła powieki, przysłoniła prawę dłoń usta, na ktorych błądził niepewny uśmiech i pomachała drugą dłoń, jakby chcąc zanegować jego słowa. - Dziękuję, choć... Dobrze, nie będę negować.
Od razu się na tym złapała. Ile razy mogła negować? Oczywiście, że Orion mógł mówić tak, bo tak wypadało, czy po prostu się z nią droczył - nie widziała większego sensu w ciągłym negowaniu. To prawda, była bardzo skromną dziewczyną, która zawsze uważała, że nie dorasta do pięt innym kobietom, nawet w szkole gdy jeszcze uczęszczała - zawsze był ktoś ładniejszy, piękniejszy, zdolniejszy... Nieważne, co się działo, zawsze uważała się za odrobinę gorszą. Mniej ważną. Miała tak do tej pory. Słysząc jego słowa o szkole, Almyra otworzyła powieki i wróciła do niego spojrzeniem. Pokiwała parę razy głową.
- To zrozumiałe. Różnica wieku, dodatkowo różnica domów. Gryffindor ze Slytherinem nigdy nie chodziły w parze. - jednak ta rywalizacja i niechęć między tymi dwoma domami była zawsze. Dobrze, że teraz są już po szkole i mogą na spokojnie spędzić czas, bez uprzedzeń w swoim towarzystwie. Swoją drogą, po szkole, gdy byli już doroślejsi, wszystko nagle było łatwiejsze bez podziału na domy - przecież Melusine była ze Slytherinu. A ona, Gryfonka, w szkole pewno nie miałaby szansy się z nią zaprzyjaźnić. We Francji tak się do siebie zbliżyły, że teraz mogła śmiało nazywać ją siostrą.
Zanotowała w myślach jego słowa o pracy i ojcu. Czyli jednak Orion był w jakiś sposób skazany na tradycje rodzinne i te dziwne powiązania. Posłała mu delikatny, pokrzepiający uśmiech. Nie mogła całkowicie zrozumieć jego podejścia, tego, co tak właściwie odzczuwał w związku z tym tematem. Ale nie zamierzała w tym momencie opowiadać swojej historii rodzinnej. Cóż, obawiała się, że jeśli powie coś więcej, ta cała chwila pęknie jak mydlana bańka. Nie jest powiedziane, że dowiedzą się o sobie więcej - ale mogło być też tak, że ten temat wróci, bardziej swobodnie i bardziej naturalnie. A o taką naturalność zawsze chodziło Warrenównie. By ktoś mógł na spokojnie spędzić przy niej czas, nie wymuszając czegokolwiek. Swobodnie.
- Nie musisz przynosić kwiatów... Choć niedługo będę mieć recital fortepianowy, jeśli masz ochotę - zapraszam oczywiście. - kuj żelazo póki gorące! To dokładnie przeszło jej przez myśl. Obecność się liczyła, kwiaty były tylko miłym dodatkiem.
Dokończyła posiłek i uśmiechnęła się, odkładając sztućce. Skierowała spojrzenie na Oriona, odsuwając od siebie po raz kolejny wspomnienia, ktore dzielnie starały się zwyciężać w jej głowie i zajmować jej czas...
- Myślę, że dzisiaj możemy iść na spacer. - powiedziała spokojnie, dopijając do końca wino.
Niedługo trwało, nim obydwoje opuścili restauracje.

/zt Almyra i Orion
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 15:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.