• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Przejście podziemne
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 17:41

Przejście podziemne
Tunel pieszy pod Tamizą łączy południowy Greenwich z północnym Tower Hamlets. Otwarto go na początku XX wieku. Wejścia do tunelu zdobią charakterystyczne żeliwne schody, prowadzące do wąskiego, cylindrycznego przejścia wyłożonego białymi płytkami ceramicznymi. Wewnątrz panuje raczej chłód, a słabe oświetlenie jarzeniówek rzuca nieco surowy blask na przybrudzone ściany. Tunel to popularny skrót dla pracowników i mieszkańców obu brzegów rzeki, pozwalający uniknąć długich objazdów mostami. Mimo industrialnego charakteru, miejsce ma swój niepowtarzalny klimat – ciszę przerywa jedynie odgłos kroków i szmer rozmów.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
27-01-2026, 14:12
4 maja

Taka praca - przez kilka godzin siedzę w zaparkowanym samochodzie i patrzę, co dzieje się na ulicy. 80-letnie staruszki muszą mi zazdrościć, gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie, skoro ich sąsiedzkie patrole to taka straż obywatelska złożona z ochotników, a ja normalnie będę mieć za to zapłacone - z nieznacznym tylko, bo kilkudniowym, opóźnieniem. Osiedle jest spokojne, wbrew temu, czego można oczekiwać po ścisłym centrum miasta. Bywają jeszcze właśnie takie o, enklawy, ukryte pośród skwerków z klombami kwiatów i ławkami, na których zaczynają stacjonować bezdomni, bo zrobiło się już cieplej. Od razu widać, kto tu mieszka - inteligencka elita, która od rodziców dostała mieszkanie, wykształcenie, polisy ubezpieczeniowe i tak dalej. Jedyny warunek - skończyć TE studia, wybrać TĘ pracę, założyć rodzinę i to szybko, najlepiej przed 25 urodzinami dostarczyć pierwszego wnuka. Każdy sąsiad mówi z posh akcentem, dzieci chodzą do prywatnych szkół i zdążyły zmienić już długie spodnie na materiałowe szorty z podciągniętymi podkolanówkami. Jeśli narobimy hałasu - będą pierwsi, żeby dzwonić na bagiety. Punkt 22, kiedy zaczyna się cisza nocna, na tej ulicy wszystkie telewizyjne odbiorniki są ściszane z  czternastu punktów na osiem. Kobiety nie wstawiają pralek, mężczyźni nie przybijają gwoździ, nawet, jeśli akurat ich wspólne zdjęcie z podróży poślubnej wzięło i się stłukło, a żonki lamentują, że to oznacza na pewno nieszczęście, kryzys i zdradę. Wnioski?
Nie hałasować. Przyjść jak do siebie. Otworzyć drzwi, napić się soku z lodówki, poczęstować kawałkiem świeżo upieczonej szarlotki. Kulturalnie pozmywać po sobie naczynia, dosypać żarcia dla kota, żeby nie robił rabanu. Wziąć to, co nie jest przymocowane na stałe, zgasić światła i wyjść, zanim Daphne z mężulkiem wrócą ze sztuki - może zejść im dłużej, będzie próbowała namówić go jeszcze na kolację, tak mi powiedziała, a ja poleciłem jej restaurację w porcie, gdzie serwują najlepsze owoce morza - doskonałe afrodyzjaki. A knajpa jest daleko.
Wieczorem pakujemy się w atmosferze niezmąconego spokoju. Według planu, nasi gospodarze właśnie odwożą dzieci do kuzynki. Daję nam kilka minut w zapasie, żeby przypadkiem nie natknąć się na pana domu, który cofnął się po portfel lub jedwabną apaszkę dla swojej lubej, a potem teleportujemy się z Sandy niemal synchronicznie - kawałek dalej od właściwej ulicy. Spacerujemy pod rękę jak jedna z tych parek, które nie potrafią się od siebie odkleić; w dłoni trzymam torbę - że niby akurat wracamy z zakupów. Drzwi wejściowe to fraszka - Sandy wyrywa się, żeby sforsować je Alohomorą, ale co to, to nie - magii używamy tylko do czyszczenia poważnych śladów. Te wskazujące na włamanie powinny być zupełnie mugolskie. Chwila majstrowania przy zamku przynosi efekty i ustępuje z cichym klik-klak, zapraszając nas do środka. Trzeba było skorzystać z tego zaproszenia na kawę - kopara mi opada, kiedy widzę elegancki hol. No to pięknie się urządziłem, już widzę, że Sandy nie przestanie mi truć o remoncie naszego gniazdka.
– Ty idź do sypialni. Weź biżuterię, zegarki i wszystko, co ci się spodoba – oddelegowuję jej zadanie już z kominiarką na twarzy. Sandy też ma swoją, ale ona jej nie nakłada - oczywiście - bo jeszcze zniszczyłaby jej fryzurę. No okej. Sam zabieram się za dokładniejsze oględziny mieszkania - interesują mnie rzeźby i durnostojki, a także obrazy - chuja się znam na wycenianiu dzieł sztuki, ale Daphne wygląda mi na koneserkę, więc może? Oprócz tego oczywiście gabinet mężulka - ma na imię Pete - w którym nie silę się na zachowanie porządku. Jak leci wypierdalam na ziemię zawartość szuflad z biurka i oho - w jednej z nich natykam się na podwójne dno. W środku - koperta. W kopercie - gotówa. Sporo gotówy. Taka ilość, którą raczej trzyma się w sejfie albo w słoiku po ciasteczkach, tam gdzie nikt nie będzie zaglądać. Myślę sobie, że Pat bardzo ufa swojej żonie albo jest głupi jak but (pracuje w edukacji). No i proszę: oprócz świeżutkich banknotów, które próbuję dokładnie przeliczyć, z koperty wypada liścik. Nieładnie być wścibskim, ale za bardzo mnie kusi i tak się okazuje, że ten Pete to niezłe ziółko, które ma na utrzymaniu drugą rodzinkę. Hmhmhm. Włamanie i strata życiowych oszczędności to będzie najmniejszy problem Pete’a po tym, jak jego żona zrobi mu z dupy jesień średniowiecza. Wybornie. Zgarniam gotówkę i właściwie nie trudzę się sprzątaniem - niech Pete wie, że ktoś tu był i czegoś szukał. I że to znalazł.
Sprzątam za to po sobie powierzchnię biurka, krzesło, na którym przysiadłem: wszystkie odciski paluchów oraz nitki z ubrań, które nieopatrznie mogłem tam zapodziać. Gramolę się na górę, żeby sprawdzić, jak radzi sobie Sandy - mój gołąbeczek napchał do swojej torebuni wszystkie błyskotki Daphne, a i mnie skapną chyba spinki do mankietów czy coś w tym rodzaju. Zawsze o mnie myśli. Daję jej przelotnego buziaka, co jest sygnałem, że możemy się zbierać. Biżuteria nie ciąży, tylko przyjemnie brzęczy, kieszenie mam wypchane żywą gotówką, liczę, że drugie tyle będzie w obrazach i figurkach. Jeśli nie, wywalę je na śmietnik, kiedyś - to nie nasza estetyka, sorry memory. Upewniam się, że Sandy nie zostawiła nigdzie swojego grzebyczka, że nie odcisnęła ust na lustrze - bo przecież rabusie powinni zostawiać swój podpis - ani nic z tych rzeczy i daję sygnał do wyjścia. Czasami ewakuujemy się oknem, rzucam zaklęcie, żeby mogła wyskoczyć i wpaść prosto w moje ramiona, tak filmowo, ale nie tym razem. Ją wysyłam tyłem, a samo wychodzę przez frontowe drzwi - w wiatrołapie wkładam jeszcze złożoną w kostkę kartkę z dowodami zdrady Pete’a do damskiego prochowca. Może w przyszłym tygodniu, jeśli spotkam Daphne w sklepie, opowie mi o tym fiucie? Szast-prast, gałki wytarte, błoto z podłogi znika, znikamy i my. Do domu, z łupami, a ponieważ jesteśmy głodni i beztroscy, zatrzymujemy się jeszcze, żeby wziąć wynos z małej chińskiej restauracji. To, co zwykle, będzie smakować lepiej niż zwykle.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.