• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > Myślodsiewnia > 1942 - Nie duma to lecz pycha
1942 - Nie duma to lecz pycha
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 00:16

Hogwart, szatnia chłopców, 1942
Ambrose i Titus po meczu...
    Odpowiedz

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 20:45
Titus nie miał okazji poskładać rzeczy, które wciąż nosił na sobie – te mięły się dodatkowo w trakcie krótkiej szarpaniny, a teraz, kiedy wyprostował się, mogły drażnić swoją teksturą pedantycznego do bólu blondyna. Harrison był jednak ostatnią osobą, która mogłaby przejąć się niechlujstwem własnego ubioru, co zmieni się dopiero gdy zacznie ubierać się tak jak chce, a nie tak jak nakazuje mu regulamin Szkoły Czarodziejstwa. Wciąż stronić będzie jednak od prasowania, uznając czynność tą za… Zbyteczną.
Ponownie poczuł się przygnieciony myślą, którą skutecznie odgonił kilka chwil temu. To nie jest prawdziwe, co za brednie – jak mogło nie być prawdziwe, skoro wyglądało właśnie w ten sposób? Skoro nazywał ją swoją dziewczyną i pozwalał obejmować się, obłapiać się przy wszystkich tych patrzących ku niemu ludziach?
Rosie chciał zrobić z niego barana?
Harrison nie mógł już znieść kotłujących się myśli – oprócz twarzy, czerwienić zaczęły mu się również oczy – tak jakby tarł je długo, jakby mierzył się z alergią, jakby ponownie był tylko siedmiolatkiem tęskniącym za rodzicami. Cała siła woli pozwoliła mu nie popłakać się i nie okazać się miękkim tchórzem.
– Nie podoba mi się żadna – warknął, ewidentnie urażony. Minął się z prawdą, a chociaż w tym momencie nie dbał o dobór słów – ten pozwolił mu nawet nie skłamać. Poklepany po ramieniu tylko pociągnął nosem zdradliwie, a zirytowany własną słabością niemal machinalnie wyciągnął dłoń w kierunku pocieszającej dłoni Day’a. Chciał strącić ją ze swojego ciała, czując na sobie palący ciężar dotyku. Zatrzymał dłoń na nadgarstku przyjaciela, bo nim zdążył dokończyć własny plan – palce pałkarza już zacisnęły się na napiętym szczycie dwugłowego. – Nigdy nie chodziło o Quidditcha… Jesteś zajebisty, co ma mnie w tym wkurzać, kibicuję ci, serio – podnosi spojrzenie zaczerwienionych oczu na twarz wyższego chłopaka. Chociaż usta Titusa zaciskały się tak, jakby nie chciał wypuścić z nich ukradkiem ani cienia własnych myśli… Tkwiąc w tej dziwnej pozycji czuł, że może mógłby… Spróbować nazwać swoje przeczucie. – Masz czasami tak…
Zaczął, ale dłoń zniknęła z ramienia, a oni nie byli już dłużej sami. Cofnął się o pół kroku, byle wzrokiem szybko zarejestrować postać wchodzącą do szatni. Ścigający uśmiecha się do dwójki, w przeciwieństwie do nich nie widząc raczej niczego zdrożnego ani w dłoniach na ramionach czy zbyt krótkich dystansach pomiędzy postaciami. Wydaje się podekscytowany. Chyba chce rozmawiać o zwycięstwie…
– Muszę iść – mówi przeraźliwie szybko, niemal łącząc dwa słowa w jedno. Puls przyspiesza nagle, obraz wydaje się dziwnie ostrzejszy, a Titus – nawet niezamierzenie – obraca się tak nagle, by nie zauważyć, że w swoim pędzie ku wyjściu wyjedzie z bara temu, który wygryzł go z drużyny. Nie przeprasza, ale może to lepiej. Może niech wygląda to na zawiść, a nie na nagły wstyd. Gotowy jest wyjść, porzucić Day’a na pastwę losu kolegi z drużyny. No bo chyba nie kumpla z drużyny. Chyba.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 20:48
Naprawdę już nic nie rozumiał. Skoro nie Titusowi nie podobała się żadna z dziewczyn… Z ich rocznika? - dopowiedział sobie żeby spróbować to zracjonalizować i uderzyła go niemiła myśl o pewnej starszej dziewczynie, niższej od Titusa brunetce o warunkach jeszcze większych niż miała Allie. Machinalnie zacisnął mocniej szczękę i właśnie wtedy zauważył, że Titus zdaje się mieć… alergię. Tak, to na pewno alergia. Na kurz, może skrzaty niewłaściwie tu posprzątały. Przełknął prędko ślinę, a w skroniach poczuł ucisk. Kiedyś jedna Puchonka się przez niego popłakała i zupełnie nie wiedział, co wtedy zrobić (z biegiem lat nauczy się to ignorować, czując się równie podle tylko gdy będą płakać jego dzieci), ale teraz—gdyby to nie była alergia, oczywiście—czułby się jeszcze gorzej. A potem wszystko splotło się na raz w dezorientujący nadmiar bodźców—rozgrzana dłoń Titusa na własnym nadgarstku, irytująco wymięta koszulka pod zaciśniętymi na jego ramieniu palcami, kolejna nietrafiona próba zrozumienia (skoro to nie Quidditch ani Allie, to co?), oczy zaczerwienione bardziej niż od alergii na kurz i k o m p l e m e n t. Szczery i niedotyczący tego, jak Ambrose na boisku wyglądał, ale tego, co tam robił. W odpowiedzi jego oczy rozjaśniły się, a usta wygięły w cieniu szczerego uśmiechu, a na policzkach poczuł trochę gorąca, ale to pewnie przez zmęczenie meczem.
- Dzięki… - odpowiedział prawie bezgłośnie, nie znajdując ani nie chcąc zresztą znaleźć innych słów. Poczuł się trochę spokojniej i teraz mógłby po prostu… posłuchać Titusa. Zawsze lubił go słuchać, więc spojrzał na niego zachęcająco, spodziewając się, że jego pytanie to wstęp do opowieści o jakimś fantastycznym śnie…
…i wtedy moment prysł.
Jak zawsze z Titusem, wszystko zdarzyło się za szybko—i to w momencie, gdy dłoń Ambrose’a wciąż wisiała w powietrzu, a on wciąż wspominał w myślach, że jest zajebisty i czuł się o wiele l e p i e j niż gdy mówiła to Allie.
W tym samym momencie Titus potrącił mocno ścigającego, a Greg… nie przyjął tego dobrze. W szatni rozbrzmiało uważaj jak łazisz, frajerze z całą młodzieńczą pretensją, a Brown szarpnął mocno ramieniem Harrisona. Był od Titusa silniejszy i wyższy i w tym tkwił cały problem—uświadomił sobie Ambrose, przez chwilę patrząc na tą dwójkę szeroko otwartymi oczyma, widząc ich jak w zwolnionym tempie.
A potem uznał, że Titus bez niego przegra i pomimo zmęczenia doskoczył do nich i wyprowadził prawy sierpowy w szczękę Grega. -Zostaw go!
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 20:50
Wciąż musiał iść – szkoda, że dłoń zaciśnięta na jego ramieniu wcale mu na to nie pozwalała. Błędnie założył, że uda mu się zwiać przed konsekwencjami wybryku. Szczelnie zamknięte trzecie oko zrobiło miejsca zaskoczeniu. Usta Titusa otwarły się w zdziwieniu, a oczy nie miały już siły trzymać łez za powiekami. Szarpnięty przez Grega czuje łzy na policzkach, ale ich widok niknie w całym zamieszaniu.
Titus próbował wyrwać się, ale zauważając, że znajduje się na przegranej pozycji – zmarszczył brwi, napiął mięśnie i nastroszył się obronnie – próbując wymierzyć kopniaka w piszczel ścigającego. Chociaż cios dosięgnął celu, utrzymanie się na jednej nodze, będąc wciąż skazanym na litość silniejszego i większego… Nie było proste. Już sięgał dłonią do koszulki Browna, byle uczepić się go i toczyć walkę dłużej, już gotów był nawet przegrać – ale nigdy się nie poddać, gdy silna pięść pałkarza zderzyła się ze szczęką szarpiącego Harrisona zawodnika.
Uścisk lżeje, a Harrison łapie równowagę. Brown łapie się za szczękę, która – chociaż obita – wydaje się cała i zdrowa. Chyba. Zęby pozostają przecież niewybite.
Titus przerażonym spojrzeniem zerka ku Ambrose, próbując odnaleźć w jego twarzy jakąkolwiek odpowiedź na kłębiące się pod kopułą pytania. Czemu TO zrobił? To dowód. Serio musieli być kumplami. Nie byle jakimi zresztą, może i przyjaciółmi. Może i na zawsze.
Nie ryzykowało się tak dla byle kogo i chociaż Titus czasami czuł się byle kim – mugolakiem wieśniakiem – doceniał ten gest; prawdziwie chłopięcy gest lojalności.
Popchnął ogłuszonego chłopaka bardzo mocno, tak mocno jak tylko mógł – z całym gniewem, który miał przy sobie chwilę temu i z całą siłą, którą dostarczył mu gest solidarności Day’a. Skołowany zawodnik zatacza się i upada niefortunnie na łokieć, unosząc się sykiem bólu. Za kilka godzin dowiedzą się, że to wszystko… Kosztowało ścigającego kontuzję, eliminującą go z kilku najbliższych tygodni treningów.
– Jak nas złapią mamy przerąbane – ostrzegł Day’a Titus – zawsze moralnie bardziej szary od swojego przyjaciela. – Bierz ciuchy i – nie dokończył, wskazując brodą w kierunku wyjścia. Próbował żałośnie otrzeć łzy zaległe na czerwonych policzkach.
Może powinien pomóc członkowi własnej drużyny – może zachowywał się jak ostatni pacan bez honoru. A może i tak dosięgnie go sprawiedliwość.
Porzucona miotła Harrisona i tak nie pozwoli mu uchronić się od konsekwencji. Nie pozwoli uchronić się od ławki rezerwowej przez wszystkie kolejne miesiące spędzone w Hogwarcie.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 20:51
Wiedział, że Tite—szczególnie będąc w tak dziwnym humorze—prędzej przegra niż się podda.
I że najpewniej przegra, choć na jego korzyść działał wypoczynek. Greg też był zmęczony po meczu, na tyle zmęczony, by nie spodziewać się… walki z dwoma. Ambrose wyprowadził cios instynktownie, wręcz spontanicznie, w zupełnie inny sposób niż podczas kalkulacji na boisku Quidditcha. Nie liczył ani sekund ani kąta uderzenia, a i tak trafił. Spektakularnie. Z wrażenia, niesiony adrenaliną, aż uśmiechnął się do Titusa, nie dostrzegając w jego minie ani zdziwienia ani przerażenia.
Otrzeźwiły go dopiero słowa przyjaciela i syk bólu Browna.
- Przecież on im powie, że… - skorygował Titusa, już w wieku szesnastu lat zdradzając talent do myślenia niczym magipolicjant albo niczym ktoś, kto bardzo chciałby zatrzeć po sobie ślady. Z biegiem lat dojdzie do wniosku, że właśnie dlatego upłynnianie dowodów jest lepsze niż wdawanie się w konflikty z ludźmi—żaden z nich nie miał moralności na tyle szarej, by upłynniać jednostki żywe albo bawić się w Oblivate.
Nie dokończył, bo po pierwsze Titus już się zbierał, a po drugie wreszcie dotarło do niego, że na policzkach chłopaka błyszczą łzy.
- Boli cię? - zmarszczył brwi, wyzbywając się jakiejkolwiek myśli o empatii w stosunku do Browna. Właściwie, chętnie by go jeszcze kopnął, ale pośpiech Titusa oszczędził Gregowi tego losu. - Nie są wypr… - westchnął, ale bardzo niechętnie narzucił na siebie koszulkę i już w biegu spodenki.
Uciekli z miejsca zbrodni do miejsca, w którym bez problemu znajdzie ich trener—do dormiorium Gryfonów, na wspólne piętrowe łóżko. Na przestrzeni lat wymieniali się miejscami kilkukrotnie—najpierw na górze był Titus, ale za bardzo wiercił się przez sen; a potem Ambrose urósł i miejsce na górze zrobiło się dla niego za małe, bo całe łóżko skrzypiało pod jego ciężarem. Odnaleźli w tym jednak jakąś harmonię, a dziś—niespokojnie zerkając na czerwone policzki przyjaciela—Ambrose odnalazł pod łóżkiem resztki z przesyłki od mamy i odstąpił Titusowi ostatnią czekoladową żabę.

Koniec
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.