• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Dzienniki > Dziennik Eddiego
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Edward Bones
Akolici
I'm only jokin', I don't believe a thing I've said
Wiek
25
Zawód
perkusista w Nocnych Nuciakach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
20
Brak karty postaci
11-01-2026, 00:08
WPISY




I
CIEŃ
LIPIEC 1957r




II
MASKA




III
ANIMUS / ANIMA
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Edward Bones
Akolici
I'm only jokin', I don't believe a thing I've said
Wiek
25
Zawód
perkusista w Nocnych Nuciakach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
20
Brak karty postaci
11-01-2026, 16:41

Cień
lipiec 1957r
Zderzasz się z tą częścią siebie, której wolisz nie znać. Co zrobisz?


You’re maybe small but you hit like a curse
You said all your words with a cold, sharp force
Those brown eyes cutting straight through me
You shouted my name like I should cease to be
The candles shook in terror above my head
In my eyes the whole damn Hall turned red

She broke my heart and people saw that
Right there in front of my sausage rolls
I thought we were meant to be, fated twin souls
She broke my heart and people saw that

Budzisz się rano z pękającą głową, ustami wysuszonymi na wiór i zastanawiasz się, czy warto było szaleć tak? Eddie nie miał odpowiedzi na to pytanie, bo wczorajszy wieczór był aktualnie tylko kalejdoskopem świateł, muzyki, śmiechu i wątpliwych decyzji. Nie miał pewności, czy było warto. Zaryzykował otwarcie oczu i pozwolił, by światło brutalnie go zaatakowało. Światło, które wskazywało na to, że jest już przynajmniej południe. Rozejrzał się niepewnie, nadal nie podnosząc głowy i po szybkich oględzinach wywnioskował, że jest w salonie Tommy'ego. Przynajmniej tyle, że nie uparł się wracać po pijaku do Doliny. Czasem nawet po alkoholu miewał niezłe pomysły.
Raz.
Dwa.
Trzy.

Potrzebował dobrych dwóch minut stania bez ruchu, żeby świat wokoło przestał wirować. Dom był pogrążony w względnej ciszy, jedynie okazjonalne głośne chrapnięcia przebijały się gdzieś z piętra. Eddie znał to miejsce bardzo dobrze, w końcu Trzaskające Testrale właśnie w piwnicy Tommy'ego miały swoje próby. Bywał tu często. Stawiając ostrożnie krok za krokiem, ruszył powoli do kuchni, marząc o szklance soku dyniowego. Składzik na końcu pomieszczenia, półka na dole, po lewej stronie. Tak blisko celu, jeszcze dwa kroki. Kiedy już sięgał do schowka, jego wzrok przykuł ciemny wzór na jego własnym przedramieniu. Wielki, koślawy napis Nocne Wyjce.
Ach, tak. Faktycznie.
Opijali wczoraj odejście Juliana z zespołu i noc zesłała na nich wizję zmiany image'u. Pamiętał teraz ekscytację, która spłynęła na nich, gdy wpadli na tę nową, chwytliwą nazwę. Mieli zapuścić włosy. Zerknął na swoje koślawe odbicie w pustej jeszcze szklance i próbował wyobrazić sobie tę zmianę. Łypał na niego zmęczony, zmarnowany dzieciak z pustym wzrokiem. Krzywizna szkła karykaturalnie wydęła mu nos i rozciągnęła usta. Jednak to te oczy zbiły go z tropu. Obce, wyprane z emocji, gasnące, jakby umierała w nich ostatnia iskra nadziei.

I followed you daily on moving stairs
You said I’m too much, said I’m everywhere
’Cause I thought love meant never to let go
I only dreamed to be close like your shadow
I said I love you, you said it must stop
And the whole damn room heard my poor heart drop

Piwnica Tommy'ego była niemal jak drugi dom, znał każdy jej kąt. Spędzali tu długie godziny podczas prób, wymyślając, grając, kłócąc się i czasem rzucając w siebie kawałkami instrumentów, gdy robiło się wyjątkowo gorąco. Po skończeniu szkoły wszyscy pomogli magicznie wyciszyć pomieszczenie, stopniowo zapełnili je wszystkim co potrzebne i widywali się tutaj przynajmniej dwa razy w miesiącu. Po latach użytkowania wszystko przeszło specyficznym zapachem potu, dymu, alkoholu i lawendy, którą matka Tommy'ego co jakiś czas uparcie rozkładała po kątach. Mieszanka aromatów dość zabójcza, gdy walczysz z okrutnym kacem. No właśnie, po to tu przyszedł. Gdzieś tu powinna być ukryta jeszcze jedna fiolka antidotum alkoholowego. Zrzucili się kiedyś na cały zestaw, ale zaskakująco szybko się go pozbywali. Przeszukał szuflady, zawalone nutami i tekstami, potem przejrzał po kolei stare porzucone butelki, przesunął fotele. Jedyne co znalazł, to gnijący ogryzek od jabłka i resztkę Ognistej, schowaną za stojakiem na gitary. Oba znaleziska odłożył z równym obrzydzeniem na niski stolik w środku pokoju.
Ostatnim, najbardziej zdradliwym miejscem do poszukiwań, była stara, przetarta kanapa. Kryła w sobie mnóstwo zakamarków i śmieci z całych lat ich urzędowania tutaj. Z ciężkim westchnieniem zabrał się do roboty. Połamane pałeczki, stara struna oblepiona czymś zielonym, kilka knutów, pusta fiolka, kobieca bielizna... Brawo, Tommy? I w końcu kilka pomiętych kartek, na których rozpoznał swoje pismo. Zrezygnowany przerwał poszukiwania, rozsiadł się na kanapie i zerknął na znalezione zapiski. Stare teksty piosenek, pisane jeszcze w Hogwarcie. To głównie Billy odpowiadał za liryczną część ich twórczości, ale i Eddiemu zdarzało się coś nabazgrać. Szczególnie, gdy targały nim silne emocje. Takie, jak złamane serce. Boleśnie znajome słowa krzyczały na niego z kartki tak głośno, że musiał odwrócić wzrok. Pusta fiolka, którą cisnął na stół odbijała nikłe światło i jego własną, powykrzywianą sylwetkę. Nachylił się bliżej i wtedy znów łypnęło na niego własne oko. Tym razem pełne gniewu, rozgoryczenia i... strachu?

She broke my heart and people saw that
I said stay, you said I must go
Merlin knows it felt like I hit the floor
She broke my heart and people saw that

Od lat nie widział tego tekstu. Od lat starał się również nie myśleć za wiele o wydarzeniach w nim opisanych i osobie, która za nimi stała. Rany chyba już się zagoiły, ale wersy tej piosenki żywo przypominały dokładny przebieg tego, co tam się wtedy zadziało. Nie było mu wstyd, że wszyscy to widzieli. Nie, Eddie miał w sobie bardzo nikłe poczucie zażenowania. Czuł wtedy głównie niesprawiedliwość, poczucie zdrady, gniew. Wylewał z siebie ogromne nakłady miłości, uwielbienia i troski, a został oskarżony o próbę utopienia jej w tym wszystkim. Za dużo, za mocno, za bardzo. Nie potrafił wtedy tego zrozumieć. Jak można okazywać za dużo uczucia? Jak można za mocno troszczyć się o kogoś? Jak można za bardzo kochać? Zadawał sobie wtedy te pytania w kółko, czując jedynie brak sensu. A czy rozumiał to teraz?
Przypomniał sobie inne wściekłe spojrzenie, skierowane w jego stronę rok temu. Chwilę później piękny bukiet kwiatów wylądował u jego stóp, a pełną napięcia ciszę wypełnił stukot obcasów oddalających się od niego stanowczym, szybkim krokiem. Mówiła, że za bardzo się spieszył. Żeby nie popędzał tego, co między nimi kwitnie. Tylko, że on musiał jej wtedy wyznać, że jest całym jego światem. Musiał wyrazić te przytłaczające, palące uczucia, które zalewały go na jej widok. Musiał, bo inaczej spłonąłby od nich żywcem. Tu też przesadził?
Albo ten dobitny trzask zamykanego okna, sprzed kilku miesięcy. A przecież chciał być tylko romantyczny, zaśpiewać jej coś ładnego pod oknem. Może i po raz piąty, gdy po pierwszym błagała, żeby tego nie robił. Może i po pijaku, choć obiecywał nie robić głupot. Tylko to znów były te okropnie silne, gęste uczucia, które odbierały mu rozum, zajmowały całe jestestwo i pchały go to wielkich, durnych czynów. Musiał dawać im jakieś ujście, bo inaczej nie był w stanie funkcjonować. Chciał, by było jasne jak słońce, że ktoś skradł jego serce, że zrobi dla tej osoby wszystko, że nie widzi poza nią świata. Spalał się u ich stóp, nie zważając na to, że mogą się poparzyć. I dziwił się, że jak normalny, racjonalny człowiek, odskakują od ognia.
Cisnął kartki na stół, przeszedł przez piwnicę i usiadł przy swojej perkusji. Potrzebował czegoś, czego zna. Złapał za pałeczki i zaczął wystukiwać rytm powtarzany od miesięcy, znany mu tak dobrze, jak rytm własnego serca. Zaciskał oczy i skupiał się tylko na tym, co słyszy. Spokojnie, Eddie, na pewno nie jest z tobą tak źle. Nie jesteś zepsuty.
Bam-bam. Tss-tss.
Gdy oddech odzyskał rytm, otworzył oczy i napotkał wlepione w niego spojrzenie. Chłopak po przeciwnej stronie pokoju uderzał w bębny z taką samą gwałtownością jak on, kosmyk blond włosów opadł mu na twarz. Wpatrzone w niego niebieskie oczy były pełne ognia, za którym kryła się niepewność i żal.
Trach!
Echo ostatniego dźwięku zastygło w powietrzu, gdy Eddie z wściekłością rzucił pałeczkami w wielkie lustro, rozciągające się na przeciwnej stronie pokoju.

I gave my heart to you, Gryffindor red
You threw it away, left me naught but dread
So proud, wide open, beating too fast
I was so sure that our love would last
Like an unforgivable curse you hit me hard
The whole Hall went silent when you left me in shards


Wstał i ruszył przez pokój, zebrał pałeczki z ziemi, ale zamiast odwrócić się i odejść, usiadł przed wielkim lustrem i przyjrzał się sobie uważnie. Wiedział, że nie jest brzydki. Z jego twarzy wciąż biła młodość i energia, nawet mimo wyraźnych śladów szaleństw poprzedniej nocy. A te podkrążone, przekrwione oczy i opuchlizna nie były chyba oznaką zepsucia. Nie widział rys, pęknięć, braków. Próbował wejrzeć tak głęboko w swoje oczy, żeby dopatrzeć się tego, co mogło nie działać tam w środku. Znaleźć jakąś skazę, bliznę, ranę i zrozumieć. Dlaczego miesiącami żył w kompletnym stoickim spokoju, niesiony fantazjami i zabawą, bez łez i gniewu, a potem nagle wybuchał, całkowicie zalany uczuciami tak silnymi, że odstraszał nimi ludzi? Czemu nie potrafił kochać łagodnie, ciepło, z szacunkiem i spokojem? Czemu uczucia zjadały go od środka i nie dawały odsapnąć, dopóki nie przelał ich doszczętnie na inną osobę?
Nie miał odpowiedzi na te pytania. Ale w końcu ten pierwszy raz zadał je sobie świadomie i zmierzył się ze strachem, który od lat czaił się gdzieś z tyłu jego umysłu. Od tej felernej kłótni w Wielkiej Sali.
W odbiciu dostrzegł fiolkę zielono-żółtego eliksiru, wystającą spod lawendowej wiązanki ułożonej na jednej z szafek. Spłynęła na niego ulga, ale nie przykryła do końca tego dziwnego uczucia, które ściskało mu serce. Nie przykryła zgrozy, która dopadła go, gdy jakiś czas później Billy wpadł do pokoju, znalazł ten nieszczęsny tekst na stole i uparł się, że to będzie hit. Nie przykryła chłodu, które biło od spojrzenia tego blondyna w lustrze, który być może stwierdził właśnie, że nie umie kochać. I być może już nigdy nie powinien próbować.

She broke my heart and people saw that
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.