• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro II > Sala konferencyjna
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 20:06

Sala konferencyjna
Przestronne, surowe pomieszczenie o wysokim sklepieniu, którego ściany wyłożone są ciemnym drewnem z subtelnymi, złotymi inkrustacjami przedstawiającymi symbole poszczególnych departamentów. Centralne miejsce zajmuje długi, masywny stół z czarnego mahoniu, otoczony wygodnymi krzesłami z wyściełanymi siedzeniami, na których wyryto herb Ministerstwa. Na środku stołu lewituje wielka, magiczna kula, w której mogą pojawiać się projekcje dokumentów, map lub twarzy osób przemawiających z odległych lokalizacji. Wzdłuż jednej ze ścian rozmieszczono rzędy smukłych, zielonkawych lamp, które migoczą niczym płomienie świec, rzucając chłodne, lekko kojące światło. Na końcu sali znajduje się podwyższenie z miejscem dla przemawiającego. To tu odbywają się zebrania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
12-03-2026, 22:59
14 maja 1962 roku

Czasem wystarczy przeczucie.
Nic więcej, układający się rytm poszlak. Może to doświadczenie aurorskie, które zaczynało obfitować w takie niuanse, a może to parszywa cecha jej charakteru, że lubiła drążyć tematu. Kiedyś może się nauczy, że lepiej było widzieć mniej, lecz nie nastały jeszcze te czasy.
Sprawa zabójstwa z Torquay miała w sobie zbyt wiele niecodzienności, by móc tak szybko o niej zapomnieć. Mugolskie media przez tygodnie rozprawiały o tym, jak przebiegło morderstwo, co działo się w tym domu przed samym aktem i gdzie był system, gdy zaniedbania miały miejsce. Gdzie była policja, lokalna społeczność, szkoła? Czemu nikt nic nie wspomniał?
Będąc u rodziców śledziła debatę, która miała miejsce w programach BBC. Posępne miny, szukanie przyczyny i zrozumienie, że czasem niektórzy zabijają z czystego pragnienia mordu. Kiedyś zbrodnia była prostsza, mąż w afekcie zabijał kochanka żony. Teraz zdaje się, że inne popędy pobudzają morderców. Im dłużej jednak przysłuchiwała się policji, jej działaniom i śladom, które znajdywali tym bardziej była zaniepokojona. Nie była więc zaskoczona, gdy po czasie Dawlish kazał jej przyglądnąć się sprawie, gdyż podobno jakaś czarownica słyszała trzask podobny do teleportacji w pobliżu i zgłosiła to do Biura Aurorów.
Nie potrzebowała kolejnej zagadkowej sprawy, która zajmie jej atencje i nie pozwoli na spokojny sen. Śledztwa dotyczące śmierci Botta i Fawley powolnym, ślimaczym tempem parło do przodu, lecz tutaj oczekiwało przełomu, kolejny raz przeczucie. Zbliżała się do rozwiązania, kolejne informacje zaczynały się ze sobą spajać. W momencie, gdy sprawa zaczyna nabierać ciągu przyczynowo skutkowego wszystko stawało się znacznie prostsze, jakby układanka gotowa była do odkrycia.
To co jednak wydarzyło się w Torquay było intrygujące, niepokojące i dosadnie okrutne. Nie miała jednak wątpliwości, że dramat w tym domu trwał znacznie dłużej niż sam akt zabójstwa. Potrzebowała informacji, a obecnie posiadała je tylko mugolska policja, która zabezpieczyła ślady. Kontakt oficjalny z jednostkami potrzebował jednak akceptacji, co dla niej oznaczało uzyskanie zgody od tych wielkich panów w garniturach, którzy swoją wiedzę o mugolach ograniczyli do infantylnych opowieści swoich ojców.
Przyglądała się szanownemu Panu, Rodric Carrow jeszcze długo nie będzie siedział przy stole tych najważniejszych. Był niewiele starszy od niej, również i niego czekają lata pracy nim laury zawisną na szyi. Z jego nazwiskiem, pieniądzem i możliwościami na pewno będzie mu łatwiej, rodzina o to zadba. Spodziewała się z kim będzie miała do czynienia, dostrzegała to w jego oczach, gdy zmuszeni byli do współpracy. Ubrana była w czarne, proste szaty; różdżkę schowaną miała w połaciach materiału, a twarz przyjęła wyraz neutralnej maski. Ostoja profesjonalizmu i rzetelności, najsilniejszy z oręży administracji. Przed nim na biurku leżała dokumentacja, zanonimizowana forma donosu i sterta gazet, które prawiły o tamtych wydarzeniach.
– Słyszał Pan o sprawie z Torquay? – rozpoczęła, splatając ze sobą swoje dłonie na biurku. Może szepty, które dotarły nawet do magicznej społeczności, głosy o kolejnym bydlęcym zachowaniu. Zarówno czarodziejskie, jak i mugolskie domy skrywały w sobie sekrety tak okrutne, że kwestionujące człowieczeństwo ich twórców. Nieludzkie w swym ludzkich wymiarze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
20-03-2026, 10:29
Nagromadzenie wydarzeń w drugim tygodniu maja sprawiło, że rozważałem dzisiejszego dnia zgłoszenie swojej nieobecności w pracy, by pozwolić organizmowi odpocząć. Kilka godzin temu skończyliśmy urodziny Lucindy, a ja już siedziałem przy biurku przeglądając akta. Dziś praca szła mi wolno i opornie, jakbm podskórnie czuł, że sama moja obecność dziś tutaj nie ma większego sensu.
Czasami wystarczy po prostu przeczucie.
Torquay. Miasto w południowo zachodniej Anglii, znane ze swoich kurortów, miasto które było od zawsze spokojne, uwielbiane przez mugoli, którzy szukali chwili odetchnięcia. Miasto, którego nie znałbym, gdyby nie fakt, że byłem w nim dwa miesiące temu. Nie, trzy. Trzy miesiące temu. Z wujem. Miasto w którym pod koniec lutego wybuchła panika związana z poruszającym morderstwem, którego autorem był oszalały ojciec, który wraz z żona ukrywał dziewiątkę swoich dzieci, przykuwał ich do łóżek i nie pozwalał wchodzić na zewnątrz. I który jednego dnia postanowił zamordować ich wszystkich i podpalić dom. Tak w każdym razie brzmiała oficjaalna wersja.
Spoglądam z dołu, zza okularów w cienkich metalowych oprawkach na intruza, który postanowił dzisiejszego dnia zaprzątać moją uwagę. Nie daję po sobie poznać, ale jej pytanie uderza w pewien ośrodek w mózgu, odpowiedzialny za przywoływanie wspomnień. Torquay, którego pamiątka wciąż jest w piwnicy Allerton Castle. Torquay które miało być miejscem w którym nauczę się mistrzosko zacierać ślady. Torquay, którego żelazny zapach krwi mogłem bez problemu przywołać w pamięci. Czy słyszałem o Torquay?
Z zewnątrz nie widać tego, że jej pytanie mnie dotyka. Jestem wszak profesjonalny. Ona jest mniej, bo chociaż tabliczka z nazwiskiem na moim biurku błyszczy, panna Goldsmith nie pokwapiła się o to, by zwrócić się do mnie zgodnie z etykietą. Po raz kolejny mogłem więc wyciągnąć wniosek, że Ministerstwo schodzi na psy włączając w swoje szeregi osoby jej pokroju. Moja różdżka, którą przesuwałem o pergaminie śledząc jego treść unosi się i stuka w tabliczkę. Moja zniesmaczona mina i wzrok odrywają się od postaci Francescki Goldsmith, kiedy mówię pod nosem:
- Pan Carrow - upominając ją, oraz dając do zrozumienia, że nie będę rozmawiał na żaden temat jeżeli nie będziemy rozmawiać godnie. Różdżka została odsunieta i lekko odkładam ją na odpowiednie miejsce na biurku, w nadzieji że nie będzie potrzebna, chociaż muszę ją mieć blisko siebie, bo wizyta aurora wypytującego o Torquay przy moim biurku może oznaczać dwie rzeczy, ale miałem nadzieję, że oznacza tylko to, że oni jeszcze nie wiele wiedzą. Gdyby wiedzieli wszystko nie wysłaliby przecież młodej kobiety aby mnie zaaresztowała przy wszystkich moich współpracownikach, czyż nie?
- Nie zaprzątam sobie głowy sprawami mugoli. Mam na głowie zbyt wiele spraw dotyczących czarodziejów - odpowiadam, przerzucając kartkę pisma, którego lekturą zajęty byłem dotychczas, dając sygnał, że nie zamierzam kontynuować tej rozmowy.
Zachodziłem jedynie w głowę co słyszała ona.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
26-03-2026, 20:37
Aby móc zrozumieć zbrodnie, trzeba było zrozumieć człowieka.
Zobaczyć go, nagiego i pozbawionego warstw ochronnych. Takiego jakim był, bez żadnych upiększeń. Podłą kreaturą, czasem istotą stworzoną z pierwotnych instynktów obudowaną w kulturowe wzorce. Nie zawsze, spodziewała się po ludziach więcej, często przynajmniej większego utrzymania swoich popędów w ryzach. Autor swojego mordu pozostawiał swoje znaki, krwawy podpis poświadczający do kogo należy ten grzech. Czasem niemożliwe do odczytania, czasem zgubne dla detektywa, a czasem po prostu nieosiągalne. Co jednak mówi zabójstwo swoich dzieci o ich ojcu? Niezdiagnozowanej chorobie, która popchnęłaby go do szaleństwa? Degeneracja jednostki, pełne jej zepsucie? A może o natalnych cechach, które skłoniły do owego przestępstwa?
Analizowała, prąd myśli krążący wokół jednego tematu. Czasem nie mogła ich odgonić, prędkością światła dążyła do kolejnego wniosku. Zawsze tworzyła swoje notatki, schematyczne i poukładane, jakby sporządzała mapę myśli, które niespokojnie krążyły w głowie. Trzeba było wrócić do podstaw, zadać sobie pytania pierwotne: Kto zabił? Kiedy? W jaki sposób?
Do odpowiedzi na te pytanie potrzebowała odpowiedzi, spodziewała się, że mugolska policja byłaby aż nadto przydatna w tej materii. Posiadali materiał dowodowy, to oni spędzili pierwsze dni w miejscu zbrodni. Posiadali wszelkie elementy, które w całości mogłyby pomóc w znalezieniu jej odpowiedzi. Wiedziała jednak, że nie będzie to proste.
Pan Carrow szybko zaznaczył, że nie należał do osób, z którymi współpraca będzie łatwa, przyjemna lub produktywna. Panicze i ich przywiązanie do nazwiska, bez niego często znaczyli niewiele, więc musieli o nim przypominać. Wiele wysiłku włożyła w zachowanie swej maski neutralności, jakby jego słowa wywołały w niej duchowego przewrócenia oczami. Nie kojarzyło go dobrze, nie miała przyjemności współpracy. Jego nazwisko jednak o wiele głośniej odbijało się echem od ścian korytarzy Ministerstwa niż jego imię. Nie musieli się jednak kochać, mieli po prostu wykonać swoją pracę. Nie oczekiwała od niego niczego więcej.
– Jest to niezwykle tajemnicza sprawa, Panie Carrow – tym razem nie omieszkuje użyć jego nazwiska, spodziewała się, że w żaden inny sposób nie ruszą do przodu. – Ojciec zabijający swoje dzieci, które więził wpierw w swoim domu.
Nie wspomniała nic o mugolskości w tej kwestii, to dopowiedział sobie sam. Zwróciło to jednak jej uwagę, gdyż poświadczało o pewnej znajomości kwestii. Czemu jednak temu zaprzeczał? Im więcej niespójności będzie znajdywać w jego osobie, tym bardziej będzie zaintrygowana. Była zachłanna w tej kwestii, zawsze chciała wiedzieć więcej.
– Na ten moment nie ma jednak pewności czy wszystkie były jego dziećmi, jakiego były pochodzenie i czy na pewno były mugolskie – dodaje otwierając kolejną puszkę, możliwość niezbadaną wcześniej. Równie dobrze mogły to być dzieci porwane, ukryte i następnie zabite w ostatecznej wizji mordu. Mogłaby stworzyć tysiące scenariuszy tego, co tam zaszło i nadal nie wiedzieć nic.
– Myślę, że powinniśmy skontaktować się z mugolską policją, aby dowiedzieć się na jakim etapie śledztwa są, przyglądać się ich działaniom – zasugerowała racjonalnie, praktycznie i bezideowo. Brzmiała pewnie, lecz nie arogancko. Podsuwała kolejne pomysły, pozwala mu się zastanowić. Im więcej wiedzieli, tym pewniejsza była ich sytuacja. Trzask teleportacji słyszany na miejscu był niepokojący, zły prognostyk.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-04-2026, 13:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.