• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Hadrian Street 24 > Sypialnia
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 12:27

Sypialnia
Pokój nie wykorzystuje pełni swojego potencjału. Przestronny mieści obecnie głównie łóżko, biurko i szafę z ubraniami, przez co wydaje się przeraźliwie pusty. Właściciel mieszkania nie podjął się jednak trudu urządzenia go w sposób przytulniejszy od momentu zakupu lokum, a nie przyjmując w pokoju tym żadnych gości - uniknął konieczności tłumaczenia się z ascetycznego charakteru przestrzeni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
08-01-2026, 21:48
8.03

Pod mieszkaniem Titusa doznał dziwnego deja vu, chociaż nigdy nie doświadczał takich uczuć. Doświadczał ich Titus i to dzięki niemu Ambrose w ogóle poznał to słowo. Gdy uniósł dłoń by zapukać do drzwi, przypomniał mu się inny dzień, sprzed wielu lat. Wtedy było popołudnie, a nie wczesny wieczór (jak teraz), a Titus mieszkał w Manchesterze. Wtedy, podobnie jak dzisiaj, Ambrose teleportował się pod budynek gdy zupełnie nie wiedział co robić i nie radził sobie z własnymi emocjami, ale wtedy—gdy Allie zgubiła ich dziecko—to rozstrojenie było przynajmniej uzasadnione. Teraz, gdy zdał sobie sprawę, że zamierza zapukać do drzwi z taką samą natarczywością... prawie cofnął rękę. Nie powinien. Przecież nic się nie stało. Przecież był dorosły i to nic takiego, że musiał mieszkać z własną matką, mógłby zresztą mieszkać gdzie indziej gdyby codziennie dolatywał do parcy z Cardiff (może to ma jakiś sens?) albo wprowadził się do kawalerki własnych dzieci (chyba nie byłyby zachwycone). One też mogłyby mieszkać z własną babką, ale jakoś próbował je od tego uchronić, ot tak. A samemu powinien sobie poradzić. Dorosły człowiek powinien umieć wytyczyć granice własnej matce. Albo powinien umieć porozmawiać  o tym z przyjacielem, ale to nie wchodzi w grę gdy przyjaciel samemu nie ma matki, mówi do twojej matki Dolly i pod żadnym pozorem nie może się dowiedzieć o wykradanych noworodkach czy otrutym mężu.
Mimo wszystko, i tak stał pod drzwiami mieszkania tego przyjaciela. Ilekroć chciał poczuć się lepiej lub bezpieczniej, szukał obecności Titusa—ale gdy czuł się źle, nie miał czasu ani energii zastanawiać się dlaczego to robi, więc się nie zastanawiał. To pewnie istota braterskich relacji.
Zapukał, a dzięki chwili refleksji zdołał zapukać raz, a nie kilka razy (jak w Manchesterze). Za to dość donośnie.
Wyglądał... inaczej niż na co dzień w pracy. Po pierwsze, nie miał munduru. Po drugie, jego koszula była odrobinę pomięta (!). Po trzecie, miał trochę czerwone i przekrwione oczy co na pewno dało wytłumaczyć się jakimiś marcowymi alergiami. Po czwarte, miał czerwony policzek, czego tłumaczyć nie miał zamiaru, może Titus nie zauważy.
Co najważniejsze, miał ze sobą rulon o centymetr wyższy od samego siebie (!) – ogromny, perski dywan. Albo perski. Matka mówiła, że był z Persji, ale on już nie wiedział w co jej wierzyć, co jej dzisiaj wytknął gdy ona wytknęła mu, że kupił jej tandente kwiaty (goździki), a potem kłótnia trochę eskalowała.
- Hej - przelotnie spojrzał na twarz Titusa i nieco uważniej w punkt ponad jego ramieniem. Właściwie, nie zastanawiał się, czy Tite będzie dzisiaj zajęty. Co, jeśli w środku jest jakaś dziewczyna? (Wtedy musi się ulotnić, żeby nie psuć mu wieczoru). Albo Chris Flowers? (Nie był pewien, co by wtedy zrobił, zrobiło mu się nieprzyjemnie na samą myśl). - Nie przeszkadzam? - Ambrose nigdy nie pytał o takie rzeczy, co dowodziło, że sytuacja jest poważna. - To nic poważnego, ale po...różniłem się trochę z matką i może mógłbym... przenocować? - nie nocowali w jednym miejscu od wakacji w Szkocji. Odchrząknął. - Wziąłem dywan, więc mogę przespać się na dywanie. - wziął też dywan na złość mamie i bo był jego, a nie jej, ale funkcja dodatkowa zawsze była przydatna. Titus miał co prawda kanapę, Ambrose bywał tu wielokrotnie, ale może trzymał na kanapie pomięte kurtki (właściwie nie może, a na pewno) albo... była zajęta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
09-01-2026, 10:41
W roku 1946 Titus miał niepowtarzalną okazję uratować dziecko przyjaciela z wielkiej opresji mugolskiego świata. Piękne, wzniosłe chwile, które pozwalały poczuć w sercu prawdziwe, policyjne powołanie nie trwały długo – Harrison mieszkał wtedy w wynajętym pokoju w ciasnym mieszkaniu z trzema mugolakami i z różnych powodów nie mógł nawet podzielić się z nimi historią wskazującą na to, że być może znalazł na tym świecie swoje nowe, lepsze miejsce. Na klatce mówiono o nich (z pominięciem Titusa – znano na pamieć jego szkocki akcent) jak o cyganach, ale ci gotowi byli bić mówiących tak w najbardziej lubiany przez siebie sposób – mocno i długo.
Rumuńscy uchodźcy bali się wojny, Petru Grozy i mówili o polityce lokalnej tak, jakby ta miała doprowadzić do upadku wszystkich wartości moralnych. Krytykowali mundurowców i Merlin świadkiem Titusowi – był to czas kiedy nauczył się kłamać najlepiej w życiu. Nigdy nie wyszedł do domu i nigdy nie wszedł do domu w mundurze, nigdy nie upijał się w ich towarzystwie (pomijając już ten prześmieszny język, którego naleciałości czyniły rozmowę nieprzyjemną, niemal nie do przejścia w stanie alkoholowego upojenia), nigdy nie spotykał się też z nimi poza domem – czując uczucie żenady nad ich polityczną zawziętością (czemu robili to w Wielkiej Brytanii? W końcu po szkole mogli ponownie wrócić do kraju…).
To co było jednak powodem do dumy każdego, czującego jakąkolwiek misję mundurowca, sprowadziło na głowę Titusa problem mieszkaniowy. Prawda wyszła na jaw, a nie wchodząc w szczegóły – z domu musiał wyprowadzić się wtedy dość szybko, bo trójka zawziętych chłopców ze wschodu natłukła i Titusowi, i Ambrose’mu – a że żaden z nich nie wywieszał białej flagi chętnie – ze wszystkiego wyszli poobijani. Trzech na dwóch – to musiało się tak skończyć.
Kiedy ostatni raz otwierał drzwi przyjacielowi w podobnym, rozbitym stanie – byli młodzi, byli w Manchesterze, Harrison był okrutnie biedny, a Day przerażony jak nigdy dotąd. Teraz też nie wyglądał jak zawsze. Wyglądał gorzej, ale tylko gorzej, bo ktoś taki jak Ambrose nigdy nie wyglądał źle. Gorzej wystarcza jednak by stwierdzić, że nie przyszedł tu po to by porozmawiać o Quidditchu.
– Hej – odpowiada lustrzanie, cofając się do środka mieszkania. – Nie – dodaje. Nawet gdyby przeszkadzał – Harrison i tak znalazłby dla niego chwilę.
Niech wejdą do środka, niech sąsiedzi nie słuchają… Tego wszystkiego. I tak jeszcze kilka chwil temu magipolicjant walił kijem miotły w sufit, próbując uspokoić hałasującego uciążliwie sąsiada. Tak jakoś wyszło, że atmosfera na klatce bywała ostatnio odrobinę napięta.
Gdy stali w salonie, Harrison wpatrywał się w obity policzek Ambrose’go, ale nie skomentował go. Tak samo jak nie skomentował zaczerwienionych oczu. Dopiero gdy napotkał się z refleksją, że z nieodgadnioną miną gapi się jak sroka w gnat – przenosi uwagę na perski rulon.
– A myślałem, że to taki wielki papieros… – mówi roztargniony, niby żartem – ale dość niezręcznym – próbując wywalić tą niezręczność z głowy gdzieś na zewnątrz – tam gdzie będzie dla niej więcej miejsca. – Rozłożysz sobie koło pieca i skulisz się do snu jak prawdziwy pies?
W tym domu psy sypiają jednak w łóżku.
– Rosie, nie żartuj… – wzdycha prędko, bo znając życie – żartował tylko Titus. Z tym całym papierosem, piecem, dywanem, psem... – Zanieś do sypialni i siadaj – mówi, wskazując na kanapę, a zgodnie z przewidywaniami – w międzyczasie na prędce zbiera jeansowe kurtki i niewyprasowane koszule rzucone na jej oparcie. Miejsce na każdą z nich znalazłoby się w szafie, ale Harrison… Dbał o porządek przestrzeni w swój własny sposób.
– Chcesz napić się piwa? – pyta, ale zna odpowiedź. Z tylnej kieszeni spodni wyjmuje paczkę papierosów, a rzucając ją na blat stolika, podnosi spojrzenie na wyłaniającą się z sypialni postać. Policzek bladłby szybciej, gdyby Ambrose nie był porcelanowo blady. – ...albo przyłożysz zimne z lodówki do… No wiesz – kładzie dłoń na własnej twarzy. – Nie musisz go pić.
Znika za winklem, byle otworzyć freonową chłodziarkę. Buczące urządzenie mieści w sobie głównie jedzenie, ale i dwie brązowe butelki Newcastle’a. Wyjmuje jedną z nich na blat, niezależnie czy – zgodnie ze znaną tendencją – Ambrose odmówi.
– Miękki jest? – próbuje rozładować atmosferę. – Ten cały dywan?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.