Gdyby wizje miały ciężar, Titus Harrison porównałby tą konkretną, samospełniającą się przez ostatnie tygodnie do ciężaru cementowych butów. Mimo, że próbował przeciwstawić się przyszłości na wszelkie możliwe sposoby – zmieniając swoje podejście do każdej możliwej dziedziny życia… Nie czuł żadnej sprawczości.
Początek sierpnia pachniał wilgotnym od rosy wrzosem – tym subtelnym, mało wyczuwalnym zapachem, nieznośnie powiązanym z nieubłaganym końcem lata; brzmiał śpiewem ptaków, które w tym roku zdecydowały się na założenie rodziny właśnie tutaj, pośród kornwalijskich traw. Dla Titusa pachniał też zimnym wiatrem znad największego jeziora w tej okolicy, w odpowiedniej odległości od Doliny Godryka, z której wyruszyli o świcie na rodzinnej miotle.
Byli tu po cywilnemu, a widząc Day’a w tym wydaniu, czuł na karku oddech nadchodzącego malkontenctwa. Przewidywał, że za… Trzynaście minut usłyszy pełen narzekania komentarz na temat dziwnego samopoczucia. Za czternaście minut dołoży do tego pełen pewności komentarz – złe samopoczucie powiąże z brakiem munduru. Za dwadzieścia minut Tite dowie się, że przyjaciel – całe szczęście – wziął ze sobą odznakę. Po spotkaniu Day ucieszy się zaś, że może już wrócić do domu i jutro ubrać się normalnie.
Kiedy ostatni raz otwierał drzwi przyjacielowi w podobnym, rozbitym stanie – byli młodzi, byli w Manchesterze, Harrison był okrutnie biedny, a Day przerażony jak nigdy dotąd. Teraz też nie wyglądał jak zawsze. Wyglądał gorzej, ale tylko gorzej, bo ktoś taki jak Ambrose nigdy nie wyglądał źle. Gorzej wystarcza jednak by stwierdzić, że nie przyszedł tu po to by porozmawiać o Quidditchu.
Chyba chciał po prostu po raz kolejny obejrzeć Siedmiu Wspaniałych. Jeżeli Grindelwald zrówna ich wszystkich z ziemią, przynajmniej przed tym wszystkim przypomni sobie jeszcze raz ten zajebisty, obejrzany kilka razy kinowy hit.
Przystaje z papierosem między palcami, z dymem rozpływającym się przed nosem i z brwiami uniesionymi w geście jawnego zdziwienia. Kobieta nie sadzi, a kradnie. Ma może z dwadzieścia lat. Takich zachowań spodziewał się bardziej po wrednych emerytkach z jego estate’u, nie po… Młodych laskach.
w toku
|
Gracz zgłasza:
Mg akceptuje:
Willow Weasley i Ambrose Day | Dom bez adresu | 18 kwietnia
Doniesienia o zagłębiu narkotykowym we wschodnich dzielnicach Londynu wracały na posterunek falami, sugerując zwiększającą się ostrożność producentów lub… Obecność podwójnego agenta w szeregach policji. Tak, mówiono o tym – wspominano, że chętnych do splamienia munduru nieczystymi zagrywkami było wielu, a niektórzy z nich zdolni byli do bezczelności tego typu niemal bez zawahania, w biały dzień, czerpiąc z tego własne korzyści.