• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Sypialnia Primrose
Sypialnia Primrose
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:47

Sypialnia Primrose
Sypialnia jest zacieniona, lecz nie całkiem ciemna — światło wpada przez wysokie okno zasłonięte ozdobnymi firanami z haftowanym wzorem, zebranymi po bokach i ozdobionymi bordową lamówką. Tuż przy oknie stoi mały, drewniany stolik na cienkich nóżkach, na którym ustawiono ceramiczną misę i dzbanek. Po prawej stronie znajduje się duże łóżko z baldachimem, zasłonięte częściowo ciężką narzutą, której fałdy sięgają niemal podłogi. Tkaniny w pomieszczeniu są grube, w przygaszonych odcieniach, a meble masywne i wykonane z ciemnego drewna. Światło dzienne, które wpada przez szybę, jest rozproszone przez firany, tworząc miękką poświatę na podłodze i fragmentach łóżka. Całość sprawia wrażenie przestrzeni urządzonej w tradycyjnym stylu, funkcjonalnej i uporządkowanej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
01-01-2026, 20:25
Zakładała, że matka starała się jak najlepiej córce przekazać czego sama doświadczyła. Nie mówiła o brutalności ojca, nigdy nie wspominała, że ją skrzywdził w trakcie wspólnych chwil. Jednak wiedziała też, że między nimi nie było wielkiej pasji ani uczucia. Byli małżeństwem zaaranżowanym, dwie rodziny uznały, że warto tę dwójkę połączyć. Stworzyli stabilne małżeństwo i do tego zgodne, ale żyjące obok siebie. Dążące do jednego celu, ale nie widziała w nich tej iskry jak u Xaviera i Vivienne. Nie podejrzewała o takie spotkania jakie miała w altanie z Bradfordem. Była za to lojalność, oddanie i zaufanie. Elementy, które również chciałaby uzyskać w swoim małżeństwie. Tytania zapewne nie pomyślała o tym, że córka może żywić inne uczucia do swojego narzeczonego niż ona do swojego męża. Zwłaszcza, że Primrose mówiła matce o tym, że Bradford jest inteligentny, spokojny, że imponuje jej swoją wiedzą oraz obyciem; zapewne matka założyła, że ich relacja będzie opierać się na podobnych podwalinach jak jej. Zaśmiała się równie nerwowo na prychnięcie przyjaciółki, ale też poczuła się trochę lżejsza widząc jej zaciętą minę. Vivienne była wyraźnie poruszona, wręcz oburzona jakby ktoś przedstawił jej przekłamane tłumaczenie hieroglifów. Zaraz jednak przybrała tę swoją winę zamyślenia niczym mędrzec, który szuka odpowiedzi jaka zostanie zrozumiana przez jego ucznia. -Nie wiem - parsknęła mało elegancko. -Zapewne chodziło jej o to, co mężczyzna musi zrobić i nie wiedziała jak to inaczej nazwać. - Zaraz jednak spoważniała widząc pełne skupienie na twarzy przyjaciółki.
Wstyd i strach poczuła już w altanie, a potem była prawdziwa przyjemność i reakcje własnego ciała, których się nie spodziewała. Cała ta rozmowa i powracające obrazy sprawiły, że znów rumieńce wystąpiły na twarz panny Burke, podbrzusze zapulsowało tym dziwnym rytmem, a ona słuchała jak oczarowana, bo rozumiała, że Vivienne teraz wspominała swoje doznania, swoje chwile uniesienia i dzieliła się z nią intymną częścią życia. Było w tym coś bardzo delikatnego, kruchego; coś co jak zostanie zbyt mocno dotknięte to rozpadnie się w drobny mak. Powietrze zdawało się być gorące, a ona zacisnęła swoje uda otrzymując coraz to dokładniejsze instrukcje. W książkach mówili o emocjach, o gorących oddechach, o tym jak bohaterowie nie mogli się od siebie oderwać, jak ich połączone ciała zgrywały się w idealnej harmonii jak dobrze nastrojone instrumenty, ale co to w ogóle znaczyło? Gdy przyjaciółka mówiła o przyjemności i cieple wzięła gwałtowniej oddech, bo zrozumiała, że to właśnie było to czego miała możliwość skosztować dzisiaj. Podejrzewała, że to o czym wspominała Vivi było spotęgowane parokrotnie.
Widząc zawstydzenie Vivienne upchała swoje w sobie i teraz to ona ujęła rozpaloną twarz przyjaciółki w swoje dłonie. -Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że tak się czujesz przy moim bracie. - Powiedziała to z całkowitą szczerością wypisaną na twarzy i z uśmiechem, który wskazywał, że nie ma w tym żadnej kpiny. Patrząc jak szwagierka opowiadała z własnego doświadczenia co się dzieje między mężczyzną, a kobietą zrozumiała w pełni, że ta dwójka, o która tak bardzo się martwiła, była już na dobrej drodze do stworzenia zgodnego małżeństwa. -Dziękuję, że mi o tym mówisz. - Dodała jeszcze, a rysy jej twarzy złagodniały, co potęgowało światło, które wpadało do pomieszczenia, złamane przez firanki w oknach. -Dziękuję, że jesteś ze mną i mogę z tobą porozmawiać. - Wzięła głębszy oddech. -Chyba potrzebuję kąpieli… - Dodała jeszcze cicho.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
02-01-2026, 10:10
Nie miałam skąd indziej brać swojej wiedzy, jak tylko z własnych doświadczeń. Więc to co jej opowiadałam było dokładnym odwzorowaniem tego co działo się w naszej, małżeńskiej, sypialni. Nie mogłam trzymać tego wszystkiego dla siebie w momencie, gdy moja przyjaciółka potrzebowała wiedzy, szczegółów. Aby zrozumiała co tak naprawdę się pomiędzy kobietą i mężczyzną dzieje. Ja nie czytałam takich książek jak ona, ale gdy mi je podsuwała bym zerknęła na jakiś fragment, to pamiętam, że nigdy nie były te sytuacje opisane z taką dokładnością. Było o emocjach, wspólnym rytmie, ale nie o samym akcie. Musiałam schować swój wstyd, zebrać się w sobie i stanąć na wysokości zadania. Sądząc po reakcji Primrose wyjaśniłam jej zawiłości małżeńskiego pożycia dokładnie. Resztę będzie musiała już odkryć sama.
I odkryje te cudowne chwile kiedy usta łączą się we wspólnym pocałunku o poranku. Gdy dłonie suną po ciele drażniąc i pieszcząc części ciała skrywane pod materiałem ubrań. Odkryje cudowne uczucie spełnienia, radość, która wypełnia ciało gdy mąż leży obok zadowolony i zmęczony. W pewnym momencie Primrose przestanie wstydzić się przy Bradfordzie swojego ciała i będzie chciał by patrzył, dotykał. Ja się powoli na to otwierałam. Może zajmie jej to mniej czasu, może więcej, ale będą ze sobą z pewnością szczęśliwi. Czy to w małżeńskim łożu czy po za nim.
- Wiesz co sprawia mi największą przyjemność? - Zapytałam półszeptem, gdy ujęła moją rozpaloną twarz w swoje dłonie. - Gdy widzę spełnienie na twarzy Xaviera.
To była chyba najbardziej intymna rzecz, którą mogłam się z przyjaciółką podzielić. Może teraz nie do końca mogła rozumieć co mam na myśli używając tego konkretnego słowa, ale przyjdzie moment gdy będzie wiedzieć. A wtedy może wrócimy do tej rozmowy i z rumieńcami na twarzy, z zaciśniętymi udami i przyjemnym uciskiem w podbrzuszu, będziemy słuchać swoich opowieści.
- Zawsze będę przy tobie i dla ciebie. Kiedy tylko będziesz mnie potrzebować, przecież wiesz, że wystarczy twoje słowo i rzucę wszystko - odpowiedziałam szczerym uśmiechem. - Chodź - wstałam, wyciągając rękę w stronę Primrose. - Dzisiaj to ja przygotuję dla ciebie kąpiel.
W łazience Primrose wezwałam skrzata, aby uzupełnił wodę w wannie. Tym razem to ja dobrałam odpowiednie olejki, pozwoliłam jej się zanurzyć w ciepłej wodzie i towarzyszyłam jej podczas relaksu. Rozmawiałyśmy jeszcze długie godziny, na poważne i te mniej, tematy. Byłam tego dnia u boku przyjaciółki tak długo, jak tylko mnie potrzebowała. Dzisiaj był dla niej ważny dzień i nie wyobrażałam sobie, że mogłabym ją z tym zostawić samą. Wiedziałam dobrze, że Bradford nie powinien tego robić, ale nie miałam zamiaru wtrącać się w ich relacje. Pragnęli tego kontaktu, zaraz mieli zostać małżeństwem i oboje nie mogli wytrzymać, doczekać się. I absolutnie im się nie dziwiłam. Kiedyś byłabym oburzona, skarciłabym i jedną i drugą stronę bez zastanowienia. Dzisiaj? Mogłam się jedynie uśmiechnąć, pokręcić głową i opowiadać więcej o tym, co moją drogą Primrose czeka u boku jej męża.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
02-01-2026, 11:33
|29.04.1962

Nie mogła przed sobą dłużej ukrywać, że nie przejmuje się własnym weselem. Zamieszanie wokół ceremonii narastało z każdym dniem coraz bardziej, a ona przyłapała się na tym, że codziennie o niej myśli. Dzisiaj zaś była całkowicie na niej skupiona. Czekała na przybycie Lydii Travers z suknią do przymiarki. Primrose nie chciała nic zbyt ekstrawaganckiego - postawiła na prostotę. Długą suknię z lejącego materiału zabudowaną z przodu, ale to tył miał robić wrażenie. Poprosiła o odsłonięte plecy i zdobny szal. Matka na początku nie pochwalała tego wyboru uważając, że taka suknia nie przystoi. Jednak wraz z pomocą Vivienne oraz siostrą Bradforda udało się ją przekonać, aby pozwoliła córce na taki wybór sukni. Zarówno bratowej jak i przyszłej szwagierce miała za co dziękować. Obydwie czarownice były jej wsparciem i tarczą. Jedna przy Tytanii, druga przy przyszłej teściowej. Panna Burke czuła, że przyjmują one więcej ciosów niż ona sama biorąc na siebie pewne elementy przygotowań. Wdzięczność wypełniała ją całkowicie, a dzięki ich ciężkiej pracy nie musiała myśleć o wszystkim. Co sprawiało, że myślała o innych sprawach i to też nie pomagało.
Wysłanie listu do Bradforda pomogło jej zebrać myśli i ukoić emocje. Wysyłając FitzRoya miała wrażenie, że jakiś ciężar opuszcza jej pierś, a ramiona same się prostują. Najwidoczniej za długo z tym zwlekała, a teraz mogła wyczekiwać przybycia panny Travers. Ta zaś zjawiła się punktualnie. Artek przywitał ją na wejściu do Burke Manor i następnie poprowadził do sypialni Primrose, gdzie ta już czekała na czarownicę. Na jej widok uśmiechnęła się delikatnie. -Cieszę się, że cię widzę. - Powiedziała od progu i zachęciła ją, aby ta weszła do środka. Matka chciała być obecna przy przymiarkach, ale Primrose poprosiła ją, aby to miało miejsce przy ostatniej. Tytania niechętnie, ale się zgodziła. Rozumiała, że tej zależało na tych drobnych interakcjach - miała jedną córkę i to dla niej też było wydarzeniem. Panna Burke uznała, że lepiej jak matka zobaczy efekt końcowy.
Spojrzenie czarownicy padło na pokrowiec, w którym musiała spoczywać jej suknia. Serce zabiło mocniej na samą myśl, że oto będzie przymierzać strój, w którym później zobaczy ją rodzina i przyszły mąż. Było to o tyle zabawne, że panna Burke aż tak bardzo nie przywiązywała uwagi do ubrań. To nie znaczy, że chodziłą niechlujnie ubrana. Stawiała na miękkie materiały, klasyczne kroje i wysublimowaną elegancję. Dzięki temu kiedy przebywała wśród mugoli nie zwracała na siebie zbytniej uwagi. Drobne dodatki zdradzały, że nie przynależy do ich świata, oni zaś ślepi na takie niuanse nie zwracali na to uwagi, a jeżeli ktoś taki się trafił to uznawał, że młoda kobieta ma zwyczajnie w sobie nutkę ekstrawagancji.
Artek przyniósł jeszcze tacę z herbatą i cytrynowymi ciasteczkami, po czym zostawił czarownice same pozwalając im na swobodną rozmowę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
22-02-2026, 17:01
|17.05.1962

Zostały dwa dni do wesela, a to oznaczało, że całe Burke Manor było niczym ul. Chociaż główna zabawa nie odbywała się w posiadłości rodzinnej panny młodej, to Tytania była w pełni zaangażowana wraz z matką Bradforda w organizację tego przedsięwzięcia. A to sprawiało, że sama Primrose czuła się lekko przytłoczona tym wszystkim. Zaszyła się w swoim pokoju, jak wcześniej w gabinecie i pakowała cały swój dobytek. Jutro wszystko miało znaleźć się w jej nowym domu. Pakowanie pamiątek i gabinetu zajęło jej trzy dni. A teraz siedziała w swoim pokoju i wpatrywała się w szafę pełną ubrań. Książki piętrzyły się na podłodze pod ścianą zdawało się, że równo ułożone. W praktyce tworzyły chwiejne wieże, przechylające się lekko, jakby wystarczyło jedno nieostrożne dotknięcie, by rozsypały się po całym pokoju. Na łóżku leżały ubrania. Suknie przewieszone przez oparcie krzesła, koszule złożone w pół drogi, jedwabne wstążki wysuwające się z szuflad. Otwarta garderoba zionęła pustką w niektórych miejscach, a w innych wciąż przepełniona— ramiona wieszaków sterczały jak kości, między którymi wisiały jeszcze ostatnie elementy jej dawnego życia. W powietrzu unosił się zapach lawendy z woreczków wsuniętych między ubrania, zmieszany z czymś ostrzejszym — zapachem kurzu wzruszonego nagłym ruchem, otwieranych szuflad, przewracanych pudeł. Primrose stanęła pośrodku pokoju i przez chwilę po prostu patrzyła przed siebie.
Jeszcze niedawno wszystko miało tu swoje miejsce. Każda książka wracała na półkę, każdy szal do tej samej szuflady, każdy drobiazg na toaletkę przy oknie. Teraz porządek ustąpił miejsca przejściowemu bezładowi, jakby pokój wiedział, że jego rola dobiega końca. Podeszła do jednej z półek i zdjęła kilka tomów. Ich grzbiety były ciepłe od słońca, które wpadało przez okno. Niektóre z nich czytała wielokrotnie; znała na pamięć fragmenty, które kiedyś dawały jej ukojenie. Ułożyła je w kartonie, lecz kiedy miała zamknąć wieko, zawahała się. Czy te książki znajdą tam swoje miejsce? Czy może powinna zostawić je za sobą? Ostatecznie wyciągnęła je z pudełka i odstawiła na bok. Sypialnia wydawała się patrzeć na nią z cichym wyrzutem. Każda rysa na podłodze, każda plama światła na ścianie była świadkiem jej samotnych nocy, cichych rozmów z samą sobą, pierwszych decyzji podejmowanych bez niczyjej pomocy. Usiadła na skraju łóżka, a sprężyny zaskrzypiały cicho. Rozejrzała się po pokoju jeszcze raz, próbując zapamiętać go takim, jaki jest teraz: w lekkim chaosie, z książkami jak małe mury wokół ścian, z ubraniami rozsypanymi jak płatki po burzy. -Jutro będzie już tu całkowicie pusto. - Powiedziała w stronę Vivienne, która zobowiązała się do pomocy z pakowaniem i dzielnie to czyniła od paru dni.-Tak dziwnie, Vivi. - Zielone spojrzenie spoczęło na przyjaciółce. Ta wkroczyła do Burke Manor, kiedy Primrose miała je opuścić. Cieszyła się i nie mogła doczekać, a jednocześnie czuła pewien ciężar. Wstała. Zaczęła na nowo składać ubrania. Materiał szeleścił pod palcami, guziki stukały o siebie. Jeden z kartonów był już prawie pełny, ale wciąż miała wrażenie, że to zaledwie początek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
23-02-2026, 18:05
Niedawno sama się tak pakowałam. Dookoła mnie piętrzyły się kartony z ogromną ilością rzeczy, które zgromadziłam podczas całego swojego życia. Piękne suknie, spódnice, koszule. Książki, pamiątki, zdjęcia. Wszystko co miało jakąś wartość zostało przeze mnie zabrane, o dziwno każdy z przedmiotów znalazł tu swoje miejsce. Swoje miejsce znalazł też Zefir, który spał sobie teraz w najlepsze wygrzewając się na parapecie okna. Nie odstępował mnie na krok, często kładł się koło mojego brzucha i mruczał z pyszczkiem przyłożonym do mojej skóry. On wiedział.
Nie mogłam zostawić Primrose z tym wszystkim samą. Dobrze wiedziałam jak ciężko jest sobie z tym poradzić. A patrząc po tych rosnących kartonach i ogromnej ilości ubrań ułożonych w stosy miałam wrażenie, że moja przyjaciółka ma więcej rzeczy ode mnie. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem starając się w jakiś sensowny sposób poukładać spódnice w kolejnym pakunku. Nie byłam w tym najlepsza, myślę, że ktoś inny zrobiłby to z pewnością lepiej. Musiałam jednak stanąć na wysokości zadania i pomóc przyjaciółce najlepiej jak potrafiłam. Spojrzałam na nią słysząc jej słowa, nawet nie ukrywałam delikatnego drżenia wargi. Ostatnie dni pochłonięte były przygotowaniami, dużo się działo i w pełni zaangażowałam się w ostatnie prace związane ze ślubem Primrose. To pozwalało mi na chwilę zapomnieć, że już niedługo jej tu nie będzie. Nie dane nam było spędzić razem więcej czasu w Burke Manore. Jej małżeństwo przyszło szybciej niż się spodziewałam. Z jednej strony cieszyłam się jej szczęściem, ale z drugiej…
- Wiesz, nie musisz zabierać wszystkiego od razu - zauważyłam, uklepując kolejną warstwę spódnic. - Wiem, mi też było dziwnie gdy stanęłam w swoim pustym pokoju. Gołe ściany, puste szafy. I nagle czujesz się tak obco…
Zacisnęłam usta w prostą linię. Ale one szybko mimowolnie wyginęły się w podkówkę, a oczy się zaszkliły. Jęknęłam tylko pod nosem, ze zrezygnowaniem odłożyłam to co trzymałam teraz w rękach i podeszłam do Primrose. Wzięłam tę koszulę którą aktualnie składała i odrzuciłam ją w bok ujmując jej dłonie.
- Obiecałam sobie, że nie będę płakać - powiedziałam pewnie, ale głos mi zadrżał. - Przy tobie jednak nie potrafię przywdziać żadnej maski. Udawać. Tak bardzo się cieszę, że zostaniesz żoną Bradforda.
Zacisnęłam mocniej swoje palce. Uśmiechnęłam się, bo na samą myśl robiło mi się ciepło na sercu. Pasowali do siebie. Swojego kuzyna znałam dobrze i byłam przekonana, że będzie swoją nową żonę traktował bardzo dobrze. Ale była też ta druga strona medalu, która cieszyła mnie już mniej. Kiedy ja dopiero co zadomowiłam się w tej posiadłości, a bliskość Primrose była dla mnie niezwykle cenna, miałam zostać tu sama. Bez niej. I nie będę mogła już jej widywać codziennie przy posiłkach, wpadać do jej gabinetu czy sypialni wtedy kiedy będę miała na to ochotę, ani wypłakiwać się w momentach trudniejszych.
- Jeżeli Bradford będzie się jakkolwiek źle zachowywać w stosunku do ciebie, to masz mi od razu dać znać - zaczęłam poważnym tonem, przekonana byłam, że będę w stanie przemówić mu do rozsądku jeśli cokolwiek będzie nie tak. - Nawet nie wiesz jak bardzo twoja obecność była dla mnie wsparciem kiedy tu się przeprowadzałam. Chciałabym być takim samym wsparciem dla ciebie, gdy ty będziesz przenosić się do rodziny Bulstrode… Oh, Primrose, zbyt szybko i zbyt mocno przyzwyczaiłam się tu do twojej obecności. Uwierz mi, bardziej ja przeżyję twoją wyprowadzkę niż ty. Ciebie czekają nowe wyzwania, nowe cudowne życie u boku męża. Nie będziesz miała nawet czasu zatęsknić za domem, wiem co mówię - machnęłam jej dłońmi parę razy na boki, jak wtedy w szkole, gdy cieszyłyśmy się z dobrych ocen z wypracowań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
24-02-2026, 18:57
Rosła w niej obawa, że jak nie zabierze wszystkiego na raz to część rzeczy będzie tu leżeć przez kolejne miesiące. I będzie zagracać, a przecież może tu się wprowadzić kolejna osoba, może pomieszczenie zostanie przystosowane do dzieci Vivienne i Xaviera? A może stanie się pokojem gościnnym? To sprawiło, że na chwilę poczuła ukłucie w sercu. Burke Manor na zawsze będzie jej domem dzieciństwa, ale nową rodzinę ma mieć gdzie indziej. Mężczyźnie nie musieli opuszczać domów, zapuszczali w nich korzenie, tworzyli kolejne pokolenie gałęzi rodowej. Nie byli wyrwani z ziemi, z której wyrośli. Z jednej strony była na to gotowa, miała zamieszkać z mężczyzną, który był jej bliski, a z drugiej, jakaś część jej właśnie płakała. Obejrzała się na przyjaciółkę, której mina mówiła, że przeżywa tę chwilę równie mocno co Primrose, tylko panna Burke lepiej skrywała swoje myśli, nie pozwalając, aby tak jawnie odmalowywały się na jej twarzy. Koszula została wyrwana z jej dłoni, a te zaraz ujęła Vivienne. Uśmiechnęła się z rozczuleniem. -Och, Vivi. - szepnęła głucho po czym objęła przyjaciółkę i bratową ramionami, zamykając ją w ciasnym uścisku. Były podobnego wzrostu więc nie musiała się wspinać na palce, aby to uczynić. Ledwie centymetr różnicy. -Dziękuję ci. - Dodała po chwili milczenia jak trwały w uścisku. Puściła ją po jakimś czasie nadal się uśmiechają, a w oczach widać było czyste wzruszenie. Zaśmiała się cicho. -Obiecuję przyjść do razu do ciebie. - Zapewniła gorliwie choć zakładała, że jeżeli jakieś problemy się pojawią to zacznie od tego, że porozmawia ze swoim mężem, a do Vivienne przyjdzie jako do broni ostatecznej.
Kiedy panna Avery stała się panią Burke, Primrose czuwała nad tym, aby ta czuła się dobrze w Burke Manor. Pilnowała, by Tytania za bardzo nie onieśmielała żony brata. Starała się pomóc jej z oswojeniem przestrzeni i nowego domu. I żałowała bardzo, że nikogo takiego nie będzie w posiadłości Bulstrode. Jedyną osobą, która będzie nad nią czuwać będzie jej mąż, ale odkrywanie i poznawanie nowej rzeczywistości będzie musiała dokonać sama, bez życzliwej duszy obok siebie. Nie mogła wyrywać przyjaciółki z Burke Manor, tylko dlatego, że ona sama będzie czuła się zagubiona. Ich sytuacja też była inna. Brat i bratowa odnajdywali uczucie do siebie i swoją drogę, ona i Bradford wiedzieli, że do siebie wiele czują. Panna Burke powoli rozumiała, że to powoli, spalające ją uczucie, to miłość, choć te słowa wyznania jeszcze nie padły między nimi. To widziała jak narzeczony na nią patrzy, a ona wiedziała co czuje jak tylko był obok. -Jesteś panią Burke. - Powiedziała cicho i miękko. -Świetnie się zadomowiłaś w tych murach i wniosłaś swoją obecność. Nawet okna już nie są cały czas zasłaniane. - Zaśmiała się z tego ostatniego. -Nie będę aż tak daleko. Mamy sowy, mamy proszek Fiuu. Z tego co wiem główne kominki będą ze sobą połączone, abyśmy mogły w każdej chwili zobaczyć. - Wiedziała, że nie będzie to możliwe. Każda z nich zajęta swoim życiem nie będzie mogła zawsze być dostępna dla tej drugiej. -Już za nim tęsknie, Vivi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
25-02-2026, 19:36
Nie wiedziałam kto tu kogo bardziej w tym momencie pocieszał. Ona mnie czy ja ją. Stałyśmy wtulone, byłam zamknięta w jej uścisku i z całych sił starałam się powstrzymać napływające łzy. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że moja najlepsza przyjaciółka znalazła szczęście u boku odpowiedniego mężczyzny. Z drugiej strony było mi tak strasznie przykro, że Primrose nie będzie już tu na wyciągnięcie ręki. A przez tę ciążę zrobiłam się tak strasznie emocjonalna. Więc mimo że obiecałam sobie nie uronić łzy, to te leciały już ciurkiem po policzkach. Gdyby matka lub ojciec mnie zobaczyli, co się stało z ich panną Avery i jak mocno emocjonalna się stałam… nawet nie chciałam myśleć o ich surowym spojrzeniu skierowanym prosto w moją stronę.
- Przepraszam - uśmiechnęłam się przez łzy, odsuwając lekko od przyjaciółki. - Ostatnio bardzo szybko i mocno się wzruszam.
Byłam już w jedenastym tygodniu, jak to określała moje uzdrowicielka i powoli zaczynałam widzieć u siebie zmiany. Chociaż pod spódnicą i koszulą nie było jeszcze widać zaokrąglonego brzuszka, to była to jedynie kwestia czasu. Dolna część, podbrzusze, już się widocznie odznaczało. A ja zaczynałam czuć, że naprawdę coś się we mnie rozwija. I to nie tylko dlatego, że łzy częściej i mocniej napływały do moich oczu.
Jeżeli będziesz potrzebować pomocy z teściową to również daj mi od razu znać, dobrze? I jeśli będziesz się czuła tam samotna, to tylko powiedz - dolna warga znowu delikatnie mi zadrżała.
Obecność kogoś bliskiego, podczas tak ważnej zmiany jaka zachodzi w życiu była niezwykle ważna. Dlatego tak bardzo ubolewałam, że nie mogę być tam razem z nią. Z chęcią bym się przeniosła razem z Primrose, chociaż wiedziałam, że to nie możliwe. Przecież miałam męża, a ona miała zacząć nowe życie. Szkoda, że nie mogliśmy zamieszkać wszyscy razem. To było nierealne, dobrze zdawałam sobie z tego sprawę. Kobiety musiały dużo przejść gdy wychodziły za mąż. Opuszczenie rodzinnego domu było dużym ciosem, wejście w nową rodzinę - niezwykle stresujące. I najczęściej, niestety, były w tym same. Ja miałam to szczęście, że nie byłam sama. I Primrose też miała wsparcie, nawet jeśli nie mogłam być tam razem z nią.
- Musimy się umówić, że cokolwiek będzie się działo, jedno popołudnie w tygodniu przeznaczamy tylko dla siebie. Albo ja pojawię się w progach twojego nowego domu, albo ty przyjdziesz tu. Albo pójdziemy gdziekolwiek indziej, ale będziemy spędzać ze sobą czas i opowiadać o wszystkim, co się wydarzyło, kiedy się nie widziałyśmy, dobrze? - Zapytałam z nadzieją w głosie. - Przejdzie, wiem co mówię - musnęłam palcami jej policzek. - Będziesz miała męża, twój dom teraz będzie przy nim. Musisz mi obiecać jedną rzecz…
Uśmiech wpełzł na moje usta. Ale nie taki zwykły, bardziej specyficzny. Splotłam jej dłoń ze swoją, pociągnęłam w stronę łóżka. Machnęłam różdżką, wszystko co leżało na nim delikatnie się uniosło i opadło na podłogę, a ja usiadłam pociągając za sobą przyjaciółkę.
- Po pierwsze, musisz mi powiedzieć, czy to co ci opowiadałam co się dzieje pomiędzy mężem a żoną się sprawdziło. Czy Bradford cię dobrze traktuje - uśmiechnęłam się szeroko, wręcz się roześmiałam, widząc uroczy rumieniec wpływający na policzki jeszcze panny Burke. - Po drugie, jeszcze trochę i będziesz mi bardzo potrzebna - jej dłoń położyłam na swoim brzuchu. - Wiem, że obowiązki młodej żony będą cię pochłaniać - tym razem to ja się lekko zarumieniłam, w końcu z jakiegoś powodu byłam w tej ciąży. - A nowe życie będzie przygodą, w którą będziesz chciała się zagłębić i eksplorować. Chcę być przy tobie, nie zapomnisz o swojej przyjaciółce, prawda? Chcę ci pomóc to odkrywać, tak jak ty pomogłaś mi. Oh, Primrose! Będziesz cudowną panią Bulstrodę, będziesz cudowną żoną i cudowną matką jego i waszych dzieci, oh… jaka ja się zrobiłam wrażliwa - machnęłam ręką, by zaraz zgarnąć kolejne łzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
26-02-2026, 10:39
Uśmiechnęła się do przyjaciółki. -Nie masz za co przepraszać. Jesteś dla mnie niczym siostra. - Odpowiedziała łagodnie. Wychowywana z braćmi nie wiedziała jak to jest mieć siostrę, aż nie pojawiła się Vivienne. I choć należały do dwóch różnych rodzin, to w czasie wakacyjnym robiły wszystko, aby widywać się jak najczęściej. Mogła na niej polegać, zwierzać się, składać na jej dłonie troski, których nie powierzyła by matce. I choć Vivienne nie mieszkała z nimi aż tak długo, tak sama Primrose przywiązała się do jej obecności i zdawało się, że była tu od zawsze. Zupełnie nie przejmowała się łzami bratowej, doskonale rozumiejąc, że wiele się dzieje w jej życiu, a jak mówiła Tytania - w czasie ciąży w ciele kobiety dochodzi do wielu zmian, świat postrzega innymi zmysłami. Była zaskoczona taką wyrozumiałością ze strony matki. Czasami zastanawiała się czy ta nie zmiękła z powodu ślubu córki lub wraz z nadchodzącą świadomością, że zostanie babcia i jej rola życiowa również się zmieni. Wraz z Xavierem odkryli zdjęcia, na których matka się uśmiecha, a wtedy jej chłód znikał, poza tym, każdy kto dłużej pobył w Burke Manor orientował się, że kiedy rodzina jest sama ze sobą ma w sobie wiele ciepła i troski. Nie jest jednak widoczna gdy wychodzili do ludzi. Zastanawiała się jak bardzo się zmieni ona sama kiedy będzie przebywać w domu Bulstrode. Jej nowym domu.
-Myślę, że jedno popołudnie w tygodniu każda z nas wygospodaruje. - Doskonale wiedziała, że każda z nich miała swoje obowiązki, a przez najbliższy miesiąc Primrose będzie praktycznie wyłączona z życia, bo czekała ją jeszcze podróż poślubna.-A jak nie będę mogła się spotkać, to od razu wyślę sowę z obszernym listem. -Zapewniła przyjaciółkę. Tęsknota za domem była czymś naturalnym, a jednak ta wybrzmiewała w niej inaczej niż ta, którą znała. Niosła ze sobą świadomość, że pewien etap życia właśnie został zakończony i nie będzie do niego powrotu. Zagadkowy uśmiech sprawił, że przekręciła głowę ku ramieniu. -Co takiego? - Zapytała prowadzona na skraj łóżka, który jeszcze przed chwilą zakryty był stertą ubrań, a te dzięki magii już leżały na ziemi. Ostrożnie je wyminęła. Kolejne słowa rozjaśniły znaczenie słów Vivi. Zarumieniła się lekko na wspomnienie ich rozmowy po wizycie Bradforda i ich eskapadzie do altany, która potoczyła się w tak nieoczywistym kierunku, a później ten piknik z okazji urodzin. Spojrzenie narzeczonego mówiło jej wprost, że nie na słodkości w koszyku miał ochotę tamtego dnia. Zaraz jednak myślami wróciła do przyjaciółki, ponieważ ta położyła jej dłoń na swoim brzuchu. Tam gdzie rozwijało się nowe życie, a gest ten rozczulił pannę Burke. Jeszcze praktycznie nic nie było widać, ale to już była jedynie kwestia czasu. -Myśleliście już o imionach? - Zapytała nagle, a potem roześmiała się życzliwe widząc kolejne łzy Vivienne. Przywołała za pomocą zaklęcia chusteczkę i podała ją przyjaciółce. -Nie obawiaj się i płacz ile chcesz. - Uścisnęła jej dłoń. -To są dobre łzy bo dla mnie życzliwe. Będę za tobą tęsknić. - Przygarnęła ponownie Vivienne do siebie, bo choć nie rozstawały się na zawsze, to żegnały się właśnie z pewnym etapem życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
9 godzin(y) temu
I ja nigdy nie miałam siostry. Zyskałam ją nagle i niespodziewanie w Hogwarcie i nigdy bym nie przypuszczała, że ta ogromna przyjaźń aż tyle przetrwa. Miałyśmy tyle wzlotów i upadków, dużo razem przeżyłyśmy i to był kolejny etap, który przechodziłyśmy razem. Słysząc jej słowa uśmiechnęłam się tylko ocierając zły.
- To chyba czują siostry, gdy jedna wyfruwa z gniazda - zauważyłam uspokajając się w końcu. - Ta druga płacze i właściwie nie wie czy bardziej ze szczęścia czy z poczucia pewnej straty. Bo w pewnym sensie cię tracę, Primrose. Ale jednocześnie oddaje cię w jedne z najlepszych rąk jakie znam, więc nie powinnam się o to martwić.
Mogłyśmy mówić sobie i obiecywać, że będziemy się co tydzień spotykać, ale prawda była jaka była i nasze obietnice szybko zostaną zweryfikowane. Primrose będzie potrzebować czasu, aby przyzwyczaić się do bycia żoną Bradforda, spadną na nią nowe obowiązki i chwilę minie, aż poukłada swoje życie i czas tak, aby znaleźć tam miejsce i dla mnie. Wiem, że znajdzie, więc pozostanie mi jedynie cierpliwie czekać. Będę wyczekiwać tej chwili w napięciu.
- Koniecznie będziesz musiała mi też opowiedzieć o waszej podróży, dobrze? Gdzie byliście, co zwiedziliście, co cudownego widziałaś - nachyliłam się lekko nad przyjaciółką. - Gdybym mogła, to bym się z wami zabrała.
Tak jak Primrose żałowała, że nie mogliśmy wraz z Xavierem zabrać jej do Egiptu, tak ja teraz żałuję, że nie mogę podróżować razem z nimi. Ale byłam pewna, że Primrose wróci do mnie z tyloma cudownymi opowieściami, że poczuję się tak, jakbym faktycznie tam z nimi była.
Gdy siedziałyśmy na łóżku i jej dłoń spoczywała na moim brzuchu czułam dziwny spokój. Jeszcze trochę i świat się dowie, ciąża będzie widoczna, a ja nie będę mogła tego dłużej ukrywać. Pytanie o imiona mnie zaskoczyło, zacisnęłam usta w linię i pokręciłam głową.
- Jeszcze nie - zaczęłam. - Właściwie to staramy się mało o tym rozmawiać.
A potem znów się popłakałam. Bo czułam się tak, jakbym żegnała się z Primrose na zawsze. A przecież tak nie było. Będzie się tu pojawiać, ja będę teraz miała pretekst by częściej zaglądać do Kumbrii. Będziemy przecież razem wychodzić na zakupy i herbatki, dzieliłyśmy wspólne zainteresowania więc i to nas będzie razem łączyć i sprawiać, że będziemy w ciągłym kontakcie. Wtuliłam się w nią mocno, chociaż to ja powinnam wspierać ją w tej wielkiej życiowej zmianie, tak skończyło się na tym, że to Primrose tuliła mnie i pozwalała się wypłakać. Nie tak to miało wyglądać.
- Oh, powiem ci, bycie w ciąży jest ciężkie - zaczęłam nagle rozbawiona. - Jestem na etapie ciągłego płakania, potrafię się rozpłakać, ponieważ mi się mleko rozlało podczas popołudniowej herbaty. A zaraz potem czerwienię się ze złości, z powodu rozwiązanego buta. O, to mi przypomniało, zobacz co znalazłam!
Poderwałam się z łóżka i ruszyłam do sterty ubrań, które jeszcze czekały na jakąś segregację i pakowanie do kartonów. Pogrzebałam tam chwilę i wyciągnęłam piękną sukienkę. Przyłożyłam ją do swoich ramion i talii, zrobiłam kilka obrotów wokół własnej osi i spojrzałam na Primrose.
- Miałaś ją na sobie na swoich dwudziestych urodzinach - zauważyłam. - A leżała gdzieś wciśnięta na samym końcu szafy. Ciekawe czy wciąż jest na ciebie dobra - uniosłam brew ku górze i spojrzałam z uśmiechem na przyjaciółkę.
Już się wypłakałam, już się wyżaliłam, a teraz zamieńmy ten słodko-gorzki moment w coś przyjemnego i kolejne wspomnienie warte zapamiętania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.