• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Sypialnia Primrose
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:47

Sypialnia Primrose
Sypialnia jest zacieniona, lecz nie całkiem ciemna — światło wpada przez wysokie okno zasłonięte ozdobnymi firanami z haftowanym wzorem, zebranymi po bokach i ozdobionymi bordową lamówką. Tuż przy oknie stoi mały, drewniany stolik na cienkich nóżkach, na którym ustawiono ceramiczną misę i dzbanek. Po prawej stronie znajduje się duże łóżko z baldachimem, zasłonięte częściowo ciężką narzutą, której fałdy sięgają niemal podłogi. Tkaniny w pomieszczeniu są grube, w przygaszonych odcieniach, a meble masywne i wykonane z ciemnego drewna. Światło dzienne, które wpada przez szybę, jest rozproszone przez firany, tworząc miękką poświatę na podłodze i fragmentach łóżka. Całość sprawia wrażenie przestrzeni urządzonej w tradycyjnym stylu, funkcjonalnej i uporządkowanej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
30-12-2025, 14:28
| 24 kwietnia 1962

Gdy tylko Artek dał mi znać, że pan Bulstrode opuścił już tereny Burke Manor, a Primrose jest w swojej sypialni rzuciłam wszystko, czym się teraz zajmowałam. Nie bacząc na nic wybiegłam ze swojego gabinetu i ile sił miałam w nogach pognałam w stronę gdzie znajdowały się pomieszczenia należące do mojej przyjaciółki. Z trudem zatrzymałam się przy drzwiach, chciałam wbiec tak po prostu, ale może lepszym pomysłem było jej dać znać, że wchodzę. Zapukałam więc, trzy razy - jak to miałam w zwyczaju i nie czekając na pozwolenie, nacisnęłam klamkę drzwi.
Gdy się uchyliły dotarł do mnie zapach świeżych kwiatów, o tej porze dnia ten aromat nie był dla mnie tak drażniący, więc już po chwili nie zwracałam na niego uwagę. Szukając wzrokiem Primrose, zerknęłam na jej sypialnię. Niczym się nie różniła od momentu kiedy byłam tu po raz ostatni. Było tu ciemniej, światło musiało przebijać się przez zdobne firany. Bardzo tradycyjne pomieszczenie, urządzone jednak z gustem, ale nie przepychem. Primrose siedziała na łóżku, nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja już nie musiałam o nic pytać.
Rumieniec na jej twarzy był potężny, nie wiem czy kiedykolwiek widziałam ją aż tak czerwoną. Ciało miała napięte, spojrzenie zdradzało duże emocje, skrywane przez drobne ciało czarownicy. Emocje, które potrzebowały ujścia. Napięte uda, siedziała w pozycji, jak gdy czytała pikantny fragment w jednej ze swoich powieści. Gdy tylko podeszłam bliżej nie umknęła mi pomięta spódnica, koszula pospiesznie ułożona, jakby chciała szybko doprowadzić się do porządku. Ciche westchnięcie wydobyło się z moich ust, klęknęłam przed przyjaciółką chwytając ją za dłonie. Usiadłam na podłodze, tuż naprzeciw Primrose, zmuszając do tego by na mnie spojrzała. Wzruszyłam się.
- Całował cię - nie zapytałam, jedynie stwierdziłam fakt, przecież sama widziałam z okna.
Nie powinni byli iść do ogrodu, ale może sami nie wiedzieli, że ich dzisiejsze spotkanie tak się potoczy. Sama dobrze wiedziałam, że emocje pomiędzy narzeczonymi mogą być ogromne, nie do wytrzymania. Bradford był dojrzałym mężczyzną, powinien radzić sobie z tym napięciem, ale Primrose… ona była podatna. Pragnęła tej bliskości, tego kontaktu z mężczyzną, które ja już zdążyłam dobrze poznać. Gdy tylko się ukryli za krzewami straciłam ich z oczu. Ale patrzyłam uważnie, pilnując czy ktoś nie zmierza w tamtym kierunku. Musiałam wtedy szybko zadziałać, aby nikt ich na wspólnym uniesieniu nie nakrył. Patrząc teraz na przyjaciółkę byłam pewna, że nie tylko na niewinnym pocałunku się skończyło. Był on z pewnością pełen pasji, zaangażowania. Nie miałaby takiej miny, nie uciekałaby zawstydzona spojrzeniem, gdyby to był tylko niewinny pocałunek. Było ich wiele, gorąc był od jej ciała. A ja, ja poczułam się jak współwinna występkowi. Kim jednak byłam, aby ją oceniać?
- Chcesz mi opowiedzieć? - Zapytałam cichutko, gładząc ją kciukiem po wierzchu dłoni. - Zrobi ci się lepiej.
Patrzyłam na nią uważnie, ale nie poganiałam. Jeśli trzeba będzie, będę u jej nóg tak długo, jak tylko będzie potrzebować. Ledwie parę dni temu to Primrose wspierała mnie, tłumaczyła, słuchała - dzisiaj przyszła moja kolej. Teraz ja miałam przyjąć na swoje barki jej emocje, pomóc jej pozbyć się nadmiernego balastu i odetchnąć. Bo tego teraz potrzebowała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
30-12-2025, 15:41
W sypialni unosił się zapach kwiatów z bukietu jaki otrzymała. Stał pod oknem i budził na powrót obrazy, które starała się uspokoić w swojej głowie. Zacisnęła dłonie w pięści w przypływie emocji jakie znów ogarnęły jej ciało. Podeszła powoli do bukietu i wciągnęła jego zapach starając się na powrót znaleźć równowagę. Policzki nadal ją piekły, a podbrzusze wciąż tliło się żarem jakie w niej rozbudziło spotkanie z narzeczonym. Jęknęła cicho dotykając swojej twarzy i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Roziskrzone spojrzenie, napęczniała dolna warga, drżące dłonie i ten ścisk w żołądku. Wygładziła na powrót włosy, gdzie spod upięcia wymknęły się kosmyki, poprawiła koszulę i wygładziła poły spódnicy.
Jak tylko Bradford opuścił ogrody rzuciła się biegiem do swojej sypialni chcąc się tu zaszyć i uspokoić nim przyjdzie się jej zmierzyć z pytającym spojrzeniem matki. Nie mogła się przed nią zdradzić słowem, a na razie cała jej postawa krzyczała o tym co się wydarzyło w altanie. Po spotkaniu wszystko w niej było jakby przesunięte o pół tonu wyżej. Zmysły wyostrzone, emocje bardziej podatne na drżenie. Stała chwilę w ciszy, pozwalając, by ciało samo znalazło dla siebie rytm. Mięśnie wciąż pamiętały napięcie i jego rozładowanie; czuła je w udach, w karku, w dłoniach, które raz po raz mimowolnie zaciskały się, jakby próbowały uchwycić coś, co dopiero co było tak blisko.
Wracała myślami do dotyków, do uważności, z jaką był przy niej. Do oddechu, który prowadził ją spokojnie przez kolejne fale uniesienia. Każdy gest miał swoją wagę i sens, a ona przeżywała je teraz raz jeszcze, w pamięci, wolniej, z nową świadomością. Najmocniej powracał dźwięk, który wydobył się z jej ust w chwili uniesienia. Cichy, niekontrolowany, zaskakująco szczery. Widziała go znów, klęczącego naprzeciwko niej. Pamiętała, jak ujął jej udo, pewnie, ale z troską; jak dotykał miejsc wrażliwych nie tylko palcami, lecz także ciepłem ust, składając pocałunki, które niosły odpowiedź na jej wahania i pytania jakie padły między nimi.
Kiedy bez sił usiadła na krawędzi łóżka, ramiona opadły jej ciężko, a oddech wciąż był lekko nierówny. Wiedziała już, że coś się w niej zmieniło. Coś pękło, tak cicho, jak pęka skorupa, odsłaniając coś delikatnego i prawdziwego. Miała pewność, że będzie wracać do tego dnia myślami, do tej chwili, do tych gestów, codziennie.
Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia, ale miała za mało czasu, aby odzyskać pełen rezon. Siedziała więc na krawędzi łóżka rozpalona do czerwoności, z zaciśniętymi udami z ulgą przyjmując, że była to Vivienne, a nie matka. Rozluźniła się trochę, a kiedy przyjaciółka wydawała wyrok z jej ust wyrwało się coś na wzór nerwowego śmiechu i kaszlnięcia. -Vivi… - jęknęła głucho, a w tym dźwięku kryło się zawstydzenie pomieszane z ekscytacją. Opadła cicho na ziemię obok przyjaciółki, nie zważając na to, że gniecie jeszcze bardziej spódnicę. Zakryła twarz dłońmi w przypływie kolejnego zażenowania swoim zachowaniem i tego, że pragnęła więcej. -Pamiętasz tę książkę, co akcja działa się w starym zamku, tę jedną, która posiadała więcej pikantnych scen niż wszystkie inne. Jak ci ją pokazałam to chciałaś ja spalić w kominku. - Wyjrzała z pomiędzy palców na przyjaciółkę. -I tam była ta scena na flankach… - wzięła głębszy oddech -To właśnie to się wydarzyło. - Wyznała głucho, ponieważ było to znacznie więcej niż zwykłe całowanie, nawet to pełne pasji i zaangażowania. -Błagam, zachowaj to dla siebie.
Może nie powinna nic mówić, udawać, że były to jedynie pocałunki, ale nie potrafiła, emocji było zbyt wiele, myśli galopowały jak stado aetonanów. A najbardziej przejmowała się tym, że była zachwycona, że chciała więcej i ni mogła się doczekać ceremonii. Dlaczego musiała czekać jeszcze prawie miesiąc?!
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
30-12-2025, 16:30
Siedziałam blisko Primrose, ciało przy ciele, starając się dostosować swój oddech do jej rytmu. Widziałam to zawstydzenie, znałam je dobrze. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy pokazałam się mężowi po raz pierwszy nago. Gdy mógł obejrzeć mnie w całej doskonałości, zawstydzona tym, jak wiele przyjemności można mieć ze wspólnej bliskości. Zrównany oddech, gorąc ciał, ta dziwna ekscytacja i przyjemność, rozsadzająca każdą część mojego ciała. Primrose wyglądała tak, jakby właśnie to jej się przytrafiło. A gdy wspomniała o książce, to i na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Pogładziłam ją włosach, uspokajającym gestem, chociaż samej mi również napięło się całe ciało. Niemal instynktownie zacisnęłam uda, przypominając sobie, o którym fragmencie mówi. Ciche jęknięcie, głośne przełknięcie śliny. Oparłam głowę o ramę łóżka.
- To ten fragment gdzie on… jej… ustami? - Szepnęłam, przykładając dłoń do policzkach. - I Bradford… tobie… też tak? Oh, Primrose!
Sama wierciłam się teraz na podłodze. Równie podekscytowana, przejęta, pełna emocji. Nie mogłam uwierzyć, że zrobili coś takiego w ogrodzie. Przecież ktoś mógł ich nakryć, to byłaby tragedia. Ale samo to, że Bradford zdecydował się skosztować swojej narzeczonej jeszcze przed ślubem. Ja wymieniłam z Xavierem jedynie pocałunek, on wiedział jak smakuje kobiecość mojej przyjaciółki. Na samą myśl i mnie oblał rumieniec.
- Oczywiście, że nikomu nie powiem - jęknęłam. - Zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu!
Czy to nie tak mówiły sobie przyjaciółki w tych wszystkich romantycznych powieściach, w których Primrose tak mocno się zaczytywała? Myślałam, że to tylko w książkach dzieją się takie rzeczy, że mężczyźni kosztują swoje wybranki jeszcze przed ślubem. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że co by było gdyby… ale nie, Bradford jednak miał głowę na karku. Za dobrze go znałam, by posądzać o to, że przed ślubem naraziłby Primrose na hańbę. Jej czystość musiała zostać nienaruszona, ale co innego pokazać jej, jak wygląda życie żony.
Zgarnęłam jej kosmyk włosów z czoła. Odciągnęłam dłonie od twarzy, zamknęłam w uścisku i przyłożyłam do swojego, równie gorącego, policzka. To było dziwne uczucie. Ledwo miesiąc temu próbowałam jej opowiedzieć o tym, jak to jest być żoną. Ale nie wiedziałam na ile mogę sobie pozwolić, jakich słów użyć. A teraz, ona już po części wiedziała. Uśmiechnęłam się lekko, pokrzepiająco. W głowie mi się to nie mieściło, powinnam była ją okrzyczeć, bo nie powinni. Ale nie potrafiłam. Gdyby to się stało wcześniej, zanim sama poznałam ten smak przyjemności, być może wtedy zareagowałabym inaczej. Dzisiaj nie mogłam się na nią złościć.
- Nie zrobiliście nic złego - szepnęłam. - Ale nikt nie może się dowiedzieć. Nie wpuszczę dzisiaj do ciebie nikogo, dopóki nie będziesz w pełni sił, aby schować te emocje. Do momentu aż zostaniesz panią Bulstrode - złożyłam delikatny całus na jej dłoni. - Oh, moja Primrose. Jesteś w stanie sobie wyobrazić, że potem będzie ci to uczucie towarzyszyć częściej? A przyjemność jest tym większa, im większa jest również przyjemność męża. Ciche jęki, wspólne ruchy, to co ci dzisiaj zrobił Bradford, to tylko przedsmak - spojrzałam na nią uważnie. - Nie powinien ci tego jeszcze pokazywać.
Westchnęłam. Ale cóż mogłam zrobić. Mleko się rozlało.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
30-12-2025, 17:06
Wszystko było w niej teraz żywe, każda tkanka tkliwa na najmniejszy dotyk. Po minie przyjaciółki już wiedziała, że ta szybko zrozumiała o czym mowa. Jeszcze musiała się upewnić i dopytać. Mówienie o tym samo w sobie było krępujące. Co innego czytać i wyobrażać sobie tę scenę, a co innego samej jej doświadczyć. Tam też bohaterowie narażali się na to, że ktoś ich przyłapie, a jednak nie zwracali na to uwagę, pochłonięci sami sobą. Później ta scena przeszła w kolejną, jeszcze bardziej intensywną. W przypadku Primrose zakończyło się tylko na tym, ale nie wiedziała co by było gdyby nie znajdowali się w ogrodzie. Nie spodziewała się, że będzie tyle własnych dźwięków, przedziwnych ruchów nad którymi nie panowała w pełni. Jej własne ciało robiło co chciało. Nie miała nad nim władzy.
-Yhym… - zacisnęła mocniej usta i kiwnęła szybko głową nie mogąc wydusić z siebie więcej słów, bo wspomnienia ponownie w nią uderzyły. Dostrzegła rumieniec na twarzy przyjaciółki, równie czerwony jak u siebie. Wiedziała, że dopuścili się czegoś co zwykło należeć do męża i żony, ale przecież miała stać się panią Bulstrode. Bradford sam jej powiedział, że to było wyjaśnienie tego jak będzie wyglądać ich wspólne życie. Pozwolili sobie na wielką intymność. Dopuściła do tego, że zobaczył ją z zupełnie innej strony, a ona poddała się temu bez wahania. Oddała swoje ciało w jego władanie i na domiar tego pragnęła więcej. Zacisnęła mocniej palce na dłoni przyjaciółki, a ta mogła wyczuć jak Primrose cała drży - mieszanką bliskości narzeczonego oraz własnych emocji. Wzięła głębszy oddech chcąc się uspokoić. -Jak ja na niego teraz spojrzę? - Wypaliła od razu. -Ja tam… Vivi… ja tam… to było takie przyjemne, niepokojące. Wszystko bolało, wręcz paliło, a jednocześnie było tak niesamowite… Nie wiem jak to opisać. - Błądziła wzrokiem po twarzy przyjaciółki, a jej oczy rozszerzały się coraz bardziej kiedy ta mówiła o przyjemności męża, o tym, że to czego dzisiaj doświadczyła było jedynie przedsmakiem. Zacisnęła mocniej uda zagryzając dolną wargę. -To było takie wstydliwe, a przy tym nie chciałam, aby przerywał. Czy ty też pragnęłaś więcej? - Musiała zapytać. Nie miała odwagi takiego pytania zadać matce. Liczyła, że przyjaciółka nie będzie jej zbywać tylko szczerze odpowie.
Pokręciła szybko głową. -Nie wiń go, sama to zaczęłam. - Westchnęła cicho starając się uspokoić oddech. -Powiedziałam, że nie wiem jakie są jego uczucia wobec mnie i przyznałam się, że pragnę namiętności. Nie wiem co we mnie wstąpiło! Zwyczajnie palnęłam to od razu i kiedy… przysłałaś Artka… - Nachyliła się w stronę przyjaciółki. -Za co bardzo dziękuję. Nie wiem co by było gdyby matka albo ojciec to zobaczyli… To zamiast odstąpić powiedziałam mu, aby mnie pocałował ponownie. - Oparła głowę o materac łóżka przymykając oczy. Obręcz wokół łomotającego serca puściła, łatwiej się jej oddychało, zaczynała zbierać równowagę. Nadal całe ciało płonęło, ale żar już ustępował. Pozostało przedziwne wrażenie dotyku jego rąk. Wzięła głębszy oddech, potem następny - wyrównywała każdy kolejny, na nowo się uspokajając, jak wtedy kiedy trzymał ją w swoich ramionach. -Jednocześnie czułam się tak na miejscu. W jego objęciach, w tym dotyku. Nie chciałam uciekać, nie bałam się tego co się dzieje. Rosła we mnie ta ekscytacja. - Otworzyła oczy i spojrzała na Vivienne. -Nie będą mogła teraz o tym przestać myśleć. - Zaśmiała się krótko, najpierw nerwowo, a potem pokój rozbrzmiał radosnym, pełnym ulgi śmiechem młodej kobiety.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
31-12-2025, 13:17
Primrose nie musiała potwierdzać. Wystarczyło jej kiwnięcie głową, napięcie ciała, ciche westchnięcie, abym wiedziała, że to właśnie o tę scenę chodziło. I właśnie to zrobił jej Bradford. Moja przyjaciółka była pełna obaw, ale rozumiałam ją doskonale. Ten pojawiający się wstyd, skrępowanie. Nawet będąc żoną, po pierwszym razie, czuło się nieswojo. Chociaż zachowania, czyny i obrazy były jak najbardziej na miejscu, to umysł nie był przyzwyczajony, płatał figle i podsuwał głupie myśli. Z czasem to mijało, ale Primrose będzie musiała przekonać się o tym sama. Mogłam ją zapewniać, tłumaczyć, ale póki tego nie przeżyje, to nie byłam pewna, czy zrozumie. Ja bym nie zrozumiała.
- Jak to “jak”? - Zapytałam, również umacniając ucisk. - Nie musisz się wstydzić, nie przed nim. I nie musisz opisywać. Ja to rozumiem, naprawdę. Wiem co czujesz - wtrącałam się, pomiędzy jej słowami. - To jest bardzo wstydliwe i jeszcze będzie. Ale tak, pragnęłam więcej. I to nic złego, że chcesz. Twoje ciało tak reaguje, bo to dla niego dobre. Darzysz Bradforda uczuciem, więc chcesz być blisko niego.
Mówiłam spokojnie, jakby role się odwróciły. To ja zawsze byłam ją pełną emocji panienką, którą Primrose musiała uspokajać. Tłumaczyć. Nakierowywać. Emocje u mnie brały górę, ja próbowałam je ukrywać, hamować, tak jak uczyli mnie w domu. Przez co gdy miały ujście, były stokroć podkręcone. Primrose za to z natury była mało wylewna, nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam ją aż tak rozemocjonowaną. To co się stało było dla niej ważne. A ja przeżywałam to razem z nią, jakbym sama siedziała w tym ogrodzie, jakbym była częścią tego wydarzenia. Nie chciałam, to miała być tylko ich intymna sprawa. Ale znałam Primrose, uwielbiałam też Bradforda i za sprawką Xaviera mogłam doskonale wyobrazić sobie co zaszło, co moja przyjaciółka czuła. Nic więc dziwnego, że i mnie niosły emocje.
- Być może ty zaczęłaś, ale to Bradford jest dojrzałym mężczyzną, który powinien wiedzieć, że nie powinien. Ale nie winię go, chociaż jeszcze parę miesięcy temu nie mieściło by mi się to w głowie - odparłam spokojnym tonem.
Słuchałam jak mówi, jak wyjawia mi swoje uczucia. Czułam jak z każdym słowem schodzi z niej napięcie, z napompowanego balonu uciekało powietrze śmiechem, na co i ja się uśmiechnęłam. A już po chwili chichotałyśmy wspólnie, w sumie nawet nie wiedziałam z czego.
- Oj, nie będziesz mogła przestać - odparłam rozbawiona, zaczesując Primrose włosy za ucho. - Po nocy z Xavierem, w Egipcie, nie mogłam się na niczym skupić. Gdy tylko na niego patrzyłam, miałam przed oczami to jak wyglądał nasz wieczór. Wiesz, w tych twoich książkach, nie opisują wszystkiego…
Podsunęłam się do przyjaciółki jeszcze bliżej, chociaż nie wiem czy mogłam bardziej. Byłyśmy tuż obok siebie, zsynchronizowane w emocjach, które wspólnie dzieliłyśmy. Rosło we mnie napięcie, wiedziałam bowiem, że to co chcę jej powiedzieć nie było odpowiednie. Nie była to moja rola, tylko jej matki. Pani Tytania była inna od mojej, może uświadomiła swoją córkę bardziej, ale czy powiedziała jej wszystko ze szczegółami? Ja byłam niezwykle zaskoczona, nie wiedziałam co się dzieje, bałam się strasznie i zżerał mnie stres. Wiem, że to właśnie przez to, ten nasz pierwszy wspólny raz, tak mocno bolał. Primrose już zasmakowała, miała namiastkę. A ja chciałam, aby nie się nie bała. Żeby wiedziała co będzie się odbywać po kolei, żeby była przygotowana i świadoma. I czerpała przyjemność.
- Jeśli tylko chcesz, mogę ci powiedzieć - zaczęłam, schodząc do pół szeptu. - Wtedy w salonie, nie wiedziałam czy powinnam, ale skoro Bradford ci dał przedsmak, to ja chcę, żebyś się nie bała tej pierwszej nocy, tak jak ja się bałam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
31-12-2025, 13:58
Ta pewność Vivienne i obecność niosła ukojenie. Primrose, zwykle powściągliwa w okazywaniu emocji, stonowana i wyważona dzisiaj była kłębkiem wszystkiego co się w niej tliło do bardzo dawna. Nie wiedziała, które uczucia najpierw ukoić, ale musiała się uspokoić, zebrać myśli, okiełznać samą siebie by nie oszaleć. Wszystkiego było za dużo na raz, ale dotyk przyjaciółki oraz jej głos stanowił swoistą kotwicę, której mogła się uchwycić, co właśnie czyniła. Słuchała słów, zapewnień, że wszystko co czuła jest najbardziej normalne i nie ma powodów do obaw. -Tak chyba właśnie jest… - Odezwała się uśmiechając się blado, trochę nerwowo, nadal lekko zawstydzona. -To uczucie, o którym mówisz… nie wiem czy to jest miłość, o której tyle czytam, ale sądzę, że się w nim zakochałam, Vivi. Tak prawdziwie. - Spojrzała przed siebie, wbiła wzrok w ścianę gdy docierały do niej jej własne słowa. Wcześniej wiedziała, że lubiła Bradforda. Narzeczeństwo z nim jawiło się jako rozsądna opcja - człowiek dojrzały, przystojny i do tego inteligentny. Taki, z którym przyjemnie spędzało się czas. Z czasem trącał strunę innego typu zainteresowania, ale nadal uważała, że była to fascynacja jego osobą, charyzmą, pewnością siebie i doświadczeniem życiowym. Lgnęła ku niemu, chciała słyszeć głos, słuchać opowieści, ale dzisiaj coś pękło. Przekroczyli pewną granicę, w której emocje wybuchy jak rozgrzany kociołek, a gdy emocje powoli opadały docierało do niej znaczenie tego wszystkiego.
Jęknęła cicho kiedy usłyszała, że nie będzie mogła przestać myśleć o tym co miało miejsce w altanie. Tego się właśnie obawiała, że będzie chodzić rozkojarzona, że czas do ceremonii zaślubin będzie się dłużyć niemiłosiernie, wręcz boleśnie. To było zupełnie coś innego niż przeżywała jej przyjaciółka, która była pewna obaw i lęków, którymi się dzieliła z Primrosem. Wtedy panna Burke wzięła sprawy w swoje ręce i udała się do brata, gdyż zależało jej na tym, aby ta dwójka żyła ze sobą w zgodzie. Ostatnio znów interweniowała, chcąc zachować delikatność oraz dyskrecję przy jednoczesnym wskazaniu dosadnie bratu gdzie leży podłoże problemów.
-Wiem -pokiwała głową, a potem przytuliła się do boku Vivienne czując przyjemną błogość kiedy cały stres zaczynał z niej schodzić. -Były namiastką, zobrazowaniem pewnych marzeń. Liczyłam się z tym, że pewnego dnia matka z ojcem przedstawią mi przyszłego męża. Liczyłam się z tym, że będziemy żyć obok siebie więc książki były oknem na świat, którego nie miałam nigdy doświadczyć. Kiedy byłam zaręczona z Selwynem szykowałam się właśnie do takiego życia i byłam na nie gotowa. Miałam swoją pracę, miałam swoje pasje i książki. - Mówiła już spokojnie, tonem, który Vivi musiał być dobrze znany, ale nadal drżała w nim nuta poprzednich, głośnych i przejmujących emocji. Westchnęła cicho. -Z Bradfordem jest inaczej. Mam to o czym czytałam i zaczynam wierzyć, że to już nie jest tylko fikcja.
Kolejne wyznanie przyjaciółki sprawiło, że lekko zesztywniała. Matka mówiła wiele, dzieliła się z córką tym czego może się spodziewać. Mówiła o tym jednak w chłodny i zdystansowany sposób. Używała słów takich jak pasja, namiętność, połączenie ciał, ale ton jaki przy tym przybierała sprawiało, że nie czuła tego żaru jakiego dzisiaj zasmakowała. Miała przedsmak tego jeszcze wcześniej, trzy lata temu kiedy pozwoliła się porwać chwili, uciekła nim do czegoś doszło. Bradford w altanie poszedł o parę kroków dalej, przed którymi się wtedy skryła. -Mam pytanie, które krąży mi po głowie od bardzo dawna. Matka mówiła, ale muszę się upewnić. - Spojrzała uważnie na przyjaciółkę, zamilkła na pół minuty. -Czy to realnie boli i jak bardzo?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
31-12-2025, 19:06
Słysząc wyznanie przyjaciółki, o tym, że tak prawdziwie zakochała się w moim kuzynie, wzruszyłam się. Czułam, jak pod powiekami zbierają mi się łzy, ale nie chciałam płakać, bo to przecież był bardzo szczęśliwy moment. Pogładziłam jedynie Primrose, przyglądając się jej twarzy. Rumieńcom, tym iskrom w jej oczach.
- Będziesz u jego boku szczęśliwa - szepnęłam. - Wiem to…
Poniekąd zazdrościłam przyjaciółce, że ta darzyła swojego narzeczonego tak silnym uczuciem. Nie miałam tego szczęścia, aby wyjść za mąż z miłości. Jednak, nie narzekałam. Xavier okazał się cudownym mężczyzną, moje uczucia wobec niego z dnia na dzień rosły, a pod sercem nosiłam jego dziecko. Primrose była szczęściarą, ale też swoje przeszła, co zostawiło na niej ślad. Zasłużyła w końcu na to.
Jej ciepło i na mnie działało. Była mi jak siostra, której nigdy nie miałam. Mogłam się jej zwierzać ze wszystkiego, widziała mnie w każdej możliwej sytuacji. Zapłakanej, szczęśliwej, brudnej, w kąpieli. Z głową w chmurach lub twardo przestrzegającą zasad. Ale wiedziałam zawsze, że pannie Burke mogę powiedzieć wszystko. Co tylko mi na sercu leży. Ona mnie wysłucha, wesprze, jeśli trzeba to skarci i sprowadzi na ziemię. A czasami będzie bujać ze mną w obłokach. I cieszyłam się, że i ja dla niej jestem taką osobą. Dzieliła się ze mną najbardziej intymną sytuacją. Coś co powinno zostać tylko pomiędzy kobietą a mężczyzną.
- To nie jest fikcja - powtórzyłam za nią, równie drżącym głosem. - Będziesz Panią Bulstrode, żoną swojego męża, matką jego i waszych dzieci. Będziesz się spełniać, rozwijać, nadal pracować jeśli tylko będziesz chciała. I myślę, że twoje powieści odejdą na bok. Bo wasze życie będzie ciekawsze, niż niejedna książka.
Czekałam aż o coś zapyta i jakoś spodziewałam się, że to właśnie pytanie padnie. Na chwilę spoważniałam ujmując twarz przyjaciółki dłonią, przetarłam kciukiem policzek i uśmiechnęłam się lekko. Dosłownie na chwilę wróciłam wspomnieniami do tej pierwszej nocy, gdy wraz z mężem ułożyłam się w naszym wspólnym łożu. Do pocałunków, które były tak upragnione, do jego dotyku wprawiającego moje ciało w drżenie, do jego oddechu, od którego dostawałam gęsiej skórki. I do samego aktu kiedy to tak naprawdę przypieczętowałam z nim swoje małżeństwo. Nie wiedziałam, że później to wspomnienie będzie dla mnie tak bardzo ważne.
- Tak, to boli, ale tylko chwilę i tylko raz - odpowiedziałam spokojnie. - Mówiłam ci, że ja nawet nie krwawiłam. To boli, ale potem o tym zapominasz. Przyjemność, którą potem osiągniesz, przyćmi wszystko - zawiesiłam się na chwile, westchnęłam lekko, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec. - Czy… czy ty wiesz dlaczego to boli? Co się tam wtedy dzieje? Czy matka ci powiedziała jak to wygląda?
Czułam jak bije mi serce, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Zawstydziło mnie moje pytanie, ale dla Primrose byłam gotowa rozwiać wszystkie wątpliwości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
01-01-2026, 16:05
Czym właściwie było szczęście? Słowo to miało tak wiele znaczeń, że czasami stwierdzała, że dla każdego było czymś całkowicie odmiennym. Miała nadzieję, że odnajdzie własne szczęście, takie, które będzie mogła wykrzyczeć pełnym głosem. Na razie na samą myśl o narzeczonym spąsowiała, a ciało od razu się wysztywniało. Ujęła dłoń przyjaciółki i przystawiła do swojego policzka -Chciałabym, abyś i ty była tak szczęśliwa, Vivi. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. Zawsze miała na względzie dobro przyjaciółki - nawet wtedy kiedy zdarzały im się kłótnie lub nieporozumienia. Teraz miała w niej również szwagierkę i jeszcze większą powierniczkę. Nie mając sióstr, tą stała się Vivienne, a to przynosiło jej niejednokrotnie ulgę.
Słyszała siebie w słowach jakie padały w pokoju. Bardzo podobne wyrażała kiedy panna Avery przeżywała swoje emocje przed ślubem z Xavierem. Wtedy to ona ujmowała za rękę, była głosem rozsądku, ostoją spokoju, bezpieczną przystanią, w którą można było zrzucić wszelkie swoje troski i obawy. Role się odwróciły. -Może napiszę swoją własną. - Zaśmiała się cicho, a wizja snuta przez Vivienne stawała się namacalna i iście prawdziwa. Coś co było wyłącznie marzeniem zaczęło nabierać barw i kształtów.
Wiele pytań od zawsze krążyło po głowie panny Burke. Jej umysł badacza, osoby ciekawej świata nie dawał jej spokoju. Wielokrotnie się zastanawiała czy to co czytała w swoich książkach było w ogóle możliwe, czy nie była to fantazja autora. Uznała jednak, że czyta fikcję i pewne rzeczy nie muszą być w pełni logiczne i zrozumiałe. Przecież sami czarodzieje nie rozumieli też do końca magii. Wiedzieli o niej już wiele, ale wciąż potrafiła zaskakiwać. Zaklęcia czasami nie wychodziły, zmieniały się, sprawiały psikusa, a przecież doskonale wiedzieli jaki efekt mieli uzyskać. W tej chwili pytania powróciły i choć już wcześniej rozmawiały musiała teraz się upewnić. Chciała się przygotować, bo to co otrzymała dzisiaj, a było przedsmakiem uświadomiło jej, że gdy otrzyma całość będzie diametralnie różna od wyobrażeń. Vivienne mogła podać jej teraz choć część prawdy, bez okraszania tego pięknymi słowami literatury.
-Pamiętam… - kiwnęła głową w pełnym przejęciu. -Wybacz, że oto pytam. Niewiadoma mnie bardziej zabija, bardziej niż prawda, nawet jeżeli nie jest tak piękna. - Siedziały teraz obok siebie, zdawało się, że w zwyczajnej rozmowie, a jednak powietrze było gęste niczym ciasto. -Matka mówiła, ale w tak techniczny sposób, że wydawało mi się, że opisuje jak korzystać z miotły w trakcie latania. - Skrzywiła się nieznacznie, a potem przybrała minę typową dla swojej matki, nieświadoma tego, jak bardzo w tej chwili jest do niej podobna. -Moja droga, mężczyzna ma swoje potrzeby, gdy go lubisz, są nawet przyjemne dla kobiety. Bywa to brudne, głośne oraz bolesne. - Odchrząknęła i przestała parodiować Tytanię, kontynuowała już własnym głosem. -Mówiła, że mężczyzna musi zrobić swoje, najlepiej wtedy leżeć i poczekać aż skończy. Ponoć babcia jej samej poradziła kiedyś, że w trakcie można pomyśleć nad planem dnia. - Spojrzała na Vivi i szepnęła. -Mówiła, że musi wsadzić, pomerdać i po sprawie. Dosłownie takich słów użyła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-01-2026, 17:55
Niemal się oburzyłam, gdy Primrose wyjawiła mi w jaki sposób rozmawiała z nią jej matka. Moja nie była lepsza, nie powiedziała mi prawie nic, ale śmiałam twierdzić, że już lepiej nie wiedzieć nic, niż wchodzić do małżeńskiego łoża z taką wiedzą. Zmarszczyłam brwi i automatycznie aż się wyprostowałam. Spojrzałam na przyjaciółkę i uważnie i ta już mogła wiedzieć, że parodia pani Tytanii, a właściwie słowa, które przekazała swojej córce, w ogóle mi się nie podobały. Nie powiedziałabym, że jestem specjalistką, bo nie byłam. Wciąż się uczyłam, wciąż nie wiedziałam wiele, a nowości były częste i zaskakujące. Uczyłam się swojego ciała, uczyłam się ciała swojego męża i mogłam z pełnym przekonaniem, że nie było to tak proste i mechaniczne, jak przedstawiała to moja teściowa. Gdyby ktoś mi przed tą specjalną nocą powiedział, że tak to będzie wyglądać, nastawiłabym się tak negatywnie, że nie wiem czy byłabym w stanie czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność. Nagle poczułam dziwną wdzięczność do własnej matki, że jednak ograniczyła się jedynie to kilku suchych faktów i nie zdecydowała się na wyjaśniania mi zawiłości małżeńskiego pożycia w taki sposób.
- Co za bzdura - prychnęłam nerwowo.
Zmieniłam pozycję, klęczałam teraz siedząc na piętach tak, aby uważnie spoglądać na przyjaciółkę. Ta mogła zauważyć, że oprócz rumieńca na policzkach, w moim spojrzeniu była dziwna zaciętość i nerwowość, jakbym właśnie przeczytała książkę, w której absolutnie przekręcają fakty dotyczące panowania samego Ramzesa II. Zmarszczyłam nosek, co zawsze oznaczało, że coś mocno myślę i wzięłam głęboki wdech wypuszczając powietrze przez dłuższą chwilę.
- To wcale tak nie wygląda, co to w ogóle znaczy “pomerda”? - Oburzyłam się znowu. - Jeśli twoja matka ma czas, aby przy twoim ojcu myśleć o planie dnia, to jej współczuję - rzuciłam niezadowolona, a widząc minę Primrose lekko się zmieszałam. - Przepraszam. Ale posłuchaj mnie teraz uważnie.
Ujęłam znów dłonie Primrose, ścisnęłam je w swoim objęciu zmuszając przyjaciółkę do tego, aby osiadła w tej chwili w pełni. Aby skupiła się na tym co będę mówić i spróbowała przetworzyć te słowa i zrozumieć. Bo chociaż teraz mogło się to wydawać dziwne, niezrozumiałe, głupie lub bez sensu, to zdecydowanie tego sensu nabierze w momencie, gdy będzie miała spędzić pierwszą noc u boku swojego męża. Gdyby ktoś, kilka lat temu, powiedział mi, że to JA będę tłumaczyć takie rzeczy Primrose, a nie ona MI, to puknęłabym się w głowę. Teraz jednak wzięłam sprawę bardzo na poważnie, co zresztą chyba było po mnie widać.
- Pierwsze co pewnie poczujesz to wstyd i strach. Ale Bradford jest dojrzały, wie jak to ma wyglądać i on cię pokieruje. Zaufaj mu i wszystko będzie dobrze - zaczęłam cicho, spokojnie od słów, które sama chciałabym wtedy usłyszeć. Aby właśnie zaufać swojemu mężowi. - Będzie cię całować, dotykać, ten dotyk będzie dla ciebie bardzo przyjemny - zarumieniłam się, w moim spojrzeniu pojawiła się delikatna iskra, ale nie przerwałam. - W pewnym momencie przyjdzie taki czas, abyś się z nim połączyła. Rozszerzysz wtedy uda, tam jest takie miejsce gdzie… on będzie pasować, jego - zagryzłam delikatnie dolną wargę - męskość. Gdy będzie to się dziać, to wtedy zaboli, ale jak znam Bradforda, będzie najdelikatniejszy na świecie. Xavier był bardzo delikatny - uśmiechnęłam się lekko, czując, że atmosfera robi się bardzo gęsta. - Będziecie w tym razem, jednym rytmem, zapomnisz, że bolało, a będzie to dla ciebie przyjemne. I dla niego też, bardzo. A na koniec - ścisnęłam jej dłonie jeszcze mocniej - poczujesz przyjemność i on też i ciepło rozlewające się w tobie. I… i będziecie to powtarzać nie raz i za każdym razem będzie łatwiej i lepiej i przyjemniej… oh, Primrose.
Oddychałam szybko, zaróżowione policzki i przygryziona warga wskazywały na moje zawstydzenie. Pewien strach, czy nie powiedziałam za dużo, zbyt dosadnie, nieodpowiednim słowami. Próbowałam się uspokoić, ale zdenerwowanie wzięło górę nad moim ciałem.
- Jak ktoś się dowie, że ci o tym opowiadam w taki sposób - jęknęłam, a jednocześnie zaśmiałam się cicho.
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.