• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Boczny korytarz
Boczny korytarz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-11-2025, 19:17

Boczny korytarz
Boczny korytarz na pierwszym piętrze Ministerstwa Magii odcina się od ruchliwych części gmachu i prowadzi do szeregu cichszych biur. Jest wąski, uporządkowany, utrzymany w jasnych tonach, z mosiężnymi numerami na drzwiach i prostymi kinkietami rzucającymi miękkie światło. Pod stopami ciągnie się cienki chodnik w stonowanym kolorze, który tłumi kroki przechodzących urzędników. Zwykle panuje tu półmrok i spokojna, biurowa cisza. Drzwi rozmieszczone w równych odstępach prowadzą do niewielkich pokojów konsultacyjnych, magazynków z aktami i przestrzeni administracyjnej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
21-12-2025, 13:32
Parsknęła cichym, pełnym niedowierzania śmiechem, kiedy za niechęć magicznych bestii obwinił swoją aparycję. Niedorzeczny pomysł; wręcz przeciwnie, jeśli skupiać się na wizerunku, powinien z łatwością oczarować każdy gatunek, tak jak lata temu oczarował ją samą. Niespecjalnie nawet musiał się przy tym starać. Lekko falowane ciemne włosy, bursztynowa barwa tęczówek, silne ramiona, zadbane dłonie, elegancka kolumna szyi, postawny wzrost, wszystko to składało się na posągowego mężczyznę, którego pewnego dnia miała nadzieję oddać w rzeźbie, ewentualnie na płótnie. Tylko jak go o to poprosić? Nadal nie znalazła odpowiednich słów, a kiedy dziś siedziała przed nim w ministerialnym gabinecie, rumieniąc się delikatnie pod żarem jego spojrzenia, pomysł wręcz doszczętnie uleciał z głowy. Z trudem pamiętała o tym, jak się nazywa, mająca wrażenie, że wzrok Wulfrika odziera ją z każdej warstwy skóry, z jednej tkanki po drugiej, aż nie zostało z niej nic, poza węzłem rozpłomienionych zmysłów. Nigdy nie patrzył na nią w taki sposób, dawno temu zarzuciła wiarę, że mogłoby to w ogóle być możliwe. Nie powinno budzić w niej to nadziei. Nie powinna sobie na to pozwalać. A jednak w obliczu tej zmiany, tej świeżości, wyobrażała sobie tak wiele scenariuszy, w których aż kipiało od pobudzonego życia, że do ich spełnienia nie wystarczyłoby pozostałych im dekad.
- Kokietowanie pozostaw kobietom, Wulfriku. Oboje wiemy, że to nie aparycja jest twoim problemem - zaśmiała się przekornie, skupiając się na tej części jego odpowiedzi, niż na kwestii konfliktu z magicznymi stworzeniami. Dziwne, na nich polegała jego praca, jako Fawley powinien cieszyć się naturalną łatwością w oswajaniu magicznych stworzeń, tymczasem wydawał się nieco rozgoryczony faktem, że było inaczej. Mimo to podążał rodzinną ścieżką i doglądał bezpieczeństwa zwierząt, a prolog ich spotkania, gdy otworzyła drzwi, a on jeszcze nie zauważył, kto w nich stał, świadczył o przykładaniu się do swoich obowiązków. Zresztą nie spodziewała się po nim niczego innego, od lat idealizując postać Wulfa. - Dla mnie to wręcz oszałamiająco dobry pomysł - stanęła do niego w kontrze, odsłaniając zęby w szerokim, wesołym uśmiechu. Ile razy pragnęła przeistoczyć się w stan ciekły, kiedy ciotki zaczynały skupiać się na jej losie i podpytywać o przyszłe perspektywy małżeńskie; zazwyczaj uwielbiała ich plotki i kobiecą mądrości, ale kiedy stawała w świetle reflektorów, mierząc się z kolejnymi myślami o klątwie, marzyła tylko i wyłącznie o byciu dirikrakiem. - Intryguje mnie. Ogromny i drapieżny, a zarazem na tyle łagodny, by oddawać się zabawie i żywić zieleniną - odparła spokojniej, mając nadzieję, że zouwu, który podjął się własnej paryskiej rewolucji nie został za to ukarany za dotkliwie. Gdyby na miejscu zjawił się Wulfric, wiedziałaby, że nie doszłoby do żadnej krzywdy, lecz do francuskich urzędników nie miała tyle ufności.
Przez cały czas toczyło się między nimi coś nienazwanego, naprężającego nici wiążące ze sobą dwa usadzone przy biurku ciała. Niemalże czuła przy sobie ciepło jego skóry i fantomowy oddech na swojej szyi, czuła napięcie w podbrzuszu, które zaczynało przejmować kontrolę nad całą sylwetką, i była pewna, że pod materiałem sukienki jej skóra cała się zaczerwieniła. Czy on czuł to samo? Czy dla niego było to tak samo istotne, tak samo narkotyczne? Dopiero słowa o tym, że nie wracał przez długi czas nieco ją otrzeźwiły, ochłodziły rozgrzane kończyny. Nie było to idealną wiadomością, jeszcze nie zdążył zniknąć, a Odille już zaczynała za nim tęsknić, upojona dzisiejszym spotkaniem do tego stopnia, że nie wyobrażała sobie, jak to będzie, kiedy odbiorą jej jego towarzystwo na tygodnie lub miesiące. Dzisiejszy dzień mógł przecież wszystko między nimi zmienić. Zachęcić ich do częstszych spotkań, zbliżyć ich we wspólnych pasjach i ciekawościach; nie odpowiedziała inaczej, niż kiwnięciem głową, wyrażając zrozumienie. - Pisał do ojca - odpowiedziała szczerze. - I z tego co wiem, tylko do niego. Chyba doszczętnie pochłonęły go badania - nie usprawiedliwiała Romulusa, jej zdaniem powinien był znaleźć chociaż chwilę na to, by napisać krótko również do matki, rodzeństwa i najlepszego przyjaciela. Romulus był jednak Ollivanderem. Miał w sobie to, co cechowało największych spośród nich, i przeczuwała, że niebawem ramy codziennej rzeczywistości przestaną go obowiązywać. Stanie się tak samo zapatrzony w różdżkarstwo jak Octavius, a wtedy zapewne nić jego kontaktu z Wulfrikiem zupełnie zaniknie...
Między nimi zdawała się zaś rozciągać wstęga wzajemnego zrozumienia. Odille miała wrażenie, jakby nagle porozumiewali się bez słów, wyczuwając swoje emocje, swoje ciężary, swoje troski; ich spojrzenia stały się inne, mniej intensywne, pogrążone w trwającej przez chwilę melancholii. Pozwalali sobie na zadumę, zarazem dzieląc ją na dwie pary ramion, bo łatwiej było znosić demony przeszłości, kiedy miało się przed sobą kogoś, kto rozumie ich gorycz, nawet bez poznania wszystkich szczegółów. Jedynie jego zachowawcza odpowiedź na temat dirikraków studziła nieco to poczucie wspólnoty, ale Ollivanderówna próbowała nie poddawać się czarnowidztwu. Można byłoby zrzucić to przecież na karb jego niechęci, na dobre wychowanie, którym próbował zamaskować odmowę, ale nie chciała wpuszczać takich myśli do swojej głowy. Nie dzisiaj.
- Wyobrażam sobie. Ich talent do niewidzialności... Och, chciałabym zobaczyć, jak go tropiliście - parsknęła wesoło. Naturalnie umieściła Fawleya w tej scenie, fantazjowała o tym, jak próbował złapać nieuchwytne stworzenie; może wystarczyłoby usiąść na krześle fryzjerskim i poczekać, aż demimoz sam się zbliży, by pogmerać w jego fryzurze. Bawiła ją ta wizja i Odille doszła do wniosku, że chętnie uwieczniłaby to na obrazie. Byłoby to miłą odmianą od grozy, w której ostatnio się zatapiała. - Tak - odpowiedziała ciszej, z najwyższą kontrolą nad samą sobą podnosząc się z krzesła z miękką gracją, nie szybko jak najnowszy model miotły sportowej; ekscytacja rozlewała się w jej myślach, żarzyła się w niecierpliwości uderzeń serca, w różanych rumieńcach na policzkach. - Prowadź, Wulfriku - zachęciła aksamitnie, gdy wyszli na korytarz Ministerstwa, gotowi do drogi.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 17:47 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.