• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Fournier Street
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 23:17

Fournier Street
W cieniu Christ Church, kilka kroków od dawnych szlaków przemytników i złotników znajduje się nietypowa ulica. Fournier Street to szlak, mówiący w wielu językach. Kamienice mają tu po dwieście lat, zbudowane są z mieszanki cegieł oraz zbutwiałego drewna.  W dzień widać ich fałdy, jakby domy wyginały się ze starości.  Elektryczność nie sięga do wszystkich pięter, różniących się od siebie wyglądem i stanem w zależności od remontu i zamożności zamieszkałej rodziny. Ulica pachnie kurzem, suchym drewnem i odległym zapachem zboża z portowych magazynów. Wczesnym rankiem ulica drży pod butami handlarzy, którzy niosą skrzynki z jabłkami, mięsem, starymi książkami i szmatami. Choć oficjalny targ jest na Commercial Street, to prawdziwy handel odbywa się właśnie tu. Na rogu zawsze siedzi pan Vishal, sprzedający stare który sprzedaje stare zegarki. Kilka kroków dalej stara Żydówka sprzedaje pieczywo z kosza zawiniętego w biały lniany obrus. W połowie ulicy jest dom, który kiedyś był pracownią hafciarza. Dziś mieszka tam trzech chłopaków, malarze bez nazwisk, sprzedający obrazy w zamian za jedzenie, alkohol lub opowieść. Co jakiś czas pojawia się milczący mężczyzna z walizką. Wszyscy wiedzą, że wieczorem lepiej stąd zniknąć. Bo Fournier nie lubi gości po zmroku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
14-12-2025, 00:23
8 kwietnia 1962
Praca w policji tak naprawdę nigdy się nie kończyła, zachowanie balansu między służbą a życiem prywatnym było wręcz niemożliwe, mając tak przemożnie potężną chęć niesienia jakiejś sprawiedliwości. Widziała w wielu innych stróżach prawa pojawiające się zwątpienie, wkradające się lenistwo, zniechęcenie stanem rzeczy tego, jak wyglądał świat – skoro oni nie mieli woli dźwigać ciężaru, ona najwyraźniej wewnętrznie uznawała to za wyzwanie, a nawet powinność, że weźmie na siebie więcej. Młode to głupie – jak to wielu powiadało, a jakby tego było mało, to jeszcze na jej nieszczęście miała mieć dziś sporego pecha. Przez ostatnie wydarzenia związane z Grindelwaldem, poza jej klasycznymi obowiązkami wydziału dochodzeniowo-śledczego miała dodatkowe patrole. Rzecz jasna nie w pojedynkę, jednak jej dzisiejszy partner był ociężałym podstarzałym chłopem, któremu bieganie było nie w smak. Przyłapali młodego czarodzieja na okradaniu magicznego sklepu z galanterią, którego właścicielka wybrała sobie kiepską dzielnicę – pewnie z uwagi na niskie koszty utrzymania. Podział obowiązków był, więc błyskawiczny, ona w pogoń, a starszy policjant zajął się świadkami, uspokojeniem klienteli.
Złodzieje potrafili być wyjątkowo sprytni, wykorzystując do granic możliwości zaistniałą sytuację między czarodziejami a mugolami. Nie mogła wyciągnąć ot tak różdżki, nie mogła nawet wykorzystać miotły, aby dogonić uciekiniera złapanego na gorącym uczynku. Musiała więc polegać tylko na swoim ciele, bez żadnej magii. Ciekawe jak sobie z tym radzili bardziej konserwatywni członkowie społeczności magicznej. Tworzyło to naprawdę niebezpieczną lukę, która była tak wyjątkowo zachęcająca do wykorzystywania. I oczywiście, można było zakładać, że najwyżej potem wezwie się amnezjatorów, którzy w swej finezyjnej sztuce zasnują pamięć mugolskich świadków mgłą zapomnienia, całkowicie pozbywając ich wspomnień o magii. Tylko oni często mieli poważniejsze sprawy na głowie, a błahostki, takie jak ta należało rozwiązywać działaniem prewencyjnym. Czyli? Po prostu nie używać magii. Tak właśnie toczyło się koło przepisów, zapisów i protokołów Ministerstwa Magii.
Nie mierzyła w głowie odległości, na jaką się oddalili w tej pogoni od sklepu, nie zastanawiało jej to nawet, miała w tej chwili jeden cel, który nadrzędnie pochłonął myśli. Cała droga była wyzwaniem, złodziej wydawał się doskonale znać rejon. Prowadziło to do przeciskania się przez zaułki, ogródki, przeskoczenia paru stopni, a potem pokonanie stopni w dół zjazdem po poręczy – patrząc z boku mogło to wyglądać jak scena wyjęta z powieści awanturniczych. Serce waliło jak młot, raz po raz, uderzając w piersi. Płuca pompowały powietrze, mięśnie nóg parzyły od wewnątrz, a oczy wydawały się już widzieć tylko blond czuprynę, która wymknęła się jej wraz z wartościowym towarem pewnej czarownicy. Wtedy złodziej wbiegł na ulicę, nawet nie oglądając się na boki. Willow nie pomyślała, żeby jednak zwrócić na to uwagę, że przecież zza zakrętu mógł wyjechać niemagiczny pojazd.
To był jej największy błąd.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
17-12-2025, 14:01
No zarycz no. Odpalony silnik mruczy jak stare kocisko, które leży na piecu, a z wąsów kapią mu krople tłustej śmietany. Dopieszczony, zadowolony i wygrzany nie ma już nic innego do roboty, jak tylko wydawać z gardzieli odgłosy przyjemne dla jego pana. Prosto z bebechów, głęboko, metalowe podstawy znaków drogowych aż wibrują, gdy koło za kołem toczę się po ulicy, a metalicznie połyskująca karoseria odbija nudę wczesnego popołudnia w Londynie. Rozwrzeszczane szczeniaki grają w klasy na skwerku, wyrostek obracający gorącym towarem czeka na klienta i pluje na odległość, siwa jak gołąbek starowinka kuśtyka z siatą pełną zakupów przez przejście dla pieszych. Szybciej, stara ruro, palcami bębnię po kierownicy i z lubością naciskam klakson, nie raz, a ze trzy, aż baba patrzy z oburzeniem w moją stronę, cała zapowietrzona i czerwona na twarzy. Z tego zdumienia spinka podtrzymująca jej kok wysunęła się z ciasnej buły, włosy spłynęły jej aż na plecy, wytrzeszczam oczy - jakim cudem wyhodowała takie kudły, jakim cudem jeszcze jej nie wypadły? Przeczesuję dłonią własne, przerzedzone i cisnę gaz do dechy, furgając tak blisko niej, że pęd powietrza szarpie jej spódnicą. Dziewczynce w mysich ogonkach spada na chodnik gałka truskawkowego loda, więc zaczyna ryczeć, a jej matka bezlitośnie trzepie ją w tył głowy. Słusznie, bo co sobie gówniara myśli? 5 pensów piechotą nie chodzi, uchylam kapelusza przed panią w uznaniu jej metod wychowawczych, a ona płonie rumieńcem i chowa za ucho niesfornego loka, a wszystko to dzieje się może w ciągu pięciu sekund. Mój skarbek (referuję do Marlenki) gładko sunie po drodze, a ja czuję się jak najgrubsza ryba w tym stawie, której inne, pośledniej wielkości, tylko naganiają te najmniejsze do połknięcia. Nie muszę robić absolutnie nic: dryfuję, otwieram gębę i pasę się podziwem, chociaż przyznam, że mało co widzę przez pomazane szkła ciemnych okularów przeciwsłonecznych. To żaden problem, Marlenka jest idealnie responsywna, ja dopasowuję się do jej rytmu, ona do mojego, mógłbym ojebać skrzynkę browarów, a i tak byłbym najlepszym kierowcą w tej kwarcie, bo pół miasta porusza się rzęchami o podobnym przebiegu do mnie, mua, we własnej osobie. Może dlatego jeżdżę odrobinkę nieprzepisowo. Może dlatego faktycznie popijam piwko, Bass Pale Ale, butelkę otwieram zębami, kapsel toczy się gdzieś pod moje nogi, nieważne.
Nic nie muszę. Nigdzie się nie śpieszę. Od godziny jeżdżę w tę i wewtę, marnując czas i pieniądze, które ulatniają się ciemnym dymem z rury wydechowej Marlenki. Słodki zapach spalin przypomina mi czasy palenia gumy na szerokich drogach w Kalifornii albo na odcinku między Illinois aż do Nowego Jorku. Nawet w zapyziałym Ohio lepiej kładli asfalt niż tu, co uważam za skandal - poznałem się na inteligencji Amerykanów, którzy nią raczej nie grzeszą. Ich mózgi rozwijają się po prostu inaczej niż nasze, dużo wolniej. To pewnie od jedzenia sera w spreju. Zawieszone przy lusterku puchate kości dyndają wesoło, obijając się o powycinany brelok piersiastej blondyny - prezent od Sandy. To właściwie ona, więc oczywiście, że przywędrowała z Lidki do Marlenki, zajmując honorowe miejsce również w nowym aucie. W radio leci najnowszy numer Nuciaków, robię głośniej, pogwizduję przez zęby, aż tu nagle..
– Kurwa mać! – wrzeszczę, gdy jakiś rozmazany kształt miga mi tuż przed maską. Ostro daję po hamulcach, przepraszam skarbie, ale za późno - drugi samobójca ładuje mi się pod koła, gdy z piskiem opon dramatycznie próbuję wykręcić. Dupa tam. Ruda odbija się od maski i upada kawałek dalej, chyba żyje, próbuje ruszać ręką, nogą. Do jasnej ciasnej, grzmotnąłem damulkę, no wiem, że grzmotnąłem, ale TO NIE MOJA WINA. Wziąć i odjechać, tak byłoby najwygodniej, nie mam zamiaru gadać z psami, ale po jednej stronie mam zieleniak, po drugiej ślepą uliczkę, a to jest jednopasmówka, pod prąd nie da rady. Jeśli nie chcę gadać z psami, jedyna opcja to cisnąć do przodu, gdzie leży ruda i jęczy, no ale przecież po niej nie przejadę. Ja-pier-do-le.
– Ty – wysiadam z auta cały czerwony i z tych emocji aż trzaskam drzwiami. Głuchy odgłos lekko studzi wrzącą krew, czule spoglądam na Marlenkę, nie chciałem, bejbi. – Oszalałaś? Co ty sobie myślisz? Masz oczy? To ich kurwa używaj! – gdy tylko orientuję się, że paniusia żyje, oddycha, a co więcej, prawdopodobnie kompletuje tylko kilka siniaków, wraca mi animusz. – Mogłem cię zabić! Żadnych świadków! Poszedłbym do ciupy, jak nic – smęcę, ale podaję jej rękę, jeśli tylko ma ochotę wstać. – No i patrz, co narobiłaś – załamuję ręce, bo Marlenka właśnie przeszła chrzest bojowy i nabawiła się pierwszych wojennych blizn. – Ja ją parę tygodni temu z salonu odebrałem – aż kopię w śmietnik, co kończy się - do przewidzenia - paskudnym bólem stopy. – Nie puszczę ci tego płazem paniusiu, o nie – informuję ją, zakładając ręce na piersi. – Żądam rekompensaty. Bo inaczej wezwę policję – to mówiąc, soczyście spluwam - mam jeszcze swoje zasady.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
19-12-2025, 21:50
Widziała tylko, jak złodziej obrócił się i stanął w uliczce zdumiony, zaraz potem twarz wykrzywił paskudny uśmiech, a dwie ręce powędrowały do przodu, pokazując środkowe palce w ich obrzydliwej okazałości. Ażeby Ci na te palce psidwak nasikał. Śmiech przestępcy odbił się od ścian i dudnił jeszcze przez chwilę w głowie czarownicy, podobnie jak warkot mugolskiego auta, które śmierdziało spalinami. Uderzyła ze złości pięścią o asfalt, zaraz żałując swojej decyzji i spuściła głowę, łapiąc powietrze. Uciekł jej, po prostu uciekł.
Opuszczały ją siły by się dźwignąć, a jeszcze gdyby tego było mało stary mugol darł się jej nad uchem i była naprawdę blisko od tego, by wyciągnąć różdżkę i rzucić na niego jakieś zaklęcie dezorientujące albo Obliviate. Zerknęła na auto – było zdecydowanie w lepszym stanie niż ona. Mimowolnie jeszcze przez chwilę patrzyła w kierunku zaułka za złodziejem, ale zdążył już zwiać, więc mogła co najwyżej przelać swoje wspomnienie z wyrazem jego parszywej, uśmiechniętej twarzy do fiolki i niech ktoś z komisariatu zrobi z tego portret pamięciowy, a może i w aktach uda się znaleźć tego całego zasrańca. Nie mogła jednak ignorować rzeczywistości, a w szczególności mugola obok niej przez wieczność. Gdy ten wystawił rękę w jej kierunku, dźwignęła się ciężko, a zaraz potem głowa przypomniała jej, że nie powinna się forsować. Zatoczyła się do tyłu i oparła o latarnię plecami, zaciskając mocno oczy i dłonie na ramionach, tak aby mroczki przestały tańczyć jej przed oczami, a krew w żyłach wróciła do normalnego rytmu.
Usłyszała kopnięcie w śmietnik, ale gdy otworzyła oczy, chwilę trwało nim, cokolwiek więcej do niej doszło – obraz i dźwięk. Dźwięk szczególnie, bo również odkąd podniosła się do pionu w lewym uchu coś piszczało bez wyraźnej przyczyny i ściszało się okrutnie powoli. Spuściła wzrok na dół, miała rozdarte spodnie w kolanie i mokrą plamę wokół, a także krwisty ślad pod rozdarciem. No nic, w weekend i tak miała skoczyć do rodzinnego domu, to podrzuci mamie, żeby jej zszyła te spodnie. Dłonie powoli zaczynały szczypać, przez co, gdy im się przyjrzała dostrzegła liczne szramki i otarcia, które zdobiły wnętrze – musiała więc jakoś wylądować na nich i kolanie, potem pewnie na łokciach i reszcie ciała. W ustach czuła też metaliczny posmak – przygryzła dość mocno policzek, ale przynajmniej nie był to język i szczęście, że żaden ząb nie wypadł.
Sprawdziła instynktownie, czy różdżka była na miejscu, a potem policyjna odznaka przyczepiona do lewej poły płaszcza – mugol i tak by jej nie zauważył, w końcu chroniły ją czary, a jej dało to przynajmniej potwierdzenie, że jej nie zgubiła. Wreszcie podniosła wzrok na mężczyznę i widząc jego cały anturaż zrozumiała, że najpewniej będzie się kłócił, ile wlezie, byleby postawić na swoim – takie zwykle były stare dziady.
– Proszę… – czy może pan powtórzyć, ale gardło odmówiło posłuszeństwa. Zakaszlała kilkakrotnie, nie będąc pewna, czy to skutek biegu za złodziejem, czy wypadku, niemniej, gdy na jej dłoni wylądowała krew w pierwszej chwili myślała, że złamała żebro i przebiło jej płuco. Fala stresu zalała przez ułamek sekundy skórę. Ale przecież nic nie czuła takiego! Skleiła jednak fakt przegryzionego policzka i przymknęła na chwilę oczy, starając się uspokoić. – Ma pan – znów napad kaszlu, musiała czymś przepłukać gardło. – Może wodę? – zapytała zakrywają usta już nie dłonią, ale zgięciem łokcia, aby oddać jeszcze kilka kaszlnięć i zauważyć obrzydliwą ślinę, której pozbył się chwilę temu jegomość. Może, jeśli się facet odwróci to zdąży z tym Somniferum, szybkim Reparo na auto, Obliviate i zmyciem się z miejsca zdarzenia, nim pojawią się gapie. Gdyby miała do czynienia z czarodziejem sprawa najpewniej wyglądałaby inaczej, ale w tej sytuacji? Jakie były szanse, że to nie mugol prowadził autem? Tylko, co jeśli jej zaklęcie przerwie kolejny atak kaszlu? I czy było to zachowanie, które byłoby zgodne z jej kodeksem moralnym? A czy miała lepsze rozwiązanie? Inne pytanie brzmiało: czy ten tu na pewno był tak niewinny? Druga dłoń od dłuższej chwili niby podpierając bok, była zawieszona na rękojeści różdżki, którą miała w wąskiej, skórzanej kaburze przypiętej do pasa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
25-12-2025, 10:26
Ptaszki śpiewają, szkolne dzieci powoli zmieniają długie spodnie na szorty przed kolano i coraz częściej słychać w sąsiedztwie melodyjkę wozu z lodami.
Tiru-riru-riru-ri. Tiru-riuru-riu-ri.
Pysznie, pięknie, przewspaniale. Jeszcze chwilka, jeszcze momencik, powiem papa do rozkładanego dachu Marlenki i taki będzie ze mnie król szosy, że sam Henry Ford chciałby mnie do swojej reklamy. Clyde, ten od Bonnie, zachwycał się jego autami, pisał mu nawet gratulacyjne listy, które dziś oprócz wartości sentymentalnej i pamiątkowej dla potomków jednego i drugiego, są artefaktem historycznym, a wręcz relikwią amerykańskiej gangsterki. Czy przyjąłbym taką rolę? No nie wiem, nie wiem. Zależy, ile pan Ford by mi posmarował lub raczej jego spadkobiercy, zarządzający firmą w jego imieniu. Kiedy ja już się dorobię, nie zostawię po sobie nic, figę z makiem pod kajakiem: tyle się spocić i namęczyć, żeby komuś innemu było łatwiej? A nigdy w życiu.
Ja, moje, mi, mnie, dla mnie. Zaimek rzeczowny w pierwszej osobie to mój ulubiony we wszystkich konfiguracjach. Ponadto angaż w klipie komercyjnym Forda kłóciłby się z moim wizerunkiem i moimi wartościami, no musiałbym wtedy się przesiąść za inne kółko, a pośród moich przywar typu sztywne włosy wystające z nosa i wzrok tak bystry, że w oczach bliźniego wypatrzę każde najmniejsze nawet źdźbło, paskudnie jestem wierny. Weźmy na przykład ręczniki: Sandy kupiła nam ostatnio takie ładne z wyszytymi naszymi imionami, żeby przypadkiem nie wytarła swojej buziuni w coś, czym ja wycierałem wcześniej dupę, a ja i tak używam, starych kawalerskich, które trzeba prać po góra trzech kąpielach, bo zaczynają po prostu capić. Idąc wstecz: choćbym i nie wiem, jakie miał pokusy na mały skok w bok (z Sandy ich nie miewam wcale a wcale) podczas drugiego małżeństwa obliczonego na profit - nie-ee. Ręce przy sobie, kutas w spodniach, bo ja jestem gość z zasadami. No więc z własnej woli nie mógłbym przecież porzucić naszego, ojczyźnianego Jaguara na rzecz klocowatego Forda. Doprawdy, tragedia, że Sir William Lyons nie ma w połowie takiej sławy jak tani, fabryczny amerykaniec robiący na akrod. Kręcę kierownicą, wciąż w zachwytach, jak gładko chodzi pod ręką, wypolerowana gałka od skrzyni biegów reaguje na najczulszy dotyk, a pedał gazu aż się prosi, żeby na niego nadepnąć i obcasem buta zwiększać nacisk. Do ryku silnika nie umywa się ani Now or Never, hit 1961 roku, ani nawet chichot Sandy, choć tu jesteśmy bardzo, bardzo blisko. Trochę sobie marzę o autostradzie bez ograniczeń prędkości, o piesku z kiwająca główką, o stópkach mojego cukiereczka na desce rozdzielczej w świeżo pomalowanych na różowo paznokciach i… Pisk opon wyłącza te słodkie myśli jednym brutalnym pstryczkiem. Nie ma szerokiej, asfaltowej drogi, nie ma obowiązkowego samochodowego gadżetu-zabawki, nie ma Sandy robiącej mi gałę, gdy stoimy na światłach na dużym skrzyżowaniu. Jest za to poturbowana ruda niunia, która no… wygląda jednak gorzej niż to oceniam na pierwszy rzut oka.
– Dobra, paniusiu, może lepiej sobie siądziesz? – sugeruję, gdy ta chwieje się, jakby miała na sobie 20-centymetrowe szpile. Jest w butach na płaskim i spodniach, no ja się do tej mody chyba nigdy nie przekonam, nawet jeśli faktycznie podkreślają tyłki. Coś mnie jednak rusza; Marlenkę doprowadzę do porządku paroma zaklęciami, mój wybuch jest dla zasady – bo to w końcu auto z salonu - a małolata trochę się poharatała. – Mam piwo, może być? – mięknę, no, mięknę, ale nikt nie widzi, o tej porze w ogóle nie ma tu ruchu, oprócz listonosza na rowerze, który toczy się mozolnie z ciężką torbą. Chyba nawet chciał się wtrącić, ale widzi moje spojrzenie i tylko życzy nam miłego dnia, czym prędzej przejeżdżając na drugą stronę ulicy. – Ale co tym tam robisz, co? – ja tu do niej z chlebem i solą, a ona? – Co tam masz? Chcesz mnie zadźgać? To jakaś pułapka? – i-haaa, jak w westernach, jeden na wabik i reszta bandy później huzia na biednego statystę o dobrym sercu. – Łapy na widoku, to ci pomogę – dodaję, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i zaczepiając je o fioletową koszulę w ciemniejsze i jaśniejsze pasy. – Czekaj, czekaj, ty jesteś gliną?! – zauważam w końcu odznakę lśniąca na jej piersi. Jakby bycie psem było powodem do dumy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
04-01-2026, 00:43
Słysząc o piwie skrzywiła się, jakby ktoś jej łajno hipogryfa pod nos podłożył i potrząsnęła głową. Piwo na potrącenie, tego jeszcze nie słyszała – już wolała ten posmak miedzi, niż czuć chmiel językiem. Już nie wspominając, że nie było to dozwolone na służbie. Który to już był raz, gdy w ostatnim czasie odmawiała alkoholu? Ale chwileczkę, teraz mugol przecież nie zawróci do swojego auta, nie obróci się plecami, a jej intryga rozpłynie się jak kropla wody w kałuży. Chociaż i tak piekielnik był już wystarczająco spostrzegawczy. Czarownica rozszerzyła oczy i wpatrywała się przez dłuższą chwilę w człowieka, analizując, czy zdąży wyjąć różdżkę i wymówić zaklęcie, nim ten do niej dopadnie. Może zamiast tracić czas na lekcje teleportacji łącznej, powinna się szkolić z magii bezróżdżkowej, wtedy nie potrzebowałaby naginać logiki w takich sytuacjach z mugolami.
Ty jesteś gliną?!
I nie wiedziała, czy bardziej w tej chwili przejął ją ten ton świadczący o niezbyt przychylnej myśli do służby ministerialnej, czy że mugol chyba jednak wcale taki mugolski nie był. Najpierw zerknęła na odznakę, potem na mężczyznę i wreszcie dotarło do niej, że ma do czynienia z czarodziejem. Odetchnęła z widoczną ulgą, a na ustach wypłynął uśmiech podobny temu, który widać na twarzy typowego gryfona, gdy okazuje się, że sprawdzian z wiedzy o teorii magii zostaje przesunięty na kolejny tydzień. Kamień z serca, wątroby i nerek. Pokiwała głową, przyznając czarodziejowi rację, tak aby na pewno rozwiać jego wątpliwości, bo chyba raczej nikt nie panoszył się z fałszywą odznaką. Jeszcze z innej strony zdawała sobie sprawę, że na typowego „gliniarza” to ona nie wyglądała. Mała taka, wyglądająca młodo, kto by ją wziął za policję? To tak, jakby wsadzić królika w mundur i posadzić między jaguarem, wilkiem i bawołem, potężną trójcą wielkich policjantów, którzy to są męscy, wielcy i zajmują się poważnymi sprawami, a nie wystawianiem mandatów za źle zaparkowane miotły. Prawdopodobnie, gdyby nie jej własna nadgorliwość i upór, to nie udałoby się jej wcisnąć między te wielkie szychy, żeby rozepchać się trochę łokciami i znaleźć swoje miejsce na komisariacie.
– Myśli pan, że tak po prostu wbiegłam – kaszlnęła. – Dla rozrywki na ulicę i na pański automobil? – Zapytała dość retorycznie, unosząc lekko brew, a zaraz potem parskając nerwowym śmiechem i zwieszając głowę. Nie trzymała już ręki na różdżce, po prostu podpierała boki. – W sumie sama bym wzięła kogoś takiego początkowo za wariata. Psidwacza krew, za mało czasu spędzam wśród mugoli – przetarła usta wierzchem dłoni, rozmazując na nich resztki krwi. – Pana też początkowo wzięłam za mugola – przyznała i podniosła głowę, przyglądając się jego twarzy pozbawionej okularów, za to usianej licznymi zmarszczkami. – Przepraszam najmocniej – wymruczała wreszcie zmieszana. – Ja zapłacę za naprawę, jeśli to coś, czego Reparo nie naprawi – dodaje po chwili, mimo wszystko, bo już, jednak sumienie ją boli, szczególnie że to nie mugol, przed którym musi bądź co bądź uciec, tylko obywatel magicznej społeczności, któremu niejako ma służyć w swej policyjnej funkcji i stać na straży sprawiedliwości. – A panu? Panu nic nie jest? – dopytuje zaraz, analizując pokrótce, czy jegomość nie ma rozbitej głowy albo, czy coś innego mu się nie stało. Ciężko było określić, czy jej spokój brał się ze stanu, w którym się znalazła, czy jej naturalna reakcja na zderzenie z magicznym cywilem.

Let’s roll.
1. Podjeżdża wezwany przez kogoś patrol mugolskiej policji.
2. Gołąb robi wielką kupę na Marlenkę.
3. Zaczyna kropić deszcz, bo to przecież Anglia.
1x k3 (wydarzenie losowe):
3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 13:45
Odmawia piwa - dobrze, więcej dla mnie, nie wnikam. Nie zaznała najwyraźniej prawdziwego pragnienia; ludzie w ekstremalnych sytuacjach pili nawet swój mocz, żeby przeżyć. Nie, to nie, ma tyle sił, by doczołgać się do najbliższego spożywczaka - krzyżyk na drogę. I weź tu bądź mądry albo pomocny, w dupę cmoknąć, to za miły gest.
– A bo ja wiem? – odpowiadam, podejrzliwie przyglądając się rudej. Ta kaszle (dobrze, że nie krwią, uff, uff), natomiast ze względu na przynależność do bagiet, moje współczucie konsekwentnie paruje. Nie że tak do zera, ale skrapla się, ulatnia, jakby to owa dama była pierwszym kontaktem magicznych komisariatów, niebieskim PR-owcem i przyczyną wszystkich moich nieszczęść. Oczywiście, gówno prawda - prawdopodobnie nie była nawet w planach, kiedy jej koleżkowie puszkowali mnie w Tower. – Idiotów nie brakuje. Samobójców też nie. W ostatnim numerze Guardiana pisali, że w tym roku już jest ich więcej niż w zeszłym. A mamy kwiecień! – dalej patrzę na nią spode łba, lecz prowadzenie dyskusji wydaje się konieczne do zakopania topora wojennego. Tak se myślę, że wielu na jej miejscu skułoby mnie za obrazę funkcjonariusza i posłało na dwadzieścia cztery godziny do aresztu bez możliwości kontaktu z rodziną. Bo tak.
– Mhm – przytakuję, walcząc, by nie zapytać, czy jej zawodowa przysięga obejmowała obietnicę pięknego wysławiania się. Psidwacza krew, serio? Co dalej? Kurka wodna? – No, miałaś powody, co nie, paniusiu? Nasi raczej nie prowadzą – zauważam trzeźwo, pomijając fakt, że oprócz tego, że czarodzieje generalnie nie rozróżnią pedału sprzęgła od gazu, to ci starsi i bardziej zacietrzewieni mają trudności w załapaniu działania sygnalizacji świetlnej - dla zasady. – Do magicznej części miasta jest kawał drogi. Co ty tu w ogóle robisz? Zdegradowali cię do drogówki? – pytam, nagle nabierając podejrzeń. Sumienie nigdy nie jest czyste, ale przynajmniej ja jestem. Rewizja osobista nie wykazałaby żadnych anomalii, może poza jedną, interesującą bardziej lekarzy urologów niż policjantów. Marlenka - także czyściutka, świeżutka, w ogóle niepodejrzana. No - może jakiś jeden skręcik by się znalazł gdzieś wciśnięty za siedzenie albo głęboko w schowku po stronie pasażera. – No i wreszcie mówisz do rzeczy, pani oficer – z trudem przechodzi mi przez gardło słowo szacunku dla munduru (zdejmij, przeproś matkę), lecz handluję czym mam. W przypadku drogowej kraksy, rysy na błyszczącym lakierze i poturbowanej niebieskiej, trzeba odrobinę wyluzować. To nie jest mój naturalny stan: w skali chillu ocenię siebie na maks dwa punkty, od kija w dupie ratuje mnie tylko moje podejście typu don't give a fuck. – Jest tylko trochę obtarta, ale pierwsza rysa zawsze boli najbardziej. Kurwa, przecież ja ją nawet miesiąc nie pojeździłem – ubolewam, jakby jedno prosto zaklęcie nie mogło załatwić sprawy. Bo to nie chodzi o stan wizualny: przysięgam, Marlenka ma uczucia i właśnie płacze rzewnymi łzami nad niewielkim wgnieceniem w centralnej części maski. – To już jest auto powypadkowe. Pierdolę – sklinam, oczywiście przesadzając, ale nie liczę, że bagieta zrozumie moje przywiązanie do wozu. No chyba, że sama gra w quidditcha i traktuje swoją miotłę jak domowego pupila, wtedy mamy szansę. –Taaa, wszystko w porządku – macham ręką niedbale; z tej adrenaliny nawet nie jestem świadomy, że z czoła spływa mi strużka krwi, dowiem się, kiedy coś zacznie mnie łaskotać albo kiedy spojrzę w lusterko, żeby zaparkować równolegle. – Miałaś największego pecha, ty i Marlenka. Tego tam czereśniaka przed tobą nawet nie drasnąłem – petuję na ziemię i jak na komendę, zaczyna padać deszcz. Lać: właściwie, to oberwanie chmury, chociaż jak znam pogodę w Londynie, za dziesięć minut przestanie, a my będziemy zdejmować warstwy długich rękawów i na wyścigi teleportować się do Irlandii szukać finansowego zadośćuczynienia na końcu tęczy. – Podrzucić cię gdzieś? – musimy się ewakuować, zaraz zrobi się tu korek albo gorzej - przyjedzie suka  na sygnale i co wtedy? Proponuję jej to nie dlatego, że jestem miły, tylko czekam na zwrot należnych mi reparacji. Jak się teleportuje - weź tu szukaj rudej policjantki, przecież nikt o zdrowych zmysłach samodzielnie nie ruszy dupska na posterunek. Na pewno nie ktoś taki, jak ja, kto ma bogatą kartotekę i sporo za uszami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.