• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Essex, Chelmsford, Dworek Ollivanderów > Artystyczne atelier
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-11-2025, 19:07

Artystyczne atelier
Pracownia w posiadłości Ollivanderów mieści się w jasnym, przestronnym pomieszczeniu, które zostało przystosowane do pracy z materiałami o różnych właściwościach. Wzdłuż jednej ze ścian stoją sztalugi, każda wyposażona w zaczarowane ramy stabilizujące płótna przed drganiem. Obok nich ustawiono stoły robocze zastawione nićmi, próbnikami farb, pędzlami o różnej chłonności oraz fiolkami z pigmentami. Druga część pracowni przeznaczona jest dla rzeźbiarzy: znaleźć tam można koła garncarskie, długie stoły, bloki drewna spoczywające na specjalnych podestach i ozdobne przyborniki na narzędzia, od dłut, po noże do precyzyjnego cięcia. Na półkach leżą fragmenty prac, a obok nich stoją także gabloty z dokończonymi eksponatami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
25-11-2025, 11:54
20 marca 1962

Płótno spoczywało już na sztaludze, przygotowana na dzisiejszy dzień aranżacja czekała na umówionego modela. Obcego, zgłaszającego się do niej dzięki wiciom rozpuszczonym w arteriach magicznego społeczeństwa: znała go jedynie ze zdjęcia, o które poprosiła listownie, by sprawdzić, czy Axel Devereaux przykuje jej uwagę i zdoła wzbudzić inspirację. Przyjemne dla oka rysy twarzy nie przyciągały tak bardzo, jak skuty lodem błękit jego oczu, pod którego krą zdawała się mieszkać nasączona emocjami melancholia. Zimny ogień. Niemal słyszała cichą, smyczkową melodię, gdy patrzyła na fotografię, wytyczając paznokciem kształty jego kości, a koncepcja samoistnie narodziła się w sercu, otwierając ziejącą jamę tęsknoty i rozpaczy, w której zapragnęła go umieścić. Podarowałby jej na tacy żałobę tak szczerą, że Odille dostrzeże w niej otchłań, w jaką wpadła po śmierci Flaviusa? Była tego ciekawa. Czarny łabędź mieszkający pod jej skórą zatrzepotał skrzydłami w ekstatycznej wizji, a stojąc w pracowni, odziana w błękitną domową sukienkę, z kasztanowymi włosami związanymi w niski kok ozdobiony wplecionym weń łańcuszkiem przeciąganym równie błękitną wstążką, zastanawiała się, czy dostrzeże w tym dziś zwierciadło własnej przeszłości. 
Pukanie do drzwi pracowni wyrwało ją z zamyślonego otępienia. Służąca wpuściła Axela do środka i oto stanął przed nią wysoki młodzieniec o hebanowych włosach i niemal porcelanowej cerze, smukły jak pióro. Mógł być niewiele młodszy od niej; czy jego serce było równie stare?
- Dzień dobry, panie Devereaux - zwróciła się do niego miękko, gestem kruchej dłoni zapraszając go w kierunku uprzednio zaaranżowanej przestrzeni. W kącie pracowni za szerokim parawanem przygotowana była scena, na której miał dziś wystąpić. - Odille Ollivander. Dziękuję za tak szybkie przybycie - dodała. Bądź co bądź sprowadziła go do dworku z nagłością natchnionego artysty, nienawykła do cierpliwości, kiedy jej serce rozgrzewało się namiętną potrzebą tworzenia. - Pozwolę sobie od razu opowiedzieć o koncepcji, którą dla pana przewidziałam. Zna pan Jezioro Łabędzie? - zawiesiła pytanie w przestrzeni, poniekąd oczekując, że ubogi czarodziej zaprzeczy, więc jego odpowiedź okazała się miłym zaskoczeniem. - Istnieje, oczywiście, kilka zakończeń. Szczęśliwe, zwieńczone śmiercią jednej postaci albo obojga kochanków, połowicznie szczęśliwe... Mi marzy się inne - mówiąc to, wskazała na spreparowany na dzisiejsze potrzeby kąt. Czarna tkanina stylizowana na zamglony krajobraz pokrywała ścianę, podłoga lśniła niczym pokryte szronem szkło, ze scenerii wyłaniały się fragmenty drzew osnutych ostrym półcieniem. W przyćmionej czarami przestrzeni ich gałęzie wyglądały upiornie, gdzieniegdzie oprószone szachownicą biało-czarnych piór. Ich monochromatyczna kompozycja opadała także na ziemię, dygocząc jak gdyby pod wpływem dotyku powietrza. Kąt wypełniała półtransparentna mgła, nadając fragmentowi zaklętego jeziora charakterystycznie ponurą aurę. Część tła przygotowała sama, z częścią pomógł jej wprawniejszy w transmutacji krewny, i pracowali razem tak długo, aż Odille uznała każdy detal za dokładnie taki, jakim go wyśniła. - Zdrada - zaczęła, spoglądając na Axela. Pozornie typowy motyw, personifikacja Czarnego Łabędzia, lecz dziś miała ona przybrać inne oblicze. - Młody królewicz, nadzieja swojego kraju, mający przed sobą wielką przyszłość. Księżniczka zaklęta w łabędzia, zrozpaczona, krucha, krwawiąca duszą - tylko czy na pewno? - obróciła głowę lekko pod kątem, w kierunku ramienia, tkając aksamitną opowieść. - Pewnej nocy zmęczona Odetta dobija targu z Rotbartem. Godzi się uwieść księcia i przelać na niego swoją klątwę, wymienić samą siebie za niego, przywiązać go do jeziora, które stało się jej więzieniem. Okazuje się zarówno Białym i Czarnym łabędziem. Pokiereszowany w walce o ukochaną Zygfryd nie spodziewa się, że każda sekunda pojedynku z czarnoksiężnikiem przelewa w jego ciało truciznę czaru, który spływa z Odetty - aż okazuje się, że jest za późno. Przemieniający się w ptaka królewicz patrzy, jak jego oblubienica, kobieta, dla której był gotów poświęcić własne życie, ucieka, wolna od bólu i codziennej goryczy. Scena, gdy Zygfryd, który po raz pierwszy zaczyna przemieniać się w łabędzia, z przerażeniem spogląda za odchodzącą ukochaną, nie dowierzając w to, co się stało, jest sceną, która mnie interesuje - wyłożyła, zawieszając spojrzenie na kostiumie dopasowanym do wymiarów Axela podanych w liście. Wiszące na manekinie odzienie składało się ze smukłych ciemnych pludrów i bogato zdobionego kaftana, który nosił ślady odarcia. Części materiału zwisały żałośnie, postrzępione walką, o której wspomniała Odille. Zarazem nogawki u dołu obszyte były ptasimi piórami, a te pięły się przez kolana aż do ud, gdzie póki co pozostawały rozrzedzone w jeszcze niedopełnionej transformacji. - Będzie pan potrafił oddać te uczucia? - wróciła do niego wzrokiem, oczekując szczerości. - Niepewność. Załamanie. Przerażenie. Osaczenie. Horror zrozumienia, że wszystko było kłamstwem - uzupełniła cicho, prawie niedosłyszalnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
27-11-2025, 11:36
Mogło się wydawać, że Nokturn go pochłonął do reszty, zabijając w nim to, co tak mocno identyfikowało go. Lecz to była tylko maska, ułuda i pozory, które pozwalały mu na uchwycenie się stabilnej boi drukującej na mętnych wodach tej zakazanej dzielnicy. Jego myśli w większości kierowały się jednak w kierunku sztuki. Sztuki tak wszelakiego charakteru, że przestał nawet przebierać i wybrzydzać. Jeśli mógł tańczyć, tańczył do utraty tchu, a kiedy mógł grać, wkładał w to tyle zaangażowania, że zapominał na ten czas o Axelu Delacour, którym pierwotnie był. Słysząc muzykę tonął w dźwiękach a jego umysł wydobywał z kolorowych wstęg wyobrażeń obrazy, kształty i twarze.
Kanały artystyczne Londynu były Axelowi doskonale znane, wiedział gdzie powinien się zjawiać i gdzie szukać informacji od artystów szukających osób do zleceń. I natrafił na ogłoszenie Odille, w którym poszukiwała modela pozującego do obrazu. Axel doskonale wiedział, że to żmudne i nudne zajecie, ale często opłacalne i zawsze ekscytowało go to, że jego twarz mogla zostać uwieczniona na obrazie. A jeśli to był magiczny obraz, to poziom zainteresowania tancerza tylko się podnosił. Theo poniosł list jeszcze tego samego dnia, a kiedy przyszła odpowiedź z prośbą o zdjęcie Axel wygrzebał fotografię, której używał do zgłoszeń na castingach. Starał się co roku robić nowe zdjęcie, by było w miarę aktualne. Zaproszenie niezwykle ucieszyło młodzieńca, była to kolejna nić, która utrzymywała go przy jego artystycznych zamiłowaniach. Był gotów trwać w bezruchu kilka godzin i nie marudzić na niedogodności.
Przygotował się odpowiednio do spotkania, wykapany, ogolony i wypachniony wyciągnął swoje lepsze ubrania i stawił się w Essex, gdzie odrobine okazałość dworku Ollivanderów go przytłoczyła. Przypominała mu odrobine to, co stało się jedynie wspomnieniem. Ale szybko skrył pod maską obojętności swoje emocje, by nie zakłócić skupienia i by mógł wejść w rolę.
W milczeniu podążył za służąca, rzucając ukradkowymi spojrzeniami po wnętrzach, notując w głowie układ pomieszczeń i zcpoamietujac co ciekawsze przedmioty. To był już odruch, którego nie kontrolował, za co w tej chwili się skarcił w duchu.
Miły glos przywitał go od progu, a on wyprostował się, przywołał na usta pogodny uśmiech a spojrzenie zimnych tęczówek osiadło na Odille.
- Dzień dobry, panienko Odille. - Podszedł bliżej kobiety rzucając jedynie krótkie spojrzenie za plecy, kiedy służąca zamknęła drzwi. Ujął w smukłe palce dłoń panny Ollivander i musnął jej wierzch ustami. Posłał jej odrobine przeciągle spojrzenie bladoniebieskich oczu, które na żywo wydawało się jeszcze bardziej tajemnicze i intrygujące.
- Nie powinna panienka przepraszać, doskonale rozumiem zryw artystyczny. Sam tak miewam. - Wyprostował się obserwując wnętrze atelier i kiedy dostrzegł zaaranżowane miejsce, gdzie mial pozować nie mógł ukryć zachwytu i powstrzymać westchnięcia.
Wspomniała o Jeziorze Łabędzim a Axel aż poczuł, jak jego ciało zadrżało. Źrenice jego oczu rozszerzyły się zaintrygowanie a on gorliwie potrząsnął głową.
- Oczywiście, że znam. Jestem tancerzem baletowym, znam doskonale tę sztukę. - Wypiął dumnie pierś, a na jego twarzy pojawił się pewny siebie uśmiech. W tej chwili wszelkie wątpliwości opuściły Axela, a zastąpiła je coraz to bardziej rozpierającą go ekscytacją. Słuchał jej z zainteresowaniem, kiedy opowiadała o swojej wizji. Kiwał głową, kiedy mówiła o zakończeniach a kiedy wspomniała, że marzy jej się cos innego, przekrzywił lekko głowę z zaintrygowaniem.
Wzrok Axela skierował się ku zaaranżowanej przestrzeni, która nie przypominała mu niczego co dotychczas widział w związku z Jeziorem Łabędzim, było bardziej złowieszcze, bardziej przerażające i wskazujące na to, że wizja młodej Ollivanderówny skłania się bardziej ku okrutnemu scenariuszowi. Dla Axela nie było to nie wiadomo jak szokujące, a raczej interesujące. Znal sztukę Czajowskiego tak dobrze, że potrafił na wyrywki oddać pozy i powiedzieć w którym takcie następuje jaki skok. Ale tutaj nie będzie tańczyć, tutaj będzie trwał, tutaj musi skupić się na emocjach, na tym, by wytrwać odpowiednio długo.
"Zdrada" - to słowo rozeszło się jak echo, a Axel poczuł jego zimny dotyk na skórze, tak jakby Odille przysunęła do jego szyi zimne ostrze. Zdrada była obecna w życiu Axela zbyt często, zostawiała na jego ciele i umyśle kolejne ukąszenia i sprawiała, że jego umysł zasnuwał cień. Wciągnął głębiej powietrze przenosząc poruszone spojrzenie na artystkę. To co mówiła na początku było znajome, Axel kiwnął głową ale kiedy zadała pytanie, znów zmarszczył brwi. Chce cos powiedzieć, ale wyczuwa, że słowa Odille się nie kończą w tej chwili i nie oczekuje od niego odpowiedzi. A kiedy mówi dalej, w głowie Axela układają się obrazy, widzi te sceny następujące jedna za drugą. Wizja młodej malarki jest piękna i przerażającą jednocześnie, ale jakże porywająca. Widzi to przed sobą na przygotowanej scenografii, widzi walkę, gdzie Zygfryd toczy bój o ukochana i widzi jak za jego plecami sączy się zaklęcie, które go coraz mocniej oplata. Potem jasna postać ucieka, nie ogląda się i znika pomiędzy drzewami, a książę upada na podmokłe trawy skrępowany klątwą. W piersi Axela serce zaczyna szybciej bić, pod wpływem opowieści Odille w ciele tancerza pojawiają się emocje, wzburzenie i poczucie niesprawiedliwości są tak Axelowi doskonale znane, że aż czuje na języku gorzki smak, który był obecny od chwili, kiedy zatrzasnęły się za nim drzwi domu.
Kostium, na który spoglądała Odille był przepiękny, chłopak teraz dostrzegał całość zamysłu i jego wyobraźnia szybko podjęła obraz siebie samego w tym stroju i w tej aranżacji, kiedy czerń i biel go pochłaniają, a on czując rozpacz, z przeszytym przez ostrze zdrady sercem krwawił.
- Okrutna... - Wymamrotał, czując jak krtań z ledwością pozwala na oddech. Axel kiwnął głową, był pewny, że odda tragizm biednego Zygfryda, którego zdrada zapędziła w objęcia klątwy, pozostawiając bez nadziei na ratunek.
- Tak, będę. - Na twarzy Axela pojawił się smutny uśmiech, Odille nawet nie wiedziała, jak bardzo mocno w tej chwili sięgnęła do jego serca, w którym te wszystkie emocje rozgościły lata temu się nieproszone. Mówił pewnie i bez zawahania, lekko rozsunął ramiona i wziął głębszy wdech. Twarz tancerza już się zmieniła, poruszony tym co słyszał i widział czul natchnienie do tej roli. - Jestem do twojej dyspozycji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
01-12-2025, 12:44
Skóra jego dłoni okazała się przyjemnie ciepła, lekko szorstka na opuszkach muskających palce Odille. Delikatne zgrubienia wyczuwalne w wyściółce śródręcza wskazywały na swego rodzaju pracę fizyczną. Dotyk jego warg był zaś ulotny, odpowiednio krótki, a zarazem na tyle długi, by nie odrzucać wrażeniem konieczności; ale to jego oczy przyciągały jednak największą uwagę. Hipnotyczne, kojarzące się ze śniegiem osnutym błękitem zimowego wieczora, skrywające pod taflą skłębione warkocze cieni, które mogły wyrażać dokładnie to, czego Ollivanderówna poszukiwała. Było jeszcze zbyt wcześnie na szafowanie wyrokami, ale na wstępie Axel Devereaux jej nie rozczarował. Z łatwością mogła wpasować go w formę przygotowanej sceny i ufać, że odwzoruje emocje księcia Zygfryda samymi tylko oczami, bo jeśli nie potrafił odpowiednio operować takim błogosławieństwem, byłoby to jego wadą i marnotrawstwem.
- Malarstwo? Muzyka? Co wprawia pana w ten nastrój? - pociągnęła, ciekawa człowieka, który miał przywdziać dla niej maskę. Wcielić się w rolę, cierpieć ku uciesze pędzla, drżeć przez wbitą pod żebra zdradę ukochanej, która pozostawia go na pastwę samotnego losu na jeziorze, gotowa opłacić jego życiem swoją wolność. Nie była to łatwa rola, wręcz przeciwnie: w mniemaniu Odille miała odcisnąć na nim piętno jeszcze przez długi czas, jeśli Axel krył w sobie artystyczną wrażliwość i potrafił rezonować z przeznaczoną mu postacią. Ciche "ach" zatańczyło na wargach, okraszone uśmiechem, gdy przyznał się do tanecznych inklinacji. Tancerz baletowy, idealnie - właśnie tego potrzebowała, osoby, która na głębokim poziomie rozumie światłocień przesłania Jeziora Łabędziego. - To być może niepopularna opinia, ale na deskach opery chętniej widziałabym pana w roli Rotbarta - stwierdziła z nutą rozbawienia. Miał w sobie coś, co pasowało do czarnoksiężnika zniewalającego Odettę i odbierającego Zygfrydowi szczęście u jej boku. Odpowiednio ucharakteryzowany skradłby serca wielu młodych kobiet, nie miała co do tego wątpliwości, przez co zaczęłyby sympatyzować z antagonistą, zamiast wspierać swoimi westchnieniami młodego następcę tronu. Może nawet jej ukochana kuzynka doceniłaby kunszt jego tańca?
Przyjemnie było móc obserwować reakcję rysującą się na twarzy czarodzieja, kiedy zapraszała go do  świata, w którym łabędzica okazuje się również czarnym charakterem. Na jego bladej twarzy zamajaczyła subtelna obecność emocji, na jej oczach przeobrażał się w przeznaczonego mu bohatera, wczuwał w to, co będzie musiał oddać swoją pozą, a co do łatwych zadań wcale nie będzie należeć. Nie miała zamiaru ustawiać go w wygodnej pozycji, półleżącego, siedzącego czy leżącego, nie - on miał stać w połowie kroku, zastygły w desperacji i rozpaczy, sięgający ramieniem za uciekającą Odettą, jakby próbował ją przy sobie zatrzymać, ostatni raz musnąć jej włosy, prosić, by ocknęła się razem z nim z koszmaru, w którym musiał utknąć. Jej wargi ułożyły się w enigmatycznym uśmiechu na dźwięk słowa, którym podsumował swoją księżniczkę. Niemal żałowała, że scena nie przewidywała udziału modelki, z którą Axel mógłby stworzyć jedną kompozycję, ale kto wie, może był to pomysł wart rozważenia w przyszłości, jeżeli tancerz spisze się podczas pracy?
- Doskonale - odpowiedziała miękko, przyglądając się łukowi jego uśmiechu, przygnębiającej linii ciągnącej haczykami za kąciki ust, odzwierciedlające smutek i poruszenie. Odille ponownie wskazała na manekina; przygotowany strój z pewnością zyska, kiedy oblecze kształt jego sylwetki, zamiast wypełniać pozbawioną ruchu i ekspresji kukłę. - W takim razie proszę się przebrać. Parawan powinien zagwarantować swobodę, ale jeśli woli pan osobne pomieszczenie, tam - wskazała na drzwi otulone po bokach ramami sztalug, - znajduje się łazienka - poinstruowała go, ponieważ nawet w artystycznym szale, jego zewie dźwięczącym w jej żyłach, nie zamierzała utrudniać przebiegu tego dnia. Axelowi należał się wszelki komfort do tego, by poczuł się przy niej na tyle swobodnie, by opuścić swoje zewnętrzne mury i ukazać twarz rodem z onirycznej pułapki; wynagrodzeniem także nie musiał się martwić, przygotowała dla niego ładnie opakowaną sakiewkę z monetami, które planowała uzupełnić o dodatkową kwotę, jeśli będzie z niego zadowolona. Póki co zapowiadał się dobrze, co Odille wyraziła ostatnim pokrzepiającym uśmiechem, obróciwszy się do niego plecami, by przejść za parawan, gdzie oczekiwała na nią sztaluga z rozłożonym płótnem oraz cała paleta ołówków o różnej miękkości. Planowała oczywiście zacząć od szkicu i dopiero potem przejść do nakładania farb, gdy bryły będą już poprawnie rozłożone. - Życzy pan sobie muzyki dla zbudowania nastroju, panie Devereaux? - zapytała, zajmując miejsce na krzesełku. Kompozycje Jeziora Łabędziego miały w sobie dar pobudzania inspiracji, nie zdziwiłaby się więc, gdyby pragnął sięgnąć po jeden z bardziej niepokojących utworów, by prawdziwie stanąć na brzegu zaklętego jeziora.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
12-12-2025, 19:56
Od pierwszego dnia, kiedy opuścił Paryż jego dłonie stawały się coraz bardziej szorstkie. Wcześniej nie musiał za bardzo się wysilać fizycznie poza salą treningową. Sam taniec był ciężki i wymagał od niego wręcz niemożliwego, ale dzięki temu, że zaczął bardzo wcześnie, wiele z tego najgorszego bólu nie pamiętał. Teraz musiał utrzymywać kondycję, ćwiczyć i po prostu nie wypaść z wprawy. Ale poza samym tańcem musiał robić inne rzeczy, a te nie były korzystne dla jego ciała i jego delikatności. Talk, którego używał w czasie treningów bardzo wysuszał skórę, a od kiedy nie było go juz stać na drogie kremy, musiał radzić sobie na tyle na ile było go stać. Dlatego też jego dotyk nie był zbyt przeciągły, podobnie jak pocałunek, starał się sprawiać wrażenie eterycznego i skupiać uwagę artystki na jego walorach.
O swoich oczach słyszał tak wiele, że mogły spisać pokaźny tom porównań odnośnie ich koloru. W większości były to pozytywne reakcje, zaskoczenie i zachwyt sprawiały, że Axel uważał je za swój wielki atut. Chociaż czasami zdarzali się i tacy, którzy uważali taka barwę za złowróżbną, że on sam jest zimny, chłodny i wiele w nim złego. A gdyby spojrzeć na tego, kto mu te oczy dał, mogli mieć rację. Bo barwę tęczówek Axel odziedziczył po ojcu, tym człowieku, który go wygnał i zakazał używania nazwiska Delacour.
- Sztuka. - Odparł bez zawahania. - Wszystko co piękne, estetyczne, ale... ale to muzyka do mnie mówi najgłośniej, rysuje się barwami jakby każdy dźwięk był pędzlem, który malował po płótnie rzeczywistości. - Odpowiedział na jej pytanie z lekkim natchnieniem. Nie ukrywał tego, że potrafił dostrzec muzykę, że pewne dźwięki miały nawet smak i fakturę.
Dostrzegł w jej oczach zachwyt, kiedy wspomniał o swoich predyspozycjach. Tancerz był idealnym aktorem dla Jeziora Łabędziego, zwłaszcza taki, który nie raz właśnie w tej sztuce brał udział. A jej wizja sprawiała, że w wyobraźni Axela układały się całkowicie nowe obrazy, które osadzały Zygfryda w roli bohatera tragicznego.
- Zdarzyło mi się kilka razy grac jego rolę. I muszę się z tobą zgodzić, panno Ollivander. - Uśmiechnął się z błyskiem w oku. Lecz jak to w sztukach bywało, najwieksza sławę niosły ze soba role główne, często naiwne, dobre i idealne, chociaż ciekawsze były właśnie te negatywne, które były o wiele bardziej złożone.
Skupiał się na opowieści Odille, chłonąć jej słowa i przeobrażając je w myślach w obrazy. Zygfryd był silny, mial czyste serce i dla miłości swojego życia był gotów na wszystko. Nawet na poświecenie się, pozwolenie na zniewolenie, byleby jego ukochana już nie cierpiała. Axel mial pewność, że Zygfryd wybaczyłby Odetcie jej zdradę, że jego serce radowałoby się tym, że była wolna i czułby ogromna rozpacz, ponieważ już więcej nie mógłby wziąć jej w ramiona, nie czułby pod palcami miękkości jej jedwabnej skóry. Zaklęty w ptaszysko stałby się w pewien sposób wolny, moglby unieść się ponad horyzont i poleciec, tam gdzie tylko by zapragnął. Ale czy to by mu wynagrodziło to wszystko, co właśnie stracił. Nigdy.
Axel westchnął cicho czując tą gorzką rozpacz, której juz w życiu doświadczył, kiedy stracił swoje dotychczasowe życie i ogromny smutek wypełnił jego spojrzenie, które stało się melancholijne, zranione i przywodziło na myśl płytka taflę wody na topniejącym lodzie.
Skinął głową na jej słowa aprobaty i kiedy wskazała mu manekin i zachęciła do przebrania się, Axel podszedł do kostiumu. Nie mial problemu z tym, by przebierać się w pełnej garderobie, ale teraz przy kimś, kto nie należał do tego świata i nie znal jej zbyt dobrze, nie czul się jeszcze na tyle swobodnie, by pokazać pewnych mankamentów swojego ciała.
- Proszę poczekać chwilę. - Zabrał kostium i zniknął za drzwiami łazienki. Wymyślne stroje nie stanowiły dla niego wyzwania, zazwyczaj były szyte bardzo na wymiar i on sam wiedział, jak podawać odpowiednio swoje wymiary. A ostatnio trochę schudł, co zauważył, kiedy spisywał swoje wymiary. Nie było to dla niego dobra wiadomością, bo trudniej bedzie mu dostawać główne role, lub te bardziej istotne, bo zazwyczaj tam ważna była kondycja i predyspozycje do dźwigania balerin. Odpędzając od siebie te myśli postanowił najpierw zrobić krotka rozgrzewkę, spodziewając się, że poza w której będzie trwał nie będzie ani wygodna ani zbyt łatwa.
Po kilku chwilach był gotowy, kostium leżał idealnie a Axel wyglądał w nim zjawiskowo. Dla lepszego efektu zaczesał włosy do tylu, układając je tak, by kilka kosmyków odstawało jak pióra. Przeszedł przez pomieszczenie do miejsca, gdzie mial pozować już całkowicie innym krokiem, jakby był na scenie. Prosta sylwetka, uniesiona broda i powłóczyste ruchy. Biła od niego całkowicie inna aura, był w roli, był Zygfrydem, który przeobrażał się w łabędzia, którego zniewalała klątwa.
- Poproszę. - Przystał na propozycje Odille, muzyka wprawiała go w całkowicie nowy wymiar doznań a on tym łatwiej odcinał się od rzeczywistości, by grac, by być kimś innym niż Axel Devereaux, by przestać juz całkowicie być Axelem Delacour, by nawet Axel przestawał być jego tożsamością.
Ustawił się w zaaranżowanej przestrzeni, uklęknął na granicy jeziora, tak że jego postać odbijała się w imitacji wody. Przechylił się w kierunku, gdzie Odetta umknęła a jego kostium obrastały czarne pióra, jakby jego ciało kurczyło się by przeistoczyć się w czarnego łabędzia. Wygiął się, dłoń wyciągnął ku ścieżce tej, która go porzuciła. Na twarz przywołał zebrane emocje, otwierając się na doznania, wyrażając przerażenie, wyrażając szok i uczucie zdrady. Z jednej strony błagał, by wróciła do niego, a z drugiej sam chciał uciec od swego losu. Iskra wściekłości również pojawiła się na jego obliczu, kiedy to uświadomiwszy sobie, że stal się ofiara zdrady, sam został przeklęty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
16-12-2025, 11:44
Wszystko co piękne, odpowiedź niemal podręcznikowa, ciągnąca za sploty duszy w sposób zrozumiały i pokrewny. Tyle że zarazem nie do końca; większą inspirację Odille odnajdowała w brzydocie, w tym, na co większość społeczeństwa nie chciałaby patrzeć. W szaleństwie, w niemocy, w potrzasku, z którego nie sposób się wydostać. W rozpaczy i tęsknocie, w poczuciu porażki, w złamanym duchu, który dotychczas kipiał życiem i determinacją. Ku pobłażliwemu niezadowoleniu matki przepadała za uwiecznianiem tego rodzaju motywów w swojej sztuce, rzadko wynosząc gotowe dzieła za drzwi pracowni, by nie gorszyć krewnych, którym bliżej było do twierdzenia Axela, niż preferencji starej panny, cieszącej się swobodą i wolnościami tylko i wyłącznie ze względu na ojcowską wolę, zawiązaną w porozumieniu z nestorem. Być może wszyscy już zdążyli uwierzyć w smolisty ciężar klątwy, noszonej przez nią na ramionach. Żal było posyłać w jej kierunku młodych i odważnych dżentelmenów, jeśli mieliby oni skończyć jak Flavius i Ambrose, pochowani w ziemi pod eleganckim pomnikiem; niech zatem tworzy swoje obrazy i rzeźby, i projektuje różdżki, skoro to jedyna forma przydatności, jakiej mogli od niej oczekiwać.
- W takim razie jest pan tym, czego poszukiwałam - odpowiedziała zgodnie, przyjmując jego wytłumaczenie, rozszerzenie tajemnicy swego postrzegania sztuki i tego, co z nią związane. Było jeszcze za wcześnie na szafowanie wyrokami, jednakże póki co Axel okazywał się zadowalający, krył w sobie potencjał, który na płótnie mógł wyglądać doprawdy oszałamiająco. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pozwalając jej pamiętać, by nie uwzględniać na obrazie niczego przerażającego, będzie to dzieło, które wreszcie ukaże się oczom krewnych.
- Jeśli zdarzy się ku temu kolejna okazja, proszę mnie powiadomić. Chętnie obejrzę pana w tej roli na deskach opery - stwierdziła szczerze, z błyskiem w oku. Niewiele wiedziała o przeszłości i obecnej sytuacji Devereaux, nie miała pojęcia, jak bolesnym stał się jego upadek z piedestału sławy. Właściwie spodziewała się, że zawodowo nadal pozostawał związany z tańcem, nie kelnerowaniem czy zaglądaniem do cudzych kieszeni w poszukiwaniu finansowej ulgi. Na szczęście dziś nie zamierzała skąpić mu wynagrodzenia, a to mogło oznaczać, że antyki w siedzibie Ollivanderów były mniej lub bardziej bezpieczne.
Odczekała na powrót mężczyzny z łazienki, nie oceniając jego wyboru miejsca na przebranie, ani nie dociekając, czego mógł się wstydzić, zaszywając się za bezpieczeństwem drzwi niż zwykłym parawanem. Sama zajęła w tym czasie miejsce przy sztaludze i pochyliła się lekko nad kasetką pełną ołówków, wybierając sztywny grafit do pierwszego dyskretnego szkicu. Przy okazji naszykowała miększy wariant, mający posłużyć do pierwszego rozłożenia cieni na projekcie, zanim przejdzie do nakładania farb i nadawania całości prawdziwego charakteru. Opuszki zaczynały mrowić w nietłumionej ekscytacji. Odille czuła narastający w niej głód tworzenia, poddawała się mu, wręcz niecierpliwie oczekując ponownego pojawienia się Axela w pomieszczeniu, i odprowadziła go czujnym wzrokiem do sceny, którą dla niego przygotowała.
Z naturalną łatwością wtapiał się w snutą historię. Można by uwierzyć, że jego ciało naprawdę poddaje się nieuchronnej transformacji, natomiast wzrok i ekspresja szybko nabrały wyrazu, dla którego go tu zaprosiła. Serce Ollivanderówny zgubiło na ten widok kilka ekstatycznych uderzeń; obserwowała go przez chwilę, zanim podniosła się z krzesła i zbliżyła do niego, poprawiając kilka elementów stroju, tego, w jaki sposób pióra układały się wokół jego nóg i jak strzępy materiału zwisały z rękawów. - Teraz lepiej - zakomunikowała miękko, wracając do swojego stanowiska, i przy okazji sięgnęła po różdżkę, którą machnęła w kierunku gramofonu.
Jezioro Łabędzie, akt drugi, scena czternasta. Łagodne, nostalgiczne takty rozlały się w przestrzeni pracowni, w pewnym momencie nabierając ostrości, głębi, rozpaczy, wprowadzając do sekwencji powiew beznadziei. Lubiła ten moment, kiedy łagodność Odetty mieszała się z trucizną Rotbarta, a jeśli miałaby być ze sobą szczera, zawsze miała nadzieję, że w którymś z zakończeń biedna łabędzia księżniczka zrozumie, że zakochała się w czarnoksiężniku, nie tym skorym do poświęcenia księciu. Jak to o niej świadczyło? Oczywiście Odille nie przyznała się do tego przy kimkolwiek innym, poza ukochaną kuzynką, która stwierdziła, że biały i czarny łabędź powinny były wystrychnąć mężczyzn w sztuce na dudka i z przeklętego jeziora odejść razem.
Bez słowa pogrążyła się w szkicowaniu, wodząc wzrokiem między bryłami rozkładanymi na płótnie, a wcielonym w postać Axelem. - Proszę zdradzić mi o sobie jakiś sekret. Ciężki, nieprzyjemny - zaczęła cicho, skupiona, chcąc wykrzesać z niego jeszcze więcej bólu, jeszcze więcej dramatu, jeszcze więcej tęsknoty, niesprawiedliwości i samotności - nie dlatego, że zależało jej na poznaniu jego tajemnic, a dlatego, że pod maską cierpienia Zygrfryda poszukiwała autentyczności, mającej nadać obrazowi niezaprzeczalnie poruszającego charakteru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-12-2025, 23:24
Piękno znaczyło wiele, zwłaszcza dla kogoś z takiego miejsca jak Francja, gdzie przeplatało się tak wiele nurtów artystycznych, że piękno można było odnaleźć praktycznie wszędzie. Axel za czasów, kiedy nosił inne nazwisko był bardzo częstym gościem kulturalnych ośrodków Paryża, widywał arcydzieła wszelakiego kalibru i obywał się ze sztuką tak bardzo, że potrafił rozpoznać tysiące obrazów, podać tytuły setek utworów, czy chociażby wskazać, spod czyjego dłuta wyszła dana rzeźba.
Piękno tkwiło w szczegółach, w przekazie i w tym jak bardzo szarpało duszą odbiorcy, który wystawiony na działanie danej sztuki, było bombardowane jej wpływami. Mogły to być zmyślne motywy roślinne, sprężyste loki, gładka skora i krągłe usta, ale równie dobrze mogły to być potoki krwi i rozerwane ciała, sceny wprost z piekła i zakamarków ludzkiej wyobraźni, które przerażały.
Axel był ciekawy, jakim artysta okaże się młoda Ollivanderówna. Czy będzie do kolejna młoda dziewczyna, która żyła w swoje erze artystycznej, by potem zamienić ja na inną muzę? Lecz przestępując próg pracowni Axela uderzyło tak bardzo wiele szczegółów i wszystko wskazywało na to, że Odille nie była jedynie wrażliwa na estetyczne piękno. Oczekiwała emocji, tak trudnych i głębokich, że osoba bez doświadczenia ich na własnej skórze nie wiele mogłaby zdziałać. Axel poczuł dreszcz, kiedy wyjaśniała mu, do czego dąży i był pewny, że jeśli w roli Odetty osadzi Charlotte, to będzie mu trudno powstrzymać te wszystkie emocje.
- Mam taka nadzieję, panienko Odille. - Uśmiechnął się łagodnie. Nie robił sobie nadziei, chociaż chciałby, bo doskonale wiedział, że taki rodzaj pracy mógł przynieść mu nieźle profity ale i też pomoc mu w jakiś sposób stanąć na nogi. Przede wszystkim zrobiłby krok na przód w kierunku tego świata, który tak bardzo sobie upodobał. Ale sam fakt, że jego twarz zostanie utrwalona na płótnie stanowiła ogromne osiągnięcie, nawet jeśli obraz nie wyjdzie poza tą pracownię.
- Oczywiście, że dam znać. - Odparł z pewnością siebie w głosie. Bo taki dzień na pewno nadejdzie i będzie mógł z satysfakcją powiadomić niewielki krąg osób o tym wydarzeniu. Skupiony w tej chwili na procesie tworzenia i rozmowie o sztuce nie myślał nawet o tym, że wieczorem będzie musiał wrócić do Wiwerny i że mial na sumieniu niejedną kradzież. Przyszedł tutaj zapracować, zebrać pieniądze, które bez wyrzutów sumienia będzie mógł wydać na jedzenie.
Przebierając się w zaciszu łazienki powoli przechodził transformację. Tak jak robił to za każdym razem, kiedy przygotowywał się do występu, albo kiedy przybierał nowa maskę. Musiał się wyciszyć, zostać sam na sam, by zapomnieć, że jest tym, kim był. Musiał przybrać nowa twarz i wcielić się w rolę. Dziś był Zygfrydem, dziś stawał się księciem i właśnie złamano mu serce, wykorzystano i porzucono na pastwę klątwy. Musiał odnaleźć w sobie szarpiący ból, który tak bardzo dobrze znał, rozdrapać kilka blizn i pozwolić im krwawić. Ku uciesze Odille, by wstrzymała oddech na jego widok, by jej serce zabiło intensywniej i by na chwili myśli rozpierzchły się w zachwycie i artystycznym uniesieniu. Musiał być efektowny, musiał szokować i budzić emocje. Wtedy nie byłby sobą.
Trwał nieruchomo, kiedy Odille postanowiła podejść do niego i poprawić kilka mankamentów ubrania. Axel ani drgnął, zastygając w bezruchu, jego wzrok utkwiony w kierunku, gdzie umknęła zaklęta ukochana. Dotyk Odille początkowo nie sprawiał mu dyskomfortu, pozwalał jej na to, by poprawiała strój, by udoskonaliła jego pozycję. Drgnął w momencie, kiedy dłonie dziewczyny sięgnęły do jego rąk i poprawiając materiał rękawów odsłoniła poznaczone cieniutkimi bliznami nadgarstki tancerza. Axel przełknął ślinę, cicho westchnął i nie wypadał z roli, a wręcz przeciwnie, jego ekspresja jakby stała się bardziej rzeczywista, szczeka tancerza lekko zadrżała.
Muzyka przyniosła ukojenie, znajome dźwięki rozlały się po pomieszczeniu wypełniając umysł Devereaux spokojem. Lecz jego ciało i twarz pozostali niezmienione, w lodowych oczach błyszczało przerażenie, które narzucał sobie w aktorskim kunszcie. Cichy szmer rysika po płótnie wtapiał się w dzięki, trafiając co jakiś czas w rytm muzyki.
Po pewnym czasie muzykę zakłócił glos Odille, która zapragnęła dowiedzieć się czegoś o Axelu. Młody mężczyzna na chwile przymknął oczy, jakby zastanawiał się, co by usatysfakcjonowało młodą artystkę. Czy zdradzić jej cos prawdziwego, czy jednak uraczyć ją zmyślona historią. Wyczul, czego oczekuje, co chciała tym osiągnąć i przez chwile Axel błądził po wspomnieniach, tych ciężkich i nieprzyjemnych. Aż dotarł do momentu, kiedy w jego dawnym domu uniosły się krzyki płacz. Charlotte płakała, czepiając się jego rąk, próbując zatrzymać go i zabrać mu ubrania, które na oślep upychał w torbie. W progu stała matka, która łkała i blagala męża, by zmienił zdanie, a on celując w Axela rzucał kolejne zaklęcia, które miały go odciąć od dotychczasowego życia.
Twarz Axela drgnęła, w oczach stanęły łzy i a jego cale ciało zadrżało. Przywołane wspomnienia odbiły się na jego całej osobie tak wymowną dawką emocji, że aż on sam ledwo sobie radził z powstrzymaniem tej fali.
- K... kiedyś nazywałem się inaczej. - Wyszeptał przez zaciśnięte gardło. - Wyrzeknięto się mnie. - Dodał na granicy szeptu, hamując łzy. Atmosfera i muzyka grały na jego emocjach, co z jednej strony wywołało alarm w jego umyśle, by za bardzo się nie otwierał, lecz z drugiej był przekonany, że to mu pomoże być bardziej przekonujący i będzie mógł dać Odille to, czego oczekiwała, by kiedyś znów go wezwała do pracowni. Nie znał jej, a ona jego, ta wiedza niewiele mogla jej dać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
28-12-2025, 14:01
Podobało się jej brzmienie "panienki Odille" w jego ustach. Kontrast wyobrażenia Rotbarta z miękkością tych słów, a zarazem nawiązanie jej imienia do Jeziora Łabędziego, do czarnej siostry głównej bohaterki, tańczącej na sznurkach czarnoksiężnika, niosło w sobie zależność, która łaskotała artystyczne zmysły Ollivanderówny, gotowej zanurzyć się w świecie, który mieli dziś wspólnie stworzyć. Bycie modelem to niełatwa praca, odciskała na ciele wymagania bezruchu i męczyła mięśnie, za to od niego będzie zależeć, czy postać chodząca po głowie malarki znajdzie swoje odbicie w rzeczywistości. Okruch fantazji przeniesiony na jawę.
Axel Devereaux okazał się póki co człowiekiem na tyle kulturalnym, że poczuła się w jego towarzystwie dobrze i dość bezpiecznie, a to ważne, jeśli mieli spędzić ze sobą kilka nadchodzących wielkimi krokami godzin. Gładko wcielił się w swoją rolę, nie oponował, kiedy poprawiała na nim strój przygotowany dla zdradzonego księcia Zygfryda, nie marudził na niewygodę, tylko momentalnie sięgnął do pokładu swojej wrażliwości i zaczął szukać obrazów, na których jej zależało. Ból widoczny w jego oczach poruszał, dramaturgia gestu dłoni była dokładnie tym, czego Odille oczekiwała, więc bez wahania zajęła się kreśleniem pierwszych linii na płótnie, grafitem wyznaczając geometrię jego ciała. Co jakiś czas sprawdzała odległości, by wiernie zawrzeć je w pracy, zamiast zniekształcać jego naturalne i prawdziwe kształty; jej spojrzenie wędrowało od postury Axela do szkicu, raz na jakiś czas sięgała po gumkę, by zetrzeć nietrafione kąty i spróbować od nowa, zadowolona z cofnięcia się o krok, żeby potem wykonać dwa naprzód. Przy okazji delikatnymi, ledwo widocznymi pociągnięciami ołówka zaczynała definiować elegijny krajobraz, w którym utknęła jego interpretacja łabędziego księcia. Nogi Axela na jej szkicu były praktycznie niewidoczne, przemieniające się w chmurę piór zamoczonych w przeklętym jeziorze. Minął dłuższy moment, zanim Ollivanderówna sięgnęła do ostatniego ołówka i rysunek faktycznie przypominał porządną bazę dla obrazu. Liniatura jego twarzy została precyzyjnie naniesiona na płótno, grafit zawarł już tragizm jego spojrzenia, a muzyka otaczała ich pobudzającą zmysły bańką, miękko przechodząc do kolejnych utworów na płycie gramofonowej.
Odille niemal od razu zauważyła błysk łez w jego oczach, ale zamiast cierpliwie poczekać na jego opowieść, natychmiast sięgnęła do gumki i naniosła poprawkę na jego naszkicowane oczy, delikatnie wytartymi plamami budując wilgoć poruszenia, pasującego do sceny jak rdzeń do drewna różdżkowego. Oszczędnie wyjawił jej powód swojego smutku, tę niezaleczoną nadal ranę, której pokłosie mogła obserwować we wręcz makabrycznej wiwisekcji jego tajemnic. Ciekawe. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, nie przewidziała, że życie, które wiódł obecnie, miało okazać się konieczną alternatywą, nie pierwszym wyborem.
- Jeśli chce pan o tym opowiedzieć, - zaczęła łagodnie, cicho, z melancholią wpisaną w barwę głosu; wiedziała, że nie chciał, ale raz otwarty zgorzel powinien wydalić całą ropę, żeby ciało mogło zwalczyć infekcję i zacząć regenerację, - wysłucham - zapowiedziała, aksamit tego jednego słowa miał być balsamem na jątrzącą się ranę. Czasem wyjawienie na głos czegoś okropnego, przerażającego lub łamiącego mogło pomóc, Odille była jednak świadoma tego, że w duchu zachęcała go do tego, żeby zobaczyć jeszcze więcej cierpienia, które mogła odwzorować na obrazie. Nie była w tej chwili altruistyczna, zamiast przerwać pracę i rzeczywiście uspokoić drżące serce Devereaux, sięgnęła po słoiczki farb i zaczęła mieszać je ze sobą na palecie, patrząc na niego przy tym jak na coś wyjątkowego, coś, od czego trudno oderwać wzrok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
11-01-2026, 19:56
Ogłada Axela wynikała z wieloletnich starań jego matki, by Axel wyrósł na dżentelmena, który wśród salonowych bywalców nie miałby sobie równych. Jego brat nigdy nie dorastał mu do pięt popełniając co rusz liczne faux pas towarzyskie. To on był na językach towarzystwa, lecz w ten pozytywny sposób, podziwiano go i ojciec ku swojemu zdziwieniu otrzymywał wiele ofert ożenku dla Axela. Lecz on sam nigdy nie był tym zainteresowany zakochany tylko w tańcu. A jak na złość, żadna z zauroczonych panien nie potrafiła nic tańczyć ponad podstawę tańców towarzyskich, co dla Axela było niewystarczające. Był przede wszystkim za młody na myślenie o ustatkowaniu się, a jego gusta były bardzo różnorodne i jak większość tancerzy, oglądał się często nie tylko za ładnymi koleżankami ze szkoły baletowej.
Praca modela nie była zbyt przyjemna, a na pewno nie była wygodna. Lata treningów w pewien sposób zahartowały ciało Axela, ból i dyskomfort były codziennością. Wielu się wydawało, że trening tancerza to po prostu taniec, a tak naprawdę to było trenowanie mięśni i stawów do konkretnych ruchów, hartowanie ciała, by było niezawodne, a to kosztowało wiele czasu i cierpienia. Dlatego tez Axel wydawał się być niewzruszony tym, że musiał klęczeć w niewygodnej pozycji i myślami wyraźnie był gdzie indziej, niż przy tym, że mięsień uda rozciąga się po granice swoich możliwości a wyciągnięta ręką naciąga mięśnie brzucha. Wytrzymałość Francuza mogłaby imponować, choć dla niego był to typowy, sceniczny wysiłek. Bo gdyby był solistą, zapewnię byłby szczęśliwszy, ale jako statysta często właśnie utrzymywał figurę przez kilka minut, by widza nie rozpraszać.
Milczał, słysząc poza muzyką jak Odille gorliwie pracuje, szmer sunącego po płótnie grafitu docierał do niego a od co jakiś czas zerkając w jej stronę dostrzegał skupienie. Kilka wstępnych poprawek musiało spełnić oczekiwania malarki, gdyż juz więcej go nie poprawiała. Co jakiś czas pozwalał sobie na niewielki ruch, by nie pozwolić mięśniom odrętwieć, ale zaraz wracał do konkretnego ułożenia palców, głowy i ciała. Był żywym modelem, więc należało uwzględnić to, że musiał chociażby oddychać. Cierpliwie trwał, przytłoczony odrobina wspomnień, a myśli tancerza wściekle próbowały omijać drażliwe tematy. Chociaż sam Axel wiedział, że dla oddania rozpaczy i smutku, było to właśnie to, czego teraz potrzebował.
I tak, z pozoru niewinna rozmowa dotknęła tej jednej rany na jego duszy, która wydawała się niemożliwa do zagojenia.
Odille wykorzystała ten przebłysk wzruszenia, który dopadł Axela, kiedy tylko pomyślał o tym, co było dla niego nieprzyjemne i co ukrywał przed praktycznie wszystkimi, których aktualnie znał. Dziewczyna była ciekawa tego co go spotkało, pozostawila mu otwarta furtkę, chciała go wysłuchać. A Axel westchnął wahając się, lecz co taka osoba jak Olivanderówna mogłaby zrobić z tą informacją?
- Obiecuje mi panienka, że ten sekret pozostanie miedzy nami i nie opuści na panienki ustach tego miejsca? - Nie było to naiwne pytanie, bo Axel akurat naiwnością się raczej nie charakteryzował. Było to raczej wyzwanie, tak jakby dzieląc się z dziewczyna swoją tajemnicą, dawał jej coś, o czym nikt tutaj nie słyszał.
Słyszał miękkość w jej słowach, chciała go wysłuchać i mial wrażenie, jakby to miało go właśnie uzdrowić, pozwolić iść dalej i przestać rozwodzić się na tym, co juz dawno minęło. Czasu juz nie odwróci, a to co się stało, juz się nie odstanie.
- Mieszkałem w Paryżu, mialem młodszego brata i siostrę. Byłem najstarszy, a przy tym byłem największym rozczarowaniem. Bo to, jaki jestem, kim chciałem być, nie wpisywało się w schemat dziedzica, który miał prowadzić rodzinę ku następnym pokoleniom. Moją pasja był balet i niczego poza tym nie widziałem. - Zaczął opowieść nie wdając się w szczegóły. Czuł, że jego dawne nazwisko staje mu kółkiem w gardle i nie jest w stanie przepchnąć jego brzmienia dalej.
- I nic nie wskazywało na to, że się zmienię. A na dodatek nie skończyłem szkoły, chociaż zabrakło dosłownie kilku miesięcy. - Ten błąd życiowy akurat bolał Axela i gdyby mógł cofnąć czas, dołożyłby starań aby jednak otrzymać dyplom Beauxbatons. - To przelało szalę goryczy i zostałem bez nazwiska, bez domu i bez perspektyw. - I każde bez coraz bardziej łamało głos tancerza, lecz daleko było mu do rozklejenia się. Był wolny, miał wciąż perspektywy, tylko tak naprawdę musiał pracować od nowa i kilkanaście razy ciężej niż wtedy, kiedy żył w Paryżu.
Przeniósł spojrzenie na Odille, a w tej jego rozpaczy i bólu, jaki można było w nim dostrzec była również pewnego rodzaju siła. On się nie poddawał, dryfował na powierzchni i z całych sil nie walczył tylko o przetrwanie, ale walczył o spełnienie, by nie zatracić tego, co kochał najbardziej. Zimne oczy tancerza wydawały się w pewien sposób rozpalone, jakby smutek i rozpacz dodawały mu sił, by się po prostu nie poddać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:00
Parasol ochronny w postaci poszukiwanej przez niego obietnicy nie dziwił, dobrze, że upewniał się, iż słowa nie opuszczą pracowni. Z chronieniem swej prywatności musiał jej zaufać, ponieważ zwykłe podarowane mu słowo nie zastąpi przysięgi wieczystej, a tej nie zamierzała składać, nie w tak błahej kwestii. To przecież miecz obosieczny. Dorastając, wyobrażała sobie dziesiątki sposobów, dzięki którym można by obrócić to na swoją korzyść. Nigdy żadnego nie wcieliłaby w życie, jednakże swego czasu spędzała długie chwile na roztrząsaniu idei tyleż intrygujących, co niepokojących zarazem, a przekucie przysięgi wieczystej w ostrze uderzające w plecy należało właśnie do jednej z nich. Owe predyspozycje pozostały w niej do dziś, na szczęście bezpiecznie zamknięte w ramach obrazów i sylwetkach rzeźb, w których błękitnokrwista zawierała myśli zbyt gorszące, by ujrzeć blask światła dnia. Zresztą - komu miałaby opowiedzieć o tajemnicach Axela? Jeśli nie pochodził z rodziny Gregorovitchów, a sądząc po jego akcencie tak nie było, nie zainteresowałaby żadnego Ollivandera rewelacjami na temat jego przeszłości.
- Obiecuję, naturalnie - zgodziła się, nieustannie nanosząc przy tym grafitem podwaliny szkicu na płótno, gdzie niebawem miała nadzieję rozpocząć proces nakładania farby. Do tego potrzebowała odpowiedniej bazy, dlatego nie spieszyła się, tylko pozwoliła sobie na precyzyjne i wyważone rozrysowywanie anatomii, delikatnego zarysu tła oraz przede wszystkim ekspresji, która miała stać się punktem kulminacyjnym całego dzieła. Im mniej potknięć miała popełnić na tym etapie, tym większa szansa na zadowolenie w kolejnych. - Nie jest moją przyjemnością wydawanie cudzych sekretów, szczególnie jeśli są one tak ciężkie na ramionach właściciela - uzupełniła, bo nie było sensu kryć, iż wrażliwe artystycznie oko bez trudu wychwyciło błysk łez oraz napięcie szarpiące za mięśnie jego ciała, inne, niż fatyga związana z podtrzymywaniem jednej i tej samej pozycji przez dłużące się minuty.
Muzyka dobiegająca z gramofonu musiała być istotą rozumną, ponieważ przygasła, rozlewając po pracowni miękkie i nostalgiczne dźwięki, sprzyjające zanurzeniu się we wspomnieniach i otwieraniu starych ran, co Axel niebawem uczynił. Paryż nie był nowiną zaskakującą, tyle dało się wydedukować po sposobie wypowiadania niektórych zgłosek, charakterystycznym dla osób przez wiele lat mówiących po francusku. Taniec także nie szokował, Devereaux wyjawił jej wcześniej, że zajmował się tym zawodowo, jedyny szkopuł tkwił jak widać w rodzinnym odbiorze tych zainteresowań. Tych planów na życie, niepochwalanych zapewne przez ojca, bo gdyby sprawa tyczyła się kogokolwiek innego, nie można by mówić o wyrzeczeniu. Żadna matka, jak sądziła Odille, nie byłaby do tego zdolna.
Nie przerywała mu, razem pozwolili goryczy ostatnich słów zawisnąć w powietrzu, wypełnić powietrze duszącą aurą zgryzoty, zrezygnowania i bezsilności, ale i tęsknoty za tym, co bezpowrotnie odeszło. Ollivanderówna oderwała wzrok od obrazu i przeniosła go na Axela, ogromnie wdzięczna przeznaczeniu za to, że właściwie nie znała uczuć, o których opowiadał. Flavius porzucił ją tylko dlatego, że został jej bestialsko odebrany szponami losu, Ambrose okazał się niefortunną ofiarą klątwy, którą wmawiała sobie ustami ciotek, nie wiedziała jednak, jak to jest, być prawdziwie samemu na świecie. To musiało rozdzierać. Niszczyć. Tłamsić, drapać o kiście płuc, wżynać się za mostek, deptać serce, które nagle przestawało bić dla kogoś, zmuszone od teraz bić dla samego siebie.
- Bardzo mi przykro, że pana to spotkało - przyznała po dłuższej chwili, smutna miękkość głosu melancholijnie wpasowała się w takty muzyki Czajkowskiego. Axel nie odgrywał już postaci, nie pastwiła się więc nad nim tak, jak wcześniej z satysfakcją mówiła o cierpieniu księcia Zygfryda z ręki poszukującej wolności za wszelką cenę Odetty. - I żałuję, że nie mogę podarować panu słów mniej pustych i wyświechtanych, niż dowód współczucia. Nie zachęcę też pana do tego, by znalazł pan w swoim położeniu radość z nowego początku, skoro nie był to pana wybór - znów sięgnęła po ołówek, kreśląc kilka ostatnich linii, po których jej spojrzenie co kilka sekund wędrowało od szkicu do nadal pozującego Devereaux, upewniając się o wierności oddanych przez nią kształtów. - Za to mam nadzieję, że przynajmniej nasza współpraca przerodzi się dla pana w dłuższą perspektywę - niebezpośrednio dała mu znać, że pozostaje zadowolona z postępujących efektów prac. Jeśli dojdzie do następnych spotkań i one również okażą się owocne, z chęcią przywitałaby go w atelier jako regularnego modela. - Ludzie najmocniej cierpiący często okazują się najbardziej intrygujący - pokrzepiła go zgodnie z własnym postrzeganiem świata. Może dlatego ciągnęło ją do Wulfrika, aczkolwiek zadurzyła się w nim jeszcze jako nastolatka, kiedy nie nosił na ramionach brzemienia żałoby po żonie, którą nie była Odille Ollivander. - Proponuję krótką przerwę na herbatę, zanim przejdę do nakładania farb - wskazała na pobliski stolik, na którym w mig pojawił się sprowadzony skrzacią magią imbryk z filiżanką naparu. Mimo to sama nie wstała z miejsca, nie oderwała się od pracy; zaczęła mieszać na palecie dominujące barwy, by móc za kilka minut zacząć nakładać je na płótno.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.