• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Essex, Chelmsford, Dworek Ollivanderów > Pokój Odille
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-11-2025, 19:06

Pokój Odille
Panuje tu spokój i zadbany porządek. Złocone kandelabry oświetlają pokój ciepłym blaskiem, a ich światło odbijało się od tafli dużych, zdobionych luster. W głębi sypialni stoi przestronne łóżko o dużym, drewnianym wezgłowiu, obite miękkimi materiałami w odcieniach perłowej szarości. Zasłony stworzone z ciężkiego jedwabiu zazwyczaj przysłaniają okna i tłumią blask światła dziennego. Przy oknie stoi ornamentalne biurko, na którym leżą książki, papeterie i pióro. Przed łóżkiem, przy welurowym podnóżku, czeka wygodna kanapa, która doskonale nadaje się do odpoczynku. Czasem, przechadzając się korytarzem, można usłyszeć dobiegającą z pokoju muzykę klasyczną, dobiegającą z magicznego gramofonu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
26-11-2025, 09:35
03 marca 1962

Tej nocy przyśnił się jej Ambrose. Jego blada twarz, purpurowe cienie pod oczami, mętne, pokryte osnową śmierci tęczówki, przywodzące na myśl mleczne szkło. Otwierał usta, poruszał nimi, mówił coś do niej, jednak Odille nie umiała go usłyszeć; próby wytężenia słuchu obracały się w niwecz, mogła jedynie patrzeć na wyraz zrezygnowanej frustracji odbitej w mięśniach mimicznych i czuć na języku gorycz własnego wstydu. Za życia nigdy tak naprawdę go nie słuchała. Uprzejma, lecz zdystansowana, nie chciała go poznać, przeświadczona o tym, że spoczywająca na niej klątwa prędzej czy później uderzy w niego zniszczeniem; łatwiej było odcinać się od młodego Shacklebolta, niż później drzeć swoje serce na pasma tęsknoty i żalu - jak po Flaviusie. Może gdyby było inaczej, słowa, które wypowiadał do niej w onirycznym dominium nabrałyby melodii...
Obudziła się z wyrzutem wobec samej siebie, a kiedy spróbowała stanąć na nogi, napadła ją słabość. Odille zatoczyła się, czując w swoich skroniach nieprzyjemne łupanie. Nie był to pierwszy raz, ale pierwszy raz prawie straciła równowagę i wreszcie zaniepokoiła się dolegliwościami, które każdego dnia wyciągały łapska po więcej z niej całej. Zachorowała? Być może, ostatnimi czasy nie czuła się najlepiej, zdecydowanie bardziej skora do przemęczenia, bywało też, że serce w jej piersi zaczynało galopować bez powodu, mimo że nie dręczyło jej żadne zagrożenie. Wcześniej skrupulatnie ignorowała drobne zdrowotne potknięcia, dziś jednak pojęła, jak trudno jest jej w ogóle wstać z łóżka, i wsunęła się z powrotem pod bezpieczne pielesze, skrywając powieki pod dłonią. Świat nadal migotał feerią kolorów, nadal obracał się we frenetycznym tańcu, więc zamiast rozpocząć dzień, zadzwoniła magicznym bezdźwięcznym dzwoneczkiem po pokojową, która przyniosła jej pergamin i atrament. Rodziców - czy raczej matkę, Octavius zapewne nie wyszedł jeszcze z pracowni - miała poinformować, że Odille nie stawi się na śniadaniu, choć zazwyczaj nie lubiła rezygnować z rodzinnych spotkań przy stole. Wynurzenia ciotek i kuzynek miały w sobie niezaprzeczalną nutę romantyzmu przeplatanego z pewnością siebie i kobiecą przebiegłością, napawając ją rozbawieniem. 
List do Moiry Sanderson dotarł we wczesnych godzinach porannych. Sławna w medycznym świecie naukowczyni siłą rzeczy stała się godną zaufania uzdrowicielką, operując różdżką, która wyszła spod pióra Ollivanderówny - doskonale pamiętała, że ojciec opatrzył projekt w drzewo jodłowe oraz włos z ogona testrala, a klasyczna, geometryczna forma podkreślała beznamiętny charakter nowej właścicielki. Chłodny, dystyngowany, metodyczny, a zarazem paradoksalnie bezpieczny. Gdyby tamtego dnia, zaledwie rok temu, nie spotkały się w sklepie na Pokątnej, Odille zwróciłaby się dziś do kogoś innego, można więc było to uznać za swego rodzaju wyrok losu.
Matka odwiedziła ją chwilę temu, z troską przykładając dłoń do czoła najmłodszej córki, poniekąd uspokojona nazwiskiem magimedyczki, która przyjęła zaproszenie do dworku. Pokojowa poprowadziła Moirę na piętro aż do pokoju czarownicy, gdzie Odille nadal tkwiła w łóżku, półsiedząc, oparta o wezgłowie. Aksamit kasztanowych włosów miękko spływał na ramiona i plątał się na schludnie rozłożonej pościeli, ciemnoszmaragdowy szlafrok z welwetu przykrywał koszulę nocną. Wyglądała na bladą, niewyspaną, zaś jej wargom brakowało zazwyczaj różanego koloru.
- Pani Sanderson - zwróciła się do niej na powitanie i wyprostowała ramiona. Nie było to położenie, z którego Ollivanderówna byłaby dumna. - Proszę wybaczyć mi te okoliczności. Nie powinnam podejmować pani w taki sposób, ale... przyznaję, dziś trudno mi wstać z łóżka - usprawiedliwiła się. Nie było to spotkanie stricte towarzyskie, nie wymagało elegancji czy wystawnego poczęstunku, jednak Odille była sfrustrowana tym, że nie zdołała dotrzeć choćby do salonu; cóż, może to i lepiej? Nie chciała niepokoić krewnych ani narazić się na wychwytujące każde słowo uszy młodszych kuzynek. - I dziękuję, że zjawiła się pani tak szybko - dodała, lustrując czarownicę spojrzeniem. Jak zawsze prezentowała się nienagannie, elegancka szata podkreślała naturalne, wręcz posągowe kształty sylwetki, a starannie ułożone włosy hołdowały kobiecej precyzji. - Kawy, herbaty? - zaproponowała, gotowa sięgnąć po dzwoneczek, który sprowadziłby służącą z powrotem. Przynajmniej tyle mogła zrobić, by zadbać o należytą gościnność, tym bardziej, że godzina nadal pozostawała wczesna, często domagająca się dodatkowej dawki energii. -  Niestety zaraz po przebudzeniu zawiodło mnie własne ciało. Przy próbie wstania poczułam zawroty głowy i słabość, które trwają do teraz - przeszła do sedna, absolutnie i niezaprzeczalnie pewna, iż Sanderson wynajdzie szybkie remedium na jej dolegliwości. Kto, jeśli nie kobieta o jej mądrości, przenikliwości i doświadczeniu?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
08-12-2025, 16:18
Były nazwiska, którym się nie odmawiało. Były pieniądze, których się nie odrzucało.
Były miłe dziewczyny o niekwestionowanym talencie. I była Moria Sanderson, posiadaczka różdżki spod ich projektu.
Poprzednia różdżka magichirurg odmówiła współpracy, co nie powinno dziwić – w jej życiu zaszły wtedy bowiem ogromne zmiany. Osobowość blondynki wystawiona została na próbę ognia, a kiedy tą przetrwała – potrzebowała do współpracy zupełnie innych narzędzi. Fantazyjny design różdżki znanej jej od dzieciństwa, wymieniono na proste, geometryczne kształty, wpasowując się w posągowy wizerunek konkretnej kobiety. Różdżka była sztywna, ale nie bardzo sztywna jak wcześniej. Nosiła wymagający rdzeń, ale sama Sanderson również nie należała do łatwych w okiełznaniu i łagodnych w podejściu. Chyba znalazły z różdżką wspólny język. Język spokoju, zdecydowania i profesjonalizmu.
Chyba i tak nie zawierzyłaby w tej kwestii nikomu poza wprawionym Olivanderom.
Do ich dworku przybywa siecią Fiuu. Sowa wcześniej przyniosła tu obietnicę pojawienia się w umówionym miejscu we własnej skórze. Sanderson podsumowała dopiero luty – dość owocny miesiąc w naukowej karierze i chociaż dzisiejszy poranek poświęcić miała na kontakt z synem – z pewną ulgą przyjęła możliwość wyrwania się na krótką chwilę z murów mieszkania w kamienicy. Pewnie nie była idealną matką, nigdy nią też nie będzie.
Mogła być za to niemal idealną uzdrowicielką.
Wchodzi do pokoju urbana w ciemnoszmaragdowy komplet, pasujący do jej ulubionego kamienia – osadzonego we wciąż noszonym pierścionku zaręczynowym.
Możnaby powiedzieć, że pasuje też do szlafroku Odille – nawet jeżeli charakter tego ubioru pozostaje zgoła inny. Nawet jeżeli jedna z nich wygląda na znacznie bardziej chorą, znacznie bardziej bladą.
– Panno Ollivander – wita, podchodząc do łóżka. W nogach układa medyczną torbę – zaopatrzoną w mikstury podawane najczęściej już w trakcie wizyty, jeżeli nie zachodziły ku temu żadne przeciwskazania. Jest gotowa wykonać typowe badania pierwszego kontaktu, chociaż widząc twarz dziewczęcia i jej wyjątkowo pobladłe usta – przeczuwa z czym może mieć dziś do czynienia. Nie szuka daleko – w pierwszej kolejności łapiąc się myśli o dolegliwościach najpopularniejszych, najmniej groźnych dla życia czarodziejki. – Proszę nie marnować sił na przeprosiny. Przyjęła mnie panna w taki sposób, w jaki pozwoliło zdrowie, a przyznać muszę, że wygląda panienka dziś nadzwyczaj blado.
Wyjęta z torebki różdżka ląduje w dłoni Sanderson, kiedy ta staje nad sylwetką młodej dziewczyny.
– Usiądę na krawędzi, dobrze? – dopytuje. Odille nie była już nastolatką – niektórzy nazwaliby ją nawet panną nie pierwszej młodości; Moira nie umie jednak uciec wrażeniu, że obcuje z dziewczęciem. Gdy siedzi tu nieumalowana i blada wydaje się krucha jak dziecko. Magichirurg woli dopytać o każdy swój ruch – byle nie rozbić jej delikatnej konstrukcji. Siada więc, a potem wysłuchuje kolejnych słów pacjentki. Kiwa głową na jej propzycję. – Napijemy się herbaty kiedy już dojdziemy co pannie dolega. Moja przyjemność nie może odwlec twojej ulgi, panno Ollivander.
Siedząc z kobietą twarzą w twarz widzi już blade śluzówki. Odkłada różdżkę na kolana, by wyciągnąć dłonie przed siebie. Zbada ją najpierw w klasyczny sposób. Dezynfekuje dłonie środkiem wyjętym z rozpiętej, medycznej torby.
– Dotknę panny twarzy. Proszę na chwilę nie mówić nic i otworzyć usta szeroko. Chciałabym obejrzeć pani dziąsła… – a potem opiera dłonie na jej policzkach, przekrzywiając szczękę i odginając jej usta w odpowiedni sposób. Delikatnie, subtelnie, nie chcąc przecież przyczynić się do uszkodzenia delikatnej warstwy spierzchniętych warg. Widok który zastaje jest tym, którego się spodziewa. Odsuwa więc dłonie od jej twarzy, by umieścić dwa palce na szyi - odpowiednio na wysokości tętnicy. – Czy czuje się panienka bardziej senna, za razem nie mogąc zasnąć snem dającym odpowiednie ukojenie? Ma panienka trudności z zebraniem myśli? – dopytuje. – Muszę zapytać też co jadła panienka dzień wcześniej. Jakieś alergie? Czy doznała panienka ostatnio uszkodzeń ciała?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
11-12-2025, 11:08
Widok ubioru czarownicy sprowokował cień uśmiechu zaplątany w kącikach ust. Mimowolnie dopasowały się do siebie nawzajem, jedna hołdująca wysokiej codziennej elegancji, druga prezentująca modę buduarową; były dwoma spoglądającymi ku sobie biegunami, różnymi, a jednak zaskakująco podobnymi. To, co jeszcze wyraźnie je odróżniało, to włosy. Odille zazdrościła Moirze ich barwy, złotej jak łany pszenicy albo blask z wolna zachodzącego słońca. Blond krył w sobie subtelność, której nigdy nie odnalazła w kasztanie swoich loków, bo pamiętała, jak w dzieciństwie brat stwierdził, że zardzewiała od czubka głowy. Długo wylewała wtedy łzy w maminą sukienkę, prosząc, żeby Victoria zaklęciem zmieniła barwę w inną, lecz matka odmówiła, twierdząc, że córka powinna przyzwyczaić się do swojego wizerunku i przekuć go w swoją siłę, zamiast narzekać i poddawać się niezbyt rezolutnej opinii brata.
Westchnęła cicho, godząc się w ten sposób z komentarzem Sanderson co do swojej bladości. Fakt, rzeczywiście tak było - skóra była jaśniejsza i bardziej wypłowiała niż pergamin, usta pozbawione naturalnego koloru, nawet płytki paznokci wyglądały inaczej niż zwykle. Odwiedzająca ją chwilę wcześniej matka wydała się tym szczerze zaniepokojona, chwaląc pomysł napisania listu akurat do Moiry, cenionej przez Victorię za dokonania naukowe oraz samodzielność objętą po śmierci męża.
- Oczywiście - odpowiedziała cicho na pytanie kobiety, rozważyła też szybko, czy powinna nieco się przesunąć, by zrobić jej więcej miejsca, ale kiedy tylko jej kończyny poruszyły się o kilka cali, znów poczuła nieznośne zawroty głowy i zaniechała pomysłu. Materac na szczęście był zresztą na tyle przestronny, że Sanderson znalazła miejsce bez problemu, co Odille przyjęła z ulgą. Nie lubiła być niegościnna, zaś z drugiej strony fotel ustawiony koło łóżka chyba nie zezwoliłby na przeprowadzenie rzetelnego badania, odległość byłaby zbyt duża. - Zatem w ramach uczczenia rozwikłania tajemnicy pozwolę sobie zaproponować też tartę cytrynową do herbaty. Nie uznaję poglądów, jakoby tarty cytrynowe o poranku były złym pomysłem - stwierdziła, choć na samą myśl o jedzeniu jej żołądek zacisnął się niechętnie. Póki błędnik tańczył z otaczającym ją powietrzem, nie przełknęłaby ani kęsa.
Wzrok śledził każdy ruch uzdrowicielki, patrzyła, jak Sanderson dezynfekuje dłonie, smukłe i zadbane, które potem zbliżyła do jej głowy. To, że Moira tłumaczyła swoje zamiary krok po kroku okazało się uspokajające, Odille czuła się lepiej, wiedząc, co za moment nastąpi, niż gdyby miała snuć w swojej głowie tysiące krwiożerczych domysłów. Ale dziąsła? Ollivanderówna zmarszczyła lekko brwi, zaskoczona, mimo czego posłusznie rozchyliła wargi, gdy poczuła na nich delikatne palce czarownicy. Dotyk był lekki jak ptasie pióro, pełen szacunku, nie przekraczał ani jednej granicy, co podobno nie zawsze miało miejsce przy innych medykach, tym bardziej doceniała swój dzisiejszy wybór. Pytania następujące po badaniu, opatrzone opuszkami przyłożonymi do szyi, powoli rozbudzały jej zaśniedziały od choroby rozum.
- Bezsenność towarzyszy mi już od dłuższego czasu - zgodziła się. - W zasadzie od śmierci mojego pierwszego narzeczonego, Flaviusa Prewetta, nachodzi mnie falami. Męczy, niweczy odpoczynek, by po chwili zniknąć na kilka dni, góra tygodni, i pozwolić wierzyć, że już nie wróci. Niestety zawsze wraca - pozwoliła sobie na szczerość, o której zwykle nie mówiła. Wiedziała o tym jedynie jej droga kuzynka, choć Odille przezornie nie wspominała o tragicznie zmarłym narzeczonym, spodziewając się rodzaju reakcji, który by na to nastąpił. - Natomiast co do myśli... Tak, sądzę, że tak. Ostatnio płyną wolniej, jakby ktoś zanurzył je w syropie - uniosła dłoń do skroni, by pomasować skórę i naciskiem spróbować przepędzić ból, który dziś jej towarzyszył. Przed przybyciem Moiry nie chciała korzystać z żadnych medykamentów, żeby nie zaburzyć medycznego wywiadu i późniejszej diagnozy. W kwestii alergii i uszkodzeń pokręciła przecząco głową, usiłując przypomnieć sobie menu poprzedniego dnia. - O ile dobrze pamiętam, na śniadanie zjadłam owsiankę i tost z masłem i dżemem morelowym. Na obiad odrobinę konsomé cielęcego na przystawkę, i pieczonego łososia z cytryną i koperkiem, z ziemniaczanym puree, a na kolację... chyba małą sałatkę. Cokolwiek z mojego jedzenia może być za to odpowiedzialne? - zapytała niepewnie. Stan jej zdrowia marniał z tygodnia na tydzień, wcześniej nie zakładała, że mogło być to spowodowane dietą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
17-12-2025, 10:50
Przeprowadza przegląd młodej kobiety z należytą starannością – zauważa ewidentne objawy osłabienia, być może niedotlenienia, być może anemii. Uśmiecha się nawet nieznacznie na propozycję tarty cytrynowej – nie dlatego, że ta wydaje jej się miła, a dlatego, że być może wpasowuje się w koncepcję niewłaściwej diety młodej kobiety. Szczupłej, niemal chudej – proponującej ciasto jako pierwszy posiłek tego dnia.
– Dręczą pannę koszmary? – dopytuje. Lekki sen sprzyjał nocnym marom. Lekki sen oznaczał odpoczynek dający mało wytchnienia, ale Sanderson nie dopatruje się przyczyny problemów Ollivanderówny w tej dobrze znanej, niemal wdowiej melancholii. Oczywistym było, że by organizm funkcjonował dobrze, musiał pozostawać odpowiednio wypoczęty, a brak odpowiedniego szacunku do cyklu dnia i nocy był dla Sanderson czymś na tyle dobrze znanym, by łatwo znalazła lekarstwo na jego skutki. – Wiem, że nie to chciałaby panienka usłyszeć, ale to normalne. Każdy przeżywa żałobę inaczej – u niektórych pogodzenie przychodzi po tygodniu, inni zaś przeżywają je latami. Zapiszę pani receptę na odpowiednie specyfiki, byle wyzdrowiała mogąc spać spokojnie, ale nie wynaleziono lekarstwa na ten typ bezsenności. Nie innego niż czas.
To przecież wyjątkowo osobiste dla ich obu. Sanderson nigdy nie przestanie myśleć o zmarłym mężu, chociaż myśli te nie są dla niej pewnie tak drażniące jak gwarantujące bezsenność upiory Odille.
– Pytam o uszkodzenia ciała, bo łącząc to z innymi objawami, mogłabym wysnuć pewną diagnozę – doprecyzowuje tylko. Nie ma jednak zamiaru kroić jej tylko po to, by obserwować proces gojenia i konsystencję jej krwi. Poradzą sobie przecież w inny sposób. – Proszę przypomnieć sobie swoją ostatnią miesiączkę. Była intensywniejsza niż zwykle? Ile dni temu? – dopytuje bez pardonu. Wie, że dla dziewcząt z takich domów i jeszcze przed ślubem temat nie był pewnie otwarcie omawiany. Nie podejrzewa Ollivander o ciążę, doskonale świadoma jak nieeleganckim byłoby to pytanie, w tych warunkach, w jej rodzinnym domu. Nie była w końcu mężatką.
– O jedzenie pytam zaś dlatego, by możliwie wykluczyć zatrucie. W teorii nie jadła panna niczego ryzykownego, ale gdy wykonam odpowiednie zaklęcie, a panna nie poczuje się lepiej – będę wiedziała, że to nie kwestia wczorajszego jedzenia – tłumaczy cierpliwie. Sanderson ma wyjątkowo dużo cierpliwości do pacjentów – niekiedy przeciwnie do pracowników czy bliskich. Z wiekiem wychodzi jej to jednak łatwiej, jakby nauczyła się formuł tych zwyczajnie na pamięć. – Digestio Sana – wykonuje dobrze znany ruch różdżką, celując w górną część brzucha Odille. Strumień czaru wnika w ciało. Czy da jej ulgę? – Czy czuje się panna lepiej?
Obserwuje ją uważnie.

Udane zaklęcie
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
17-12-2025, 16:33
Z nozdrzy uleciał ciężar cichego westchnienia, zmęczenie oprószyło żyły jeszcze większym popiołem, kiedy wróciła pamięcią do wachlarza bezsennych nocy, spędzonych w łóżku nad książką, w wyciszonym pokoju muzycznym albo pracowni artystycznej, mając nadzieję, że jeśli wyda ostatnie siły na kreatywność, powieki w końcu staną się dość ciężkie, a umysł dość letargiczny, żeby sen nareszcie ją znalazł. Ku jej utrapieniu z reguły bywało odwrotnie.
- Niestety - przyznała nostalgicznie, unosząc dłoń, żeby pomasować skroń opuszkami palców. Miała wrażenie, jakoby wokół jej głowy zaciskała się obręcz, którą ktoś co rusz zamykał na ciaśniejszy zatrzask. - Uznaję je za swego rodzaju karę, którą muszę ponieść, dlatego nie sięgnęłam do tej pory po żaden eliksir, mogący je wyciszyć - kontynuowała. Przy Flaviusie jej wina wynikała tylko - lub aż - z klątwy, jednak Ambrose, wpatrzony w nią ciepłymi oczami, otrzymał od Odille niewiele więcej ponad chłodną uprzejmość. Nie próbowała go poznać, nie była go ciekawa, skazała go za życia, podświadomie czując, że podzieli los swojego poprzednika. Przeczuwała kolejną śmierć, a jednak nie zrobiła nic, by w ostatnich miesiącach życia Shacklebolt był szczęśliwy, nie nakarmiła go choćby fałszem wizji ich wspólnej przyszłości, czułej i szczęśliwej. Pozwoliła mu umrzeć z wiedzą, że był jej obojętny. Dlatego do tej pory nie przemówił do niej w snach, czy raczej próbował, a ona nie słyszała jego głosu. - Czy istnieje szansa na to, żeby organizm regenerował się niezależnie od umysłu? - spytała poważnie, patrząc na Moirę, gdy ta wspomniała o medykamentach. - Jeśli to moja pokuta, zamierzam ją znieść. Z tego powodu nie chciałabym... pozbywać się tych snów, nawet jeżeli wiązałoby się to z niemożliwością zbudzenia się z nich przedwcześnie - zadeklarowała spokojnie, nie zważając na podejście Sanderson do jej tragicznego heroizmu. Nie przejmowała się potencjalnie negatywną opinią magomedyczki o niej samej, nie oczekiwała też sztucznego podniesienia na duchu, jedynie chciała wiedzieć, czy mogły pogodzić regenerację ciała z dręczeniem umysłu.
Temat miesięcznego krwawienia spowodował, że policzki Odille zapłonęły. Drgnęła lekko na łóżku, niby poprawiając swoją pozycję, choć tak naprawdę próbowała pozbyć się momentalnego dyskomfortu; nieważne, że miała przed sobą kobietę pytającą o to z medycznego punktu widzenia, a spowiedź była zaledwie wywiadem uzdrowicielskim, nie koleżeńską wymianą doświadczeń czy rad.
- Ja... Cóż. Od pewnego czasu są bardziej dokuczliwe - przyznała sztywno, a kiedy zrozumiała, że jej ramiona są równie sztywne, poruszyła nimi, żeby pozbyć się tego wrażenia. Była zła na swoje zawstydzenie, na myśl, że być może uznałaby rozmowę za prostszą, gdyby była już po ślubie, zamiast poruszać się w kuluarach domysłów i niezbyt szczegółowych matczynych słowach. - Jestem w połowie cyklu - dodała, tym razem dumnie zadarłszy głowę, jakby próbowała udowodnić Moirze - i przy okazji samej sobie -, że rozmowy na tak intymne tematy nie są jej straszne. Potem skinęła na następną poruszoną przez Sanderson kwestię, odczekała chwilę, wsłuchując się w swój organizm, zmrużyła oczy i z ukłuciem zrezygnowania znów rozmasowała skroń, tym razem drugą. - Niestety nie czuję żadnej wyraźnej zmiany - odpowiedziała. - Co zaczyna mnie martwić, bo gdyby winowajcą było jedzenie, sprawa chyba byłaby prostsza - był w tym jednak jeden plus: nie musiały rezygnować z tarty do herbaty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
18-12-2025, 23:21
Wzrok Sanderson tężeje na wytłumaczenie Odille.
Moira jest zdolna do współczucia – jednak nie znajduje wiele zrozumienia dla zachowań iście męczeńskich. Wyrzuty sumienia faktycznie były swego rodzaju karą, ale nawet więzień skazany prawomocnym wyrokiem liczyć mógł na wcześniejsze zwolnienie – chociażby ze względu na dobre sprawowanie czy wyjątkową sytuację zdrowotną. Pytanie padające z ust Odille zmusiło Sanderson do zwężenia ust w zamyśleniu; krótka to chwila, kiedy magimedyczka próbowała przekonać siebie samą do kłamstwa – do zapewnienia, że w tym wypadku nie uda się uniknąć odpowiednich eliksirów. Nie przekona siebie jednak nigdy do tak beztroskiego kłamstwa w obliczu niepewnej pacjentki. Nie jest tym typem osoby.
Nawet jeżeli nie rozumie jak śmierć jej narzeczonego mogła być powodem jej pokuty.
– Jako uzdrowicielka nie mogę podzielić panny entuzjazmu do karania się za przeszłość, cierpiąc w teraźniejszości. Sen jest niezwykle ważny – dla mózgu, ale i dla całego ciała. Moim zaleceniem byłoby skupienie się na zdrowieniu, zamiast na cierpieniu, panno Ollivander – odpowiada nieco surowo, ale bardzo konkretnie. – I tak, jest to możliwe, ale tak jak powiedziałam przed chwilą, sen potrzebny jest całemu ciału, nie tylko umysłowi. Zdecydowanie nie zalecam rzucania kolejnych wyzwań organizmowi. Nie w sytuacji osłabienia, w której panna ewidentnie się dziś znajduje. Jako uzdrowicielka nie jestem gotowa na potencjalne negatywne skutki spowodowane moim szacunkiem do panny postanowień. Niezależnie od tego więc czy postanowienia uznaję za szczytne, czy nie – przepiszę pani odpowiedni medykament.
A czy dziewczyna go zażyje? Czy zastosuje się do zaleceń. To już wyłącznie jej sprawa.
Wyciąga z torby notes, a samopiszące pióro wydostaje się z niego razem z nim. W tym wypadku Sanderson nie korzysta z jego magicznych właściwości. Łapie je w prawą rękę, by na karcie zacząć spisywać odpowiednie specyfiki – opisując również ich dawkowanie. Podnosi spojrzenie dopiero wtedy, kiedy może obserwować lekko rumieniące się policzki młodej artystki. Nie musi dociekać co jest przyczyną – z pewnością nie była to nagła fala gorączki.
To nie pierwszy raz kiedy leczy dziewczę z tradycyjnej rodziny. Wie, że jest powodem jej zmieszania. Nie komentuje tego, byle nie przyczynić się do jeszcze większej niezręczności. Akceptuje za to szczerą informację o niezmienności samopoczucia po próbie leczenia zatrucia pokarmowego.
– Czy zauważyła może panna, że na skórze częściej pojawiają się sińce? Jeśli tak, czy utrzymują się dłużej? – zatrzymuje się nad kartką. Kolejny objaw który mogłaby odhaczyć na liście przypuszczonej dolegliwości. – Jeśli mam rację – winowajcą po części może być jedzenie, panno Ollivander. Przez następne tygodnie proponowałabym pannie dietę zdecydowanie mocniej opartą na mięsie, czerwonym, wspieraną odpowiednimi eliksirami, których dawkowanie spiszę – obiecuje, układając dłonie na kolanach. Palce zagina swobodnie na krawędzi notatnika. – Jeśli po określonej przeze mnie terapii nie poprawi się pani stan – będę musiała zwrócić się o pomoc do medyka specjalizującego się w innej dziedzinie. Jako magichirurg mogę nieumyślnie pomijać niektóre szczegóły – zaznacza. To, że zamożni ludzie wzywają ją do pomocy w przypadkach niebezpośrednio związanych z jej obiektem zainteresowań i specjalizacją, jak i to, że spędza część miesięcznych dyżurów na izbie przyjęć, nie sprawi, że stanie się nagle doskonałą uzdrowicielką w każdej dziedzinie. Zawsze stara się to zaznaczać. – Zakładam jednak, że wskutek długotrwałej, nieodpowiedniej diety i obfitych miesiączek, a może i innych czynników, których nie mogę sprawdzić bez odpowiednich badań – jest pani bardzo osłabiona – stara się tłumaczyć to bardzo cierpliwie, nie używając profesjonalnych określeń i nie strasząc jej tak bardzo, jak przecież by mogła. Przecież może wspomnieć, że za stanem tym stać mogą inne, poważne choroby. – Długotrwałe tkwienie w stanie tym to otwarta furtka dla wszelkich chorób. Dlatego zapiszę pannie duże dawki mikstur wzmacniających.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
21-12-2025, 12:16
Cichym westchnieniem podsumowała słowa Moiry Sanderson. Mimo że kobieta podeszła do deklaracji Odille z mniejszym niezrozumieniem, niż początkowo zakładała, medyczny punkt widzenia okazał się przydatny do otrzeźwienia Ollivanderówny z katharsis, które na siebie nałożyła. Czciła pamięć Flaviusa i Ambrose'a w świątyni swojej słabości, śpiewała psalmy zmęczonym oddechem, aż nie zostało w niej za wiele, by dalej to robić. Jeśli nie odpocznie, jeśli nie nabierze sił, pokuta ciążąca na jej ramionach nie będzie mogła trwać dalej. Tego chciała? Absolutnego zatracenia się w bezsilności, w anemii kończyn, w cherlaniu mięśni? Zastanowiła się nad tym w ciszy, rozważając zalecenia Moiry, kiedy dotarło do niej, że magimedyczka właściwie nie zostawiła jej pola do odmowy. Zapowiedziała, że zapisze medykament, i chociaż Odille mogła równie dobrze go nie przyjąć, było coś przyjemnie odciążającego w deklaracji czarownicy. Czasem marzyła o tym, by ktoś przejął kontrolę nad jej życiem. By pokierował ją w odpowiednią stronę, powiedział, co miała robić, żeby poczuć się lepiej i wykaraskać się z oleistego trzęsawiska czarnowidzącej klątwy związanej z przyszłością. Delikatny uśmiech ułożył się na jej wargach, kiedy lekko kiwała głową.
- Niestety lub stety: nie mam wystarczająco niezłomnej woli, by podjąć walkę, która wedle rozsądku powinna zostać przegrana - stwierdziła w odpowiedzi. Zapewne nie brakowało w życiu Sanderson pacjentów, którzy sądzili, że wiedzą lepiej, co dla nich dobre, i stawali okoniem do medycznych zaleceń, ale Ollivanderówna z pewnością do nich nie należała. Wychowano ją w bezbrzeżnym szacunku do mądrości i dojrzałego doświadczenia, a jeśli ktokolwiek prezentował się jak autorytet, była to właśnie Moira.
Przez chwilę śledziła lot magicznego pióra, ujętego przez palce właścicielki, po czym skupiła się na notesie, w którym były sporządzane notatki. Ptasie lotki przykuły wzrok, lecz poruszały się tak szybko i sprawnie, że Odille znów zakręciło się w głowie i opuściła powieki, otaczając się syropem ciemności. Dotychczas doznawała zawrotów w różnych okolicznościach, jednak zwykle szybko przechodziły, nie utrudniając jej życia w stopniu tak znacznym, jak dzisiaj. Medykamenty brzmiały na coraz bardziej atrakcyjną perspektywę; otworzyła oczy, gdy znów usłyszała głos Moiry, i odnalazła ją przez kilka sekund nieco mętnym spojrzeniem.
- Gdy teraz o tym myślę... Niedawno zauważyłam na ciele siniaki po uderzeniach, których nawet nie poczułam. Trudno nawet nazwać je uderzeniami, raczej mocniejszym naciskiem. Faktycznie dłużej się goiły. To kolejna wskazówka? - zapytała, pierwszy raz obawiając się, że symptomy, które podawała Sanderson, mogły oznaczać poważną i złożoną chorobę. Coś, co przedwcześnie ukróci jej życie; jakże była więc zdziwiona, kiedy Moira nawiązała do kwestii jedzenia. Odille zmarszczyła brwi, słuchając jej z wyraźnym zdziwieniem, a przy tym ani myślała przerywać. Ratunkiem miało okazać się mięso? Nie przepadała za nim, owszem: doceniała kreatywność wielu potraw trafiających na stół Ollivanderów, ale jeśli miała wybór, decydowała się na ryby lub sałatki, mniej ciążące na żołądku. - Czyli mogę mieć nadzieję na szybkie odzyskanie sił? - upewniła się, zaś w kącikach ust znów zamigotał blady uśmiech. Zmęczony, wypłowiały z kolorów, ale zarazem nasycony zakradającym się do myśli poczuciem ulgi. - Zamierzam wierzyć, że pani diagnoza i zalecenia okażą się trafne, doktor Sanderson - a wiara ponoć czyniła cuda; w tym wypadku nawet nie było to konieczne, ponieważ, jak czas miał pokazać, Moira istotnie dobrze oceniła dolegliwości Odille. - Bardzo dziękuję - dodała ciszej, niemal z emfazą. Ufała jej umiejętnościom i wiedzy, ufała jej bystrości, ufała dokładności, ani przez moment nie wątpiąc, że ściągnięcie jej do Chelmsford zaowocuje. Z cięższym oddechem przechyliła się na łóżku, by sięgnąć do stoliczka nocnego, skąd ujęła w dłonie dzwonek. Zamachała nim, ten zaś nie wydał żadnej słyszalnej melodii; dał jednak znać służbie, by do pokoju Odille trafiły proszone wcześniej herbata i tarta cytrynowa. Na wzmocnienie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
26-12-2025, 23:27
Wszystko wydawało układać się w jedną całość – całość, która nie okazywała się diagnozą trudną i skomplikowaną. Oczywiście – w większości przypadków lepiej byłoby dojść co jest faktyczną przyczyną występującego osłabienia, ale w warunkach domowych i bez dostępu do substancji i technik dostępnych w murach szpitalnych, musiała pogodzić się z mniejszą wnikliwością. Była zresztą święcie przekonana, że lekarze spędzający więcej czasu na oddziale, nie w laboratorium naukowym, będą specjalistami skuteczniejszymi w dalszych badaniach, ale o tym… Wspomni chyba na koniec. Dziś spróbuje po prostu pomóc kobiecie w potrzebie, załagodzi objawy, wesprze regenerację.
– Tak, to może być objaw towarzyszący, który w połączeniu z innymi dolegliwościami panny składa się w pewną całość – odpowiada na jej pytanie, unosząc zwężone spojrzenie znad kartki. Z każdym rokiem widziała z bliska nieco gorzej, niemal nie czytając już bez okularów na nosie. Wiedziała, że to wcześnie, ale pracując przez lata nad protezami wzrokowymi wiedziała też, że pomogła niestety swojemu stanowi, notorycznie przeciążając spojrzenie i nie dbając o odpowiednią higienę pracy. To i tak dość mała cena sukcesu… – Organizm daje nam wiele sygnałów, których naturalnie nie umiemy zinterpretować bez odpowiedniej wiedzy. Proszę by zwracała panna uwagę czy w trakcie leczenia poprawia się panny koncentracja, czy siła mięśni wyda się większa, czy bóle i zawroty głowy staną się rzadsze – tłumaczy jej z troskliwą cierpliwością. Oczywiście – może podejrzewać, że Odille skazała się na taki los własnoręcznie, nawet jeżeli nieumyślnie – jedząc źle skomponowane posiłki czy nie dbając o wypoczynek – jednak nie miała zamiaru się na nią złościć. Nie czuła do niej żadnych, większych emocji, co skutecznie pozwoliło oszczędzić sobie niepotrzebnej irytacji. Pomijając już fakt, że przyczyną osłabienia mogła być również choroba, niekiedy naprawdę poważna.
– Z odpowiednim wsparciem eliksirów i przy odpowiednim odpoczynku, powinna panna poczuć się lepiej dość szybko. Proszę jednak nie odstawiać eliksirów kiedy tak się stanie, by szybko nie powrócić do dawnego stanu – ostrzega. – Przepisuję większe dawki przez trzy pierwsze tygodnie, później stopniowo zmniejszane. Proszę nie zażywać eliksirów nasennych dłużej niż to zalecane, gdyby miała panna problemy ze snem po wyznaczonym przeze mnie czasie, proszę posłać wiadomość listem – wyjaśnia, zginając kartkę tak, by po przejechaniu paznokciem wzdłuż krawędzi zagięcia, urwać część z treścią. – Ostatnie o co pannę poproszę to o wybranie się na kontrolę do świętego Munga, kiedy poczuje się panna lepiej. Kilka rutynowych badań nie zaszkodzi, szczególnie, że nie wszystkie wykonać mogę w domu. Czy to pannie odpowiada? – pyta, ale wie, że Ollivander nie ma większego wyboru, jeżeli chce wydobrzeć. Jeżeli chce pozostać silna i zdrowa, nie powinna też unikać wizyty kontrolnej w przychodni. Szczególnie, że pewnie planuje kiedyś zostać matką, a każda dolegliwość tego typu, czyniła ciążę trudniejszą i mniej bezpieczną. – Ma panna zaufanego aptekarza? Jeżeli nie, mogę zamówić eliksiry dla panny u kogoś znajomego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
27-12-2025, 16:29
Spokojny, jednostajny głos Moiry Sanderson łagodził niepewność i zaniepokojenie swoim zdrowiem, doprowadzone do wrzącego apogeum w momencie, w którym nie zdołała wstać z łóżka na dłużej niż kilka minut. Słuchając jej, Odille nabierała przekonania, że wszystko będzie dobrze. Wielu czarodziejów mogłoby zarzucić magichirurg pewną mechaniczność, brak emocji nadających jej osobie realnej wymierności, mogła wydawać się oschła, odległa, nieosiągalna, lecz Ollivanderówna doceniała takie charaktery, ich bezpieczną stałość. Nie musiała zastanawiać się, czego winna się po nich spodziewać. Nie musiała dopisywać nieistniejących intencji do ich zachowania, zawoalowanych osądów do ich słów i myśli, szczególnie kiedy naprawdę nie miała na to siły.
- Z pewnością mi to nie umknie. Początkowo słabość i zawroty głowy pojawiały się rzadko, ale w ostatnim czasie była to moja codzienność. Każde odchylenie od tej przykrej normy będzie więc zauważalne - pokiwała głową na znak zrozumienia. Do niedawna obwiniała za swój stan zwykłe niewyspanie, zważywszy na tendencję do zarywania nocy w trakcie uniesień artystycznych, lecz w pewnym momencie nawet na długie przesiadywanie w pracowni nie starczało jej energii. Powieki ciążyły, wena ulatywała przez palce. Jeśli miała nadzieję ukończyć wszystkie czekające na uwagę projekty, potrzebowała do tego odnowionych pokładów sił, wiążąc nadzieję z diagnozą oraz cierpliwymi tłumaczeniami doktor Sanderson.
Znalazła ulgę w zapewnieniu o szybkości lepszego samopoczucia, myślami już błądząc między stosami powinności i obowiązków, za które powinna się zabrać. W jej wyobraźni kłębiły się zarysy nowych różdżek, którymi miała nadzieję zadowolić ojca, najważniejszego dla dziecięcego serca spośród wszystkich różdżkarzy ich rodziny. Tyle dobrego, że podczas rekonwalescencji mogła zaszyć się w pokoju ze szkicownikiem i rysować, nie wychodząc przy tym z łóżka.
- Zatem nie będę musiała podejmować decyzji samodzielnie, kiedy zacząć redukować dawki, tylko uwzględni to pani w instrukcji? - upewniła się na wszelki wypadek, to było znacznie rozsądniejsze niż zgadywanie poprzez wsłuchiwanie się w reakcje swojego ciała. Proces prowadzony przez Moirę był hermetyczny i poukładany do tego stopnia, że gdyby Odille zdecydowała się nie myśleć, zapewne i tak dobrze by na tym wyszła - jednakże nigdy nie miała w zwyczaju zarzucać dociekliwości oraz pamięci, że mimo wszystko pozostaje Ollivanderem, nawet odziana w szlafrok i podejmująca uzdrowicielkę w swoim pokoju. - Jak najbardziej. Choć niechętnie pojawiam się w szpitalu - przyznała z cieniem zmęczonego uśmiechu na wargach. Od dnia wypadku Flaviusa Mung źle się jej kojarzył. - To zapewne częściowo wina jego charakterystycznego zapachu. Zaklęć dezynfekujących, wykrochmalonej pościeli i preparatów myjących do podłóg. Jako dziecko szybko pojęłam, że ta konkretna mieszanka bywa heroldem złych wieści - bo oznaczała choroby, złamania i ludzkie cierpienie. Lubiła oddawać to na obrazach, niekoniecznie jednak sprawiało jej przyjemność znajdowanie przyjaciół czy krewnych w ściskających serce okolicznościach. Złowróżbne przewidywania nie chciały jej wówczas opuścić. - Będę wdzięczna - przyjęła propozycję Moiry co do eliksirów, ufała bowiem jej kontaktom; jeśli ktoś zasłużył sobie na zawodowy szacunek Sanderson, na pewno musiał odznaczać się wielką pieczołowitością i talentem w swojej dziedzinie. - Ach - westchnęła cicho, kiedy na stoliku nieopodal kompleksu wypoczynkowego, złożonego z kanapy i fotela, zmaterializowały się dzięki skrzaciej magii patera z tartą cytrynową, porcelanowe talerzyki, imbryk z parującą herbatą oraz filiżanki. - Ktoś powinien przeprowadzić badania naukowe na temat zależności między ciastem a dobrym samopoczuciem. Na jego widok od razu mi lepiej - uśmiechnęła się nikle, nadal bez energii, i wskazała Moirze zakątek, gdzie mogły osłodzić spotkanie łakociem. Sama powoli zsunęła się z łóżka i zmusiła ciało do wstania, podtrzymując się drewnianej kolumny baldachimowej, by znów nie stracić równowagi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.