• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Główki Noggin i Bonce
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 23:43

Główki Noggin i Bonce
Niedaleko - o ironio - pomnika bezgłowego czarodzieja, we wschodniej części Nokturnu, mieści się jeden z najbardziej makabrycznych sklepów. Jego szyld – przedstawiający dwie uśmiechnięte, skurczone głowy – zniechęciłby większość przyzwoitych czarodziejów. Wnętrze tonie w półmroku, a powietrze przesycone jest zapachem konserwującej alchemii i starej magii. Z sufitów zwisają sznury z dziesiątkami pomarszczonych główek, niektóre szepczą niezrozumiałe życzenia, inne... chichoczą. Sklep specjalizuje się w sprzedaży autentycznych, magicznych skurczonych głów – wykorzystywanych jako amulety, środki odstraszające, dekoracje, a nawet towarzysze podróży. Niektóre potrafią mówić elegancko, inne wyzywają każdego, kolejne natomiast milczą lub plują obrzydliwą substancją. Choć oferta wydaje się groteskowa, lokal posiada dość sporo stałych klientów. Nikt nie wie, kto nim zarządza – głowy twierdzą, że same tu rządzą.Wewnątrz próżno spotkać jakiegokolwiek czarodzieja. Przerdzewiała, metalowa tabliczka nad ladą informuje jasno, że należy wybrać produkt i pozostawić odpowiednią ilość monet.

Rzuć kością
Wejdź do środka i rzuć kością k5:
1 – Kiepski żart: Główka przy wejściu rzuca w twoją stronę niewybredny dowcip, po czym wybucha irytującym śmiechem, który trudno zignorować.
2 – Głowa prorocza: Główka nad ladą patrzy na ciebie, przemawia przejmująco: „Widzę twoją przyszłość!”, a ty czujesz, jak zimy dreszcz spływa po twoich plecach. Główka po chwili dodaje “i jest paskudna”.
3 – Plwocina: Główka z kąta ziewa i spluwa lepką, zieloną substancją. Jeśli nie zrobisz uniku, substancja przylepia się do ubrania i wypala w nim dziurę.
4 – Złowieszcze chichoty: Wszystkie głowy zaczynają chichotać, aż jedna nagle mówi: „Masz coś, czego szukamy...”. Kilka głów próbuje rozkołysać się tak, by do ciebie sięgnąć.
5 – Niespodzianka: Główka nad ladą z głośnym „BU!” próbuje cię przestraszyć. Jeśli się wzdrygniesz, wszystkie głowy zaczynają się głośno śmiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
06-04-2026, 15:54
wieczór 12 maja 1962 roku

Smród dobijał się drażniąco do nozdrzy i nawet niedawny, pozostały po srogiej ulewie zapach wilgoci, nie potrafił go skutecznie stłumić. Na rysach oblicza mimowolnie wyrósł więc jakiś leciwy grymas, liche świadectwo obrzydzenia, nawet jeśli jeszcze całkiem niedawno trupi jad oblekał w codzienności każdy kawałek jego eleganckiego garnituru, każdy cal jego młodzieńczej cery i ciemnobrązowych włosów. W napiętej, śnieżnobiałej koszuli okrytej marynarką, w czarnych, wypolerowanych butach, do zelówek których przyklejało się nieznośnie świeże błoto, wyglądał nawet to jak obcy; nietrudno byłoby uznać go za zbłąkanego wizytującego, nietrudno byłoby stwierdzić, że jako nieporadne panisko żałośnie zawędrował do najmroczniejszych odmętów Śmiertelnego Nokturnu, ale przecież ledwie za rogiem znaleźć się dało równie cuchnącą klatkę schodową dobrze mu znanej kamienicy. Tej samej, w której panowali Borginowie ― parszywy Arthyen i sympatyczna Antonia, od święta majacząca do pary z przygłupim Earnestem; tej samej, w której od niedawna mieszkał i on, beznamiętnie gapiąc się coraz częściej w zaparowane okna, zza szyb oglądając tę szarawą panoramę pobliskich uliczek. Teraz już znał wszystkie ich tajemnice, teraz już żadna, znoszona twarz, nie wydawała się niewinna czy pozbawiona personaliów; niektóre z nich zaglądały tu jednak doraźnie, w wyrazie bladej potrzeby, w wyniku cichej konieczności. Te ostatnie odwiedzały go najczęściej, z różnych względów i odmiennych powodów: jedne wizytując przy stole na niesmacznej, źle zaparzonej herbacie, inne w zimnych ścianach jego sypialni, jeszcze inne ― podsunąwszy pod szparą drewnianych drzwi prośbę o rychły kontakt. Bo klątwami zajmować chciał się dalej, nawet jeśli praworządność tego skomplikowanego kraju nakazywała mu anonsować się jako specjalistę od run, nie zaklinacza; bo ludzie, tak prości w swej naturze, ci jednoznacznie dobrzy i źli, niezmiennie szukali w tej magii zemsty, bezpieczeństwa albo dominacji. I nie oceniał ich tak długo, jak długo w jego dłoni gościł w zamian mieszek ze złotem; i nie podawał tych spraw pod wątpliwość tak długo, jak długo kierował się swoją własną, specyficzną, etyką zawodową.
Ta przyniosła mu niegdyś osobliwą znajomość na wpół sprytnego, na wpół nieporadnego Caleba; ta nakazała mu wówczas odpowiedzieć rzetelnie na jego pytania dotyczące pogrzebowej procedury, choć tą zakończono już dawno temu, i to nawet nie w murach jego rodzinnego biznesu. Pomyślał wówczas, że w całym swoim wyjątkowym entourage, chłopak być może zawidnieje dlań kiedyś jeszcze korzyścią; i tak widział go od tamtej pory już kilka razy, zwykle w objawie przypadku, zwykle bez planu, niezmiennie dbając jednak o uprzejmość. Bo tylko ona nagradzała go pomyślnością, tylko ona widniała potencjałem obietnicy o bliżej nienazwanej korzyści. Jedną, bardziej pragmatyczną, uformował już w liście pytań, które zadać miał przy okazji dzisiejszego spaceru, choć w tych okolicznościach nie był już pewien, czy takowego nie powinni byli sobie odpuścić, choćby i na rzecz obrzydliwego piwa, podawanego w melinie tuż obok.
Dłoń pociągnęła za klamkę, krok popchnął go do środka, gdzie małe, niepokojące główki łypały nań sygnalizująco; a w środku sterczał dokładnie ten, którego miał się tu spodziewać ― więc dłoń sięgnęła tej jego i uścisnęła ją grzecznie, mrukliwie wypychając przy tym pierwsze zgłoski powitania spomiędzy jego ust:
― Widzę, że już zdążyłeś się rozejrzeć... Któraś wydaje ci się dobrą kandydatką na żonę? ― ośmielił się zażartować, bo w promieniu kilkudziesięciu stóp nie widział o tej porze cienia żadnej kobiety; któraś główka zachichotała cicho, wtrącając się do rozmowy: ― Bierz tę z wyłupiastymi oczami, paniczu... ― skrzeknęła, przemawiając do Caleba i kołysząc się na haku. ― Będzie ci przypominać te twoje żaby, co to je karmisz w błocie, żeby potem patrzeć, jak zdychają!
1x k5 (co mówi do mnie główka?):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
12-04-2026, 06:03
Nokturn był do niedawna dla niego terra incognita, choć o wiele bardziej wolał odkrywać zaułki Kairu niż Londynu. Przed wyprawą do Afryki nie odważyłby się zresztą chyba zapuszczać tutaj samotnie, dziadkowie zawsze ostrzegali go przed tą mroczną ulicą niedaleko Pokątnej. Za granicą poznał jednak smak adrenaliny i prawa i bezprawia, i chaosu i zarówno niebezpieczeństw, jak i anonimowości odnajdywanych w ciemnych zaułkach. Nauczył się tego, że ludzie nie patrzą mu w oczy nawet gdy spojrzenie miał niepewne. Że patrzą na to, jak porusza się przez świat. Że wyprostowane barki i pewny siebie krok sprawią, że to on wyda się nietykalny, nawet jeśli wyglądał nie na miejscu—nawet jeśli jego angielska cera przypalała się w upalnym słońcu i nawet zapuszczana broda nie mogła zamaskować, że rysy twarzy miał zdecydowanie inne od egipskich.
Niegdyś zapuszczał się na Nokturn tylko z Arthyenem, ale doświadczenie z podróży nauczyło go, że może robić to sam. Idąc z odpowiednią pewnością siebie, sprężystym krokiem, z ostrzegawczo napiętymi mięśniami. Bez lęku umówił się zatem tutaj z Igorem, właściwie nawet ciekawy dzisiejszego wieczoru. Nie miał powodu, by bywać tu sam, ale ta okolica—tak bliska znajomym miejscom, a zarazem tak nieznana–kusiła rodzajem swojskiej egzotyki.
Albo i nieswojskiej. Z podziwem oglądał zasuszone główki, bowiem do dzisiaj słyszał od nich tylko od swojego wuja, gdy ten streszczał podróże po Ameryce Południowej. Oderwał od nich wzrok dopiero, gdy do środka wszedł jego elegancki znajomy. Uprzejmość Igora zdawała się czasem zdystansowana, ale Cal zwalał to na karb różnic kulturowych. Spędzili razem już trochę czasu, dobrze się im rozmawiało, więc w jego głowie Karkaroff zajmował miejsce pomiędzy kolegą a przyjacielem.
Może nawet bliżej tego drugiego, bo pustka w miejscu pozostawionym w sercu przez brata niezmiennie łamała mu to serce, podsycając samotność i skłaniając do zacieśniania nowych relacji. Miał pecha pracować w miejscu, które tworzył wspólnie z Felixem, w którym Felix prawie go zamordował (no, zagryzł) i nieopodal którego samemu umarł. Po pracy mógł jednak uciekać od tamtych wspomnień: jeszcze jedno piwo, jeszcze jedna wymiana dowcipów z kolegami, jeszcze jedna wyprawa na Nokturn i może zdoła zapomnieć o przygniatającej ramiona melancholii, przynajmniej na chwilę, przynajmniej na wieczór.
Właściwie udało mu się zapomnieć na chwilę, gdy strugał figurkę o jaką poprosił go Igor. Dla młodej matki, więc Caleb potraktował to zadanie poważnie, z czułością rzeźbiąc w drewnie kształt opiekuńczej niedźwiedzicy i małego niedźwiedziątka.
Jego własna mama nie była ani ciepła ani opiekuńcza, ale babcia już tak. To o niej myślał, gdy nadawał zamówieniu ostatnie sznyty.
- W Ameryce Południowej to nie były trofea żon, tylko wrogów. - uśmiechnął się blado do Igora. Czasami tylko udawał, że rozumie jego poczucie humoru, ale starał się za nim nadążyć. - Nie sądziłem, że odnajdę w Londynie kawałek innego kontynentu. Dziesięć minut spaceru od miejsca, w którym kupowałem pierwszą różdżkę. - roześmiał się, próbując wyprzeć myśl, że to chyba prawdziwe głowy, prawdziwych ludzi. Igor był pewnie bardziej obyty ze śmiercią. Jeszcze niedawno Caleb zastanawiał się, czy Karkaroffa nie dobija praca w zakładzie pogrzebowym... ale potem zreflektował się, że samemu pracuje otoczony pamięcią o zmarłym bracie i poczuciem winy za śmierć tegoż brata. Może jednak wolałby pracować z nieznajomymi trupami.
Omiótł Igora wzrokiem i poczuł się ubrany… nieelegancko. Miał na sobie robocze buty, znoszone spodnie i flanelową koszulę. Próbował zapuszczać brodę, ale chyba jutro się rozmyśli i ją zgoli.
Kolejna z główek, zwabiona dowcipem Bułgara, zwróciła na niego wzrok pustych oczu.
- Ej ty, żebym była twoją żoną, to najpierw musiałbyś się skurczyć.... - główka zerknęła na Igora od góry do dołu - Albo nie, nietrzeba. Ty już jesteś skurczony.
- Eee… - Cal speszył się w imieniu przyjaciela. - Mam tą figurkę o którą prosiłeś. - spróbował zagłuszyć główkę, wyciągając z kieszeni figurkę.

rzut na stolarstwo (figurka): 100
1x k5 (Główki):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.