• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Zaginiony ogród (Kornwalia)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 23:11

Zaginiony ogród (Kornwalia)
Na klifie nad Oceanem Atlantyckim, ukryty za kamiennym murem porośniętym bluszczem, leży Zaginiony Ogród Penhalia. Jest to fragment dawnych ogrodów rezydencji z początku XX wieku, dziś niemal całkowicie przejęte przez naturę. Ścieżki zarośnięte mchem i paprociami wiją się między pozostałościami oranżerii, starych fontann i rzeźb o zatartych obrysach. Wśród ruin wciąż kwitną dzikie róże i lawenda, a wiatr niesie zapach morskiej soli. Czasami przez zarośniętą bramę, w oddali widać fragment klifu oraz rozległy błękit oceanu
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
23-03-2026, 18:31
14. maja 1962r.

Gwen była w tym miejscu lata temu, a jednak zapadło ono w jej pamięć na dobre. Podczas nielicznych wędrówek ze swoją matką – która zwykle miała niewiele czasu na takie wycieczki z dziećmi – łączyła przyjemne z pożytecznym i poza spacerem w urokliwym zakątku, rozmawiały o roślinach. Panna Leffingwell nie darzyła ich tak wielką miłością jak Kitti, ale potrafiła znaleźć wśród nich coś ciekawego. Chociaż córka dostała imię kwiatu, nie związała się z botaniką. Więcej widziała w zwierzętach i magicznych stworzeniach, a nie roślinach, chociaż znała je całkiem nieźle. Byłby wstyd, gdyby kiepska była w tej dziedzinie. Jednak krew i tradycje zobowiązywały do czegoś. I to nie tak, że nie interesowała się tym, lubiła spędzić czas na łonie natury i móc – jak teraz – zachwycić się tym, co wzrastało. Obecnie był najlepszy czas na to, by spacerować i nabierać sił pośród natury.
Oczywiście nie była tam sama. Gwen chciała spędzić trochę czasu z przyjacielem, z którym nie widziała się od pewnego czasu, a z którym wymieniała tylko wiadomości. Ostatnio wiele się wydarzyło, a takie momenty na zwolnienie tempa, oderwanie się od rzeczywistości i odpoczynek dla ciała i ducha, były bardzo potrzebne. Czasem nawet milczenie było dobre, gdy miało się obok kogoś zaufanego. Nie zawsze to słowa były potrzebne.
Kiedy przystanęła, uniosła głowę ku słońcu i przymknęła oczy. Każdy promień słońca był dla niej powodem do uśmiechu. Oj tak, nie należała do mieszczuchów zamkniętych w czterech ścianach swojego mieszkania. Pociągała ją natura, która koiła nerwy i pozwalała zapomnieć o trudach życia codziennego. Chciała się oderwać od poważnych i przykrych spraw, ale czy to się uda?
Kiedy odetchnęła głęboko, odezwała się do swego towarzysza.
- To niesamowite, jak to miejsce się zmienia, a jednocześnie pozostaje tym samym, co pamiętam. No wiesz, jakbyś spotkał starego przyjaciela, który się zmienił po latach, lecz pozostawał równocześnie tą samą osobą, którą był kiedyś – wyjaśniła, uśmiechając się łagodnie.
- Wydaje się, że wszyscy zapomnieli o tym ogrodzie, podupadło tu niemal wszystko, ale ten ogród nadal żyje. Chciałabym go zobaczyć w czasach świetności, musiało być tu niesamowicie – powiedziała podekscytowana. Lubiła to, co stare, historie o wspaniałych lecz upadłych rezydencjach zawsze powodowały u niej szybsze bicie serca, zupełnie tak, jakby chciała żyć w innych czasach. A teraz móc odkrywać kolejne skarby i tajemnice z przeszłości.
- Jeśli uda mi się napisać kiedyś zaplanowane powieści, jedna na pewno będzie się dziać w jakimś starym, opuszczonym zamku, w którego ogrodach, zapomnianych i pozornie nie do przebycia, bohaterowie znaleźliby jakieś ciekawe rzeczy lub magiczne stworzenia. Tak, zdecydowanie może to być dobry punkt zaczepienia – chociaż Gwen nie była gadułą, przy dobrze znanej osobie potrafiła się otworzyć i mówić więcej niż normalnie. Wiele osób twierdziło – chyba słusznie – że panna Leffingwell po prostu wolała zwierzęta od ludzi. I tak chyba było, ale na szczęście nie była samotna i miała grupkę zaufanych osób, przy których trudno byłoby uwierzyć w to, że naprawdę jest nieśmiała w rozmowie.
Tak naprawdę ona była po prostu sobą, pełną ciepła i bezinteresownej dobroci. Doceniała to, co miała i co przynosiło jej życie. Nawet, gdy było ciężko, nie była sama. Chciała dzielić wiele spraw z bliskimi. I nawet pozornie zwykła wędrówka nie mogła odbywać się w pojedynkę.

TUTAJ RZUT KOŚCIĄ "WIOSNA"
Life is a
flower
- so precious
in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
29-03-2026, 00:16
Mogłoby się wydawać, że wiosna zajrzała na wyspy brytyjskie bardziej ochoczo nie ktokolwiek mógłby przypuszczać; kwietniowe przymrozki nie zawistowały jej rychłego nadejście, a teraz, stojąc przed otwartą szafę, walczył z dylematem, co na siebie założyć; płaszcz czy coś lżejszego?
Wszedł na balkon, aby ocenić panującą na zewnątrz temperaturę, przy okazji zaspokoił deficyt nikotyny, o który upominał się organizm.
Ostatnie tygodnie, miesiące obfitowały w splot osobliwych wydarzeń. Jednym z nich był on, ten, co wypełniał jego myśl nawet teraz, gdy dopalał papierosa, twarz wystawiając prosto do słońca. Przymknął oczy, czując na skrawkach skóry ciepłego jego promieni.
Zaginiony ogród Penhalia jawił się w jaźni Mortiego jako miejsce cokolwiek mistycznym - takie, które nie da się nanieść na żadną mapę, a mimo to istnienie gdzieś w przestrzeni, zapomniane i zaniedbane, poza granicą ludzkich spojrzeń; nigdy wcześniej nie postawił tam stopy; nigdy wcześniej o nim nie słyszał. Kilka słów nakreślonych ręką Gwen, w odpowiedzi na cytat, jaki jej wysłał pod wpływem natchnienia, był pierwszym świadectwem jego istnienia.
Charakterystyczny trzask teleporacji rozległ się po okolicy, gdy wstawił się w umówiony miejscu. Leffingwell już na niego czekała; lekki uśmiech, jaki okalał jej uśmiech, przywodził czas, który minęły, a gdy jej gardło opuściła metafora na temat przyjaciela sentymentalna podróż przybrało bardziej realny kształt.
- Opisz, jak sobie go wyobrażasz - zachęcił, a jego wzrok błądził po przestrzeni, jakby nie mógł znaleźć żadnego punktu, na którym mógłby się chwilowo oprzeć. Był trochę jak jego myśli - rozbiegane w niedomówieniach, rozmyte na krawędzi niepewności. – Jak znajdę chwile czasu, spróbuję przenieść te wyobraźnie na płótno obrazu.
Ona malował słowom, on pędzlem. Symbioza, jaka odmierzała rytm ich przyjaźni, jeszcze w chłodnych murach zamku.
Był taki czas, kiedy miał nieodparte wrażenie, że ich przyjaźń, zrodzona jeszcze w murach Hogwartu, nie przetrwa próby czasu. Był taki czas, kiedy sądził, że była kolejna osobą, która odeszła bez słowa z jego życia. Był taki czas, kiedy jej sylwetka stała się jedynie niewyraźną plamą majaczącą na horyzoncie wspomnień. Stało się to mniej więcej wtedy, gdy wyjechał do Francji i spędził tam długie miesiące, zadurzony życiem, jaki wiódł ojcem i zupełnie zauroczonym wolnością, jaką mu podarował. Fałszywą, bo okazał się całkowicie podatny na jego manipulacje.
- Gdyby nie ty i ta twoja tendencja przywiązywania się do takich miejsc, nie byłbym nawet świadomy jego istnienia - przyznał; czasem miał wrażenie, że Gwen miała słabość do tego, co zdezelowane - jak ten ogród, jak on.
Zerknął na jej sylwetkę skąpaną w promieniach słońca, pozwalając, aby na jego usta zakradł się cień uśmiechu. W innym życiu mogła być nimfą leśną, która zamiast z ludźmi, porozumiewałby się z wiatrem, obejmowałby drzewa, czciłaby Matkę Naturę jako najważniejszy byt wyznaczający sens istnieniu.
I nagle zapragnął namalować ją właśnie taką - wolna od ludzkich zobowiązań i smutku, wolną od ludzkiej egzystencji.
Pomyślał o tych wszystkich deszczowych chmurach i uśmiechnął się krzywo, uzmysławiając sobie, że ich cienie, wcześniej ledwo widoczne, teraz wyraźnie się wydarzyły, a niebo zostały częściowo przykryte przez chmury. Nawet śpiew ptaków, jaki wcześniej dobiegał do jego uszu, nieco ucichł. Deszcz, zaraz spadnie deszcz; dlatego przez ostatni kwadrans, czuł, jak przeczucie pełznie płytko pod skórą?
- Nie sądzisz, że to "jeśli", chociaż zapobiegawcze, wydaje się zupełnie zbędne? - zapytał zaczepnie, przystając na moment. Poczuł na policzkach pierwsze krople deszczu. – Jest taka powieść, chyba Tajemniczy ogród. Opowiada o leczniczym działaniu przyrody. Może mogłaby cię zainspirować?
Deszcz, z sekundy na sekundę, przybierał na sile. Rozejrzał się w poszukiwaniu, choćby prowizorycznego schronienia, lecz jego spojrzenie nie napotkało nic, co mogło za niego uchodzić, a tymczasem czuł, jak wilgoć przenika przez ubrania, które zaczynają lepić się do skóry.
- Tędy - zdecydował, kierując się przeczuciem, który nie mija, które wciąż jest obecne, które odmierza czas biciem jego serca i rytmem narzuconych kroków. Stawiał je ostrożnie, a mimo to poślizgnął się na omszałych kamieniu. Ciche przekleństwa akompaniował jego upadek, gdy nie zdołał utrzymać równowagi. Poczuł tylko, że ją traci i zanim zdołał zareagować, ból promieniejący z kości ogonowej przeniósł się na odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Miał sporo szczęścia, że nie zwichną sobie nogi, a tymczasem deszcze nie przestawał padać.

kość na szybkość
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
29-03-2026, 17:30
Jak opisać ten ogród słowami? To było dość łatwe pytanie, ale nie odpowiedziała na nie od razu.
Po chwili milczenia, uśmiechnęła się i zabrała głos.
- To miejsce urokliwe, chociaż nadszarpnięte zębem czasu. Tu spotyka się dzikie piękno z manierą dawnych, romantycznych ogrodów, które gościły na swoim terenie sekretnych zakochanych i widziały niejedne wesołe i smutne historie. Pozornie nie ma w nim niczego ciekawego, a jednak kryje w sobie magię, którą nie tyle widzi się okiem, co czuje sercem. Dla jednych może być to widok podupadającej epoki, a dla drugich doskonałe miejsce do spotkań przyjaciół, pragnących poznać jak najwięcej z jego zakamarków i próbujących jakoś określić to miejsce oczami duszy – powiedziała z właściwym sobie rozmarzeniem. Panna Leffingwell kochała takie miejsca, bo w nich mogła być dużym dzieckiem, które marzy o wspaniałych czasach i miejscach. To nie tak, że nie ogarniała rzeczywistości w jakiej żyła, po prostu szukała tam ukojenia, natchnienia, tajemnic do odkrycia i po prostu oderwanego kawałka lądu, który wyda się zupełnie inny niż inne, stanie się po prostu kryjówką dla tęskniącej za spokojem młodej kobiety. Gwen taka była, zawsze znajdowała coś dobrego w każdej okoliczności i dzieliła się tym z tymi, których ceniła.
Kiedyś trudno było powiedzieć, czy kontakt złapany w szkole przetrwa próbę czasu, a jednak się udało. Bo to, co łączyło tę dwójkę, było szczere i ponad wszystkim innym. Ciemnowłosa ceniła tę przyjaźń, tym bardziej w ostatnich miesiącach, gdy przyjaciel był dla niej jak brat. Kiedy go potrzebowała, przyszedł lub wysyłał wiadomości. Czasami po prostu się załamywała, a czasami rozpierała ją energia, jak teraz. I nawet niesprzyjające warunki atmosferyczne nie były ważne. Gwen lubiła spacery w deszczu, o ile oczywiście nie działo się nic złego.
- Przepadam za takimi zakątkami. Mają w sobie coś romantycznego, melancholijnego i tajemniczego – powiedziała z namysłem. – Szkoda tylko, że pogoda jest kiepska. Chyba moje oględziny ciekawych miejsc tutaj, skurczy się do jakiegoś minimum. Mimo to mam zamiar skorzystać z okazji i po prostu pozachwycać się i natchnąć nieco. Nic nie poradzę, że to kocham. Poza tym mało kto dostrzeże piękno i wyjątkowość tego ogrodu – jej przyjaciel potrafił to zrozumieć, inaczej nie ciągnęłaby go tych chaszczach i kamieniach.
- Wydaje się, że czas płynie tu inaczej. Jakby magia natury samej w sobie tu działała – zauważyła. – Tak, znam tę książkę. Kiedyś podarowała mi ją moja koleżanka, a po jej lekturze, takie właśnie miejsca są tylko piękniejsze i masz wrażenie, że żyje swoim życiem i naprawdę jest naładowane magią. Takie odniosłam wrażenie i zapewne dlatego dzikie ogrody poruszają moje wrażliwe serce – Gwen była w siódmym niebie i nawet kiedy zaczęło padać, uśmiech nie zniknął z jej twarzy. Dopiero kiedy zrobiła kilka kroków naprzód i przekonała się, że śliskie kamienie powodują potencjalne zagrożenie utraty równowagi i groźbę upadku, poczuła, że może źle trafiła z czasem i miejscem, bo nie chciała, by coś sobie zrobili. Kiedy zachwiała się niebezpicznie, pokonując kolejne etapy ścieżki, wzięła głęboki oddech i chyba tylko jej niezła zwinność sprawiła, że utrzymała się na nogach. Niestety jej towarzysz nie miał tyle szczęścia i zostało jej tylko wyciągnąć ku niemu rękę i pomóc w potrzebie. Miała nadzieję, że nie stało mu się nic złego.
- Cały jesteś? - zapytała ze szczerą troską.


rzut na równowagę
Life is a
flower
- so precious
in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:34 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.