• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Glastonbury Tor (Somerset)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 23:10

Glastonbury Tor (Somerset)
Pośród rozległych pól Somerset, ponad mgłami nisko snującymi się o poranku, wyrasta Glastonbury Tor: samotne, porośnięte trawą wzgórze, którego kształt rozpoznaje się z daleka. Na szczycie, jak cichy stoi kamienna wieża św. Michała, która jest pusta w środku, lecz jednak pełna historii. Ci, którzy wyruszają na Tor pieszo, mówią, że w drodze na szczyt można usłyszeć dźwięki ziemi i natury. Z każdego boku wzgórza rozciąga się inny krajobraz: pola, sad, mokradła i dalekie wzgórza. Gdy wieje wiatr, trawa faluje jak morze. Ludzie przynoszą tu koce, gitary, zeszyty. Siedzą godzinami, patrząc przed siebie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
26-02-2026, 17:54
7.05?

Dzień wolny spędzał u matki, co w praktyce oznaczało, że jego znaczną część spędził na miotle. Nie był w stanie wysiedzieć u Dolores zbyt długo, zwłaszcza po tym gdy dociekliwość Titusa i ciągnąca się sprawa zaginionego dziecka Maelle rozjątrzyły jego wątpliwości w sprawie własnego pochodzenia.
- Ależ czemu się tak forsujesz, skoro nie latasz już zawodowo w drużynie? - spytała, gdy wychodził z domu. Cierpliwie odpowiedział, że przecież w magipolicji też musi ćwiczyć formę i że ostatnio latali nawet w zgranej formacji zwanej Pikujące Licho i że złapali trzech przestępców i że jednego próbował zrzucić z miotły, ale gnój się zaparł, więc następnym razem musi wykonać manewr skuteczniej; ale spojrzenie mamy podczas tej historii o triumfie i planach na przyszłość było (jak zwykle) nieobecne. Wyostrzało się dopiero, gdy czegoś chciała; więc wzrokiem ostrym jak nóż przyszpiliła go przy samych drzwiach i zapytała czy pamiętał o przetkaniu rur w łazience. Pamiętał, ale gdy tylko wzniósł się w powietrze—spróbował zapomnieć.
Chyba tylko w przestworzach udawało mu się zostawić natrętne myśli za sobą. I tylko tutaj—będący dla ludzi na dole jedynie małą kropką, z rozwianymi włosami, skupiony jedynie na pędzie i prędkości miotły oraz kierunku wiatru—czuł się prawdziwie wolny.
Zadziwiające, że nie czuł się tak gdy grał zawodowo. Sama gra była w porządku i nadal pałał do niej miłością, obsesyjnie analizując mecze podczas każdego sezonu i przewidując faworytów Mistrzostw Świata (choć kilka lat temu Titus—nie fatygując się nawet by zapamiętać, kto jest z kim w grupie—przewidział wszystko całkowicie odwrotnie i skubany miał rację!). Schodząc na boisko, oślepiony blaskiem fleszy i atakowany gradem głupich pytań (czy myślałeś o innej fryzurze?) czuł się jednak niezręcznie, zupełnie inaczej niż w Hogwarcie. To mecze o Puchar Domów, choć mniej poważne, wspominał z największym sentymentem.
Zniżył lot gdy gdy dojrzał znajome wzgórze i wieżę. Lubił to miejsce, nawet jeśli zawiłości historyczne z nim związane mu umykały. Mógł tutaj prędko dolecieć z domu matki, a w sprzyjające dni mógł tutaj być sam.
Dzisiaj nie zapowiadało się na to, by był sam, choć na szczęście w zasięgu wzroku nie było widać kocy z podpitą albo nabuzowaną hormonami gówniarzerią (kiedyś, również z miotły, dojrzał tutaj swoją córkę z chłopakiem i nie skończyło się to dobrze dla chłopaka). Dojrzał za to samotną, męską sylwetkę i w pierwszej chwili zamierzał intruza (no dobrze, intruz był tu pierwszy, ale Ambrose czuł się związany z tym miejscem) zignorować, ale nagle zmrużył oczy...
Były osoby, których linię barków zapamiętał w życiu bardzo dobrze—bo musiał wyliczyć jak prędko taka osoba skręci na miotle i jak najcelniej walnąć w nią tłuczkiem.
Przyśpieszył i podleciał bliżej i z tej odległości mógł już zobaczyć znajomy profil.
Lorcan Lestrange był jedną z takich osób. Rywalem, Ślizgonem, dobrym zawodnikiem, którego metodę grania Ambrose obsesyjnie jeszcze w szkole. Muszę go pokonać - marudził Titusowi, choć wcześniej to było musimy i sluchający tego wszystkiego z ławki rezerwowych Harrison musiał wykazać się nieskończoną cierpliwością. Ślizgoni byli największymi rywalami Gryfonów, bo Puchoni grali za grzecznie, a Krukoni-kujoni nie umieli grać o ile nie trafił się wśród nich rzadki talent (ale nawet jeden dobry zawodnk nie uratuje całej drużyny, o ile nie jest szukającym, a i tak to archaiczna strategia). Lestrange był zaś naprawdę niezły, więc Ambrose poświęcał mu sporo uwagi na boisku i poza nim.
Gdy był daleko, Day zrzędził do Titusa o tym, jak ciężko trafić tłuczkiem w tego konkretnego ścigającego i jak zwinnie lawiruje miotłą i jak silny zrobił się po wakacjach i jakie to niesprawiedliwe, że błękitnokrwiści mogą w lecie ćwiczyć na najdroższych miotłach...
Gdy byli w cztery oczy, wymieniali podszyte gniewem i zarazem szacunkiem komentarze odnośnie gry. Albo wymieniali ciosy. Ambrose najczęściej bił się z Titusem, ale lubił też pobić się czasem z Lestrange'm.
Ktoś inny mógłby uznać, że po wielu, wielu latach takie emocje ostygły, ale niezupełnie. Gdy Ambrose otrzymał od Lorcana niepodpisany list oraz pokaźną kwotę pieniędzy... nie myślał o rozpaczy wdowca ani o tym, że wściekłość nieszczęśliwego mężczyzny mogła zachwiać procesem sprawiedliwości gdyby Lestrange wymierzał ją na własną rękę. Nie, Ambrose myślał wtedy o tym, że to nie tak miało być i że Lorcan założył o nim coś nieprawdziwego i że właśnie po raz kolejny wystrychnął go na dudka.
Pieniądze i tak wydał, ale zadra pozostała. Na tyle silna—bo w obliczu anonimowości listu, nie miał jak go skonfrontować—że nawet po kilku latach wspomnienia odżyły, mimo, że powinny ostygnąć.
Zanim pomyślał, podleciał tuż przed Lestrange'a, ale nieco złośliwie—nie wylądował. Zawisł dwa metry nad ziemią, z nogami zwisającymi prawie do niej.
- Ty. - przywitał się krótko, jak w Hogwarcie. - Wysłałeś mi pieniądze! - fuknął przechodząc do sedna, mimo, że może Lorcan zdążył już zapomnieć, przeżyć żałobę, ożenić się, kto go wie. - Za kogo ty mnie masz, co?! Nie rozwiązuję morderstw dla pieniędzy! - inne kwestie były... do przedyskutowania, ale swój honor miał.

kość Wiosna
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.