• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Sklep zielarski Mulligrubs Materia Medica
Sklep zielarski Mulligrubs Materia Medica
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:22

Sklep zielarski Mulligrubs Materia Medica
Tuż obok apteki można znaleźć sklep zielarski "Mulligrubs Materia Medica", gdzie powietrze przesycone jest intensywnym zapachem ziół, kory drzew, suszonych grzybów i starych pergaminów. Z zewnątrz przypomina zwykły, ciemny lokal, lecz po wejściu do środka klient ma wrażenie, że znalazł się w słonecznej, przestronnej szklarni. Do lady, gdzie stoi kasa, prowadzą kręte alejki, wzdłuż których postanowiono donice z wieloma gatunkami magicznych roślin i grzybów. Jest również kilka wąskich alejek pomiędzy wysokimi regałami, na których ustawiono tysiące fiolek, pęczków ziół, woreczków i słoików z etykietami zapisanymi ręcznie. W powietrzu unoszą się drobinki pyłu i płatki ziół, które czasem lądują klientowi na ramieniu. Na końcu alejek można znaleźć blat z rozłożonymi moździerzami i wagami, gdzie zielarz przyrządza na żywo specjalne mieszanki.


    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Violet Macnair
Czarodzieje

her lips were soft like winter

Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
16-03-2026, 17:07
Mimo dzielących ich różnic, podejścia do wróżb i przesądów, sprawy losu i przeznaczenia, Violet była przekonana, że wiele ich łączy, dlatego w latach szkolnych zbliżyły się do siebie, choć Loretta rok wcześniej rozpoczęła naukę w szkockiej placówce, gdzie nauczano czarów - nie tylko czarów, lecz także i innych dziedzin magii, a jedną z nich były eliksiry. To zamiłowanie do nich, tej trudnej i delikatnej sztuki alchemii, przez wielu niedostatecznie docenianych, zbliżyło do siebie dwie młode czarownice, które coraz częściej przesiadywały wspólnie w bibliotece, wpierw dyskutując o lekcjach w zamkowych lochach, prostych recepturach, od których należało zacząć, o astronomii, bo przecież ruch ciał niebieskich miał wpływ nie tylko na ludzkie życie, ale i warzenie mikstur, a później płynnie dyskusje te przekształcały się w rozmowy o nich samych, o planach na przyszłość i o tym, czego pragnęły ich dusze. Eliksiry były mostem, dzięki któremu doszło do spotkania, lecz z czasem Violet odkrywała w Loretcie coraz więcej podobieństw - pewność siebie, ambicję, pragnienie osiągnięć i silne przekonanie o tym, że jest im pisana wielka kariera i sukcesy. Violet przypisywała to gwiazdom, przeznaczeniu, Loretta uważała siebie samą za kowala własnego losu, lecz panna Trelawney była przekonana, że zodiakalne skorpiony po prostu tak mają. Pragnęli mieć nad wszystkim kontrolę, dlatego często nie przyjmowali do wiadomości, że to fortuna prowadziła ich przez życie, nawet jeśli wydawało im się, że to oni sami podejmowali decyzje. Dawno już porzuciła próby wyprowadzenia Loretty z błędu, przekonywania do zaufania w gwiazdy i siłę przeznaczenia; doszła do wniosku, że panna Krueger sama się o tym przekona. Dlatego przemilczała tę żartobliwą nutę w głosie blondynki, choć zwykle obrażała się i unosiła honorem, gdy ktoś śmiał żartować z jej instrumentów wróżbiarskich, horoskopów i przewidywania przeszłości, lecz jej wybaczyła tę niestosowność.
- Możesz być tego pewna, że spojrzę. Może niebawem wyślę ci spersonalizowany horoskop - podjęła z entuzjazmem, kładąc przy tym dłoń na sercu, mówiła bowiem całkowicie poważnie - i ucieszyła się szczerze ze słów Loretty.
Radość tę przyćmiła opowieść Loretty o tym jak dowiedziała się o własnym bracie. W pierwszej chwili spodziewała się, że jej historia będzie zbliżona do tej, która spotkała Violet - brat był synem innej kobiety, owocem romansu ojca, przykrym sekretem, który należało chronić tak długo jak się tylko dało. Pan Krueger mógł nawet nie mieć wpływu na to jakie nazwisko kochanka podałaby przy sporządzaniu aktu narodzin bękarta; matka Violet nadała jej własne, panieńskie, Trelawney, którym wciąż się oficjalnie posługiwała i na tę chwilę nie zamierzała tego zmieniać, lecz matka Freda mogła postąpić inaczej. Prawda jednak całkowicie zaskoczyła pracownicę sklepu zielarskiego. Niemal wybałuszyła oczy patrząc na blondynkę z niedowierzaniem, jak rzadko kiedy, głęboko zszokowana podobnym obrotem spraw.
- Oddali własnego syna... naprawdę? - wydusiła z siebie, poszukując właściwych nasion na półce, lecz pogubiła się - tak bardzo ją to uderzyło.
Jak mogli porzucić własne dziecko? Od razu po narodzinach? Nie mogli przecież wtedy wiedzieć, czy byłby charłakiem... Znała podobne historie i nie wyobrażała sobie, aby porzucić swoje dziecko w podobnej sytuacji, lecz poniekąd mogło być to zrozumiałe.... Charłactwo to ogromny wstyd, ale przecież Fred uczył się w Hogwarcie. Władał magią. Dlaczego oddali go tuż po narodzinach, a Lorettę nie? To wychodziło poza pojęcie młodego, niedoświadczonego przez życie dziewczęcia. Z chęcią dowiedziałaby się więcej, lecz nie zamierała naciskać. Wizyta Loretty w sklepie zielarskim nie wydawała się dobrą sytuacją do rozwinięcia podobnych rozmów, które nie mogły być łatwe. Violet pamiętała wciąż, że jest w pracy - niestety - i ma na głowie sporo obowiązków. Próbowała je wykonywać, w międzyczasie prowadząc konwersację z panną Krueger, a jej osoba niezwykle jasnowidzkę absorbowała.
Na szczęście ich przyszłość malowała się w jaśniejszych barwach, aniżeli przeszłość.
- Jestem pewna, że tak będzie. Widziałam to. Wiele znaków sugeruje mi, że powinnam pozwolić mu się zbliżyć, że sama powinnam do tego dążyć - wyjawiła jej cicho, w tajemnicy, lecz nie zdążyła powiedzieć wiele więcej.
Do sklepu powróciła bowiem właścicielka, a Violet udała wielce zaangażowaną w obsługę klienta. Obdarzyła Lorettę ogromny, ciepłym uśmiechem, kiedy ta, nawet nieproszona, wygłosiła pochwałę pod jej adresem jako ekspedientki.
- Bardzo pannie dziękuję. To przyjemność obsługiwać takich klientów - odwdzięczyła jej się. Tylko takich by sobie życzyła. Zapakowała dwie łopatki nasion zgodnie z życzeniem Loretty, pieczołowicie i ostrożnie, aby mogła je bezpiecznie dowieźć do apteki. Odebrała odeń zapłatę i przeniosła wzrok na swoją chlebodawczynię. Wydawała się zadowolona z przebiegu małej kontroli. Loretta zniknęła za drzwiami, zaś starsza czarownica za drzwiami prowadzącymi na zaplecze - i Violet pozostała znów sama.
Ze swoimi myślami i licznymi obowiązkami.

| zt
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 09:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.