• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Suffolk, Dunwich, Przeklęta Warownia > Jadalnia
Jadalnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-08-2025, 20:28

Jadalnia
Przy wejściu do jadalni widoczne są duże, ciężkie drzwi, zdobione ornamentami, co wraz z ich masywnością nadaje im imponujący wygląd. Duże okna w jadalni są osadzone w grubych murach, które chronią przed zimnem i hałasem z zewnątrz. Okna są wykonane z ciemnego szkła, co wprowadza do jadalni tajemniczy klimat. Na parapetach okiennych ustawione są stare, kute świeczniki, które ożywiają przestrzeń swoim blaskiem. W powietrzu unosi się zapach drewna i wosku, który pochodzi od wielu świec, rozstawionych po całej jadalni. Świece o różnych rozmiarach i kształtach stoją na stole, na półkach, na komodach i innych elementach wystroju, a ich płomienie tańczą w powietrzu, tworząc ciepłe i przyjemne światło. W środku jadalni, na centralnym miejscu, stoi ciemnobrązowy stół, wykonany z ciężkiego drewna. Widać na nim wyraźne ślady czasu, otarcia, zadrapania i niejednolite barwy, co tylko dodaje mu uroku i charakteru. Pod blatem stołu znajdują się potężne nogi, wykonane z ciężkiego, ciosanego drewna, które zdają się mocno osadzone w podłodze. Nogi te są pokryte żłobieniami i zdobieniami. Stół jest otoczony przez wiele wysokich krzeseł, również z drewna, z wysokimi oparciami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Irina Macnair
Śmierciożercy
Wspomnienia są jak zwłoki. Po wydobyciu nigdy nie są takie same.
Wiek
45
Zawód
kostucha, matka i rzeźbiarka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
5
Brak karty postaci
06-12-2025, 18:06
Daleka była od wyrażania zaskoczenia, gdy Mitchell nie podzielił się żadną obiecującą rewelacją. Pokiwała głową, odnotowując jego ewidentne rozbawienie i przez chwilę jeszcze trwała z okiem zawieszonym wyraźnie na jego profilu. Czyżby nie mówił jej wszystkiego? Ale przecież dokładnie tego samego spodziewać się mogła po własnym synu. Po każdym z nich. Przywykła już do tego, że mało który pozostawał skłonny do zwierzeń, lecz sądziła, iż nadejdzie pora, gdy docenią jej zaangażowanie w rodzinne sprawy.
Dołożona do płomienia iskra, potrafiła transmutować drobny płomyk w gęsty pożar. Synowski przytyk próbował zaś natrętnie przegrzebać domowe ognisko, zakłuwając tę część, która płonęła w matczynej osobie. Ależ niczego innego się nie powinna oczekiwać, wiedząc, że w odmętach myśli wciąż coś natrętnie parzyło, a niezasklepiona rana pulsowała najwyraźniej boleśnie, mimo upływających tygodni. Nie dała się temu zwieść.
– Co do słowa, Igorze –
odpowiedziała ze spokojem. – W tej rodzinie wybaczamy własne przewinienia. Bowiem prawdziwi wrogowie czają się wyłącznie za murami tego domu, nigdy w nim – przypomniała mu więc, bo najwyraźniej trunek (a najpewniej wiadoma jej, mordercza gorycz) zdołał odpędzić go od właściwej interpretacji motta również i w jego krwi skrzętnie zapisanego. Jej słowa trwały wyłącznie jako wyraz troski i… szczypta ciekawości pozbawiona śladów złej wróżby. Czyżby Igor pojmował ten stan rzeczy w zupełnie niewłaściwy sposób? Czyżby wciąż nie był zdolny do pojęcia, jak daleko sięgało jej osobiste przebaczenie?
A kiedy dwaj dumni i spóźnieni przedstawiciele familii uraczyli wreszcie rodzinę swą obecnością, Irina złożyła ręce pod brodą i przyjrzała się im z wymownie wzniesioną brwią. Prezenty, ależ to rozczulające, pomyślała, obserwując, jak szczeniak trafia w ręce Lucindy. Mało znała podobnych obrazków, tak mocno ociekających rodzinnym szczęściem. Najwyraźniej miłość w gnieździe Macnairów miała się całkiem dobrze. Przynajmniej u niektórych. Przy tych myślach naturalnie jej wejrzenie pomknęło ku synowi, niezmiennie wznoszącemu przeciwko niej ponury oręż.
– Zupełnie niespodziewane – przyznała szczerze i otarła lekko wilgotne od wina usta serwetką. Gdy ją odłożyła, dotarł do niej głos Cilliana. Tajemnicza kula znalazła się tuż przed jej oczami. – Doceniam, mój drogi, choć… czuję się nieco zaniepokojona. Czyżbyś obawiał się o moją pamięć? I również ty, Drew? – zapytała, przesuwając długim paznokciem po śliskiej powierzchni okrągłego podarku. – Byłabym rada, gdyby któreś z waszych przyszłych potomków przejawiło szlachetny dar jasnowidzenia. Powiadają, że kto zna przyszłość, prędzej zdoła przechytrzyć panią śmierć. A już na pewno wrogów – przemówiła, na koniec na dłużej kotwicząc spojrzenie na tym, który wręczył jej prezent. Choć osobiście nie sądziła, by komukolwiek dane było umknąć sprytnie przed szponami kostuchy, życzyła krewnym, by stąpali po świecie żywo jak najdłużej.
Uśmiechy zdobiły tego dnia twarze Macnairów. Bez wątpienia mieli do czynienia z cieniem wyjątkowości. Irina pochwyciła między palce okrągły dar, czekając, aż jego barwa wytknie jej dziurawą pamięć. Tak też się stało, kiedy przezroczyste wnętrze wypełniło się dymną czerwienią. Odłożyła kulę krótko później nieopodal kieliszka. Przecież miała doskonała pamięć, musiała mieć. Inaczej kontrola nad tym wszystkim nie byłaby możliwa. Lubiła o tym myśleć w ten sposób.
– Drew, Cillianie, godna pochwały inicjatywa. Cieszę się, że jesteśmy już wszyscy… w komplecie –
oznajmiła, gdy bratankowie podzielili się już ze wszystkimi prezentami i zasiedli wreszcie do stołu. Wzniosła kielich, owijając się mocno palcami wokół kryształu. – Wznieśmy toast za rodzinę i jej dobrą przyszłość - przemówiła patetycznie, okrążając uwagą każdą parę oczu. Nawet te, które konsekwentnie próbowały umknąć przed konfrontacją. Wiedziała, że przyjdzie jeszcze odpowiedni czas.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
29-01-2026, 17:21
-A cóż w tym niezwykłego?- rzuciłem z szerokim uśmiechem w kierunku Lucindy, po czym idąc w jej ślady pogłaskałem panią psidwakową po grzbiecie. -Ciekaw jestem, jak ją nazwiesz- dodałem, spoglądając jej przez moment w oczy. Zastanawiała mnie jej reakcja, wszak o włochatym członku rodziny rozmawialiśmy już kilkukrotnie i zawsze odnosiłem wrażenie, że naprawdę takowego chciała. Sam nigdy nie posiadałem zwierząt, oczywiście poza Avari, ale potrafiłem w stosunku do nich wykrzesać znacznie więcej empatii niżeli do drugiego człowieka, bo miały w sobie to, czego brakowało wielu, także i mnie – bezwzględną szczerość.
-Eee- zmrużyłem oczy. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co miała na myśli. Wciąż pozostawałem w swojej masce, tej samej, która miała zapewnić mi anonimowość. Przechadzając się mrocznymi uliczkami z Cillianem nie było innego wyjścia, bowiem zwykle kończyło to się burdą lub innym, niecnym uczynkiem, jaki nadszarpnąłby – jeszcze – nienaganną opinię. Drażniło mnie to, ale nie na tyle, by z tego zrezygnować. W końcu do roli można się przyzwyczaić; gorzej, gdy zaczynała pasować zbyt dobrze. -Za młody, czy nie lubisz blondynów?- wygiąłem wargi w kpiącym uśmiechu i pozwoliłem, by metamorfomagiczna zmiana opadła, odsłaniając z powrotem moje prawdziwe rysy.
Zaraz po przekazaniu podarku Igorowi uniosłem nieco zaskoczony brwi obserwując jego reakcję – a raczej jej zupełny brak, bo poza krótkim skinięciem głowy nie wypowiedział nawet słowa i po chwili całą swą uwagę przeniósł na Cilliana oraz szczeniaka. Buc mały; niechaj kielich przyniesie mu wyłącznie szczyny goblina.
Podążywszy wzdłuż stołu, ponownie zatrzymałem się przy żonie i zająłem miejsce tuż obok niej. Zerknąłem na kielichy z winem z wyraźną rezerwą - nigdy nie darzyłem go szczególną sympatią, dlatego wzrok mimowolnie powędrował dalej, w poszukiwaniu czegoś mocniejszego; być może ognistej, a może czegoś jeszcze innego. -Cillan dalej chowasz tę flaszkę pod pazuchą? Boisz się narazić cioteczce, że przynosisz do domu Mózgotrzepa?- zerknąłem na kuzyna, a kącik ust mimowolnie powędrował ku górze. -Czy może obawiasz się powtórki ze świąt?- napomknąłem już nieco bardziej do siebie. Zapewne Irina nie chciała do tego wracać, ale widoku przewróconej choinki prawdopodobnie już nigdy nie zapomnę.
-Hola, hola byłem znacznie przystojniejszy- oburzyłem się przenosząc ostre spojrzenie na Mitcha. -Ale nie tak bardzo jak jestem obecnie- dodałem znacznie łagodniej i teatralnie uniosłem ręce w geście bezradności. Nie przykładałem specjalnej uwagi do wyglądu; za młodych lat nierzadko go ignorowałem, ale zważywszy na ogromne ego nawet mając geny półolbrzyma uważałbym się za atrakcyjnego.
Sięgnąłem do kieszeni, z której wyciągnąłem jednego dunhavena i odpaliłem go szybkim ruchem dłoni. Skinąłem głową Mitchowi w niemej podzięce za uzupełnienie kielicha trunkiem, po czym przeniosłem wzrok na Irinę, a raczej na trzymaną przez nią przypominajkę, która po krótkim kontakcie z jej palcami przybrała niepokojąco intensywny, czerwony kolor. Zacisnąłem wargi, starając się nie roześmiać, lecz dym zalegający w płucach okazał się bezlitosny; odkaszlnąłem głośno, zakrywając usta. -Godna pochwały- przerwałem starając się opanować drażniący gardło kaszel. -I najwyraźniej potrzebna- dodałem z udaną powagą.
-Za rodzinę- rzuciłem idąc w ślad za Iriną, zaraz po uniesieniu pełnego szkła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
21-02-2026, 00:29
On sam majaczył przy stole trochę nieobecnie, trochę jakby obco, ale chyba wyłącznie na własne życzenie; najbliżsi dali mu bowiem wyraźnie do zrozumienia ― począwszy od Drew, przez Lucindę, teraz na Mitchu kończąc ― że jego nieobecność odbiła się w murach tego domostwa. Że w unoszącym się tu powietrzu brakowało jakiegoś znamiennego pierwiastka, że w całej niechlubności tej ich zagmatwanej codzienności ― w której nie zawsze mieli dla siebie czas czy dostateczną dawkę uwagi ― już zawsze istnieć mieli jako spójna, dobrze zorganizowana komórka społeczna.
Jako rodzina.
Rodzina, okalająca się solidarnym ramieniem wsparcia, zrozumienia, pomocy, a nawet i empatii; rodzina broniąca się zawzięcie przed krzywdą ze strony obcych, ale też i dbająca o to, by krzywd nie wyrządzano sobie wzajemnie pod tym jednym, szerokim dachem.
I choć to ostatnie bywało nader często zaniedbywane, jakże elastycznie naginane pod kątem tego, co akurat było dla kogoś wygodne, każde z nich miało na twarzy wypisaną od urodzenia zmarszczkę winy; i najpewniej przez nią właśnie zwykle zdawali się nie pamiętać, nie słyszeć i nie widzieć, z szeroko zamkniętymi oczyma ignorując zło, które obijało się echem od długich, przestronnych korytarzy ― tak długo, jak nie pochodziło ono od innych.
I choć mógł dusić w sobie o to żal, cichy i nienazwany, dziś nie chciał już nikogo z niego rozliczać ― nie teraz, nie tutaj, nad talerzem wystawnej kolacji, w gąszczu mniej lub bardziej szczerych uśmiechów, bądź co bądź przezeń cenionych. Gorzka pretensja miała najpewniej wrócić, jeszcze kiedyś, przy stosowniejszej okoliczności, w obliczu następnej to nieprzyjemności, ale słowa siedzącego obok kuzyna nakazały struchleć.
Zamilknąć, wykrzywić usta w pozorowanym uśmiechu, albo ― tak po prostu ― odpuścić. Bo przez myśl przemknęła zasadna trwoga przed porzuceniem i zupełnym osamotnieniem; bo w świadomości wykwitła wreszcie najsurowsza z prawd, w obliczu której nikt już więcej nie przyznałby, że za nim naprawdę tęskni. Że na niego czekał, że zapragnął go wysłuchać, że próbował go zrozumieć; dotąd wszyscy skrupulatnie to deklarowali i dotąd szala bezpieczeństwa stanowiła na jego korzyść, ale jak długo miało to jeszcze potrwać, jeśli w swojej postawie nosił zaledwie butę oraz protekcjonalne roszczenia?
Prędko więc zreflektował się w swojej obojętności, po chwilach zachwytów nad psidwakiem dłoń na powitanie kierując także i w stronę Drew; prędko więc zreflektował się w swojej natarczywości, Irinie nie odpowiadając już w ostrej, obnażającej jej błędy, ripoście. Zamiast tego przybrał na twarz blady półuśmiech, zamiast tego przeprosił resztę, chwilowo odchodząc od stołu do chłodnego przedsionka, gdzie niewielki karton skrywał kilka stumililitrowych butelek. Miał zabrać je do siebie, miał przetestować na własnej skórze, część podrzucając zarazem wspólnikowi; kaprys nakazał jednak podzielić się tym także i z nimi, najwierniejszymi i najrzetelniejszymi ochotnikami sondy, którą i tak należało w końcu przeprowadzić.
― To nie koniec prezentów ― zapowiedział, rozstawiając sześć różnych naczyń w centralnej części stołu; rzucił wszystkim porozumiewawcze spojrzenie i pozwolił sobie kontynuować: ― Razem z Drew testujemy smaki naszej wódeczki; musimy zdecydować, który zechcemy wprowadzić na rynek jako pierwszy... Skargi i zażalenia przyjmujemy w środy, w godzinach od dwunastej do dwunastej piętnaście ― zażartował, powróciwszy na miejsce; celowo pominął przy tym fakt, że każda z nich reprezentowała zgoła inne, dodatkowe właściwości. ― Są niepodpisane, więc musicie zdać się na los ― dodał nieśmiało, samemu nie wyciągając po żadną ręki ― za parę godzin ruszać miał na górską wędrówkę, a na tej trzeźwość umysłu wydawała się uzasadniona. Zwłaszcza w towarzystwie, które mogło przy tej okazji szukać zemsty za ostatnie nieprzyjemności powstałe z jego powodu.

Smaki i właściwości wódek
Rzućcie kością (albo wybierzcie), by przekonać się, na którą trafiacie:
1. ᚹ
Smak: Pieczone jabłko karmelizowane w brązowym cukrze, z wyraźnym posmakiem cynamonu.
Właściwość: nostalgia; przywołuje miłe wspomnienia i zachęca do tego, by o nich opowiadać.

2. ᚦ
Smak: Ciemny, leśny, lekko cierpki smak owoców z żywicznym, ostrym posmakiem jałowca.
Właściwość: odwaga; zachęca do czynów/słów, których do tej pory się obawiano.

3. ᛞ
Smak: Słodka, dzika truskawka podbita lodowatym uderzeniem świeżej mięty pieprzowej.
Właściwość: beztroska; pozwala na wyjątkową swobodę, rozbawienie, lekkość ducha, dziecięcą radość.

4. ᚠ
Smak: Głęboki, goryczkowaty smak orzecha włoskiego wygładzony gęstym, dymnym syropem klonowym.
Właściwość: akceptacja; wywołuje postawę pokory względem losu i popełnionych błędów, zmusza do refleksji i podzielenia się nią na głos.

5. ᚲ
Smak: Gorzkawa skórka dojrzałej pomarańczy, która rozgrzewa podniebienie, pozostawiając korzenny i lekko drętwy posmak goździka.
Właściwość: fantazja; rozbudza wyobraźnię, pozwala snuć plany pozbawione chłodnych, pragmatycznych kalkulacji.

6. ᛗ
Smak: Aksamitna, gorzka czekolada, która kończy się nagłym, palącym uderzeniem ostrości papryczki chili.
Właściwość: szczerość; zmusza do mówienia prawdy i uczula pijącego na cudze kłamstwa, które ten natychmiast chce sprostowywać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
03-03-2026, 22:24
Jak w każdej rodzinie, tak i w tej zdarzały się lepsze i gorsze chwile. Wierzyła jednak, że na koniec dnia - gdy kurz codzienności opada - wszyscy życzą sobie nawzajem dobrze i dbają o wspólne dobro jak o własne, a może nawet bardziej. Nie dało się jednak dzielić tego czasu każdego dnia; ciężar obowiązków spływał na wszystkich po równo, dobitnie pokazując, czym naprawdę smakuje dorosłość. Tym bardziej z wdzięcznością doceniała chwile, gdy byli tu wszyscy. Gdy stół uginał się od angielskich pyszności, w kieliszkach leniwie mieszało się wino, a oni - w naturalnym dla siebie rytmie - oddawali się rozmowom o wszystkim i o niczym, jakby instynktownie przyjmując, że przy tym jednym stole można powiedzieć właściwie wszystko. Że ocena i krytyka zostają gdzieś za drzwiami, nawet jeśli w myślach wciąż kotłowało się wiele i że ze szczerością mogli dzielić się własnymi wątpliwościami, bo właśnie to stanowiło ich siłę. Słowa Iriny jeszcze przez chwilę wybrzmiewały w jej myślach. Bo chyba naprawdę chciała w to wierzyć - a może już wierzyła - że nie mogli żywić wobec siebie złych ani wrogich intencji. Że to, co ich łączyło, ta rodzinna zażyłość, było czymś znacznie większym i ważniejszym niż przykrości, które czasem sobie wyrządzali - świadomie lub zupełnie nieświadomie.
Na słowa Mitcha skinęła głową z lekkim uśmiechem, bo faktycznie nie marzyło jej się dotykanie kręgów piekła na własnej skórze. Zanim jednak na dobre pogrążyli się w rozważaniach, pojawiły się prezenty, a ten jeden - spokojnie układający się właśnie na jej kolanach - sprawił jej nieskrywaną, wewnętrzną radość. Przeniosła więc wzrok na męża i uśmiechnęła się delikatnie. - Jakby jedno dziecko w domu było niewystarczające - skomentowała, choć w jej oczach łatwo było dostrzec iskrę zadowolenia. - Zastanowię się nad tym. Ty wybrałeś imię dla naszego syna, więc pozwól mi chociaż nazwać psidwaka - dodała jeszcze, z czułością głaszcząc małą, owłosioną główkę zwierzęcia.
- Och, akurat myślę, że twoja pamięć mogłaby zawstydzić nas wszystkich - skierowała te słowa do siedzącej po lewej stronie kobiety. Prezenty, jak się spodziewała, miały mieć zarówno zabawne, jak i praktyczne oblicze. Takiego połączenia nie oczekiwałaby właściwie po nikim innym jak właśnie po tej dwójce. Sięgnęła po kieliszek, gdy wybrzmiał wspólny toast i skinęła głową w niemym potwierdzeniu, kiedy rozległo się donośne: za rodzinę. Za to, co mieli w tych dobrych chwilach - i za to, na co mogli liczyć w tych gorszych.
Przeniosła spojrzenie na Igora, gdy oznajmił, że to jeszcze nie koniec prezentów. Zaintrygowana obserwowała jego kroki, a kiedy na stole pojawiło się sześć identycznych buteleczek wypełnionych trunkami o zupełnie różnych barwach, uniosła brew w pytającym geście. - Jak miło, że możemy posłużyć wam za obiekty testowe - odparła z żartobliwą kąśliwością, sięgając po jedną z buteleczek. Odkorkowała ją i powąchała ostrożnie. Ciężki, orzechowy aromat natychmiast przywiódł jej na myśl jesienne wieczory. Kryła się w nim również subtelna słodycz, której nie potrafiła jednoznacznie nazwać. Nalała trunku do kieliszka, kierując się zupełnie losowym wyborem. Najpierw uderzył w nią smak wspomnianej słodyczy, a dopiero po chwili moc alkoholu. Lekko się skrzywiła, skrywając usta za kieliszkiem. Spojrzała na męża, który z pewnością celowo dostosowywał siłę trunku. Uśmiechnęła się jednak, gdy przyjemne ciepło rozlało się po jej wnętrzu. - Na początku słodko-gorzki posmak, lekko orzechowy, ale później nie ma już żadnych wątpliwości co do mocy tych trunków - zaśmiała się, traktując własne słowa raczej jako komplement niż przytyk wobec ich pracy. Przecież właśnie o to chodziło w wytwórni alkoholi, prawda?
W skupieniu obserwowała, jak inni również sięgają po kieliszki, ciekawa ich opinii. Nagle przemknęła jej przez myśl świadomość, że cieszy się z tego, jak potoczyły się sprawy. Że znalazła swoje miejsce wśród rodziny zamieszkującej Warownię. Że naprawdę stała się jej częścią. I choć wcześniej tak trudno było jej pogodzić się z podejmowanymi decyzjami, teraz zaczynała czuć akceptację. Jakby wszystkie błędy musiały wydarzyć się właśnie po to, by mogła znaleźć się tutaj - przy tym stole. - Wiecie, na zaprzysiężeniu, gdy zobaczyłam Dumbledore’a… - zaczęła, obracając kieliszek w palcach. - Uderzyło mnie, jak bardzo byłam w tym wszystkim naiwna, wierząc w opowiadane przez niego historie o równości, wolności, empatii i szeroko pojętym altruizmie. Teraz chyba dochodzę do wniosku, że tak właśnie musiało się stać. - nie wiedziała nawet, skąd wzięła się w niej potrzeba wypowiedzenia tego na głos. Skąd potrzeba pogodzenia się z własną przeszłością. - Musiałam popełnić te błędy, żeby je zrozumieć… i chyba żeby znaleźć się dokładnie tam, gdzie jestem teraz - dodała ciszej, lekko zaskoczona tym wyznaniem. Gorąco trunku wciąż rozgrzewało jej krew, barwiąc policzki delikatnym rumieńcem. Uniosła brew w pytającym geście, bo to, co właśnie z nią się działo, było… niecodzienne.

rzut
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
09-03-2026, 19:49
Spojrzał po nich wszystkich, na każdym na dłuższą chwilę zatrzymując spojrzenie. Rzadko kiedy było im dane spotkać się w taki gronie. Każdy z nich zajęty był swoimi sprawami, każdy z nich miał na głowie własne obowiązki, które wypełniali co do joty. On sam dopinał właśnie ostatnie sprawy, ostatnie projekty wysyłał do akceptacji klientom aby po zjeździe absolwentów móc udać się na w pełni zasłużony urlop. To miało być raptem kilka dni, kilka dni, które spędzi poza swoją pracownią, podczas których będzie odpoczywał. Taki był plan, a jak mu to wyjdzie to inna sprawa. Nie był przyzwyczajony do odpoczywania, nie za bardzo wiedział co powinien robić w takie dni, bo większość czasu spędzał na pracy. Na szczęście w sypialni, na regale leżało kilka książek, które odkładał od dłuższego czasu, może teraz w końcu po nie sięgnie i przeczyta. Miał przede wszystkim jedną pozycję, która go ciekawiła. Jak się okazało podczas ostatniej wizyty w sklepie papierniczym, poznał jego autorkę, chociaż w ogóle początkowo nie zdawał sobie sprawy. Kobieta wydała mu się w pewien sposób interesująca, ciekaw więc był czy powieść, która wyszła spod jej pióra była również intrygująca co ona sama.
Czuł na sobie spojrzenie Iriny, jednak nie drgnął nawet o minimetr. Wiedział, że była ciekawa, ale było za wcześnie by cokolwiek mówić. W zasadzie to nie było o czym mówić. Jak na razie nie miał nikogo na oku, nie w takim wymiarze aby cokolwiek planować. Szczerze mówiąc to też się nie rozglądał specjalnie. Na razie skupiał się na pracy, miał dalekosiężne plany, firma sama się nie założy, a żeby to zrobić musiał mieć odpowiednie fundusze. Nie były mu w głowie teraz związki, kiedy czekało go tyle pracy. Z resztą, zawsze wychodził z założenia, że jeśli coś się ma zdarzyć, ma kogoś poznać, to w końcu to się stanie, niezależnie od niego. Nigdy nie ukrywał, że marzy mu się rodzina, taka z prawdziwego zdarzenia. Chciał mieć żonę i dzieci, ale aby to było osiągalne, aby mógł zapewnić im byt, musiał pracować. Więc na tym też się skupiał.
Teraz skupił spojrzenie na szczeniaku wygodnie umoszczonym na Lucindowych kolanach. Był uroczy, jeszcze trochę niezdarny, ale niezwykle pocieszny. Lekki uśmiech zagościł na jego ustach, widząc jak łasi się do swojej nowej właścicielki. Kto wie, może zwierzak trochę rozjaśni ponure korytarze Przeklętej Warowni i wprowadzi do niej więcej radości i uśmiechu, bo jak na razie, wyłączając dzisiejszy wieczór, wydawać się mogło, że mieszkają tu same ponuraki.
- Każdemu zdarza się o czymś czasami zapomnieć. - zwrócił się Iriny spokojnie, posyłając jej lekki uśmiech - Jakby nie patrzeć, jesteśmy tylko ludźmi. - wzruszył lekko ramionami, po czym opróżnił swój kieliszek, jednocześnie chowając do kiszeni wcześniej otrzymany podarek - Masz Mózgotrzepa?! Dawaj! - nie zastanawiając się czy kuzynowi to odpowiada czy nie, szybko przeszukał jego kieszenie i wydobył z jednej ukrytą butelkę - Aha! - zawołał triumfalnie stawiając szkło na stole z lekkim stuknięciem.
Moment później spojrzał na Drew i wykrzywił usta w czymś co miało być powstrzymanym śmiechem, co też nie do końca mu wyszło, bo po chwili parsknął śmiechem.
- No skoro tak uważasz. - pokręcił głową z rozbawieniem - No coś musisz w sobie mieć, skoro twoją żoną została taka dama jak Lucinda. - dodał po chwili posyłając szwagierce przymilny uśmiech, by po chwili znów przenieść spojrzenie na Drew i unieść ręce w geście poddańczym gdyby temu teraz w napadzie dobrego humoru zebrało się na kuzynowskie przepychanki, przecież doskonale go znał i wiedział, że jedynie sobie żartuje.
Uniósł swój kielich z winem w geście toastu. Za rodzinę, jeszcze kilka lat temu wydałoby mu się to bardzo górnolotne, nieosiągalne wręcz, teraz jednak był gotów się z tym zgodzić i temu przyklasnąć. Jako ktoś wychowywany w zasadzie bez rodziców, jedynie przez babkę, która była jego jedyną namiastką rodziny, nigdy nie śnił o tym, że mógłby siedzieć przy takim stole, z ludźmi, których bez wahania nazwie rodziną.
Uniósł brew ku górze odprowadzając Igora wzrokiem do przedsionka. Czyżby młodszy kuzyn miał już dość ich towarzystwa? Domyślał się jednej osoby, ale żeby ich wszystkich? Na szczęście ten powrócił po chwili niosąc kolejne podarki. Aż mu się trochę głupio zrobiło, że on sam nic nie przygotował. No cóż, może nadarzy się jeszcze okazja, wtedy nie zapomni.
- Ulala…dobrze, będę waszym królikiem doświadczalnym. - pokiwał głową z zadowoloną miną sięgając po jedną z bliżej stojących buteleczek.
Odkorkował ją, po czym pociągnął sporego łyka i przez chwilę analizował smak na języku. Zacmokał kilka razy i odchylił się lekko na krześle.
- Hm…karmelizowane jabłko…i coś jakby cynamon, - pokiwał lekko głową - Zgadłem? - uniósł brew ku górze patrząc na Igora zaciekawiony czy zmysł smaku go nie zawiódł - A jeśli i karmelizowanym jabłku mowa, na halloween podawali nam takie w Hogwarcie. - uśmiechnął się lekko, kiedy fala wspomnień zalała jego umysł - Jak byłem na trzecim roku zrobili tak wielką ucztę, że nie dało się tego przejść. Owoce w czekoladzie, od cholery ciast i różnego rodzaju cukierków. Pamiętam, że Peter Mosby tak się obżarł babeczkami dyniowymi w polewie lukrowej, że pół wieczoru spędził modląc się do wielkiego ucha. - zaśmiał się kręcąc głową z rozbawieniem, samemu do końca nie wiedząc czemu nagle go tak wzięło na wspominki.

rzut
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-03-2026, 01:29 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.