• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dolina Dunlewey (Donegal)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-08-2025, 20:53

Dolina Dunlewey
Na północnym zachodzie Donegalu, otoczona górami Errigal i Muckish, leży Dolina Dunlewey – spokojna i melancholijna kraina, w której jezioro lśni jak obsydian. Na jego brzegu stoi opuszczony kościół, którego kamienne mury porasta mech, a okna pozbawione są szyb. Legendy mówią, że dolinę nawiedzają duchy przodków, a nocą słychać tu pieśni w języku, którego nikt już nie rozumie. Woda jeziora jest tak ciemna, że wydaje się bez dna, a jej powierzchnia drży przy każdym podmuchu wiatru. Miejsce to wydaje się oderwane od reszty świata – każdy krok w Dunlewey jest jak wejście w czyjś sen.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
13-02-2026, 16:24
4 kwietnia '62

Czasami zadziwiała ją ludzka złośliwość. Sama nie określiłaby siebie tym mianem. Była pragmatyczna - owszem. Wybierała rozwiązania dalekie od moralnych, ale zwykle stał za nimi konkretny powód, podszyty równie konkretnymi emocjami. Nie była aż tak zepsuta, by fundować piekło tym, którzy sobie na nie nie zasłużyli. A może była - tylko łatwiej było naklejać na siebie inne etykiety. Łatwiej zawsze znaleźć uzasadnienie. Łatwiej wmówić sobie, że zemsta ma sens. Ludzie, którzy trafiali do niej po odpowiednie przekleństwo, nigdy nie przychodzili bez motywacji. Na początku bywali niepewni, wycofani, unikający jasnych deklaracji. Nie mówili wprost o intencjach, jakby samo ich nazwanie miało nadać im ciężar. Wystarczyło jednak nacisnąć we właściwym miejscu rozmowy, zadać jedno pytanie za dużo i otwierali się niemal automatycznie. Wylewali żal, rozgoryczenie, złość. A powód znajdował się sam.
Czasem chodziło o klątwę na miejsce - gdy porzucona kochanka nie chciała, by jej niewierny wybranek budował szczęście gdzie indziej. Czasem o przekleństwo rzucone na przedmiot, gdy rozczarowany spadkiem arystokrata wolał, by nikt więcej nie mógł z niego skorzystać. Innym razem celem był konkretny człowiek - by nie zaznał spokoju, by jego życie wypełniło się trudem i cierpieniem. Każdy nosił w sobie wystarczająco dużo nikczemności, by zgotować drugiemu taki los. O tym już zdążyła się przekonać. I właściwie powód przestał robić dla niej różnicę. Praca była pracą. Galeony - galeonami. A ludzie, jeśli nie u niej to znaleźliby to gdzie indziej. Ktoś inny by im to dał. W tym wszystkim nie widziała utraty własnego człowieczeństwa. Widziała jedynie transakcję.
Więc gdy list od kolejnej czarownicy zawitał na jej parapet, wcale nie była zaskoczona. Lakoniczne informacje, kilka ostrożnych sformułowań i wyraźna potrzeba umiejętności zakańczania konfliktów. Antonia doskonale wiedziała, o jakie umiejętności chodzi.
Spotkały się w mokrym i zimnym parku. Rozpoznać czarownicę nie było trudno - stała niczym przyłapana na czymś, czego jeszcze nie zrobiła, przebierając niepewnie nogami i oglądając się przez ramię, jakby już żałowała, że tu przyszła. Takich ludzi nie lubiła. Niby decydują się na coś, niby szukają pomocy osoby trzeciej, a gdy przychodzi moment nazwania rzeczy po imieniu, zaczynają drżeć nad własną decyzją. - Usiądźmy - zawyrokowała, wskazując dłonią ławkę. Zamieniła się w słuch.
Kobieta - uzdrowicielka, wielka marzycielka, wybitna specjalistka. A jednak udręczona. Przez własne demony i przez demony systemu, który potrafił być cichy, ale konsekwentny w podcinaniu skrzydeł. Czuła, że wszystkie działania, których się podjęła, były umniejszane, że jej osiągnięcia stawały się przypisem do cudzych nazwisk. Jako ofiara nie mogła oczekiwać, że nadejdzie dzień, w którym będzie traktowana na równi - ani przez męża, ani przez profesorów, którym z widocznym trudem przychodziło akceptowanie jej obecności w naukowym świecie. Antonia potrafiła zrozumieć tę część kobiecej natury, która rodziła się z poczucia głębokiej niesprawiedliwości. Ten świat dla płci pięknej nie był łaskawy. Nigdy nie był. Wiele kobiet mogło czuć się właśnie w ten sposób - przygaszone, podważane, wciąż zmuszane do udowadniania własnej wartości. A jednak w jej myślach pojawiła się rysa. Czy to wszystko rzeczywiście spadało na tę kobietę? Czy może była ubrana w paranoję tak idealnie skrojoną, że na pierwszy rzut oka wyglądała jak racjonalny gniew? Antonia patrzyła na nią uważnie. Bo między krzywdą a wyobrażeniem krzywdy bywała cienka, niemal niewidoczna granica.
- Więc czego pani oczekuje? - zapytała w końcu, karcąc się w myślach, że nie powinna debatować nad powodem, bo ten przecież nie powinien jej obchodzić. I wtedy kobieta na nowo rozbłysła swoim żalem. Chciała od Antonii, by przeklęła pióro należące do głównego profesora - tego, który najczęściej podważał jej zdania, który zbywał jej pomysły lub przypisywał zespołowi to, co należało wyłącznie do niej. Wychodziła z założenia, że bez jego wpływu na pewno udałoby się jej przekonać innych profesorów do swojej racji, że mogłaby wyraźniej zaznaczyć swoją obecność w świecie nauki. - A jaki ma to być rodzaj przekleństwa? - zapytała, gdy kobieta sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyciągnęła ukradzione pióro, na którym widniały inicjały A.P. To pytanie zawsze było dla ludzi najtrudniejsze, bo właśnie ono zdradzało ich prawdziwą naturę. Niektórzy mówili wprost, że dana osoba ma cierpieć, że ma umrzeć, choć wciąż oddychać. Inni ubierali swoje intencje w piękne eufemizmy, choć prawda pozostawała ta sama.
- Niech ma problemy z pamięcią - zaczęła w końcu kobieta. - Niech popełnia błędy. Niech stanie się powodem do kpin, niech ludzie zaczną w niego wątpić. Niech to będzie subtelne, jakby nagle starość się o niego upomniała, a nie tak, żeby ktoś podejrzewał jakiekolwiek działania… niepożądane. - wybrzmiało wreszcie to, co miała na końcu języka. To, co miało przynieść jej ukojenie i nadać sens jej pracy i wszystkiemu, co robiła.
Wsłuchała się w oczekiwania kobiety i już w jej myślach zaczęły układać się odpowiednie runy. Z kieszeni płaszcza wyciągnęła małą fiolkę, a po chwili chwyciła ją za palec i jednym, szybkim ukłuciem igły wydobyła kilka kropli krwi. - Czasem nie wystarczy krew zaklinacza, lecz także tej osoby, której intencją jest nałożenie klątwy - odparła spokojnie, gdy tamta, wyraźnie przestraszona, przyglądała się jej poczynaniom. Zakręciła fiolkę i schowała ją z powrotem do kieszeni. - Zapłaci mi pani teraz. Przeklęty przedmiot otrzyma pani jutro sową. Proszę go nie wyjmować z materiału i odłożyć na miejsce również przez materiał, chyba że to pani chce stracić pamięć - dodała, jakby mówiła o czymś zupełnie zwyczajnym.

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
03-03-2026, 09:41
12 maj 1962

Południowy wiatr tańczył, wśród gęstych, intensywnie zielonych traw. Czuł na twarzy jego muśnięcia i przyjmował je z lekkim, niemal niedostrzegalnym uśmiechem. Widocznie stęskniony za cieplejszymi dniami, chociaż zahartowane ciało nie było tak bezbronne, wobec warunków pogodowych, to lubił wiosnę jej ciepłe promienie słoneczne padające z wytęsknieniem na zmarzniętą po zimie ziemię. Pierwsze kwiaty i zioła, które powoli, jakby wciąż niepewne warunków wyrastały z miękkiej gleby. Maj zawsze budził do życia, te z roślin jeszcze niezdecydowane przypominając, iż czas najwyższy na przerwę w hibernacji i wzrost.
Dotyk nagiego kamienia pod palcami dłoni przeszywa ciało lodowatym dreszczem. Sprawia, że koncentruje wzrok na opuszczonym kościele, którego jednej ze ścian właśnie dotykał. Takie miejsca, zawsze budziły ciekawość ludzi podobnych jemu, bo stawiane częstokroć w strategicznych miejscach dla starych kultów, niosły znamiona nie tylko najnowszej historii, lecz także sięgały głębi, czegoś, co tu było przed kamienną budowlą. Nim spokój tej ziemi, został bezpowrotnie zabrany. Wiedzieli, że mieli przed sobą jedną wielką niewiadomą – miejsce nasączone historią, jednocześnie mogące skrywać tajemnice lub wprost przeciwnie. Tak w swym zwyczaju nie poddawali się, niesieni przeświadczeniem o nieomylności w czytaniu znaków, starych dzienników i zapisków z innych źródeł, o tym miejscu. Już od dłuższego czasu na ustach nosili pragnienie odwiedzenia tego miejsca, często spędzając dnie i noce w bibliotece na dokładnym planowaniu. Niestety jego wyjazd do Damaszku pokrzyżował ich plany, dlatego dopiero teraz na styku dnia, który zmieni w życiu Primose wszystko, a zarazem tak niewiele wyruszyli razem na ich przygodę.
Potrzebował oddechu, złapania perspektywy i wytchnienia od miasta.
— Jak znajdujesz czas, by połączyć pracę i doglądanie nadchodzącego wesela? — zapytał, przystając przed wejściem do środka świątyni, jakby chciał ostatni raz rozejrzeć się po okolicy, zanim zaczną sięgać korzeni tej budowli, a może i nawet głębiej. Wapienne skały dawały możliwości na drążenie w głąb ziemi. Spotykali się z tym wcale często, jak na miejscu starych mugolskich cmentarzy i świątyń znajdowano szczątki, które były znacznie, ale to znacznie starsze, niż pierwotnie stwierdzali. Jakby ludzi przyciągały te pierwotne siły, te miejsca o specyficznej aurze, takiej jak ta tutaj wyczuwalna, wręcz namacalna. Stawiali w świątynie, czasem posągi, a bywało, że i osady… Spoglądał na towarzyszkę z niegasnącym w oczach błyskiem, jakby szukał śladów podekscytowania na jej twarzy. — Bradford nie będzie miał za złe, że uciekamy w teren? — Sposób, w jaki patrzył na Primrose, był w rodzaju tych charakterystycznych, mocno opiekuńczych lubił dziewczynę od lat, była mu bliska na swój sposób. Chętnie przystawał na jej towarzystwo i wymianę myśli, bo współpraca z kimś, kto rozumie drugą stronę, bywała niezwykle lekka. A wzajemne uzupełnianie się stanowiło podstawę w dobrym partnerstwie, zwłaszcza gdy istniało jawne zagrożenie życia lub zdrowia.
Ostatni kontakt wzrokowy z zielonymi pagórkami, nim zagłębił się w chłodnym półmroku świątyni. Jego kroki niosły się echem po pustej przestrzeni w środku panował nieład, ale brakowało aktów wandalizmu. Prawdopodobnie przez fakt, że kościół leżała na uboczu i mugolom nie chciało się, aż tak daleko fatygować. Dlatego lubił tego typu okazy. Można było w nich wyczuć odrobinę dawnej magii, a przy adekwatnym nastawieniu, nawet usłyszeć szepty dawno przedawnionych modlitw i śpiewów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
08-03-2026, 21:59
Powinna teraz siedzieć i pakować dalej swoje dotychczasowe życie. Skrawki w postaci fotografii, listów, obrazów - pamiątki bycia panną Burke. Za osiem dni miała rozpocząć całkowicie nowe życie. Tak mówili, bo ona wiedziała swoje. Zmieni się nazwisko, zmienią pokoje, ale nie zmieni się ona. Nie zatraci siebie tylko dlatego, że nie będzie już mieszkać w Burke Manor. Ma odkrywać nową siebie, nie zaś całkowicie się zmieniać. Widziała w małżeństwie możliwości, nie zaś koniec. Wiele się zmieni, w tym aspekcie się nie oszukiwała, ale nie na gorsze. Miała wrażenie, że wszyscy wokół nagle uważają, że coś traci, że musi cierpieć z tego powodu.
Przygotowania do wesela szły pełną parą. Z wielką ulga oddała władzę w ręce tych, które zdawało się, że bardziej się przejmują tym wydarzeniem niż ona sama. Nie miała głowy do kwiatów, do ozdób ani tortu - jej myśli krążyły wokół przyszłego męża, wspólnego życia i tego jak będzie mówić o sobie pani Bulstrode. Potrzebowała powiewu normalności, a tą były zawsze wyprawy do ruiny, prace nad starymi manuskryptami czy też zapiskami. Nie ryzykowała teraz z pracą nad artefaktami. Nie chciała otrzymać rykoszetem jakąś klątwą, która mogłaby zaprzepaścić ostatnie miesiące przygotowań. Bywała nieroztropna ale nie głupia. Wyprawa do miejsca, o którym od dawna rozmawiali miała stanowić przyjemne oderwanie się od obowiązków panny młodej. Każde z nich szukało w nim czegoś innego, a łączyła chęć pozyskania wiedzy, tak skrzętnie skrywanej przez ostatnie stulecia. -Większość oddałam w ręce mojej matki, bratowej, matki Bradforda i jego siostry. - Przyznała otwarcie. To te kobiety chciały ją wesprzeć, a Primrose nie miała żadnych oporów zdając się całkowicie na ich decyzje. Sama skupiając się na tym co ją najbardziej interesowało. Chcieli z Bradfordem kameralnego, niedużego przyjęcia. Nie przepadali za wielkimi zabawami i nie czuliby się w nich dobrze. Dla niego to było drugie wesele, a ona była tylko córka, a nie pierworodnym i nikt nie oczekiwał splendoru, a tym bardziej w rodzinie Burke.
Strzeliste, nadkruszone łuki wciąż unosiły się ku niebu z dawną dumą, choć dach dawno już ustąpił miejsca światłu i rosnącym wewnątrz chwastom. Kiedy przekroczyli próg, powietrze zdawało się chłodniejsze, przesiąknięte zapachem wilgotnego kamienia i starej ziemi. -Bradford sam siedzi w rezerwacie. - Obydwoje nie tracili głowy z powodu tego wydarzenia, raczej tracili ją dla siebie samych, ale tego nie powiedziała na głos, zachowując to spostrzeżenie dla samej siebie. Zatrzymała się na moment, jakby chciała chłonąć to miejsce wszystkimi zmysłami naraz. Jej spojrzenie wędrowało po zniszczonych murach, po resztkach rzeźbionych detali, które wciąż zdradzały kunszt dawnych budowniczych. Jednak to nie gotyckie mury rozpalały jej wyobraźnię najbardziej. Była niemal pewna, że kościół powstał na znacznie starszym miejscu; może na dawnym kręgu, może na sanktuarium, którego pamięć przetrwała jedynie w kamieniach. Podeszła bliżej do jednej ze ścian, gdzie między blokami kamienia przebiegały drobne, niemal niezauważalne nacięcia. Jej oczy rozbłysły. Przesunęła dłonią po chłodnym kamieniu, wyobrażając sobie ludzi, którzy stali tu przed wiekami — tych, którzy modlili się w cieniu gotyckich sklepień i tych jeszcze wcześniejszych, którzy mogli przychodzić tu, zanim ktokolwiek pomyślał o chrześcijańskiej świątyni. Tej, którą zbudowali mugole. -Co mówiły dokładnie zapiski? - Poprosiła o przypomnienie obracając się w kierunku Lorcana. Czarodziej ten, podobnie jak ona, przejawiał pasję do szukania tajemnic w zapomnianych dziejach. Dzielił się swoją wiedzą i zachęcał do dalszych poszukiwań. Kolejny starszy brat w życiu kobiety, który pchał ją ku odkrywaniu, nie podcinał zaś skrzydeł.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
12-03-2026, 18:46
Skinął przyjaciółce porozumiewawczo, wiedział, jaka była potrafił ją zrozumieć w większości poruszonych kwestii, nieraz przypominała mu Persephone i choć mimowolnie nakreślały się podobieństwa, tak nigdy ich nie łączył; nie konfrontował, jednakże krew pozostawała ta sama, a temperament i poczucie rwania ku przygodzie w te rodzinie były naturalne. Dlatego czasem, trwał w zawieszeniu patrząc na Prim – ciesząc się w duchu, że odnalazła szczęście i nie chodziło wyłącznie o te w życiu, wobec zawodu i pasji, której się poświęciła, ale i o kwestie emocjonalne – tu stabilizacja, pewność kolejnych kroków, świadomość wsparcia drugiej osoby, były budujące. Bradford potrafił, być opiekuńczy, a nawet okazywał troskę, był mężczyzną oddanym, ale również honorowym, dlatego nie wątpił w nich.
Mimowolnie przemknęła mu przez myśl o Melusine – wraz z tą myślą przyszedł wyrzut sumienia w związku z ostatnimi wydarzeniami, ale i pewność, jaka łączyła w sposób specyficzny ludzi. Wątpił, by odnajdywał w najbliższych tygodniach harmonię na tym polu, tak bezstresową i lekką, jaką mieli Prim z Bradfordem, lecz z drugiej strony, chaos bywał kreatorem dziwacznych połączeń. Uśmiech zastygł na ustach mężczyzny, nawet w gorszych chwilach myśli o niej kończyły się w ten właśnie sposób. Nie rozumiał tego zachowania, tych reakcji i wolał odpędzać od siebie wszelkie podejrzenia, co mogły one znaczyć.
Spojrzeniem prześliznął się po sklepieniu; dach był w opłakanym stanie, tak samo, jak i okna, a raczej ich brak. Przez co na twarzy czuł nieustanny przeciąg, nieco chłodniejszy, niż na zewnątrz. Panująca tu atmosfera, była specyficzna; wyrwana, jak ze snu, aura spływała na nich, a surowe porośnięte mchem i bluszczem ściany, bezwzględnie przypominały o przemijaniu, gdzie kamień kruszeje pod naporem czasu.
Westchnął, patrząc w kierunku Prim: — W dolinie Dunlewey, między szczytami dwóch gór, nad brzegiem jeziora wznosi się kościół o korzeniach sięgających wieków starożytnych, tam też odnaleźć można w jego podziemiach ślady dawno wygasłej cywilizacji… — zaczął recytować z pamięci notatki, które zgromadzili przed wyprawą. — W dalszej części tłumaczony fragment był nieczytelny, pozostawiając nas z zagadką, lecz z tego, co udało mi się dodatkowo znaleźć, to przed postawieniem tu tej bryły, którą widzimy, stał w tym miejscu mniejszy kościół zbudowany przez templariuszy, a ci, jak wiemy, lubili budować swe zamki, forty i świątynie na miejscach dawnych kultów pogan, więc… — ponownie przerwał, podchodząc do kobiety i wręczając jej notatnik, w którym wszystkie najważniejsze informacje wynotował. Treść tą znał na pamięć, więc nie potrzebował pomocy, tak jednak zrobił to mimowolnie, aby Primrose, miała adekwatne odniesienie.
Jego pismo, było przejrzyste, czytelne i elegancko-poprawne, pozbawione ozdobników – konkretne, nieco sztywne, co w listach zwłaszcza tych romantycznych, mogło uderzać w oczy, lecz w zapisach naukowych, było bardzo pożądane. Lata praktyki robiły swoje i lubił notować postępy w badaniach.
— Musimy znaleźć przejście do dolnej kondygnacji, zazwyczaj są one ulokowane przy ołtarzu lub na tyłach. Sprawdźmy oba te miejsca — zaproponował. Początkowy etap był prosty, obawiał się kolejnych, które mogą przynieść więcej zabawy z odczytywaniem znaków ze ścian i odblokowywaniem podziemnych przejść.
Ruszył w kierunku ołtarza, szukając podłużnego bloku posadzki, o dość charakterystycznym kształcie. W takich miejscach niegdyś przechowywano najcenniejsze zbiory kościoła, podczas wojen i najazdów wówczas miały szansę ocaleć przed rabunkiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
Wczoraj, 13:29
Głos Lorcana odbijał się od kamiennych ścian. Słowa płynęły w górę, ginęły w zieleni, między kamieniami, osadzały się w przestrzeni jakby to miejsce chłonęło na nowo swoja historię. Cichy dźwięk stawianych kroków mieszał się z męskim tembrem głosu. Następnie przyjęła od niego notatnik, który ostrożnie otworzyła, a wzrok zaczął błądzić po skrupulatnych zapiskach. Nie spodziewała się niczego innego po nim. Zresztą byli w tym przypadku bardzo do siebie podobni. -...korzeniach sięgających wieków starożytnych… - powtórzyła za nim cicho i rozejrzała się wokół. Takie miejsca, skrywały wiele tajemnic, po które właśnie przyszli. Chcieli je odkrywać i znajdować, katalogować. -Kultu pogan… - Czasami zadziwiało ją to jak bardzo inaczej odbierali historię i przeszłość. Mugole mówili o dawnych zjawiskach jako pogańskich, a przecież legendy arturiańskie mówiły wprost, że magiczni i niemagiczni żyli obok siebie, wiedzieli o swoim istnieniu. Merlin był doradcą królewskim, magia była obecna w każdym aspekcie ich życia. A potem stali się poganami, później zaś tajemnicą, którą ukrywali. Z daleka ktoś by powiedział, że dwójka zwykłych ludzi zwiedza stare ruiny. Nie wiedzieli, że to dwójka badaczy pochodziła z tego “pogańskiego” świata i szukała dawnych śladów bytności dawnych czarodziejów i zrozumienia kolejnych wydarzeń w historii.
Wyciągnęła różdżkę i skierowała przed siebie -Revelio - poczuła jak magia wokół niej wibruje, jak energia kumuluje się, ale nic się nie wydarzyło, nie doszło do pełnego przepływu magii. Nieznacznie zmarszczyła brwi, ale nie zmartwiła się tym faktem. Magia nie była wyłącznie narzędziem, które miało być im posłuszne. Na jej działanie wpływało wiele czynników. Wolała się też upewnić, że niczego nie przegapili, nic nie umknęło ich uwadze nim zajmą się szukaniem przejścia do dolnej kondygnacji. Tam gdzie zwykle były katakumby. To właśnie w takich miejscach były skrywane wszystkie artefakty i echa przeszłości, czyli to czego obydwoje szukali. -Zastanawiam się, czy znajdę tu coś co łączy się z innymi moimi znaleziskami. - Ostatnio zbierała okruchy wiedzy, nie wiedziała jak je ze sobą połączyć. Szukała wszelkich oznak dawnych kultów. -Możliwe, że natrafiłam na kult jednej czarownicy, którą mugole traktowali jako boginie w czasach celtyckich. - Dodała podchodząc bliżej do Lorcana, kierując się tak jak on w głąb ruin i tam gdzie znajdował się ołtarz, a raczej to co z niego zostało. -To na razie moja śmiała teza, ale sądzę, że dość prawdopodobna. Sądzę, że pewna grupa czarodziejów i czarownicy z okresu ósmego lub dziewiątego wieku była czczona jako bóstwa. - Ponownie wycelowała różdżkę przed siebie, by znów rzucić zaklęcie, które mogło ujawnić to czego jeszcze nie dostrzegali. -Revelio. - kobiecy głos potoczył się po pustej przestrzeni chcąc przywołać magię i przemienić ją na skuteczne działanie.

|1 rzut na Revelio, nieudany, st 53
2 rzut na Revelio, krytyczna porażka
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 04:34 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.