• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Księżycowa kawiarenka
Księżycowa kawiarenka
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:47

Księżycowa kawiarenka
Wciśnięta między sklep z antykami a zakład krawiecki na jednej z cichszych uliczek w dzielnicy Kensington. Nie prowadzi do niej żadna reklama, lecz okrągły, srebrzysty znak nad drzwiami, przypominający pełnię księżyca, i napis wykonany ręcznie: „La Lune”. Wnętrze jest małe, ale przytulne. Ciemne drewno, czarno-białe płytki na podłodze, stare lustra z matowym połyskiem i złoconymi ramami, a przy stolikach haftowane obrusy i świeczki w mosiężnych lichtarzach. Powietrze pachnie cynamonem, prażonymi orzechami, świeżymi wypiekami przypominającymi te prosto z Francji. Z głośników płynie delikatna, niezbyt głośna muzyka klasyczna. W rogu stoi pianino zapraszające do zagrania ulubionego akompaniamentu. Właścicielką jest pani Elodie, drobna, siwowłosa kobieta o oczach koloru ciepłego błękitu. Ubrana w ciemną suknię i wełniany sweter, porusza się cicho, zawsze z uśmiechem. Zna praktycznie każdego klienta proponując różaną herbatę, lub ulubiony trunek. Na tylnej ścianie zawieszony jest zegar księżycowy, a jego wskazówki nie wskazują godzin, a fazy księżyca. „Księżycowa Kawiarenka” to miejsce, gdzie czas płynie inaczej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 14:23
Uśmiechnęła się z przekąsem i zaśmiała cicho w odpowiedzi na uwagę o punktualności. Lubiła go takim, jakim był, nawet jeśli oznaczało to niedokładne przestrzeganie wyznaczonego czasu. Zawsze miała do niego słabość.
Takt nie był najmocniejszą stroną Rafaela. Zwróciłaby większą uwagę na przesadnie sformułowane komplementy, gdyby tylko nie była zajęta zastanawianiem się nad tym, co powinna dziś wybrać. Francuskie brzmienie pozycji znajdujących się w karcie sprawiały, że nie do końca potrafiła odnaleźć się w szarej rzeczywistości, która nijak miała się do ciepła paryskiego słońca. Dość nieobecna myślami przytaknęła na wzmiankę o współczującym wnętrzu, nie dostrzegając w tym niczego zdrożnego. Kochała swoich braci ponad wszystko inne i była gotowa uchylić im nieba, jeśli w taki sposób staliby się szczęśliwsi. Nie oznaczało to jednak, że tak poniekąd tkliwe podejście jest powszechnie znane i akceptowane, dlatego dopiero na wzmiankę o obrośnięcie w legendę uniosła brew i spojrzała na brata znad menu. Już wcześniej zdarzało mu się wygłaszać podobne komentarze, ale zdarzało się to równie często co same spotkania. Gotowa skomentować jego nadmierną czułość rozchyliła usta i wydała z siebie zaledwie pół słowa, gdy tuż przy ich stoliku znalazła się kelnerka - zapisanie zamówień zajęło jej zaledwie chwilę, więc dość szybko z powrotem znaleźli się całkiem sami.
Odchyliła się na krześle i w przeciwieństwie do tego, jak bardzo zanużona była wcześniej we własnych myślach, teraz spoglądała na brata dość czujnie. Przez moment sądziła, że przemawia do niej słowami matki i zechce namówić ją do rozejrzenia się za narzeczonym godnym ręki panny Crouch, przy czym dalsza część narracji szybko temu zaprzeczyła.
Odetchnęła z ulgą.
— Oczywiście, że za wami tęsknię — szepnęła, choć nadal nie była dość pewna intencji stojących za tokiem myślenia Rafaela — ale nie sądzę, żeby do usmażenia jajecznicy czy rozpalenia w kominku potrzeba mi kogoś do pomocy. Zresztą, odkąd wyprowadziłam się z domu, nikogo nie interesowało jak poradzę sobie z podstawowymi obowiązkami. Ciebie również — wytknęła w mało subtelny sposób, w przeciwieństwie do tego, jak delikatnie obchodził się z nią w trakcie rozmowy. Wbrew pozorom nie miała im tego za złe, a nawet cieszyła się z takiego obrotu spraw. W końcu nikt nie patrzył jej na ręce i mogła cieszyć się swobodą, na jaką mieszkańcy rodowej siedziby mogli pomarzyć. Nadal zastanawiała się, dlaczego on nie podjął podobnej decyzji i nie znalazł czegoś dla siebie i żony, byle uciec przed uważnym wzrokiem rodziców.
— Mogłabym Cię posądzić o szpiegostwo wobec matki, gdybym nie znała twojego nastawienia. Ale nie o to chodzi, prawda? — zapytała, licząc na szczerą odpowiedź. Wyciągnęła ku niemu dłoń z nadzieją, że nie odtrąci pokojowego nastawienia siostry na poznanie jego prawdziwych intencji niezależnie od tego, jakie były.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 12:03
Udałem, że nie widzę jej uniesionej brwi i bacznego spojrzenia rzuconego znad menu, mówiącego mi o wiele więcej niż słowa, które musiała zatrzymać dla siebie, bo w tej samej chwili pojawiła się kelnerka. Przybrałem najbardziej niewinną i zblazowaną minę, na jaką mnie było stać w tym momencie, odpowiadając chłopięcą bezradnością na czujność w jej wzroku. Nie bez przyczyny byłem młodszym synem, znałem kilka sztuczek pomagających wyjść cało z najtrudniejszych sytuacji, a rozmowa z siostrą nie była nawet w pierwszej setce.
- Ale oczywiście, że się interesowałem! - słowa protestu wydostały się z mojego gardła automatycznie, jeszcze zanim zdążyłem się zastanowić i przeliczyć, ile dokładnie trwało moje zainteresowanie. Tydzień? Miesiąc? - A potem przyjąłem, że skoro nie wraca do rodowej rezydencji z podkulonym ogonem, jej mały eksperyment musiał się powieść i Maya wiedzie spokojne, szczęśliwe życie pośród londyńskiego plebsu, pozbawiona służby, która ścieliła jej łóżko, zaparzała kawę i podcierała tyłek. - Po prostu... - wypuściłem powietrze nosem, spoglądając na Mayę lekko speszony, bo jej zarzut, choć tylko częściowo celny, był jednak wciąż również częściowo prawdziwy – czasem trzeba pozwolić ludziom robić to, co chcą, nawet jeśli wydaje się nam to głupie i nielogiczne i pozwolić im samym się sparzyć, zamiast po trzech sekundach gasić za nich zapałkę. - Przede wszystkim wygodniej było też odwracać wzrok i udawać, że samodzielność siostry nie ma na mnie żadnego wpływu, nie jest kąsającym subtelnie przypomnieniem, że ja nie miałem odwagi podjąć tego samego kroku. - A twoja zapałka cholernie długo płonie – dodałem z ponurą zazdrością jak naburmuszony nie starszy, ale młodszy brat. Każdy dowód na to, że ktoś potrafił odejść i żyć na własnych zasadach, był przypomnieniem o mojej własnej bezczynności, a jeden z takich dowodów siedział właśnie przede mną.
Ująłem jej dłoń w lekki uścisk; gest był prosty, niemal odruchowy, bo wykonywałem go setki razy wcześniej, a jednak wciąż za każdym kolejnym wzbudzał inną mieszankę uczuć i za każdym kolejnym razem przypominał, że wspólne nazwisko to potężny fundament do budowania przyszłości. Pokręciłem głową z uśmiechem, kiedy padły podejrzenia o moje konszachty z matką.
- Racja, gdybym przyszedł tu jako jej reprezentant, ta rozmowa wyglądałaby o wiele formalniej. - Aluzje zastąpione byłyby bezpośrednimi pytaniami i biernym wyrzutem, że córka nie chce się łatwo podporządkować rodzicielskiej woli. - Przychodzę we własnym imieniu zatroskanego, stęsknionego brata, czy to takie dziwne? - zapytałem, spoglądając na nią pełnym wyrzutu wzrokiem, na który jednak nie dała się nabrać. Ta mała cholera znała mnie zbyt dobrze. Mimowolnie zacisnąłem mocniej palce na jej dłoni, jakbym się bał, że mogłaby nagle uciec, choć wiedziałem, że nie zrobi tego, póki nie zje całego deseru. Ja też ją dobrze znałem.
- Zastanawiam się... myślę... - zacząłem, ważąc przy tym bardzo ostrożnie nawet nie każde słowo, co pojedyncze zgłoski – czy gdybym... hm... wszedł na wojenną ścieżkę z rodzicami i... cóż... właściwie całym rodem – skrzywiłem się nieznacznie na samą myśl o tak rozległej walce, która wydawała mi się z góry skazana na porażkę – mógłbym liczyć na... hmm... kawałek ciepłej kanapy w kącie. - I choć to właśnie tego momentu się obawiałem, poczułem ulgę, gdy nastąpił i wyrzuciłem z siebie to, co mnie gryzło. - Nie sądzę, aby moja hm... potencjalna decyzja odbiła się też na mojej żonie, ale jestem, cóż, całkowicie pewien, że na jakiś czas powinienem... zejść niektórym z oczu. - Dopiero teraz spostrzegłem, że cały czas nerwowo stukałem stopą o stolik, wywołując jego lekkie drżenie. Cofnąłem nogę i próbowałem się uspokoić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
08-02-2026, 20:15
Zawsze zastanawiała się, dlaczego po znalezieniu żony, jakkolwiek wielką wielką fikcją miało stać się jego małżeństwo, nie zdecydował się razem z nią zniknąć z oczu rodziców. Obydwoje mogli swobodnie utrzymać siebie i mieszkanie w centrum Londynu, zwłaszcza, że zadowolenie matki z obranej przez niego ścieżki zapewniłaby dostęp do dodatkowej gotówki. W jej przypadku sytuacja wyglądała inaczej, bo to protekcja ojca częściowo zapewniała spokojne życie w mieście, w którym chciała rozwijać się zawodowo. Niemniej, każde kolejne słowo padające z ust brata wprawiało ją w coraz większy niepokój. Dyskomfort, który do tej pory zrzucała na wygniecioną powłokę krzesła, zdecydowanie brał się z rosnącego w sercu ucisku. Raz jeszcze parsknęła zduszonym, nieco wymuszonym śmiechem, mimo wszystko bo wizja matki przemawiającej ustami Rafaela była dość przekomiczna. Dodatkowo całkowicie nierealna, mogąca przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Po tym wydarzeniu nie pokazałaby się w domu przez długi czas, a i tak pojawiała się tam bardzo rzadko.
— Nawiązując do tego, co powiedziałam przed chwilą, to na Ciebie dość nietypowe— nie użyłaby słowa dziwne, ponieważ w jej odczuciu nie do końca pasowało. Nie miała też ochoty dalej bawić się w rozważania dotyczące troski, skoro najwyraźniej spotkali się tu w odgórnie założonym celu. Jednoczesne słuchanie go i przerzucanie w głowie kolejnych domysłów było nie tylko wyczerpujące. Niepewność, maskowana stosunkowo pogodnym wyrazem twarzy, powoli przesączała się przez błyszczące spojrzenie.
Zdawkowość pasowała Rafaelowi równie mocno co stateczność. Im dłużej mówił, tym większy był niepokój zaciskający się na jej gardle. Opowiadał o rzeczach, które nawet w ich rodzinie przydarzały się raczej wyjątkowo rzadko, a od wieków uchodzili za ludzi zakochanych w manierze prawa. I tych przestrzegających zasad. Rodzice bywali wymagający, surowi i w gruncie rzeczy niezności, ale taką mieli rolę - potem i tak udawało im się zasiadać do stołu w komplecie, a nikt nie rzucał nożami dla zabawy. W konsekwencji prośba o urzyczenie miejsca do spania zabrzmiała dość groźnie, przez co potrzebowała chwili na zebranie myśli i nabranie oddechu. Od chwili zabrania przez niego głosu wstrzymała się z dostarczaniem powietrza do płuc, ale za to ani przez moment nie puściła jego ręki.
— Po pierwsze, nie pójdziesz na wojnę z właściwie całym rodem — o ile nie zamierzał kogoś zabić i teraz próbował ją w to wtajemniczyć, zawsze mógł liczyć na wsparcie. Uśmiechnęła się pokrzepiająco, choć biorąc pod uwagę nerwowy stukot obawiała się, że na niewiele się to przyda. — Po drugie, moje mieszkanie nie jest zbyt duże, ale może dać Ci czas na znalezienie czegoś swojego, jeśli nie planujesz powrotu do domu. Po trzecie... Co takiego chcesz zrobić, skoro zakładasz aż tak kardynalne efekty? Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widziała Cię w takim stanie — zarówno praca, jak i obowiązki rodzinne nie wzbudzały w nim lęku przed potencjalnymi konsekwencjami. To byłaby pierwsza tego typu sytuacja, która miała miejsce lub którą pamiętała, bo nie zdarzało mu się dzielić swoimi przeżyciami tak często jak na to liczyła. Lęk o plany brata piętrzył się i stawał coraz bardziej realny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 09:33
Może byłoby lepiej, gdyby wyciągnęła różdżkę, przystawiła mi ją do gardła albo do innej części ciała i pod groźbą bardzo bolesnej śmierci lub kastracji, kazała wydusić z siebie sprawę, z jaką tu przyszedłem. Ale nie, jej palce dotykały moich, jakby nie chciała mnie wypuścić, chociaż w rzeczywistości to ja pewnie miażdżyłem każdą z kosteczek w jej dłoni. Czułem wyraźnie nie tylko ciepło promieniujące od naszego dotyku, ale i swoje własne napięcie, które zdawało się kumulować w opuszkach palców.
Było jednak za późno na zmianę strategii i bycie szczerym od samego początku, zamiast wymownego krążenia wokół tematu. Teraz mogłem jedynie westchnąć naprawdę ciężko, wręcz symbolicznie jednym oddechem odcinając się od dotychczasowych podchodów. Czułem się trochę tak, jakby coś bardzo dużego wgniatało mi się w klatkę piersiową i był tylko jeden sposób, aby pozbyć się tego niechcianego ciężaru.
Puściłem jej dłoń i przysunąłem sobie talerzyk z ciastem, które w ramach zaskakiwania mnie przyniosła kelnerka. Nawet nie patrzyłem, co dokładnie mi zaserwowała, tylko wbiłem widelczyk w duży kawałek i wcisnąłem go sobie do ust, wyrywając jeszcze kilka sekund błogiej nieświadomości, w której pozostawiałem siostrę.
- Zshamsham usić lhacę w mhnistessstwie – powiedziałem z pełnymi ustami, całkowicie świadomy tego, że szoruję właśnie po dnie odpowiedniego zachowywania się w miejscach publicznych. Spojrzenie, jakie rzuciła mi Maya, nie pozostawiało jednak wątpliwości, że jej największym problemem w tej chwili nie jest mój brak manier, ale brak zrozumienia, co chciałem jej zakomunikować. Przełknąłem kawałek ciasta z trudem, niemal czując jak zatrzymuje mi się w przełyku niczym wielka gula. - Zamierzam rzucić pracę w ministerstwie – powtórzyłem już wyraźniej, za to tak cicho, że szansa aby usłyszał nas ktoś obcy, była zerowa.
Miałem ogromne podejrzenia, że to co właśnie powiedziałem, zabrzmiało dla niej albo jak zapowiedź katastrofy, albo katastrofa już trwająca. W naszej rodzinie takie rzeczy po prostu się nie działy. Można było – po wielu walkach, rozmowach, kłótniach i dniach milczenia – wywalczyć sobie inną formę pracy, ale jeszcze zanim rozpoczęło się ministerialną karierę. Zachowi się udało, a ja jak zawsze nie miałem dość odwagi, aby pójść za jego przykładem. Zresztą i tak by się to nie udało: jednego syna rodzice mogli wypuścić samopas, ale dwóch? Nie miałem najmniejszych szans.
- Naprawdę myślisz, że nie skończy się wojną w rodzinie? - zapytałem z goryczą, sięgając tym razem po herbatę, aby zwilżyć nagle suche gardło. Oczywiście, że wolałbym uniknąć jakiegokolwiek konfliktu i rozstać się ze swoją posadą z dnia na dzień, zapominając jednocześnie o tych kilku zmarnowanych latach, ale wiedziałem, że w obecnej sytuacji politycznej i społecznej to nie będzie łatwe. Trudne albo wręcz niemożliwe, w takich kategoriach powinienem to rozważać. - I uprzedzając twoje wątpliwości, bardzo dokładnie to przemyślałem. To nie kwestia chwilowej zachcianki, ale paru lat męczarni. Męczarni. - Powtórzyłem z naciskiem, aby miała pewność, że nie żartuję i nie przesadzam.
A jednak wiedziałem, że to, co rozważałem, o czym myślałem i co właściwie postanowiłem, zostanie najpewniej odebrane dokładnie w ten sposób: jako zachcianka, brak lojalności i niewdzięczność wobec rodu, któremu tak wiele zawdzięczam. Nie chciałem kręcić się wtedy po Palatium Librae i rzucać się w oczy tym, którzy mieliby jeszcze jakiś minimalny wpływ na mój los. Oczywiście nie żyliśmy w średniowieczu i nie byłem człowiekiem zniewolonym, mogłem odejść w każdej chwili, poświęcając jedynie pewien zestaw przywilejów, ale nawet nie o nie chodziło. Odejście w kłótni oznaczałoby też separację od rodziny, którą ceniłem i szanowałem mimo tego, że narzuciła mi życiową ścieżkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
15-02-2026, 12:20
Kouignette pachniało wybornie - aromat palonego masła i waniliowego budyniu był nadzwyczaj intensywny i zapowiadał, że po ugryzieniu doznania smakowe będą zniewalające i nie zapomni o nim przynajmniej przez kilka godzin. Jednocześnie jeszcze nigdy nie czuła wobec ciastka tak dużej niechęci. Wychodziło na to, że magicznym zrządzaniem losu nawet bez próbowania nie będzie w stanie dojść do siebie. Wodziła wzrokiem od wypieku do filiżanki z gorącą, mleczną czekoladą przybraną malinami, wciąż przetwarzając otrzymane informacje od nowa. Kolejnym punktem na trasie był sam Rafael. Patrzyła na niego skamieniała ze strachu i obaw, niezdolna wyrazić niewiele ponad to, co przetaczało się przez jej wnętrze. Nigdy nie przejawiał dużej troski swoimi obowiązkami, ale ostatecznie taka posada dawała bezpieczeństwo czy możliwość awansu na stanowisko, na którym głównym zmartwieniem jest konieczność podpisania kilkunastu dokumentów dziennie.
— Miałam na myśli głównie siebie. Za resztę nie ręczę — szepnęła, odzywając się po raz pierwszy od chwili ujawnienia pomysłu przez brata. Mogli uznać to za sprawę, która jest zdolna rozdzielić rodzinę przynajmniej na kilka miesięcy. I to w sprzyjającym im scenariuszu. Na razie wolałaby nie zastanawiać się nad wymiarem konsekwencji poniesionych przez Rafaela, ale rozważania nad intensywnością i kształtem efektów tej decyzji było od niej silniejsze. Paraliżujące. Przymknęła powieki i skupiła się na swoim oddechu, wyobrażając go sobie jako plastyczną, gotową do uformowania masę. Nabierając powietrza przygotowywała idealną kulę, wypuszczając odpychała ją od siebie i przygotowywała się do stworzenia kolejnej. — Wierz mi lub nie, ale nie zamierzałam prosić o to, żebyś jeszcze raz to przemyślał. Jedną z niewielu zalet bycia twoją siostrą jest to, jak dobrze Cię znam i dzięki temu wiem, że powiedzenie czegokolwiek nic nie wskóra. Jakbym uderzała głową o ścianę.
Tak naprawdę nie miała prawa być zła. Powinna zaakceptować ścieżkę wybraną przez brata i przymknąć oko względem rzeczy, na które już nie miała wpływu. Wzruszenie ramionami wydawało się jednak zbyt niepoważne, jakby nie zależało jej na tym, co będzie działo się z nim po rzuceniu pracy. Odwinęła palce z uszka filiżanki w obawie, że w nagłym impulsie złości zgniecie już i tak kruchy materiał na proch. Wolała nie wzbudzać uwagi pozostałych gości kawiarni bardziej, niż i tak robiła to w tym momencie zachowując się jak lalka sterowana przez kuglarza. Każdy, nawet najmniejszy ruch był sztywny, pozbawiony naturalnej dla ludzkiego oka płynności.
— Rafael, ja... Po prostu boję się o Ciebie. Nie wiem, czy jestem w stanie ochronić Cię przed wybuchem ojca. I czy jeszcze kiedykolwiek mi się to uda.
W mniejszym lub większym stopniu potrafiła mieć na to wpływ. Do tej pory radziła sobie w taki czy inny sposób, dzięki czemu żadne z nich nie oberwało mocniej, ale pomysł odejścia z posady w Ministerstwie był niczym w porównaniu z poprzednimi sprawami. Tu zwyczajna siła perswazji, bycie jego oczkiem w głowie lub słabością mogło się nie przydać. I być może tego bała się równie mocno.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
17-02-2026, 12:23
Gdybym miał możliwość zaplanowania swojego życia chociaż w szczątkowy sposób, nigdy nie znalazłbym się w tej kawiarni i nie siedział naprzeciw siostry, prosząc ją o pomoc, bo taki scenariusz nie byłby konieczny. W moim zaplanowanym życiu już dawno podążałbym ścieżką, która naprawdę mnie pociągała, na której czułem się potrzebny i potrafiłem rzetelnie ocenić swoją wartość. Praca w ministerstwie miała dla mnie wiele wad, ale jednej nigdy nie zdołałbym pokonać: świadomości, czy moja pozycja zależy od osiągnięć i doświadczenia, czy jedynie znanego nazwiska. Nigdy nie byłbym pewien, czy awans i kolejne szczeble kariery wynikają z mojego oddania pracy, czy są wynikiem tego, że inny Crouch z góry umiejętnie pociąga za sznurki.
Paradoksalnie to ten sam rodzinny front, który trzymał nas w ministerstwie i zapewniał ciepłe posady, miał być teraz moim przeciwnikiem w walce o swój los. Miałem zostać rysą na nieskazitelnym obrazie Crouchów, a na dodatek rysą, która postanawia odezwać się własnym głosem. Wiedziałem, że dopuściliby moją fanaberię, gdybym ogłosił ją lata temu, tuż przed podjęciem studiów lub zaraz po ich rozpoczęciu, ale nie teraz. Teraz czekała mnie przeprawa, w której potrzebowałem sojuszników.
Nie chciałem, aby Maya mnie chroniła, nie taka była rola młodszej siostry, a widząc błysk wycofania w jej oczach, sztywność ruchów i zapewne i podejrzenie mojego szaleństwa, któremu sam nie mogłem zaprzeczyć, nie mogłem tego od niej nawet oczekiwać. Zwłaszcza gdy powiedziała, że się o mnie boi, ciężar decyzji, jaką podjąłem, przygniótł mnie z dodatkową siłą. Zacząłem się zastanawiać, czy dobrze robiłem, wciągając ją w to wszystko. Może powinienem po prostu zacząć się pakować i szukać najporządniejszego mostu nad Tamizą.
- Czasami przecież przyznawałem ci rację – poczułem się w obowiązku zaprotestować na jej wzmiankę o tym, że przekonywanie mnie do czegokolwiek jest porównywalne do uderzenia głową w mur. - Na przykład wtedy, gdy eee... no kilka lat temu, gdy mówiłaś, że Zach yyy... - nadąłem usta. Na pewno była taka sytuacja, musiała być. Nie byłem aż tak okropnym bratem. Nagle uśmiechnąłem się z triumfem. - Gdy zabrałaś Zachowi jego różdżkę i mu wmawiałaś, że zgubił ją w stajniach! - Może nie odpowiadało to całkowicie mojej obecnej sytuacji, ale nie mogła mi już wmówić, że jestem upartym osłem.
Ta chwila refleksji nad przeszłością pozwoliła mi na moment zapanować nad niepewną przyszłością. Strach o to, co ma nadejść, nieco zmalał, przytłumiony inną obawą: o pozostanie w miejscu, o stagnację i poczucie bylejakości, które doskwierało mi najbardziej. Do tego nie mogłem Mayi powiedzieć wszystkiego, nie mogłem jej oznajmić, że uważam całe ministerstwo za bezsensowną machinę biurokratyczną, a pracę w nim za bezproduktywne marnowanie czasu i bezwartościowe obowiązki. Poczułaby się urażona i zapewne miałaby rację, bo dla niej urzędniczy świat przedstawiał się zupełnie inaczej.
- Nie musisz mnie chronić – powiedziałem w końcu cicho, wpatrzony bardziej w talerzyk przed nią niż na samą siostrę. - Chcę po prostu wiedzieć, czy twoje drzwi będą dla mnie otwarte. - Pomimo tego wszystkiego, czym naznaczona będzie moja przyszłość. Chłód rodzinnego domu byłbym w stanie przełknąć, pogodzić się z mrozem słowach i murem w kontaktach, zamkniętych drzwi i obrazy majestatu. - Chciałbym za kilka lat móc spojrzeć na siebie i powiedzieć, że to była dobra decyzja, bo nie straciłem siostry. - Spojrzałem na nią w końcu zbolałym, zasmuconym wzrokiem, jakby ta nagła wizja, która właśnie mnie dopadła, mogła stać się rzeczywistością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-02-2026, 15:41
Odpowiedź dla Antonia Borgin

Właścicielka kawiarni – Pani Elodie, miała w zwyczaju pracować sama, jednakże od jakiegoś czasu coraz częściej zdarzało się widywać u jej boku młodzieńca, nijakiego Ethana, który ukończywszy szkołę zapragnął podreperować domowy budżet. Praca w kawiarni nie była szczytem jego aspiracji, z cierpliwością czekał na swoją szansę stażu w Ministerstwie Magii i zapewne z tego powodu rozmowa dwójki czarodziejów przykuła jego uwagę. Ruda grzywka skrywała ciekawski wzrok, który co rusz unosił się zza lady i zerkał w ich kierunku – ni to pełen zrozumienia, ni pogardy względem otwartych deklaracji. Daleki był od żywienia zazdrości, wiedział, że jego mierne wyniki w nauce cudem doprowadziły go pod ministerialne drzwi, ale pragnął dowiedzieć się, z jakiego powodu wspomniana praca nie okazała się równie pożądana, jak wcześniej zakładał.
Towarzyszący kobiecie mężczyzna zdawał się zamilknąć i trwało to dłużej, niżeli zakładała grzeczność, po czym wstał, chwycił płaszcz i udał się do wyjścia. Czymś go obraziła? Wątpił wszak jego uszu nie doszły żadne obraźliwe słowa. Wyczuł w tym jednak abstrakcyjną szansę, dlatego zaraz po uzupełnieniu dwóch kieliszeczków advocaatowym specjałem Elodi udał się do stolika. -Dziękujemy za przyjście- uśmiechnął się ustawiając szkło na drewnianym blacie. -Właścicielka poprosiła, aby państwo spróbowali i ocenili nowość w naszej karcie. Oczywiście za darmo- skłamał przenosząc spojrzenie na puste krzesło. -Chyba zostaną Pani dwa, w takim razie- dodał powracając wzrokiem do brunetki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
24-02-2026, 13:17
Odpowiedź dla Eliksir Wielosokowy

Spotkania po latach miały w sobie coś nieprzewidywalnego. Z jednej strony mogła zakładać, że właściwie nic się nie zmieniło, że ludzie w pewnym momencie życia przestają się kształtować, a jedynie podążają wcześniej wyznaczoną ścieżką. Z drugiej jednak każde takie spotkanie było zderzeniem z rzeczywistością, której nie sposób było do końca określić. Nie zamierzała przed tym uciekać. Gdy więc na jej parapecie przysiadła sowa z prośbą o spotkanie, nie poczuła oporu. Rozmowa brzmiała niemal tak jak dawniej, choć jej towarzysz wydawał się odrobinę inny - jakby bardziej oddalony, może bardziej ostrożny. A gdy z jego ust padło, że nie może poświęcić jej tyle czasu, ile by chciał, bo właśnie teraz powinien znajdować się na spotkaniu istotnym dla swojej przyszłości, przyjęła to bez sprzeciwu. Rozumiała. Nie miała jednak zamiaru sama się spieszyć. Herbata w filiżance wciąż parowała, cicho i cierpliwie, jakby zachęcała, by została jeszcze chwilę. Samo miejsce również ją tu zatrzymywało.
Przyglądała się ludziom siedzącym przy stolikach, mimowolnie wsłuchiwała w urywki rozmów, śmiechy, stukot porcelany. Gwar nie był nachalny, raczej kołysał jej myśli, pozwalał im płynąć bez konkretnego kierunku. Tak po prostu. Gdy podszedł do niej młody mężczyzna z tacą, na której stały dwa wypełnione trunkiem kieliszki, uniosła kącik ust w delikatnym, niemal pobłażliwym uśmiechu. - Cóż to takiego? - zapytała, sięgając po jeden z nich, zanim zdążył odpowiedzieć. Uniósł się ku niej zapach – ciężki i lepki. - Słodkie… - skwitowała, jeszcze zanim pozwoliła trunkowi dotknąć ust. Spojrzała na niego. - Chyba nie pozwoli pan, bym przypadkiem się upiła tylko dlatego, że przyszło mi zostać samej? Szefowa na pewno nie zauważy. - w jej tonie pobrzmiewała lekka zaczepność, zaproszenie rzucone pół żartem. Choć ten zdawał się nie być skory do żartów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:50 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.