• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Posterunek Magicznej Policji > Salka Treningowa
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-02-2026, 23:26

Salka Treningowa
Usytuowana na najwyższym piętrze salka treningowa, w której policjanci oraz kadeci policyjni odbywają regularne ćwiczenia. Podłoga trzeszczy niemal przy każdym kroku, a sprzęty, chociaż wciąż nadające się do użytku, to nie są pierwszej świeżości. Poza treningami refleksu, siły i wytrzymałości, odbywają się tu też treningi magicznie – sala jest odpowiednio zabezpieczona i posiada dwie platformy pojedynkowe, które można rozłożyć z pomocą machnięcia różdżką, a także zestaw manekinów pojedynkowych. Pomimo notorycznego wietrzenia, czuć w sali charakterystyczny zapach potu i wilgoci, którą nasiąknęła okalająca przestrzeń boazeria. Co ważne, przed wejściem zawsze należy zmienić buty i strój z codziennego na sportowy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
07-02-2026, 23:05
10 maja 1962
Podzielili ich z przypadku, czy może to była jakaś nieśmieszna ustawka nawiązująca do Pikującego Licha? Trening był jednak treningiem, więc nie marudziła. Jeszcze mieli mieć czwartego kompana do pojedynków, chyba jakiegoś Chrisa, ale ostatecznie na dyżurkę wpadło zawiadomienie ze św. Munga, że rzeczony policjant dostał rozstrojenia żołądka, czy innych kiszek i się nie pojawi dziś na służbie. Pech to pech, o ile był prawdą, a w takie „zwolnienia” Willow nigdy się wierzyć nie chciało, bo o ile śmierdząca to była sprawa, to z zupełnie innego powodu. Tak też musieli odbyć trening we trójkę, nieco to było niefortunne, bo jak tu się pojedynkować bez partnera? Ale może będą ćwiczyć manewry dotyczące formacji dwóch na jednego lub popracują nad techniką zaklęć. W końcu poprawa drobnych gestów była równie ważna co trenowanie refleksu! Trochę podstaw, tak akurat po wielkim Zjeździe Absolwentów w Hogwarcie.
Przebrała się klasycznie w toalecie, bo ten pomysł koedukacyjnej szatni do niej absolutnie nie przemawiał. Nie dlatego, że się wstydziła, ale irytowały ją komentarze i skoro tak bardzo solą w oku była przebierająca się kobieta, to już wolała usunąć się z przestrzeni, a potem zawitać do niej, żeby wrzucić ciuchy oraz buty do szafki. W ten sposób ubrana niemal, jak na jakiś trening Quidditcha w szkole, czekała pod salką treningową na swoich dzisiejszych kompanów. Udało jej się zgarnąć z małej biblioteczki w dyżurce parę podręczników od obrony przed czarną magią i skromniejszy jeden od uroków. Wiadomo, że nie będą poświęcać się lekturze, ale ryciny z gestami nie były chyba złym pomysłem? Najwyżej ją wyśmieją i tyle.
Charakterystyczny smrodek zawiał, gdy otworzyły się drzwi od salki i wybyła z nich grupka spoconych magipolicjantów po treningu. Ewidentnie nie rozgrzewali dziś swoich różdżek, a skupiali się raczej na treningu siłowym, sądząc po rozrzuconym i nieuprzątniętym bałaganie.
– A posprzątać po sobie to nie łaska? – mruknęła pod nosem do jednego z nich, ale ten wzruszył ramionami, podniósł ręce poddańczo i dogonił kolegów. – Faceci… – przewróciła oczami i zabrała książki, następnie machnięciem różdżki otworzyła na oścież wszystkie okna, aby przewietrzyć pomieszczenie ze smrodu. Drugi ruch różdżką sprawił, że porozrzucane sprzęty powędrowały w swoje przypisane do ładu miejsca. Trzeci i ostatni gest spowodował, że jedna z platform pojedynkowych rozłożyła się ładnie na środku.
Gdy cała ferajna była już w salce, a okrutny smród samców (alfa) zdążył nieco zelżeć, okna zatrzasnęły się w woli czarownicy i jej różdżki – rzecz jasna. Zeskoczyła z platformy, na której dotychczas siedziała, przypatrując się najpierw Titusowi, a potem zawieszając na dłuższą chwilę oczy na Day’u. Szlag. Zerknęła w dół, zamrugała oczami i zaraz wróciła na Harrisona, znajdując w nim – o dziwo – więcej spokoju dla własnej duszy.
– To, od czego zaczynamy, drodzy panowie? – zapytała, obracając różdżkę między palcami. Sądziła, że przygotowanie planu na trening, było w gestii, któregoś ze starszych stopniem magipolicjantów, ale jeśli przyjdzie jej coś wymyślić na bieżąco, to była gotowa nawet na ich wzruszenie ramionami w odpowiedzi na pytanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 00:31
Zawiadomienie ze szpitala świętego Munga jakimś cudem (cud ten nazywał się Clara i urok wili rzucony na tą sekretarkę) trafiło w ręce Ambrose'a, który przeczytał je na głos Titusowi, bowiem pojęcie prywatności pacjentów nie istniało.
- Gdyby odżywiał się odpowiednio, nie znalazłby się w tej sytuacji. - skwitował głosem równie znudzonym jak ten Clary i przewrócił oczyma, wierząc w święcie zarówno w powody zwolnienia, jak i w nieodpowiedzialność osób, które jadły na śniadanie cokolwiek innego niż dwa jajka sadzone.
Tradycyjnie zrzucił z siebie wszystko oprócz bokserek w koedukacyjnej szatni i powoli się przberał, bowiem w szatniach nie był równie pruderyjny jak dosłownie wszędzie indziej. W marcu po pamiętnej rozmowie z Titusem zawahał się, co prawda,  ale ostatecznie uznał, że zmiana nawyków byłaby podejrzana i zachowywał się na komisariacie dokładnie tak jak zwykle.
Wszedł do sali treningowej o trzy kroki za Willow i już miał ofuknąć kolegów za nieprzestrzeganie regulaminu i niesprzątanie po sobie, gdy zabrała się za to Weasley. Przez chwilę miał ochotę samemu zainterweniować, ale ostatecznie stanął w drzwiach i z ciekawością pedagoga obserwował jak dziewczyna sobie radzi.
Westchnął, gdy ją wyminęli. Zmrużył oczy, gdy sięgnęła po różdżkę. Jego spojrzenie złagodniało, gdy posprzątała bardzo porządnie; prawie dokładnie tak jak uczyła go matka. Patrzył dłuższą chwilę na Willow akurat, gdy podniosła wzrok na niego. Och, ups. Gdyby mógł, przytępiłby jakoś własną urodę w takich sytuacjach, ale nie mógł.
Nie mógł też przyswoić lekcji o tym, że w takich chwilach lepiej się nie odzywać.
- Jeśli chciałaś, żeby sami posprzątali, trzeba było przeciągnąć z nimi kontakt wzrokowy. - rzucił, opierając się o framugę. Mogli zacząć choćby od tego, treningu rozmów z tymi irytującymi magipolicjantami (Titusowi szło to jakoś... lepiej). - I górować nad nim wzrostem, ale - zerknął w dół, na Willow - Cóż, może lepiej coś z tonem głosu. Ale posprzątałąś lepiej niż zrobiliby to oni. - prawie idealnie, ale to nie jej wina, tylko projektanta tej sali. Ciężarki były zawsze poukładane niesymetrycznie, taki był rozkład półek, więc Ambrose podszedł do niej i poprawił układ ręcznie. Uff, już można oddychać.
- Wy mi powiedzcie jak ćwiczyliście, jak byłem w Cardiff. - rzucił do Titusa i Willow wesoło, oglądając się na nich przez ramię. Zabębnił smukłymi palcami w szczebelki drabinki, jakby rwało go do ćwiczeń fizycznych, ale w dzisiejszym programie były zaklęcia. - Jak się wam w ogóle razem pracowało? - zapytał z ciekawością. Zwykle nie znosił partnerów Titusa, Willow była miłą i kompetentną odmianą. Może sekret tkwił w młodości, może nowe pokolenie trenowało lepiej? A może to kobiety były przyszłością magipolicji? Weasley była w porządku, a Titus—Titus był w tej pracy świetny (zdaniem Ambrose'a i przy Ambrose), więc Day automatycznie założył, że partner był przy Willow w równie dobrej formie. Harrison do dzisiaj nie... wyprowadził go z błędu.
- Poćwiczyłbym coś strefowego, ale musimy oszczędzać tą salę, więc może tradycyjne pojedynkowe? - pomarudził. - To prawda, że w Hogwarcie ktoś rzucił Bombardę? Tak nam powiedzieli przy męskiej toalecie. - znów zogniskował spojrzenie jasnych oczu na Willow, wspominając jak musieli z Titusem szukać miejsc w plenerze. - W trójkę będzie trochę ciężej, ale może każdy na każdego, co wy na to? - wrócił do tematu treningu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 11:57
– Skoro trafił do świętego Munga, chyba to coś poważniejszego… – odpowiada partnerowi, kiedy ten brutalnie obchodzi się z zawirowaniami zdrowotnymi wyznaczonego im funkcjonariusza. Właściwie też miał dziś ochotę na trening siłowy – prozaiczne, fizyczne zmęczenie, szybki prysznic i powrót do biurka, byle do końca dnia pozostać bardziej ożywionym, ale trening zaklęć… Też był akceptowalny.
Harrisona nie przeraża szatnia koedukacyjna (i tak praktycznie nie mają tu żadnych kobiet), a i nie narzeka na konieczność zmiany stroju czy butów na sali do ćwiczeń – nie rozumiejąc oporów niektórych osób zatrudnionych w magipolicji. W czym chcieli ćwiczyć? W mundurze? Skórzanych pantoflach? Może jeszcze w galowym nakryciu głowy? Albo w kilcie?
Poza tym mugolska moda sportowa była świetna – dresy z błyszczącego materiału, wygodne bluzy z kapturem, tenisówki z barwionej skóry… Harrison zawsze wyglądał młodziej – może przez spojrzenie łani, a może właśnie przez preferowany ubiór? A może przez to, że stojąc obok swojego wysokiego partnera… Zawsze wydawał się mniejszy.
Wymija go gdy tamten staje w drzwiach.
– Nie blokuj przejścia – gani blondyna, kiedy słyszy płynącą z jego ust sugestię – tą rzuconą do Willow, która pozostawała ewidentnie zagapiona w święty obrazek potomka wili. I tak oboje przesuwają się w głąb sali, a wzrok Weasley przesuwa się na oblicze niższego policjanta. Harrison omija ją spojrzeniem, wcale nie wiedząc jak radzić sobie z nagle otrzymaną uwagą. Ale radzić sobie musi, bo gdy Day wypełnia wreszcie swój nerwicowy obowiązek i układa ciężarki w pasujący mu sposób – Titus mierzy się z koniecznością wyjaśnienia swojej współpracy z młodszą partnerką… Ojejku, to się porobiło.
Wciąż dzielnie unika spojrzenia rudej. Odpowie pierwszy.
– Rzadko… – przez głos przebija się zakłopotanie. Ambrose prędzej czy później dowie się, że Harrison nie przykładał się do pracy bez niego – obrażony na świat, kiedy Komendant pozwolił Day’owi na roczny odpoczynek w sercu Walii. Przez te kilka miesięcy wspólnej pracy z Weasley… Ćwiczyli może cztery razy? Pięć? I ze strony Harrisona – bardzo niechętnie. W ogóle nie wyszedł wtedy na dobrego współpracownika. Chyba powinien ją przeprosić. Chyba nie miał jaj by zrobić to teraz. – Chyba miałem wtedy gorszy okres – mówi bardzo, bardzo dyplomatycznie,ale i bardzo zamotanym tonem. Chyba nie chce już patrzeć nawet na swojego obecnego partnera, nie chcąc widzieć jego miny i nie chcąc domyślać się co ten wyczyta z twarzy Weasley (o ile cokolwiek). Zmiana tematu na plan treningowy wydawała się wygodna…
– To bezczelne, że za cel wzięli męskie toalety. Każdy z nas ma z niej najwięcej wspaniałych wspomnień… – próbuje obśmiać się i ominąć poprzedni temat. Wspomnienia przypominają pewnie pojedyncze szarpaniny, chłopców chowających się w kabinie przed zajęciami i handel kartami z czekoladowych żab. – Gdybyśmy nie spóźnili się, może sami moglibyśmy wziąć udział w turnieju… Ale nie szkodzi – teraz on sam zamarudził, ale chyba dla zasady. Teraz wreszcie spojrzał w kierunku Ambrose’a i uśmiechnął się łagodnie. Premiera “Człowieka, który zabił Liberty Valance’a” w kinie najbliżej domu to przecież dobry argument za spóźnieniem. Przecież to film z Johnem Waynem. – Proponuję, żebyście zaczęli we dwójkę, a ja będę obserwował i spróbuję na koniec… Poszukać możliwych silnych i słabych stron, dobra? Potem powymieniamy się tak, by każdy obejrzał każdego i każdy zwrócił na coś uwagę. Skupmy się może dziś na silnej ochronie – nie uratujemy nikogo, nie ratując siebie. Do pięciu trafień, potem krótki komentarz, a potem wymiana. Zgoda?
Przejął inicjatywę, ale nie czuł, by powiedział coś nie tak.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 16:40
Tylko na chwilę zerknęła za siebie i na sekundę jedna z przenoszonych piłek – tych ciężkiego rodzaju – prawie uderzyła o ziemię, jednak w ostatniej chwili Weasley wróciło skupienie. Cholera, nie przywykła do Day’a w sportowy stroju, w ogóle do niego nie przywykła. Przecież zwykle miała głęboko w poważaniu wygląd mężczyzn, nie traktowała ich jako obiektów do potencjalnego zachwytu, ale ten piekielny urok był nie do zniesienia. Coś z tym było bardzo nie tak albo z nią.
– Jasne – ucięła krótko jego radę, wracając do porządkowania sali, udając, że komentarza o wzroście nie dosłyszała, bo ten akurat ją nieco zirytował. Tylko drugi był jeszcze gorszy – może niech powie, że to pewnie dlatego, że jestem kobietą, to dobrze sprzątam? Ugryzła się w język i pozostawiła to bez komentarza.
Niestety Day wylosował dziś serię problematycznych zdań, pytań i chciał zgarnąć bingo w kwestii trudnych tematów. Willow spojrzała wyczekująco na Titusa, który przyjął na siebie ciężar odpowiedzi, która była całkiem zadowalająca, a nawet sprytna. Wzięła głębszy oddech i uśmiechnęła się lekko – nie sztucznie, ale tak jakoś mało entuzjastycznie, cieszyło ją, że przyznał się, że nie był wtedy w najlepszej formie.
– Skupiliśmy się na czym innym – dodała, przypatrując się Harrisonowi. Gdyby odpowiednio zabarwić rzeczywistość, to w zasadzie trenował ją z cierpliwości, podejmowania decyzji na własną rękę, odpowiedzialności za dwójkę, pracowania za dwójkę, na wyniki wystarczające, aby nikt się nie czepiał… i tak dalej.
Słysząc wzmiankę o Hogwarcie jej usta zwinęły się w cienką linię, oczy rozszerzyły, a brwi powędrowały jeszcze wyżej. Z palców na pięty, z pięt na palce – zakołysała się kilkakrotnie, słysząc komentarze dzisiejszych towarzyszy magipolicyjnej doli.
– Taaaak… – zaczęła przeciągle. – Konkretnie niejaka Cybil Burke, rozwaliła arenę Bombardą Maximą… i… mną – mówiła powoli, dalej nie przestając się bujać, dopiero na wspomnienie o sobie przestała i podrapała się końcem różdżki w tył głowy, pod spiętym luźno kucykiem. – I wtedy też jedna ze ścian uległa… ummm… uszkodzeniu – zerknęła niepewnie najpierw na Titusa, a potem Ambrose’a, zastanawiając się, który z nich pierwszy wybuchnie śmiechem. Nie wiedziała, czemu, było jej tak głupio, w końcu to nie była jej wina, że parszywa wiedźma postanowiła spróbować zrobić z niej kotleta mielonego. – Opowiem wam potem – machnęła ręką, chcąc rozgonić na razie temat i może nie wracać już do niego przy kolejnej okazji, chociaż znając życie, to któryś z magipolicnatów będzie chciał podrążyć temat.
Ucieszyła ją natomiast stanowczość i konkret z każdej ze stron, wspaniale, podjęte zostały decyzje, wydane dyspozycje, mogli zacząć. Kiwnęła do Titusa, a potem skierowała się na podest.
– Rozumiem, że zaczynamy bez znaku i sygnału? – uniosła brew, wskakując na platformę. Chyba to miało więcej sensu, że nie będą robić tu zbędnych ceremoniałów, które w praktyce, w ogóle nie były przydatne. – Trzymamy się platform, czy dopuszczamy całą salę jako… plac boju? – w naturalnych warunkach pogoni za złoczyńcą raczej nie trzymaliby się wąskiej ścieżki, a próbowali działać tak, aby wykorzystać przestrzeń. Nie zadawała pytania o to, czy można dalej pojedynkować się po wytrąceniu różdżki – nie miała zamiaru wchodzić z wysokim mężczyzną w walkę wręcz, jej sposobem była magia i uniki. Ile on miał? Spokojnie było między nimi trzydzieści centymetrów różnicy. Merlinie...

ŚWISTOKLIK do Pokoju Życzeń

1. Rzut na to kto pierwszy zacznie pojedynek:
k1 - Day
k2 - Weasley
1x k2 (Kto zaczyna?):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
13-02-2026, 14:59
Powrót z szafki

Harrisona bawiła rozwalona, męska toaleta – nie bawił go za to fakt, że panna Weasley została rażona tak paskudnym zaklęciem. Zamiast śmiać się, marszczy brwi, a gdy Ambrose wyrzuca z siebie żart (!), który żartem z początku mógł się nie wydawać – nawet otwiera usta w krótkim zdziwieniu. Chce drążyć temat – oczywiście, że tak – ale nie czuje, by ten zmieścił się w przestrzeni pomiędzy ewidentną niezręcznością Weasley, a planem treningowym.
Titus zeskakuje z platformy, a potem wspina się na drabinkę tak, jakby jej szczyt miał stać się bocianim gniazdem do obserwacji pojedynkujących się współpracowników. Osadzony na samym jej czubku, ostrożnie znajdując dla siebie odpowiednio wygodną i stabilną pozycję. Tutaj nie musiał tłumaczyć się też ze swoich gorszych okresów, swojego lenistwa w roku 1961 i może nieco większej uwagi poświęcanej wysportowanej sylwetce przyjaciela.
Gdy przeciwnicy odsunęli się od siebie i gdy słyszy pierwsze inkantacje – wreszcie dzieli uwagę na pół, pomiędzy partnerów dawnych i obecnych. Ambrose wdaje się w gadkę z Willow – chyba zaczepnie, może prowokująco, a na pewno… Dekoncentrująco dla niego samego. Pierwsze zaklęcie dobrane przez przyjaciela – niezwykle przydatne w warunkach policyjnych – nie sięga celu, bo jego siła wydaje się zbyt słaba. Harrison przerzuca oczami – gdyby Day nie proponował Willow zakładów, nie dopytywał o to co laski robią razem w toaletach i nie oferował opowieści o chłopięcych zawodach (Merlinie, oby nie przegrał…) – być może byłby skuteczniejszy.
A może specjalnie daje jej fory?
Willow jest niezwykle skuteczna, niezwykle celna i niezwykle skupiona. Czy to kwestia uroku Ambrose’a? Jej umiejętności? A może chęci udowodnienia ich obojgu swojej niezaprzeczalnej wartości, którą posiadała pomimo dużo młodszego wieku?
Willow właściwie zrobiła sobie z Day’a worek treningowy i Titus przez chwilę poczuł się niewłaściwie, patrząc na to wszystko i nie reagując nijak. Powinien go bronić? W normalnych warunkach zrobiłby to bez zawahania, ale nie mógł być stronniczy.
Pytanie cisnące się na usta Titusa wreszcie pada – czy on dawaj jej fory? Siedząc na ziemi, z butami przyklejonymi do posadzki, z bardzo marną siłą zaklęć… Wyszedł z wprawy, albo się nad nią litował. Albo może całe te przegrywanie było jedynie zagrywką, byle kupić jej sympatię? Widzi poszukujące go spojrzenie Day’a, ale interpretuje je niewłaściwie – wypadkowa ostatnich dni, zdarzeń i rozmów… Rodzi w nim nieprzystającą złość. No tak, mów mi po imieniu Willow, jesteśmy przecież współpracownikami, mam taki piękny uśmiech, takie zgrabne łydki, takie czułe spojrzenie, a my łapaliśmy razem przestępców – przedrzeźnia w głowie, ale szybko mu mija… Bo Willow spada z platformy. Nieumyślnie rażona własnym zaklęciem.
Harrison pośpiesznie przekręca się na drabinkach i po pokonaniu kilku szczebelków – zeskakuje na parkiet. Nim zdąży skrócić dzielącą ich odległość – obserwuje liny podcinające nogi partnera. A potem jego… Jego upadek. Zaraz obok Weasley. Harrison przystaje zaraz nad nimi.
– Staram się mieć… Otwartą głowę – mówi na starcie, kręcąc głową prawdziwie skołowany. Podaje pomocną dłoń Willow – kiedy ta tylko przestaje śmiać się tak panicznie i przeszywająco. Chce pomóc jej wstać, nim pochyli się ku Day’owi, którego wspiera z nieodgadnioną miną. – Rosie, – wypowiada z namaszczeniem i czułością uluboone zdrobnienie. – zdecydowanie byłeś mało skoncentrowany. Willow jest kompetentna, chyba ci to udowodniła – nawet jeżeli skończyła w parterze. – Dawanie jej forów to brak szacunku do niej – chyba da się wyczuć… Trochę złośliwości? Rywalizacji? – Jeżeli jednak magia wymyka ci się spod kontroli w jej obecności – może powinieneś zostać przy czarowaniu jej swoim słodkim uśmiechem – chyba prosi się o łomot. Chyba i tak dziś go dostanie. – Albo wybierać zaklęcia mniej wymagające. Wiem, co potrafisz. W warunkach prawdziwej walki zawsze mógłbyś użyć argumentu siły.
Nie wie za co powinien go pochwalić, skoro pochwalił już jego słodki uśmiech. Chyba chciałby prowokować go dalej i chyba chciałby, by Day po prostu dobrał mu się do skóry i by wyjaśnili to wszystko po staremu.
– Willow, to ostatnie… To było planowane? – nie jest pewien, ale przestraszył się jej upadku, nawet jeżeli nie przyzna się do tego głośno. – Widać, że masz bardzo dużo wprawy w dziedzinie uroków i przykładasz się do treningów. Niezwykle czyste Colloshoo. Ambrose nie chce zrobić ci krzywdy, ale nawet kosztem koncentracji – powinnaś więcej ruszać się i szukać naturalnych osłon, skoro uznaliście, że do dyspozycji macie całą salę. W terenie to czasami ważniejsze, niż skutecznie rzucone zaklęcie. Mówi się, że uniknięcie walki to walka wygrana… Coś tam – tekst z kursu zapaśniczego, na który kiedyś uczęszczali, nawet jeżeli w młodości praktykowali brudny boks zbyt często, by potrzebować wielu dodatkowych szkoleń. – Ambrose, przegrałeś zakład.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
16-02-2026, 23:38
Ze zniechęceniem patrzył w sufit, zaplątany w liny przywołane własnym zaklęciem. Co za upokorzenie. Kątem oka widział, jak Titus pomaga Willow. Liczył, że jemu też pomoże i się nie przeliczył... ale nie liczył na to, że przy okazji usłyszy od partnera dziwną pogadankę. Wyplątał się z lin i mocno złapał jego dłoń, gdy podciągał się do siadu, bo chwilowo wstawać mu się nie chciało.
Nie liczył też na jakieś dziwne teksty.
- W jej... co? - w obecności Willow? Zmrużył oczy, świdrując Titusa zirytowanym spojrzeniem. Miało nie być dziwnie. Wiedział, że będzie dziwnie. Z jakiegoś powodu milczał przecież przy nim przez prawie dwadzieścia pięć lat—i co? I warto było, bo wtedy nie musiał słuchać tekstów o swoim słodkim uśmiechu.
- Titus, nie prrzywołuj do tego jej płci, to nieodpowiednie. Tak robi Chris. Speszysz dziewczynę. - upomniał go ostro, bo (choć Titus tego nie robił i Ambrose trochę się na nim teraz wyładował) akurat szczerze współczuł jej docinków kolegów. Jemu też dokuczali gdy był młodszy, a teraz go nie lubili gdy był większy, ale ona już raczej nie urośnie.
Przewrócił oczyma, gdy Harrison zaczął tłumaczyć Willow co zrobiła źle, a co zrobiła dobrze, jakby był jakimś ekspertem. To był ich pojedynek, on powinien jej o tym mówić, przecież był zdolny do obiektywnej oceny, do cholery.
- "Najwyższym osiągnięciem jest pokonać wroga bez walki," Sun Tzu. - wciął mu się w słowo. Może głosem nieco niższym niż zwykle i nieco zbyt melodyjny. Może chciał zabrzmieć mądrzej niż Titus albo przynajmniej mieć bardziej pociągający baryton i może zrobił to celowo. A może po prostu miał lepszą pamięć, bo samemu czytał Harrisonowi książkę z tymi cytatami.
- Przegrałem. - zadarł brodę do góry, bo nie zamierzał się wycofywać.
- Znasz zaklęcie Partialis Crescendo, Willow? - rzucił nonszalancko, unikając spojrzenia Titusa. Titus usłyszy nazwę zaklęcia i nie pochwali tej opowieści. Może nawet spróbuje mu przerwać, więc przejdzie do sedna szybko: - Nastoletni chłopcy w Hogwarcie lubią się porównywać. Siłę swoich pięści, siłę uderzeń pałką na boisku, o ile w ogóle grają, bo jeśli nie grają to są poza konkurencją; oraz oczywiście wielkość... anatomii w łazienkach i w plenerze. A jeśli lubią rywalizację to prędzej czy później zorientują się, że Partialis Crescendo powiększa części ciała i postanowią spróbować i wylądują w skrzydle szpitalnym. - streścił z szerokim uśmiechem, bo po latach go to bawiło. - Lepiej tego nie próbować, ostrzeż młodszych braci, jeśli ich masz. Chyba, że już skończyli Hogwart, to wpadli na to sami. Ja ostrzegałem syna, ale i tak zrobił po swojemu. A teraz pokażę ci jak ruszać się w prawdziwej walce. - wyrzucił z siebie na jednym wydechu i zamachnął się by podciąć Titusowi nogi i sprowadzić go do swojego poziomu, czyli do parteru.

wracamy do szafki?
próbuję wykonać manewr obalenie (cios w nogi Titusa?)
1x k100 (obalenie):
92
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
18-02-2026, 23:52
Już nie wiedziała, czy to z powodu zaklęcia dalej się tak śmiała, czy może to ona sama popadła w głupawkę. Poważny ton dobiegający z platformy z jakiegoś powodu wywołał kolejną salwę śmiechu, gdy czarownica zwinęła się w krewetkę na podłodze. Groźba w postaci zaklęcia wyczarowującego liny tylko na chwilę przywołała uwagę Willow, ale zaraz Ambrose runął ze spętanymi nogami i tylko zdusiła chichot, przysięgając obie dłonie do ust, obracając się plecami do czarodzieja. Nie mogła się uspokoić, choć mięśnie brzucha powoli zaczynały palić ją z bólu.
Gdy obróciła się jednak na plecy, licząc, że w prostej pozycji znajdzie jakiś rodzaj spokoju, to zaraz zawisł nad nią i Ambrosem Titus z miną surowego sędziego. Chcąc nie chcąc parsknęła, niemal się opluwając. Pokracznie przetoczyła się na czworaka i wreszcie usiadła na ziemi, podpierając łokcie o kolana, na chwilę zwieszając między nimi głowę, starając się złapać bardziej miarowy oddech. Wdech i wydech. Uspokój się, dziewczyno.
Gdy podniosła głowę dostrzegła wyciągniętą w jej kierunku rękę, niewiele myśląc, chwyciła ją, podnosząc się do góry, w międzyczasie, dziękując kiwnięciem głowy właścicielowi tejże ręki. Skrzyżowała ramiona na piersi i oparła się o platformę treningową, wlepiając wzrok za okno na leniwe pochmurna przypominające falującą pod oddechem owcy wełnę. Zacisnęła lekko wargi i próbowała nie pęknąć, gdy usłyszała pieszczotliwe zdrobnienie w kierunku Day’a. Taka mała ichniejsza, magipolicyjna różyczka. Nie taka w pełnym rozkwicie, bo to byłaby Rose. A Rosie? Różowy pączek, ledwo kwitnący. Głowa popędziła już w kierunku wyobrażenia magipolicjanta w zielonym wdzianku, razem z czepkiem wiązanym pod brodą w kształcie różyczki. Czar prysł. Już nigdy nie spojrzy na Ambrose’a w ten sam sposób. Brawo, Titus.
Słowa o szacunku odniosły kolejny skutek, czarownica wbiła wzrok w Harrisona z lekko uniesionymi brwiami i minimalnie rozchylonymi ustami. Początkowo myślała, że się przesłyszała, ale on powiedział naprawdę coś miłego, wręcz pokrzepiającego. Już miała sama rozkwitać w minimalnym rozczuleniu, które mogła okazać na komisariacie, ale zaraz Day odezwał się ze swoją odpowiedzią. Jedna brew powędrowała wyżej, ale się nie odezwała. Wołała się przysłuchiwać słownej batalii, oddając scenę starszym. A w jej opinii jak to było? Słów Titusa nie odebrała z perspektywy płci, to dopiero komentarz Day’a nadał temu taki wydźwięk, który jakoś nie wiedziała, jak naprawdę ocenić.
Patrzyła na Titusa do czasu, aż ten zwrócił się do niej i w pierwszym odruchu odwróciła spojrzenie w bok. Zaraz jednak zganiła się za to w myślach, po czym odnalazła drogę do twarzy Harrisona swoimi błękitnymi tęczówkami.
– Nie, nie było, choć wolałabym powiedzieć, że było – przyznała, jednak wchodzić w tłumaczenie, dlaczego tak się stało i notorycznie, gdy zyskuje sporą przewagę to zaczyna wątpić w siebie, nie chciała. Rozgrzebywać mogła to gdzie indziej, ale nie tutaj i nie teraz. Chyba nie. Pokiwała głową na resztę konstruktywnej krytyki spływającej, jak snop oświecenia. Miał absolutną rację, mogła wykorzystać samą platformę jako osłonę. – Jasne. Będę o tym pamiętać, dzięki – zabrzmiała chyba trochę zbyt poważnie, ale uśmiechnęła się na koniec, więc może nie posądzą ją o nadmierną sztywność. Zaraz wbił się Day ze swoim stwierdzeniem i Willow zmrużyła oczy. – Sun… sum co? To jakieś przezwisko Titusa? – parsknęła, bo nie wiedziała, że to było cytatem, pauzy też nie wyłapała, filozofów mugolskich nie wyłapywała jeszcze bardziej. Wyczekująco patrzyła na jasnowłosego czarodzieja, wciąż nie mogąc wyzbyć się wyobrażenia kwiecistego czepka wokół jego głowy.
Zaraz potem została oświecona w kolejnej sprawie – edukacja dziś szła jej znakomicie, miała wspaniałych nauczycieli. Gdyby każde zdanie wypowiedziane przez Ambrose’a o tajemnicach nastolatków w Hogwarcie, mogło coś podsumować to mina Willow nadawała się do tego idealnie. Mieszanka zniesmaczenia, ciekawości, niedowierzania, zaskoczenia plątała się po mimice, tworząc wyjątkowo plastyczny obraz. Zabrakło jej już kart na dziś do trzymania pokerowej twarzy, wszak wszystkie karty rozsypały się po rozśmieszającym rykoszecie. Jeszcze ten ton głosu Ambrose’a nie pomagał w utrzymaniu powagi – bo on był absurdalnie poważny. A potem zdała sobie sprawę, że przecież same z koleżankami upychały skarpetki w stanikach albo… no właśnie, próbowały transmutacji. Pokręciła głową ostatecznie, śmiejąc się pod nosem i westchnęła ciężko, gdy zrozumiała tę całą konspirację, którą potrafili robić bracia – to pewnie były właśnie „takie” męskie sprawy. Najgorsze było to, że w jej głowie zaczęły się pojawiać pytania: jak się z tego tłumaczyli w skrzydle? Jak duże to było powiększenie? Czy powiększał się sam członek, czy jądra również? Czy dosłownie ktoś mógł mieć potężne jaja? Matula-Betula chyba załamałby się wiedząc, że jej córkę właśnie doedukowano z takiego zagadnienia.
Nim, jednak Willow zdołała o cokolwiek zapytać, Ambrose postanowił zmienić kolejkę bitki i wykazać się najwyraźniej w sparingu bez różdżki. - Oho… - krótki dźwięk, a potem wskoczyła na platformę, siadając na niej i obserwując ten ich waleczny trud.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
20-02-2026, 11:19
Krótka waleczka

Może to tchórzliwe, że chciał skończyć; może to też uwłaczające, że zakończył tę walkę w takiej pozycji – w dosiadzie, nie pozwalając partnerowi na wyswobodzenie się na własną rękę. Chyba czuje nagłe skrępowanie całą sytuacją – nawet jeżeli jeszcze kilka chwil temu bardzo marzył o ciosie w brzuch – tak sportowym, zwyczajnym, bardzo bolesnym, dającym mu nieco otrzeźwienia, ale i będącym w jakikolwiek sposób zrozumiałą na treningu formą fizycznego kontaktu.
– Poprawię ci po godzinach, ostrzegam – rzuca kąsliwie – niemal grożąc – odpowiednio cicho, by zachować informację pomiędzy ich dwójką.
Teraz przerzucił nogę na bok i odpychając się od klatki Ambrose’a, zwyczajnie podniósł się do pozycji stojącej, ostrożnie - po jednym kolanie, na wypadek gdyby mężczyzna zawierzgał jednak i w ostatniej chwili wyraził nieposłuszeństwo wobec polecenia partnera.
Harrison schylił się, otrzepał kolana, a w półskłonie podniósł spojrzenie na wpatrującą się w nich Willow.
– To taki… Przerywnik. Tylko. Przez coś takiego trafiałem do Skrzydła Szpitalnego częściej, jak coś – tłumaczy się przed rudą, a potem przenosi przydługie spojrzenie na Day’a, prostując się wreszcie. Wyciąga do niego dłoń, ale wcale nie spodziewa się, by obecnie przyjął ją chętnie. Znajdowali się chyba gdzieś w niemal więziennym układzie wielkiej walki o siłę i dominację. – Ale on niemal tak samo często – bo jeśli sprawiali kłopoty – sprawiali je razem. Próbuje budować ponownie niemrawy most pomiędzy sobą, a wieloletnim przyjacielem. Może i dzisiaj podcinali się, może docinali sobie i może traktowali się nieco zbyt bojowo i drapieżnie, i pewnie to dopiero początek, bo Day bywał mściwy, a Harrison dość raptowny… Ale przecież wciąż razem pracowali. Razem pomieszkiwali. Wciąż jadali razem śniadania i pijali kawę. I nie tylko.
Titus próbuje się uspokoić, nerwowo owijając włosy na palcach i podchodząc bliżej do młodszej kobiety. Opiera się o platformę pojedynkową z miną kota, który w trakcie swojej eskapady – przez gapiostwo lub niezdarność – zsunął się z parapetu i zszokowany spadł na podłogę.
– Odpoczęłaś już, Willow? – czy mogli przejść… Do treningu?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:05
- Sun-Tzu, to chiński taktyk wojenny. - zdążył wyjaśnić Willow zanim sytuacja... eskalowała.
Nic mu dzisiaj nie szło. Nawet walka na pięśći. Mama powiedziałaby, że to pech jak w trzynastego, ale trzynasty maja nie mógł być pechowy, bo wtedy urodził się Titus. Chociaż urodziny obchodzili dzień później, razem. Wszystko razem, ale teraz nie czuł wcale ani solidarności ani braterstwa.
Wierzgnął wściekle nogami i przez chwilę rozważał, czy zmienić kąt ułożenia bioder na tyle, by zachwiać równowagą Titusa... ale przy Willow wydało to się jakieś krępujące.  Bardziej niż opowieści o powiększaniu sobie wiadomych części ciała, które przynajmniej są edukacyjne. Poza tym, to nie tak, że upokorzył tą opowieścią Titusa, bo obydwoje wylądowali wtedy w Mungu.
Przynajmniej nie powodowało to problemów z płodnością, o czym z zaskoczeniem przekonał się rok później.
Taktyka wojenna go zawiodła, Sun Tzu pewnie nigdy nie bił się ze swoim najlepszym przyjacielem na oczach młodej współpracownicy z dobrego domu. Spojrzał na Titusa wściekle, a jego obietnica o poprawce wydała się ponurą kpiną.
- Pierdol się. - skwitował, nie starając się nawet mówić tego cicho. Postarał się dopiero, gdy podniósł lekko głowę i syknął do ucha Titusa, prawie bezgłośnie: - Sam. - riposta roku, zwłaszcza, że nawet nie doszli do tego etapu. Ani do myślenia o nim.
Może jednak o czymś pomyślał, bo podniósł się w odrobinę lepszym humorze. Titus usiłował łagodzić wydźwięk bójki słowami, a Ambrose starannie otrzepał spodenki.
- I coś takiego hartuje kondycje o wiele lepiej i bardziej trwale niż zaklęcia powiększające. - uzupełnił, na wypadek gdyby to nie było jasne. - A poza tym, dzięki wysiłkowi fizycznemu - uśmiechnął się promiennie - nigdy nie kłócimy się w pracy. Nadal nie powiedzieliście mi, jak wam się razem pracowało, ale nie krępujcie się, sam zobaczę. Nie dawaj mu forów, Willow. - puścił do biednej Willow perskie oko, jakoś tak samo wyszło.
Krytycznie zerknął na fryzurę partnera, ale zamiast ją poprawić—sięgnął po miotłę.
Popatrzy sobie na nich z góry. Emocje zawsze było najlepiej wylatać. Byle nie przelecieć, mówiła mama, ale nie do końca rozumiał tą metaforę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 22:16 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.