• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Statek “Złota Łania”
Statek “Złota Łania”
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-08-2025, 16:11

Statek “Złota Łania”
„Złota Łania” to trójmasztowy smukły kliper o zdobieniach ze złoconego drewna, które połyskują w słońcu niczym drogocenny klejnot. Na dziobie widnieje kunsztownie wyrzeźbiona figura łani w skoku, stanowiąca znak rozpoznawczy jednostki. Pokład z ciemnego drewna jest solidny i zadbany, a maszty wznoszą się wysoko, podtrzymując rozległe żagle uszyte z grubego, jasnego płótna. Wnętrze statku to plątanina wąskich korytarzy, schodów i kajut, wypełnionych skrzyniami, linami i morskimi narzędziami. Kliper wyposażony jest w liczne działa burtowe, świadczące o jego bojowym charakterze pomimo, że oficjalnie to statek handlowy. Nawet na spokojnych wodach „Złota Łania” emanuje gotowością do starcia i dalekich wypraw.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (5): « Wstecz 1 … 3 4 5 Dalej
 
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 19:50
Księgi rachunkowe, skrzyneczki, mapy, narzędzia do wyznaczania tras - wszystko spadło z głuchym łoskotem na ziemię kiedy kobiece dłonie robiły miejsce na kapitańskim biurku. Zaśmiał się gardłowo widząc ten ruch. Zapraszała go do siebie gdy owinęła nogi wokół niego, dając niemy sygnał, że nie jest jej obojętny. Zatrzymał się przy niej na chwilę, jakby chciał zaczerpnąć tchu, zanim pozwoli sobie na więcej. Dłonie wędrowały po jej talii powoli, pewnie, czując pod palcami ciepło skóry i to napięcie, które narastało z każdym kolejnym oddechem. Smakował ją pocałunkami jakby chciał zapamiętać ją całą, ten szczególny zapach rozgrzanej skóry pocałunkami. Nagle pochwycił jej dłonie i uniósł je nad głowę, przyszpilając do blatu stołu jednym zdecydowanym ruchem. Nie było w tym brutalności, raczej niecierpliwa potrzeba kontroli, pragnienie, by zatrzymać ją dokładnie tam, gdzie była. Ich spojrzenia spotkały się na krótką sekundę, a w jego oczach widać było żar, który musiał trzymać w ryzach.
Pochylił się znów, oddając całą uwagę jej piersiom. Całował je zachłannie, a jednocześnie z tą ostrożnością, która zdradzała, jak bardzo próbuje się powstrzymać. Muskał skórę ustami, drażnił ją oddechem, zatrzymując się tuż na granicy, skubiąc zębami. Wsłuchiwał się w te dźwięki z niemal nabożną uwagą, jakby każde westchnięcie było nagrodą. Czuł, jak pożądanie narasta w nim gwałtownie, jak dłonie aż świerzbią, by zerwać z nich obojga resztki ubrań. A jednak przeciągał tę chwilę, świadomie wydłużał napięcie, pozwalając mu rosnąć. Zimny metal naszyjnika przesuwał się po rozgrzanej skórze, kontrastując z ciepłem jego ust, a ten drobny szczegół tylko potęgował intensywność chwili. Oddychał ciężko znacząc czubkiem języka drogę od nabrzmiałych szczytów piersi przez mostek, aż do brzucha. Jedną dłonią nadal trzymał jej dłonie przy drewnie biurka, a drugą znaczył drogę w dół, ku mocowaniu spódnicy, która zaraz dołączyła na ziemi do reszty ubrań. Sapnął cicho widząc czarownicę przed sobą, a opuszkami palców wodził po skórze uda delektując się chwilą niepewności, chwilą przerwy nim przekroczy kolejny bastion tego spotkania.
Podążył za jej dłonią kiedy znów chciała złączyć ich usta w pocałunku, przyzwolił na to, a kiedy smakowali siebie nawzajem odsunął materiał dolnej bielizny by dotknąć rozgrzanej kobiecości. Zatrzymał się na granicy, świadomy każdego własnego oddechu, każdego impulsu, który przebiegał mu przez ciało. Jego dłoń odnalazła ją powoli, z tą szczególną ostrożnością, która zdradzała niepewność pomieszaną z pragnieniem. Delikatnie badał reakcje, pozwalając sobie na więcej tylko wtedy, gdy sama wychodziła mu naprzeciw. Każdy jej gest zaskakiwał go intensywnością własnych uczuć. Był przyzwyczajony do tego, że brał, że ciało było odpowiedzią na potrzebę. Teraz jednak odkrywał coś innego: pragnienie dawania, prowadzenia jej krok po kroku, patrzenia, jak jej twarz nabiera rumieńca, jak wargi lekko się rozchylają, jak całe ciało czeka na kolejny dotyk. Zaskakiwało go to, jak bardzo tego potrzebował. Nie samego spełnienia, lecz tej drogi do niego. Chciał, by go pragnęła. By wstrzymywała oddech, by wsłuchiwała się w jego ruchy, by odpowiadała mu tak, jak robiła to teraz, bez wahania, z tą ufnością, która rozpalała go bardziej niż cokolwiek innego. -Jesteś wspaniała. - Wymruczał wprost do jej ust nim znów nimi zawładnął w głębokim pocałunku oraz pieszczotą palców wniknął w nią samą by pogłębić doznania jakie chciał jej teraz podarować. Jego ciało było na granicy wytrzymałości. Patrzenie na nią leżącą na jego biurku, w jego kajucie dawało mu przedziwną satysfakcję. Widział to zamglone spojrzenie, ten rumieniec, który zdobił jej twarz. Była teraz jego i wyłącznie jego, chciał podarować jej doznanie. Pragnął, aby całkowicie mu się oddała, by wspięła się na szczyt spełnienia w jego ramionach. Naparł na nią mocniej dając tym samym sygnał, że pragnie pójść dalej w ich zbliżeniu, wystarczyło, że wyrazi zgodę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 20:27
Jęknęłam cicho, gdy moje dłonie w silnym uścisku przygwoździł do biurka. Zdziwienie, spowodowane jego śmiałością, po chwili zostało zastąpione przyjemnym uczuciem oddania. Nie czułam strachu, nie bałam się, że zrobi coś wbrew mojej woli. Wręcz jego gest sprawił, że poczułam dziwną ulgę. Zdjęcie z barków pewnego ciężaru, poczucia dziwnego obowiązku. W pełni pod wodzą kapitana, jak statek na morzu. My również płynęliśmy, poznawaliśmy zakamarki naszego własnego oceanu. Badaliśmy jego głębokość, rozmieszczenie niewielkich wysepek. Poznawaliśmy brzeg, starając się zapamiętać topografię terenu. Błądził swoimi dłońmi, ustami, oddechem. Pieścił, drażnił, podgryzał, a ja musiałam znieść to oczekiwanie. Nie poganiałam go, nie pospieszałam żadnym gestem. Ciche westchnienia, jęknięcie gdy podgryzał moją skórę, szybki oddech gdy ustami drażnił szczyty moich piersi. Delektowałam się każdą tą chwilą, trwała niby chwilę, a jednak całą wieczność.
Jego ciało walczyło również, czułam drżenie palców, urywany oddech, napięcie w biodrach, które wołało o ujście. A jednak powstrzymywał się, dawał nam czas, delektował się moim ciałem i sprawiało mi to przyjemność. Właściwie nie musiałam, i nie mogłam, nic zrobić mając przez większość czasu dłonie nad głową. Wystarczyło, że byłam, oddawałam mu się i byłam tylko jego. Moje ciało nie nosiło już śladów innego mężczyzny, moje ciało już zapomniało jak to jest, gdy pieści je inny. Reagowało tak, jakby to Kenneth miał być tym, którego dotyk sprawiał najwięcej przyjemności. Reakcje mojego ciała zaskakiwało mnie. Te nagłe spięcia, te ciche jęki i westchnienia, ten gorąc rozpalający mnie od środka. Kiedy myślałam, że już więcej nie zniosę, mój kapitan dodawał mi jeszcze więcej doznań. Drżałam, czując zimny metal na swojej rozgrzanej skórze. Głębszy oddech czując jego dłoń na zapięciu spódnicy, lekki ścisk w żołądku czując, jak zsuwa się z moich bioder. Wygięłam się w łuk, gdy drażnił moje udo. Łaskotało.
Nasze usta ponownie na chwilę się złączyły w pocałunku jakże innym niż te sprzed chwili. Temu pocałunkowi towarzyszyło inne doznanie, które wiedziałam, że nadejdzie, a mimo wszystko było wielce niespodziewane. Rozgrzana do czerwoności przygryzałam wargę, gdy palcami zatrzymał się na granicy mojej bielizny. Cichym mruknięciem przyjęłam jego gesty, pytał czy może, a ja mu pozwalałam. Nigdy wcześniej nikt nie pytał. Każdy inny mężczyzna, gdy dochodziło co do czego, po prostu brał. Kenneth znaczył drogę, sprawdzał moją reakcję, jakby był gotów by się odsunąć, jeżeli tylko zmienię zdanie. Rozchyliłam lekko wargi zaskoczona faktem tego, jak moje ciało pragnęło tej przyjemności. Słysząc jego pochwałę zawstydziłam się nieziemsko, ale nawet nie zdążyłam zareagować, gdyż zamknął moje usta w ponownym pocałunku.
Głośno jęknęłam czując gdzie zawędrowały jego palce. Byłam pewna, że gdyby nie wcześniejsze Muffliato, to każdy znajdujący się w okolicy kapitańskiej kajuty wiedziałby jaką przyjemność daje ich kapitan swojej kobiecie. Teraz, co najwyżej, mogli się domyślać. Napierał na mnie biodrem, czekał na pozwolenie. Jak mogłam odmówić?
Nogi, które jeszcze przed chwilą oplatały jego biodra odpuściły. Uda zelżały ucisk. Pozwoliłam sobie na delikatny ruch, odsunęłam się delikatnie, szukając oparcia na blacie biurka dla swoich stóp. Rozchyliłam uda. Czy takie zaproszenie było dla niej wystarczająco czytelne?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 20:52
Zachwycały go dźwięki, które z niej wydobywał. Te ciche, nie do końca kontrolowane oddechy, urwane westchnienia, melodyjne jęki, które pojawiały się wtedy, gdy dotykał jej dokładnie tam, gdzie reagowała najmocniej. Każdy z nich działał na niego jak impuls, wzmacniał to, co już i tak było napięte do granic. Chciał ich więcej. Chciał, by nie próbowała ich tłumić, by pozwoliła im wybrzmieć, bo były najuczciwszą odpowiedzią na jego obecność. Wsłuchiwał się w nią uważnie, niemal badawczo, jakby uczył się nowego języka. Odróżniał drżenie, które było zaskoczeniem, od tego, które oznaczało oczekiwanie. Zauważał drobne ruchy bioder, ledwie wyczuwalne napięcie w ciele, momenty, w których sama wychodziła mu naprzeciw, zanim jeszcze zdążył pomyśleć o kolejnym geście. Te szczegóły zapisywał w pamięci z niezwykłą starannością, jakby już teraz wiedział, że będzie do nich wracał nocami na morzu, w ciszy przerywanej tylko szumem fal.
Im dłużej przy niej był, tym wyraźniej docierało do niego, że nie pragnie reakcji w ogóle, lecz właśnie jej reakcji. Nie chodziło o dźwięki same w sobie, lecz o to, że były jej, niepowtarzalne, odpowiedzią na jego dotyk, na uwagę, jaką jej poświęcał. Myśl, że mogłoby jej zabraknąć, że na lądzie miałoby jej nie być obok, wydała mu się nagle obca i nie do przyjęcia. Czuł, jak coś w nim się osadza, uspokaja, a jednocześnie pogłębia. Pragnął jej nie tylko ciałem, lecz tą szczególną bliskością, w której każde drgnienie miało znaczenie. I wiedział już, bez potrzeby nazywania tego wprost, że właśnie za tym będzie tęsknił najbardziej: za jej oddechem przy swoim uchu, za dźwiękami, które napędzały go bardziej niż jakakolwiek burza, i za świadomością, że to jemu pozwalała je z siebie wydobywać.
Zsunął z siebie resztki ubrania niemal nieświadomie, jakby ciało samo wiedziało, co ma zrobić, zanim myśl zdążyła nadążyć. Potem jego dłonie wróciły do niej i powoli, z namysłem, usunęły ostatnie granice materiału z jej ud. Ten gest miał w sobie coś uroczystego, jak zapowiedź finałowego aktu w sztuce. Kiedy przyciągnęła go bliżej, zrozumiał, że nie ma już wątpliwości ani zawahania. Był w niej mile widziany, oczekiwany. Chwila połączenia była intensywna i cicha zarazem; oddech urwał mu się w piersi, a z gardła wyrwał się niski, głęboki pomruk zadowolenia, którego nie próbował powstrzymać. Ich ciała odnalazły wspólny rytm instynktownie, jakby znały się od dawna. -Moja Riven. - Wyszeptał z gardłowym pomrukiem. -Śpiewaj dla mnie. - Wpijał się w jej usta raz po raz, jakby każdy ruch przybliżał go do niej jeszcze bardziej, jakby chciał zatracić się w tej bliskości całkowicie. Czuł, jak mięśnie napinają się i drżą, gdy zaczyna nadawać tempo, gdy pozwala, by pragnienie przejęło kontrolę. Rytm stawał się coraz wyraźniejszy, oddechy splatały się, a świat zawężał do ciepła, dotyku i tej jednej chwili, w której istnieli tylko dla siebie. Drżał cały, gdy pozwalał sobie na więcej. Przygryzając płatek ucha w mocniejszym natarciu; wsunął jedną dłoń pod kobiece pośladki, aby je lekko unieść i wzmocnić doznania, a drugą dłonią oparł się na blacie biurka by mieć lepszy dostęp do szyi oraz piersi kochanki.
Przyciągnął ją do siebie zdecydowanym ruchem, a w jego głosie, niskim, zachrypniętym od emocji, zabrzmiało polecenie, które było bardziej prośbą podszytą pragnieniem niż rozkazem -Obejmij mnie nogami. - Chciał jej blisko, jeszcze bliżej, tak by nie było już miejsca na myśli ani wahanie. Gdy posłuchała, poczuł ciężar jej ciała, ciepło, odpowiedź, która rozpaliła go do głębi. Pochwycił jej biodra obiema dłońmi i uniósł ją wyżej, jakby chciał zatrzymać ten moment dokładnie na wysokości swojego spojrzenia. Sycąc się widokiem jej ciała, nie potrafił oderwać wzroku. Rozpalone oczy, przyspieszony oddech, ta bezbronna szczerość reakcji, która mówiła mu wszystko. Jego wzrok był wygłodniały, skupiony; szczęka napięta, jakby powstrzymywał się przed czymś gwałtowniejszym, niż pozwalał sobie okazać. Dłonie zacisnęły się na jej pośladkach mocniej, pewniej, a w tym uścisku było pragnienie, by dać jej wszystko, co miał. Chciał ją widzieć, kiedy oddaje się temu uczuciu całkowicie; kiedy zapomina o świecie, kiedy pozwala pożądaniu przejąć ster. Każdy jego ruch był odpowiedzią na jej reakcje, każdy oddech próbą utrzymania kontroli nad tym, co w nim narastało. Chciał zapamiętać obraz jej twarzy, drżenie ciała, przyzwolenie na prowadzenie ją na falach uniesienia, które jemu przynosiło nasycenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#34
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 21:25
Narastała we mnie ekscytacja, kiedy czułam jak pod wpływem mojego zaproszenia jego dłonie zwróciły się ku spodniom, słyszałam dźwięk upadającego materiału. Przygryzłam wargę, gdy odsłonił moją kobiecość. Przez chwilę, z dziwnym zawstydzeniem, chciałam ukryć się przed jego spojrzeniem. A jednocześnie, bardzo chciałam by patrzył. By utrwalał sobie w pamięci wygląd mojej zarumienionej twarzy, nabrzmiałych piersi, rozchylonych ud. I przypominał sobie to wtedy, gdy ciemna noc zastanie go w pustej kajucie na środku oceanu.
Jęknęłam raz, drugi, trzeci, gdy zaproszenie zostało przyjęte. Zdziwiona, przysłoniłam usta dłonią, ze zwykłego przyzwyczajenia. Ale byliśmy tu przecież tylko my, nikt nie miał prawa nas usłyszeć. Chroniła nas magia. Synchronizacja, wspólne ruchy, tłumione, lekko zawstydzone jęknięcia. Jego prośba zgrała się z mocniejszym pchnięciem, odsunęłam dłoń, już nie hamowałam dźwięków, które wydobywały się z mojego gardła. Tak jak dla mnie jego ciche pomruki były melodią dla uszu, tak i on chciał słuchać mojego głosu. Nic jednak nie było na siłę, wymuszone. Każde jęknięcie, westchnienie było naturalną reakcją organizmu.
Napięcie, które się we mnie kumulowało przez cały tydzień puściło. Ta niepewność, strach, zmartwienie odeszło w niepamięć. Wszystkie emocje, które przez ostatni okres buzowały w moim ciele - znalazły ujście. Czułam jak łzy zbierają się pod moimi powiekami, głośnymi jęknięciami dawałam upust absolutnie każdej swojej emocji, jaką czułam przez te trwające niemal wieczność parę dni.
Dawałam mu pocałunki, dawałam drżenie swego ciała, ciche jęki wprost do ucha, paznokcie wbijające się w skórę i pozostawiające czerwone ślady zadrapania. Wspólne ruchy, zsynchronizowane w naturalnym rytmie, jakby były tylko sobie przeznaczone. Przyjemność, która kumulowała się w moim podbrzuszu, powoli rozchodziła się po całym ciele. Dłońmi wędrowałam po jego skórze, wbijałam paznokcie, trzymałam za kark i włosy. Gładziłam twarz, składałam pocałunki gdy znalazł się wystarczająco blisko, odchylałam szyję gdy muskał moją skórę.
Kolejne jęknięcie, tym razem zdziwienia, gdy pewnym i zachłannym ruchem, przyciągnął mnie ku sobie. Krótkie polecenie, prośba - spełniona od razu. Objęłam go nogami, pozwoliłam się chwycić, unieść, jego gorące dłonie paliły skórę na moich pośladkach i biodrach. Ułożył mnie sobie tak, aby i dla niego i dla mnie było to jeszcze przyjemniejsze. Nie wiedziałam kiedy odpłynęłam, kiedy rozkosz zaczęła wydobywać się dźwiękiem z moich ust bez kontroli, kiedy ciepło rozlało się po całym moim ciele. Ruchy były tak intensywne, tak mocne i pewne, dające tyle satysfakcji, że spełnienie napłynęło samo. Nagle, było zaskoczeniem, ale było też niezwykle oczekiwane. Nie mogłam już dłużej się hamować, nie miałam na to sił, gdyż rozkosz była zbyt wielka.
Oddech stał się cięższy, głęboki, gwałtownie łykałam powietrze. Pot spływał po moich plecach, udach, karku. Rozgrzane ciało, rozluźnione i spełnione do granic możliwości. Miałam przymknięte oczy bojąc się, że jeśli je otworze, okaże się to tylko snem. Rozchylone, spierzchnięte usta. Zarumienione policzki. I ta cisza, która wypełniła kapitańską kajutę. Moje dłonie, wciąż zaciśnięte na jego ramionach, zelżały. Ale puścić nie chciałam. Mógłby tak we mnie, ze mną, zostać już na zawsze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#35
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 21:57
Chwila przyszła na nich falą, której nie dało się już powstrzymać. Czuł to w całym ciele, w napięciu, które narastało aż do granicy bólu, w przyspieszonym oddechu, w drżeniu mięśni, gdy trzymał ją blisko, niemal z lękiem, że jeśli choć na moment ją puści, wszystko się rozsypie. Jej reakcje prowadziły go dalej niż własne pragnienie. To one były iskrą. Patrzył na nią, gdy traciła kontrolę i ten widok uderzył go mocniej niż jakikolwiek dotyk. Rozchylone usta, rumieniec na policzkach, napięcie w ciele, które nagle ustępowało, jakby pozwalała sobie spaść bezpiecznie, wiedząc, że ją utrzyma. Dźwięki, które wydobywały się z jej gardła, były szczere, niepowstrzymane, i wypełniały kajutę bardziej niż cisza, która miała nadejść później. Dźwięki jakie opuszczały jej pierś wypełniały całą kajutę, a on napawał się nimi w zachwycie, że to on był przyczyną. To jego obecność, jego dotyk, jego bliskość doprowadziły ją do tego miejsca. Poczuł, jak fala spełnienia przechodzi również przez niego, głęboka i niemal oszałamiająca, odbierająca na moment oddech i myśl. Z jego gardła wyrwał się niski, niekontrolowany dźwięk, coś pomiędzy ulgą a zachwytem, gdy pozwolił sobie wreszcie przestać się powstrzymywać. Ostatnie mocniejsze pchnięcie, finał tego spotkania, na które czekał przez cały rejs, od momentu kiedy wyraziła chęć podjęcia wyzwania.
Potem zostało już tylko ciepło. Jej ciało rozluźnione, ciężkie i prawdziwe w jego ramionach. Jej dłonie wciąż na nim, jakby bała się, że zniknie, jeśli je puści. Patrzył na nią jeszcze chwilę, zapamiętując ten obraz z myślą, która przyszła nagle i została: że właśnie za tym będzie tęsknił najbardziej. Za nią taką spełnioną, prawdziwą, obecną. I za pewnością, że w tej jednej chwili nie pragnął niczego więcej. Pogładził dłonią nabrzmiałe piersi, kciukiem znaczył drżące wargi, które niosły przed chwilą piękną pieśń spełnienia. Jego syrena. Powoli pochylił się nad nią, by złożyć pocałunek na spoconej skroni, objąć drżące, miękkie ciało i powoli podnieść z biurka z niezwykłą delikatnością, kiedy wcześniej te same dłonie zaciskały się na udach i pośladkach w przypływie namiętności. -Piękna - wychrypiał przyciągając ją do siebie.
Droga do koi była krótka, a jednak wydawała się dłuższa niż zwykle. Nogi miał jak z waty, serce biło jeszcze zbyt szybko, a świat wokół zdawał się lekko kołysać jakby wciąż byli na otwartym morzu. Usiadł na koi powoli i posadził ją sobie na kolanach, pozwalając, by oparła się o jego pierś, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie. Jedną dłonią gładził jej włosy, przeciągając palce przez pasma. Drugą sunął po jej plecach, wolno i rytmicznie jakby chciał uspokoić nie tylko ciało, ale i emocje, które wciąż w niej pulsowały. Czuł, jak stopniowo jej oddech się wyrównuje, jak napięcie ustępuje miejsca zmęczonej błogości. Przytrzymał ją blisko, opierając policzek o jej skroń, i przez chwilę po prostu był uspokajając również siebie. -Mam coś dla ciebie. - Powiedział po dłuższej chwili milczenia i sięgnął dłonią do półki nad kajutą, z której ściągnął mały, skórzany woreczek. Był ciężki. Kiedy go rozpakowała w dłoni mogła zauważyć naszyjnik. Złoto miało głęboki, nasycony odcień. W samym jego sercu tkwił kamień, gładko wtopiony w metal, bez ostrych krawędzi. Nie błyszczał ostentacyjnie, raczej łapał światło i zatrzymywał je w sobie, zmieniając barwę w zależności od kąta patrzenia. Odpiął jej korale. I zastąpił naszyjnikiem, który spoczął na kobiecej piersi. Gdy zapiął naszyjnik na jej szyi, palce na moment zatrzymały się na szyi, a chłodny metal zetknął się z jeszcze rozgrzaną skórą. Ucałował rozgrzanymi wargami kobiecy kark.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#36
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 22:22
Podejrzewałam, że prawdopodobnie nigdy nie zostanę żoną. Nie będzie rozpalonego ciepłego ogniska w domu. Miejsce Kennetha było na morzu, w podróży, na jego łodzi. Miałam być przystanią, miejscem odpoczynku, czasem spełnienia i regeneracji. Nagrodą za trudy, z którymi musiał walczyć podczas swoich wypraw. Akceptowałam to. Akceptowałam każdą niewygodność, każde cierpienie, jakie mi to przyniesie. Jeśli dzięki temu będzie mój, a ja jego, byłam gotowa by to znieść. Każdą rozłąkę przetrwam, każdy strach przetrzymam, gdy będzie wracać, będę jak dzisiaj czekać u brzegu, na mojego kapitana. A ja będę jego kochanką, jego kobietą. Dziś wieczór zyskam nowe miano w porcie, nowy tytuł. Będą kojarzyć moje lico z jego statkiem. Moje ciało z jego własnością. Kiedyś da mi coś więcej niż tylko spełnienie. Przyjdzie ten dzień, gdy spłodzi mi syna lub córkę, a wtedy będę opowiadać o podbojach kapitana Fernsby, jego dziecko patrząc w dal morza będzie pamiętać o ojcu.
Uchyliłam powieki w momencie gdy mnie podnosił, zmęczone ciało poddało się jego wysiłkowi. Objęłam go jedynie za szyję i wtuliłam w skórę, chłonąc zapach potu zmieszanego z morską solą. Podróż w jego ramionach nie była długa, usiadł na koi, a ja spoczęłam nigdzie indziej jak na jego kolanach. Uspokajał mnie, a ja dopiero teraz faktycznie wyrównałam oddech. Usta się złączyły, wracałam do rzeczywistości wtulona w jego klatkę piersiową. Tu było moje miejsce, moje pośladki pasowały do jego kolan. Byłam zmęczona, ale szczęśliwa i spokojna. Uniosłam spojrzenie.
- Dla mnie? - mruknęłam cicho, zaschło mi w gardle.
Obserwowałam jak wyciąga podarek, podał mi woreczek, który był ciężki. Drżącymi dłońmi rozpakowałam pakunek, wyciągając piękny naszyjnik. Przyglądałam mu się uważnie, nie był nachalny, a złoto z którego był zrobiony pasowało do odcienia mojej skóry. Zatrzymałam się dłużej na kamieniu, obracałam go w palcach pod wrażeniem, że w zależności od kąta, z jakiego na niego spoglądałam, wyglądał zupełnie inaczej. Uśmiechnęłam się gdy jego dłonie powędrowały do mojej szyi, zgarnęłam włosy, by mógł bez problemu ściągnąć moje koraliki. Już mi nie będą potrzebne. Zimno naszyjnika otoczyło moją szyję, na karku spoczął czuły pocałunek.
- Dziękuję - odparłam cicho, obracając się w stronę mężczyzny, bym mogła spojrzeć mu w oczy. - Będę nosić z dumą. Co to za kamień? Jest piękny…
Nigdy nie dostałam takiego prezentu. Moje koraliki na szyi, które dotychczas nosiłam, były tanie i nie miały żadnego znaczenia. Ten naszyjnik miał mi za każdym razem przypominać, kiedy tylko na niego spojrzę, do kogo należę. Czyją kobietą jestem. Na kogo czekam te długie tygodnie w samotności.
- Powiedz mi - jedną dłonią ujęłam jego twarz, drugą znalazłam jego dłoń i splotłam ją ze swoją w uścisku. - Ile mamy czasu? Kiedy znowu wypływasz?
Mój kalendarz teraz się zmieni. Nie będę odmierzać czasu w miesiącach. To czy jest kwiecień, maj czy grudzień nie będzie miało żadnego znaczenia. Mój kalendarz będzie teraz wyznaczany tygodniami sytymi, które będziemy spędzać wspólnie kiedy “Złota Łania” będzie przycumowana do portu; i tygodnie chude, gdy on będzie wyruszać w kolejną podróż, a ja będę czekać na jego powrót.
- Tak sobie pomyślałam… - zaczęłam cicho, trochę niepewnie, czując jak moje serce znów przyspiesza.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#37
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 22:55
Trzymał ją w ramionach, nagą, spełnioną, przyjmującą to co mógł jej ofiarować. Niespokojne życie, bycie kochanką kapitana. Nie rodzinę, nie ciepły, miły dom, w którym będzie głową rodziny. Powiedziała, że jest gotowa na takie życie. Był ciekaw jak długo wytrwa w tej obietnicy, kiedy to nie będzie już wystarczać. Jednak na razie nie myślał o tym; miał zamiar cieszyć się jej obecnością dopóki to możliwe. Sycić się bliskością jaką chciała mu ofiarować, a on zyska przystań, nie tylko w postaci portu, ale obecności kobiety, która była gotowa czekać na niego w porcie i darować swój czas kiedy cumował. Stała się kobietą kapitana Fernsby. Będą patrzeć inaczej, będzie na początku dziwnie, inaczej niż do tej pory. Inni będą się zastanawiać jak długo będzie wierny, czy w innych portach jest więcej takich “jego” kobiet. On też złożył obietnicę, że stając się jego przystanią - nie będzie żadnej innej. Wyzwanie, które był gotów podjąć. Nie zastanawiał się co przyniesie przyszłość, skupiał się tym co było tu i teraz. A teraz trzymał ją w ramionach, piękną i nagą, wciąż pachnącą uniesieniem jakie sobie darowali. Jego wzrok spoczął na bałaganie wokół biurka, co przyniosło mu pewną satysfakcję.
Przez dłuższą chwilę po prostu na niego patrzył. Na to, jak złoto układa się na jej skórze, jak ciężar naszyjnika sprawia, że wisior spoczywa dokładnie tam, gdzie powinien. Jego wzrok wracał do kamienia, który mienił się cicho przy każdym jej oddechu, łapiąc światło w sposób niemal intymny, jakby reagował wyłącznie na nią. Miał wrażenie, że naszyjnik od zawsze do niej należał. Pomyślał wtedy, że nie chciałby, aby kiedykolwiek go zdjęła. Nie z potrzeby kontroli, lecz z cichego pragnienia, by ten znak pozostał przy niej zawsze; widoczny lub ukryty pod materiałem, ale obecny. Ucałował wnętrze dłoni, którą przyłożyła do jego policzka, drugą objął ją w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Następnie przesuwał nią niespiesznie wzdłuż jej kręgosłupa, kreśląc leniwe kręgi na skórze. -Mam jeden krótki rejs za trzy dni, wracam w okolicy dwudziestego dziewiątego. - Odpowiedział po chwili. -Chcę wrócić na dni otwarte Hogwartu. Chętnie zobaczę znów mury tego miejsca..
Kiedy zapytała o naszyjnik i kamień znów spojrzał na prezent jaki jej podarował, ciesząc też oczy odsłoniętymi piersiami, wspominając jak je smakował, jak reagowała kiedy je całował, drażnił oddechem oraz językiem. Poczuł jak krew znów zaczyna szybciej płynąć w żyłach. Teraz światło wpadające przez małe okno oświetlało ich szczyty. -To kamień księżycowy. - Odpowiedział zaciskając mocniej palce na dłoni, która była spleciona z jego. Drobniejsza, smuklejsza, ta sama która zostawiła na jego plecach czerwone ślady namiętności. -O czym pomyślałaś? - Zapytał spoglądając uważniej na kobiecą twarz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#38
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 23:30
Kwitła we mnie pewnego rodzaju dumna, że o to ja, barmanka z tawerny “Pod Mewą i Księżycem”, złapała w sidła samego kapitana “Złotej Łani”. Byłam tą, którą prosił, aby czekała na pomoście. Byłam tą, do której chciał wracać po każdej podróży, a także tą, której chciał dawać spełnienie. Będzie dziwnie, będą szeptać, gadać, żartować. Zastanawiać się ile wytrwam. Mężczyźni będą próbować złamać moją obietnicę, podczas jego długich nieobecności kusić, licząc na to, że spragniona męskiego ciała, ulegnę. Pęknę. Byłam jednak kobietą z portu. Silną i wytrwałą. Pewną siebie, wiedząca co chcę osiągnąć. Może młoda, może jeszcze całkiem głupia. A z pewną myślą w głowie, którą Philippa wpajała mi za każdym razem, że mogę osiągnąć wszystko co tylko chcę. A teraz chciałam mieć pana kapitana na własność i oddać mu siebie. Informację, że za parę dni odpływa znowu przyjęłam ze spokojem. Jedynie kiwnęłam głową, ożywiając się lekko na wspomnienie o zlocie w Hogwarcie. Kompletnie o tym zapomniałam, uniosłam spojrzenie.
- Wejdziesz ze mną do Zakazanego Lasu? - Uniosłam brew ku górze, rzucając mu wyzwanie.
Obserwowałam jak patrzy na moje ciało, jak podziwia piersi, lustruje uda. Oddychałam spokojnie, miarowo, jeśli jakiś wstyd był gdzieś na początku, to teraz odszedł w niepamięć. Moja nagość była jego, mógł patrzeć tyle ile mu się tylko podobało. Ta myśl lekko rozpaliła mnie na nowo, piersi ponownie nabrzmiały, a ich szczyty oświetlały promienie słońca. Na skórze leżał naszyjnik, z pięknym kamieniem księżycowym. Będę się nim chwalić, nosić na wierzchu - nigdy w ukryciu. To był jak podpis kapitana, ostrzeżenie, by nikt nie ważył się mnie tknąć, bo będzie miał ze mną do czynienia. Niech gadają, niech mnie testują, niech mnie również pilnują. Przecież mówiłam, że jestem na wszystko gotowa.
Lekko zawahałam się, gdy moja myśl go zainteresowała. Słowa wypowiedziane pospiesznie, trochę bez namysłu pod wpływem emocji, ciepła jego ciała, splecionych dłoni. Była pewna myśl, która towarzyszyła mi pod koniec okresu oczekiwania. Kiedy już byłam pewna swoich uczuć, kiedy przemyślałam wszystko i przewartościowałam. Przed chwilą chciałam się z nią podzielić, teraz bałam się trochę wyśmiania. Rumieniec znów wpłynął na policzki, głębszy wdech, próba zebrania w sobie odwagi. Jego wyczekujące spojrzenie.
- Mówiłeś mi o pewnym rytuale - zaczęłam niepewnie. - Ukołysanie Fal.
Nie musiałam przypominać momentu kiedy mi o tym mówił. Doskonale pamiętam, i myślę że on również, tę chwilę przy sterze. Jak zamknął mnie pomiędzy swoimi ramionami, trzymając moje dłonie na kole. Jak szeptał mi do ucha zasady odprawienia rytuału, a ja obiecałam, że wszystko dokładnie zapamiętam. Poprawiłam się na jego kolanach, usiadłam okrakiem tak by móc mu patrzeć w oczy. Głęboki błękit, jak morze, w którym miałam się zanurzyć. Pachniał solą, taką jaką miałam rozsypać na brzegu. Gotowa czerwona nić leżała na komodzie w mojej sypialni, czekała, aby tylko ją użyć. Poczułam dziwną ekscytację, pragnienie by to zrobić. Ostateczna obietnica zawarcia przymierza z morzem, zapewnienie ukochanemu bezpieczeństwa. Ujęłam jego twarz w dłonie, na ustach złożyłam delikatny pocałunek.
- Chcę wypełnić ten rytuał, chcę zapewnić ci bezpieczeństwo na morzu, byś zawsze do mnie wracał cały i zdrowy - mruknęłam, odsuwając się i znów wbijając w jego oczy swoje spojrzenie. - Zrobię to nim wypłyniesz w kolejną długą podróż.
Biła ode mnie pewność siebie, jak wtedy, gdy deklarowałam bycie gotową na życie kochanki. Było to coś, co chciałam zrobić dla niego, ale też dla siebie. Pewnego rodzaju przypieczętowanie. Jeśli miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to moja propozycja musiała je rozwiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#39
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 23:58
Informację o kolejnym rejsie przyjęła normalnie. Tak jak tego oczekiwał, bez płaczu i marudzenia, że znów go nie będzie. Tak jak się umówili na samym początku, co spotkało się z cichym pomrukiem zadowolenia. Założył jasny kosmyk włosów za jej ucho i zaśmiał się w głos kiedy zapytała o Zakazany Las. -Wejdę. - Odpowiedział z pewnością w głosie i przygryzł jej płatek ucha, na nowo się drażniąc. Patrzył, jak reaguje na jego uwagę: jak prostuje się odrobinę, jak oddech zwalnia i znów przyspiesza, jak w jej spojrzeniu pojawia się błysk, który znał już z chwil uniesienia. Czuł, jak pragnienie wraca falą, spokojną, lecz nie do zatrzymania. Myśl o tym, by znów usłyszeć jej śpiew, ten cichy, niepowtarzalny dźwięk szczęścia, rozpalała go bardziej niż wszystko inne. Objął ją pewniej, jakby chciał upewnić się, że jest tu, że nie zniknie wraz z myślą. Wiedział już, że tego dnia i tej nocy jej nie wypuści. Skoro trzymał ją w ramionach, skoro świat zwęził się do ich oddechów i ciepła, chciał pozwolić temu trwać.
Zaskoczyła go. Najpierw samą propozycją, wypowiedzianą z tą kruchą odwagą, którą znał już z innych chwil, a potem tym, jak bardzo go poruszyła. Przez moment tylko patrzył, zbierając myśli, bo to, co powiedziała, dotknęło miejsca głębiej niż jakiekolwiek wyznanie. Pamiętał dokładnie tamtą chwilę przy sterze, szeptane słowa, jej skupienie, obietnicę zapamiętania każdego gestu. Nie spodziewał się jednak, że wróci do tego teraz. Gdy poprawiła się na jego kolanach i usiadła okrakiem, poczuł to natychmiast. Bliskość jej ciała, ciepło, ciężar, który osiadł na nim pewnie i naturalnie, sprawiły, że oddech zadrżał mu w piersi. Jej zapach otoczył go szczelnie. Spojrzenie, które mu posłała, było spokojne, a jednocześnie pełne emocji, jakby mówiła mu więcej, niż wypowiadały słowa. Przyjął pocałunek ze spokojem, choć musiał włożyć w to wiele samozaparcia, aby nie wbić ustami w nią w zachłannej odpowiedzi. -Nie mogę tam być obok ciebie. To twoje spotkanie z morzem. - Przesunął dłonie wzdłuż kobiecych pleców. Jedną dłoń zatrzymał na miękkości pośladka, drugą zaś wsunął w jasne włosy, na których zacisnął palce. Pochylił się i złożył na jej szyi długi pocałunek. -Jednak będę czekał niedaleko aż wrócisz z tego spotkania. - Głos nabrał niższych ton, a usta zeszły w dół do obojczyka. Bliskość, sposób, w jaki siedziała na nim, jakby nie istniała żadna granica między nimi, rozpaliły go na nowo.
Wyznanie poruszyło w nim strunę, o istnieniu której nie miał pojęcia. Napiętą głęboko, ukrytą pod latami rejsów, pożegnań i świadomie utrzymywanego dystansu. Żadna inna kobieta nie zaoferowała wykonania aktu rytuału. Żadna nie sugerowała, że gotowa jest nie tylko dzielić z nim chwilę, lecz przyjąć cały ciężar jego losu. To było sięgnięcie po jego świat, po morze, po ryzyko i długie powroty. Po wszystko. Myśl o tym uderzyła go mocno, niemal boleśnie. Poczucie, że ktoś chce stanąć u jego boku bez złudzeń, ze świadomością trudów, roznieciło w nim coś pierwotnego i gwałtownie prawdziwego. Zacisnął palce na miękkości jej skóry mocniej, jakby musiał się upewnić, że jest tu naprawdę. Wciągnął powietrze głęboko, ciężko, pragnienie wróciło ze zdwojoną siłą. Poruszył biodrami odruchowo, nieśpiesznie, dając znać, że znów jej szuka, że chce poczuć ją bliżej, bardziej, całkowicie. Jej słowa rozpaliły go na nowo.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#40
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
02-01-2026, 00:40
Widziałam to zaskoczenie malujące się na jego twarzy. Patrzyłam ze spokojem, ale i pełna przejęcia widząc, jak bardzo go to poruszyło. Nie wiedziałam, że byłam pierwszą kobietą, która to zaproponowała. Nie wiedziałam, że nigdy przede mną nie było żadnej, która by zadeklarowała swoją obecność. Kobiety w porcie nie raz mówiły, że mogłyby żyć u boku takiego kapitana. Przystojny, umięśniony, z pewnością noszący w swojej sakwie duże ilości złotych monet. A potem był śmiech i pełne pożądania spojrzenie w kierunku innego mężczyzny. Taki marynarz potrzebował kobiety stałej, silnej, pewnej w swojej deklaracji. Mnie moja pewność też zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że jak wiele innych myśli, i tak przyjdzie tak naturalnie. Bo gdy tylko usłyszałam o tym rytualne wiedziałam, że jest to coś co kobieta powinna zrobić, jeśli prawdziwie pragnęła bezpieczeństwa swojego mężczyzny.
- Wiem, że nie możesz - przyjęłam pieszczotę z cichym pomrukiem. Pośladek znów palił ciepłem jego dłoni, a skóra na szyi drażniona kolejnym pocałunkiem. - Gdy mi mówiłeś o tym rytuale - kontynuowałam, przymykając oczy i czerpiąc przyjemność z dotyku jego ust na moim obojczyku - pomyślałam, że to bardzo intymne. Rytuał jest akceptacją tego, że nie będę w twoim życiu jedyna. Oprócz mnie masz swoje morze i należysz także do niego, więc muszę zaakceptować, że nie jesteś także tylko i wyłącznie mój. Nie zastępuję, a jestem obok, na równi. Jak mogłabym więc tego nie zrobić?
Było we mnie wiele spokoju, chociaż ciało już rwało się ku dalszym pieszczotom. Czułam, jak coś się poruszyło w moim kapitanie. Jak zadrżał, jak powietrze na chwilę zastygło w jego płucach. To jak na mnie spojrzał wyrażało więcej, niż mógł powiedzieć mi za pomocą słów czy gestów. Wróciły mu siły, krew szybciej płynęła w jego ciele i dał mi to odczuć, delikatnym ruchem bioder. Zerknęłam w dół, zdziwiona, ale on był już gotowy do dalszych podbojów. Ten tydzień tak bardzo go wypościł, uśmiechnęłam się ciepło, ale nie dałam mu od razu tego co chciał. Teraz to ja się z nim chwilę drażniłam, równie niespiesznie poruszając się, drażniąc jego męskość lecz zachowując dystans. Mieliśmy całą resztę dnia dla siebie, całą noc jeśli tylko będzie chciał.
- Chcę być twoim portem na lądzie - zaczęłam, ciepło mojego głosu otuliło jego usta. - Chcę by mój dom był kajutą, a łóżko wspólną koją. Chcę być burzą późną nocą, słońcem o poranku, skarbem po podróży, słodką nagrodą.
Serce przyspieszyło, słowa wypływały z moich ust pełne emocji, ekscytacji. Że naprawdę jestem u jego boku, że mogę być tą kobietą, którą zawsze chciałam być. Czekałam tyle czasu, pogrzebałam nadzieje, myślałam, że to się nigdy nie stanie, że nie zwróci na mnie najmniejszej uwagi. Bo kimże byłam? Jakie miałam szansę wśród tych wszystkich pięknych i doświadczonych, a także starszych ode mnie kobiet. A jednak pan Fernsby należał teraz do mnie. Mogłam wejść na pokład bez sprzeciwu marynarzy. Miałam odprawić rytuał, w celu zapewnienia bezpieczeństwa swojemu kochankowi. Zaśmiałam się cicho, pod wpływem własnych myśli, bo co we mnie wstąpiło? Ile może ze mną zrobić mężczyzna, ile jestem gotowa mu oddać?
- Mój kapitanie - mruknęłam wplatając swoje dłonie pomiędzy jego czarne włosy. - Pozwolisz mi tu zostać z tobą do rana?
Nie mogłam dłużej czekać. On był gotowy i ja byłam gotowa, moje ciało pragnęło go ponownie. Rozchylone uda, siedziałam okrakiem, a on tylko zachęcał mnie bym przysunęła się bliżej. Uniosłam pośladki, ciche jęknięcie, gdy znów stanowiliśmy jedność. Spokojne ruchy bioder, kontrolowałam prędkość, intensywność. Nie mieliśmy dużo sił, a należało je oszczędzać. Byliśmy tu dla siebie.
Mieliśmy tyle czasu, by się sobą nacieszyć. Nie było potrzeby, aby się gdziekolwiek spieszyć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (5): « Wstecz 1 … 3 4 5 Dalej
 


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.