


- Odpowiedz na posta
Maragret Davies
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 12.05.1962
Panno Figg
Dziękuję za szybką reakcję i chęć pomocy, bardzo to doceniam. W takim razie mam nadzieję, że to jednak poważniejsza sprawa, i nie będę pani fatygować bez potrzeby.
Jeżeli jest taka potrzeba to może pani przyjść nawet z garborogiem! A z kaczuszką tym bardziej, mogę jej napuścić wody do wanny. Albo może do zlewu w kuchni, żeby mogła pani mieć na nią oko? I w ogóle mogę się nią zająć, jeszcze tego nigdy nie robiłam, ale powinnam podołać.
Do zobaczenia,
M. Davies
- Odpowiedz na posta

Daniel Dodge
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 6 maja
Leonie,
Zapłakane lalunie to widok częstszy niż możesz się spodziewać. Wam, kobietom, nie trzeba dużo, żeby wybuchnąć - ale odpowiadając na Twoje pytanie, owszem, pamiętam. W miejscach takich jak Langham paniusie raczej się uśmiechają, nawet jeśli to tylko dobra mina do złej gry. Wrażenie zrobiłaś - szkoda, że z podziękowaniami zwlekałaś tak długo... To prędzej ja mógłbym Cię posądzić o to, że zapomniałaś.
A zatem przechodzimy do interesów? Nie jestem biblioznawcą, to chyba oczywiste, ale mogę dokonać pierwszego rozpoznania. Zaznaczam jednak: biorę prowizję nawet, jeśli okaże się, że twoje skarby to jednak starzyzna, którą przy odrobinie szczęścia kupi jakiś antykwariat po hurtowej cenie skupu - to zwykle parędziesiąt knutów. Mój czas liczę w złocie. Żebyś poźniej nie miała do mnie pretensji, słodziutka.
Cardiff mówisz? Trochę jak wakacje na wsi, ale niech będzie. Obawiam się niestety, że ciasto przeznaczone dla mnie zdążyło już zeschnąć - co powiesz, żebyśmy ustawili się sztywniutko na dziewiątego maja? Poświęcę się i zajadę do tego Twojego wygnajewa.
Szczęścia,
D. Dodge
- Odpowiedz na posta


