• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Statek “Złota Łania”
Statek “Złota Łania”
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-08-2025, 16:11

Statek “Złota Łania”
„Złota Łania” to trójmasztowy smukły kliper o zdobieniach ze złoconego drewna, które połyskują w słońcu niczym drogocenny klejnot. Na dziobie widnieje kunsztownie wyrzeźbiona figura łani w skoku, stanowiąca znak rozpoznawczy jednostki. Pokład z ciemnego drewna jest solidny i zadbany, a maszty wznoszą się wysoko, podtrzymując rozległe żagle uszyte z grubego, jasnego płótna. Wnętrze statku to plątanina wąskich korytarzy, schodów i kajut, wypełnionych skrzyniami, linami i morskimi narzędziami. Kliper wyposażony jest w liczne działa burtowe, świadczące o jego bojowym charakterze pomimo, że oficjalnie to statek handlowy. Nawet na spokojnych wodach „Złota Łania” emanuje gotowością do starcia i dalekich wypraw.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej
 
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
30-12-2025, 11:33
Dostrzegając iskierkę w buntu w spojrzeniu czarownicy zrozumiał, że przejrzała jego grę. Nie zniechęciło go to ani trochę, wręcz przeciwnie pewna fala ekscytacji przetoczyła się przez jego ciało. O wiele ciekawsze było kiedy ofiara uświadamiała sobie, że jest obiektem polowania i powoli zmieniała się sama w drapieżnika. To oznaczało również, że nie miała zamiaru uciekać. Zaciekawiła go tym jak będzie chciała rozegrać tę partię i kto wyjdzie z niej zwycięsko? A może obydwoje byli skazani na sromotną porażkę. Tym bardziej chciał się tego dowiedzieć, a teraz miał potwierdzenie, że nie był jej obojętny. Dostrzegał te drobne reakcje na swoje działania, to jak starała się je ukryć i nie dać po sobie poznać, że coś w niej się poruszyło. Pewna struna już wybrzmiała, a on był ciekaw pełnej melodii. Podejmował jej rękawicę, kiedy swoimi działaniami wystawiała jego cierpliwość na próbę. Siłą woli powstrzymywał się przed zagarnięciem jej ku sobie i pokazania, że każde działanie ma konsekwencje. Te przyjdą, ale zdecydowanie później, kiedy uśpiona czujność nie zorientuje się, że oto nadchodzi nieuniknione. Ślady na jej szyi świadczyły o tym, że nie była nieświadoma swoich działań. Nawet jeśli były one znakiem nieprzemyślanych działań to nie trafił na naiwną i żyjącą marzeniami pannę. Ta myśl sprawiała, że pozwalał sobie na snucie planów znacznie mniej niewinnych.
Wyprawę po “Złotej Łani” planował na sam koniec tej przedziwnej wycieczki, ale incydent nad jeziorem pokrzyżował plany. Teraz stał za plecami Riven testując kolejne granice, widząc jak mocno zaciska dłonie na sterze, jak nie drgnie byle się tylko nie zdradzić, ale czuł jak napięte jest całe jej ciało; to odkrycie rozpalało również jego, a jej bliskość i zapach rozbudzały uśpione zmysły. -Nazywają go Ukołysaniem Fali - Odpowiedział równie cicho, przylegając torsem do jej pleców. -Odprawia się go o świcie lub tuż przed zmierzchem,. Kobieta przychodzi sama. Bosymi stopami dotyka brzegu, pozwalając, by zimna woda objęła jej kostki. Suknię ma prostą, najczęściej jasną, bez ozdób, bo morze nie lubi próżności. Włosy rozpuszczone, bo fale nie znoszą węzłów. - Ciepłym oddechem muskał kobiecy płatek ucha, patrzył przed siebie, a całym sobą chłoną kobiecą obecność. -W dłoniach niesie dwie rzeczy. Pierwszą jest sól. Garść, rozsypana na wilgotnym piasku w kształcie półksiężyca. To znak, że uznaje potęgę morza i jego prawo do gniewu. Drugą jest nić. Cienka, czerwona lub granatowa, czasem wyciągnięta z własnej sukni. Kobieta owija ją wokół palca serdecznego lewej dłoni, a drugi koniec zanurza w wodzie. To rodzaj pomostu pomiędzy kobietą a morzem. Potem następuje najważniejszy moment - zawiesił na chwilę głos. -Kobieta przykłada dłoń do piersi i pozwala, by jedna myśl, tylko jedna, stała się cięższa od wszystkich innych. Wspomnienie: śmiech ukochanego, jego ramiona pachnące smołą i wiatrem, obietnica powrotu wypowiedziana półżartem. To wspomnienie oddaje morzu, wypuszczając powietrze powoli, aż w płucach zostaje pustka. Następnie kobieta musi zanurzyć się w morzu, aż po szyję. Wytrwać chwilę w chłodzie, a potem odejść. Fala zabiera ze sobą sól oraz wspomnienie, a nitkę z palca należy nosić przy sobie cały czas.
Kiedyś ukradkiem oglądał taki rytuał, miał on w sobie coś podniosłego, a przeprowadzony w całkowitej cichy, na tle szumu morza wydawał się niemal święty. Ludzie morza byli przesądni, ale było w tym coś tylko dla nich. Coś co tylko oni rozumieli i budowali na tym swoją tożsamość. Kapitanowi Złotej Łani daleko było do przesądnego człowieka, ale zrozumiał jak ważna jest tradycja; to jak ich budowała i sprawiała, że mieli do czego wracać, do czego się odnosić. Niektóre zaś z działań, jak Ukołysanie Fal miały w sobie coś niezwykle intymnego. Teraz zaś pozwolił Riven wypłynąć we własny rejs, bo choć statek nadal stał w porcie to wyczuł jak oddała się całkowicie tej wizji, jak pozwoliła, aby nowe obrazy ukształtowały jej doświadczenia. Powoli puścił jej dłonie i odsunął się dając jej przestrzeń na pobycie ze sobą. Poczucia tej wolności, zarówno kuszącej jak i niebezpiecznej. Miał też chwilę, aby przyjrzeć się jej twarzy. Napiętym mięśniom szczęki, zaciśniętym powiekom - coś się zmieniło. Wybudził wspomnienie lub pragnienie, które siedziało w niej głęboko ukryte. Teraz wychodziło na wierzch, przejmowało nad nią władanie. Niespiesznie musnął dłonią jej policzek, powoli sprowadzając ją do świata rzeczywistego, który na nią czekał. Na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech, którym ją obdarował gdy tylko ich spojrzenia się spotkały. -Czas zejść na ląd. - Oznajmił cicho nie chcąc całkowicie zaburzyć tej chwili. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Mogła ją pochwycić lub uznać, że kroczy dalej sama. Mieli ostatnie miejsce do zobaczenia, a na Złotą Łanie jeszcze wrócą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
30-12-2025, 13:17
Jeśli przez myśl mu przeszło, że pójdzie mu ze mną łatwo, to się grubo pomylił. Przejrzałam jego plan, postanowiłam zagrać w grę i zostać aktywnym graczem. Takim, który będzie próbował wygrać. Cena była wysoka, oj była. I nagrodą nie była tylko i wyłącznie satysfakcja. Ale także coś więcej, coś nieopisanego słowami. Mogłam wygrać ja, mógł wygrać Kenneth, mogliśmy też przegrać oboje lub oboje stanąć na piedestale. Miałam wrażenie, że od tych najbliższych osiemnastu godzin będzie zależeć to, komu przypadnie ten zaszczytny tytuł. Tylko czy byliśmy w stanie tak długo wytrwać? I o co ja właściwie walczyłam? Wiedziałam o co walczy kapitan, to było proste. Chciał mnie zdobyć, przyciągnąć do siebie, a wygraną będzie moje poddanie się. Czy ja walczyłam o to, aby mu się nie poddać? Czy o to, aby to on sam do mnie przyszedł? Aby to on nie wytrzymał i wręcz poprosił mnie, bym na tę noc była tylko jego? I co potem?
Myśli te zostały zastąpione przez opowieść o rytuale. Gdy padła jego nazwa, a Kenneth zaczął wyjaśniać poszczególne etapy, przypomniało mi się, że już kiedyś o niej słyszałam. Nigdy nie widziałam, była jedynie opowiastką, legendą i mitem. Nie sądziłam, że ktoś nadal odprawiał te rytuały. Jednak, byłam pewna, że jeśli miałabym zostać kobietą jakiegoś kapitana, to wierząc w ten rytuał czy też nie, i tak bym go zrobiła. Tak na wszelki wypadek, aby ani morze, ani jego statek, nie były o mnie zazdrosne. Aby na morzu był bezpieczny i bezpiecznie do mnie wracał. Bo co by mi szkodziło nosić przy sobie czerwony sznureczek, jeśli ewentualnie byłoby to jednym z gwarantów bezpieczeństwa mężczyzny w podróży?
Czułam ciało Kennetha przylegające do moich pleców. Jego bliskość, ciepło bijące od jego skóry. Już rozgrzał się po naszej ostatniej wyprawie, a może to ja rozgrzałam jego? Rozchyliłam lekko usta, uniosłam kącik ust ku górze.
- Ukołysanie fal - powtórzyłam za nim cicho. - Zapamiętam dokładnie.
Rytuał, który odprawiała kobieta w celu ochrony swojego mężczyzny była niezwykle intymnym przeżyciem. Kojarzyło mi się to ze ślubem, ale nie do końca. Bardziej akceptacja, że nie jest ona jedyną kobietą w życiu swojego mężczyzny. Nie zastępuje morza, nie zastępuje statku, a jest obok. Jest portem na lądzie, mieszkanie kajutą, łoże - wspólną koją. Kobieta mogła być sztormem, burzą późną nocą. Mogła być też spokojnym oceanem, słońcem o poranku. Nie każda była gotowa, aby na to przystać. Kobieta zawsze chciała być tą jedyną, chociaż nie zawsze mogła. Akceptacja była najtrudniejsza, myślę, że rytuał właśnie ku temu służył.
Zeszłam na ląd niechętnie, jakby w półśnie uchyliłam powieki czując dotyk jego palca na skórze swojego policzka. I ja się uśmiechnęłam, lekko niepewnie, nieśmiało. Pozwoliłam mu zobaczyć o czym pragnę. O wolności, o wielkości, o możliwościach, które na mnie czekały. Wypłynięcie statkiem w morze było jedynie przenośnią, acz kuszącą do realizacji. Statek miał jednak swojego kapitana, ja nim nie byłam i nie miałam prawa stać u sterów sama. Ale, może kiedyś, u boku kapitana.
Spojrzałam na wyciągniętą dłoń. Nie chwycił mnie tak pewnie jak gdy pojawiliśmy się na ulicy w Cardiff. Dawał wybór, a ja miałam chwilę na podjęcie decyzji. Już w pełni rozbudzona, z zawadiackim uśmiechem, chwyciłam ją pewnie.
W cokolwiek graliśmy i jakakolwiek była nagroda - nie ważne. Ważne było to, jak dobrze mi było. Jak dobrze się bawiłam, ile frajdy miałam z tych przygód. Nagle się okazało, że życie może być ciekawe o ile ma się odpowiedniego partnera u boku.
- Prowadź mnie, kapitanie - mocniej zacisnęłam palce na jego dłoni.
Ruszyliśmy wspólnie po pokładzie, nasze kroki odbijały się echem od drewnianej powierzchni. Nasza wyprawa się jeszcze nie skończyła. A na “Złotą Łanię” mieliśmy jeszcze wrócić.


zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
31-12-2025, 13:56
| 17 kwietnia 1962

Dni ciągnęły się niemiłosiernie. Następnego dnia “Złotej Łani” nie było już w porcie, a ja nie wiedziałam kiedy wróci. To mogły być dni, to mogły być tygodnie, to mogła być cała wieczność. Tamtej nocy oddałam mu siebie, chociaż żadne deklaracje nie padły, ja czekałam i czekać chciałam już zawsze. Alkohol z krwi wyparował, ale czułe myśli lecące ku kapitanowi nie minęły. To nie za sprawką emocji czy procentów, a prawdziwych uczuć, złożone zostały tamtej nocy pocałunki. Tylko pocałunki, nic więcej. I on i ja, tak naprawdę, nie chcieliśmy pozwolić, aby doszło do zbliżenia. Musieliśmy poczekać, pozwolić sobie odetchnąć, przemyśleć i sprawdzić, czy nadal czujemy. Ja czułam.
Każdego porankach wyglądałam przez okno wypatrując “Łani” na horyzoncie, nocami moje myśli uciekały do jego zapachu, faktury jego ust, smaku jego ciała. Gdy zawiał wiatr unosiłam głowę ku górze, jakby nasłuchując dźwięku łamanych żagli. Bałam się spojrzeć w taflę wody, nie chcąc dostrzec tam flagi, dryfującej po otwartej wodzie. Dni mijały, a ja zgodnie z obietnicą, czekałam. Tawerna zawsze wiedziała pierwsza, gdy jakiś zaprzyjaźniony statek wracał do portu. “Złota Łania” była stałym punktem Cardiff, nikt nie wyobrażał sobie jej braku, a powroty były wyczekiwane. Minął tydzień, kiedy do tawerny wpadł jeden z portowych chłopców oznajmiając, że statek Kennetha właśnie wraca, lada chwila przycumuje. Niemal kufel wypadł mi z ręki.
Rumieniec na twarzy pojawił się nagle, niespodziewanie. Serce przyspieszyło, oddech również. Czułam jak całe ciało rwie się ku niemu. Wystarczyło jedno spojrzenie w stronę Ciotki, aby wiedziała… spojrzała na mnie groźnie, jednak mój tęskny wzrok, łanie oczy biegnące niemal same w stronę wyjścia. Krótkie kiwnięcie, a ja już przebiegałam obok Philippy i ile sił w nogach pognałam w stronę portu. Nie zatrzymałam się ani na chwilę, omijałam ludzi sprawnie, biegłam szybko zaliczając dwa potknięcia. Drżałam na samą myśl, że go zobaczę. Miałam czekać przy pomoście, więc jestem. Czekam.
Prawie wpadłam do wody, próbując się zatrzymać. “Złota Łania” właśnie cumowała, rzucali liny, ktoś je przywiązywał do pomostu. Trwało to wieczność. Stałam na palcach próbując dostrzec Kennetha. Targała mną niepewność, strach, że jednak przemyślał. Czy myślał o mnie? Czuł zapach skóry, tak jak ja czułam jego? Pamiętał fakturę moich ust, ciepło dłoni, ton głosu? Włosy rozwiane na wietrze, ciepło połowy kwietnia ogrzewało ulice, a ja stałam w spódniczce, przewiązanej barowym fartuchem z dumnie odsłoniętą szyją. Bez śladów. Czy teraz mogliśmy porozmawiać?
Niepokoiłam się. Na tyle na ile mogłam dostrzec pokład, nie widziałam mężczyzny. Zniecierpliwiona kręciłam się po pomoście, przygryzałam wargę, wykręcałam palce. Marynarze patrzyli na mnie, jednego z nich rozpoznałam. Widział nas wtedy, gdy po raz pierwszy moje bose stopy stanęły na pokładzie statku. Marynarze, chłopcy okrętowi, wszyscy patrzyli się i uśmiechali pod nosem. Żaden jednak nie odezwał się, jakby coś wiedzieli, jakby się ze mną droczyli. Czy to moja wyobraźnia płatała mi figle?
Chciałam kucnąć, objąć nogi ramionami i skryć się przed tymi wszystkimi spojrzeniami. Ekscytacja wymieszana ze strachem. Radość i nadzieja, przeplatana niepewnością. Nagle wszyscy zniknęli, zostałam tylko ja i “Złota Łania” przede mną. Przyglądałam się jej uważnie, poznawałam każdy szczegół burty zwróconej w moją stronę. Nagle huk, podskoczyłam. Trap pojawił się znienacka, niemal tuż przede mną. Jakby sam statek zapraszał mnie do wejścia na pokład. Nie śmiałam jednak ruszyć się o krok.
Nie dlatego, że nie chciałam, bo chciałam bardzo. Ale Kenneth powiedział, że mam czekać przy pomoście. Na pokład może zaprosić mnie tylko kapitan, nikt więcej. Nie chciałam też urazić “Łani” swoją obecnością. Była w końcu jego najważniejszą kobietą.
Więc tak stałam. Tuż przed trapem, z wypiętą piersią i wysoko uniesioną głową czekałam na jego słowo. A jeśli padną, jeśli tylko mnie zaprosi, wpadnę w jego ramiona.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
31-12-2025, 18:57
Rej nie należał do łatwych. Morze wiosenną porą bywało bardzo burzliwe, ale tym razem fala za falą zalewała pokład, by następnego dnia było bezwietrznie i musieli pomagać sobie magią, aby móc w ogóle ruszyć. Jednak takie zaklęcia kosztowały energię. Marynarze mówili, że coś się na nich uwzięło, ale zaraz zabierali się do pracy. Porty przyjmowali z ulgą zbierając siły na kolejną część podróży. Myśli kapitana nie krążyły wyłącznie wokół rejsu i celu, nie tylko wobec obietnicy złożonej kumplowi, że zaciągnie języka na temat jego matki jak będzie miał taką możliwość. Wracał wspomnieniami do wieczoru kiedy padły pewne deklaracje i sam podjął decyzję, że da szansę sobie i jej. Przed oczami miał jej uśmiech, w powietrzu wyczuwał zapach. Czy będzie stać na pomoście tak jak poprosił? Czy wyczekiwała powrotu, a może wstała następnego rana uznając, że to jedna wielka pomyłka i odstąpi od tego szaleństwa? Choć tego po sobie nie pokazywał w żołądku ciążył mu kamień niepewności, a marynarze gadali. Kto jak to, ale to właśnie oni byli największymi plotkarami w portach. Wystarczył ten jeden, który widział pannę Thorne na pokładzie, a cała załoga następnego dnia wiedziała, że coś się wydarzyło. Nie mówili głośno, poza jednym - pierwszym oficerem, który dał znać kapitanowi, że coś jest na rzeczy. Teraz wszyscy wyczekiwali, nie mniej zainteresowani niż sam Kenneth, czy rzeczona panna wystawi kapitana Fernsbiego. Gdyby tak było, mieliby swoje używanie.
Trójmasztowiec wchodził do portu dostojnie, z żaglami częściowo zrolowanymi, pozostawiającymi tylko tyle płótna, by zachować sterowność. Maszty rysowały się ciemno na tle mlecznoszarego nieba, wysokie i smukłe, a olinowanie drżało cicho, śpiewając swoją własną pieśń napiętych lin. Komendy padały nisko, pewnie, bez krzyku. Marynarze uwijali się przy linach, dłonie mieli szorstkie od smoły i soli, a ruchy wyćwiczone do perfekcji. Fały szły w dół, żagle trzepotały krótko, po czym uspokajały się, gdy kolejne płaty płótna były brane na reje. Każdy maszt pracował osobno, a jednocześnie w pełnej harmonii z pozostałymi. Port odpowiadał własnym hałasem. Z nabrzeża dobiegał stuk butów o kamień, skrzyp dźwigów, nawoływania robotników. W powietrzu mieszał się zapach mokrego drewna, soli, węgla i starej liny, a gdzieś spod tego wszystkiego przebijała się nuta miasta; dym z kominów, kawa, rozgrzana para. Trójmasztowiec przesuwał się wolno między falochronami, prowadząc dziób dokładnie tam, gdzie wskazywał pilot portowy. Gdy padła komenda do rzucenia cum, lina poszybowała w powietrzu szerokim łukiem i została złapana przez ludzi na kei. Kadłub zadrżał lekko, jakby statek protestował przeciwko zatrzymaniu, po czym dał się przyciągnąć do brzegu. Drewno jęknęło głucho, olinowanie westchnęło, a żagle, już całkiem zebrane, zwisały ciężko, mokre od morskiej wilgoci. Kiedy ostatnia lina została naprężona, a trójmasztowiec osiadł spokojnie przy nabrzeżu, zapadł ten szczególny moment ciszy. Te krótkie sekundy kiedy oczekiwano aż trap opadnie na ląd. Tak też się stało. Ciężka klapa zatrzymała się tu przed Riven oznajmiając jej, że “Złota Łania” wróciła do portu.
Dostrzegł ją wcześniej niż ona jego. Trwała na lądzie, wyciągając głowę - czekała. Uśmiechnął się pod nosem i wydał kolejne komendy. Nie mógł od tak wyskoczyć sobie ze statku, należało dopełnić formalności. Podpisać dokumenty, które potem bosman z oficerem zaniosą do portu. Część ładunku miała trafić do magazynów, a część do jego zleceniodawców leżała odpowiednio ukryta. Trap został wysunięty i wtedy postawił na nim nogę. Posłała do Riven szeroki uśmiech człowieka, który właśnie zobaczył długo wyczekiwany skarb. Wkroczył na trap, po czym otworzył przed nią szeroko ramiona gotów ją objąć mocno.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
31-12-2025, 23:06
Gdy tylko zobaczyłam go na trapie, szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Zrobił ku mnie krok, otwierając ramiona. To było zaproszeniem na które czekałam. Na tym pomoście czas mi się dłużył strasznie, te kilka chwil trwało całą wieczność. Nie widziałam go tydzień, czasami nie było go dłużej, ale te siedem dni było najgorszą katorgą. Wiedziałam, że to mnie czeka. Za każdym razem jak wypłynie, nie będzie go tygodniami, miesiącami, to tak właśnie będę się czuć. Ale jego widok po tej rozłące, ciepło jego ciała, zapach smoły i soli na jego rękach. A potem te wszystkie wspólne chwile to wynagradzają.
Ruszyłam ku niemu, najpierw powoli, ostrożnie wchodząc na trap. A potem podbiegłam, najszybciej jak mogłam. Wpadłam w jego ramiona, nie bacząc na to czy ktoś nas widział. Czy marynarze będą gadać, plotkować. Nie ważne. Najistotniejsze było to, że objął mnie swoimi ramiona, wtuliłam się w niego. Czułam zapach morza, jego skóry, ale też drewna i rumu. Dłońmi powędrowałam do jego twarzy, gładziłam po policzkach, dotknęłam ust. Wpatrywałam się w jego oczy, uważnie lustrując, szukając w nich potwierdzenia. Dotknęłam ustami jego ust, pocałowałam go lekko z cichym mruknięciem.
- Nie ma - szepnęłam, odchylając głowę i odgarniając włosy. - Mówiłeś, że wrócimy do rozmowy jak zniknie.
Byłam gotowa na tę rozmowę. Skoro ja czekałam na niego przy pomoście, a on powitał mnie z szeroko rozpartymi ramionami, to chyba oznaczało, że ta niema deklaracja, złożona pocałunkiem, miała moc. Znów zatopiłam się w jego ustach, nie mogłam się powstrzymać. Uśmiech na ustach, rozmarzone spojrzenie błądzące po jego twarzy. Chciałam zniknąć z oczu innych, mieć Kennetha tylko dla siebie, bez ciekawskiego wzroku majtków krążących po pokładzie.
Miałam dużo czasu, aby myśleć o tym co się wydarzyło. Aby przeanalizować, przemyśleć i porozmawiać z kim trzeba. Tak, aby swoje życie poukładać, nim je oddam kapitanowi. Jeśli miałam być jego kobietą, do której będzie wracać po długich podróżach, będzie to wymagać ode mnie nie lada wyrzeczeń. Po pierwsze, będę tylko jego. Miesiące bez męskiego ciała, wynagrodzone tym jednym silnym ramieniem. Równocześnie mam tylko jego obietnicę, że w innym porcie nie ma takiej drugiej, u której szuka ukojenia podczas długich wypraw. Dzielenie się ze “Złotą Łanią”, morzem, oceanem. Przyjęcie do wiadomości i zaakceptowanie, że nie jestem jedyna. I ostatnie najważniejsze, nieświadomość czy on w ogóle wróci. Czy nie trafi na sztorm, któremu nie dadzą rady. Będzie to wymagać ode mnie ogromną ilość silnej woli, cierpliwości. Byłam jednak gotowa, gotowa na wszystko co życie mi zaserwuje. Nam zaserwuje.
- Zabierz mnie stąd, wszyscy na nas patrzą - uśmiechnęłam się lekko, rumieniec wpłynął na moje policzki.
Oczywiście, że wiedziałam że będą gadać. I mieli gadać. Miało się roznieść po porcie, że kapitan “Złotej Łani” ma kobietę, która czekała na niego przy pomoście, gdy jego statek dokował. Przy pomoście na swoich mężów, na swoich synów czekały kobiety. Matki, żony, ważne osoby w ich życiu. Kobiety, które coś znaczyły. Nie byle kochanka, na jedną noc. Więc jeśli prosił, abym na niego czekała, to nie miałam być tylko na jedną noc.
Statek powoli się uspokajał, przycumowany do portu wtapiał się w krajobraz Cardiff. Ludzie już przestali zwracać uwagę na “Łanię”, a mój świat zawężył się tylko do Kennetha. Nic więcej nie liczyło się, tylko to że byliśmy tu teraz razem. Ja i on, nikt więcej. Rozpalił mnie, rozdrapał stare uczucia i wyciągnął na wierzch. Gdy myślałam, że już nic do niego nie czuję, okazało się to jednym wielkim kłamstwem. Czułam, bardzo czułam. Chcąc o tym uczuciu zapomnieć, przekierować, skończyło się killoma błędami, których żałowałam. Musiałam tylko zadbać o to, aby przyjaźni nie stracić. Ale to była tylko przyjaźń, bardzo mocna przyjaźń. A to co czułam do Kennetha… to było coś innego.
- Jak wyprawa, panie kapitanie? - zapytałam, gładząc go ponownie po policzku.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku, odwrócić spojrzenia. Nie chciałam go puścić, gdybym mogła, zostałabym w jego ramionach już na zawsze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
01-01-2026, 01:14
Pierwotnie w ogóle nie planował dzisiaj wychodzić. Miał wolne popołudnie jako, że zmianę miał poranną i wszystko co miał do zrobienia było ogarnięte. Zamierzał przysiąść dzisiaj nad kolejnym tomem traktującym o eliksirach, potworzyć kilka zagadnień z podstawowej magii leczniczej. Kiedy wrócił do swojego pokoju na poddaszu przebrał się z pracowniczej, białej koszuli w jedną ze swoich ulubionych, lekko za dużą, czerwono srebrną koszulę na długi rękaw, której rękawy podwinął i usiadł do małego biureczka. Pergaminy, notatnik i książki były już przygotowane, chwycił z dłoń pióro chcąc zrobić sobie chociaż plan na dzisiaj. Naprawdę miał dobre chęci, bo przecież mu zależało, ale z nieznanych dla siebie powodów nie mógł się skupić. Napisał może dwa punkty, przewertował książkę szukając natchnienia, ale po godzinie się po prostu poddał. To nie był jego dzień, zdecydowanie. Wiedząc, że na pewno niczego pożytecznego ze sobą nie zrobi, postanowił zebrać tyłek w troki i wyjść. A nóż widelec spotka kogoś znajomego, chociaż pewnie w tawernie na bank nie będzie brakowało znajomych twarzy. Ubrał na siebie kurtkę, po czym opuścił swój pokój, wychodząc z restauracji tylnym wyjściem.
Nogi w zasadzie prowadziły go same, jakby kierowane własnym kompasem i już kilkanaście minut później dotarł do portu. Miał w zasadzie duży wybór jeśli chodziło o lokale, ale on jednak miał swój ulubiony. Pod Mewą i Księżycem z wielu powodów było jego ulubionym miejscem, to właśnie tam mógł spotkać najwięcej znajomych i posłuchać najciekawszych historii z morza, które dla niego było niedostępne przez chorobę morską. Skręcił więc za rogiem i ruszył w kierunku tawerny kiedy kątem oka dostrzegł znajomą banderę. Zatrzymał się od razu i spojrzał w tamtym kierunku. Czyżby Kenneth wrócił ze swojej wyprawy? Serce zabiło mu szybciej kiedy przypomniał sobie obietnice przyjaciela. Czy udało mu się zebrać jakieś informacje? Czy w ogóle przebywał w okolicach Singapuru? Już miał przedłużyć sobie trasę i spytać go o to osobiście tu i teraz, kiedy przy trapie prowadzącym na pokład Łani spostrzegł znajomą sylwetkę. Nie ruszył się z miejsca, obserwował ją, jak kieruję się w stronę pokładu. Po chwili dostrzegł również kapitana, który na widok dziewczyny rozkłada ręce, a ta wpada w jego objęcia. To co zobaczył moment później sprawiło, że serce znowu zabiło mu szybciej. Chyba się tego nie spodziewał, w zasadzie nawet o tym nie pomyślał. I w zasadzie dlaczego tak zareagował? Przecież powiedzieli sobie, że to co wydarzyło się na początku miesiąca było jedynie przygodą, błędem nie z jej winy i nie zmieni nic w ich przyjaźni. Croft się tego trzymał, zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a jednak teraz, widząc ją w objęciach jednego ze swoich najlepszych kumpli coś go tknęło.
Stał tak przez chwilę, obserwując tą dwójkę ze sporej odległości i zastanawiał się o co mu w zasadzie chodzi. Po kilku chwilach pokręcił głową z rozbawieniem. Dobrze się stało. Dzięki temu nie będzie już tak dziwnie, skoro w jej głowie i sercu zakotwiczył kapitan Fernsby. Z tą świadomością oboje będą mieli lżej, ona, bo będzie zajęta marynarzem, a on będzie miał świadomość, że nie ma sensu już tego wszystkiego rozpamiętywać. Życzył im naprawdę jak najlepiej, jednocześnie mając świadomość, że jeśli Kenneth złamie serce jego najlepszej przyjaciółce, to nie będzie patrzył na ich znajomość i doleje mu czegoś do piwa, co z całą pewnością nie będzie miało nic wspólnego z eliksirem leczniczym.
Nie chcąc już dłużej wchodzić ich przestrzeń, obrócił się w końcu na pięcie, wsunął dłonie w kieszenie kurtki i skierował swoje kroki w kierunku drugiej strony portu. Dzisiaj The Pocket miało doświadczyć jego obecności.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 13:48
Czekał aż do niego ruszy, dawał jej chwilę na podjęcie decyzji, czy ostatecznie się określi na oczach załogi, czy jednak wahanie i obawy przejmą nad nią władanie. Bycie kobietą kapitana statku wiązało się z wieloma wyzwaniami. Żyła w porcie, znała zasady jakimi kieruje się to miejsce. Mogli być czarodziejami, ale jednak różnili się od tych co pracowali w Londynie w Ministerstwie, tych co posiadali sklepiki na Pokątnej. Tutaj, gdzie magia i morze próbowały wspólnie dojść do jakiegoś kompromisu, było całkowicie inaczej. W parę sekund była już przy nim, a on zamykał ją w swoich ramionach przy oklaskach i śmiechu załogi. Machnął na nich jedną ręką kiedy drugą oplótł wokół kobiecej talii. Miękki pocałunek został złożony na jego wargach co wywołało jego szczery śmiech. -Ktoś się tu stęsknił. - Skomentował jedynie, a potem musnął palcami skórę szyi nie dostrzegając na niej już żadnych śladów. W niebieskim spojrzeniu błysnęła iskra zadowolenia.
Patrzył na nią uważnie, dostrzegając coś nowego. Był to spokój podszyty decyzją. Wiedział, że miała czas myśleć. Wiedział też, ile kosztuje taka gotowość. I właśnie to poruszyło go najmocniej. Nie wzruszenie do łez, lecz ciepłe, głębokie rozbawienie losem, który potrafi być okrutny, a jednak czasem zaskakująco łaskawy. Nachylił się bliżej, dotykając czołem jej czoła, i znów się uśmiechnął, tym razem ciszej. -Wróciłem.- Powiedział cicho, a przedziwne uczucie ciepła rozpłynęło się po kapitańskiej piersi. Gdyby był to dzień jak każdy inny, skierowałby kroki do głównego budynku portowego, potem do tawerny, by uścisnąć dłonie tych, którzy, tak jak on, należeli bardziej do morza niż do lądu. Wieczór zakończyłby się albo w ciszy własnego, skromnego domu, przy kominku i kubku czegoś mocniejszego, albo w wynajętym pokoju, w towarzystwie jednej z dziewcząt łasych na morskie opowieści i krótką bliskość. Tym razem jednak było inaczej.
Trzymał w ramionach kobietę, odważną, pewną siebie, która bez wahania oznajmiła mu, że jest gotowa być kimś więcej niż przelotną znajomą, więcej niż barmanką czekającą na powrót statków. Nie stała z boku, nie czekała na jego gest ani na kapitańskie wyznanie. Sama wyszła mu naprzeciw, zmieniając zainteresowanie w wyzwanie, uderzając prosto w mur zasad, które budował przez lata. Właśnie to go ujęło. Ta jej siła, jej decyzja, ta niepokorna gotowość, by postawić wszystko na jedną kartę. Gdyby była tylko cierpliwa, gdyby czekała, aż on pierwszy nazwie to, co między nimi rosło, nie staliby teraz razem na trapie. Wiedział, że wieść poniesie się szybko po porcie. Będą mówić, iż kapitana Fernsbiego witała na kei kobieta, że widziano ich razem. I że nie była to kolejna przygodna panna, bo żadna inna dotąd nie witała go w ten sposób. Myśl ta budziła w nim jednocześnie niepokój i dziwne, ciche zadowolenie.
Trzymając dłoń na kobiecej talii, gestem jawnie oznajmującym do kogo przynależy odwrócił się w stronę pokładu i poprowadził ją na oczach wszystkich na “Łanię”. Dał niemy znak pierwszemu, który skinął jedynie głową. Padły kolejne komendy, kolejne rozkazy, a marynarze rzucili się do swojej pracy. Poprowadził ją trasą już jej znaną, w dół do kajuty kapitańskiej. Od ostatniej wizyty nic się nie zmieniło, a gdy zamknął drzwi za nimi, sięgnął po różdżkę. Wycelował nią przed siebie i wypowiedział zaklęcie -Muffilato - energia przepłynęła przez drewno, skupiła się na pomieszczeniu zagłuszając wszystko co zostanie tutaj powiedziane. Schował różdżkę do kabury.
Przeciął kajutę w dwóch szybkich krokach, jakby obawiał się, że jeśli zawaha się choćby na ułamek sekundy, rozsądek znów spróbuje wziąć górę. Drewno pod stopami zaskrzypiało cicho, a powietrze było ciężkie od zapachu morza i zamkniętej przestrzeni, w której napięcie zdążyło już osiąść jak burzowa chmura. Zamknął ją w ramionach zdecydowanie, bez wahania, przyciągając do siebie tak blisko, że między nimi nie zostało nic prócz oddechu. Jego dłoń wsunęła się w jej włosy, druga objęła plecy, jakby chciał mieć pewność, że jest tu naprawdę. Pocałunek spadł na jej usta gwałtownie, a jednocześnie z tą intensywnością, która rodzi się z długiego powstrzymywania. Był głęboki, zachłanny, pełen nagromadzonego pragnienia; odebrał im tchu, zmusił do oparcia się o siebie, jakby tylko w ten sposób mogli utrzymać równowagę. Oddychał ciężko, przerywając pocałunek tylko po to, by zaraz do niego wrócić. Krótkie, niespokojne chwile między jednym a drugim były niemal boleśniejsze niż sam dotyk. Jego czoło opadło na jej czoło, usta musnęły kącik jej warg, policzek, skroń. -Jesteś na to gotowa? - zapytał nisko, niemal szeptem -Na takie życie… - Zrobił krok do przodu zmuszając ją, aby się cofnęła, aż natrafiła na opór biurka. -Na tygodnie, kiedy mnie nie będzie - dodał w przerwie między oddech a kolejnym muśnięciem ust. -Na patrzenie w morze i czekanie. Na bycie panią samej siebie.
Jego dłonie trzymały ją pewnie, niebieskie spojrzenie błądziło po kobiecej twarzy. -Nie oczekuję domowego ogniska - powiedział w końcu, znów odnajdując jej usta, wolniej, głębiej. -Tylko tego, że będziesz czekać. Tak jak dziś.
Pocałunek, który po tym nastąpił, był inny; wciąż namiętny, wciąż pełen pożądania, ale jednocześnie oczekujący odpowiedzi. Dłonie zsunęły się na kobiece pośladki i śmiałym gestem podniósł ją wyżej, tak aby ostatecznie usiadła na blacie kapitańskiego biurka.

|Udany rzut na Muffilato
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 14:28
Stojąc wtulona w jego ramiona nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ktoś nas obserwował. W moim świecie, był tylko Kenneth i jego marynarze stojący dookoła. Byli jednak jakby za mgłą, bo liczyło się tylko spojrzenie kapitana, jego słowa o tęsknocie. Równie dobrze mogły dotyczyć mnie jak i jego. Stęskniłam się nieziemsko, gdy wracałam myślami do tamtego dnia pragnęłam mieć go obok siebie. Ta myśl była tak naturalna, jakby była we mnie od zawsze. Nie musiała się rodzić, nikt mnie nie zmuszał. Ona po prostu tam była, zduszona w końcu wypłynęła na powierzchnię, a ja ją przyjęłam. Pragnienie jego ciała było niczym pragnienie wody, tęsknota, jak za długo niewidzianym słońcem, a jego obecność była moją ostoją, jak Cardiff, bez którego nie wyobrażałam sobie życia. W pewnym sensie zdziwiło mnie to, jak naturalnie mi to przyszło. Szukałam swoje miejsca, próbowałam zagłuszyć pragnienie innymi mężczyznami, nie raz i używkami, a to było tak po prostu, na wyciągnięcie ręki.
Z dumą przyjęłam jego gest, muśnięcie szyi i sprawdzenie, czy na pewno nie skrywam jeszcze jakiś śladów po innym. Widziałam tę iskrę, to zadowolenie w jego spojrzeniu. Już nie miał żadnych wątpliwości, a ja przyjęłam to z ulgą.
- Witaj w domu - powitałam go, gdy nasze czoła się ze sobą stykały.
Dumnie szłam u jego boku przez pokład “Złotej Łani”. Pokazał wszystkim, że nie jestem byle kim, a jego kobietą, z którą teraz muszą się liczyć. Miałam bywać tu częściej, czekać przy pomoście za każdym razem gdy będzie powracać i odprowadzać go wzrokiem wtedy, gdy będzie wypływać. Widział to jego bosman, widzieli marynarze i majtkowie, zaraz będzie wiedział cały port. Kapitan Fernsby znalazł swój skarb.
Nawet nie zauważyłam, gdy pokonaliśmy drogę do jego kajuty. Gdy drzwi się zamknęły, odwróciłam się w jego stronę gotowa na to, co zaraz miało nastąpić. Obserwowałam jak wyciąga różdżkę, jak rzuca zaklęcie. Oddech mi przyspieszył, serce biło jak oszalałe. Magia w pomieszczeniu zadrżała, czułam jak wypełnia wszystkie ściany. I ja zadrżałam.
Dwa kroki, tyle mu wystarczyło, aby znaleźć się u mojego boku. Jakby bał się, że się zawaham. Nagle zrezygnuję. Ale moje dłonie jedynie przyciągnęły go bliżej siebie, oplotły wokół jego szyi, zatopiły w ciemnych włosach nie wierząc, że to już. To dzisiaj. Pocałunek był gwałtowny, zachłanny, pełen namiętności. Jakbyśmy nie widzieli się miesiącami, jakbyśmy czekali na siebie całe lata. Może tak było? Może byliśmy sobie przeznaczeni i nasze ciała właśnie cieszyły się tą chwilą, która miała nastąpić od zawsze i w końcu nastąpiła? Nie wierzyła w zbieg okoliczności, w pełni ufałam, że nasze życie jest zaplanowane od samego początku, a wszystkie nasze czyny do czegoś prowadzą. Moje zaprowadziły mnie tu, do kapitańskiej kajuty. Zaakceptowałam to bez cienia wątpliwości czy zawahania. Podążałam za swoim losem.
Odchyliłam głowę pozwalając by pocałunki zaczęły schodzić niżej. Słuchałam jego pytań, z ust wyrywały się ciche pomruki, przerywane oddechy za każdym razem, gdy padało kolejne. Pośladkami oparłam się o biurko, błądziłam dłońmi po jego plecach, zatrzymując się na dłużej na karku. Nie pozwolił mi od razu odpowiedzieć, całował dalej, namiętnie wbijając się w moje usta. Dłonie spoczęły na moich pośladkach, sprawnym ruchem uniósł mnie sadzając na blacie. Coś się przewróciło, ale nie baczyłam na to. Chwyciłam go za twarz, odsuwając go od siebie ledwie na parę milimetrów. Nasze usta wciąż się stykały.
- Jestem na to gotowa - mruknęłam, uśmiechając się przy tym pewnie. Złapałam jego spojrzenie. - Jestem gotowa na tygodnie bez ciebie, jestem gotowa na to by czekać, niepokoić się za każdym razem gdy przyjdzie sztorm - musnęłam jego usta, dłonią pogładziłam policzek. - Będę na ciebie czekać. Będę twoją ostoją, będziesz miał do kogo wracać.
Tym razem to ja wbiłam się w jego usta. Dłonie zawędrowały niżej, do jego kamizelki. Rozpinałam guzik za guzikiem, powoli, niespiesznie budując napięcie. Gdy wierzchnia warstwa puściła - koszula. Rozpinając pierwszy guzik przyciągnęłam go jeszcze bliżej, ustami chwyciłam płatek jego ucha.
- A ty? Jesteś gotów? - Zapytałam, szepcząc mu wprost do ucha. - Jesteś gotowy na tygodnie, miesiące bez kobiety u boku? - Złożyłam pocałunek na szyi. - Na tęsknotę za ciepłem, dotykiem… spełnieniem?
Zatrzymałam się na jego obojczyku. Czekałam w napięciu. Życie Kennetha było inne niż moje, tygodnie a czasami i miesiące podróży, panna w każdym porcie. Czy był gotów, aby zrezygnować z tego przywileju? Wiedział, że i tak z pewnością się nie dowiem. Mógł mieć mnie na wyłączność, jemu ktoś by doniósł, jeśli dostrzegą mnie u boku innego, a i tak prowadzić swoje dawne życie w innych portach. Jednak czy będzie gotowy na wstrzemięźliwość? Czy będzie tylko dla mnie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#29
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
01-01-2026, 16:30
Pragnął jej jeszcze zanim ją dotknął; przez wszystkie noce, które spędził na morzu, przez zapach soli i mokrego drewna, przez chwile, gdy cisza kajuty była zbyt głośna. Teraz stała przed nim naprawdę, ciepła, bliska, a jej obecność uderzyła go z siłą, na którą nie był przygotowany. Wdychał jej zapach łapczywie, jakby chciał nadrobić czas rozłąki, jakby bał się, że znów mu ją odbiorą. Gdy odchyliła głowę, pozwalając jego ustom zejść niżej, poczuł, jak napięcie w nim narasta, ciężkie i niecierpliwe. Jej ciche pomruki działały na niego mocniej niż jakiekolwiek wyznanie. Każdy urwany oddech był potwierdzeniem, że to, co robi, ma znaczenie. Kiedy oparła się pośladkami o biurko, a jej dłonie błądziły po jego plecach, zatrzymując się na karku, przez moment stracił zdolność myślenia. Pozostało tylko ciało i to nieodparte pragnienie, by być jeszcze bliżej.
Jej słowa uderzyły go nagle, mocniej niż się spodziewał. Jestem na to gotowa. Poczuł, jak coś w nim się zaciska i jednocześnie rozluźnia. Ulga, pragnienie, wzruszenie, które paliło pod skórą. Patrzył jej w oczy, słuchał każdego zdania, każdej obietnicy, a im więcej mówiła, tym bardziej pragnął jej nie tylko ciałem. Myśl o niej czekającej, wyczekującej jego powrotów, była niemal obezwładniająca. Kiedy to ona przejęła inicjatywę, całując go z tą pewnością, która zawsze go w niej rozbrajała, poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. Jej dłonie przy jego kamizelce, wolne, niespieszne rozpinanie guzików - wystawiała go na próbę, którą tym razem chciał oblać. Jej pytanie zawisło między nimi, ciężkie i prawdziwe. Czuł jej usta na swojej szyi, ciepło dłoni, które przypominało mu, za czym będzie tęsknił. Myśli o dawnym życiu, o portach i przelotnych bliskościach, wydawały się nagle odległe i puste. W tej chwili liczyła się tylko ona. Pochylił się bliżej, opierając czoło o jej czoło, jakby chciał, by usłyszała jego odpowiedź jeszcze zanim ją wypowie. Pragnął jej całym sobą, ale pod tym pożądaniem było coś trwalszego. Decyzja, która dojrzewała właśnie teraz, w tej ciszy przerywanej tylko ich oddechami.-Każdy powrót będzie jak wygrana na loterii. - Wydusił z siebie rozwiązując fartuszek jakim była przepasana. Materiał zsunął się miękko, odsłaniając talię, a jego dłoń trąciła saszetkę przywiązaną do paska. Rozpoznał ją od razu. Ten drobiazg, który podarował jej jakiś czas temu, wrócił do niego wspomnieniem i wywołał krótki, nieoczekiwany uścisk w żołądku. Jak znak, że to, co się między nimi wydarzyło, miało ciągłość, że nie było chwilą zawieszoną w próżni.
W jego oczach zapalił się żar. Dłonie, posłuszne temu impulsowi, wsunęły się pod jej koszulę, odnajdując ciepło skóry i miękkość kształtów skrytych pod delikatnym materiałem, który dzielił dotyk. Zatrzymał je tam, gdzie serce przyspieszało, gdzie oddech stawał się płytszy, jakby sam dotyk był pytaniem i odpowiedzią naraz. Zacisnął mocniej na krągłości; był wygłodniały jej bliskości. Usta znaczyły powolny szlak: od ucha, przez linię szyi, aż do obojczyka. Przysunął się bliżej, a nacisk jego kolana stał się wyraźniejszy, zachęcający, domagający się miejsca. Czuł, jak odpowiada mu ruchem, jak ich oddechy splatają się w jeden rytm, a świat poza tą chwilą cichnie, ustępując miejsca pragnieniu, które wciąż rosło, prowadząc ich dalej ku zatraceniu. Pospiesznie zrzucił z siebie kamizelkę, a potem koszulę. Na piersi kołysał się naszyjnik w kształcie kotwicy, mięśnie ramion i barków napięły się jeszcze mocniej gdy znów sięgnął zachłannie do jej koszuli, gdy wbił się ustami w rozgrzane kobiece wargi -Czekałem zbyt długo. - Mruknął, na powrót sięgając do krągłości piersi dłonią, by zaraz za nią powędrowały usta.
Pochylił się niżej, prowadząc usta śladem, który sam sobie wyznaczył; od ciepłej skóry szyi ku piersiom, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr tej drogi. Przez cienki materiał bielizny drażnił ją ledwie wyczuwalnie, muskając ustami, pozwalając oddechowi omiatać skórę i rozpalać wyobraźnię bardziej niż sam dotyk. Zatrzymywał się, wracał, przeciągał tę chwilę, świadomie budując napięcie. Gdy w końcu rozpiął ostatnią barierę między nimi, zrobił to spokojnie, niemal z namysłem. Skóra pod jego ustami była delikatna i ciepła; składał na niej krótkie, uważne pocałunki, zdradzając, jak bardzo był spragniony tej chwili.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#30
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-01-2026, 17:27
Zatrzymany oddech w pół mojego zdania. Napięcie, które się w nim zbudowało i po chwili, gdy moje słowa dotarły, odpuściło. Rozluźnienie, ulga, szczęście? Jakby wielki ciężar spadł z jego ramion. Dzieliliśmy to samo pragnienie, mieliśmy dzielić też wspólnie mękę związana z rozstaniem. Przeżywać rozłąkę i cieszyć się ze szczęśliwych powrotów. Byłam na to gotowa i byłam tego pewna. Wiem, że nie będzie lekko. Będzie boleć, będę spragniona, wściekła, rozżalona i zmartwiona. Jednak jego powrót, tak długo oczekiwany, będzie nagrodą. Słodką, cudowną, na którą warto będzie czekać.
Czoło przy czole, wspólny oddech, jedno spojrzenie. Nie musiał mi odpowiadać, to jak na mnie spojrzał mówiło mi wszystko. Jednak, gdy deklaracja padła, uśmiechnęłam się. Ciepło, radośnie i z ulgą. Już nie było żadnych niedopowiedzeń, wypowiedziane słowa były wiążące i “Złota Łania” była nam świadkiem. Teraz, kiedy miałam swoją odpowiedź, a moja dusza była już spokojna, mogłam skupić się na zaspokojeniu jego pragnienia. Swojego pragnienia.
A pragnął mnie mocno. Czułam dłonie, rozwiązujące fartuszek. Ten upadł głucho na podłogę uwalniając dostęp do koszuli. Dłonie zawędrowały pod moją koszulę, ale ja wcale nie byłam dłużna, rozpinając guziki materiału otaczającego jego klatkę piersiową. Tylko na niego zerknęłam, odważnie złapałam jego spojrzenie, lekkie uniesienie kącika ust. Ciche przyzwolenie, aby dłonie błądziły dalej. Zaciskały się, drażniły, pieściły to, co na co dzień na widok świata wystawione nie było. Odchyliłam się ku tyłowi, gdy jego usta wyznaczoną trasą zsuwały się coraz niżej. Uda posłusznie rozłożone, ciało samo zadziałało pod wpływem naparcia. Nagle znalazł się jeszcze bliżej, objęłam go nogami i zacisnęłam mięśnie przytrzymując przy sobie. Z podziwem patrzyłam na jego ciało, silne ramiona, ślady po przygodach. Zawiesiłam wzrok na torsie, na naszyjniku przylegającym do skóry.
Mruczałam pod wpływem jego dotyku, pieszczot, które mi zapewniał. Ciało drżało domagając się więcej i więcej, a jednocześnie chciałam by ta chwila trwała jak najdłużej. Chciałam czuć go na sobie, nauczyć się na pamięć jego ruchów, by móc podczas ciężkich, samotnych nocy, powracać wspomnieniami. Czułam jego pocałunki na swoim ciele, ja w tym czasie dłonią gładziłam go po głowie, po karku, po plecach ciesząc się z każdego pocałunku, jakim mnie obdarował.
Rumieńce szybko wpłynęły na policzki, gdy drażnił się ze mną świadomie. Rozpinał koszulę, oddechem znaczył moją skórę, a ja odpowiadałam cichym westchnieniem, urwaniem oddechu. Drżałam, pełna napięcia i ekscytacji. Jego ruchy jeszcze je wzmacniały do tego stopnia, że były trudne do wytrzymania.
Puściłam go ledwie na chwilę, kiedy dłońmi sięgnęłam za siebie i z łoskotem zrzuciłam wszystko, co było w tym momencie na blacie biurka. Pergaminy, książki, pióra. Cokolwiek na nim było, leżało teraz na podłodze robiąc miejsce dla mnie. Położyłam się oddychając szybko, serce biło mi jak oszalałe. Opięty materiał bielizny na piersiach powstrzymywał je przed wyskoczeniem, ale gdy ta ostatnia bariera została zerwana już nic mnie nie powstrzymywało. Kenneth poszedł za mną, czułam jego ciężar na swoim ciele, skupiłam się tylko na jego bliskości, cieple jego skóry, ruchach jego ust i dłoni drażniących górną część mojego ciała. Wplotłam swoje dłonie w jego włosy, uda zacisnęłam mocniej wokół jego bioder. Przez chwilę, całkowicie zamglonym wzrokiem, wpatrywałam się w sufit.
Tylu mężczyzn przed nim dotykało tego ciała. Pieściło moją skórę, drażniło moje piersi, zagłębiało się w mojej kobiecości. Byli przelotną znajomością, chwilą nie wartą zapamiętania. Pojawiali się i znikali, jeden raz pod wpływem alkoholu, zabawy. Tyle kobiet wbijało tak swoje paznokcie w skórę kapitana, całowało jego usta, wtulało się w jego ramiona. Nagle ci wszyscy mężczyźni, te wszystkie kobiety przestawały mieć znaczenie. Nagle okazało się, że to co czułam przy nich, było niczym w porównaniu z tym, co czułam przy Kennethcie. Wtedy było tylko pożądanie, chęć zaspokojenia potrzeby. Teraz była dziwna radość, spokój ducha, wrażenie, że jestem w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i przy odpowiedniej osobie. Moje dłonie powędrowały do jego twarzy, ujęłam jego podbródek i zmusiłam do tego by spojrzał na mnie, by nasze twarze znów się znalazły na jednej wysokości. Złożyłam na jego ustach ciepły pocałunek. Byłam gotowa, by być tylko jego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej
 


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.