• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Restauracja "Andromeda"
Restauracja "Andromeda"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-07-2025, 11:42

Restauracja "Andromeda"
Andromeda to ekskluzywna restauracja znajdująca się na końcu jednej z bocznych odnóg Pokątnej, dostępna tylko dla gości z uprzednią rezerwacją. Wnętrze restauracji utrzymane jest w ciemnych, granatowo-srebrnych tonacjach, z delikatnymi, lśniącymi akcentami przypominającymi gwiezdny pył. Najciekawszym elementem jest zaklęty sufit, który przedstawia ruchome nocne niebo — gwiazdozbiory, mgławice i planety przesuwają się powoli ponad głowami gości, zmieniając się w zależności od pory dnia i faz księżyca. W specjalne wieczory pojawiają się też magiczne zaćmienia lub deszcze meteorów.
Stoły są oddzielone od siebie wystarczająco, by zapewnić prywatność, a każdy z nich ma własne, dyskretne źródło światła – świecę zawieszoną w powietrzu nad stolikiem. Zamiast klasycznych numerów, stoliki oznaczone są nazwami gwiazdozbiorów, a drogę do nich wskazuje szef sali czekający na gości tuż przy wejściu. Menu pokazuje się na lewitującym pergaminie, który rozwija się sam pod wpływem wzroku gościa.
Na talerzach podaje się prawdziwe dzieła sztuki, wykwintne i wyrafinowane, często z wykorzystaniem iluzji i czarów transmutacyjnych Karta win i eliksirów obejmuje zarówno klasyczne magiczne trunki, jak i rzadkie importy z Francji, Grecji i Transylwanii. Restauracja posiada wydzielony balkon widokowy z zaklętą kopułą, pod którą można jeść „pod otwartym niebem” nawet podczas deszczu.
Andromeda często gości znanych czarodziejów i czarownice, polityków i ważnych urzędników Ministerstwa Magii, przedstawicieli rodów ze słynnej Dwudziestki Ósemki, bądź gwiazdy estrady i nazwiska pojawiające się na łamach magazynów Czarownica i Abrakadabra.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 13:42
Daniel Dodge byłby lepszym skrzydłowym niż Ambrose Day. Doszli do tego wniosku jeszcze dwa miesiące temu, a efekty widzieć mogli dzisiaj, kiedy Harrison stał pod budynkiem dopalając papierosa. Powinien pozbyć się z siebie smrodu tytoniu? Może powinien zjeść mietówkę? Pożuć gumę (miał tylko balonową…)? Popryskać się kolońską jeszcze dwa razy, prewencyjnie?
Patrząc na szyld restauracji, która na dłuższą metę znajdowała się chyba poza finansowym zasięgiem Harrisona, zaciskał wargi na filtrze może zbyt mocno. W takie miejsca chciały być zabierane kobiety? Jak randkujący mężczyźni w ogóle wychodzili na plusie? Oczywiście, taki Titus nie miał na utrzymaniu dzieci, zarabiał państwową i stabilną pensję, a i nie był wściekle rozrzutny (chociaż pieniądze zarobione nieuczciwie wydawał niemal od razu), ale dzisiejszego wieczora i tak poczuje się okrutnie lekki. Karta dań wywieszona za szkłem na zewnętrznej ścianie “Andromedy” wydaje się mówić to do niego ludzkim głosem.
Chyba ubrał się odpowiednio, bo przynajmniej nie przyszedł tu w mundurze. Ubrał kraciastą marynarkę, a koszulę wyprasował sam, wchodząc w trakcie w krótką scysję z dociekliwym współlokatorem, któremu tłumaczył z wielką powagą korelację pomiędzy własnym samotnym wyjściem, jego bójką z Danielem Dodge’m w ścianach tego mieszkania, jak i wspomnieniem jego potencjalnej łatki bawidamka, którą proponował jeszcze kilka tygodni temu, a której wspomnienie paliło go jeszcze bardziej na myśl o wilej krwi, która czyniła to wszystko jeszcze bardziej realnym.
Kiedy wchodzi do sali i kiedy zaczepiony zostaje przez obsługę, podaje nazwisko z rezerwacji niemal bezwiednie. Dopiero po chwili czuje się ostro nie na miejscu – wystrój sam w sobie kosztował pewnie tyle co jego przyportowa kawalerka (nawet w obecnej ekonomii), a goście nosili na sobie biżuterię wartą tyle, ile wart był najcenniejszy organ jego ciała.
Wielkimi oczami odbija się od gwiazd na fikcyjnym niebie i chyba przez ułamek sekundy… Myśli, żeby stąd spierdolić. Coś mu wypadło. Coś mu…
– Zapraszam – mówi szpakowaty facet, kiedy już odnajduje stolik na planie sali, a potem prowadzi Harrisona wzdłuż obwieszonej obrazami ściany. Każdy z obrazów nawiązuje do tematyki gwiezdnej, a Harrison i tak wydaje się rozpoznawać jedynie gwiazdozbiór pegaza. Może i przystanął na chwilę, byle nacieszyć oczy ruchomym, magicznym malarstwem, gdyby nie fakt, że nad ramieniem kierownika sali i tak zobaczył już smukłą sylwetkę przedsiębiorcy i piękne blond loki…
– Sandy Wilkes, dzień dobry – powtarza, uzupełniając o nazwisko, kiedy Dodge przedstawia ich sobie. – Hej Danny… – To trochę krępujące, no nie? Jeszcze jakiś czas temu podpisywała autograf dla jego żony, a teraz umówił się z jej… Koleżanką? Tak to miało być? Cóż, to chyba głupia sytuacja, chyba należało się wyłgać, stworzyć w głowie szybko jakiś wiarygodny scenariusz, powiedzieć coś, cokolwiek – a nie tylko utykać spojrzenie w twarzy młodej aktorki (aktorki? Czyli Dodge nie wciskał mu kitu i faktycznie umawiał się z taką laską?). Dodge zauważa, że coś tu nie gra – nie jest idiotą. Nie łyknie też głupich kłamstw. – Spotkaliśmy się, nie w przedszkolu, nigdy nie chodziłem – żartuje, chociaż nie wie po co właściwie to mówi. Może po to, by się rozpędzić? W końcu z każdym kolejnym słowem głos wydawał się już pewniejszy, a myśli spokojniejsze. Nim złapie w dłoń lewitującą kartę, śledzi Sandy uważnym spojrzeniem. Może lepiej żeby wyjaśnili sobie te całe zamieszanie… Zanim w sali pojawi się koleżanka?
Sage – zapamiętuje. Próbuje zapamiętać.
Wie jednak, że Dodge zapamiętał jego “gusta”. Gusta, których sam nie umiał ujrzeć przed oczami od wielu lat. Bo ostatni raz na randce, randce był chyba półtora roku temu? Może dwa lata temu? Pięćdziesięcioletnia kobieta, którą zaprosił do pubu była wygadana, zabawna, miała cechy rozrywkowej matki, młodej wdówki, ale kiedy zaproponowała mu coś poważniejszego – zaśmiał się impulsywnie. Przepraszał długo, ale nic z tego nie wyszło. Nie powie jej przecież, że oszczędzał się dla właściwej kobiety, to było niemal tak samo żałosne, jak i nieprawdziwe. Właściwie równie żałosnym było, że nawet nie chciał tam wtedy być, a swoje chęci sprawdzał po prostu co jakiś czas, zastanawiając się czy to już i czy kiedyś w ogóle będzie już, w którym poczuje, że naprawdę czegoś chce.
– Zdarza się wam tu bywać? Może polecicie mi coś dobrego… – a oko nawet mu nie drgnie, kiedy przelatuje wzrokiem po cenach w karcie drinków. – Co lubi pić Sage? – pyta, ale to chyba podstęp, byle przypodobać się Sandy. Utrzymanie kontaktu wzrokowego z kobietą wydaje się obecnie zajęciem nielekkim. Ale może nie ze wstydu, może tylko dlatego, by nie wydać się perfidnie zagapionym w cudzą kobietę. Tak. – W moim typie? Wiesz, że naprawdę nie mam konkretnego… – nie był kawalerem przez wybredność. A może właśnie… A może jednak był. Może jednak był zdecydowanie zbyt wybredny i jeszcze nie spotkał tej jedynej, która wzbudzi w nim miłe uczucie ciepła. - Dziękuję za zaproszenie, niemniej, ten...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 21:00 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.