• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Używane szaty
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:35

Używane szaty
Pomiędzy od lat zamkniętym salonem spirytystycznym a pachnacym imbirem sklepem herbacianym wciśnięty jest nieduży lokal, gdzie można nabyć używane szaty czarodziejów. Z witryn na przechodniów spoglądają manekiny w najlepszych dostępnych kreacjach, co zachęca do wejścia, w środku jednak wszystko dzieje się jakby od niechcenia. Panuje tu półmrok, w powietrzu unosi się zapach kurzu i lawendy, mającej odstraszać mole. Ubrania pietrzą się w wysokich stosach, w koszach i kufrach, długie suknie spływają z licznych wieszaków pod ścianami, a w powietrzu unoszą się igły i nici szukające dziur do zacerowania. Za ladą czuwa czarownica w znoszonej sukni - z miarką w dłoni i zmęczonym spojrzeniem, jakby marzyła o tym, aby pójść już do domu.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
Chciałbyś mnie mieć. Zgub mnie — a dopiero wtedy zrozumiesz, czym byłam dla Ciebie.
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
19-02-2026, 09:34

Shopping is cheaper than therapy
12 maja 1962

Za długa. Nieznośnie za długa ― jak zdanie, które ciągnie się bez pointy. Materiał spływał po niej bez ambicji, nie przylegał tam, gdzie powinien szeptać o wąskiej talii, o łagodnym przejściu bioder w uda. Nie podkreślał, nie obejmował, nie oddawał sprawiedliwości temu, co w kobiecie jest linią, obietnicą, architekturą. Wszystko było nie tak. Oczekiwała sentencji ― kroju, który stanie się deklaracją. Zamiast tego otrzymała kawałek beznamiętnej materii, szmatławą namiastkę wizji, niegodną przyłożenia do ciała, które nie znało przeciętności. Putain. Westchnienie wymknęło się spomiędzy warg cicho, lecz z wyraźnym ciężarem zawodu.
Karmin ― klasyczny, nasycony, bezczelnie kobiecy ― dotknął jej ust z precyzją nabytej wprawy. Czerń materiału jeszcze bardziej obnażała jego niedoskonałość. Może róż? Może odcień, który złagodzi surowość i nada miękkości tam, gdzie projektant poskąpił wyobraźni? Przesunęła dłonią po biodrze, jakby sprawdzała, czy to suknia zawodzi, czy świat znów nie nadąża za jej wymaganiami. Wieszaki za jej plecami zaszeleściły niemal zuchwale. Kreacje wisiały w gotowości, spragnione nie manekina, lecz ciała ― sylwetki wyciętej niemal spod dłuta mistrza rzeźbiarstwa. To nie próżność w niej przemawiała. To świadomość proporcji, znajomość własnej linii, tej harmonii, którą wystarczy odpowiednio oprawić, by przemówiła sama. Odwróciła się lekko, szukając wzrokiem towarzyszki. Zbyt długo milczała za kotarą przymierzalni. Ach, czemuż się wstydziła? Nie wybrała jej niczego wyzywającego. Dla niej była prostota ― minimalistyczna elegancja, która jak rama wydobywa piękno sarnich oczu i jasnych włosów. Almyra nie potrzebowała krzyku. Wystarczył detal.
Wróciła spojrzeniem do lustra.
Nie chodziło o modę.
Chodziło o to, by suknia potrafiła unieść kobietę ― a nie próbowała ją ukryć.
― Ma belle, żyjesz tam, gdzieś utknęła? ― Kobietką być ― to brzmi lekko. Kobietą ― ciężar i sztuka zarazem. Tyle pracy, tyle drobnych rytuałów, tyle czujności wobec własnego odbicia, by wszelako wyglądać dobrze, nie tylko dla świata, lecz dla siebie samej. Każdy detal miał znaczenie: linia brwi, połysk włosów, odpowiedni odcień na ustach. Nikt nie mówił, ile w tym dyscypliny. Zatrzasnęła puzderko z cichym kliknięciem, zadowolona z efektu. Czerwień ― jej ulubiona ― była nasycona, pewna, niemal bezczelna. Dostała ją w kwietniu od pewnego jegomościa. Jakże wtedy o nią dbał… Kwiaty, spojrzenia, dłonie, które wiedziały, gdzie spocząć. A potem zdradził. I zdenerwował. Ugh. Ma belle jednakże milczała zaklęta, albo wstydliwa. ― Nie musisz się wstydzić, wiesz? Chyba, że zbyt przesadny obcas skręcił Ci kosteczkę ― Przeszła kilka kroków boso po czyściutkich lamelach butiku, czując pod stopami chłód drewna i własne pulsowanie myśli. Tupnęła delikatnie, jakby chciała strząsnąć z siebie wspomnienie, które nieproszonym cieniem wracało. Dzisiaj nie był dzień dla niego. Dzisiaj był dzień dla przyjaciółki ― dla śmiechu, dla przymiarek, dla tych spojrzeń porozumienia, które nie ranią. ― Nie stresuj się, na mężczyzn jeszcze czas przyjdzie.
Stanęła nagle, nasłuchując ruchu tuż za zasłoną przymierzalni. Delikatny szelest materiału, westchnienie, może cichy śmiech. Czekała. I czekała. W tej krótkiej pauzie było coś czułego ― troska, ciekawość, nuta niecierpliwości.
Uśmiech powrócił na jej wargi, miękki, już bez gniewu.
Bo bycie kobietą to nie tylko zbroja i karmin.
To także czekanie z sercem gotowym do zachwytu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:57 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.