• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Jezioro Llyn Tegid (Bala Lake)
Jezioro Llyn Tegid (Bala Lake)
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-09-2025, 18:17

Jezioro Llyn Tegid (Bala Lake)
Na północnym zachodzie leży Llyn Tegid - największe naturalne jezioro Walii, spokojne i ciemne jak obsydian. Otaczają je zalesione zbocza i łagodne pagórki, które w odbiciu tworzą złudzenie podwójnego świata. Legenda mówi, że pod powierzchnią kryje się zatopiona wioska - a w wietrzne noce można usłyszeć dzwony jej dawnego kościoła. Woda jest zimna i głęboka, a jej barwa zmienia się wraz z niebem - od błękitu po stalową szarość. Miejsce to przyciąga zarówno rybaków, jak i wędrowców, ale każdy, kto patrzy w taflę jeziora zbyt długo, czuje dziwne, niepokojące przyciąganie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-12-2025, 00:37
Nie musiałam długo czekać na polecenie. Gdy tylko padło ono z ust Kennetha, a może nawet już pół sekundy wcześniej?, jedną nogą byłam już praktycznie w łódce. Wypłynęliśmy szybko, słyszałam jak mężczyzna siłuje się z wiosłami, jakby i on chciał znaleźć się na środku jeziora jak najszybciej. Plusk wody, dźwięk uderzanego drewna o powierzchnię jeziora. Woda falowała, a im bliżej środka się znajdowaliśmy, zmieniała także i swój kolor. W centralnej części była niemal przeźroczysta, światło słoneczne oświetlało idealnie pod nami znajdujący się kościół. I jego wieżę. Wyglądała na niezwykle starą, pokryta wodną roślinnością, byłam w stanie wyobrazić sobie fakturę kamieni. Z pewnością obślizgła powierzchnia, od wielu lat pod powierzchnią wody, zdążyła pokryć się mniej lub bardziej organiczną warstwą. Nagle łódka poruszyła się, gdy obejrzałam się w stronę Kennetha zauważyłam, że się rozbiera. Zdążył już ściągnąć kamizelkę, ściągał właśnie koszulę, a ja bezwstydnie mu się przyglądałam. Dostrzegłam tatuaż, parę blizn, ale nie zdążyłam przyjrzeć się dokładniej. Mężczyzna już wskakiwał do wody.
- Co? Czekaj! Idę z… - patrzyłam jak rzuca zaklęcie, jak wskoczył do wody - tobą.
Westchnęłam ciężko, szybko wychylając się poza łódkę szukając wzrokiem kapitana. Byłam zła, nie powinien mnie tu tak zostawiać, to jedno. Po drugie, ja sama chciałam zanurzyć się w wodzie, poczuć ten dreszcz emocji, wziąć udział w poszukiwaniu tego całego dziennika. A miałam zostać tu, na łódce, sama. Zmarszczyłam nos przygryzając wargę. Szybko podjęłam decyzję, że muszę do niego dołączyć. Zrzuciłam płaszcz z ramion, właśnie zaczynałam ściągać bluzkę kiedy poczułam mocne uderzenie w łódkę. Automatycznie złapałam się krawędzi.
- Kenneth? - Zapytałam, mówiąc głośniej.
Łódka bardzo mocno się kołysała i przez chwilę miałam wrażenie, że wypadnę. Sięgnęłam więc po swoją różdżkę i mocno trzymałam ją w dłoni. Jeśli pan Fernsby się ze mną właśnie droczył i straszył mnie specjalnie, to jak tylko znajdziemy się na brzegu, będzie miał ze mną do czynienia. A wściekła potrafiłam być bardzo upierdliwa. I miałam nadzieję, że to był Kenneth, ponieważ on by nie dopuścił do tego, abym z łódki wypadła. Kiedy jednak doszło do drugiego uderzenia, a nasz środek transportu nabrał wody i przechylał się w bok, wiedziałam już, że to na pewno nie on. Zdążyłam jedynie krzyknąć, zanim wpadłam do wody. Ta dostała się do mojego gardła przez otwarte usta i nos. Krótka szamotanina, szok z powodu przeszywającego chłodu wody. Udało mi się unieść głowę nad powierzchnię wody i wypluwając wodę po chwili nabrać powietrza. Całe szczęście, że zdążyłam chwycić różdżkę. Wciąż mocno ją trzymałam. Teraz już nie dbałam o to czy jestem mokra czy nie, czy moja chustka nadal jest na mojej szyi, chociaż jej nie czułam. Miałam większe zmartwienie na głowie. Co przewróciło łódkę, a ja musiałam jakoś nie utonąć. Umiałam pływać, o to się nie martwiłam, ale cokolwiek co przewróciło moją łódź będzie chciało wciągnąć mnie pod wodę, będę miała niemały problem.
- Bullapio - skierowałam na siebie różdżkę i wypowiedziałam zaklęcie.
Trochę zgapiłam po panie Fernsby, ale jeśli może się udać, to czemu nie spróbować? I faktycznie się udało, czasami byłam dobra w te klocki. Wokół mojej głowy pojawiła się bańka, mogłam swobodnie oddychać. I to w samą porę, bo gdy tylko się ona pojawiła, ja poczułam jak coś ciągnie mnie w dół.
Druzgotek.
Zaczęłam się szamotać. Próbować wyrwać z uścisku druzgotka na mojej nodze. Kopnąć go, cokolwiek. Dostrzegłam ciało Kennetha, niedaleko wieży kościoła.
- Kenneth!! - Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam.
Miałam nadzieję, że mimo dzielącej nas wody mnie usłyszy. Ja za to już kierowałam różdżką w stronę wodnego stworzenia, byle dobrze wycelować i trafić odpowiednim zaklęciem.


udany rzut Bullapio
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
28-12-2025, 13:27
Wieża była ogromna i zdawała się być nienaruszona przez ząb czasu. Tak jakby świat się zatrzymał i nawet wodna roślinność, która pokrywała kamień nie wpływała na ten odbiór. Wyciągnął dłoń w jej stronę, a pod palcami poczuł chropowatość, która została delikatnie pokryta miękką zielenią. Dźwięk dzwonów ucichł, ale czuł pod skórą, że jest blisko odkrycia czegoś. Po chwili przez głowę przebiegła mu myśl, że znów zadziałał zbyt pochopnie, że znów ruszył za impulsem, a przecież nie był sam. Riven jednak była bezpieczna na łódce.
Coś poruszyło się za nim. Odwrócił się gwałtownie i czujnie rozejrzał się dookoła, a potem spojrzał pod nogi. Pod nim rozpościerał się dach kościoła, ale nie dostrzegł nic niepokojącego. Odpłynął kawałek dalej starają się dostać do samego dzwonu, który teraz trwał nieruchomo tak jakby od wielu lat nie był ruszany, a przecież przed chwilą dzwonił. Kenneth zmarszczył brwi w zastanowieniu i podpłynął bliżej gotów zajrzeć do wnętrza dzwonu, ale wtedy jego uwagę przykuło zamieszanie nad jego głową tam gdzie wcześniej znajdowała się łódka.
Teraz była odwrócona dnem do góry, jego płaszcz, buty i chusta Riven spadały powoli w dół.
Riven!
Odbił się od kamiennej ściany i dostrzegł ją po chwili jak stara się uwolnić z mocnego uchwytu druzgotka. Zaklął w myślach. Sięgając po różdżkę już płynął w stronę czarownicy. -Relashio! - Wypowiedział głośno zaklęcie, ale magia nie zadziałała. Zimna woda jakby chroniła druzgotki, a być może czarownica była za daleko, aby zaklęcie mogło dosięgnąć jej oprawcę. Zaciskając zęby rzucił się w dół za Riven i druzgotkami.
Stworzenia te były szybkie i bardzo niebezpieczne. Choć z drugiej strony zdecydowanie lepiej, że nie było to Kelpie. Istniała spora szansa, że mogliby nie przeżyć takiego spotkania. Płynął coraz szybciej czując jak opór wody nie pozwala mu przyspieszyć choć napierał z całych sił. Zatrzymał się i ponownie wymierzył różdżkę w druzgotki, które owinęły swoje długie palce wokół kostki Riven. Poczuł przyjemną wibrację magii, ale na tym się skończyło, a gorący strumień wody nie wystrzelił w stronę stworzeń, a jedynie on poczuł cieplepszy prąd wokół siebie. Skup się, Kenneth - skarcił się w głowie i wycelował po raz trzeci różdżkę w Druzgotka. -Relashio! - Ponownie, poczuł jedynie wibrację magii, a później całe skupienie wzięło w łeb kiedy i w jego stronę rzuciły się Druzgotki. Odganiając się od nich miał utrudnioną możliwość zbliżenia się do Riven. -Ascendio! - Musiał znaleźć się bliżej dziewczyny, wtedy istniała szansa, że we dwójkę wyjdą z tej opresji cało. Jednak znów magia się go nie posłuchała. Poirytowany schował różdżkę do kabury w międzyczasie kopiąc Druzgotka prosto w szczękę. Stworzenie odskoczyło otrzepując się zaskoczone takim potraktowaniem. Parł do przodu, aż udało mu się dotrzeć do Riven. Pochwycił ją pod ramię. -Celuj i strzelaj! -Polecił jej kiedy sam ponownie sięgnął ku różdżce mając nadzieję, że może teraz magia ostatecznie się podda jego woli i wyjdą z tego cało. Wieża oraz pamiętnik przestały mieć znaczenie kiedy na szali znajdowało się coś o wiele cenniejszego.

|Nieudane rzuty na Relashio: 1,2 i 3
Nieudany rzut na Ascendio
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-12-2025, 15:01
Zauważył mnie. Gdyby nie to, że próbowałam się wyrwać z uścisku druzgotka, nawet bym odetchnęła z ulgą. Nie mogłam się jednak zbytnio rozluźnić, mojemu rycerzowi na Złotej Łani nie wychodziły zaklęcia, które rzucał w stronę wodnego stworzenia. Musiałam więc spróbować sama. Daleko mi było do specjalistki od zaklęć i uroków, transmutacja to co innego, w tym czułam się naprawdę nieźle jak na mój młody wiek, jednak czary ofensywne czy defensywne nie były moją mocną stroną. Teraz jednak musiałam przede wszystkim się skupić, nie dać się wciągnąć głębiej do wody. Najlepiej by było gdyby druzgotek mnie po prostu puścił. Było idealne ku temu zaklęcie, wcelowałam więc swoją różdżkę w wodne stworzenie i skupiłam się na poprawnym ruchu ręki i wypowiedzeniu inkantacji.
- Relashio! - Rzuciłam.
Poczułam jak woda wokół mojego nadgarstka drży, jak ciepło otacza moje palce, ale żadne iskry nie poruszyły się w stronę druzgotka. Nie mogłam się jednak poddawać, adrenalina wrzała w moich naczyniach krwionośnych. Nie chciałam dać się pokonać, nie mogłam pozwolić, aby to stworzenie pociągnęło mnie w dół.
- Relashio! - Strumień gorących iskier wyskoczył z mojej różdżki, wprost w druzgotka.
Ten odskoczył jak oparzony, puścił moją kostkę i oddalił się na bezpieczną odległość chociaż wiedziałam, że nie na długo. Musieliśmy je naprawdę zdenerwować, póki co były wokół nas tylko dwa. Jednak, jeśli będziemy zbyt długo zwlekać, to przypłynął do nas kolejne. A wtedy w Cardiff już więcej nie usłyszą o kapitanie Złotej Łani, ani barmance z tawerny “Pod Mewą i Księżycem”. Rzuciłam spojrzenie w stronę Kennetha, on również na chwilę pozbył się swojego druzgotka. Teraz mieliśmy szansę, aby stąd uciec. Pal licho ten dziennik, wolałam żyć niż zarobić parę galeonów.
- Do brzegu! - Krzyknęłam do niego.
Sama wyciągnęłam różdżkę przed siebie, w stronę powierzchni i lądu. Straciłam orientację w przestrzeni, nie wiedziałam w którą jest brzeg jeziora, a w którą wieża na której przed chwilą byliśmy. Nie ważne, nie miało to żadnego znaczenia. Byle tylko wydostać się z wody.
- Ascendio - wypowiedziałam inkantację.
Poczułam lekkie szarpnięcie, różdżka pociągnęła mnie we wskazanym kierunku ale ledwie o parę metrów. Za blisko druzgotek, te już powoli dochodziły do siebie i mieliśmy ledwie chwilę, aby stąd uciec. Dalej, zdecydowanie dalej niż to co udało mi się przed chwilą uzyskać. Jeszcze raz musiałam spróbować rzucić to zaklęcie, zebrać w sobie siły, której miałam zdecydowanie mniej i skupić się na tym, by uciekać w stronę brzegu. Ostatnie spojrzenie w stronę Kennetha, z nadzieją, że i on sobie poradzi. Z jakiegoś powodu nie martwiłam się zbytnio, w końcu był kapitanem Złotej Łani. Przeżył gorsze rzeczy więc i z druzgotkami sobie poradzi.
- Ascendio! - Krzyknęłam z całą mocą.
Różdżka pociągnęła mnie przed siebie. Ze sporą szybkością przemierzałam jezioro w stronę brzegu. Byłam już bardzo blisko lądu, kiedy moc zaklęcia osłabła. Resztę trasy przepłynęłam już sama, poruszałam się na tyle szybko, że druzgotki nie zdążyły mnie dogonić. Wyczołgałam się na piasek, zmęczona, mokra, zmarznięta, ale pierwsze co zrobiłam to odwróciłam się w stronę wody. Wyciągnęłam różdżkę przed siebie, wcelowałam w wodę gotowa by pomóc Kennethowi, jeśli tylko będzie miał jakieś problemy z wyjściem na brzeg. Tylko dlaczego tak długo, dlaczego go tu jeszcze nie było? Oddychałam szybko, nerwowo, z napięciem oczekując pojawiającego się mężczyzny.

Nieudany rzut Relashio i udany.
Nieudany rzut Ascendio i udany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
28-12-2025, 17:00
Zimna woda przestawała przeszkadzać kiedy wokół zaczęły się kłęnić druzgotki. Widział jak pod nimi zaczyna się istne kłębowisko. Stworzenia musiały przekazać sobie informacje, że wpadło do nich śniadanie. Zacisnął mocniej szczękę, a kiedy zobaczył, że zaklęcie Riven zadziałało, a stworzenie zostało odepchnięte, odetchnął z ulgą. To była chwila, aby uciec i udać się na brzeg gdzie mogli poczuć się bezpiecznie. Patrzył jak czarownica z pomocą zaklęcia wystrzeliwuje w górę i udaje się jej uciec przed druzgotkami. Jeszcze chwilę za nią patrzył po czym sam sięgnął po różdżkę. -Ascendio! - Dzisiaj magia mu nie sprzyjała. Poczuł przyjemne ciepło wokół ramienia oraz szarpnięcie w górę kiedy niewielka siła nadała mu prędkości, ale resztę musiał przebyć o własnych siłach. Woda była bezlitosna. Lodowata, ciężka, oplatająca ciało kapitana jak żywa istota, która nie miała zamiaru go wypuścić. Parł ku górze z zaciśniętymi zębami, każdy ruch ramion kosztował go więcej, niż powinien. Zaklęcia, które wcześniej rzucał pod taflą, wciąż pulsowały w mięśniach długiem, który musiał teraz spłacić. Magia wysysała siły szybciej niż samo pływanie, zostawiając w nim tępy ból i drżenie rąk. Zimno wbijało się w skórę ostrymi igłami, przenikało do kości, spowalniało reakcje i odbierało rytm oddechu.
Widział już światło. Powietrze było blisko, a jednak każdy metr zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Dzięki magii mówił oddychać, ale reszta ciała się zbuntowała. Kenneth zmusił się do jeszcze jednego, ostatniego zrywu, nie pozwalając sobie na panikę. Znał to uczucie; morze wielokrotnie próbowało go złamać i za każdym razem wychodził z tej walki żywy. Gdy w końcu przebił taflę, bańka powietrza pękła, a on zachłysnął się świeżym powietrzem, kaszląc i parskając wodą, a zimne krople spływały mu po twarzy i włosach. Przez krótką chwilę dryfował, łapiąc oddech, słysząc własne chrapliwe wciągnięcia powietrza i przytłumione dźwięki świata wracające na swoje miejsce. Na brzegu dostrzegł sylwetkę Riven, która wyraźnie go wyczekiwała. Dopłynął do brzegu bardziej siłą woli niż mięśni. Palce wczepiły się w mokre kamienie, zdrętwiałe dłonie ledwo słuchały poleceń. Wyciągnął się z wody nieporadnie, ciężko, osuwając się na kolana i potem na bok. Odkaszlnął głośno, aż w gardle zapiekło. Oddychał głęboko, nierówno, drżąc z zimna i zmęczenia, lecz żywy. Leżał tak przez moment, z policzkiem przyciśniętym do chłodnej ziemi, czując jak serce powoli wraca do normalnego rytmu. Podniósł się na łokciach i podszedł do czarownicy. -Jak się czujesz? Jesteś cała? - Zapytał od razu, nie zwracając uwagi już na siebie i swój stan. Ważniejszy był jej, którą naraził na niebezpieczeństwo. -Świetnie sobie poradziłaś. - Dodał jeszcze wyciągając dłoń, aby zgarnąć z kobiecej twarzy pojedyncze kosmyki włosów, które przykleiły się jej do czoła. W głosie kapitana pobrzmiewała nuta uznania dla jej zimnej krwi i spokoju jaki zachowała kiedy wpadła do wody. -Dureń ze mnie. - Zaśmiał się cicho kiedy upewnił się, że czarownicy nic nie dolega. Udało im się dotrzeć do brzegu, na którym zostawili koc oraz koszyk wiklinowy. Niestety jego płaszcza oraz buty wraz z koszulą i kamizelką przepadły w otchłani jeziora. Czuł jak zimne krople wody spływają po skórze powodując mikro dreszcze przeszywające ciało. -Musimy się udać w zdecydowanie cieplejsze miejsce i takie gdzie będę mógł skompletować resztę ubrania. - Na szczęście świstoklik powrotny był schowany w drzewie, w którym wcześniej ukrył koszyk piknikowy.

|Rzut na ascendio
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-12-2025, 17:26
Denerwowałam się widząc jego poczynania w wodzie. Magia była dziś kapryśna, a może to jezioro nie chciało go oddać i umożliwić mu dopłynięcie do brzegu? Całe szczęście w końcu się wyłonił z wody, miałam wrażenie, że ostatkami sił opadł na piasek. Kaszląc pozbywał się resztek wody z płuc.
-Kenneth! - Krzyknęłam przerażona.
Uklękłam przy nim szybko. Mokry piasek przyczepiał się do moich nagich nóg, buty gdzieś zgubiłam, płaszcza nie było, koszulę miałam wymiętą, a o chustce już dawno zapomniałam. Kenneth nie wyglądał lepiej, był tylko w spodniach. Jego pozostałe ubrania zabrało jezioro. Czekałam aż dojdzie do siebie, a gdy podniósł się na ramiona wiedziałam już, że wszystko z nim będzie dobrze. Podniósł się i podszedł do mnie, pozwoliłam mu się dotknąć, a gdy odgarniał mi włosy z czoła lekko zmrużyłam oczy.
- N-nic mi n-nie jest… t-tylko z-zimno - chciałam powiedzieć normalnie, ale drżenie głosu samo ujawniło mój stan.
Czułam gęsią skórkę na ciele, drżałam i byłam pewna, że jeśli się zaraz nie ogrzejemy to i ja i Kenneth będziemy okropnie chorzy. Uśmiechnęłam się lekko słysząc komplement. Nie spodziewałam się, że faktycznie tak dobrze sobie poradzę. Ale ja po prostu bardzo nie chciałam zostać w tym jeziorze i opaść na dno. Nie chciałam stać się jedzeniem dla druzgotek, miałam całe życie przed sobą. Słysząc jego kolejne słowa zaśmiałam się.
- N-nie z-zaprzeczę… a-ale… j-ja t-też - nie mogłam uspokoić chichotu.
Nie wiedziałam czy to ze zmęczenia, emocji, zimna. Byliśmy cali i zdrowi, niebezpieczeństwo zostało w jeziorze. Tak samo jak ten nieszczęsny dziennik. Przez chwile się zastanawiałam czy to nie sprawka druzgotek. Z pewnością musiały nas widzieć gdy przepływaliśmy łódką, może to one sprawiły w jakiś sposób dzwon wieży kościoła w ruch i specjalnie wydały ten dźwięk, aby nas do ciebie przyciągnąć? Jednak czy były na tyle inteligentne? Tego niestety nie wiedziałam. Już miałam o to pytać, czy druzgotki specjalnie nas zwabiły do jeziora, kiedy nagle coś mnie olśniło. Przecież mieliśmy suchy, w miarę czysty, koc. Podniosłam się szybko, boso pobiegłam do piknikowego koszyka. Chwyciłam go i koc w ramiona i wróciłam do Kennetha. Wyszukałam czekoladę i podzieliłam się z nim kawałkiem. Potrzebowaliśmy teraz cukru, a cukier to energia. Narzuciłam też na nas koc. Od razu poczułam ulgę. Kenneth zaproponował przeniesienie się w inne miejsce, ciepłe, gdzie będzie można się ubrać. Ochoczo przystanęłam na ten pomysł. Chyba już miałam dość przygód na dzisiaj, ale byłam gotowa podążyć za nim, gdziekolwiek mnie teraz zabierze. W końcu wciąż spłacałam swój dług. Chociaż czy tak naprawdę nadal o ten dług chodziło?
- Zabierz mnie stąd - mruknęłam cicho, gdy stałam obok niego, ciało przy ciele, bo byliśmy okryci jednym kocem.
Kenneth wyciągnął z koszyka kolejny świstoklik. Chwyciliśmy go i szarpnięcie pociągnęło nas ku górze. Gdy cały świat wirował, ja się tylko zastanawiałam co nowego i ciekawego jeszcze pan kapitan dla mnie przygotował.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.