• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > St James's Park
St James's Park
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 15:18

St James's Park
To rozległy park położony między Pałacem Buckingham a dzielnicą rządową. W latach 60. to miejsce spacerów urzędników, turystów i londyńczyków spragnionych chwili wytchnienia. Zadbane alejki wiją się między kwitnącymi rabatami, a na tafli jeziora spokojnie suną łabędzie, kaczki i pelikany – osobliwość przyciągająca spojrzenia.Mostek w centralnej części parku oferuje malowniczy widok: po jednej stronie błyszczy fasada pałacu, po drugiej rozciąga się Horse Guards Parade – szeroki, ceremonialny plac, na którym często ćwiczy gwardia konna. Park sprzyja spokojnym rozmowom, dyskretnym spotkaniom i chwilom samotności. Choć znajduje się pomiędzy ośrodkami władzy, panuje tu atmosfera spokoju i subtelnej elegancji – idealna dla kontemplacji, flirtu lub cichych intryg w cieniu królewskich budynków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
2 godzin(y) temu
Cóż miało to znaczyć, obaj moi starsi bracia już dawno są po ślubie? Pan Carrow rzucił to zdanie z taką lekkością, jakby miało to być jakimś rodzajem pocieszenia, a tylko jeszcze dalej skonfundowało i tak już wzburzone myśli Leopoldine. Pomiędzy jej brwiami, przez ich ściągnięcie, pojawiła się wąska, pionowa zmarszczka. Rodric nie patrzył nawet na nią, a w przestrzeń, nie mogła więc rzucić w jego kierunku spojrzenia domagającego się wyjaśnień. On znał się na małżeństwach, bo jego rodzeństwo już było po ślubie? W czym miało to pomóc? Niezrozumienie, które wydawało się być pewnym motywem przewodnim ich zawiłej relacji sprawiło, że zamiast poczuć się wsparta w tej dość szczególnej sytuacji, poczuła się pozostawiona sama sobie. W jej wizji nie potrzebowałaby innych członków rodziny do utrzymania małżeństwa zgodnym — bo do tego wystarczyłby jej tylko cierpliwy i zdolny do wysłuchania jej mąż. Dlatego też to irytacja, nie spokój, znów osiadła na ramionach młodej kobiety, którą przed dalszym pociągnięciem tematu i znalezieniem nowego pola do konfliktu powstrzymuje zupełnie inna myśl. Myśl, że może szkoda było jej nerwów na tego człowieka, niezależnie od tego, jak stały był w swoich zamiarach. Każde plany — jego, jej — mogły przecież upaść równie prędko, jak się pojawiły, decyzją dwóch starych czarodziejów.
— Żałuję w takim razie, że nie miałam okazji poznać pańskich sióstr. Bo nie ma pan samych braci? — może wszystko byłoby prostsze, gdyby ich układ małżeński mógł być wyrównany z obu stron. Może znosiłaby cierpliwiej specyficzne usposobienie Rodrica Carrowa, gdyby znała go z opowieści jego najbliższych. Ciekawość nakazała jej wyobrazić sobie, co mogły o nim powiedzieć jego krewniaczki; czy któraś z tych informacji nie wypłynęłaby na nią tak głęboko, nie zasadziłaby jakiegoś rodzaju uczucia obrzydzenia, że nie mogłaby spojrzeć na niego i jego działania poważnie. Chłopcy, a przez to również bracia, miewali przecież sekrety skrajnie obrzydliwe. Jedni na przykład uwielbiali wpadać do pokojów swych sióstr tylko po to, aby puszczać najbardziej śmierdzące bąki świata i zmuszać wszystkich do wywietrzenia kilku okolicznych pokoi. Inni nosili w sobie sekrety bardziej ukryte przed światem, bestie, które pragnęły nakarmienia w najbardziej nietypowy i destrukcyjny sposób. Tak. Coś o tym wiedziała.
Na całe szczęście Rodric Carrow nie jest bratem którejś z jej przyjaciółek. Jest białą kartką, którą zapisuje coraz gęściej, z każdym ich kolejnym spotkaniem. Porywa myśli Leopoldine do dzikiego, niespodziewanego tańca i znów przykuł jej uwagę, właściwie nie odpowiadając na wcześniej zadane pytanie. Powinno ją to rozzłościć, lecz zamiast tego baletnica poddała się nagłemu wręcz rozbawieniu. Dłoń prędko skryła rozchylone w uśmiechu wargi, pozwalając jej zaśmiać się w głos — dokładnie tak samo, jak zrobiła to w trakcie ich pierwszego spotkania w Teatrze Arkadia.
— Wie pan, panie Carrow, zupełnie nie jestem w stanie pana rozgryźć — może właśnie o to mu chodziło. O umykanie utartym standardom, o rozbudzenie jej ciekawości tym, że nie był dokładnie takim absztyfikantem, jakiego by się spodziewała. Jeżeli tak, wychodziło mu to znakomicie. Jeżeli nie — nieświadomie obudził w łatwo odnajdującej powód do znużenia artystce ciekawość. Ciekawość, która wystarczająco długo rozdmuchiwana, będzie nieuchronnie zmierzać ku jej zaspokojeniu. Zdrowego lub nie. — Jednym razem jest pan dość... Otwarty w nazywaniu swoich pragnień, innymi razy sprawia pan wrażenie, jakby jeden uśmiech posłany w moją stronę miałby sprawić panu ból. Raz operuje pan słowem tak dziarsko, tak dzielnie, że gdyby szepnął mi pan, że para się poezją, zdolna byłabym uwierzyć mu na słowo. Innym razem wydobyć od pana prostą odpowiedź jest tak prosto, jak przeprowadzić słonia przez dziurkę od igły — uniosła spojrzenie w górę, lecz nie na niego; zamiast tego skupiła się na ponurej, szarawej oprawie nieba. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, ale za to pokiwała głową z niedowierzaniem. Pozwoliła sobie wreszcie na krótkie, acz wymowne westchnienie, dopiero wtedy powracając do relatywnie poważnej pozy. — Czy to wszystko elementy składające się na jednego człowieka? Czy może prawdziwy Rodric Carrow znajduje się gdzieś głębiej, tam, dokąd nie chce mi pan dać dostępu... Przed ślubem? —  zniżyła nieco głos, bowiem i temat rozmowy zszedł na ścieżki dalece bardziej intymne, niż te, które powinny zostać poruszane na byle zapoznawczym spacerze. Skoro rozpoczęli temat sekretów, musiała podejść do niego z należytą powagą. Rodric jednak nie był dla niej łaskawy, rzucając od razu na głęboką wodę; chyba była mu za to, w przedziwny i powykręcany sposób wdzięczna. Odebrała bowiem ów sekret za ostrzeżenie. Może nieco nad wyraz, co miała później potwierdzić jego początkowa, instynktowna reakcja. Zanim to nastąpiło, chciała okazać mu swoje wsparcie. Ale jak, jeżeli nie potrafiła odnaleźć ku temu odpowiednich słów? Dotyk — ograniczany przez nich umyślnie, przez ciasny gorset konwenansów — był dla niej naturalną oznaką wsparcia. Przez to, że nie pozwalali sobie na bliskość, trzymali dystans nawet w mowie (wszak nie przeszli w rozmowie na ty) miał mieć mocniejszy wydźwięk. Być szczerszą wersją jakiegokolwiek wyświechtanego frazesu, który wypadało w tej chwili powiedzieć. Ku jej zaskoczeniu Rodric przyjął ten skromny gest — chyba z równą niepewnością, co ona sama — gdy uniósł dwa palce, pozwalając jej drobnej dłoni znaleźć się pod tą jego. Jest zaskakująco ciepła, nawet pomimo bliskości zimnej barierki, o którą się oparli. Przez moment przez umysł Leopoldine przechodzi nawet myśl, że miło byłoby, gdyby kiedyś, bo przecież nie dziś, nie w tym stanie, przeszli się tą samą alejką, trzymając się za ręce.
— Jeżeli mogę, panie — nie dało się przecież nie ominąć tego, jak prędko stanął w obronie matki. Rozumiała go. Sama próbowała przecież tyle lat tłumaczyć swojego ojca. Najczęściej przed sobą samą. Rodzic, jakikolwiek nie był, jakiejkolwiek krzywdy miałby się dopuścić, był... wzorem. Ideałem. Niełatwo przychodziło strącenie go z piedestału. — Nie chcę być kością niezgody pomiędzy wami a waszą panią matką. Czy istnieje jakaś inna forma zabezpieczenia umysłu przed... Taką okolicznością? Zwrócenie się do pana matki z taką prośbą mogłoby zostać przez nią odebrane jako oskarżenie — wiedziała, że mężczyźni nie lubili być instruowani na tematy, które miały być dla nich oczywiste, niemniej jednak czuła się w obowiązku, aby wypunktować tę okoliczność. To, że sama miała skomplikowane relacje z własną rodziną nie oznaczało przecież, że chciała wchodzić w rodzinę męża i doprowadzić ją do podobnego rozpadu. Ba, w małżeństwie upatrywała przecież okazji do wejścia pomiędzy ludzi, którzy darzyli się miłością. Możliwości przebywania w rodzinie takiej, jaką obiecywały jej bajki opowiadane przez bony i piastunki. Rodzinę, która mogła być jej, gdyby nie atak wiedeńskich Akolitów.
Myśl ta jeszcze mocniej zacisnęła się na jej gardle, nakazując tymsamym łzom na zeszklenie jej oczu. Nie powinna była pozwalać sobie na tak skrajne emocje, ale sekret za sekret zobowiązywał i nie można było się już wycofać z ich małego układu. Doskonale radziła sobie z własnym smutkiem samotnie, przynajmniej tak chciała twierdzić, dlatego kolejny kontakt ciała z ciałem — już nie tylko dłoń pod dłonią, ale też dłoń Rodrica pod jej podbródkiem, sprawiła, że spomiędzy jej warg wydostało się tylko napowietrzone, płaczliwe westchnienie.
Nie potrafiła go rozgryźć, przekonała się o tym jeszcze mocniej.
Oczekiwała więc na słowa Rodrica jak na wyrok — nie mogąc uciec przed nim ni ciałem, ni wzrokiem, pozostała przecież na jego łasce. Oczekiwała, znów mylnie, że zgodzi się z jej propozycją. Że uznając, iż nie potrzebuje przyszłej żony o podobnym rysie charakterologicznym do Leopoldine, że wygodniej byłoby mu z kimś, kto mniej zanurzałby się w emocjach własnych, a żył raczej jak lusterko emocji innych, zdecyduje się porzucić wyścig, do którego stanął. Zamiast tego Rodric Carrow zaparł się jeszcze mocniej w swojej decyzji, a jego zdecydowanie uderza ją jeszcze mocniej, niż fakt ich wspólnego przełamania granicy dotyku, bo oto nareszcie mówi to, co pragnęła usłyszeć w głębi duszy. Był zdecydowany. Chciał jej u swego boku. I nie pozostawił przestrzeni na katastroficzne domysły. I był to dla baletnicy szok tak wielki, że nawet fizyczny dystans nie był w stanie sprowadzić jej na ziemię.
— Może być pan pewny, że wyciągnę z pana wszystkie trzy jeszcze przed ślubem — i choć w kącikach oczu wciąż czaiły jej się łzy, odpowiedź, którą mu podarowała, była już pełna kobiecej pewności siebie, dodatkowo podbijanej urokliwym uśmiechem, na wzór tego skrytego za bukietem różowych hortensji. Flintowie uwielbiali wyzwania a Leopoldine nie była w tej kwestii wyjątkiem.

| z/t x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.