• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro V > Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:29
Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Siedziba Urzędu mieści się w jednej z bardziej wystawnych części Ministerstwa. Przestrzeń jest wysoka i szeroka, z kamienną posadzką przykrytą dekoracyjnymi chodnikami oraz ścianami wykończonymi jasnym kamieniem i drewnianymi panelami. Biurka wykonano z ciężkiego, starannie polerowanego drewna; stoją w równych rzędach i wyposażone są w eleganckie przybory, księgi rachunkowe oraz zamykane szkatuły na dokumenty. Wzdłuż ścian ustawiono zdobione szafy archiwalne i przeszklone witryny z zabezpieczonymi próbkami towarów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
26-02-2026, 21:51
Na mojej brwi śmiało mógłby ślizgać się jakiś tyczkarz na igrzyskach olimpijskich: najpierw podnosi się jak poprzeczka, później marszczy się, jak zgięty patyk do skoków. Praca czyni wolnym, trochę mi się cofa i to nie dlatego, że pierwszy jestem do cenzurowania tego słowa. Zbyt wielu Żydków spotkałem, w tym i takich, którzy nosili na rękach czarne numerki, albo takich, których matki, babki i piąta woda po kisielu zostali wysłani z rampy prosto pod prysznic, a oni cudem tylko wyjechali - z Rumunii, Polski, zresztą i z samych Niemiec. W moim sercu jest tyle miłosierdzia dla narodu wybranego, ile w sercu starotestamentowego Boga, zatem to ilość mikra, bo każdy jeden Mosze podobny do drugiego - i wcale nie chodzi mi o pejsy. Co innego Żydówki, oczywiście. Rebekę wspominam do dziś - należą jej się przeprosiny, lecz to już i tak nieaktualne, bo to, co mogliśmy mieć, dzieje się i tak. Ląduję, osiadam, wybieram. Dobrze? Chyba dobrze.
– Pan kojarzy, że to motto ludobójców? Najnowsza mugolska historia. Tak sprzed dwudziestu lat – rzucam na tyle obojętnie (bo co mnie to obchodzi?), że pan Bernard Cringe może równie dobrze potraktować to jako ciekawostkę pokroju tego, że pszczoły potrafią rozpoznawać twarze. Co ja z tego mam? Oprócz tego, że samonotujące pióro zarejestruję jaki ze mnie wrażliwy obywatel - nic. Upijam łyka wody, a to wszystko, by zyskać na czasie, zająć czymś usta i raz jeszcze przekalkulować: czym grać. Kłamstwo ma krótkie nogi i wychodzi na jaw szybciej niż staje mi na widok Sadny w stroju pani Mikołajowej a tu już niezły wyczyn.
– Wie pan, panie rewizorze, sądzę, że ta sprawa jest daleko mniej sensacyjna niż się wydaje – odpowiadam, odkładając szklankę z wodą na blat biurka - a dokładniej - na podkładkę, którą pozwoliłem sam się obsłużyć z korkowego stosika leżącego obok biurowej lampy. Pan Bernard Cringe nie wygląda na kogoś aprobującego mokre kręgi i odciski od wilgoci na dębowym blacie i ja… też nie chcę na kogoś takiego wyglądać. – Dokumenty otrzymałem od Rafaela Croucha. Nie zamierzam tego ukrywać – to jego odpowiedzialność administracyjna. Skóra Rafaela za moją? Niezbyt wysoka cena. Dwa razy poproszę. Krótka przerwa, krzesło skrzypi irytująco, a ja kontynuuję; jako człowiek niewinny nie muszę się śpieszyć.
Jako winny: nie powinienem.
– Natomiast pozwoli pan, że doprecyzuję. Pan Crouch faktycznie przesłał mi owe dokumenty, a właściwie zrobił to z własnej inicjatywy – czy prosiłem o te raporty? Nie. Czy zrobiło mi się lżej na duszy, gdy je dostałem? Owszem. Czy teraz są gwoździem do trumny? Pieprzony Crouch. Wyłysieję tu do reszty.
– Panie rewizorze, bądźmy szczerzy, nie jestem orłem w sprawach administracyjnych. Nie będę też zaprzeczać, że posiadam ogromne zaufanie do aparatu państwowego. To wada z gatunku tych staromodnych – uśmiecham się uprzejmie, lecz kilka sekund odmierzonych tyknięciami zegara z kukułką ściera ten uśmiech, a moja emocjonalność przypomina obecnie sklepowego manekina.  – Niech pan spróbuje postawić się na moim miejscu – dodaję – byłaby to w istocie mało obywatelska postawa, posądzać urzędnika ministerstwa o celowe działanie na czyjąś szkodę. Byłem przekonany, że mam prawo do posiadania tych dokumentów, skoro dotyczą mojej osoby. Jeśli pan mówi, że takowe nie powinny zostać wydane, absolutnie nie będę tego podważać – godzę się, kiwam głową, kładę uszy po sobie - poszczekam sobie zaraz, kiedy stąd wyjdę. Jeśli wyjdę. I sportowo sobie kogoś nie potrącę, gazując Marlenką do setki w zabudowanym. – Dokumenty wyszły z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Sądziłem, że to jedynie po to, by zaoszczędzić na czasie i usprawnić tryb tej procedury – dodaję polubownie, oj, głupi, głupi ja. – Wygląda zaś na to, że niechcący, przyspieszyłem jedynie ujawnienie łamania procedur przez tutejszego pracownika. Bardzo mi przykro – taa, bardzo. A ostatnio omawialiśmy sobie luksusy Tower. Pierwsza rezydentura, aj, aj, aj. Zapiecze. Oby nie. – Chcę jednak dodać, panie rewizorze, że jestem pewny swoich inwestycji i odpowiadam za nie zupełnie. Jeśli więc ma pan jakieś pytania lub wątpliwości co do kapitału, służę. Natomiast… – przerywam sam sobie, żeby pozbierać myśli w formułę, która nie zabrzmi tak chamsko jak pierwsze pięć opcji, które próbowały przejść mi przez gardło. – wyprowadzenie poufnych danych poza ministerstwo tudzież nadmierna gorliwość pana Croucha… zupełnie nie leży w mojej gestii – stawiam kropkę nad “i” - w przypadku Sandy zastąpiłoby ją serduszko - moja jest zwykła, najzwyklejsza, czarna i dość tłusta. Z bliska wyglądałaby jak mucha, która przysiadła na kartce papieru.

| rzucam na kłamstwo - jeśli jest konieczność, jeśli nie, można uznać kość za niebyłą; +10 do rzutu
1x k100 (kłamstwo):
87
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
6 godzin(y) temu
Mugolska historia nie obchodziła go specjalnie, więc na uwagę Daniela wzruszył jedynie ramionami; gdyby jednak miał wystarczającą wiedzę w tym zakresie, mógłby najpewniej skontestować tę uwagę myślą, że cytat pochodzi, w istocie, z Ewangelii świętego Jana. On o Chrystusie ani poczynaniach nazistów nie wiedział zbyt wiele, ale słowa te znalazł w którymś z numerów Proroka Codziennego. Chyba, bo w rzeczywistości podobnym mottem kierował się przecież ― z całą pewnością ― jego własny ojciec, przez całe życie niespecjalnie garnący się do czegokolwiek innego od obowiązków zawodowych. Pewne maniery miał chyba po nim, choć dla dobra przede wszystkim własnego (a przy tym zarazem całego świata), postanowił wieść kawalerskie życie i nie zsyłać na ten ląd wyrodnego potomka, który bez skrupułów zagarnąłby za lat kilkanaście cały jego życiowy dobytek. Kot nigdy by czegoś takiego nie zrobił, więc od dziecięcych krzyków wolał wsłuchiwać się w namolne drapanie pazurem w nogę od jadalnianego stołu.
Napięcie rosło z każdą minutą, jakby oczekiwanie na wyrok ― nęcące, kuszące słowa podejrzewanej przez Bernarda prawdy ― stało się wyraźnie słodszym od daktylowego ciasta czy wysokiego głosu panny Malfoy. Dokumenty szeleściły, zegar tykał, zapach lakieru do paznokci mieszający się z wonią ciemnej kawy obijał się o ściany gabinetu numer pięćset dwanaście; a pod niepozorną groźbą ― usnutą z doktryn, przepisów i urzędniczych procedur ― wykiełkował wreszcie zdrowy rozsądek.
Rozsądek nakazujący Danielowi chronić nie tyle wpływowe, majętne, błękitnokrwiste widmo pana Rafaela Croucha, jednego z pracowników ichniejszego departamentu, co samego siebie ― bo i jego właśnie cała ta sprawa właśnie dotyczyła. Względem niego toczyło się postępowanie, względem jego formularza, jego wniosku, jego ksiąg rachunkowych i wyciągów bankowych mogły zostać wymienione rażące nieprawidłowości. Cringe ― na pierwszy rzut oka przynajmniej ― nie dostrzegł ich wśród przyniesionych przez pana Dodge'a dokumentów, ale te miał poddać jeszcze szczegółowej kontroli ― zwłaszcza teraz, zwłaszcza w obliczu posiadania przezeń protokołu, na którym widniały informacje poufne. Jego sceptycyzm nakazywał sądzić, że nie przedstawiał on już większej wartości, zwłaszcza jeśli sygnowały go podpisy Cartera i Croucha; jego sceptycyzm nakazywał pochylić się nad tym zagadnieniem raz jeszcze, do tego zadania wyznaczając tym razem innego urzędnika. Może on przynajmniej nie miałby powiązań z jednostką poddawaną kontroli; może on przynajmniej nie wykazałby się świadectwem braku profesjonalizmu w obliczu badania tak istotnej sprawy, jak majątek nieźle prosperującego przedsiębiorcy. Może.
Po krótkim namyśle przemówił więc krótko, gdy zeznania padły, gdy wnikliwe słowa zapisało samonotujące pióro:
― Zechcę uwierzyć, że padł pan ofiarą nadgorliwości urzędniczej. Proszę jednak zrozumieć moją pozycję: dokumenty niejawne w rękach osoby nieupoważnionej to bardzo poważne nadwyrężenie. Jednakże, skoro wskazał pan źródło tego uchybienia, ciężar odpowiedzialności przesuwa się na barki pana Croucha. To on reprezentuje resort, to on odpowiada za zachowanie klauzuli poufności. Zdejmuję z pana zarzut celowego wejścia w posiadanie materiałów do użytku wewnętrznego, co ― nie ukrywam ― oszczędzi panu bardzo wysokiej grzywny i czterdziestoośmiogodzinnego pobytu w areszcie ― stwierdził sucho, sięgając po własne pióro i pieczęć; tą drugą podbił pergamin oznajmiający o odbytej kontroli, który zaraz odwracał w stronę Daniela. ― Poproszę jeszcze o pański podpis, z dzisiejszą datą ― odchyliwszy się na krześle, dopowiedział jeszcze dla formalności:
― Dostarczona przez pana dokumentacja zostaje ze mną, do czasu finalizacji procedury. Otrzyma pan listownie informację o jej przebiegu w ciągu trzydziestu jeden dni, licząc od dzisiaj. W razie potrzeby otrzymania kopii dostarczonych materiałów, proszę o zwrócenie się do urzędu w tej sprawie. Na dzisiaj to wszystko. ― I to powiedziawszy, wstał powoli z krzesła, oferując Danielowi uścisk dłoni, w geście uznawanym powszechnie za uprzejmy. Bo wbrew temu, co można było o nim sądzić, miewał nawet jakieś drobne objawy kurtuazji.
Jutro przekona się o tym sam szef departamentu, dowiadując się, że jego elegancki donos ma podstawy nie tylko w domysłach, ale i doniesieniach petenta.

Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki. Wynik kontroli znajdziesz na swojej poczcie. Igor Karkaroff
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.